Dołącz do nas

Piłka nożna

[TRANSFER] Kamil Kurowski piłkarzem GieKSy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Po Damianie Michaliku doczekaliśmy się kolejnego transferu do naszego klubu. Dział komunikacji poinformował, iż nowym zawodnikiem GieKSy został Kamil Kurowski. Kontrakt został podpisany na rok.

Urodzony w Nowym Sączu 23-letni zawodnik w poprzednim sezonie grał w Olimpii Grudziądz, gdzie rozegrał na pierwszoligowych boiskach 19 spotkań. Zawodnik gra na pozycji pomocnika i może grać zarówno na pozycjach ofensywnych, jak i defensywnych. 

Nowemu zawodnikowi życzymy powodzenia w naszym klubie.

24 komentarze
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

24 komentarze

  1. Avatar photo

    mikegieksa

    18 czerwca 2018 at 18:30

    Znowu jakiś legijny wynalazek…. Kto na to pozwala. Do tego z metra cięty. A w akademi był zarzut że prowadzi się zawodników że słabymi warunkami fizycznymi. Kpina z pieniędzy podatników!!!

  2. Avatar photo

    artur

    18 czerwca 2018 at 19:02

    Ludzie posłuchajcie se filmiki, oni wszyscy łącznie z zarządem używają słowa klucza czyli „najwyższe cele”. Widać, że zanim podpisał kontrakt musiał zostać pouczony słowa klucza w wypowiedziach do mediów. Jestem pewny, że oni w tym sezonie też nie awansują, bo awansu nie chcą, chcą grać o najwyższe cele czyli 5-6 miejsce.

  3. Avatar photo

    Jata

    18 czerwca 2018 at 21:10

    Kurwa malkontenci. Nic nigdy nie pasuje. Jojko z śmierdzielowa do nas przyszedł i został naszym guru. Zawsze coś nie tak. Może zróbmy już ankietę kto będzie hamulcowym.

    Nie awansują trudno, nie spodziewam się tego z marszu. Chcieliśmy gruntownych zmian to je mamy, ale zawsze znajdzie się ktoś komu nie pasuje że ten czy tamten.

    Nie jesteśmy polskim Realem że każdy do nas chce iść. Ot pierwszoligowy średniak z aspiracjami do awansu.

  4. Avatar photo

    PołudnioweK-ce

    18 czerwca 2018 at 23:00

    Kolejny transfer na pewno cieszy.Pytanie tylko kiedy i kogo sprowadzimy do ataku bo w tej formacji na dzien dzisiejszy mamy największy problem.

  5. Avatar photo

    artur

    19 czerwca 2018 at 07:41

    Nie malkontenci tylko realiści, a Tobie realizmu po tylu latach upokorzeń nadal brak. Pozyskują ulubieńców Paszulewicza, którzy spadli z ligi, wcześniej ściągali ulubieńców Mandrysza. Tacy to fachowcy w tej Gieksie są. Nie awansują to jedno, ale nie zbudują drużyny to drugie, za rok wezmą kolejnego trenera, który ściągnie chłopaków z Głogowa i zaś będą walczyć o najwyższe cele.

  6. Avatar photo

    misiek

    19 czerwca 2018 at 08:20

    @Artur, to jest zupełnie normalne że jak przychodzi szef (niezależnie czy trener w klubie czy szef w firmie) to ściąga ludzi którym ufa. Nic w tym złego i nic niedobrego jeśli tylko są to fachowcy.

    Jeśli będziemy chcieli co rok wymieniać cały skład to tak to będzie wyglądać. Tak się wielkiej piłki nie buduje…

  7. Avatar photo

    Mecza

    19 czerwca 2018 at 09:43

    Zawodnicy i trenerzy powinni być zatrudniani wg pomysłu dyrektora sportowego jak ma grać i wyglądać kadra. Trener powinien się do tego dostosować. Klub mydli oczy kibiców bo powinien wyjść Barnik i powiedzieć. Mamy przeciętny budżet na 5-6 miejsce w lidze i zatrudniamy zawodników którzy są na 5-6 miejscu w naszym rankingu, będziemy walczyć o jak najwyższe cele z tą kadrą którą mamy. Brakuje kurwa odwagi aby tak postawić sprawę a później debile piszą że ktoś nie chce awansować. Jesteśmy i będziemy średniakiem w tej lidze a nie Realem Madryt 1 ligowym. Zapamiętajcie. Jak coś wyjdzie to tylko szczęście, nie ma żadnych podstaw. Jesteśmy n-ty wyborem w tej lidze, wybierają kluby gdzie lepiej płacą.

  8. Avatar photo

    100ProcentowyCygan

    19 czerwca 2018 at 10:38

    Jata ignorancie jojko nie przyszedł zabtrenerem a tutaj mamy pielgrzymke kolesiostwa.już wiesz czemu polscy trenerzy są tacy ciency?bo nie są profesjonalistami. Profesjonalistą szuka na rynku najlepszych a nie bierze tych co spuscili drużynę do ligi nizej.

  9. Avatar photo

    Mecza

    19 czerwca 2018 at 11:21

    @100% nie pomyślałeś, że Ci co przyszli to są najlepsi na jakich nas stać? Przynajmniej tych o których wiedzą w klubie. Inna sprawa, że w niższych ligach są młodsi, tańsi, lepsi ale skąd my możemy o tym wiedzieć jak nie ma skautingu? Czytałem ostatnio wywiad z janekx89 i bardzo trafnie powiedział, że ludzie odpowiedzialni za skauting nie powinni wysiadywać w wygodnych lożach na ekstraklasowym meczu tylko jeździć po zadupiach. Wszyscy wspominamy lata 90, bogate lata 90 ale wtedy potrafiliśmy ściągnąć do czołowego zespołu w Polsce zawodnika z Carbo Gliwice, Naprzodu Rydułtowy, Ruchu Radzionków itd. Teraz u nas chyba mało kto na 2 ligę jeździ.

  10. Avatar photo

    Jata

    19 czerwca 2018 at 22:15

    @100% pada ignorancie hahaha

    Od wielu lat mamy kolesiostwo i tego nic nie zmieni – @Mecza dobrze napisał – nie ma podstaw aby było inaczej.

    Skoro chcieliśmy zmian (wyjebać wszystkich) – to przyjąć należy to co nam dają (na pewno na lepsze efekty mas nie stać).

    Przypominam – wymieniamy nie jednego zawodnika a CZTERNASTU (na chwilę obecną – liczę na więcej) !!!!!

    Jak zmiany to po całości, po powierzchowny lifting nam nie wychodził.

    I nie marudzić – nie wejdą rozliczymy ich, ale nowych a nie kolejny raz tych co dali ciała (o rok za późno)

  11. Avatar photo

    Irishman

    20 czerwca 2018 at 10:34

    @Mecza, nie wiem dlaczego odbierasz nam szansę tylko dlatego, że nie kontraktujemy piłkarzy z „nazwiskami”, z przeszłością w „Ex”?
    Ja uważam odwrotnie – jak mam wybrać wybijającego się, ambitnego, młodego piłkarza z I ligi albo 30-latka z bogatą przeszłością, ale którego już nikt nie chce w Ex, bo np. jest po kontuzji i musi się odbudować albo nie grał cała rundę, bo byli lepsi na jego pozycję itp. to wolę tego pierwszego! I wiem, że więcej z nim ugram, bo jemu się będzie chciało, bo on chce się pokazać, bo on chce asie uczyć i być coraz lepszym, bo on wie, że nie ma „nazwiska” i musi o nie dopiero zawalczyć!
    A taki gość z Ex, przychodzi do jakiejś tam I ligi i wie, że jest gwiazdą, więc on się nie będzie przemęczał, nie będzie nic udowadniał, biegał, starał się bo on ma przecież ekstra-klasowe umiejętności, więc niech inni biegają. I on wie, że ma „nazwisko” wiec jak mu się tu nie uda to pójdzie gdzie indziej, gdzie mu też zapłacą kupę kasy. I potem wychodzi taki pan piłkarz z Ex na boisko, a tu jakieś chłopaki z Puszczy albo Kolejarza i go ogrywają jak chcą. I co? No jak to co, presja kibiców, krzywa murawa, młodsi „koledzy” zawiedli itp. itd.

    Nie @Mecza, już to przerabialiśmy tyle razy, ze wystarczy.

  12. Avatar photo

    Mecza

    20 czerwca 2018 at 11:34

    @Irishman, szans nie odbieram ale jeśli coś ugramy to fartem. Nie jestem za zatrudnianiem zawodników których już nikt nie chce w Ex. To już przerabialiśmy przez ostatnie lata, są drodzy, rozkapryszeni i nie nadają się mentalnie do 1 ligi. Wiesz dlaczego mamy marne szanse? Bo klub organizacyjnie a również finansowo jest średniakiem. O ile finanse można na boisku zatuszować to organizacyjnie jesteśmy słabi. Pisząc organizacyjnie mam na myśli część sportową klubu. Nie mamy pomysłu, skautingu, ciągłości. To już jest rola dyrektora sportowego aby to poukładał. 6 miesięcy to za krótki czas aby oceniać Bartnika, ale za rok można już będzie wysunąć wnioski. Chciałbym aby okazał się drugim Łukaszem Masłowskim z Wisły Płock. Takich nam trzeba.

  13. Avatar photo

    Danielski

    20 czerwca 2018 at 11:55

    Aktualne transfery nie uważam za kiepskie. Nie chcę wyrokować czy są świetne, ale aktualnie myślę, że nie ma tragedii. Zważywszy na to na co nas stać. Mnie jednak nurtuje inny temat.

    Czy w klubie jest ktoś kto jest skautem? Albo jakoś inaczej się nazywa jego stanowisko? Czy jest ktoś kto ogląda mecze Gwarka Zabrze? Szombierek? Innych, mniejszych, śląskich klubów, w których są ambitni, młodzi piłkarze? Mamy Rozwój pod nosem, to dlaczego z Rozwoju więcej piłkarzy idzie do Górnika czy innych klubów, a nie do nas? Tabiś chyba jest pierwszym chłopakiem z Rozwoju, który do nas trafił.
    Kurowski, Michalik, Pawełek – to są zawodnicy w pierwszej lidze otrzaskani, praktycznie każdy śledzący tę ligę ich zna, więc by ich „wyszukać” – nie trzeba być skautem.
    Gdzieś kiedyś czytałem materiał o skautingu, bodajże w Anglii, że często to ludzie z pasji, za zwrot biletu na pociąg i mecz jeżdżą. GieKSa chyba nie jest aż tak biedna, by nie mieć chociaż jednej, dwóch osób, które by zaglądały na mecze niższych lig. I chciałbym by trafił do nas choć jeden taki, 18-20 latek, który może nawet na początku uczyć się I ligi, wchodzić na kwadrans, czy pół roku nadrabiać zaległości, ale jestem pewien, że gdzieś niżej można znaleźć nowego Gajtkowskiego czy Moskałę.

  14. Avatar photo

    Olo

    20 czerwca 2018 at 12:34

    W sokole Wola jest młody chłopak bodajże 16albo 17 letni wpuszczają go w drugiej połowie co wejście to bramka chłopak nie boi się gry wiem że to okręgówka ale może warto go sprawdzić niestety nie pamiętam jak się nazywa ale chyba dla klubu dowiedziec się to nie problem

  15. Avatar photo

    Mecza

    20 czerwca 2018 at 12:34

    @Danielski, właśnie o to mi chodzi. Mam nadzieję, że redakcja zrobi podcast o tym, no chyba że nie ma z kim pogadać i o czym… To aż niepojęte że w najnowszej historii nie potrafimy nikogo z niższej ligi ściągnąć który okaże się wartościowym graczem. Nie ma szkolenia, nie ma skuatingu, są tylko plany dwuletnie i rewolucje kadrowe.k

  16. Avatar photo

    Mecza

    20 czerwca 2018 at 12:37

    Dodam że Ci wartościowi tam są, 4 poziom rozgrywek czy nawet okręgówka. Trzeba wyłowić, ukształtować i wprowadzić do 1 składu a następnie sprzedać za niemałą kasę.

  17. Avatar photo

    Irishman

    20 czerwca 2018 at 12:43

    @Mecza, tu się zgadzam, że wychodzą lata zaniedbań i błędów, których nie da się szybko nadrobić. Szczególnie szkoda zmarnowanych, ostatnich trzech lat, gdy finansowo było już OK. No i teraz trochę zaczynamy od początku, a co gorsza ciążą nam ciągle kontrakty niektórych piłkarzy podpisane jeszcze przez poprzedników.
    Mimo wszystko nie twierdzę, że jak uda się osiągnąć sukces to tylko fartem. Raczej będzie to konsekwencja ciężkiej pracy obecnej ekipy. Faworytem oczywiście nie jesteśmy i to możemy sobie szczerze powiedzieć ale też nie gadajmy, że na pewno będziemy średniakiem, bo to już byłoby wywieszenie białej flagi.

  18. Avatar photo

    Mecza

    20 czerwca 2018 at 13:05

    Jesteśmy i będziemy średniakiem któremu jak uda się wygrać kilka meczów to będzie pompowanie balonika. Studzę emocje, również swoje bo czytając niektóre wypowiedzi że powinniśmy lać wszystkich bo jesteśmy GKS a jak jest inaczej to miasto nie chce itp, itd – ciśnienie mi skacze. Co do transferów oby z tej mąki udało się stworzyć czołową drużynę. Z drugiej strony wzmacniamy(?) się tymi którym nie udało się utrzymać w lidze a mamy ją ponoć wygrać,w najgorszym razie 2miejsce.

  19. Avatar photo

    artur

    20 czerwca 2018 at 19:44

    Średniakiem??? Takie wielkie miasto nie ma kasy??? Zostaniesz Mecza za rok sam z garstką naiwnych kibiców. Jeśli komus zależy na Gieksie to powinien zrobić wszystko żeby skończyć kompromitować Katowice.Co ten zarząd zrobił przez ostatnie lata??? Budują już 10 lat drużynę na awans, ile czasu Mecza potrzebują jeszcze???

  20. Avatar photo

    Olo

    20 czerwca 2018 at 20:26

    Panowie Kuba Krawczyk 17lat Sokół Wola

  21. Avatar photo

    Mecza

    20 czerwca 2018 at 21:08

    @artur, Katowice wydają więcej na klub niż Zabrze, Gliwice, BB, może Tychy, może Sosnowiec ale to nadal mało w porównaniu do środków którymi dysponuje Raków, Nieciecza, może Mielec. Na forum jest dużo jadu „kibiców” którzy niby dobrze życzą GKS. Wkurza mnie nawoływanie do zaprzestania finansowania ale…może obrócić proporcje? Po co napychać kapsy gwiazdom 2 letnich pomysłów z czego i tak nic nie ma? Co nam z tego, że jakaś misja awansu do Ex się powiedzie jak nie mamy fundamentów? Z tego tortu „fundusze na piłkarski GKS” zróbmy np. podział – 50% na pierwszy zespół, 30% na szkolenie młodzieży, 20% skauting. Uważam że nasz priorytet jest tutaj http://www.90minut.pl/liga/0/liga9588.html

  22. Avatar photo

    Mecza

    20 czerwca 2018 at 21:23

    Póki nie będziemy się liczyć w CLJ, nie ma sensu pakować kasy w 1 zespół. Zobaczcie ostatnie lata kto wygrał, Lech, Legia, Legia, Legia i chyba Legia. Przypadek, że oni są najlepsi w Ex? Do czego mamy dążyć? Dla mnie ideałem byłby GKS w Ex, rezerwy w 1 lidze, juniorzy w CLJ. Legia tylu wychowanków „wyprodukowała” że 1 ligę wciągnęłaby nosem i w EX pierwsza 8, no ale trzeba najpierw zrobić warunki. Kasa jest, kuleje organizacja, pomysł. Zatrudniajmy kolejnych zawodników „ekstraklasowy” którzy schodzą ze sceny…Powodzenia. W trenera Rumaka nie wierzę za bardzo chociaż mu kibicuję ale sprawdzcie sobie kogo on ściągną z EX, wiadomo że tam wyłapują najlepszych, którzy rokują, brawo https://sportdziennik.pl/mistrzowskie-wzmocnienia/

  23. Avatar photo

    Irishman

    21 czerwca 2018 at 05:03

    @Mecza, poruszyłeś tyle wątków, że właściwie to by trzeba długo o tym pogadać przy kufelku 🙂 Ale spróbuje się w miarę krótko odnieść.

    1.Model, który proponujesz, z trudem spełniają najlepsze polskie kluby. Jest to oczywiście coś do czego trzeba dążyć ale nie jest warunkiem awansu do Ex. Jeśli mielibyśmy czekać z awansem, aż staniemy się takim klubem, to prędzej kibice się zniechęca i poodchodzą, miasto podobnie i sekcja piłkarska będzie stopniowo umierać.
    2.Dlatego to awans jest podstawą, aby zbudować silny klub, a nie odwrotnie.
    3.Obecna ekipa (Zarząd itd.) popełniła kilka błędów… ale nie przez 10 lat. Najpierw robiliśmy szybki awans ale brakowało trochę środków finansowych. Gdy te się znalazły mieliśmy już długi, a sytuację pogorszyło zamieszanie z Królem co prawie zabiło klub. Wtedy obecna ekipa wraz z miastem uratowały go, za co im chwała i wdzięczność! Dopiero w ostatnich latach, a szczególnie ostatnim roku popełniliśmy kilka poważnych błędów, które spowolniły nasz rozwój ale go nie zatrzymały.
    4.Kibice psioczą na miasto, bo chcieliby, aby ono pompowało w klub kasę na poziomie prywatnego sponsora (Bruk-Bet, X-kom) i jeszcze wybudowało stadion, a to jest oczywiście niemożliwe.
    Ale nie trzeba wcale ściągać drogich piłkarzy, aby zbudować silną drużynę. Czasem wystarczy mieć dobry pomysł i wykonawców, którzy go zrealizują. I my próbujemy iść właśnie tą drogą. Sęk w tym, że „dwuletni plan” awansu do Ex prezesa Cygana, ostatecznie upadł dopiero teraz, prawie po trzech latach, a i tak jest jeszcze parę rzeczy, które trzeba naprawić albo posprzątać. Tak więc awans już w nadchodzącym sezonie może się nie powieść – MOŻE ALE TEŻ WCALE NIE MUSI!
    Zresztą pompowanie ogromnych środków w drużynę też nie gwarantuje NATYCHMIASTOWEGO sukcesu, czego przykładem może być nasz obecny rywal z Niecieczy.
    5. Nie @Mecza, nie jesteśmy średniakiem, a przynajmniej nie I-ligowym. Ale nie jesteśmy też gigantem. Na szczęście nie tylko giganci odnoszą sukcesy 🙂

  24. Avatar photo

    Mecza

    21 czerwca 2018 at 09:44

    @Irishman masz rację, bez awansu nie zbudujemy tego co już funkcjonuje w najlepszych polskich klubach. Jednak już teraz powinniśmy postawić sobie takie cele i małym krokami(równolegle z walką o awans) to realizować. Wiele klubów w ekstraklasie nie rozwija się, stoi w miejscu zatrudniając co roku tabuny obcokrajowców na rok, dwa. Nie chcę aby taki był GKS. Nie wiem czy Bartnik ma podobne wyobrażenie, on może przyszedł tu na dwa, trzy lata a ja chciałbym aby ktoś miał wizję jak będzie ten klub wyglądał za 10-15lat. Przez ten czas przewinie się masa ludzi dla których GKS będzie tyle etapem, a my zostaniemy tu na zawsze. Na początek powinna być decyzja o reaktywowaniu II drużyny, to jest niezbędne.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna Wywiady

Klemenz: Wygraliśmy mimo prowokacji

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu z Widzewem porozmawialiśmy także ze strzelcem bramki – Lukasem Klemenzem.

Powiedzieliście sobie kilka ostrzejszych słów z Bergierem?

Było kilka spięć, ale to jest mój dobry kolega, byłem u niego w szatni. Dziś byliśmy rywalami, czasami nerwy puszczają. To był mecz o dużą stawkę. Wiemy, w jakim miejscu jest Widzew, my za to jesteśmy w dobrej formie. Mój wywiad po ostatnim meczu z Widzewem też pewnie podgrzał atmosferę przed tym starciem. Kilku zawodników Widzewa, nie tylko Bergier, próbowało mnie wyprowadzić z równowagi. Jak się okazało, to ja strzeliłem bramkę i wygraliśmy mecz, więc nie zdało to się im na nic. Cieszę się, że mimo tych prowokacji, udało się dokończyć ten mecz i go wygrać.

A jak podpuścić Radomiaka? Może też to pomoże.

Może, może (śmiech).  Nie no, nie będę nikogo podpuszczać. W momencie, kiedy dawałem tamten wywiad, nie miałem nic złego na myśli. Po prostu jest dużo nowych twarzy w Widzewie. Przy tym nakładzie finansowym, każdy od nich dużo wymaga, a wyniki jakie są, każdy widzi. Nie chciałem nikogo obrazić, tyle.

Skąd się bierze taka skuteczność obrony GieKSy? Ty i Arek Jędrych strzelacie, Alan Czerwiński asystuje. 

Każdy z nas broni, każdy atakuje. Mamy dobrą skuteczność, Arek potwierdza to już od dawna. Pytaliście, co jem przed meczami – nic ciekawego. Nie wiem, co się zmieniło, ale znajduję sytuacje i dobrze czuję się pod bramką rywala. Dobrze to wychodzi.

Czterdzieści lat minęło od pierwszego triumfu GieKSy w Pucharze Polski. Patrzycie już w stronę finału?

Mam wywieszony plakat Narodowego w szatni, wisi od samego początku. Zobaczymy, każdy ma na to apetyt. Musimy dobrze przygotować się do następnego meczu, niezależnie od drużyny, na jaką trafimy.

Awans do Ekstraklasy, przeprowadzka na Nową Bukową, potem najlepszy wynik wśród drużyn ze Śląska, teraz Puchar Polski. Tworzycie scenariusz pod film?

Tak nam to wychodzi. Trzeba się z tego cieszyć. Rozmawialiśmy tak z Arkiem Jędrychem, mamy po trzydzieści parę lat i każdy z nas zasuwa. Walczyliśmy o to, żeby być w Ekstraklasie. I my, i myślę, że kibice cieszymy się z tego, że doszliśmy do takiego momentu jako GieKSa.

To nie jest Anglia, puchar rozgrywa się w środku tygodnia. Dzisiaj 120 minut, zaraz mecz z Radomiakiem. Dacie radę?

Podchodzimy do każdego meczu z marszu. Każdy z nas jest ważny, trener to podkreślał na odprawach. Mamy sześć spotkań w trzy tygodnie, to jest natłok. Zdarzają się jakieś kontuzje, jakaś słabsza forma akurat nie wyskoczyła ostatnio, bo wygrywamy. Każdy musi być gotowy.

A zdążycie przygotować nogi na mecz w niedzielę?

Czeka nas podróż, ale mamy super sztab medyczny, który nam bardzo pomoże.

W szatni myślicie, że Bartosz Nowak może być pewny powołania do kadry?

Bardzo mu kibicujemy. Wiemy, jaką jakość nam daje i jakie liczby dokłada. Fajnie, że jest w orbicie, ale to nie jest od nas zależne. Selekcjoner pewnie na wszystko patrzy chłodną głową.

Zazwyczaj na głowę dogrywa Bartosz Nowak, dziś ciasteczko dał Alan Czerwiński.

Ma najlepiej ze stoperów ułożoną stopę, często nam dogrywa na treningach.

Biło serce, jak sprawdzali spalonego?

Z mojej perspektywy wyglądało to jak typowa mijanka. Może to tak długo trwało przez rysowanie linii, ale raczej byłem spokojny.

Ćwiczycie na treningach grę bez nominalnej dziewiątki, na styl reprezentacji Hiszpanii?

Trenujemy takie warianty, czasem też tam występuje Eman Marković. Jest dużo tych wariantów.

Po tej żółtej kartce tylko raz popełniłeś ostrzejszy faul. Trener cię na to uczulał, czy to kwestia doświadczenia?

Rozmawiałem z chłopakami, że lepiej będzie, jak odpuszczę. Nie chciałem osłabić drużyny i cieszę się, że wytrzymałem. Chłopaki też mi w tym pomogli.

Po ostatnim meczu z Widzewem chwaliłeś drużynę. Dzisiaj Damian Rasak, który jest niedługo w zespole, wiedział, że musi zająć pozycję Arka Jędrycha, kiedy ten wybiegł do ataku. Trener mówił, że dużo rozmawiacie o piłce.

Tak, bardzo dużo rozmawiamy, wszystko analizujemy. Mamy świadomy zespół, nikt się za nic nie obraża. Chwała Damianowi za to, że też chce się uczyć. Jest z nami parę tygodni, ale już wie, kiedy ma gdzie się pojawiać.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Realizacja piłkarskich mitów

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Jeszcze nie otrzepaliśmy się po emocjach, a już przyszło nam grać kolejne bardzo ważne spotkanie. Tak jak pisałem – w pewnym kontekście był to najważniejszy mecz od ponad dwóch dekad – nie było bowiem przecież od tak długiego czasu spotkania tak bardzo przybliżającego nas do jakiegokolwiek trofeum. Przez wiele lat biliśmy się po prostu o awans do ekstraklasy. W 2017 roku graliśmy w końcówce rundy wiosennej z liderującą Sandecją i wygrana w tamtym spotkaniu bardzo przybliżyłaby nas do tegoż celu. Wówczas nazwałem ten pojedynek meczem dziesięciolecia. Gdy dziś patrzę na to, jaką rangę miało to spotkanie w porównaniu z dzisiejszymi wyzwaniami, to stwierdzam, że była to ranga proporcjonalnie mała. W żadnym stopniu tamten mecz nie równał się ważnością do wspominanego w felietonie przedmeczowym pojedynku z Arką w Gdyni o awans. Z kilkoma meczami już w samej ekstraklasie. Ale przede wszystkim z ćwierćfinałem Pucharu Polski, dającym tak wielką szansę na wygranie trofeum. Trofeum obecnego wczoraj w Katowicach. Jak to powiedział mój kolega: „Mogliby go już tu zostawić”

Trudno ogarnąć, że w ciągu czterech dni możemy przeżywać dwa razy taką radość, tak euforyczne chwile. Po latach przyzwyczajenia do wielkich zawodów, rozczarowań i gorzkich pigułek, z chwilowymi przerwami na lekką radość po wygraniu meczu z Dolcanem czy Łęczną, teraz przychodzi prawdziwe piłkarskie i kibicowskie szczęście. Do Katowic przyjeżdżają najbardziej uznane marki w Polsce i muszą one uznawać wyższość GKS Katowice. Cała Polska może zobaczyć, co się w Katowicach zbudowało – w kontekście klubu, drużyny i nowego stadionu. Myślę, że kibice wielu ekip w Polsce obecnie nam po cichu zazdroszczą.

Oczywiście mimo naszego wielkiego sukcesu w mediach dominuje analiza sytuacji w Widzewie. Nagłówki o „dramacie Widzewa” i dziesiątki minut poświęconych łódzkiemu klubowi. Z jednej strony do tego jesteśmy już przyzwyczajeni, bo Widzew to póki co klub najwyraźniej bardziej medialny. Z drugiej strony uważam to za żenujące. Kilkadziesiąt minut gadki o przegranych, przepłaconych gwiazdach, analizie kto powinien zasiąść na ławce trenerskiej, a na koniec jakaś refleksja rzucona ochłapem „wspomnijmy jeszcze o GKS Katowice”. Na szczęście piłkarze GieKSy robią wszystko, żeby pokazać piłkarskiej Polsce, że medialność można sobie wsadzić głęboko, a wygrywa się prawdziwymi wartościami – jakością, jednością i rzetelną pracą.

GieKSa po raz drugi wygrała z Widzewem w ciągu miesiąca. Tzw. „dziennikarze Widzewa” musieli się mieć z pyszna, podobnie jak kibice z Łodzi, którzy oczywiście nie omieszkali od początku skupić się bardziej na obrażaniu GieKSy niż dopingu dla swojego zespołu. Abstrahując jednak od tego, zaprezentowali się bardzo dobrze i głośno dopingowali. Wypełniony sektor gości dodaje wiele punktów do atmosfery. Kibice GKS jak zwykle stworzyli kapitalne wokalne słuchowisko, więc mieliśmy prawdziwą piłkarską wojnę na trybunach, jak i na boisku.

Zestawienie meczu ligowego i pucharowego wypada… dziwnie. Porównując posiadanie piłki – zmieniło się diametralnie – teraz było 50/50, a w meczu sprzed niespełna miesiąca Widzew miał ją ponad 70% czasu. Wtedy jednak łodzianie oddali tylko jeden celny strzał na bramkę, a teraz multum, znacznie więcej niż GieKSa. Na pewno z gry Widzew wyglądał lepiej niż w meczu ligowym, jednak wspomniane strzały były po prostu… niegroźne. Bardzo dobre ustawienie Rafała Strączka powodowało, że wyłapywał te piłki jak magnes. Trzeba pochwalić naszego bramkarza, bo przy takiej liczbie strzałów zdarza się popełnić błąd, wypluć piłkę. Golkiperowi futbolówka wybitnie kleiła się do rąk.

Oczywiście nie uniknęliśmy też błędów i bardzo groźnych – choć nielicznych sytuacji. Strata Mateusza Kowalczyka przed polem karnym, po którym Bergier King zlekceważył sytuację i uderzył fatalnie, no i przede wszystkim doliczony czas dogrywki, rajd Mariusza Fornalczyka i absolutnie pechowe (dla nas szczęśliwe) pudło Frana Alvareza. Aż przypomniał mi się Adrian Benedyczak, który kiedyś podczas pucharowego meczu GieKSy z Pogonią też w samej końcówce nie trafił do pustej bramki. Uff…

No i zaspaliśmy przy tym straconym golu. I powiem tak, bardzo doceniam, że trener Rafał Górak na konferencji wziął też – jako on i sztab trenerski – odpowiedzialność za to. Błędy w piłce się zdarzają, wiadomo, Widzew to wykorzystał i był cwańszy. Jednak umiejętność widzenia swojej odpowiedzialności cechuje ludzi mocnych i pewnych. To szerszy temat, pozapiłkarski, po prostu życiowy. Branie odpowiedzialności – uczciwie, ale nie z biczowaniem się – to zasób, to coś co wzbudza zaufanie, wzmacnia i powoduje rozwój. Jednocześnie rzadka to cecha zarówno u ludzi ogółem, jak i w środowisku piłkarskim. Zazwyczaj dominuje umywanie rąk i ucieczka od odpowiedzialności lub drugi biegun – samobiczowanie się i kajanie. Dlatego powtórzę jeszcze raz – bardzo doceniam tę postawę trenera. Wszyscy popełniamy błędy.

Na konferencji zrobiłem kilka nawiązań. To niesamowite, że Lukas Klemenz stał się koszmarem Widzewa. To bardzo symboliczne podkreślenie tej – już nie „mitycznej” – powtarzalności. GieKSa z pustych piłkarskich sloganów robi słowa z pokryciem. Właśnie ta powtarzalność, wyciąganie wniosków, powalczenie w następnym meczu o trzy punkty i cały ten piłkarski bełkot – w naszym zespole przestał być bezwartościowym paplaniem, a rzeczywistością. GieKSa naprawdę to realizuje i dzięki temu następuje rozwój. Podobnie jak z „budowaniem drużyny”, które jest w większości kompletną bzdurą, bo trener wylatuje po kilku miesiącach ze względu na dwa przegrane mecze. W Katowicach drużyna jest NAPRAWDĘ zbudowana. Ze zgliszczy – jak mówi trener. I ten proces trwa w najlepsze.

Wracając do symbolicznego Lukasa. GieKSa ma swój sposób na stałe fragmenty i to „drugie tempo”, o którym trener mówił w poprzednim sezonie jest cały czas praktykowane. Lukas Klemenz zachował się w tej sytuacji jak rasowy napastnik, dostał piłkę prostopadłą, a nie centrę z boku boiska i z pierwszej – w sytuacji sam na sam – strzelił gola. Schematy.

Zapytałem też o to „oczekiwanie nieoczekiwanego”, bo przecież akcję bramkową (wrzut z autu) poprzedziło odbicie od chorągiewki. Ja sam odwróciłem już głowę, bo uznałem, że akcja jest stracona i ku mojemu zdziwieniu po kilku sekundach – nadal ona trwała. To są dokładnie te setne sekundy, o których pisałem w przedmeczowym felietonie. Na transmisji telewizyjnej tego nie widzę, ale całkiem możliwe, że Borja Galan zareagował dosłownie ułamek wcześniej, zanim piłka się od tej chorągiewki odbiła. Antycypował – jak mówi Tomasz Hajto. Na pewno jego reakcja była szybsza od Marcela Krajewskiego. I to po tej akcji Widzew ratował się wybiciem na aut, po którym padła bramka.

Czysto piłkarsko nie był to najlepszy mecz GieKSy, były popularne ciężary. Ale też nie był to mecz słaby. GieKSa zrobiła to, co jest jej największym atutem – determinacja, znów – już nie „mityczne” – realizowanie założeń taktycznych, konsekwencja. I przede wszystkim nasz zespół nie odpuszcza, nie przestaje grać w piłkę. Znów przygotowanie fizyczne było na najwyższym poziomie. I w końcówce to Widzew spuchł bardziej, trener Jovicević ratował się wprowadzeniem żwawego Fornalczyka, gdy reszta już raczej była bardzo zmęczona. W końcówce to GieKSa była bardziej aktywna i gdyby Marcel Wędrychowski był bardziej precyzyjny, mogłoby się skończyć przed karnymi.

Wspomniane rzuty karne to już historia, którą będziemy pamiętać. Przy takim zmęczeniu, przy takiej presji, katowiczanie wykonali je bezbłędnie. Choć serce zabiło nam mocniej, gdy Drągowski dotknął piłkę po strzale Arka Jędrycha, ta na szczęście wpadła do siatki. Rafał Strączek broniąc w pierwszej serii jedenastkę Frana Alvareza dał dużo spokoju na dalszą część serii jedenastek. Potem była podcinka Nowaka… rany, maestria. I duże ryzyko. Ale jak zawodnik jest pewny, to mu to wchodzi. Jak jest pospinany, jak Brahim Diaz w finale Pucharu Narodów Afryki, to jest dramat. Bartkowi wychodzi ostatnio wszystko. Panie Urban… nie rób Pan wstydu. Damian Rasak dał swoją pieczęć, a popularny Milusi pokazał, że również jest bardzo pewnym ogniwem. Potem natomiast był już tylko „typowy Fornal” i euforia na stadionie.

Jakiś zawias miałem na konfie, bo pytałem trenera o rzuty karne z Pucharu Polski sprzed 15 lat z Puszczą Niepołomice, a zapomniałem o tych z Wartą Poznań kilka lat temu – potem były jeszcze przegrane jedenastki ze Stalą Stalowa Wola. W każdym razie w rozgrywkach pucharowych te jedenastki idą nam ostatnio nieźle, bo przecież jeszcze wygraliśmy je we wspomnianym meczu z Pogonią. No ale to właśnie były takie nasze „małe szczęścia”. Teraz mamy duże. Tej rangi ruty karne ostatni raz graliśmy z Araratem Erewań w 1995 – wówczas przegrane. A ostatnie wygrane były rok wcześniej z Arisem Saloniki, kiedy to Janusz Jojko decydującą jedenastkę wykorzystał.

Pan Czapeczka na konferencji dalej wygłaszał swoje farmazony i kibice Widzewa mają już go dość. W ustach trenera Widzewa właśnie te slogany bez pokrycia są ciągle aktywne, tyle że on robi to już do przesady. Mówi o dumie, o team spiryt w tym meczu i tak dalej, i tak dalej. Odległość lat świetlnych od GieKSy jeśli chodzi o wcielanie słów w życie.

Możemy być dumni z naszej drużyny. Raz gra lepiej, raz gorzej, ale zawsze gra swoje. I tym po prostu wygrywa. Nie tylko mecze, ale i serca kibiców.

Myślałem sobie przed Górnikiem, że jakbym miał wybierać z tych dwóch meczów, który wolę wygrać, to wziąłbym ten z Widzewem. Wiadomo, w lidze punkty można odrobić, a puchar to sprawa zerojedynkowa. A dostałem i to, i to. Nie żadne „minimum” czy „dobrze”, tylko po prostu idealnie.

Ochłońmy. Dobrze, że następny mecz jest nie na przykład w piątek, tylko w niedzielę. Mamy trochę zszarganych nerwów, a piłkarze poobijanych kostek i zmęczonych mięśni. Niech teraz fizjoterapeuci zajmują się doprowadzaniem naszych piłkarzy do stanu używalności, a trenerzy podają piłkarzom efekty analizy Radomiaka.

A my rozsiądźmy się wygodnie, z herbatką w ręku i oglądajmy poczynania naszych potencjalnych rywali. Już dziś gra Zawisza z Chojniczanką i Lech z Górnikiem. Jutro jeszcze Avia z Rakowem. W piątek losowanie i będziemy z zapartym tchem śledzić, kogo los nam przydzieli.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Okiem rywala: brutalne zderzenie z rzeczywistością

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W ostatnim czasie sportowe media prześcigają się w doniesieniach o sytuacji przy Piłsudskiego w Łodzi, a ta jest nie do pozazdroszczenia. Strata do bezpiecznej strefy w lidze nie maleje, a trzeba grać jeszcze w Pucharze Polski. Dlatego przed meczem z GieKSą będzie „ANI słowa o Widzewie” – o nastrojach w czerwonej części Łodzi opowiada Ania Kalisz z widzewskiego podkastu o takim tytule.

Nie jesteś pierwszą kobietą, z którą miałem przyjemność rozmawiać w ramach tego cyklu, bo szlaki przecierała Karolina Jaskulska z Lechia.net, natomiast nie da się ukryć, że wśród pasjonatów futbolu stanowicie raczej mniejszość. Jak ci się chodzi w szpilkach po piłkarskiej murawie?
Różnie z tym bywało, bo myślę, że dla widzewskiej społeczności było to pewne zaskoczenie. Z początku zdarzały się negatywne reakcje – za co ja się w ogóle wzięłam, a czasem odsyłano mnie do przysłowiowych „garów”. W miarę coraz dłuższej obecności na tym widzewskim rynku medialnym, ludzie chyba mi zaufali i grupa widzów z czasem się powiększała. Spotykam ich na stadionie – ludzie zaczepiają, podchodzą i to jest fajne. Trzeba było czasu, aby zbudować bazę tych, którzy będą chcieli mnie słuchać czy oglądać, ale to się udało i bardzo się z tego cieszę.

Stosunkowo niedawno GieKSa i Widzew potykały się w lidze. Co się u was działo przez te kilka tygodni?
Działo się dużo, ale takie już jest to nasze widzewskie piekiełko – zawsze dużo się dzieje. Sporo krytyki wylało się na nas po porażce w Katowicach, nawet ze strony legend Widzewa, jak choćby Tomasza Łapińskiego, który podkreślał jednak, że robi to z troski o to, co się dzieje w klubie po transferach, wydanych milionach i w perspektywie ogromnych oczekiwań, które się samoistnie nakręcały w przerwie zimowej. Tymczasem nastąpiło brutalne zderzenie z rzeczywistością – najpierw z panem Siemieńcem, potem z panem Górakiem i od tego momentu zaczęły się nam szerzej otwierać oczy, czy te transfery rzeczywiście przełożą się na wynik. Potem przyszło zwycięstwo w Płocku po dosyć dobrej grze i nadzieja wróciła. Ale przyjechała Cracovia, na której tle nie wyglądaliśmy najlepiej, a ostatni mecz z Pogonią to już totalny paździerz. Czuć więc rozczarowanie i obawy o przyszłość, patrząc na sytuację w tabeli. Mimo to liczę, że to utrzymanie uda nam się spokojnie zapewnić, ponadto z dużymi nadziejami patrzę na Puchar Polski.

Oglądałem twój podkast po naszym ligowym meczu. Niektórzy widzowie zalecali ci zdjąć różowe okulary, przez które patrzysz na Widzew. Tymczasem sądząc po twoich wpisach po meczu z Pogonią wydaje się, że pokłady optymizmu powoli się wyczerpują, a czara goryczy się przelewa.
Przelała się po wczorajszym meczu. Zawsze staram się trzymać narracji albo neutralnej, albo optymistycznej, żeby tonować nastroje. Inne widzewskie media płoną, kibice zawsze są żądni krwi i głodni sukcesu. Dlatego zazwyczaj próbuję nie nakręcać dodatkowo tej spirali. Do tego jednak są potrzebne argumenty sportowe, ale meczem z Pogonią trener Jovićević ostatecznie zrzucił mi z nosa różowe okulary i jeszcze je podeptał. W tej chwili Widzew w żaden sposób nie broni się sportowo.

Wracając do naszego meczu, jakie nastroje panowały w Łodzi po porażce z rywalem w walce o utrzymanie?
Ciężko było to przełknąć. Wasz skład jest oparty na Polakach, zbudowany przez polskiego trenera, który jeszcze niedawno był na tym szczeblu postacią zupełnie anonimową, tymczasem udało mu się zebrać grupę ludzi, którym się chce. Przedłużenie kontraktu przez Bartka Nowaka to też sygnał dający do myślenia, że choć nie ma u was nie wiadomo jakich pieniędzy, to ten chłopak wkłada całe swoje serce w to, co robi i dziś jest wiodącą postacią waszej drużyny. Dlatego ciężko było się z tym pogodzić, że drużyna, która jest budowana na zdecydowanie niższym pułapie budżetowym strzela nam gola i odziera nas ze złudzeń, a te miliony niekoniecznie muszą wieść prym na murawie, bo liczy się zaangażowanie, walka, charakter i tożsamość drużyny. Zawód był ogromny. Na początku liczyłam, że porażka z GKS-em Katowice była wypadkiem przy pracy, ale kolejne spotkania, pomijając zwycięstwo z Wisłą Płock, pokazały, że nie transfery, a treningi budują zespół. Czas, o którym ciągle mówimy, wciąż jest nam potrzebny, ale zamiast robić progres, w moim przekonaniu z meczu na mecz jest coraz gorzej.

Niedawno Robert Dobrzycki stwierdził w jednym z wywiadów, że nie zaprząta sobie głowy walką o utrzymanie. Jak odbierasz te słowa?
Słuchając pana Dobrzyckiego miałam przeświadczenie, że wprowadza on spokojną narrację, nie narzuca dodatkowej presji, a do wielu tematów podchodzi bardziej jak kibic, bo nie jest tajemnicą, że ma to widzewskie serce. Natomiast w momencie, kiedy w tabeli świecimy się na czerwono, mówienie o tym, że w klubie nikt o spadku nie myśli, sprawia wrażenie bagatelizowania problemu. Nie wiem, czy to tylko narracja do mediów, a wewnątrz jest inaczej, bo po prostu nie wierzę w to, żeby ta obawa nie zaglądała w oczy panu Dobrzyckiemu. Dla niego sezon w pierwszej lidze raczej nie byłby biznesową katastrofą, ale wizerunkowo spadek odbiłby się bardzo negatywnie. Sama staram się nie dopuszczać myśli, że Widzew spadnie, ale trzeba przedsięwziąć pewne kroki, aby temu scenariuszowi zapobiec.

W tej sytuacji może nie warto zawracać sobie głowy Pucharem…
Kiedy pali się w ligowej tabeli, to sama nie jestem pewna, na czym się w tym momencie najbardziej skupiamy. Jesienią była taka narracja, że w tym sezonie Puchar albo śmierć, bo utrzymanie na pewno będzie. Natomiast w momencie, gdy widmo spadku coraz mocniej zagląda nam w oczy, to nie mam przekonania, z jakim nastawieniem wyjdziemy we wtorek na boisko w Katowicach. Z drugiej strony każdy mecz jest ważny i choćby wizerunkowo Puchar Polski pozwoliłby nieco zmazać plamę. Ktoś napisał na „X”, że w przyszłym sezonie Widzew będzie jeździł na przemian do Dortmundu, Siedlec, Monako, Rzeszowa i tak dalej. Więc gdyby to zależało ode mnie, podeszłabym do meczu w Katowicach bez kalkulacji – to tylko jedno spotkanie, w którym pozycja w tabeli nie ma znaczenia. Liczy się dyspozycja dnia i nastawienie. Piłkarze powinni motywować się nawzajem, aby na boisku było widać walkę i odpowiednie tempo. Tego oczekuję od naszej drużyny.

W wywiadzie dla Maćka Winczewskiego Robert Dobrzycki podkreślał rangę Pucharu Polski dla Widzewa. Jest to oficjalna narracja klubu?
Do soboty, do godziny 14.45 na pewno tak, natomiast mam wrażenie, że w ciągu tego weekendu wiele się zmieniło. Raz, że przegraliśmy z Pogonią, dwa, że wygrywają nasi rywale, więc ani nie zyskujemy punktów, ani nie utrzymujemy dystansu do rywali. Więc o ile jesienią można było mówić, że Puchar musi być, tak teraz myślę, że chyba jednak to utrzymanie jest priorytetem.

W tej samej rozmowie Dobrzycki podkreślał dobre stosunki z trenerem Jovićeviciem i zapewniał o zaufaniu do niego. To jednak było miesiąc temu. Czy we wtorek szkoleniowiec gra o swoją posadę?
Nietrudno złapać dobry flow z trenerem Jovićeviciem, bo jest człowiekiem energicznym, uśmiechniętym i zawsze zadowolonym z siebie. Ale jeżeli twój pracownik tylko się cieszy z roboty, którą wykonuje, a jej wyników nie widać, to trzeba w końcu zareagować. Myślę, że jeśli we wtorek faktycznie przegramy, to trener z posady poleci. Coraz mniej czasu do końca ligi i jeśli wyniki się nie poprawią, to ta pozytywna energia zamieni się w końcu w negatywną.

Po naszym meczu ligowym szerokim echem odbiła się wypowiedź Lukasa Klemenza o charakterze naszej i waszej drużyny. Przyznam, że sam trochę zadrżałem, czy Lukas aby nie przesadził z pewnością siebie, zwłaszcza w kontekście Pucharu. A jak ty odebrałaś tę wypowiedź?
Nie da się ukryć, że te słowa mnie zabolały, bo były poniekąd zgodne z prawdą. Jak wcześniej wspominałam, drużyna zbudowana na Polakach i zdecydowanie mniejszym budżetem utarła nosa milionerom. Co do samego Klemenza, to sama byłam zaskoczona, że jako obrońca ma już pięć goli, w tym tego strzelonego Widzewowi. Mam tylko nadzieję, że jego słowa brzydko się zestarzeją, mimo że na tamten moment były zgodne z prawdą.

A propos stałych fragmentów gry, byliśmy zdziwieni, gdy na Nowej Bukowej wykonywał je Sebastian Bergier, zamiast je wykańczać. Czy jest to stały element waszej taktyki?
Dla nas też było zaskoczeniem, że nasz jedyny napastnik idzie wykonywać stałe fragmenty. Myślę, że trener dostał za to po głowie, bo bardziej przypominało to łapanie się brzytwy przez tonącego. Dla mnie jest to niedopuszczalne, żeby jedyna dziewiątka wykonywała rzut rożny, zwłaszcza, że zagrożenia z tego nie było żadnego. Dlatego na pewno do tego nie wrócimy, bo od dostarczania piłki są inni zawodnicy, choć dziś sama się zastanawiam, którzy.

Maciek Winczewski zebrał trochę szydery wewnątrz naszego środowiska za określenie Sebastiana mianem „Bergier King”. Czy ten napastnik aż tak kupił trybuny przy Piłsudskiego?
Myślę, że chyba jeszcze nie. Stoją za nim zdobywane bramki i to, że jest Polakiem, bo zawsze to lepiej, jeśli Polacy biją się o tytuł króla strzelców Ekstraklasy. Natomiast dziś trudno go stawiać w gronie idoli, jakim był choćby łączący nasze kluby Marek Koniarek. Daleka droga do tego, ale niech na to pracuje i udowadnia kolejnymi golami. Najbliższa okazja we wtorek – jeśli strzeli hattricka i da nam zwycięstwo, to niech będzie Bergier King.

Biorąc pod uwagę wszystkie wasze bolączki, z jakim nastawieniem Widzew wyjdzie we wtorek na boisko? Chęć potwierdzenia swojego potencjału przełoży się na dominację od pierwszej minuty?
Sama na to liczę – myślę, że tutaj piłkarze po prostu muszą, bo jeżeli nie daj Boże powinęłaby się noga w lidze, to ten puchar choć w części zmaże plamę. I przede wszystkim muszą pokazać, że są drużyną. Przecież ci piłkarze mają nie byle jakie CV, grali na najwyższym europejskim poziomie, dlatego tutaj muszą pokazać jakość, o której tyle się mówi. Trzeba to wszystko złożyć do kupy i pokazać, że mogą. A jeżeli trener rzeczywiście gra o posadę, to raczej zachowawczo piłkarzy nie ustawi. W defensywie prezentujemy się raczej solidnie, za to leży ofensywa. I jeżeli tutaj uda się odblokować głowy i choćby Bukari dorzuci coś od siebie, to jest szansa na korzystny rezultat. Najgorszy scenariusz to dogrywka i karne, po których byśmy odpadli, bo w sobotę czeka nas kolejny trudny mecz z Lechem Poznań.

W tym roku przypada 40. rocznica zdobycia przez GKS pierwszego trofeum, a był to Puchar Polski, który rok wcześniej przegraliśmy w finale z Widzewem. Nadarza się więc okazja, by w maju powtórzyć wyczyn ekipy, której przewodzili Furtok i Koniarek. Jednak aby się to udało, najpierw musimy pokonać Widzew. Ty z pewnością masz inne oczekiwania – jaki wynik typujesz?
Chciałabym, aby wygrał Widzew bez dogrywki, a w tej chwili do głowy przychodzi mi wynik 3:1. Oby się sprawdziło.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga