Dołącz do nas

Piłka nożna Wywiady

Okiem rywala: GieKSa ma swój moment

Avatar photo

Opublikowany

dnia

„Do trzech razy sztuka” to chyba najczęściej powtarzane obecnie powiedzenie w Katowicach i Białymstoku. Szykowaliśmy się do gry w listopadzie, szykowaliśmy się i w lutym, natomiast aż do połowy marca przyszło nam czekać na pierwsze ligowe starcie z Jagiellonią. Przed wtorkowym meczem po raz drugi zapytaliśmy Piotra Owsiejko, redaktora naczelnego serwisu JB1920.pl, o formę żółto-czerwonych i oczekiwania przed rywalizacją z GieKSą.

Niespełna stu kibiców GieKSy zdążyło przeczytać materiał z naszej poprzedniej rozmowy, którą opublikowaliśmy kilkadziesiąt minut przed oficjalnym komunikatem o ponownym przełożeniu meczu Jagiellonii z GKS-em. Biorąc pod uwagę wszystkie czynniki, kiedy twoim zdaniem był najlepszy moment na rozegranie tego spotkania?
Dzisiaj wydaje się, że pierwotny termin był jednak najbardziej optymalny. Utrzymalibyśmy właściwy rytm grania, a przede wszystkim do dyspozycji trenera byłby Oskar Pietuszewski. Drugi termin, ostatecznie również przełożony, nie do końca nas zadowalał, bo pogoda nie była odpowiednia – nawet jeśli nie padałby śnieg, to mróz dałby się we znaki zarówno piłkarzom, jak i samej murawie. Z kolei dzisiaj to GKS jest w zdecydowanie lepszej formie sportowej, a Jagiellonia złapała dołek: patrząc na pięć ostatnich meczów, trzy punkty to mizerny dorobek.

W lutym mogliśmy się porównywać na tle Widzewa – nasze ekipy wygrały swoje mecze. Dziś jesteśmy świeżo po spotkaniach z Lechią i tutaj jest już inaczej. W ubiegłym tygodniu zapytałem Kamila z Gdańska, czy to biało-zieloni byli tak mocni, czy Jadze kończy się paliwo. Jak ty odpowiesz na to samo pytanie?
Na kilku pozycjach w drużynie rzeczywiście może brakować paliwa. Podtrzymuję tezę z naszej poprzedniej rozmowy, że nie możemy w nieskończoność polegać na duecie Imaz – Pululu, bo nie są oni w stanie brać wszystkich akcji na siebie. Niestety, od lutego niewiele się zmieniło – poza Kajetanem Szmytem, który próbuje brać więcej gry na siebie, zdecydowanie brakuje jakości na skrzydłach. Moim zdaniem potencjał naszych skrzydłowych bardziej pasuje do drużyn dołu tabeli niż tych walczących o mistrzostwo, więc polegamy głównie na środku pola. Tymczasem Imaz ma już swoje lata, więc coraz trudniej będzie mu utrzymać stabilną, wysoką formę.

Co poszło nie tak w meczu z Piastem?
Ocenę tego meczu należy wystawić przez pryzmat wyjściowego składu, jaki zaproponował trener Siemieniec. Kompletnie zmienił duet stoperów, zdecydował się też na roszadę na skrzydłach – na prawym pojawił się lewy obrońca Bartłomiej Wdowik. Takie zestawienie przywodzi mi na myśl sezony, w których Jagiellonia była na dole tabeli i moim zdaniem Wdowik nie ma tyle jakości, by na tej pozycji nadawać ton akcjom Jagi. Ponadto na ławce mecz zaczął Pululu. Moim zdaniem tych zmian było za dużo i odbieram to jako pewien sygnał od trenera dla dyrektora sportowego, że kadra nie jest optymalna jeśli chodzi o drugi garnitur.

Szeroka kadra jest szczególnie ważna, gdy wiosną gra się w europejskich pucharach. Wy jeszcze niedawno mierzyliście się z Fiorentiną. Włosi byli do przejścia?
Trudno to jednoznacznie ocenić, bo nie jestem pewien, czy Fiorentina wrzuciła najwyższy bieg. Wydaje mi się, że rewanż we Włoszech zaczęli zbyt wyluzowani, a gdy odrobiliśmy straty, to do boju posłano najlepszych zawodników i poprzeczka poszła w górę. Z perspektywy krajowego rankingu pozostaje się cieszyć, że wygraliśmy we Florencji i zarobiliśmy kolejne punkty, ale jakość indywidualna piłkarzy Fiorentiny była na tyle konkretna, że w swoim najmocniejszym zestawieniu nie pozwolili nam rozwinąć skrzydeł. Tym bardziej, że sami nie mieliśmy wystarczającej jakości wśród zmienników. Nie obiecywałem sobie zbyt wiele po tej rywalizacji licząc, że przynajmniej w jednym meczu zarobimy punkty do rankingu i to się udało.

We Włoszech błysnął Bartosz Mazurek, zdobywając trzy gole. Czy jest to piłkarz z potencjałem, aby wejść w buty Oskara Pietuszewskiego?
Bartosz Mazurek jest zawodnikiem nad wyraz dojrzałym jak na swój wiek. Dzięki dobrej postawie w CLJ szybko dostał szansę w 3-ligowych rezerwach, gdzie strzelił kilka bramek i zaczął trenować z pierwszą drużyną. Rywalizacja nie była łatwa, bo na jego pozycji grali Drachal, Flach i Lozano. Mazurek czekał jednak na swoją szansę, zaliczył dobre wejście w jednym z meczów Ligi Konferencji i od tej pory trener stawia na niego coraz częściej. Swoją postawą udowadnia, że nie otrzymuje szans za darmo – zawsze z uniesioną głową, aktywnie gra do przodu i próbuje wchodzić w dryblingi. Jego zaletą jest uniwersalność, bo na przestrzeni ostatniego miesiąca grywał zarówno na pozycji numer osiem, jak i na skrzydle, z kolei z Legią zagrał nawet jako defensywny pomocnik. Jest to piłkarz o nieco innym profilu niż Pietuszewski, który bazuje na walorach ofensywnych, z kolei Mazurek pasuje także do innych zadań. Długofalowo obaj mogą być solidnym wzmocnieniem dla polskiej piłki.

Rotacja składem w meczu z Piastem nie wyszła wam na dobre, czy można się zatem spodziewać podobnych manewrów we wtorek?
Można z góry założyć, że skoro w sobotę grał Baždar, to we wtorek od pierwszej minuty wyjdzie Pululu, a za Drachala zagra Mazurek. Trener będzie raczej próbował wrócić do ustawień fabrycznych niż szukać kolejnych eksperymentów. Myślę, że po słabym meczu z Lechią chciał nieco wstrząsnąć zespołem, a z uwagi na natężenie spotkań rotacje były konieczne. Większa ich liczba przypadła na Piasta, z kolei z GieKSą wrócimy raczej do sprawdzonych rozwiązań, np. duet Pelmard – Vital na środku obrony. Ponadto mam nadzieję, że na skrzydłach zobaczymy nominalnych skrzydłowych, a nie Wdowika.

W ubiegłym sezonie Jaga była mistrzem, a GieKSa beniaminkiem. Mimo to tanio skóry nie sprzedaliśmy i narobiliśmy wam kłopotów.
Patrząc na pracę, jaką w Katowicach wykonuje Rafał Górak, można być pewnym, że GKS dla nikogo nie będzie łatwym rywalem. Trener ma konkretny pomysł na grę swojego zespołu, ponadto podoba mi się, jak w Katowicach rozwijają się poszczególni zawodnicy. Przykładem może być Oskar Repka, który dziś jest w orbicie zainteresowań trenera reprezentacji. Bartosz Nowak jest z kolei postacią dobrze znaną w Ekstraklasie już od dłuższego czasu, natomiast wydaje mi się, że trener Górak wyciąga z niego znacznie więcej niż jego poprzedni szkoleniowcy. Widząc GKS Katowice na naszym ligowym rozkładzie nigdy nie mam pewności, że czeka nas mecz, w którym będziemy dominować. Tak samo jest i teraz.

Mieliście okazję przekonać się w grudniu, jak wielkim świętem na Śląsku jest Barbórka. I choć Ślązacy słyną z gościnności, to my nie pokazaliśmy tego na Nowej Bukowej. Wy z kolei zachowaliście się jak trzeba – przyjechaliście z prezentem, który pod koniec pierwszej połowy wręczył nam młody bramkarz Piekutowski. Mówiąc jednak poważnie, pucharowe starcie to zmarnowana szansa czy porażka w takim meczu miała prawo się przydarzyć?
W tamtym okresie Jagiellonia trochę improwizowała, a nasze mecze miały wtedy podobny scenariusz – próbowaliśmy atakować, ale nie wykorzystywaliśmy swoich sytuacji, za to rywal bywał skuteczniejszy. Tak było zarówno w Katowicach, jak i w Niecieczy. Był to dla nas trudny okres, a kolejne wyjazdy nie sprzyjały logistyce. Dlatego nikt nie zakładał, że jedziemy do was po pewny awans. Spodziewaliśmy się trudnego wyzwania, tym bardziej, że po przełożonym meczu ligowym GieKSa mogła chcieć udowodnić, że jest mocna i dobrze przygotowana do rywalizacji z nami. Tak też się stało. Wydaje mi się, że Jagiellonia stworzyła więcej okazji, ale gospodarze byli bardziej konkretni.

Aż trudno uwierzyć, że zimą byliśmy na skrajnych biegunach tabeli, a we wtorek możemy się minąć w ligowym zestawieniu. Wynika to zarówno z dobrej formy GieKSy, jak i małego dołka Jagi. Jak spoglądasz na resztę sezonu? Walka o mistrzostwo pozostaje waszym celem?
Na ten moment liczę przede wszystkim na utrzymanie w strefie pucharowej. Ostatnio brakuje zwycięstw, szczególnie w lidze – mimo że zaczęliśmy od dwóch wygranych, to w następnych meczach był z tym problem. Mieliśmy nadrabiać na własnym stadionie, bo w tej rundzie sporo gramy w Białymstoku, natomiast najnowszy bilans po remisach z Radomiakiem i Legią oraz porażce z Piastem może niepokoić. Trzeba odzyskać atut własnego boiska licząc, że poprawi się współpraca w obronie, która przestanie popełniać proste błędy. Z kolei z przodu należy poprawić skuteczność. Dzisiaj dostrzegam problem, aby wydobyć z tej drużyny pełen potencjał, chociaż z drugiej strony być może na ten moment to właśnie jest nasze maksimum.

Patrząc na zestawienie wyników w rundzie wiosennej, zaskakuje cię wysoka pozycja GieKSy?
Wasza forma jest przede wszystkim regularna. Wielokrotnie podkreślałem moje uznanie dla trenera Góraka, a w zeszłym sezonie widziałem go w gronie kandydatów do trenera sezonu. Sposób gry GKS-u oparty na konkretnych cechach i jakości poszczególnych zawodników, którzy razem tworzą kolektyw, jest waszym atutem. Ostatnie wyniki musiały dodać wam pewności siebie i spodziewam się, że nawet jeśli przyjdzie słabsza forma, to na bazie tego entuzjazmu będziecie w stanie „przepychać” kolejne zwycięstwa. Tego właśnie brakuje Jagiellonii, aby napędzić się jednym czy dwoma dobrymi meczami. Tymczasem my, choć wygraliśmy z Widzewem i Motorem, to nie było w tych meczach ani pełnej kontroli, ani dominacji. GieKSa ma za to swój moment i niech z tego korzysta. To bardzo ważne, że jeśli pojawia się szansa na dobry wynik, to trzeba ją chwytać, nie odpuszczać i iść na całość.

W każdym innym momencie sezonu mecz GieKSy w Białymstoku miałby zdecydowanego faworyta. Dziś chyba nie tak łatwo go wskazać.
Ciężko cokolwiek przewidzieć, bo może to być mecz, który Jagiellonia łatwo wygra, ale równie dobrze GKS może zrobić to, co Piast – szybko wyjść na prowadzenie i dowieźć korzystny wynik do końca. „Wszystko się może zdarzyć”, jak to było w jednej z piosenek.

Jeśli natomiast Jaga zagra żelaznym wyjściowym składem, będzie w stanie zdominować przebieg meczu?
Z pewnością, natomiast nie można wykluczyć, że GKS w pierwszej ofensywnej akcji trafi do siatki, co już nie raz w tym sezonie pokazał. My za to mamy problemy z wykorzystywaniem akcji podbramkowych, więc naprawdę trudno przewidzieć scenariusz wtorkowego meczu.

Mimo wszystko spróbuj wytypować wynik.
Stawiam na remis 2:2.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna Wywiady

Klemenz: Wygraliśmy mimo prowokacji

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu z Widzewem porozmawialiśmy także ze strzelcem bramki – Lukasem Klemenzem.

Powiedzieliście sobie kilka ostrzejszych słów z Bergierem?

Było kilka spięć, ale to jest mój dobry kolega, byłem u niego w szatni. Dziś byliśmy rywalami, czasami nerwy puszczają. To był mecz o dużą stawkę. Wiemy, w jakim miejscu jest Widzew, my za to jesteśmy w dobrej formie. Mój wywiad po ostatnim meczu z Widzewem też pewnie podgrzał atmosferę przed tym starciem. Kilku zawodników Widzewa, nie tylko Bergier, próbowało mnie wyprowadzić z równowagi. Jak się okazało, to ja strzeliłem bramkę i wygraliśmy mecz, więc nie zdało to się im na nic. Cieszę się, że mimo tych prowokacji, udało się dokończyć ten mecz i go wygrać.

A jak podpuścić Radomiaka? Może też to pomoże.

Może, może (śmiech).  Nie no, nie będę nikogo podpuszczać. W momencie, kiedy dawałem tamten wywiad, nie miałem nic złego na myśli. Po prostu jest dużo nowych twarzy w Widzewie. Przy tym nakładzie finansowym, każdy od nich dużo wymaga, a wyniki jakie są, każdy widzi. Nie chciałem nikogo obrazić, tyle.

Skąd się bierze taka skuteczność obrony GieKSy? Ty i Arek Jędrych strzelacie, Alan Czerwiński asystuje. 

Każdy z nas broni, każdy atakuje. Mamy dobrą skuteczność, Arek potwierdza to już od dawna. Pytaliście, co jem przed meczami – nic ciekawego. Nie wiem, co się zmieniło, ale znajduję sytuacje i dobrze czuję się pod bramką rywala. Dobrze to wychodzi.

Czterdzieści lat minęło od pierwszego triumfu GieKSy w Pucharze Polski. Patrzycie już w stronę finału?

Mam wywieszony plakat Narodowego w szatni, wisi od samego początku. Zobaczymy, każdy ma na to apetyt. Musimy dobrze przygotować się do następnego meczu, niezależnie od drużyny, na jaką trafimy.

Awans do Ekstraklasy, przeprowadzka na Nową Bukową, potem najlepszy wynik wśród drużyn ze Śląska, teraz Puchar Polski. Tworzycie scenariusz pod film?

Tak nam to wychodzi. Trzeba się z tego cieszyć. Rozmawialiśmy tak z Arkiem Jędrychem, mamy po trzydzieści parę lat i każdy z nas zasuwa. Walczyliśmy o to, żeby być w Ekstraklasie. I my, i myślę, że kibice cieszymy się z tego, że doszliśmy do takiego momentu jako GieKSa.

To nie jest Anglia, puchar rozgrywa się w środku tygodnia. Dzisiaj 120 minut, zaraz mecz z Radomiakiem. Dacie radę?

Podchodzimy do każdego meczu z marszu. Każdy z nas jest ważny, trener to podkreślał na odprawach. Mamy sześć spotkań w trzy tygodnie, to jest natłok. Zdarzają się jakieś kontuzje, jakaś słabsza forma akurat nie wyskoczyła ostatnio, bo wygrywamy. Każdy musi być gotowy.

A zdążycie przygotować nogi na mecz w niedzielę?

Czeka nas podróż, ale mamy super sztab medyczny, który nam bardzo pomoże.

W szatni myślicie, że Bartosz Nowak może być pewny powołania do kadry?

Bardzo mu kibicujemy. Wiemy, jaką jakość nam daje i jakie liczby dokłada. Fajnie, że jest w orbicie, ale to nie jest od nas zależne. Selekcjoner pewnie na wszystko patrzy chłodną głową.

Zazwyczaj na głowę dogrywa Bartosz Nowak, dziś ciasteczko dał Alan Czerwiński.

Ma najlepiej ze stoperów ułożoną stopę, często nam dogrywa na treningach.

Biło serce, jak sprawdzali spalonego?

Z mojej perspektywy wyglądało to jak typowa mijanka. Może to tak długo trwało przez rysowanie linii, ale raczej byłem spokojny.

Ćwiczycie na treningach grę bez nominalnej dziewiątki, na styl reprezentacji Hiszpanii?

Trenujemy takie warianty, czasem też tam występuje Eman Marković. Jest dużo tych wariantów.

Po tej żółtej kartce tylko raz popełniłeś ostrzejszy faul. Trener cię na to uczulał, czy to kwestia doświadczenia?

Rozmawiałem z chłopakami, że lepiej będzie, jak odpuszczę. Nie chciałem osłabić drużyny i cieszę się, że wytrzymałem. Chłopaki też mi w tym pomogli.

Po ostatnim meczu z Widzewem chwaliłeś drużynę. Dzisiaj Damian Rasak, który jest niedługo w zespole, wiedział, że musi zająć pozycję Arka Jędrycha, kiedy ten wybiegł do ataku. Trener mówił, że dużo rozmawiacie o piłce.

Tak, bardzo dużo rozmawiamy, wszystko analizujemy. Mamy świadomy zespół, nikt się za nic nie obraża. Chwała Damianowi za to, że też chce się uczyć. Jest z nami parę tygodni, ale już wie, kiedy ma gdzie się pojawiać.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Realizacja piłkarskich mitów

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Jeszcze nie otrzepaliśmy się po emocjach, a już przyszło nam grać kolejne bardzo ważne spotkanie. Tak jak pisałem – w pewnym kontekście był to najważniejszy mecz od ponad dwóch dekad – nie było bowiem przecież od tak długiego czasu spotkania tak bardzo przybliżającego nas do jakiegokolwiek trofeum. Przez wiele lat biliśmy się po prostu o awans do ekstraklasy. W 2017 roku graliśmy w końcówce rundy wiosennej z liderującą Sandecją i wygrana w tamtym spotkaniu bardzo przybliżyłaby nas do tegoż celu. Wówczas nazwałem ten pojedynek meczem dziesięciolecia. Gdy dziś patrzę na to, jaką rangę miało to spotkanie w porównaniu z dzisiejszymi wyzwaniami, to stwierdzam, że była to ranga proporcjonalnie mała. W żadnym stopniu tamten mecz nie równał się ważnością do wspominanego w felietonie przedmeczowym pojedynku z Arką w Gdyni o awans. Z kilkoma meczami już w samej ekstraklasie. Ale przede wszystkim z ćwierćfinałem Pucharu Polski, dającym tak wielką szansę na wygranie trofeum. Trofeum obecnego wczoraj w Katowicach. Jak to powiedział mój kolega: „Mogliby go już tu zostawić”

Trudno ogarnąć, że w ciągu czterech dni możemy przeżywać dwa razy taką radość, tak euforyczne chwile. Po latach przyzwyczajenia do wielkich zawodów, rozczarowań i gorzkich pigułek, z chwilowymi przerwami na lekką radość po wygraniu meczu z Dolcanem czy Łęczną, teraz przychodzi prawdziwe piłkarskie i kibicowskie szczęście. Do Katowic przyjeżdżają najbardziej uznane marki w Polsce i muszą one uznawać wyższość GKS Katowice. Cała Polska może zobaczyć, co się w Katowicach zbudowało – w kontekście klubu, drużyny i nowego stadionu. Myślę, że kibice wielu ekip w Polsce obecnie nam po cichu zazdroszczą.

Oczywiście mimo naszego wielkiego sukcesu w mediach dominuje analiza sytuacji w Widzewie. Nagłówki o „dramacie Widzewa” i dziesiątki minut poświęconych łódzkiemu klubowi. Z jednej strony do tego jesteśmy już przyzwyczajeni, bo Widzew to póki co klub najwyraźniej bardziej medialny. Z drugiej strony uważam to za żenujące. Kilkadziesiąt minut gadki o przegranych, przepłaconych gwiazdach, analizie kto powinien zasiąść na ławce trenerskiej, a na koniec jakaś refleksja rzucona ochłapem „wspomnijmy jeszcze o GKS Katowice”. Na szczęście piłkarze GieKSy robią wszystko, żeby pokazać piłkarskiej Polsce, że medialność można sobie wsadzić głęboko, a wygrywa się prawdziwymi wartościami – jakością, jednością i rzetelną pracą.

GieKSa po raz drugi wygrała z Widzewem w ciągu miesiąca. Tzw. „dziennikarze Widzewa” musieli się mieć z pyszna, podobnie jak kibice z Łodzi, którzy oczywiście nie omieszkali od początku skupić się bardziej na obrażaniu GieKSy niż dopingu dla swojego zespołu. Abstrahując jednak od tego, zaprezentowali się bardzo dobrze i głośno dopingowali. Wypełniony sektor gości dodaje wiele punktów do atmosfery. Kibice GKS jak zwykle stworzyli kapitalne wokalne słuchowisko, więc mieliśmy prawdziwą piłkarską wojnę na trybunach, jak i na boisku.

Zestawienie meczu ligowego i pucharowego wypada… dziwnie. Porównując posiadanie piłki – zmieniło się diametralnie – teraz było 50/50, a w meczu sprzed niespełna miesiąca Widzew miał ją ponad 70% czasu. Wtedy jednak łodzianie oddali tylko jeden celny strzał na bramkę, a teraz multum, znacznie więcej niż GieKSa. Na pewno z gry Widzew wyglądał lepiej niż w meczu ligowym, jednak wspomniane strzały były po prostu… niegroźne. Bardzo dobre ustawienie Rafała Strączka powodowało, że wyłapywał te piłki jak magnes. Trzeba pochwalić naszego bramkarza, bo przy takiej liczbie strzałów zdarza się popełnić błąd, wypluć piłkę. Golkiperowi futbolówka wybitnie kleiła się do rąk.

Oczywiście nie uniknęliśmy też błędów i bardzo groźnych – choć nielicznych sytuacji. Strata Mateusza Kowalczyka przed polem karnym, po którym Bergier King zlekceważył sytuację i uderzył fatalnie, no i przede wszystkim doliczony czas dogrywki, rajd Mariusza Fornalczyka i absolutnie pechowe (dla nas szczęśliwe) pudło Frana Alvareza. Aż przypomniał mi się Adrian Benedyczak, który kiedyś podczas pucharowego meczu GieKSy z Pogonią też w samej końcówce nie trafił do pustej bramki. Uff…

No i zaspaliśmy przy tym straconym golu. I powiem tak, bardzo doceniam, że trener Rafał Górak na konferencji wziął też – jako on i sztab trenerski – odpowiedzialność za to. Błędy w piłce się zdarzają, wiadomo, Widzew to wykorzystał i był cwańszy. Jednak umiejętność widzenia swojej odpowiedzialności cechuje ludzi mocnych i pewnych. To szerszy temat, pozapiłkarski, po prostu życiowy. Branie odpowiedzialności – uczciwie, ale nie z biczowaniem się – to zasób, to coś co wzbudza zaufanie, wzmacnia i powoduje rozwój. Jednocześnie rzadka to cecha zarówno u ludzi ogółem, jak i w środowisku piłkarskim. Zazwyczaj dominuje umywanie rąk i ucieczka od odpowiedzialności lub drugi biegun – samobiczowanie się i kajanie. Dlatego powtórzę jeszcze raz – bardzo doceniam tę postawę trenera. Wszyscy popełniamy błędy.

Na konferencji zrobiłem kilka nawiązań. To niesamowite, że Lukas Klemenz stał się koszmarem Widzewa. To bardzo symboliczne podkreślenie tej – już nie „mitycznej” – powtarzalności. GieKSa z pustych piłkarskich sloganów robi słowa z pokryciem. Właśnie ta powtarzalność, wyciąganie wniosków, powalczenie w następnym meczu o trzy punkty i cały ten piłkarski bełkot – w naszym zespole przestał być bezwartościowym paplaniem, a rzeczywistością. GieKSa naprawdę to realizuje i dzięki temu następuje rozwój. Podobnie jak z „budowaniem drużyny”, które jest w większości kompletną bzdurą, bo trener wylatuje po kilku miesiącach ze względu na dwa przegrane mecze. W Katowicach drużyna jest NAPRAWDĘ zbudowana. Ze zgliszczy – jak mówi trener. I ten proces trwa w najlepsze.

Wracając do symbolicznego Lukasa. GieKSa ma swój sposób na stałe fragmenty i to „drugie tempo”, o którym trener mówił w poprzednim sezonie jest cały czas praktykowane. Lukas Klemenz zachował się w tej sytuacji jak rasowy napastnik, dostał piłkę prostopadłą, a nie centrę z boku boiska i z pierwszej – w sytuacji sam na sam – strzelił gola. Schematy.

Zapytałem też o to „oczekiwanie nieoczekiwanego”, bo przecież akcję bramkową (wrzut z autu) poprzedziło odbicie od chorągiewki. Ja sam odwróciłem już głowę, bo uznałem, że akcja jest stracona i ku mojemu zdziwieniu po kilku sekundach – nadal ona trwała. To są dokładnie te setne sekundy, o których pisałem w przedmeczowym felietonie. Na transmisji telewizyjnej tego nie widzę, ale całkiem możliwe, że Borja Galan zareagował dosłownie ułamek wcześniej, zanim piłka się od tej chorągiewki odbiła. Antycypował – jak mówi Tomasz Hajto. Na pewno jego reakcja była szybsza od Marcela Krajewskiego. I to po tej akcji Widzew ratował się wybiciem na aut, po którym padła bramka.

Czysto piłkarsko nie był to najlepszy mecz GieKSy, były popularne ciężary. Ale też nie był to mecz słaby. GieKSa zrobiła to, co jest jej największym atutem – determinacja, znów – już nie „mityczne” – realizowanie założeń taktycznych, konsekwencja. I przede wszystkim nasz zespół nie odpuszcza, nie przestaje grać w piłkę. Znów przygotowanie fizyczne było na najwyższym poziomie. I w końcówce to Widzew spuchł bardziej, trener Jovicević ratował się wprowadzeniem żwawego Fornalczyka, gdy reszta już raczej była bardzo zmęczona. W końcówce to GieKSa była bardziej aktywna i gdyby Marcel Wędrychowski był bardziej precyzyjny, mogłoby się skończyć przed karnymi.

Wspomniane rzuty karne to już historia, którą będziemy pamiętać. Przy takim zmęczeniu, przy takiej presji, katowiczanie wykonali je bezbłędnie. Choć serce zabiło nam mocniej, gdy Drągowski dotknął piłkę po strzale Arka Jędrycha, ta na szczęście wpadła do siatki. Rafał Strączek broniąc w pierwszej serii jedenastkę Frana Alvareza dał dużo spokoju na dalszą część serii jedenastek. Potem była podcinka Nowaka… rany, maestria. I duże ryzyko. Ale jak zawodnik jest pewny, to mu to wchodzi. Jak jest pospinany, jak Brahim Diaz w finale Pucharu Narodów Afryki, to jest dramat. Bartkowi wychodzi ostatnio wszystko. Panie Urban… nie rób Pan wstydu. Damian Rasak dał swoją pieczęć, a popularny Milusi pokazał, że również jest bardzo pewnym ogniwem. Potem natomiast był już tylko „typowy Fornal” i euforia na stadionie.

Jakiś zawias miałem na konfie, bo pytałem trenera o rzuty karne z Pucharu Polski sprzed 15 lat z Puszczą Niepołomice, a zapomniałem o tych z Wartą Poznań kilka lat temu – potem były jeszcze przegrane jedenastki ze Stalą Stalowa Wola. W każdym razie w rozgrywkach pucharowych te jedenastki idą nam ostatnio nieźle, bo przecież jeszcze wygraliśmy je we wspomnianym meczu z Pogonią. No ale to właśnie były takie nasze „małe szczęścia”. Teraz mamy duże. Tej rangi ruty karne ostatni raz graliśmy z Araratem Erewań w 1995 – wówczas przegrane. A ostatnie wygrane były rok wcześniej z Arisem Saloniki, kiedy to Janusz Jojko decydującą jedenastkę wykorzystał.

Pan Czapeczka na konferencji dalej wygłaszał swoje farmazony i kibice Widzewa mają już go dość. W ustach trenera Widzewa właśnie te slogany bez pokrycia są ciągle aktywne, tyle że on robi to już do przesady. Mówi o dumie, o team spiryt w tym meczu i tak dalej, i tak dalej. Odległość lat świetlnych od GieKSy jeśli chodzi o wcielanie słów w życie.

Możemy być dumni z naszej drużyny. Raz gra lepiej, raz gorzej, ale zawsze gra swoje. I tym po prostu wygrywa. Nie tylko mecze, ale i serca kibiców.

Myślałem sobie przed Górnikiem, że jakbym miał wybierać z tych dwóch meczów, który wolę wygrać, to wziąłbym ten z Widzewem. Wiadomo, w lidze punkty można odrobić, a puchar to sprawa zerojedynkowa. A dostałem i to, i to. Nie żadne „minimum” czy „dobrze”, tylko po prostu idealnie.

Ochłońmy. Dobrze, że następny mecz jest nie na przykład w piątek, tylko w niedzielę. Mamy trochę zszarganych nerwów, a piłkarze poobijanych kostek i zmęczonych mięśni. Niech teraz fizjoterapeuci zajmują się doprowadzaniem naszych piłkarzy do stanu używalności, a trenerzy podają piłkarzom efekty analizy Radomiaka.

A my rozsiądźmy się wygodnie, z herbatką w ręku i oglądajmy poczynania naszych potencjalnych rywali. Już dziś gra Zawisza z Chojniczanką i Lech z Górnikiem. Jutro jeszcze Avia z Rakowem. W piątek losowanie i będziemy z zapartym tchem śledzić, kogo los nam przydzieli.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Gra o finał to wielka duma

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice – Widzew Łódź wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów – Rafał Górak i Igor Jovicević. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Igor Jovicević (trener Widzewa Łódź):
To trudny moment, ale jestem dumny z drużyny, jej ducha walki i jakości, który pokazała. Konkurs rzutów karnych to loteria – możesz wygrać i przegrać.  Ale pokazaliśmy, że jesteśmy drużyną. Potencjał, jakość, ale rezultat nie jest dobry dla nas. Rozumiemy wysokie oczekiwania naszych kibiców, akceptujemy to, ale nie dajemy im takich rezultatów, jak chcą.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Długie i wyczerpujące spotkanie, na pewno też pod względem emocjonalnym, bo wiadomo, że to dużo kosztuje. Graliśmy już w tej edycji dogrywkę, a dzisiaj było jeszcze dłużej, bo były rzuty karne. Sam mecz był równy, zawsze podkreślam, że piłkarze Widzewa nie są z pierwszej łapanki, natomiast my chcąc zawsze odpowiedzieć na to, co na boisku może się wydarzyć, musimy działać organizacyjnie, systemowo i z ogromnym zaangażowaniem. To był taki trudniejszy mecz dla nas, tak energetycznie, podobnie jak ostatnio, gdy tutaj graliśmy. Natomiast z samej organizacji gry było więcej niż przyzwoicie, zawodnicy bardzo dobrze realizowali grę w obronie niskiej, nie chcąc dać się do niej zepchnąć całkowicie, pracowali i walczyli bardzo dobrze, strefy do zabezpieczenia, które każdy z nich miał – to funkcjonowało okej. Stąd nie wzięła się – jak na 120 minut – jakaś duża ilość sytuacji pod naszą bramką. I to jest na plus, ten mecz jest w taki dobry sposób wybroniony. Zaspaliśmy przy rzucie wolnym, to jest nasza wina i sztabu, bo powinniśmy dać lepszą wytyczną drużynie – Widzew nasze gapiostwo wykorzystał i zdobył bramkę. Ciekawe czy stuprocentowa sytuacja na 2:0 nie zamknęłaby tego meczu i nie kończylibyśmy go po 90 minutach. Ale skoro tak się skończyło, to jest to dla kibiców i całego naszego społeczeństwa kolejna nagroda za wiele lat trudnych. Zbieramy owoce naszej cierpliwej pracy i wyrozumiałości. I cóż wszystko przed nami. W niedziele bardzo ważny mecz w Radomiu, musimy się dobrze zregenerować, by w pełni sił pojechać na kolejne spotkanie. A to że zagramy o finał Pucharu Polski, to jest ogromna duma.

 

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga