Piłka nożna
Andreja Prokić w GieKSie
Kontrakt z GieKSą podpisał 27-letni Andreja Prokić, który w obecnym sezonie bronił barw Stali Mielec. Umowa została podpisana na dwa lata i będzie obowiązywać od 1 lipca. Andreja Prokić to serbski pomocnik. Jest to pierwsze wzmocnienie naszego klubu pod kątem przyszłego sezonu.
Dorobek Andreja Prokicia w Polsce:
2010/11 – Stal Rzeszów – 28 spotkań (26 w pierwszej „11”, 19 pełnych), 2363 minuty, 10 bramek (II liga)
2011/12 – Stal Rzeszów – 28 spotkań (28 w pierwszej „11”, 20 pełnych), 2383 minuty, 4 bramki (II liga)
2012/13 – Stal Rzeszów – 35 spotkań (31 w pierwszej „11”, 22 pełne), 2693 minuty, 10 bramek (II liga)
2013/14 – GKS Bełchatów – 20 spotkań (4 w pierwszej „11”, 1 pełne), 415 minut, 1 bramka (I liga)
2014/15 – GKS Bełchatów – 22 spotkania (2 w pierwszej „11”, 2 pełne), 746 minut, 1 bramka (Ekstraklasa)
2015/16 – Stal Mielec – 31 spotkań (31 w pierwszej „11”, 13 pełnych), 2635 minut, 12 bramek (II liga)
Piąty finał z rzędu. Dwa mistrzostwa Polski – tyle samo co teraz GKS Tychy, których jednak w tym okresie dwukrotnie zabrakło w finale. Dwa finały przegrane w dopiero w siódmym meczu. Nikt nie powinien mieć wątpliwości, że za ostatnie 5 lat to drużyna Jacka Płachty była najlepszą drużyną w Polsce, a jednak coraz ciężej o optymizm, gdy mowa o hokejowej GieKSie.
Po dwóch mistrzostwach Polski, gdzie w obu przypadkach w finale byliśmy wręcz perfekcyjni pod każdym względem, przyszła porażka z Unią w dogrywce meczu nr 7 – tak minimalna, jak tylko może być, a przecież już po piątym meczu byliśmy o krok od kolejnego złota. Rok temu z kolei już po 4 meczach Tyszanie w każdym kolejnym mogli odnieść ostateczny triumf i choć pogoń za wynikiem, a nawet wyjście na prowadzenie na początku decydującego starcia dały nam mnóstwo emocji, to był to jednak kolejny krok w tył względem poprzedniego sezonu, a jak wyglądał finał w tym roku – każdy wie.
Nikt w tej lidze nie lubi GKS-u Katowice… i ma to swoje dobre strony. Brak sympatii ze strony kibiców Tychów, Sosnowca czy Oświęcimia jest oczywisty i jest to odwzajemnione i te animozje dodają emocji, a to dla emocji śledzimy sport. Idzie za tym jednak coś więcej – oprócz zdobycia mistrzostwa Polski, pobocznym celem każdej z tych drużyn jest pokonanie GKS-u. Poza krakowską Cracovią, gdzie nie zapowiada się, by w najbliższych latach mieli wrócić do walki o najwyższe cele, Katowice to zdecydowanie największe i najbardziej rozpoznawalne miasto ligi i każde mniejsze miasto tym bardziej chce udowodnić swoją wyższość na lodzie. Naszą reakcją na to jest… wyznaczenie top-4 jako celu na sezon. W lidze, gdzie są 4 drużyny mające pieniądze, by móc realistycznie walczyć o coś więcej, niż przetrwanie.
Końcowy wynik to jednak nie wszystko, czego kibice potrzebują – potrzebujemy czuć, że klub ,,gdzieś” zmierza, potrzebujemy również małych powodów do ekscytacji, a także potrzebujemy, by ludzie pracujący w klubie pokazali nam, że to oni się lepiej znają na hokeju i ,,zamknęli nam mordę”. Tak jak mordę zamyka nam sekcja piłkarska, tak jak 3 lata temu zrobił to Teemu Pulkkinen, tak tym razem dosłownie każda obawa kibiców znalazła potwierdzenie. Każdy czuł, że siedmiu obrońców to za mało, każdy widział, że brakuje nam ofensywnie usposobionego defensora, każdy wiedział, że mamy problem z przewagami i naprawdę ciężko uwierzyć, że ludzie, którzy dali nam dwa mistrzostwa Polski mieliby się z tym nie zgodzić. Gdzie więc była na to reakcja?
Jedną z najważniejszych cech naszych mistrzowskich ekip był głód. Oczywiście było też wtedy grono doświadczonych Polaków, a nawet przewinęło się też kilku doświadczonych obcokrajowców i nie chcę brzmieć, jakbym myślał, że teraz ktoś nie chciał zdobyć mistrzostwa, bo nie wątpię, że wszyscy chcieli, ale czegoś w porównaniu do ekipy sprzed 3 i 4 lat ewidentnie brakowało. Sami zboczyliśmy z drogi, która działała. W Tychach pałeczkę po doświadczonym Komorskim przejmują Łyszczarczyk czy Paś, którzy spokojnie mają pewnie z 7-8 lat grania przed sobą. U nas wydaje się zawiodło przekazanie pałeczki w obronie po pożegnaniu się z Kruczkiem czy Wajdą, a teraz czeka nas to w ofensywie. Są oczywiście bracia Hofman, gdzie oglądanie ich rozwoju było jednym z przyjemniejszych elementów tego sezonu i głęboko wierzę, że będą liderami na lata nie tylko GKS-u, ale i reprezentacji… ale co jeśli okaże się, że jednak są to gracze jedynie na 3 formację i 20 punktów w sezonie? Te przekazanie pałeczki zdecydowanie nie jest tu tak płynne i naturalne, a przecież tyle lat pracy jednego trenera i dyrektora w połączeniu ze stabilnym finansowaniem z miasta to powinny być wręcz idealne warunki do takiej długofalowej pracy.
Praktycznie co roku przykro kibicom GieKSy czyta się o nowych kontraktach, transferach i negocjacjach już nawet w trakcie play-offów, gdzie my na pierwsze wieści czekamy zazwyczaj aż skończą się hokejowe mistrzostwa świata. I niby zawsze ostatecznie jakoś to nadrabialiśmy, bo 5 razy z rzędu w finale nie byliśmy przypadkowo, ale nie wierzę, że na tym czekaniu nie tracimy, a teraz już z całą pewnością można powiedzieć, że zeszłoroczna przerwa między sezonami była w naszym wykonaniu po prostu słaba. Nie ma w tym gronie żadnego zawodnika, którego będzie warto wspominać po latach. Kibice potrzebują zawodników z charakterystycznymi cechami – jeszcze długo będziemy pamiętać szaleństwo w oczach i uśmiechu Erikssona, umiejętność wejścia na wyższy poziom w kluczowych momentach Lehtonena, huknięcie Hudsona, technikę Koponena czy ,,nienormalność” Murray’a, a jak pokazują wyniki – nie tylko kibice potrzebują takich zawodników, ale klub też. Hokej nie jest sportem dla normalnych. Gdy 3 lata temu przyszedłem na pierwszy przedsezonowy sparing – od pierwszego kontaktu z krążkiem było widać, że Koponen to Pan Hokeista. Nie chcę wytykać palcem hokeistów, bo myślę, że oni są najmniej temu winni, ale aktualnie większość naszej kadry to hokeiści po prostu przyzwoici… i tyle. Przyzwoitością nie wygrywa się mistrzostwa.
Nie wiem, co by się musiało stać, bym o kimkolwiek, kto miał swoją zasługę w zdobyciu dwóch mistrzostw Polski myślał za kilka lat w sposób negatywny, począwszy od dyrektora sportowego, przez trenera i na zawodnikach kończąc. Ilu błędów by nie popełniono w tym sezonie i ilu potencjalnie nie popełni się jeszcze w przyszłości – za ten pierwszy wielki sukces GKS-u, jaki miałem okazję doświadczyć w życiu, trener Płachta może mieć w Katowicach własną ulicę, a odwieszenie łyżew na kołek przez Grzegorza Pasiuta powinno być jednoznaczne z powieszeniem numeru 18 w Satelicie, a może i nawet na to samo zasługują Bartosz Fraszko czy ,,Nasz Warszawiak” Mateusz Bepierszcz. Czy aktualnie nasze finanse pozwalają na stworzenie równorzędnej rywalizacji z Tychami, ale czego by tu wcześniej nie osiągnięto – teraz także potrzebuję widzieć, że klub ma obrany właściwy kierunek i do tego kierunku dąży. Może trzeba jasno powiedzieć, że jeśli właściciel nie chce kroku do przodu, bo przy świetnej postawie piłkarzy już nie potrzebuje ,,tematu zastępczego”, to wykonujemy krok w tył i odmładzamy skład?
Zdobytymi mistrzostwami klub poniekąd wydał na siebie ,,wyrok” – zupełnie inaczej cieszyło srebro drużyny Toma Coolena, gdy zaledwie 2 lata wcześniej nie było hokeja w Katowicach, a 3 lata wcześniej bohaterem kibiców w Satelicie był Maros Goga. Teraz już wszyscy wiemy, jak to jest być na szczycie – i chcemy tego znów, jednak tak jak pisałem wyżej, końcowy wynik to nie jedyny sposób na usatysfakcjonowanie kibiców, tymczasem w tym sezonie mimo wszystko tylko on się zgadza, bo jednak finał to jest w pewnym stopniu sukces, ale czy z obecnie obranym kursem ten finał będzie także za rok?
Felietony Piłka nożna
GieKSa nie pęka przed NIKIM
Za nami jakiś szalony czas, ostatni tydzień to było coś, co przyniosło nam taką dawkę emocji, że po prostu trzeba ochłonąć. Zaczęło się od euforii po golu w doliczonym czasie z Wisłą Płock, ale nawet to nie zapowiadało, na jakiej karuzeli znajdziemy się w następnych dniach. Po Rakowie myśleliśmy, że limit spektakularnego widowiska na jakiś czas wyczerpiemy. I przyszedł mecz w Poznaniu.
Sam zastanawiałem się, jak ten mecz będzie wyglądał. Opcje dla mnie były dwie – GieKSa na fali tego rozpędu znów zagra bardzo dobrze albo jednak ciśnienie po energetycznym i emocjonalnym meczu w Częstochowie spadnie, co ze 120 minutami w nogach przełoży się na to, że jednak dość gładko polegniemy. Jak się okazało, sprawdziła się ta pierwsza opcja.
Trener Rafał Górak mówi o tym, że jeśli chcemy być poważną drużyną, to nie możemy mieć wymówek, że gramy co trzy dni i jesteśmy zmęczeni. No niby tak, ale w Polsce… jesteśmy do tych wymówek przyzwyczajeni. Zresztą – niedaleko szukać – trener Łukasz Tomczyk po meczu Rakowa z Motorem właśnie na ten aspekt zwracał uwagę i po prostu narzekał.
A tu nagle pojawia się GieKSa, która nie dość, że właśnie zagrała tę dogrywkę, nie dość, że w najkrótszym możliwym odstępie meczów (czwartek – niedziela), nie dość, że przegrała, to jeszcze musiała jechać na daleki wyjazd do obecnego i z dużym prawdopodobieństwem przyszłego Mistrza Polski.
I ta GieKSa rozegrała przy Bułgarskiej kapitalne zawody. To już nie był taki mecz, jak w poprzednim sezonie w Poznaniu. Wtedy przegraliśmy gładko 0:2 i pocieszaliśmy się tym, że „wstydu nie było”. Jakże daleki jest to obraz od wczorajszego spotkania. Teraz katowiczanie nie byli skromnym beniaminkiem, który przyjeżdża z respektem i liczy, że uda się z tego terenu wywieźć jeden punkt i to najlepiej 0:0. Teraz to była drużyna, która przyjechała tam jak po swoje, grała wysoko, starała się nie dać zepchnąć do defensywy i momentami po prostu dyktować warunki. Lech był przed przerwą dość bezradny.
Jedyne czego nam brakowało to bramki. I długo to wyglądało tak jak mecze, które znaliśmy z tego sezonu – że GKS dominuje, ma nawet jakieś sytuacje, choć nie bardzo klarowne, ale gola zdobyć nie potrafi. Potem przeciwnik włącza swoją jakość ładuje jednego, dwa lub trzy gongi (Cracovia) i mamy po zawodach.
Na szczęście skuteczność jest ostatnio po naszej stronie. I Eman Marković strzelił piękną bramkę głową. Dopiero na powtórce zza bramki było widać, jak dobry był to strzał. Okupiony co prawda rozciętym łukiem brwiowym, bo zaraz po uderzeniu piłki, trafił Eman głową w Joela Pereirę, ale piękny był obrazek, jak jednocześnie nasz zawodnik krwawił i uśmiechał się z powodu zdobytego gola. Piłkarz od tych dwóch meczach gra tak, że za chwilę może stać się jednym z ulubieńców Nowej Bukowej.
W drugiej połowie oglądaliśmy wszystko co najlepsze i… najgorsze w wykonaniu GieKSy. Jak traciliśmy jesienią multum bramek do szatni, to teraz zaczynamy tracić gole zaraz po wyjściu na boisko. Dwa gole w Częstochowie teraz Kolejorz na ukłuł zaraz po przerwie. Koncentracja, panowie, koncentracja! Było w tym oczywiście sporo pecha, bo piłka poodbijała się tak, że trafiła Arka i wpadła do bramki. Ale z drugiej strony, każde wstrzelenie piłki w piąty metr to ryzyko, że takie zamieszanie powstanie i wyjdzie z tego gol. Nawiasem mówiąc to – jeśli dobrze liczę – siódmy gol samobójczy w tym sezonie. Dość absurdalna liczba.
Jak rządzi przypadek, widzieliśmy przy bramce Ilji Szkurina. Tam też po kapitalnym zagraniu Bartka Nowaka, Ilja próbował mijać przeciwnika, ale futbolówka odbiła się od pleców czy od głowy siedzącego rywala i Białorusin dopełnił formalności. Strasznie dziwny ten nasz Ilja, bo ostatnio gra coraz lepiej w środku boiska, dobrze zbiera te piłki i rozprowadza, potem w roli już stricte napastnika dość mocno psuje, a na koniec… strzela gola.
Co do drugiego gola dla Lecha, to przyznam na chłodno, że nie mam pretensji. Oczywiście można powiedzieć, że poszliśmy za bardzo do przodu, że zabrakło asekuracji. Ale tak naprawdę z tego typu sytuacji gol pada raz na sto. Przecież mieliśmy zawodników z tyłu, natomiast Lech świetnie rozegrał tę akcję prostopadłym podaniem. Ale nadal to nie było bardzo duże zagrożenie. Zadecydowało niebywale dobre wykończenie Hakansa. Gdyby on nie zdecydował się na uderzenie z tej niełatwej pozycji, to uważam, że na 90 procent odebralibyśmy piłkę, a już na pewno zdążylibyśmy wrócić – innych piłkarzy Lecha też przecież jeszcze nie było.
Ale GKS dalej cisnął i wcisnął tę trzecią bramkę. Sektor gości znów był w euforii. I tutaj mam pretensje do naszych zawodników, że po minucie stracili znów gola. No nie można tak łatwo wypuszczać prowadzenia.
W końcówce też z jednej strony momentami było nieźle, nie broniliśmy się dramatycznie przez cały doliczony czas, potrafiliśmy oddalić, a Bartek miał nawet szansę na czwartego gola. Z drugiej strony – no muszę to powiedzieć, czasem niefrasobliwość Bartka może być brzemienna w skutkach, bo po zdarzają mu się ostatnio głupie straty, po których rywale przeprowadzają groźne kontry. Nasz pomocnik to ekstraklasowy artysta, ale czasem bym ten artyzm odłożył na rzecz rozwagi. Oczywiście Bartek nie byłby sobą, gdyby nie dał w tym meczu jakiejś liczby, a była to wspomniana asysta do Szkurina.
Swoją robotę zrobił też Rafał Strączek. Interwencja z końcówki pierwszej połowy, ale zwłaszcza dwie kapitalne obrony w doliczonym czasie gry drugiej, uchroniły nas przed fatalnymi nastrojami po końcowym gwizdku sędziego. Bo gdybyśmy strzelili w dwóch meczach na wyjeździe siedem bramek mocnym rywalom i oba te mecze przegrali, to przecież to byłby jakiś dramat. A tak, wywalczyliśmy zasłużony punkt na boisku Mistrza Polski.
Wspomnijmy oczywiście też o Sebastianie Milewski i Damianie Rasaku, bo wykonali oni znakomitą robotę w środku pola i w głównej mierze dzięki nim obraz gry wyglądał tak, jak wyglądał. Graliśmy pressingiem, wysoko, odbieraliśmy piłki. Potem można było je rozgrywać. Dodam jeszcze, że jak raz na jakiś czas zacentruje w starym stylu Alan, to nie ma co zbierać. Piękna asysta do Emana. No i zadebiutował Marius Olsen i jak na debiut wyszło to całkiem, całkiem.
Pozostał niedosyt po tym meczu, bo jednak GKS trzykrotnie prowadził i trzy razy to prowadzenie tracił. Marzyliśmy o wielkim zwycięstwie, ale to się nie ziściło. Natomiast, jakkolwiek nie powiem, że porażka była wkalkulowana w tym meczu, to dopisany punkt jest lekkim bonusem do naszego dorobku ligowego.
Jednak patrząc długofalowo, ten mecz pokazał coś innego. Ten i w Częstochowie. Że GKS to już ekstraklasowa drużyna pełną gębą, ale do tego jeszcze być może taką z górnej połówki tabeli. Bo jechać sobie na takie wyjazdy i po prostu normalnie grać, prowadzić tę grę, być wysoko na boisku, to nie jest oczywistość. Są drużyny, które właśnie za podwójną gardą się chowają i czekają na 1-2 okazje w meczu do kontry. Pewnie czasem i tak trzeba zagrać. Ale GKS patrzy na silne i słabe strony przeciwników. Skoro Cracovia czy Lechia potrafiły Lecha zdominować przy Bułgarskiej, to nasi trenerzy wyszli pewnie z założenia, że czemu i my nie mamy.
Z drugiej strony w drugiej połowie Lech pokazał jednak ofensywną klasę. Kilka akcji rozegrali świetnych. My też mamy czasem trochę brak szczęścia, że jednak nasi przeciwnicy się budzą i zaczyna im wiele rzeczy wychodzić. Kolejorz uważam, że po przerwie był bardzo groźny. Zresztą te trzy bramki strzelił. Nie bez powodu.
Piękną mamy tę drużynę, szaloną, dającą tyle emocji. Mnóstwo radości po strzelonych bramkach, dużo wkurzenia po traconych. Nad tym drugim aspektem trzeba popracować. Ale z dwojga, wolę 3:3 czy 4:4, w których zespół gra pięknie, walczy, gryzie tę trawę i jest niezłomny, a przy okazji traci gole niż 1:1 czy 0:0 po bezbarwnym, słabym meczu.
Spójrzmy też na to tak – jeśli rywale są na tyle mocni, że potrafią nam strzelić trzy czy cztery bramki, to dobrze, że przynajmniej jesteśmy taką samą liczbą na to odpowiedzieć. Bo przecież moglibyśmy z Lechem przegrać 0:3, a z Rakowem 0:4. I odbiór byłby zgoła odmienny.
Ostatecznie rezultat tego „dwumeczu” jest dla nas minimalnie dobry. Odpadliśmy z Pucharu Polski i zanotowaliśmy „tylko” remis w meczu ligowym. Ale to „tylko”, to jednak bardzo dużo. Zwłaszcza patrząc, jak ten mecz wyglądał. Poza rezultatami liczą się inne rzeczy – te wspomniane powyżej.
Czekamy na Motor. Już w piątek kolejne wyzwanie, wracamy na Nową Bukową po dwóch tygodniach, choć patrząc na te dwa ostatnie mecze mamy wrażenie, że minął z miesiąc. GKS dostarcza emocji i niezapomnianych wrażeń. I o to nam wszystkim chodzi.
Felietony Piłka nożna
Brzmi jak marzenie
Jutro przyjdzie nam się zmierzyć w jednym z najważniejszych pojedynków w nowej historii GieKSy. Równać się może z tym chyba tylko pojedynek z Arką w Gdyni, który choć co prawda był zwykłym pojedynkiem ligowym – to fakt grania w ostatniej kolejce i zależności pomiędzy wynikiem, a awansem jednej z tych drużyn sprawiał, że był to po prostu istny finał sezonu. Arka była wówczas jak Brazylia w 1950, kiedy to w finale na Maracanie wystarczał Kanarkom remis. GieKSa wcieliła się w rolę Urugwaju, który musiał wygrać. I wygrał.
Od tamtego czasu GieKSa gra z dobrym skutkiem w ekstraklasie. I mimo, że jest to „nasza Liga Mistrzów”, to jednak rozgrywamy w niej powszednie mecze ligowe. Fakt, że wiele z nich to są piłkarskie i kibicowskie święta, ale pod względem ważności – są one zwykłymi meczami w najbliższej lidze. Jutro czeka nas mecz niezwykły. Mecz decydujący o czymś, o czym jeszcze niedawno jedynie mogliśmy marzyć w jakichś iluzorycznych majakach. Teraz Katowiczanie stają przed realną szansą. Szansą gry na Stadionie Narodowym o jedno z dwóch najważniejszych trofeów w polskiej piłce.
Zadanie jawi się z jednej strony jako bardzo trudne. Zagramy w końcu z jedną z najlepszych drużyn w ekstraklasie, z ekipą, która świetnie sobie radziła w europejskich pucharach. Stworzony przez Marka Papszuna Raków, pokonując podobne szczeble co GKS, stał się niespodziewanie klubem i drużyną na regularne podium. Byli mistrzem i zdobywcą pucharu.
Z drugiej strony jednak patrząc na ostatnią formę Rakowa, nie jest to drużyna nie do pokonania. Dalej ma bardzo dobrych zawodników, ale coś w tym zespole na wiosnę nie gra. Drużyna nie punktuje należycie, gra jest niemrawa. Na ten moment trener Tomczyk nie wniósł do tego zespołu czegoś mocnego i widocznego. Zadanie po Marku Papszunie miał trudne, ale mimo wszystko – Raków gra przeciętnie.
Dlatego jakbym miał zakwalifikować ten mecz, to powiedziałbym, że Raków jest faworytem, ale nie murowanym. Dałbym w szansach takie 65-35. Pamiętajmy też, że może być remis, a o wszystkim mogą decydować rzuty karne.
Od czasu awansu do ekstraklasy z Rakowem rozegraliśmy cztery mecze, z czego trzy przegraliśmy po 0:1. Nie był to jednak jakieś bardzo słabe spotkania w wykonaniu GieKSy. Najsłabszy był chyba mecz z 1. kolejki obecnego sezonu na Nowej Bukowej. Ale już w poprzednim sezonie u siebie i w grudniu w bieżącym na wyjeździe – to był już spotkania, które porażkami wcale się zakończyć nie musiały.
No dali nam przykład Katowiczanie, jak w Częstochowie zwyciężać mamy, w poprzednim sezonie. Po bardzo dobrym meczu GieKSa wygrała wówczas przy Limanowskiego 2:1. A Raków przecież wtedy był w dużo lepszej formie.
Mamy nadzieję, że zespół już się oswoił z meczami na wyjeździe z wielkimi. Dotychczas wyjąwszy wspomniany mecz z Rakowem, przegrywaliśmy. Na Legii, Lechu czy Jadze. Czas ten trend odwrócić, a szansa ku temu jest bardzo dobra, bo oprócz Rakowa, za chwilę gramy przecież przy Bułgarskiej.
Półfinał Pucharu Polski… Brzmi jak marzenie. Na razie nie ma co myśleć, co dalej. Trzeba się mocno skupić na czwartkowym meczu i po prostu realizować swój plan jak najlepiej. GieKSa to potrafi – pokazała to z Wisłą Płock. Niezależnie czy jest to oddanie piłki czy gra z nią. Ważne, żeby taktyka była dobrze dobrana i realizowana.
Ostatnim raz na tym szczeblu graliśmy 22 lata temu. Ponad dwie dekady. Tyle czasu nie znaczyliśmy nic w Pucharze Polski. Teraz GieKSa jest w najlepszej czwórce. Z nadzieją na więcej.


maxiu
30 maja 2016 at 16:43
I co zero komentarzy??????
Boss
30 maja 2016 at 16:49
No to krótko i na temat: SZROT . Dalej brak zawodnika dającego szanse na grę o czołówkę ligi
Wlodek
30 maja 2016 at 17:02
Obyś chopie nie dostosowal sie do reszty grajkow powodzenia
JARECKI
30 maja 2016 at 18:28
Boss ty napewno wiesz o kim piszesz? Sledziłes moze jak grala Stal i kto strzelal jej bramki?
Boże co za trole
CIErPLIWY
30 maja 2016 at 18:34
Dawać go do ataku z Gonzo !
pawelas197
30 maja 2016 at 18:54
dziwne stalowka weszla do 1 ligi i by sie pozbywala dobrego grajka ?
Berol
30 maja 2016 at 19:26
Zobaczymy co z niego będzię czytając komentarze kibiców Stali Mielec u nich prezentował się dobrze i go chwalą .Pogra ocenimy….. nieraz już do nas przychodzili na papierze niby niezli gracze a potem odwalali padake np Petasz. Pożyjemy zobaczymy oby to był dobry transfer
maxiu
30 maja 2016 at 20:53
pawelas@ powiedz mi od kiedy Stal Mielec to stalówka????Ja pierdo.,le jaka tutaj sie wypowiada patola!!!!!!
Boss
30 maja 2016 at 20:58
12 goli w 2 lidze to wyczyn ?? W stali gra na napadzie wiec ilośc bramek nie powala, bo w drużynie która rozklepała ligę powinien mieć ze 20 jeśli jest kluczowym zawodnikiem. Obym sie mylił, ale jego historia nie przemawia na jego korzyść to raz a dwa kondycja i siły to chyba do 60-70 min albo gra w kratkę bo co drugi mecz w niepełnym wymiarze czasu… Jeśli dla was to wzmocnienie dające gwarancje gry o awans to zejdźcie na ziemie i przeanalizujcie ostatnie 9lat i historie oraz statystyki zawodników którzy tu przychodzili..
maxiu
30 maja 2016 at 21:03
boss@ zamknij ryj i przestan szerzyc defektyzm nie pasuje to na cichej jest klub ktory spelni twoje oczekiwania
Boss
30 maja 2016 at 22:06
To nie defektyzm tylko realizm. Zejdź na ziemie a nie fruwaj w obłokach, i trochę kultury bo ze jesteśmy w internecie to nie znaczy ze to nie obowiązują pewne zasady dyskusji
Greg
30 maja 2016 at 23:32
Zaczyna sie walka o awans ????1szy transfer siedzi zobaczymy jeszcze 5
Motala weź tego z rozwoju obcokrajowca tez jest dobry
Jack
31 maja 2016 at 00:39
A ja myślę, że to nie defektyzm, tylko… Oprócz kultury przydałoby się też deczko nauki języka polskiego i wtedy wiara w zwycięstwo będzie większa. 🙂
Irishman
31 maja 2016 at 03:10
Jakby tak do nas przyszedł nawet Ronaldo to pewnie też znalazłby się ktoś kto by kręcił nosem i o coś by się tam dowalił. 🙂
Prokić sam o sobie mówi, że jest bocznym pomocnikiem. Jeśli ktoś taki daje radę w napadzie i strzela 12 goli to nawet w II lidze jest to przyzwoity wynik. Mam nadzieję, że będzie dobrym następcą Bębenka.
Moim zdaniem dobry transfer ale mam nadzieję dopiero otwierający solidną listę.
Jarecki
31 maja 2016 at 08:03
Bravo Irish.Pelna zgodnosc.
Boss gdzie ty widzisz tu realizm? Czolowy pilkaz II ligi przychodzi zle(czy odpali zobaczymy,po co go od razu skreskac).To kto ma przyjsc zebys byl usatysfakcjonowany?
maxiu
31 maja 2016 at 09:50
Jarecki@ Teraz nikomu sie nie dogodzi.Pamietam jak wszyscy doradzali wywalenie Pitrego,a teraz jada po zarzadzie ze pozbyl sie super grajka.Tak samo bylo z trenerem .Bierzcie Ojrzynskiego mówili ,ja sie pytam gdzie sa teraz zespoly przez niego trenowane.Po nominacji Brzeczka euforia teraz juz go chca zmieniac.A co do transferu to ja juz nie wiem kogo mamy sciagnac najlepszy zawodnik lidera II ligi pomocnik z 12 bramkam!!!Sami kibicxe Stali Mielec twierdza ze to dobry grajek „Fatalnie dla Stali Mielec. Świetny zawodnik. No to mamy w Mielcu problem. Powodzenia Andrzej i dziękujemy za bramki!!!!” to tylko jeden z wielu wpisow kibiców z Mielca.. Dzisiaj zakontraktujemy Abramowicza i ciekawe co wtedy beda pisac znawcy typu boss???
Kibic2
31 maja 2016 at 14:32
Panowie nie ma co wieszać psów na nowych zawodnikach. Nie wiadomo pod jakim kątem byli obserwowani, jakie ma być ich zadanie. W każdym bądź razie wydaje mi się, że w chwili obecnej każdy kto ma chęci do gry będzie o niebo lepszy niż aktualny team;) Reasumując jestem ciekaw, kiedy dopadnie nowych graczy „syndrom bukowej” czyli nagły spadek formy połączoną z amnezją jak grać w piłkę. Na chwilę obecną życzę nowym zawodnikom sukcesów na miarę GieKSy jaką znam i pamiętam a jeśli pokuszą się o coś więcej będę wniebowzięty. p.s. nazwiska mi nic nie mówią ;( i tego najbardziej się obawiam, że w następnej przerwie między rozgrywkami będziemy w tym samym miejscu co dzisiaj.
tomek
31 maja 2016 at 15:12
Ale jaja fachowiec brzeczek robi transfery. Przy pomocy zawodników z II i III ligi chce robic awans. Posikam sie chyba ze smiechu. Bardzo chciałbym sie mylic ale niestety cos mi sie zdaje ze z tej maki nic nie bedzie
Kibic2
31 maja 2016 at 16:08
@Tomek chcesz się posikać na serio?? to wejdź na NASZE FORUM, zakładam, że większość wpisów to sarkazm;)))))) Jak czyta to ktoś postronny to zrywa boki;)
JARECKI
31 maja 2016 at 16:45
Kolejni 2 fachowcy.Wy na pewno nie jestescie z hasiok areny?
Noname fachowcy za monitora.Jak sie was czyta to rece opadaj.
Czy ktokolwiek lub cokolwiek wam pasuje?
Kibic2
31 maja 2016 at 17:49
@Jarecki na twoje nieszczęście nie jesteśmy z hasiok areny, jesteśmy z bukowej. Nie wiem ile masz lat ale kilka rzeczy, nie tylko mi nie pasuje. Pamiętam że jak chodziłęm na mecze to piłkarze zapierdalali (to pewnie jest ci obce). Bawimy się w pierwszą ligę dobre kilka lat. Jak sięgam pamięcią to Gieksa zawsze grała na maksa(młodzi dla których proste kopnięcie piłki to szczyt piłkarstwa mogą nie widzieć o czym piszę). Czytając forum nie tylko ja jestem zdziwiony.Dlaczego frekwencja spada? Na forum dalej można trafić na beton. Przykre ale prawdziwe.
maxiu
31 maja 2016 at 18:08
Dlaczego frekwencja spada ??? Po takich wpisach jak tutaj to odechciewa sie ludziom chodzic na mecze!!
JARECKI
31 maja 2016 at 19:45
@Kibic2 no a juz myslalem ze nik nie wyskoczy z takim glodnym kawalkie a jednak..
Myslales ze zablysniesz czy jak? Jak ja chodzilem …. Tu cie zaskocze ja tez pamiętam derby ze smierdzielami L puchary wyjazdy tez były i halowe w Spodku byly .Czasu nie zatrzymasz wiec zostalo jezdzic tylko na B1 ale jezdze jestem na dobre i zle a ty?
Juz nie moge czytac i sluchac tych wszystkich „fachowcow” i tych teksow – Jak ja chodzilem..
Kibic2
31 maja 2016 at 20:45
@Jarecki natomiast ja nie mogę słuchać tekstów w tonie, że ktoś jest z hasiok areny, w momencie gdy wyraża dezaprobatę do tego co się dzieje aktualnie. Fakt nie sposób się zgodzić z krytyką ale takie są fakty. Prawda jest taka, że lata do typu graliśmy piłkę na wyższym poziomie niż teraz. Jeżeli dla ciebie nie jest to jakiś poziom do porównania, to cóż ja ci mogę pisać. Piłka nam ucieka jak świat długi i szeroki. Niestety tak jak zapewne większość kibiców mam centralnie dość tego co się dzieje. To widać po trybunach. Życzę naszym wejście do extry ale dmuchanie balona to jakaś paranoja. Zgodzisz się? Czy głęboko wierzysz w plan nakreślony przez klub?
Jarecki
1 czerwca 2016 at 07:47
@Kibic2 to poczytaj jak pisza o Nas smrody i nie ma wielkich roznic . To ci sie nie podoba tamto ten jest zly tamten jest zly a czy jest cokolwiek zwiazanego z GieKSa co ci sie podoba?! Pewnie nie.Jasne ze sie boje ze kolejny raz nic z tych planow i obietnic ale… wole pompowanie balonu . Bo moze akurat tym razem sie uda i wierze w to jak i poprzednim razem i poprzednim.Ciekawe co zrobisz jak tym razem sie uda? Na pierwszym meczu z somalia pelno bylo takich gosci jak ty na nastepnych meczach juz ich nie widzialem.Bo kolejki do kas bo kolejki do bramek bo zle graja…
Irishman
1 czerwca 2016 at 11:06
Panowie, to może ja Was pogodzę, bo… „jak ja chodziłem na GieKSę” to graliśmy (w ekstraklasie) derby z Szombierkami Bytom, które niedawno co zostały mistrzem Polski, a dla takich chorzowskich to byliśmy takim, nic nie znaczącym klubem jak dla nas dzisiaj jest Rozwój. Dopiero lata ciężkiej pracy wielu ludzi pozwoliło sobie wywalczyć taką pozycje jak później.
I dlatego, to co mnie najbardziej rozwalało to ta sportowa degrengolada, ten pogłębiający się z sezonu na sezon marazm. Po prostu serce krwawiło, jak sobie człowiek pomyślał, że na marne pójdzie ten wysiłek tych wszystkich ludzi, których pamiętam (a dziś już nie żyją), którzy doprowadzili nasz klub na należne mu miejsce w polskiej piłce. I że sezon po sezonie odchodzimy w zapomnienie i krok po kroku jesteśmy coraz bliżej takiego upadku jak wspomniane Szombry. Nawet ostatnio zaczęło mi się wydawać, że te wszystkie gadki o awansie w dwa lata, to zwykła ściema. No bo zima „przespana”, zapewnienia Brzęczka o potencjale naszej drużyny runęły w gruzy, a jak jeszcze Motała, zaczął coś gadać w wywiadzie w jaki to sposób będziemy zachęcać piłkarzy do gry w GieKSie, to normalnie padłem na ryj z rozpaczy.
Ale teraz, jak widzę z jakim animuszem przystąpiliśmy do przebudowy drużyny, to znowu zaczynam wierzyć! Jasne, że to początek dopiero i musi być jeszcze przyjść tych kilku zawodników więcej (i lepszych) ale wreszcie dzieje się SPORTOWO coś dobrego, coś co nie działo się u nas od dawna. Kibic2, może dla Ciebie to jest kolejny balon, który pęknie, a dla mnie i dla wielu innych nowa nadzieje, która może wreszcie da upragniony efekt!
Pozdrawiam
Jarecki
1 czerwca 2016 at 11:29
Kurde Irish no zeby tak zaraz Szombrami wyskakiwac????masz u mnie za to browara(juz drugiego)????
A do reszty tego co napisales to nic dodac nic ujac
Kibic2
1 czerwca 2016 at 15:54
Irish bardzo trafnie napisane i tu się zgadzam. Jednak odnośnie awansu ja osobiście pozostaje nadal sceptyczny, co nie oznacza, że nie życzę im ekstraklasy. (Nadal nie ma szkieletu drużyny a zanim się nowi ograją, to minie kilka dobrych kolejek). Obym się mylił i żeby GieKSa zagrała jak za starych dobrych lat!
Irishman
1 czerwca 2016 at 21:48
Dzięki za piwo! Oczywiście nie pozostanę dłużny, ale i tak najwięcej bedzie musiał postawić Kibic2, za to marudzenie 😉 😉 😉
To, co Panowie, spotykamy się w Jugolu, w czerwcu 2017 i świętujemy awans?
🙂
Kibic2
1 czerwca 2016 at 22:32
Hehe może być:) Oby nie trzeba było przesuwać na 2018 😉
Jarecki
3 czerwca 2016 at 11:11
2017 lepiej wyglada???? Trzymam za slowo