Dołącz do nas

Siatkówka

Z kim gra GieKSa? – PGE Skra Bełchatów

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Kto chciałby sobie przypomnieć lub zapoznać się z historią klubu z Bełchatowa, może to zrobić tutaj.

PGE Skra Bełchatów jest brązowym medalistą z poprzedniego sezonu, ale ambicje wszystkich osób skupionych wokół klubu są znacznie większe i sięgają odebrania korony mistrza Polski drużynie z Kędzierzyna. Co znalazło potwierdzenie w postaci dwóch zwycięstw ligowych nad ZAKSĄ 3:1 oraz 3:2. Niejako „w rewanżu” Skra dwukrotnie przegrała z wicemistrzem Polski z Rzeszowa. Mimo tego bełchatowianie mają obecnie na swoim koncie pięć porażek (o dwie więcej od kędzierzynian), ponieważ nie uniknęli wpadek. Początek sezonu nie był olśniewający, gdy już po ośmiu meczach, Skra miała aż trzy porażki na swoim koncie, w tym pamiętną wpadkę regulaminową z meczu z Espadonem, zakończoną ostatecznie przegraną walkowerem. Potem nastąpił okres znacznie lepszej gry, za czym przyszła passa 10 wygranych z rzędu. Ostatnie dwie porażki bełchatowianie ponieśli jedną po drugiej, łącznie z drugą wpadką i przegraną 1:3 z Politechniką Warszawską. Obecnie znów powrócili na zwycięski szlak i notują serię czterech wygranych, co o tyle jest przecież dla nich ważne, w kontekście zaciętej rywalizacji o pierwszą czwórkę ligi, która będzie walczyć o medale mistrzostw Polski.

 

Potencjał drużyny z Bełchatowa jest bez wątpienia bardzo duży, a mógł być przecież jeszcze większy, gdyby nie drobne zamieszanie jeszcze przed startem tego sezonu, spowodowane rezygnacją z wyjazdu do ligi japońskiej Bartosza Kurka. Japońska drużyna w związku z tym zaczęła szukać innego siatkarza w zastępstwie polskiego atakującego i znalazła właśnie… w Bełchatowie, gdzie postanowili wykupić dopiero co zakontraktowanego serbskiego zawodnika, Drażena Luburicia. Wtedy to znów Skra miał vacat na tej pozycji i namówili do gry… Bartosza Kurka i tak oto historia zatoczyła koło. Oczywiście na początku reprezentacyjny siatkarz nie grał wcale, bo późno rozpoczął przygotowania, ale z czasem dostawał coraz więcej szans, dając chwilę oddechu Mariuszowi Wlazłemu. Po kolejnych problemach zdrowotnych Michała Winiarskiego i trudnego do określenia jego powrotu do gry, zdecydowano o przesunięciu Kurka na jego dawną pozycję przyjmującego i grę na parkiecie razem z Wlazłym. Jak widać siłę w ataku Skra posiada ogromną. Do tego dochodzą świetni środkowi, najlepszy siatkarz całej ligi na tej pozycji, czyli Serb Srecko Lisinac oraz reprezentant Polski Karol Kłos. Co ciekawe to najwięcej bloków punktowych w PlusLidze mają właśnie Skra (229) i GKS (228), więc zapowiada się zacięta rywalizacja na siatce. Za przyjęcie w głównej mierze odpowiada Bułgar Nikołaj Penczew, który wspierany jest (prócz libero) przez utalentowanego Artura Szalpuka. A nad całością czuwa, jeden z czołowych rozgrywających tej ligi, Argentyńczyk Nicolas Uriarte.

 

BILANS MECZÓW „U SIEBIE”; 12 spotkań – 31 punktów – w setach 34:8 – małe punkty 1017:849 – 11 zwycięstw (dwa po tie-breaku) i 1 porażka

BILANS MECZÓW „NA WYJEŹDZIE”; 12 spotkań – 22 punkty – w setach 28:20 – małe punkty 1114:1047 – 8 zwycięstw (trzy po tie-breaku) i 4 porażki (jedna po tie-breaku)

 

ŁĄCZNE STATYSTYKI MECZOWE  PGE Skry Bełchatów

Czas trwania spotkań – Skra 2299;;
Ilość rozegranych setów – Skra 90;  Uriarte 85, Kłos 79, Lisinac 78, Penczew 72, Wlazły 71, Szalpuk 70, Kurek 59, Piechocki 53, Milczarek 46, Winiarski 42, Gładyr 28, Janusz 24, Bednorz 21, Marcyniak 0.
Punkty zdobyte z błędów przeciwnika – Skra 568;

Ilość zdobytych punktów – Skra 1563;  Wlazły 329, Lisinac 257, Kurek 196, Szalpuk 170, Kłos 166, Penczew 161, Winiarski 118, Uriarte 73, Gładyr 62, Bednorz 26, Janusz 5.
Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki – Skra 602;  Wlazły 108, Lisinac 103, Kurek 85, Kłos 59, Szalpuk 58, Penczew 57, Uriarte 47, Winiarski 46, Gładyr 25, Bednorz 11, Janusz 3.
Ilość punktów zdobytych po przyjęciu zagrywki – Skra 961;  Wlazły 221, Lisinac 154, Szalpuk 112, Kurek 111, Kłos 107, Penczew 104, Winiarski 72, Gładyr 37, Uriarte 26, Bednorz 15, Janusz 2.
Bilans punktów zdobytych do straconych – Skra 715;  Wlazły 168, Lisinac 146, Kurek 100, Kłos 99, Szalpuk 83, Winiarski 50, Penczew 38, Uriarte 33, Gładyr 30, Janusz 0, Bednorz -7, Piechocki -12, Milczarek -13.

Ilość zagrywek – Skra 2108;  Lisinac 332, Kłos 329, Uriarte 302, Wlazły 261, Penczew 256, Szalpuk 184, Kurek 157, Winiarski 116, Gładyr 88, Janusz 48, Bednorz 35.
Ilość błędów na zagrywce – Skra 417;  Lisinac 77, Wlazły 75, Penczew 53, Kłos 42, Kurek 40, Uriarte 36, Gładyr 29, Winiarski 27, Szalpuk 25, Bednorz 8, Janusz 5.
Ilość asów serwisowych – Skra 140;  Lisinac 29, Wlazły 26, Kłos 19, Uriarte 19, Kurek 15, Penczew 11, Gładyr 6, Szalpuk 6, Winiarski 6, Janusz 2, Bednorz 1.

Ilość przyjęć – Skra 1553;  Penczew 394, Szalpuk 290, Milczarek 230, Piechocki 201, Winiarski 170, Kurek 134, Bednorz 80, Kłos 20, Lisinac 19, Wlazły 7, Gładyr 6, Uriarte 2.
Ilość błędów w przyjęciu – Skra 107;  Penczew 31, Szalpuk 18, Milczarek 13, Winiarski 12, Piechocki 12, Kurek 9, Bednorz 8, Lisinac 1, Wlazły 1, Kłos 1, Uriarte 1.
Przyjęcie negatywne – Skra 412;  Szalpuk 88, Penczew 87, Milczarek 62, Piechocki 53, Winiarski 48, Kurek 43, Bednorz 21, Lisinac 3, Wlazły 2, Kłos 2, Gładyr 2, Uriarte 1.
Przyjęcie perfekcyjne – Skra 420;  Penczew 92, Milczarek 73, Szalpuk 69, Piechocki 66, Winiarski 45, Kurek 30, Bednorz 25, Lisinac 9, Kłos 9, Wlazły 2.
Procent przyjęcia perfekcyjnego – Skra 27%;  Lisinac 47%, Kłos 45%, Piechocki 33%, Milczarek 32%, Bednorz 31%, Wlazły 29%, Winiarski 26%, Szalpuk 24%, Penczew 23%, Kurek 22%, Gładyr 0%, Uriarte 0%.

Ilość ataków – Skra 2265;  Wlazły 529, Kurek 309, Szalpuk 297, Penczew 276, Lisinac 274, Winiarski 202, Kłos 186, Bednorz 66, Uriarte 62, Gładyr 61, Janusz 3.
Ilość błędów w ataku – Skra 141;  Wlazły 29, Lisinac 22, Kurek 19, Penczew 18, Szalpuk 16, Winiarski 12, Kłos 10, Bednorz 10, Gładyr 3, Uriarte 2,
Ilość ataków zablokowanych – Skra 183;  Wlazły 56, Kurek 28, Szalpuk 28, Penczew 21, Winiarski 17, Kłos 14, Lisinac 11, Bednorz 7, Uriarte 1.
Ilość zdobytych punktów w ataku – Skra 1194;  Wlazły 276, Lisinac 180, Kurek 162, Szalpuk 147, Penczew 131, Kłos 111, Winiarski 95, Gładyr 40, Uriarte 27, Bednorz 23, Janusz 2.
Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków – Skra 53%;  Janusz 67%, Lisinac 66%, Gładyr 66%, Kłos 60%, Wlazły 52%, Kurek 52%, Szalpuk 49%, Winiarski 47%, Penczew 47%, Uriarte 44%, Bednorz 35%.

Ilość bloków punktowych – Skra 229;  Lisinac 48, Kłos 36, Wlazły 27, Uriarte 27, Kurek 19, Penczew 19, Szalpuk 17, Winiarski 17, Gładyr 16, Bednorz 2, Janusz 1.
Ilość błędów dotknięcia siatki – Skra 27;  Lisinac 7, Penczew 6, Kłos 5, Gładyr 3, Wlazły 1, Kurek 1, Bednorz 1, Janusz 1, Uriarte 1, Szalpuk 1.
Ilość tie-breaków (wygrany do przegranego) – Skra (5-1);
MVP meczów – Skra 20;  Wlazły 4, Lisinac 4, Kurek 3, Uriarte 2, Szalpuk 2, Piechocki 2, Janusz 1, Winiarski 1, Gładyr 1.

 

Klub Piłki Siatkowej Skra Bełchatów Spółka Akcyjna
barwy: żółto-czarne
data założenia; 1930 klub – 1957 sekcja siatkarska
adres: ul. Dąbrowskiego 11
97-400 Bełchatów
hala: Energia
ul. Dąbrowskiego 11
97-400 Bełchatów

maskotka: Pszczoła
Prezes: Konrad Piechocki
Wiceprezes: Grzegorz Stawinoga
Rada nadzorcza:  Wiesław Deryło, Edward Maruszak, Andrzej Lewandowski, Waldemar Szulc, Henryk Koprek
Właściciel klubu: Stowarzyszenie Energetyczny Klub Sportowy Skra Bełchatów
Prezes EKS: Wiesław Deryło

Portal GieKSa.pl tworzony jest od kibiców, dla kibiców, dlatego zwracamy się do Ciebie z prośbą o wsparcie poprzez:

a/ przelew na konto bankowe:

SK 1964
87 1090 1186 0000 0001 2146 9533

b/ wpłatę na PayPal:

E-mail: [email protected]

c/ rejestrację w Superbet z naszych banerów.

Dziękujemy!

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Popłynęli w Szczecinie

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W niedzielne popołudnie piłkarze GKS-u Katowice pojechali na wyjazdowe spotkanie do Szczecina w ramach 27. kolejki PKO BP Ekstraklasy. W wyjściowej jedenastce doszło do czterech zmian i od pierwszej minuty zagrali Szymczak, Kuusk, Drachal i Gruszkowski.

Pierwszą połowę zaczęli zawodnicy GieKSy, ale nie stworzyli realnego zagrożenia. W trzeciej minucie Filip Szymczak wyszedł sam na sam z bramkarzem i mimo tego, że i tak był na spalonym, to nie zdołał pokonać Cojocaru. Chwilę później Alan Czerwiński ruszył prawą stroną boiska aż do linii końcowej i wrzucił piłkę w pole karne. Obrońca gospodarzy strącił futbolówkę wprost pod nogi Oskara Repki, który pokusił się o strzał zza pola karnego, ale został on zablokowany. Pierwszy kwadrans spotkania nie porwał piłkarsko, ale GieKSa częściej zapędzała się pod bramkę Pogoni i dłużej utrzymywała się przy piłce. W 15. minucie Kudła źle wybił piłkę i zrobiło się groźnie pod bramką GieKSy, na szczęście nasz bramkarz zdołał się zrehabilitować i wybronił strzał Kolourisa. Chwilę później znów Pogoń była bliska zdobycia bramki, ale zawodnik gospodarzy uderzył niecelnie. W 19. minucie zrobiło się sporo zamieszania w polu karnym Cojocaru, gdy Mateusz Kowalczyk delikatnie trącił piłkę głowa, zmieniając jej tor lotu, ale nic z tego nie wyszło. W kolejnych minutach gra przeniosła się głównie w środkową strefę boiska i żadna drużyna nie była w stanie skonstruować składnej akcji. W 33. minucie Koutris przeniósł piłkę nad bramką Kudły, uderzając lewą nogą. Chwilę później Drachal był bliski zdobycia bramki, ale w ostatnim momencie piłka mu odskoczyła. W 42. minucie Loncar uderzył głową z bliskiej odległości, ale Kudła zdołał ją wybić końcówkami palców. Po wznowieniu z rzutu rożnego Dawid Drachal chciał oddalić zagrożenie i w momenciem gdy wybijał piłkę, to podbiegł Kurzawa, który dostał prosto w skroń i potrzebował pomocy medycznej. W doliczonym czasie pierwszej połowy Gruszkowski rzucił się, aby zablokować strzał Koutrisa i piłka niefortunnie odbiła mu się od ręki. Po długiej przerwie i analizie VAR sędzia wskazał na jedenastkę, którą  pewnie wykorzystał Koulouris. Po tej bramce arbiter zakończył pierwszą połowę.

Na drugą połowę GieKSa wyszła w takim samym składzie, natomiast w drużynie Pogoni doszło do jednej zmiany. Po czterech minutach drugiej połowy Koulouris znów wpisał się na listę strzelców – tym razem pokonał Kudłę z bardzo bliskiej odległości, a piłkę wrzucił Kamil Grosicki, który przepchał i objechał bezradnego Alana Czerwińskiego. W kolejnych minutach GieKSa, chcąc odrabiać straty, odsłoniła się jeszcze bardziej, co próbował wykorzystać Wahlqvist, ale uderzył bardzo niecelnie. Po upływie godziny gry trener Rafał Górak pokusił się o potrójną zmianę. Na boisko weszli Błąd, Bergier i Galan. Chwilę późnej Arkadiusz Jędrych wpuścił swojego bramkarza na minę. Źle obliczył odległość do Kudły i zagrał zbyt lekko i niedokładnie do tyłu. Kudła musiał opuścić bramkę, aby ratować sytuację i po serii niefortunnych podań piłka trafiła pod nogi Grosickiego, jednak jego strzał został zablokowany przez naszego bramkarza. W 68. minucie Sebastian Bergier wyszedł sam na sam z bramkarzem, ale nie trafił w światło bramki, była to idealna okazja na złapanie kontaktu. Chwilę później Loncar został sfaulowany przez Kuuska, ale sędzia puścił akcję i do piłki dobiegł Sebastian Bergier, który zaliczył… soczysty upadek. W kolejnych minutach gra zrobiła się bardzo rwana i było dużo niedokładności w obu zespołach. W 82. minucie Kacper Łukasiak pokonał Dawida Kudłę strzałem na dalszy słupek. Warto zaznaczyć, że ten zawodnik wszedł na boisko… minutę wcześniej. Pięć minut później Koulouris trzeci raz wpisał się na listę strzelców, pokonując Kudłę strzałem na długi róg. Chwilę później sędzia zakończył spotkanie.

6.04.2025, Szczecin
Pogoń Szczecin – GKS Katowice 4:0 (1:0)
Bramki: Koulouris (45-k, 49, 87), Łukasiak (82).
Pogoń Szczecin: Cojocaru – Wahlqvist, Loncar, Borges, Koutris (86. Lis), Gamboa, Ulvestad, Kurzawa (80. Smoliński), Przyborek (46. Wędrychowski), Grosicki (81. Łukasiak), Kolouris (88. Paryzek).
GKS Katowice: Kudła – Gruszkowski (62. Galan), Czerwiński, Jędrych, Kuusk (80. Komor), Wasielewski – Drachal (62. Błąd), Kowalczyk, Repka, Nowak (88. Marzec) – Szymczak (62. Bergier).
Żółte kartki: Kowalczyk.
Sędzia: Paweł Raczkowski (Warszawa).
Widzów: 19 938.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Nie schodźcie z obranej drogi

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Co GKS Katowice wraca na swój stadion po nieudanym wyjeździe to wygrywa. Podobnie było tym razem. Po wysokiej porażce w Szczecinie (choć zbyt wysokiej patrząc na samą grę), katowiczanie mieli zmierzyć się z walczącą o życie Puszczą Niepołomice.

W końcówce sezonu takie mecze zawsze są trudniejsze niż – po pierwsze wcześniej, a po drugie – niż wskazywałaby na to tabela. Zazwyczaj drużyny z dołu się po prostu budzą – wcześniej czy później. Nie zawsze i nie wszystkie – te które pobudki nie zrobią lub nie zrobią jej odpowiednio wcześnie – spadają z ligi. Mamy w tym sezonie aż nadto przykładów. Obudziła się Korona – na samym początku rundy wiosennej – i dziś jest praktycznie pewna utrzymania. Niedawno na wysokie obroty wskoczył Radomiak – i choć przegrał ostatnio dwa mecze – również ma niezłą pozycję w tabeli, a przecież startowali od 0:5 do przerwy w Białymstoku. Skazywane na pożarcie Zagłębie Lubin wygrało dwa mecze i znacząco poprawiło swoją sytuację. A Śląsk Wrocław? Ci to dopiero zaczęli grać. Zagrzebani na ostatnim miejscu, pod wodzą Alana Simundzy zaczęli punktować aż miło i po wielu, wielu kolejkach w końcu osiemnaste miejsce opuścili i są na styku jeśli chodzi o bezpieczną strefę!

Zamieszana w walkę o utrzymanie Puszcza również czeka na to przebudzenie. Był jeden moment, w którym wydawało się, że podopieczni Tomasza Tułacza wskoczyli na właściwe tory. Mowa o wygranej w Gdańsku 2:0. Ta wygrana z zespołem z dołu tabeli, ale też dobrze wówczas grającą Lechią, była pewna i wydawało się, że Puszcza może stać się takim Radomiakiem czy Koroną. Nic z tych rzeczy. Co prawda potem zdarzyło się jeszcze zwycięstwo z Piastem, ale poza tym było słabiutko. Sytuację mógł też trochę uratować Puchar Polski, gdzie niepołomiczanie wygrali na Konwiktorskiej, ale potem Pogoń zmiotła ich w półfinale. Tym motywacyjnym drygiem mógł być też uratowany w doliczonym czasie gry z Rakowem remis. Nie wyszło. Puszcza przegrała w Katowicach i choć jest minimalnie nad kreską, czeka ich niebywała i ciężka batalia o pozostanie w lidze. Za tydzień grają z niezłym Radomiakiem, potem mają Pogoń i Lecha, będą też bezpośrednie potyczki ze Stalą i Śląskiem. Oj, nie będzie u Żubrów nudno.

To jednak problemy naszych ligowych rywali. GieKSa z tą walczącą o życie drużyną sobie poradziła i to przegrywając do przerwy. Nawet trener Tułacz – zasadniczo nieszczędzący swoim podopiecznym słów krytyki – dziwił się, że nie było aż takiej determinacji. Za to w Lidze Plus eksperci mówili, że z Puszczą narzucającą swój styl gry, przejąć tę rolę jest trudno – a GieKSie się to udało. Nie da się ukryć, katowiczanie zdominowali rywali i w tym kontekście był to jeden z najlepszych meczów w tym sezonie – no, powiedzmy druga połowa, bo do pierwszej można się przyczepić.

To był pierwszy mecz w obecnych rozgrywkach, w którym GieKSa przegrywała i przechyliła szalę zwycięstwa na swoją korzyść. W 28. kolejce. Dla porównania powiedzmy, że w ostatnich pięciu meczach poprzedniego sezonu, taka sytuacja miała miejsce… trzy razy (z Polonią, Tychami i Wisłą). Dlatego nawet jeśli taka sytuacja zdarza się raz na jakiś czas, to jednak tyle meczów bez odwrócenia ich losów to sporo. W drugą stronę mieliśmy to trzy razy – z Legią, Koroną i Motorem. A jedynymi drużynami, które pozostają bez przechylenia szali na swoją korzyść są Piast, Puszcza, Śląsk, Lechia.

Żeby dołożyć łyżeczkę dziegciu co do wczorajszego spotkania, to trzeba przyznać, że do pewnego momentu aspirowało ono do jednego z najbardziej frustrujących w tym sezonie. Mam tu na myśli taką niemoc, pewnego rodzaju bezsilność, która – wydawało się – może mieć miejsce. Bo jak przegrywaliśmy wysoko, to GieKSa była ewidentnie słabsza. Jak przegrywaliśmy mecze, których nie powinniśmy przegrać, bo graliśmy dobrze, była irytacja i złość. Ale wczoraj to było jeszcze coś innego. GieKSa niby atakowała, niby stwarzała sytuacje, ale ostatecznie wszystko szło w ręce Komara, ewentualnie było niecelne, tak jak strzał Dawida Drachala z początku meczu. Dodatkowo było widać dużą determinację i dynamikę. To nie był chodzony mecz. Z jednej strony można było myśleć, że taka gra daje szansę na pozytywny rezultat, z drugiej te wykończenia były dość mizerne. No i przede wszystkim Puszcza prowadziła po naszym dość dużym błędzie. Więc trzeba było zdobyć nie jedną, a dwie bramki. Niewiadomą było, jak się to wszystko potoczy.

Ta łyżka dziegciu się zdematerializowała, bo ostatecznie GKS w drugiej połowie grał podobnie jak w pierwszej, a dodatkowo wzmocnił ten sposób gry i w końcu zaczęło wychodzić. Czyli wchodzić. Trzy bramki zdobyte po przerwie mają swoją wymowę. Najpierw Alan Czerwiński dosłownie wypatrzył Sebastiana Bergiera, który po prostu nie mógł tego zmarnować. Potem swoje firmowe zagranie zaliczył Bartosz Nowak i Bergi a la „Franek – łowca bramek” (skoro jesteśmy już przy wiślackich porównaniach trenera) podcinką trafił do siatki. Mało się mówi o trzecim golu, a to co zrobił Marcin Wasielewski przecież było bardzo klasowe. Minął rywala delikatnym podbiciem piłki, a potem to podbicie powtórzył nad bramkarzem, wystawiając piłkę do pustej bramki. To było doprawdy doskonałe i jeśli mówimy o Tsubasie Dawida Drachala w jego kapitalnej akcji w pierwszej połowie, to nie można tego japońskiego bohatera kreskówek nie przyrównać do Wasyla, przy czym Wasyl zrobił to błyskawicznie, a nie jak Tsubasa biegł z piłką przez boisko przez pół odcinka okrążając niemal całą kulę ziemską 😉

Swój sposób gry – to było coś, co trener powtarzał w rundzie jesiennej. Można powiedzieć, że jesienią to wychodziło w bardziej spektakularny sposób, choć nadal musimy pamiętać, że dawało to mniej punktów niż obecnie. Ale pod względem wizualnym, spotkanie z Puszczą rzeczywiście pokazało bardzo dużą dominację nad rywalem.

GieKSa jest w środku tabeli dlatego, że… nie zawsze nam wychodzi. Bartosz Nowak ma potencjał na to, by dawać jeszcze więcej. I ostatecznie coś mu w tych meczach zawsze wyjdzie – jakieś idealne podanie i asysta – bo to po prostu bardzo jakościowy zawodnik. Ale tu może być jeszcze lepiej. Sebastian Bergier nastrzelał już trochę tych bramek, ale ich też może być jeszcze więcej. Coraz lepiej prezentuje się Dawid Drachal i jakby tylko udało się wyciągnąć go z Rakowa, byłoby doskonale, bo ten zawodnik to bardzo duży talent. Naprawdę w tej drużynie drzemie spory potencjał. Na ten moment jest bardzo dobrze. A może być jeszcze lepiej. Tylko prośba do trenera – nie schodźcie z obranej drogi. Wychodźcie z założenia, że rozwój jak najbardziej, ale lepsze czasem jest wrogiem dobrego. Można i trzeba ulepszać i poprawiać, ale nie na siłę. Naprawdę jest dobrze.

Osiągnęliśmy magiczną granicę 38 punktów. Można już mieć absolutnie spokojną głowę. GieKSa w przyszłym sezonie będzie grać w ekstraklasie i dalej sławić Katowice w ligowej piłce. Nie mogliśmy sobie wymarzyć na początku sezonu – a już zwłaszcza po pierwszej kolejce z Radomiakiem – w jakim miejscu będziemy na sześć kolejek przed końcem. Pięknie.

A Dawid Abramowicz, ani żaden inny Craciun czy Atanasov nie okazali się Kojiro 😉

Kontynuuj czytanie

Galeria Piłka nożna

Budujemy nową twierdzę

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W dzisiejszym spotkaniu nasza drużyna pokonała 3:1 Puszczę Niepołomice. Zapraszamy na drugą galerię z tego meczu, którą przygotował dla Was Kazik.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga