Dołącz do nas

Hokej

Apel + wspomnienia o śp. Andrzeju Amajsie Fonfarze

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Na skrzynkę redakcyjną dostaliśmy zbiór wspomnień o śp. Andrzeju Fonfarze połączony z apelem. Prezentujemy ją Państwu w całości. Grudzień, koniec roku to czas niezwykły, czas spotkań, życzliwości, wspomnień. To również czas kiedy częściej niż zwykle wspominamy tych, których nie ma już z nami, tych którzy odeszli… Są jednak takie Osoby, które żyją wiecznie – w naszej pamięci, w naszych sercach… Jedną z takich Osób jest Andrzej Fonfara.

18.07.2017 zmarł Andrzej Amajs Fonfara – wybitny sportowiec, znakomity hokeista, wspaniały Człowiek, Przyjaciel, Kolega…

22.07.2017 odprowadziliśmy Amajsa w jego ostatnią, ziemską drogę na cmentarz przy ul Sienkiewicza w Katowicach…

Pogrzeby są smutne, ten od Amajsa był wyjątkowo smutny, niestety nie tylko z uwagi na naturę ostatniego pożegnania… Andrzej Fonfara zasłużył na pogrzeb z honorami, niestety z przyczyn dla nas niezrozumiałych honorów i należytej oprawy zabrakło. Niewytłumaczalnym była nieobecność Prezesa, Zarządu PZHL, brak przedstawicieli władz miasta Katowice, tak często w ostatnim czasie mówiących o powrocie silnego hokejowego klubu na mapę Katowic. Niezrozumiałym było wycofanie i całkowita bierność działaczy KH GKS Katowice, klubu całkiem nowego ale na każdym kroku podkreślającego kontynuację historyczną katowickiego hokeja, brak sztandaru klubu, który dla Andrzeja był całym życiem dopełnia wyjątkowo smutny obraz pogrzebu jednego z najwybitniejszych polskich hokeistów, najlepszego katowickiego hokeisty…

W tym miejscu chcemy wyrazić słowa uznania dla Czesława Borowicza, który z wielką klasą uchronił wyżej wymienionych przed całkowitą kompromitacją przemawiając nad grobem. Dziękujemy również Kolegom z Nowego Targu z pocztem sztandarowym oraz Adamowi Frasowi, dyrektorowi SMS, który udostępnił sztandar PZHL.
Andrzej Fonfara był człowiekiem skromnym ale nie zasłużył na taki smutny pogrzeb…

Apel:

Szanowni Państwo,
Prezydencie Katowic,
Prezesie PZHL, Zarządzie PZHL, Zarządzie Śląskiego ZHL,
Zarządzie KH GKS Katowice,

Od śmierci Andrzeja Fonfary minęło już prawie pół roku, sezon hokejowy trwa, nikt do tej pory nie uczcił choćby minutą ciszy przed meczem tego wybitnego zawodnika, wychowawcę i Dobrego Człowieka…

Wzywamy Was do bezzwłocznego podjęcia inicjatywy mającej na celu należyte uhonorowanie i upamiętnienie Andrzeja Fonfary.

Niech pamięć o Amajsie nie zginie…

Wspomnienia:

Swoją przygodę z hokejem zacząłem w Starcie Katowice w 1954 roku, miałem wtedy 14 lat, namówił mnie do tego sąsiad – pan Milota. Trenował nas trener Albert Mauer – Lwowiak, który po wojnie zamieszkał w Bytomiu. Byliśmy bardzo silną drużyną, zdobyliśmy Mistrzostwo Polski Juniorów z bilansem bramkowym 51:2… Właśnie w Starcie poznałem Andrzeja Fonfarę. Ze Startu trafiliśmy do Górnika 1920 Katowice. Sekretarz Klubu, pan Zdzisław Grajkowski, znany działacz sportowy ściągnął ze Startu całą grupę zawodników Mariana Gburka, Mikołaja Kretka, Floriana Balę, Karola Fonfarę oraz Andrzeja i mnie. Nasza współpraca na lodzie była niemal perfekcyjna, wiedziałem dokładnie gdzie i kiedy Amajs czeka na moje podanie, często stosowałem zwód „na zamach” jak do klepy i dogrywałem Andrzejowi pod bramkę, a on dokładał kija i mogłem zamknąć oczy bo gol był jedynie formalnością… Kiedyś na Torkacie Amajs strzelił niesamowitego gola, jechałem z krążkiem za naszą bramką i zastanawiałem się jak rozegrać akcję, kiedy w ułamku sekundy zauważyłem, że Amajs rusza środkiem z naszej tercji, bez zastanowienia rzuciłem krążek lobem ponad linią lamp zawieszonych nad lodowiskiem w kierunku czerwonej linii. Guma spadła dokładnie przed Andrzejem i oczywiście przed czerwoną – wtedy podanie przez dwie linie było zabronione. Mogłem spokojnie zjechać do boksu, Amajs pojechał sam na sam z bramkarzem, a to oznaczało jedno – GOL. Pamiętam taki zakład Amajsa z jednym kolegą, który był żużlowcem ale grał też w hokeja jako bramkarz, nazywał się Borkowski. Założyli się, że Andrzej strzeli mu 8 na 10 karnych, Andrzej wygrał – strzelił 10 na 10…

Na lodzie Andrzej był bardzo charakterystyczny, zawsze jeździł szeroko i nisko na nogach, pomagał mu w tym bardzo głęboko szlifowany rowek, który też trochę sprawiał kłopotów przy hamowaniu ale Amajs wolał jeździć na tzw. ciasnych łukach. Jazda na łyżwach była jego niezwykłym atutem, był jedynym zawodnikiem, który jeździł – jak to nazywaliśmy – przekładanką kanadyjską.

Amajs żył sportem, na wakacjach jeździliśmy na nartach wodnych ale wielką pasją Andrzeja był tenis. Jako młodzi chłopcy chodziliśmy na korty ale nie pozwalano nam grać ot tak, musieliśmy na to zapracować więc sprzątaliśmy, walcowaliśmy i zamiataliśmy korty. Nagrodą była gra prawdziwymi rakietami do tenisa na prawdziwym korcie. Andrzej grał bardzo dobrze, pamiętam, że był sparingpartnerem wielokrotnej mistrzyni Polski Barbary Kral – Olszy, myślę, że to właśnie dzięki tym sparingom pani Barbara nie miała sobie równych…

Graliśmy razem do 1972 roku.

Hubert Sitko – zawodnik i sędzia hokeja, jeden z najlepszych obrońców w historii polskiego hokeja na lodzie.

*

Przygodę z hokejem zaczynałem, jak większość z nas w tamtych czasach na stawach skąd trafiłem do Gwardii m.in. z Heńkiem Regułą. Później razem przeszliśmy do Górnika, był z nami jeszcze Marian Pawełczyk. Pamiętam jak przyszła do nas cała grupa chłopaków ze Startu Katowice, wśród nich był Andrzej. Od razu zwróciłem na niego uwagę, był bardzo koleżeński, uśmiechnięty i życzliwy, zjednywał sobie ludzi. Można powiedzieć, że wspólnie rozpoczęliśmy karierę klubową i reprezentacyjną. Był niezwykle zwinny i gibki, na lodzie niemal nie do zatrzymania, miałem wrażenie, że ma jakąś niezwykłą moc, która powoduje, że mija przeciwników z elegancją, a potem – potem już jest gol. Na treningach często graliśmy o ciastka z cukierni, która była po sąsiedzku z Torkatem – na ulicy Wodnej, śmialiśmy się po latach, że te nasze zawody bardziej nas porywały niż niektóre mecze ligowe. To była wielka przyjemność grać na środku ataku, a na skrzydłach mieć braci Fonfarów -Karola i Andrzeja. Pamiętam jak kiedyś sędzia z Warszawy wezwał mnie do siebie – byłem kapitanem drużyny – i pyta: Po jakiemu gadają ci Twoi skrzydłowi, co oni mówią? Roześmiałem się tylko… Oni mieli swój własny, tajemny język na lodzie. Jeden do drugiego wołał np. „Tatalafa” albo „Lalapata” i dobrze wiedzieli gdzie zagrać, gdzie pojechać, a krążek też chyba znał ten ich język… W późniejszych latach trenowaliśmy drużyny młodzieżowe na Torkacie, Andrzej nie tylko był trenerem, można śmiało powiedzieć, że wychowywał tych chłopaków, zawsze miał czas, żeby usiąść i pogadać, zapytać czy w domu wszystko dobrze. Był autorytetem dla wielu młodych hokeistów.

Sylwester Wilczek – zawodnik i trener hokeja na lodzie, znakomity napastnik – środkowy, grał z Karolem i Andrzejem Fonfarami na skrzydłach.

*

Pierwsze kroki w hokeju stawiałem na stawach, na plantach. Na poważnie rozpocząłem w Gwardii Katowice, później chciałem iść do Janowa ale pan Gansiniec powiedział, że nie potrzebuje zawodników więc trafiłem do Górnika 1920 Katowice. Po ok. 2 latach przyszedł Amajs, był bardzo ambitny, a przy tym koleżeński – zawsze miał jakieś „maszkiety”, którymi częstował. Jak wychodził na lód to zostawiał wszystko za sobą – liczyła się tylko gra. Wychodził i grał, jak wirtuoz na instrumencie. Był „sępem” na gole. Jego forma nie brała się z niczego, był jednym z pierwszych, który biegał po schodach w górę na starym Torkacie, gra w tenisa pozwoliła mu do perfekcji opanować zbijanie krążka z powietrza, strzelił w ten sposób sporo goli. Pamiętam takie wesołe zdarzenie – Andrzej zawsze w swojej szafce miał coś do picia. Kiedyś po treningu sięgnąłem do jego szafki żeby się napić, wyjąłem butelkę i zrobiłem spory łyk, zapomniałem tylko, że Amajs miał lekką kontuzję – w butelce był rozcieńczony altacet na okłady… na pocieszenie dostałem od Andrzeja słodkiego bombona.

Henry Reguła – zawodnik i trener hokeja na lodzie, obrońca słynący z atomowego strzału, wychowawca m.in. J. Morawieckiego, M. Cholewy i K. Podsiadło

*

Hokeja uczyłem się w Baildonie Katowice, później do Baildonu przyszedł Heniek Reguła, a ja przeszedłem do Górnika. Kiedy odchodziłem ówczesny trener Eugeniusz Imiołczyk przestrzegał mnie i mówił: „jeszcze pożałujesz”. Nigdy nie żałowałem. Andrzeja Fonfarę znałem już z lodu, było wielką przyjemnością patrzeć na jego grę, jak porusza się na lodzie, był w ataku niezwykle niebezpieczny dla każdego przeciwnika – chwila nieuwagi i już Amajs ma ręce w górze, gol… Przyszedłem do Górnika i Andrzej już tam na mnie czekał. On zawsze czekał, ja zagrywałem, a Amajs czekał, dostawiał kija i bramka!

Stefan Dziadkiewicz – napastnik i obrońca, w parze grał i z Hubertem Sitko i z Henrykiem Regułą

*

Pamiętam jak zaczynałem to na Torkacie obowiązywało hasło „Amajs na lód, Hajnel (Reguła) – klepa”. Oglądanie gry Andrzeja było impulsem dla bardzo wielu chłopaków do rozpoczęcia treningów hokeja na lodzie, był wzorem do naśladowania. Charakterystyczna sylwetka, szeroko na nogach „uły” to był jego znak rozpoznawczy. Śmiało można powiedzieć, że był profesjonalistą. U niego wszystko było podporządkowane meczowi, treningowi. Każdy jego kij był „dopieszczony”, sprzęt zadbany, zawsze rozwieszony w odpowiednim porządku, wysuszony. Pamiętam, że miał swoje miejsce obok kolegi, który był jego przeciwieństwem – u Amajsa sprzęt rozwieszony i uporządkowany, a u kolegi wszystko na jednej kupie. Jak ktoś czegoś zapomniał na wyjazd to mógł iść w ciemno do Andrzeja, on albo to miał w zapasie, albo zorganizował w momencie. Wszyscy Go lubili bo i On lubił ludzi. Amajs – pracowity jak mrówka.

Mieczysław Nahunko – zawodnik i trener, obrońca

*

Hokej poznałem grając w zimie między domami, zanim zacząłem grać chodziłem podglądać treningi na Torkacie. Nie było łatwo, mama się nie zgadzała żebym zaczął chodzić na treningi ale uprosiłem babcie i właśnie ona mi pozwoliła. Zaczynałem w Górniku ale w tamtych czasach mogłem trafić do Legii, dzięki trenerowi Zdzisławowi Masełko zamiast do Warszawy trafiłem na dwa lata do Bydgoszczy. Gry na obronie uczyłem się od Heńka Reguły – on pokazał mi prawdziwą „klepę” i od Huberta Sitko – miał niesamowity przegląd sytuacji i był niezwykle inteligentnym zawodnikiem. Amajs imponował każdemu z nas, jego jazda, panowanie nad krążkiem, przebojowość i niezwykła skuteczność była niezwykła. W pamięć zapadły mi szczególnie jego słowa, kiedy wziął mnie na bok i powiedział: „Możesz robić na lodzie co tylko chcesz ale guma musi trafić TU – i pokazał na łopatkę swojego kija, jak TU trafi to już nie musisz się o nic martwić”. Mi bardzo podobało się jego podejście i życzliwość dla kolegów, kiedy ktoś z nas miał jakiś problem Andrzej zawsze miał dobre słowo, potrafił pocieszyć, pomóc.

Maksymilian Lebek – zawodnik i trener, obrońca obdarzony silnym strzałem z klepy. Wychowawca m.in. A. Małysiaka, M.i L. Trybusiów, Cz. Niedźwiedzia i J. Płachty

 

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Hokej

Kompromitacja w Sosnowcu

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W ramach zaległego meczu z 35. kolejki Tauron Hokej Ligi zmierzyliśmy się na wyjeździe z drużyną ECB Zagłębie Sosnowiec. Tak jak w piątkowym meczu również i dziś musieliśmy przełknąć gorycz porażki.

Początek należał do gospdarzy, którzy w pierwszych minutach sprawdzili dyspozycję Kielera. Nasz bramkarz skapitulował w 4. minucie po strzale z bliskiej odległości Chmielewskiego. Kolejne minuty nie przyniosły wiele emocji. W połowie tercji precyzyjnym uderzeniem pod poprzeczkę do wyrównania doprowadził Monto. Tuż po wznowieniu gry po przerwie reklamowej wyszliśmy z dwójkową akcją Bepierszcz-Pasiut, jednak strzał naszego kapitana bez problemu obronił Halonen. Sosnowiczanie spokojnie czekali na swoje okazje i dwie z nich zamienili na kolejne trafienia. Najpierw strzałem w okienko gola zdobył Alanen, a niespełna trzy minuty później Sozanski ze stoickim spokojem „położył” Kielera i z bliskiej odległości umieścił krążek w bramce.

W drugiej tercji obie drużyny grały kilkukrotnie w liczebnych przewagach, których nie potrafiły zamienić na gola. W 22. minucie Fraszko strzelił nad poprzeczką. Po drugiej stronie aktywny był Jokinen, ale jego uderzenia obronił Kieler. W 32. minucie strzał Dupuya z bliskiej odległości obronił Halonen. Pod koniec tercji mocniej zaatakowali Katowiczanie, którzy mimo gry w pełnych składach, zamnknęli miejscowych we własnej tercji. Niestety nie udało nam się tej przewagi zamienić na gola, a co więcej na 44 sekundy przed syreną kończącą drugą tercję Sosnowiczanie wyprowadzili kontrę 2 na 1, którą na gola zamienił Chmielewski.

W trzeciej tercji niewiele się działo w tym spotkaniu. W 46. minucie grający w osłabieniu gospodarze zdobyli szóstą bramkę, a jej autorem był Hamalainen, który wykorzystał sytuację sam na sam z Kielerem. Cztery minuty później drugą bramkę dla GieKSy zdobył Monto. W 58. minucie meczu Biłas w sytuacji sam na sam pokonał naszego bramkarza i tym samym ustalił wynik meczu.

ECB Zagłębie Sosnowiec – GKS Katowice 6:2 (3:1, 1:0, 2:1)

1:0 Aron Chmielewski (Miike Roine) 6:27
1:1 Joona Monta (Bartosz Fraszko, Travis Verveda) 10:01, 5/4
2:1 Jere-Matias Alanen (Joni Piiponen) 13:59
3:1 Matthew Sozanski (Vaino Sirkia, Sebastian Brynkus) 16:52
4:1 Aron Chmielewski (Adrian Gromadzki, Matthew Sozanski) 39:16
5:1 Aleksi Hamalainen (Vaino Sirkia) 45:09
5:2 Joona Monto 49:16
6:2 Karol Biłas (Eric Kaczyński, Adrian Gromadzki) 57:02

ECB Zagłębie Sosnowiec: Halonen (Miarka) – Sozanski, Ciura, Jokinen, Hamalainen, Piiponen – Naróg, Wanacki, Chmielewski, Roine, Gromadzki – Biłas, Bjorkung, Sirkia, Alanen, Brynkus – Krawczyk, Kotlorz, Bernacki, Kaczyński, Sołtys.

GKS Katowice: Kieler (Eliasson) – Runesson, Lundegard, Bepierszcz, Pasiut, Fraszko – Varttinen, Verveda, Dupuy, Anderson, Wronka – Chodor, Hoffman, McNulty, Monto, Hofman Jonasz – Maciaś, Hornik, Michalski, Dawid, Koivusaari.

Kontynuuj czytanie

Kibice Piłka nożna

Wyjazdy kibiców GieKSy – jesień 2025

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Sezon 2024/2025 był naszym najlepszym w historii pod względem wyjazdów. W obecnym euforia grania w Ekstraklasie pomału opada, ale wyjazdowo dalej prezentujemy się dobrze. Zapraszamy do podsumowania naszych wojaży w rundzie jesiennej sezonu 2025/26.

Pierwszym naszym wyjazdem był Widzew, a w Łodzi byliśmy także w marcu tego samego roku. Na początku sierpnia pojechalismy w 853 GieKSiarzy, w tym 7 Banik Ostrava i 6 JKS Jarosław. Na tym meczu debiut zaliczyła flaga „Pozdrawiamy Nieobecnych GieKSiarzy – PNG PDW”.

Drugim wyjazdem, rozgrywanym w następnej kolejce po meczu w Łodzi, była Legia Warszawa. W niedzielny wieczór do stolicy wybrało się 734 Szaleńców z Bukowej, w tym 62 Górnik Zabrze i 3 JKS Jarosław.

Na koniec miesiąca rozegraliśmy w sobotni wieczór „Śląski klasyk”. W Zabrzu pojawilismy się w 4300 osób, tym 13 Banik Ostrava i 17 JKS Jarosław. Był to nasz najliczniejszy wyjazd w całej historii kibicowskiej GieKSy!

We wrześniu pojechaliśmy na mecz z Lechią, która była naszym ostatnim wyjazdem w poprzednim sezonie. Ostatecznie w piątek pojawiło się nas w Gdańsku 621, w tym 8 Banik Ostrava, 62 Górnik Zabrze 1 JKS Jarosław. Wśród naszego stałego oflagowania nie zabrakło płótna ŚP. Pisaka – w 23. rocznicę odejścia do Sektora Niebo.

Kolejnym wyjazdem, również w piątek, był Płock. Z Wisłą ostatni raz mierzyliśmy się w pierwszej lidze. Tym razem na wyjeździe obecnych było 582 GieKSiarzy, w tym 12 Banik Ostrava i 4 Górnik Zabrze.

Po dwóch piątkach z rzędu przyszedł… kolejny piątek na wyjeździe. Rywalem był Motor Lublin, z którym wzajemnie „odwiedzamy się” od trzeciego poziomu rozgrykowego. W sektorze gości pojawiło się 477 fanatyków, w tym 1 Banik Ostrava, 4 Górnik Zabrze i 2 JKS Jarosław. W drodzie powrotnej zrobiliśmy postój w Domostawie, gdzie znajduje się pomnik autorstwa śp. Andrzeja Pityńskiego „Rzeź Wołyńska”. Oddaliśmy w tym miejscu hołd pomordowanym Polakom, składając wieniec, odpalając race na tle naszej narodowej flagi oraz odśpiewując hymn Polski.

Kolejny wyjazd wypadł… we wtorek. Los skrzyżował nas z ŁKS w Pucharze Polski. Ostatni raz byliśmy na tym stadionie (zupełnie niepodobnym do obecnego) w 2010 roku, bo choć w sezonie 2011/2012, 2012/2013, 2018/2019, 2021/2022 i 2022/2023 graliśmy na wyjazdach z ŁKS, to za każdym razem „coś” przeszkadzało w obecności kibiców GieKSy (zakazy stadionowe, remonty stadionu itd.). Po 15 latach pojawiliśmy się w 507 osób, w tym 11 Banik Ostrava, 4 Górnik Zabrze i 1 JKS Jarosław.

I znowu piątek… Tym razem w Niecieczy, w której w ostatnich latach często bywaliśmy. Pojawiliśmy się w 427 osób, w tym 2 Górnik Zabrze i 2 JKS Jarosław. Tym samym zakończyliśmy maraton pięciu wyjazdów z rzędu w tygodniu roboczym.

Pod koniec listopada graliśmy z Jagiellonią w Białymstoku. Na niedzielną eskapadę zdecydowało się 1022 GieKSiarzy, w tym 6 Banik Ostrava i 22 Górnik Zabrze. Jest to nasz nowy rekord wyjazdowy na Jadze, niestety z racji stanu murawy mecz nie doszedł do skutku.

Ostatnim, a zarazem najbliższym, wyjazdem w rundzie jesiennej była Częstochowa. Na niedzielnym spotkaniu z Rakowem obecnych było 356 GieKSiarzy, w tym 2 Górnik Zabrze i 1 JKS Jarosław. Na meczu z naszej strony świecidełka i transparent „Wesołych świąt”.

W trakcie tego maratonu wyjazdowego nie zabrakło wsparcia dla naszych zgód oraz układowiczów.

GieKSiarze w liczbach: 53 (Warszawa), 65 (Wiedeń) oraz 32 (Celje) wspierali Banik w europejskich pucharach. W Ostrawie bylismy w 300 osób na meczu z Legią Warszawa. Na każdym meczu Banika, który nie kolidował z GieKSą, nasza reprezentacja regularnie wspierała Przyjaciół.

Reprezentantów GieKSy nie zabrakło również na wszystkich meczach kadry, w tym na wyjazdach z Litwą i Maltą, gdzie obecnych było nas odpowiednio 14 i 31.

Z aktywności patriotycznej to pojawiliśmy się na Marsz Niepodległości oraz standardowo pod kopalnią KWK Wujek, oddając hołd poległym Górnikom w dniu 44. rocznicy pacyfikacji, a obecny na oficjalnych uroczystościach Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Karol Nawrocki otrzymał od naszej delegacji szal antykomuna oraz zaproszenie na wiosenny mecz z Lechią Gdańsk.

Po świętach Bożego Narodzenia w Krynicy-Zdroju został rozegrany półfinał Pucharu Polski w hokeja na lodzie, a naszym rywalem było Zagłębie Sosnowiec. Na wyjazd wybrało się 317 GieKSiarzy, w tym 50 Banik Ostrava i 1 JKS Jarosław. Niestety zgodnie z tradycją nasi hokeiści przegrali. Zagłębie dostało większą trybunę za bramką i zawitało w 500 osób, ze wsparciem Slavii Praga, Sparty Brodnica, Czuwaju Przemyśl, MKS-u Radymno, Legii Warszawa, Beskidu Andrychów oraz Olimpii Elbląg. Można powiedzieć, że to nowy rekord – na meczu hokeja pojawiło się ponad… 10 ekip, w tym dwie czeskie bandy.

Do zobaczenia na szlaku GieKSiarze!

Część materiałów została zaczerpnięta ze strony www.GzG64.pl – najlepszej kroniki kibiców GieKSy.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Witek: Każdy może zostać mistrzem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W poniedziałkowe popołudnie w GieKSa Fanstore odbyło się spotkanie przedstawicieli mediów z trenerem, Rafałem Górakiem, kapitanem Arkadiuszem Jędrychem oraz prezesem Sławomirem Witkiem. W nowym punkcie porozmawialiśmy z prezesem katowickiego klubu o jego funkcjonowaniu, a także o ostatnich miesiącach we wszystkich sekcjach i oczekiwaniach na nadchodzącą rundę wiosenną Ekstraklasy.

Jakie są oczekiwania na wiosnę? Kibicom po ostatnich latach wzrosły apetyty i niektórzy oceniają krytycznie minioną rundę, choć różnice punktowe w lidze są minimalne.
Sławomir Witek: Jestem umysłem ścisłym – dla mnie nie miejsce jest najważniejsze, tylko liczba punktów. Dlatego patrzę nie pesymistycznie, a optymistycznie na wiosenną rundę. Mecze i rozgrywki będą bardzo ciekawe, bo każdy może zostać mistrzem i każdy może spaść. My liczymy, przy naszym potencjale, świetnej pracy trenera i sztabu oraz spełnieniu wszystkich warunków założonych przed tą rundą na to, że zostaniemy w Ekstraklasie, a może jeszcze sprawimy kibicom miłą niespodziankę.

We wszystkich sekcjach GieKSa jest w czołówce albo w walce wokół niej. Jeśli mimo tego słychać negatywne opinie, to chyba dobrze świadczy o klubie?
Też byśmy chcieli zdobywać tylko mistrzostwa, ale z drugiej strony sport byłby wtedy nudny, musi być dawka emocji. Oczywiście się cieszę, że walczymy o najwyższe miejsca w kilku sekcjach: piłkarze, piłkarki, hokeiści, siatkarze, a także bilardziści i szachiści – to jest naszym celem. Mamy stworzyć warunki do tego, żeby sportowcy mogli osiągać swoje sufity i to właśnie robimy. Jesteśmy klubem stabilnym, z dobrą infrastrukturą, płynnością finansową, nie narzekamy na nic, co mogłoby przeszkadzać w procesie treningowym i szkoleniowym. Mając takie warunki i osoby w sztabach dobierające zawodników pod sukces, możemy być w miarę pewni dobrych miejsc.

Jesteśmy faktycznie nudnym klubem, jeśli chodzi o zakulisowe informacje prasowe.
Ja też myślę, że tak jest (śmiech). Zawsze powtarzam, że jeśli miałem pod sobą różnego rodzaju podwładnych, którzy byli dyrektorami różnych placówek, najbardziej cieszyłem się z tych, od których nie docierały żadne złe informacje. Taki sam przykład daje GieKSa. Jeśli nie ma o czym pisać w tym kontekście, to nie ma skandali, czyli jest dobrze.

Klub miejski ma ograniczony budżet, a głośno jest chociażby wokół Bartosza Nowaka. Trzeba jakoś decyzje podejmować, to duże wyzwanie dla prezesa?
Cieszę się, że w tych czasach większościowym właścicielem jest miasto, bo odczuwamy jego wyraźną opiekę i stabilizację. Ta stabilizacja pomaga w rozmowach ze sponsorami, a także są rozmowy o znalezieniu w przyszłości udziałowca. Lepszą sytuacją dla nas jest, jeśli możemy poddać się każdemu audytowi i wykazać, że nie mamy żadnych zaległości i jesteśmy stabilni finansowo. Sponsorzy wtedy wykazują większą chęć przyjścia do klubu niż w momencie, gdy przyszłość nie jest tak pewna.

Czy spodziewał się pan, że Bartosz Nowak zostanie ligowcem roku?
Bardzo na to liczyłem, znam Bartka – to jest Pan Piłkarz. Nawet rywalizując z takimi nazwiskami jak Grosicki, zasługiwał na wyróżnienie. Odrzucając emocje, powiedziałbym, że absolutnie Bartek zapracował sobie na tę nagrodę.

Wielosekcyjność klubu dokłada dużo pracy w okienku zimowym? Rozmawialiśmy z przedstawicielem Superbetu i dla sponsorów jest to atrakcyjne. Jak to wygląda z perspektywy prezesa klubu?
Oj, tak (śmiech). Nie mam kompletnie czasu na urlop. W tej przerwie, gdy koledzy prezesi z jednosekcyjnych klubów odpoczywają i biorą urlopy, to u mnie się toczą rozgrywki w hokeju czy siatkówce i ta przerwa na obozy piłkarzy i piłkarek wcale nie oznaczała dla mnie tego, że odpocznę.

Jest pan zadowolony z lokalizacji nowego sklepu?
Jak to w handlu – zawsze jest jakieś ryzyko, i to ryzyko podjąłem. Mając doświadczenie z prowadzenia własnej działalności gospodarczej, wiedziałem, że jeżeli nie podejmiemy ryzyka, to nigdy się nie dowiemy, czy się uda. Oczywiście wszystko zostało przemyślane – od metrażu po miejsce. Rozmawialiśmy z Galerią Katowicką na temat warunków, na jakich zostanie postawiony nasz sklep. Jak dotąd jestem zadowolony, ale to jest oczywiście dopiero początek i cały czas to analizujemy. Otwieraliśmy sklep na Mikołaja i grudzień był rewelacyjny. Teraz badamy okres przejściowy do czasu rozpoczęcia rundy, a potem zobaczymy jak wyjdzie pełna runda. Na pewno jest lepiej niż w dawnej lokalizacji, mimo większych kosztów.

Czy na starej Bukowej i Arenie Katowice będą stałe punkty sprzedażowe, czy będą otwierane tylko na okazje spotkań?
Jeśli będzie taka potrzeba, to na Nowej Bukowej jesteśmy przygotowani na taką możliwość. Mamy dwa ładnie obrandowane kontenery, kto był na stadionie, ten widział. Są nowoczesne, z założonym ogrzewaniem, oświetleniem i internetem. Mogą one służyć jako sklep stacjonarny, jeśli tylko będzie takie zapotrzebowanie. Chcemy otwierać ten sklep nie tylko na mecze, ale także na wszystkie eventy. Jeśli uznamy, że jest sens otwierania tych sklepów na co dzień, to tak będzie. Natomiast na starej Bukowej na razie nie planujemy sklepu stacjonarnego.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga