Piłka nożna
[PRE SCRIPTUM] Wygrać to obowiązek!
Przed GKS Katowice mecz ze Stalą Mielec. Nasz zespół od (prawie) początku sezonu spisuje się dobrze i regularnie punktuje. W tej chwili notujemy serię ośmiu meczów bez porażki, co nie przydarzyło nam się od bardzo dawna. Kibice z niecierpliwością oczekują na następne mecze, a dobrego humoru nie zmącił im nawet zmarnowany rzut karny Grzegorza Goncerza w Legnicy. Oczywiście – żal jest wielki, że nie odnieśliśmy czwartego zwycięstwa z rzędu, ale wszyscy widzieli jak GieKSa grała, jak wykaraskała się z tarapatów i tak naprawdę miała dużo więcej okazji, aby wyjechać ze stadionu Miedzi z tarczą.
Katowiczanie na ten moment mają 16 punktów w 9 meczach, co daje średnią 1,77 punktu na mecz. Utrzymując taką średnią, na koniec sezonu zgromadzilibyśmy 60 punktów. UWAGA! Od czasu naszej gry na zapleczu ekstraklasy, czyli od 9 lat, taka ilość oczek NIGDY nie dała awansu do ekstraklasy. Oczywiście w ostatnich 4 kolejkach katowiczanie zdobyli aż 10 punktów, jednak statystycznie ciągnie się za nami porażka z Wigrami z pierwszej kolejki. Nie – broń Boże nie chcemy siać defetyzmu, wręcz przeciwnie. Chcemy tylko tymi obliczeniami zwrócić uwagę, jak jedna głupia strata punktów w PIERWSZEJ kolejce może ostatecznie wpłynąć na kształt tabeli. I że mecze u siebie trzeba po prostu jak najczęściej wygrywać. Remisy na wyjazdach są do przyjęcia, jeśli są odniesione w takich okolicznościach jak z Miedzią.
Nie oszukujmy się, GieKSa zmierza dobrą drogą. Od czwartej kolejki i meczu ze Stomilem widać inną jakość tej drużyny. Stała się solidna, pewna, charakterna. O ile na początku nie było zwycięstw, to w końcu one nadeszły. GieKSa od czterech spotkań w każdym z nich strzela po dwie bramki. Udało się wygrać na trudnym terenie w Bielsku oraz wyjść z presji w spotkaniach z Wisłą Puławy i Miedzą Legnica. I należy zwrócić uwagę na jeszcze jedną ważną sprawę. GieKSa gra sześcioma lub siedmioma zupełnie nowymi zawodnikami w podstawowym składzie, a prezentują oni jakość, jakiej nie było w naszym klubie od lat. Więc jeśli do tego dojdzie zgranie, zawodnicy będą coraz bardziej się czuć na boisku, może to wyglądać jeszcze lepiej. Nadal są mankamenty, ale ostatnio głównie w skuteczności, bo nawet ostatnie podania wydają się lepsze niż wcześniej. Idzie ku dobremu.
Nadal nie można jednak osiąść na laurach. Do Katowic przyjeżdża Stal Mielec i jest to druga sytuacja w ciągu kilku tygodni, kiedy będziemy gościć ekipę zamykającą tabelę. Ze Zniczem Pruszków wygraliśmy 2:0, teraz podejmować będziemy właśnie najsłabszą jak na razie drużynę z Mielca.
Wcale tak źle to nie musiało u naszych rywali wyglądać. Przecież jeszcze przed ligą rozegrali dwa mecze Pucharu Polski, w których pokonali Lechię Tomaszów Mazowiecki i ekstraklasową Wisłę Płock. W tym pierwszym meczu gole strzelali Sobczak i Szczepański. Z Wisłą przebieg meczu był szalony – najpierw Stal przegrywała 0:2, by wyjść na prowadzenie 3:2, stracić je i w 90. minucie zdobyć zwycięskiego gola. Dwa trafienia zaliczył Sobczak, po jednym Getinger i Łętocha. Warto wspomnieć, że w 69. minucie na boisku pojawił się w barwach Wisły Mikołaj Lebedyński. Zawodnik ten już więc może mieć chęć rewanżu na piłkarzach z Mielca. Z rozgrywkami pucharowymi Stal pożegnała się na poziomie 1/16 finału po porażce w Chojnicach 0:2.
W lidze nasz rywal spisuje się źle. Nie wygrał żadnego meczu, a zaliczył kilka klęsk. Co prawda na początku były jeszcze trzy remisy – 0:0 z Sandecją u siebie, 1:1 z Górnikiem w Zabrzu (gol Żubrowskiego) i 1:1 z Kluczborkiem w Mielcu (wyrównujący gol Radulja z karnego w 90. minucie), ale potem były już porażki przeplatane remisami – 1:3 w Grudziądzu (gol Kiercza), 2:2 z Bytovią (znów wyrównanie w 90. minucie – tym razem Sobczaka; dwa gole dla Bytovii Roberta Mandrysza, brata naszego Pawła), 0:6 w Suwałkach, 1:4 u siebie z Chrobrym (gol Zalepy), znów 0:2 w Chojnicach i w końcu 0:0 na swoim boisku ze Stomilem.
Stal zanotowała dwa fatalne występy z rzędu w Suwałkach i u siebie z Chrobrym. Po tym drugim meczu w następujący sposób wypowiadał się trener Janusz Białek:
Liczyłem, że po meczu z Wigrami [porażka 0-6 – przyp.red.] nastąpi jakaś odbudowa, że będziemy potrafili zagrać jak równy z równym. (…) Pierwszoligowcy sprowadzili nas na ziemię. Widać jaka jest różnica między drugą, a pierwszą ligą – co znaczył dla nas Bartosz Nowak, co znaczył Prokić. Strasznie męczymy tę grę. Ale uważam, że potencjał tego zespołu jest większy niż pokazujemy.
Po spotkaniu z Chojniczanką komentarz był następujący:
Wygrała drużyna mądrzejsza, drużyna, która potrafiła swoje sytuacje stworzyć i wykorzystać. My swoich nie potrafiliśmy, zwłaszcza żal sytuacji z początku meczu, kiedy dwóch naszych zawodników wyjechało sam na sam z bramkarzem. Mecz może potoczyłby się inaczej i nasza drużyna, która była w dołku trochę wychodzi z niego. Jednak trzeba być mądrym na boisku.
A po ostatnim zremisowanym spotkaniu ze Stomilem trener Białek mówił tak:
Wreszcie zagraliśmy dobry mecz, już w Chojnicach ta dyspozycja była nieco wyższa i dzisiaj – potwierdzenie. Dwa pozytywy, po pierwsze w końcu nie straciliśmy bramki i zrobiliśmy punkt. To było nam potrzebne, bo trzy mecze przegrane ciążyły zawodnikom, była presja. Jeśli to tak dalej będzie…
Skrót z meczu ze Stomilem możecie obejrzeć poniżej:
Obecnie najskuteczniejszym jest Szymon Sobczak, który jednak trzy z czterech goli zdobył w Pucharze Polski. Sobczak zagrał pięć meczów w ekstraklasie w barwach Górnika Zabrze, ale były to zaledwie ogony.
Krzysztof Kiercz zaliczył 16 spotkań i 1 gola w ekstraklasie w barwach Korony Kielce, ale te występy rozciągnęły się na ponad… 4 lata (i w tym czasie nie był zawodnikiem żadnego innego klubu).
Epizody w ekstraklasie mieli też bramkarz Marek Kozioł, wieloletni i dobrze nam znany bramkarz Sandecji. Sebastiana Zalepę kojarzymy głównie z kilku sezonów we Flocie Świnoujście, a Przemysław Lech kilka lat temu zagrał… minutę w koszulce Wisły Kraków w meczu w Bydgoszczy.
Przeciwko GieKSie kilka lat temu jako zawodnik Puszczy Niepołomice w pamiętnym meczu Pucharu Polski – a potem w lidze – grał Mateusz Cholewiak.
„Ciekawą” postacią jest Amerykański zawodnik Omar Tall. Zawodnik sprawdzany był w takim dziwnym sparingowym meczu w Nowym Jorku, gdzie Stal Mielec wygrała ze… Stalą Mielec New York występującą… w szóstej lidze amerykańskiej. Skąd oni go wytrzasnęli? Nie wiadomo. Na razie Omar zagrał jeden mecz w barwach Stali. Drugim zagranicznym transferem jest Ze Lucas, Brazylijczyk pozyskany w wyniku współpracy ze znanym brazylijskim klubem Fluminense. Ostatnio Ze Lucas występował w słowackim FC STK 1914 Samorin, z którym wywalczył awans do drugiej ligi.
Najbardziej znanym zawodnikiem Stali jest oczywiście Grzegorz Fonfara. Zawodnik w barwach GKS Katowice i GKS Bełchatów rozegrał 176 meczów i strzelił 4 gole w ekstraklasie, a w GieKSie we wszystkich rozgrywkach zanotował 131 spotkań i 11 trafień. Ostatnio był zawodnikiem Zagłębia Sosnowiec.
Istnieją głosy, a zdanie ma takie nasz redakcyjny kolega Błażej, że na dyspozycję Stali w tym sezonie znacząco wpłynęło tournee w Stanach Zjednoczonych w drugiej połowie czerwca. W czasie, kiedy wszyscy ligowcy odpoczywali, zawodnicy z Mielca tułali się na drugiej półkuli, w innej strefie czasowej i dawali mecze pokazowe. Z promocyjnego punktu widzenia, jak i przygody życia dla zawodników – świetna sprawa. Ze szkoleniowego – absolutny bezsens i zaburzenie piłkarskiego roku. Pewnie w Stali plują sobie w brodę, że łapnęli się na sparingi ze wspomnianą Stalą New York, Icon FC (piąta liga, wynik 6:1) czy Connecticut United (piąta liga, wynik 0:1).
Po raz ostatni (no, przedostatni) obie drużyny mierzyły się 20 lat temu i na Bukowej… wygrała Stal. Mecz ten pamiętają Janusz Jojko ze strony GieKSy oraz Krzysztof Łętocha ze Stali – ojciec Sebastiana, obecnego podstawowego zawodnika zespołu. Po sezonie 1996/97 Stal Mielec na wiele lat zniknęła z poważnej piłki…
Stal Mielec – podobnie jak Znicz Pruszków – zderza się z pierwszoligową rzeczywistością. Piłkarze grają słabo, trener zwolniony, wcześniej ta eskapada za oceanem. Obowiązkiem GieKSy jest wygrać z rywalem będącym w rozsypce. Tak jak to nasz zespół uczynił z pruszkowianami, a wydaje się, że Stal Mielec na ten moment jest jeszcze słabsza. Ten mecz ma być formalnością. Nie – nie chodzi o to, że będzie łatwo, lekko i przyjemnie. Ale na drodze do awansu będą nas czekać dużo cięższe wyzwania. I jeszcze o ile jakiś czas temu mogliśmy mówić, że trzeba być ostrożnym, to tu możemy powiedzieć inaczej. Trzeba solidnie i rzetelnie wykonać swoją robotę. Wygrać jest obowiązkiem i tak do tego należy podchodzić.
Piłka nożna
Górak: Powrót króla na złote miejsce
Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.
Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.
Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak: Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.
Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak: To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.
Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.
Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.
Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak: Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.
Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak: Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.
Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak: Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.
Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.
Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak: Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.
Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.
Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.
Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.
GieKSa wygrała siódmy mecz półfinałów play-off THL. W finale nasi hokeiści zmierzą się z GKS-em Tychy. Zapraszamy do fotorelacji z Satelity.
Felietony Piłka nożna
Post scriptum do Jagi i Cracovii
Miniony tydzień był dla naszej redakcji bardzo pracowity. Dwa wyjazdowe mecze w ciągu kilku dni to operacja logistyczna i organizacyjna. Myślę jednak, że podołaliśmy. Wszystko w imię GieKSy. Zapraszamy do zobaczenia wyjazdów do Białegostoku i Krakowa okiem redakcji. A teraz mamy dwa tygodnie przerwy od piłki i czekamy na Wisłę Płock. Niech teraz koledzy z sekcji hokejowej przejmują pałeczkę, bo przed GieKSą bardzo ważne wyzwanie.
1. Białystok przekładany był dwa razy. Za trzecim w końcu mecz doszedł do skutku, ale wiadomo – że był to środek tygodnia, wtorek godzina dziewiętnasta. W związku z tym z redakcji pojechaliśmy we dwójkę: ja i Misiek, ale w samochodzie jechało nas pięciu.
2. Wyjazd z Katowic był gdzieś po dziesiątej. Ładna pogoda, to i droga mijała szybko. Na ten jeden z najdalszych wyjazdów w sezonie.
3. Po kilku godzinach byliśmy na Podlasiu. Czas mieliśmy tak dobry, jak chyba nigdy wcześniej, bo było nieco po piętnastej. Postanowiliśmy więc skierować swoje kroki do Gospody Podlaskiej, znanej nam z poprzedniego sezonu, a mi jeszcze dodatkowo z wyjazdu na ten niedoszły mecz w listopadzie.
4. Miejscówka godna polecenia – na samym Rynku. Zaparkowaliśmy jakimś cudem praktycznie tuż pod tym lokalem. Wówczas byliśmy w niedzielę, więc były tłumy. Teraz – w środku tygodnia o piętnastej – niemal pustki.
5. No to wzięliśmy się za solidne jedzenie. Ja zamówiłem rosół z pielmieni, mielone na patyku i kartacza, Patryk mega xxl schaboszczaka, a reszta ekipy placki. Było to solidne jadło przed meczem.
6. W samej knajpie sporo było ciekawych elementów, jak ta stara przymocowywana maszynka do mielenia czy… czerwona gitara. Czy obrazek z Samych Swoich. W sympatycznej atmosferze oczekiwaliśmy spotkania.
7. Nadal mając jeszcze dużo czasu zrobiliśmy spacer po rynku. Weszliśmy do wielkiego kościoła – w zasadzie Bazyliki Mniejszej WNP. Imponujący obiekt. Można było się na chwilę wyciszyć przed nadchodzącym zgiełkiem.
8. Napis Białystok na kółkach, przesuwany jest. Pamiętam, że w listopadzie był w innym miejscu, teraz bliżej stricte Rynku. Rekwizyt popularny do robienia sobie przy nim zdjęć. O ile to można nazwać rekwizytem.
9. Wróciliśmy do samochodu i czas było zbierać się na stadion. Oczywiście – jak często to ostatnio bywa – na drodze widzieliśmy autobus z drużyną. Śmiesznie wyszło, bo robiłem zdjęcie jakiegoś grafa i coś zielonego mi przed nosem przejechało i przeszkodziło.
10. Wkrótce byliśmy pod stadionem. Przejechaliśmy skręt, więc musieliśmy go objechać, ale zaprowadziło nas to prosto do bramy wjazdowej, którą dobrze pamiętaliśmy w lutego i listopada poprzedniego roku. Samochód zostawiliśmy na parkingu i poszliśmy odebrać akredytacje.
11. Udaliśmy się na stadion, gdzie na wejściu przeszukuje się także dziennikarzy (rzadkość). I można było pobuszować po stadionie. Poszliśmy do stanowiska z klubowymi gadżetami, jednego, a później drugiego na VIP-ach. Do meczu pozostawało jeszcze sporo czasu, więc trybuny świeciły pustkami. A cały dzień był słoneczny, więc i temperatura była przystępna.
12. Potem przyszedł czas na herbatkę w sali konferencyjnej. Komentatorzy Canal Plus – Gabriel Rogaczewski i Tomasz Wieszczycki dywagowali, jak będzie wyglądać to spotkanie i wietrzyli – zgodnie z logiką ekstraklasy – przełamanie Jagiellonii.
13. Udaliśmy się na prasówkę, na dobrze nam znane miejsca. Stanowisko prasowe przyjemne, bez rewelacji, ale wystarczające. Jest dziurka na kable, solidny blat i… niepotrzebna szybka między blatami konkretnych stanowisk. W zamierzeniu służy oddzieleniu dziennikarzy, żeby mieli większy komfort. W praktyce – jest to utrudnienie w obserwacji meczu, bo głowa odruchowo tę szybę chce ominąć, patrząc na boisko. A widoczność? Bez zarzutu.
14. Przed meczem odbyła się uroczystość wręczenia trenerowi Siemieńcowi tablicy upamiętniającej jego 100 meczów w Jagiellonii. Kibice w Białymstoku go kochają. Skandują jego nazwisko często, skandowali i teraz. Trudno się dziwić.
15. Wkrótce rozpoczął się mecz. Gospodarze szybko objęli prowadzenie w sytuacji, w której nikt się tego nie spodziewał. Piłkarze o nazwisku Pozo mieli swój moment, dzień wcześniej Jose z Pogoni trafił dwa razy, teraz Alex tak odbił piłkę głową, że ta ku zaskoczeniu wszystkich wpadła do siatki.
16. Drugi raz pokonała nas legenda Jagi Taras Romanczuk. Piłkarz wiosną zeszłego roku strzelił zwycięskiego gola, teraz trafił do szatni, dając swojej drużynie prowadzenie 2:0.
17. Kibice Jagi bardzo głośno dopingowali, Katowiczanie na sektorze gości też odgryzali się, mimo, że byli w liczbie niemal czterokrotnie niższej niż w listopadzie na niedoszłym meczu.
18. Humor w przerwie był kiepski. Na szczęście można go było sobie poprawić na VIP-ach, gdzie było pyszne jedzonko. W sumie to można było tam zostać, ale zaraz była druga połowa. Co ciekawe, miejsce to miało klimat, jak dyskoteka, taka była gra świateł. Ciekawa opcja.
19. W drugiej połowie GKS dążył do zdobycia bramki. Gra wyglądała dużo lepiej. W końcu Erik Jirka trafił do siatki notując swoje pierwsze trafienie w barwach GieKSy. Na wyrównanie niestety nie starczyło czasu.
20. GieKSa przegrała drugi mecz w Białymstoku i na razie to się układa tak, że u siebie GieKSa wygrywa – dwa razy, a na Podlasiu triumfuje Jaga. W tym sezonie czeka nas jeszcze mecz ligowy na Nowej Bukowej. Chcielibyśmy, by ta passa była podtrzymana.
21. Po meczu tradycyjna nagrywka i trzeba się było zbierać na konferencje prasową. Dziennikarze Jagiellonii wniebowzięci, cieszyli się. A my ze skwaszonymi minami robiliśmy swoje materiały, galerie itp.
22. Trener Górak starał się wyciągnąć pozytywy i była nimi dla niego ta druga połowa. Fakt, Katowiczanie nie załamali się dwubramkową stratą, tylko grali swoje i częściowo udało im się je odrobić.
23. Za to Adrian Siemieniec na moje pytanie o Puchar Polski zażartował, że teraz to oni są drudzy, skoro z nami przegrali. Nie tak szybko – Jaga będzie druga, jak GieKSa zdobędzie Puchar Polski. O tym wszyscy marzymy, a finalista pucharu przecież kiedyś w Europie występował, później zmieniono ten przepis.
24. Zostaliśmy jeszcze chwilę na sali i trzeba się było zbierać w długą podróż do Katowic. My tego wieczoru byliśmy niepocieszeni, ale co mieli powiedzieć kibice Bodo Glimt, którzy zaszli tak niesamowicie daleko w Lidze Mistrzów i w rewanżu ze Sportingiem roztrwonili trzybramkową przewagę z pierwszego meczu przegrywając 0:5.
25. Droga powrotna zajęła nam około pięć godzin. Myślałem, że będzie się dłużyć, tymczasem jakoś to przeleciało. W Katowicach byliśmy gdzieś przed czwartą. Trzeba było szybko iść spać, bo wkrótce miał nastać nowy dzień. A już w sobotę czekał nas mecz z Cracovią.
—-
26. Do Krakowa wybraliśmy się już w mocniejszym składzie, bo aż 5-osobowym. To znaczy 4 osoby z Katowic plus Marcin, który dotarł na własną rękę. Dzięki temu mogliście obejrzeć aż trzy fotogalerie z tego spotkania.
27. Dobrze, że po Białymstoku kolejny wyjazd był tak niedaleki. Można było i się wyspać, i potem w miarę wcześnie wrócić. Wyjeżdżaliśmy więc 11-12 zbierając osoby po drodze i ruszyliśmy do Małopolski. Oprócz wspomnianego Marcina pojechaliśmy w składzie: Werka, Flifen, Misiek i moja skromna osoba.
28. Pogoda była piękna, wiosenna. W samochodzie było co prawda nagrzane, natomiast na zewnątrz trochę chłodek był. Dawał się on potem we znaki – głównie w postaci wiatru – zarówno osobom na murawie, jak i nam – na koronie stadionu.
29. Droga przebiegła szybko i sprawnie. Godzinka i byliśmy w Krakowie. Zastanawialiśmy się, jak to będzie z tą całą „strefą czystego transportu”. Ale załatwiliśmy niezbędne pozwolenia i mogliśmy do centrum Krakowa wjechać.
30. Natrudziliśmy się, jeżeli chodzi o wjazd na obiekt. Nie wpuszczono nas na parking, mimo że w poprzednim sezonie zarówno na mecz z Cracovią, jak i Puszczą to miejsce parkingowe było dostępne. No nic, zaparkowaliśmy pod stadionem.
31. Potem zaczęła się jednak trochę farsa. Pierwsza rzecz – akredytacje. W poprzednim sezonie odbierało się je w jednej z budek/kas od strony ulicy Kałuży. I rzeczywiście, był napis akredytacje. Tyle, że pani powiedziała, że to są jakieś inne akredytacje. Cokolwiek to znaczy. A my mamy się kierować na drugą stronę stadionu – od ulicy Kraszewskiego.
32. Zaczęliśmy więc obchodzić stadion, przy czym rozdzieliliśmy się – Misiek i Werka poszli, a mnie z Flifenem zatrzymała kiełbasa. Mieliśmy ją w planie, ale skoro już przechodziliśmy obok grilla, stwierdziliśmy, że skonsumujemy ją teraz, żeby potem nie tracić czasu.
33. Kiełbaska solidna. Mogłaby być nieco bardziej przypieczona, ale była smaczna. Więc godnie. W atmosferze wiosennej, ładnej pogody i zbliżającego się meczu wuszcik zawsze na propsie.
34. Wracając do wspomnianej farsy. Zaczęliśmy ten stadion faktycznie obchodzić. To co się działo na ulicy Focha, czyli tej najgłówniejszej przy stadionie, wołało o pomstę do nieba. Najpierw przejeżdżały autokary, ale chyba opróżnione już z kibiców GieKSy. I policjant nie pozwolił przejść WZDŁUŻ stadionu. Tu był kordon. Potem drugi nie pozwalał przejść na drugą stronę ulicy. Musieliśmy czekać. Najlepsze jest to, że między jednym, a drugim kordonem na dwóch końcach tej krawędzi stadionu, normalnie chodzili sobie kibice.
35. W końcu przeszliśmy na drugą stronę, ale chcieliśmy też zahaczyć o sklep klubowy. Policjant znów nie pozwalał przejść, ale nagle ludzie zaczęli przechodzić i tyle.
36. Absurdalne jest to, że blokowali całościowo to miejsce, podczas gdy kompletnie nic się tam nie działo i nie było zagrożenia. Co oni wymyślili – nie wiem.
37. W sklepiku klubowym zakupiłem proporzec, to taka tradycja powoli. Warto mieć swoje prywatne muzeum. Jakiś gościu długo stał przy kasie, bo wysyłał kartkę do kogoś na świecie. Ciekawa i miła opcja.
38. W końcu dotarliśmy za siódme góry i siódme rzeki na ten drugi koniec stadionu. Była tam budka i akredytacje odebraliśmy. Skierowaliśmy się do bramy technicznej stadionu i weszliśmy na obiekt. Ufff.
39. Ostatecznie znów byliśmy bardzo długo przed meczem, więc te wszystkie perypetie nie spowodowały jakiegoś uszczerbku na naszym czasie i standardowych przygotowaniach do spotkania. Tyle dobrze.
40. Nieoczekiwanie weszliśmy bezpośrednio na salę konferencyjną. Przyznam, że jedną z lepszych. A już znakomite wrażenie robi ściana z proporczykami rywali Cracovii. Wygląda to po prostu przepięknie. To, jak udekorowane są niektóre sale konferencyjne, to mistrzostwo. Ogólnie – dużo stolików i siedzeń. Czysto, Schludnie. Bardzo przyjemnie.
41. Miejsce z powiedzmy cateringiem już nie przystaje do tej sali… To znowu jest jakieś brzydkie i miałkie. Dodatkowo herbata jest już gotowa w tych warnikach, a nie po prostu gorąca woda i że samemu można sobie zrobić herbkę. Dodam, że w przerwie podobno były jakieś kanapki, ale dziennikarze jak hieny rzucają się na nie zazwyczaj tak szybko, że jak ja przychodzę, to już nic nie ma.
42. Z naszej winy nie umieliśmy dostać się do miejsca, gdzie wchodzi się na media. Wchodziliśmy wszędzie, na jakieś vipy, do mixed zony. Próbowaliśmy bowiem przejść wnętrzem stadionu, a to było zgubne.
43. W końcu dotarliśmy do drzwi wejściowych i windą wjechaliśmy na górę. Później pokonywałem ten trakt kilkukrotnie, m.in. wybierając się znów poza stadion po nachosy, bo tej kiełby było nam za mało.
44. W końcu znaleźliśmy się na prasówce. Byłem tu w tym 2013 roku, kiedy GieKSa w przenikliwym zimnie (podobno) grała i przegrała. Rok temu nie dane mi było być świadkiem spektakularnej wygranej 4:3, jak i 6:0 z Puszczą. Miałem okazję natomiast oglądać poczynania Cracovii i Lecha.
45. I co mogę powiedzieć… Prasówka ta jest doskonała. Widok – fenomenalny. Blaty, kapitalne. Jest prąd, jest internet. Wszystko, co potrzeba, by w komforcie relacjonować mecz. Nie ma co gadać, być może jest to najlepsza prasówka w Polsce. Jak i cały stadion – trzeba przyznać – jest doskonały.
46. Jeszcze przed meczem przeszedłem się górą, żeby obadać, czy czegoś ciekawego tam nie ma. Przyznam, że jak spojrzałem jak ultrałatwo jest dostać się na dach, to nie dziwię się, że kibice Widzewa to wykorzystali. Oczywiście oni mieli nieco trudniejszy dostęp, bo trybuna z sektorem gości jest wyższa. Ale wyszło bardzo ciekawie. Jakkolwiek sam nie jestem zwolennikiem akcji chuligańskich, to cała ta sytuacja była naprawdę oryginalna i zabawna.
47. Nie pozostawało nic, jak czekać na mecz. Kibice gości powoli zapełniali sektor, wkrótce zaczęli się też schodzić gospodarze. Czekało nas – mieliśmy nadzieję – ciekawe piłkarskie widowisko.
48. GieKSa dominowała w pierwszej połowie, ale nie umiała tego udokumentować bramką. Cracovia natomiast kompletnie nie zagroziła bramce Strączka.
49. Dodam tylko, że sporo się mówiło o podyktowanym karnym dla krakowian, w wyniku ręki Klemenza. Ogólnie jednak nie było to podnoszone jako jakiś wielki skandal. Lukas tę rękę wystawił i sędzia miał argumenty.
50. Brak czerwonej kartki dla Klicha na początku meczu to jednak duża pomyłka sędziego. Alfa i omega polskiego sędziowania, czyli Adam Lyczmański, orzekł, że powinna być czerwień.
51. Kibice obu drużyn głośno dopingowali. Ze strony kibiców Cracovii padały stwierdzenia, że GieKSa była jedną z najgłośniejszych ekip, jakie w ostatnich latach zawitały na Kałuży.
52. Mecz był ostatecznie totalnym paździerzem, ale GieKSa powinna go wygrać. Niestety nie była zbyt zdecydowana w ofensywie, a Cracovia wykorzystała jeden błąd i strzeliła bramkę.
53. Wierzyliśmy do końca, że wynik meczu ulegnie zmianie, ale niestety. Przegraliśmy to spotkanie i jak niepyszni opuszczaliśmy prasówkę udając się na konferencję.
54. Pamiętam czasy z pierwszej czy drugiej ligi, kiedy trener Górak był po niektórych meczach mocno zdenerwowany. W ekstraklasie sobie takiej sytuacji nie przypominam. Widać po mowie ciała i postawie szkoleniowca, kiedy jest wybitnie wk..iony, a jednocześnie stara się to opanować. W trakcie konferencji gdy był zobowiązany odpowiadać na pytania, musiał robić dobrą minę do złej gry i włączać trochę dyplomacji, więc ten odczuwalny w atmosferze poziom napięcia nieco spadł.
55. Luka Elsner coraz lepiej mówi po polsku. Po konferencji zażartował sobie do dziennikarzy Cracovii: „To może na piwko?”. Ogólnie sympatyczny człowiek, choć ostatnio też mu nerwy puściły, gdy chciał odchodzić z Cracovii.
56. Oczywiście dziennikarze Cracovii szczęśliwi i z ulgą. Były śmiechy i śpiewki pod nosem. Ale też dało się wyczuć trochę sarkazmu w zdaniach, że teraz idą na puchary. Tutaj nie było widać typowo widzewskiej napinki.
57. Wszystkim się spieszyło, więc mieliśmy plan zaraz po konfie zbierać się do domu i w aucie robić materiały. Stracił się jednak gdzieś Flifen, więc udało nam się je dokończyć na sali.
58. Wynikła z tego przedziwna sytuacja, bo Flifen niby czekał na wywiad, a my mieliśmy informację, że autokar z piłkarzami już wyjeżdża nie tylko ze stadionu, ale i z Krakowa. Zastanawialiśmy się, czy Filip podczas wywiadu po prostu nie zauważył, że wszedł z piłkarzami do środka i odjechał w siną dal. Dodatkowo nie było z nim kontaktu.
59. Postanowiliśmy się zebrać i ruszyć do auta. Okazało się, że wywiad jest w toku. Jak to możliwe? Ano Mateusz Wdowiak został w Krakowie i to jego złapał nasz reporter. Dlatego tak śmiesznie wyszło.
60. Ruszyliśmy niepocieszeni do Katowic. Tyle dobrze, że po takim meczu nie czekała nas długa podróż powrotna. W Katowicach byliśmy około 19:30.
61. Teraz przerwa reprezentacyjna. Trzymamy kciuki za awans reprezentacji Polski do Mistrzostw Świata. Wygrać z Albanią, pokonać Shehu, a potem finał. Do boju Polska!
62. A za dwa tygodnie gramy z Wisłą Płock. I jak teraz mieliśmy trochę oddechu, to pojedynek z piłkarzami Mariusza Misiury będzie znów mega ważnym starciem.





































































roberto
23 września 2016 at 16:01
Bedzie to bardzo trudne spotkanie!! Sklad mam nadzieje bedzie taki
Nowak
Garbacik,Kaminski,Praznaowski,Abramowicz
Mandrysz,Kalinkowski,Foszmanczyk,Prokic
Goncerz,Lebedynski
kibic bce
23 września 2016 at 22:25
To moze byc naprawde ciezki mecz. Jedna bramka wiecej od rywala nas zadowoli.
Bedzie walka na to licze ze nasi cos z watroby dadza.
Ciekaw jestem jak G. Fonfara sie pokaze na Bukowej?
Brawa mu sie naleza.
Cos mi sie zdaje ze Duda lub Pielorz moze grac 1-wsza polowa, Fosa moze byc zmiennikiem.
Bez Alana bedzie ciezko i Zejdlera.
Moze Sobkow za Gonza( jako zmiennik)Trener moze sprawdzic taki uklad w napadzie.
Nie zapomnijmy ze bedzie nastepny ciezki mecz z Tychami. Na dzbanch tylko zwyciestwo!!!!
Byle odbylo sie bez kontuzji i glupich kartek z Mielcem.
Stefan
24 września 2016 at 08:06
Przy pełnej koncentracji od początku i dobrej skuteczności będzie 3 do 0.