Dołącz do nas

Piłka nożna

Czemu żeście zagrali, jakbyście mecz sprzedali?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

To, co według wielu kibiców, zupełnie nienauczonych doświadczeniem, wydawało się niemożliwe i nierealne – stało się faktem. Działo się to już dziesiątki razy, ale apogeum osiągnęło rok temu, a ze zwielokrotnioną siłą powtórnie osiąga teraz. Z tym że rok temu oddany bez walki awans miał miejsce w meczach z Sandecją, Górnikiem czy Kluczborkiem. Teraz ludzie w żółtych koszulkach posunęli się dalej. Oddają bez walki awans w meczu z najbardziej znienawidzonym przez kibiców rywalem. Oddają awans tracąc sześć punktów w sezonie z drużyną, która z hukiem spada z ligi. Z drużyną, która ostatnio przegrywa wszystko i ze wszystkimi, a trener posądza swoich zawodników o sabotaż. W końcu z drużyną, której kibice drwią sobie z naszego klubu, a nasi zawodnicy nie potrafią im zamknąć ust choćby jednym remisem w dwóch meczach.

Na stadionie przy Cichej ujrzałem to, co widziałem w meczach z Puszczą, Bytovią i Stomilem. Także ze Stalą Mielec, ale wtedy to jeszcze uznawaliśmy za wypadek przy pracy, a i rywal był silniejszy. Czyli po raz kolejny piłkarskie oszustwo. Tak, oszustwo – bo takim mianem należy określić sytuację, kiedy udaje się, że się chce wygrać. Udawane machanie rękami, dyskusje z sędzią, poklepywanie się po plecach, pseudomobilizowanie się na boisku. To jest oszustwo, bo na stadionie przy Cichej można było odnieść wrażenie, że zawodnicy robią wszystko, by nie stworzyć sobie klarownej sytuacji, robią wszystko, by nie trafić w światło bramki. Ktoś powie, że Błąd był bliski, ale przy dobitce strzelił, czym dalej. Nie mam już najmniejszej ochoty domniemywać, że to tylko słaby poziom piłkarski. Bo ostatnio drużyny z dołu tabeli zjadają tę zgrają zaangażowaniem, oraniem boiska, ale to nie wszystko – kilka momentów, w których siusiumajtki z Ruchu, które dopiero co dostały w tytę od Pogoni 0:6, rozklepały naszych gwiazdorów ze środka pola szybkimi zagraniami z klepki, każą zadać pytanie, kto tu nie nadaje się na pierwszą ligę. Bo skoro robi to ostatni Ruch, a nasz zespół jest jeszcze gorszy, to chyba nam się nie należy awans, tylko spadek.

Niedobrze mi się robi pisząc „nam”. Nie mam najmniejszej ochoty utożsamiać się z zawodowymi oszustami. Piłka nożna to ich praca i oszukują nie tylko nas – zakochanych w klubie kibiców – ale oszukują także swojego pracodawcę, prezesa Marcina Janickiego i prezydenta Marcina Krupę, który daje z Miasta ciężkie pieniądze na ten klub.

Nie wiemy, czy oszukują też trenera, ale jak na razie szkoleniowiec oszukuje sam siebie. I powoli zaczyna odlatywać. Bo tutaj GieKSa przegrywa awans, dostaje po dupie od juniorów rozsypującego się największego rywala, a on ciągle smęci o „motoryce i organizacji gry”. Ciągle o tym, z jaką to stratą GKS zaczynał rundę, ale w „wielkim stylu” dobił do czołówki. Takie brednie na konferencji po meczu z Ruchem świadczą tylko o tym, że i trener nie poczuł ani rangi tego meczu, ani rangi przegranej w takim meczu. Nie mówiąc o tym, że jego decyzje personale są coraz bardziej kuriozalne i niekonsekwentne. Gdy Skrzecz jako jedyny poszarpał z Puszczą, to został zdjęty w trakcie meczu i potem go w dwóch następnych nie widzieliśmy. Jak Goncerz w końcówce próbował wygrać z Bytovią, to ze Stomilem nie zagrał. Jak z Podbeskidziem w osiemnastce nie było Cerimagića, bo według trenera nie wykazuje się wystarczającą walecznością do derbów, to wystawia go na wojnę z Ruchem i Bośniak odbija się od juniorów z Chorzowa, jakby był kobietą, a nie mężczyzną.

Niepojętym jest, że tych „piłkarzy” nie potrafi umotywować absolutnie nic. Kompletnie nic. Nie potrafi ich umotywować wizja gry w ekstraklasie, którą mieli na wyciągnięcie ręki. Większe stadiony, większy lans w mediach tradycyjnych i społecznościowych, większa kasa. W Katowicach po awansie każdy z osobna byłby noszony na rękach i stałby się z marszu legendą klubu. Ale to dla nich nie jest odpowiednia motywacja. Więc nawet jeśli odpuścili awans, to mogli jeszcze się ratować w pojedynczym meczu – z Ruchem Chorzów, z którym gdyby wygrali i spuścili Niebieskich do drugiej ligi – na Bukowej zostaliby powitani jako bohaterowie.

Jak bardzo trzeba mieć w głowie motywacyjne i mentalne zero, żeby nie korzystać z takich zachęt. Zachęt do bycia gwiazdą, bogatą gwiazdą. Bo już nie rozpatruję tutaj kwestii realizowania sportowych ambicji, bo nie będę robił w tym felietonie cyrku, spodziewając się, że któryś z nich może mieć w ogóle cień chęci bycia wielkim sportowcem.

Pogoń strzela Ruchowi sześć goli.
Miedź strzela Ruchowi sześć goli.
GKS oddaje jeden celny strzał na bramkę.

Czy ktoś tu wierzy w przypadek i mityczną „słabszą formę”? Bo ja nie.

Mamy deja vu z poprzedniego sezonu. Wzbudzenie nadziei kilkoma dobrymi i wygranymi meczami, by dostać gongi na sam koniec sezonu. Warto tu porównać dwie wypowiedzi po 31. kolejce:

„Uważam, że jeśli wygramy trzy następne spotkania, powinniśmy awansować” – powiedział trener Jerzy Brzęczek rok temu po meczu z Górnikiem.

„Zostały nam do rozegrania trzy mecze i dziewięć punktów do zgarnięcia, uważam że nadal jesteśmy w grze” – powiedział trener Jacek Paszulewicz po meczu z Ruchem.

Widzicie analogię? Słowa Jerzego Brzęczka rok temu miały miejsce po katastrofalnym meczu z Sandejcą i słabym z Górnikiem. Zaraz potem – po tym mamieniu nas bredniami – mieliśmy mecz z Kluczborkiem.

Trener Paszulewicz nawiązuje do tych meczów, które GKS wygrywał wiosną. I tym bardziej powstaje w głowie szereg pytań – jeśli wtedy dało się walczyć, grać solidnie i wygrywać, to dlaczego nie da się tego robić teraz. Niezależnie od przyczyn takiego stanu rzeczy i podejrzeń, muszę powiedzieć, że mam wrażenie specyficznej reżyserki tego, co się dzieje w tej rundzie. Myślę, że wielu kibiców zgodzi się, że gdyby GieKSa miała pełną motywację i walczyłaby jak należy – awansowałaby do ekstraklasy w cuglach. Dla mnie to nie jest kwestia zwyżki formy na początku i spadku teraz. Mając słabą formę w tej lidze, tacy zawodnicy jak w GKS nie przegrają w totalnie żenującym stylu z dwoma ostatnimi drużynami w tabeli, które zaraz będą w drugiej lidze. O reżyserce piszę dlatego, bo wygrany mecz z Podbeskidziem tak zamydlił wielu osobom oczy, że po tym jednym wyizolowanym spotkaniu (uwaga analogia: takim jak rok temu z Tychami, również 3:0), uwierzyli znów tej ekipie, że jej zależy, że walczy, że chce. A oni po prostu włączyli na jedną połowę opcję „powalczmy” i bez problemu wygrali z Podbeskidziem. Mogli to zrobić, bo wygrana nie powodowała przypadkowego zagrożenia awansem. Gdzieś tam wskoczyli na drugie miejsce, ale z pełną kontrolą, że są jeszcze cztery spotkania i można żonglować.

Kilka sytuacji z meczu z Ruchem nie będzie dawać mi spokoju, ale zwłaszcza początek w wykonaniu Słabego. Najpierw w idealnej sytuacji, gdy uderzał głową, zrobił to tak, jakby nie chciał trafić. Zaraz potem sfaulował w polu karnym, ale w taki sposób, który nie pozostawiał wątpliwości. Zawodnik tfu! ekstraklasowy. W drugiej połowie była ta „udawana” walka, na którą bezstronni obserwatorzy nawet dali się nabrać, jak prezes PZPN Zbigniew Boniek, który na Twitterze napisał, że GieKSa „wypruła się, by wygrać”. To był teatr, naprawdę nie wierzę, że była to walka szczera i prawdziwa. Pod kontrolą, czyli dochodzimy do pola karnego, w środku pola niby nie odstawiamy nogi, a potem dajemy taką wrzutkę, żeby tylko nie było groźnie. Wybory prawie zawsze były odwrotne niż te logicznie się nasuwające. Ktoś znowu powie, że w końcówce było blisko. Ale mam wrażenie i przekonanie, że GKS po prostu tego meczu nie mógł i nie miał prawa zremisować.

Mam nadzieję, że jeśli GKS Katowice wygra za tydzień z Tychami, to już nikt się nie nabierze, tak jak po Podbeskidziu. A pamiętajmy, że z Tychami można bezpiecznie wygrać i jest to bardzo realne. Ale w awans absolutnie nie wierzę.

Boję się tylko najgorszego scenariusza. Że do ostatniego meczu ligowego ze zdegradowaną być może Łęczną (albo i niezdegradowaną) będziemy przystępować z drugiego miejsca i wtedy mogą być jaja. Jestem skłonny stwierdzić, że nawet gdy wystarczy nam remis, to może nam się przydarzyć „dziwna” porażka. Naprawdę bym się nie zdziwił patrząc na to, co działo się rok temu i teraz. Naprawdę mnie to nie zdziwi.

Pewnie część osób posądzi mnie po tym artykule, że niepotrzebnie węszę teorię spiskowe, a to po prostu słaby zespół. Nie – nie jest słaby, a na pewno nie na tyle, by w obliczu tak olbrzymiej szansy, do której wykorzystania potrzeba tak niewiele, grać w tak haniebny sposób. Jestem przekonany, że to nie jest kwestia sportowa. Jestem pewien, że to nieczysta gra. Nie wiem, czy to jest sprzedawanie meczów, granie u bukmachera na porażki GieKSy czy „tylko” gra przeciw trenerowi. Nie wiem i się nie dowiem, bo nikogo za rękę prawdopodobnie nigdy nie złapię, dlatego nie rzucam oskarżenia, tylko mówię o swoich podejrzeniach. Podobnie w tytule tego felietonu – piszę na wszelki wypadek, żeby ktoś mi nie zarzucił oskarżenia – asekuracyjnie dodałem słowo „jakbyście”, a nie że ten mecz był sprzedany. Tego nie wiem. Co do tytułu, to zawarte jest w nim pytanie – oczywiście retoryczne, bo odpowiedzi na nie nie uzyskamy.

Śmieszy mnie – już nie w kontekście tylko GieKSy, ale całej polskiej piłki – że gdy z jednych ust pojawia się zarzut sprzedania meczu czy grania u bukmachera, jest to przez inne osoby – te niby zdroworozsądkowe – mieszany z błotem. Bo przecież piłkarze są uczciwi, prawda? Ci co na potęgę sprzedawali w dawnych latach też pewnie jechali po kimś, jak ktoś tylko śmiał zasugerować, że coś odbyło się nieczysto. Czy ktoś jest na tyle naiwny, żeby uwierzyć, że dzisiejsza polska piłka jest wolna od korupcji i szemranych gierek? Patrząc na to, co wyczynia zespół w kilku ostatnich tygodniach myśli do głowy przychodzą różne.

Wielkie zapowiedzi o derbach przed meczem, a tradycyjnie wyszło jedno wielkie g… . Po raz kolejny musieliśmy słuchać wbit rywali oraz oglądać ich euforię po wygranej. Sosnowiec 0:3, Tychy 0:1, Chorzów 0:1. Brawo panowie broniący barw GKS Katowice. Po raz kolejny staliście się pośmiewiskiem u naszych regionalnych wrogów.

Rok temu po braku awansu wycofał się sponsor strategiczny AASA. Miasto Katowice i prezydent Krupa dają ciężkie pieniądze na klub, często mimo protestów wielu mieszkańców Katowic, którzy sportem się nie interesują. Piłkarze po raz kolejny robią wszystko, żeby i magistrat zniechęcić. I tak się dziwię prezydentowi, bo ja na jego miejscu już rok temu bym tym pier…lnął. Ale mam szacunek do niego, że jednak tego nie zrobił i mam wielką nadzieję, że nie zrobi. Wierzę też, że jeszcze mocniej zaangażuje się w ten klub i zrobi coś, żeby w kolejnym sezonie po raz trzeci nie powtórzyło się to co teraz. Bo co prawda zmienili się niektórzy piłkarze, trener, a nawet prezes. Ale mamy dokładnie – wypisz, wymaluj – powtórkę zeszłego sezonu. Czyli jakiś rdzeń pozostał. Niech prezydent go znajdzie, to jest chyba główne i bardzo ważne zadanie.

Dzisiaj mamy stypę. Po raz kolejny. Ten zespół nie miał prawa przegrać z Ruchem. Nie miał prawa zagrać w takim stylu.

Nie uwierzę w ani jedno słowo wypowiadane przez trenera i zawodników przed kolejnymi derbami. A znów będą opowiadać o „rehabilitacji”. Wolę tego nie czytać i nie oglądać, bo może się zrobić niedobrze.

Oni nie są warci, by w nich pokładać choćby jeden procent wiary i nadziei. Jeśli ktoś chce to robić – proszę bardzo, można oszukiwać się, to jest jedna z opcji. Ja tej wiary nie miałem już po Olsztynie. Po Podbeskidziu pisałem o ograniczonym zaufaniu, ale jak widać i to było za dużo. Ta szatnia nie zasługuje na jedno ciepłe słowo.

Na mecz z Tychami przyjdę. Z wielkim niesmakiem i zażenowaniem, że znów będę musiał oglądać żenujący spektakl i porażkę lub kontrolowaną wygraną. Do tego doprowadził ten zespół w ciągu ostatniego półtora roku. I znów nam pokazał dupę, jak na załączonym obrazku…

53 komentarze
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

53 komentarze

  1. Avatar photo

    rob

    12 maja 2018 at 23:22

    Zamknięcie „Fryzjera” nie zakończyło handlowania meczami.Ktoś zajął jego miejsce.Dzisiaj jest większa kasa i większe możliwości.To też tylko moje podejrzenia.

    P.S.Mam nadzieję że na meczu z Tychami będzie pełny Blaszok
    (może bilety po 1 zł?) i będziemy mogli tym frajerom podziękować odpowiednim dopingiem.Niech zobaczą co to jest prawdziwa PRESJA .

  2. Avatar photo

    Irek

    13 maja 2018 at 00:10

    Koniec pierdolenia wypierdalac paszulewicze i ta zgraja ciuli

  3. Avatar photo

    Kibic

    13 maja 2018 at 00:17

    CO MA ZROBIĆ TRENER,JAK MA SAMYCH SZMACIARZY W DRUŻYNIE.A BŁĄD KLASA SAMA W SOBIE, PEWNIE ODEJDZIE BO ZASŁUGUJE NA EKSTRAKLAPE A W KATOWICACH TEGO NIESTETY MIE BĘDZIE:/

  4. Avatar photo

    wiesiek

    13 maja 2018 at 00:18

    Shellu Ty jednak jesteś pierdolnięty.

  5. Avatar photo

    Zenek

    13 maja 2018 at 00:27

    Lubie Twoje komentarze, piszesz to co ja tez czuje, jestem tak ….ze brak mi slow i zeby sie nie rozpisywac, mam syna w poniedzialek nie zaprowadzic na trening? (GKS r. 2009). Jakis powtarzajacy sie koszmar, moze to koszmar zlych polaczen wyboru trenera i zawodnikow? tego sie bede trzymal! Zle wybory trenerow, kompletnie nie trafioni zawodnicy….i na koniec znow w morde! W to wierze a nie w „pilkarskiego pokera”, moge sie mylic!
    Cud na Cichej nikomu nic nie dal, nam zabral!

  6. Avatar photo

    Robson

    13 maja 2018 at 00:53

    Niestety pewnie po tej żenadzie z Tychami będzie ledwo 2000 osób mało kto jeszcze wierzy w tych patałachów a tym bardziej w Paszulewicza i jego debilne niczym nie uzasadnione decyzje.
    Shellu szacun za odwagę piszesz to co większość z nas czuje.
    Panie Prezydencie Marcinie czas zabrać się za piłkarską GieKSę czas na nowego odważnego prezesa jak np Michał Marcinkowski czas na wywalenie z tego klubu wszystkich którym nie zależy na Ekstraklasie w Katowicach !
    Czas by wreszcie Ci którzy od 12 lat wierzyli i byli z tym klubem mogli chodzić z podniesioną głową dumni ze swojego klubu i miasta !

  7. Avatar photo

    wierny

    13 maja 2018 at 01:38

    Wezcie ryj zaawryjcie w redakcji qurwa moze

  8. Avatar photo

    Mecza

    13 maja 2018 at 04:45

    Zatrunić trenera którego drużyna gra piłkę ofensywną, ma wypracowane schematy w ataku pozycyjnym. Paszulewicz nadaje się tylko do walki o utrzymanie. O to chodzi Panie Bartnik?

  9. Avatar photo

    Irishman

    13 maja 2018 at 04:55

    Shellu, po raz pierwszy nie byłem w stanie doczytać do końca Twojego felietonu.
    Ja widziałem w życiu mecze, które potem okazały się sprzedane. Ale wczoraj, tak jak prezes Boniek widziałem walkę. Tylko, że totalnie, fundamentalnie, katastrofalnie B E Z P R O D U K T Y W N Ą!!!

    Sam pokazałeś klika błędów trenera. Ja dodałbym jeszcze inne jak chociażby np. wystawienie Słabego na nie swojej pozycji, zamiast Frańczaka, dzięki czemu moglibyśmy rozjeżdżać chorzowskich raz jedną raz druga strona, a zamiast tego graliśmy ciągle jakieś górne piłki itd. itp.

    Cóż trener zapewne zostanie, a piłkarze się pewnie zmienią w ogromnej mierze. I wtedy zobaczysz, że to będzie tak samo wyglądać i może przyznasz mi rację. Niestety z tym „trenerem jednej taktyki” awansy nie zrobimy.

  10. Avatar photo

    witek

    13 maja 2018 at 06:40

    Brak wychowanków,brak zawodników związanych z GieKSą emocjonalnie czy choćby gości z charakterem(Kiedyś Świr,Ledwoń i wielu innych)większość z obecnych „piłkarzy”mo nos w rzici.

  11. Avatar photo

    Gorol

    13 maja 2018 at 06:41

    Robią z was ciula od lat, tyle wam powiem. Obserwuję GKS od lat, chociaż nie jestem kibicem tego klubu (zaraz pewnie będzie wypier… spoko, napiszcie sobie) i powiem wam, że to jest wielka, złożona i naprawdę nieźle zaplanowana gra, której jednym z największych beneficjentów może być właśnie, wasz kochany Prezydent miasta. Są zmiany prezesa, zawodników, trenerów – no i czego to dowodzi po latach? Tego, że jesteście dalej w tym samym ciepłym qurwidołku i że wielu danym było nachapać się, za akceptację warunków i uczestnictwa w tej wielkiej grze. Powiecie, że to tzw. spiskowa teoria dziejów – jest niepewna i można ją łatwo wyśmiać i obalić na 100 sposobów, ale tak samo jak można z was ciula robić przez następne X lat… Gra nazywa się bukmacher i jest jak eldorado, a klub to kura znosząca złote jaja, ale nie dla was, tylko dla nich. Dlatego kochają GKS inną miłością i inwestują pieniądze, żeby jak każda inwestycja w biznesie, zwróciła się i dała pokaźny profit. Tutaj to idzie z publicznego wora, to nawet już prywatna kieszeń sponsora nie jest potrzebna. Układ zamknięty i doskonały. Tylko nie dla was. Co roku pośmiewisko, fenomenalne gole samobójcze z drugiej połowy boiska, smutne miny, faule na czerwoną itd., nie było tak? Ja z zewnątrz pamiętam, a co niektórzy z was robią twardy reset od startu nowego sezonu, ale w sumie nie dziwie się bo psychicznie dla kibica Gieksy, tego się zdzierżyć nie da… Pamiętajcie, że ryba psuje się od głowy, a nią nie jest prezes czy trener, tylko ten co siedzi w ratuszu. Będą wybory na jesień to przemyślcie sobie. Oczywiście zaraz podniesie się zarzut że ten wywód powyżej to zwykła agitacja wyborcza. Powiem, że w d… mam wybory samorządowe w Katowicach bo to nie mój region i miasto, ale to wy jesteście gospodarzami na swoim podwórku i nie mówię tu tylko o Bukowej. Tylko się zastanówcie, czy wolicie mieć zachowaną I ligę na wieki, wieków i ochłap w postaci szkółek piłkarskich dla dzieci, których część z nich będzie zmuszona w przyszłości poznać warunki i zasady wielkiej gry w Katowicach. Nie zmieni się jeszcze jedno – kompromitacje, wyjaśnienia i ciepły qurwidołek w którym tkwicie od lat. Chociaż być może wam to pasuje? W takim razie przepraszam i nie przeszkadzam w dalszej fascynującej obserwacji kolejnych „szalonych” sezonów w 1. lidze polskiej, waszego kochanego klubu.

  12. Avatar photo

    Kibol

    13 maja 2018 at 06:57

    Może i jakieś spekulacje a może nie ale jedno niech mi wytłumaczą czy nie ma wstydu przed rodziną dziećmi młodzieżą za brak serca ,ambicji woli walki itp. itd po jakiego h…. turnieje dla młodzieży spotkania w szkołach ,przedszkolach itp itd jak nie mają za grosz ambicji serca woli walki oddania dla klubu czy oni nie mają wstydu tak dzisiaj isc do koscioła z rodziną przy niedzielnym obiedzie zasiąść spojrzeć dzieciom lub młodzieży prosto w oczy . Niech sobie odpowiedzą razem z trenerem w szatni przed meczem czy wiekszy wstyd wyjsc i zagrać czy zostać w szatni i oddać mecz walkowerem

  13. Avatar photo

    bodek

    13 maja 2018 at 08:19

    Na GieKSa chodzę 27 lat ale takiego „wachania formy ” w życiu nie widziałem. O grajkach nie nie napisze bo szkoda mi nerwów. Paszul niech się zastanowi co on gada bo pierdolenie o mentalności zaczyna mnie już wkurwiać, że trzeci raz nie dojechali na pierwszą połowę itd. to ja się pytam : gdzie oni kurwa jeżdżą

    Czekam na reakcję prezesa ale nie wierzę że ma na tyle jaj że stać go na jakieś radykalne działania, on po prostu przesiąkł tym marazmem

    Do zobaczenia w sobotę, bo jestem kibicem tego klubu a nie tej drużyny

  14. Avatar photo

    Serbia

    13 maja 2018 at 08:29

    Podziwiam Cię Shellu, że chce Ci się jeszcze pisać i oceniać tych pasożytów. Brak słów na tych skurwysynów, którzy kpiny i drwiny urządzają sobie z kibiców. Od 40 lat jestem kibicem i DOSYĆ tego. Z jednym się tylko nie zgodzę tzn. może prezydent daje jakąś kasę na Gieksę ale jest wyraźna informacja, aby nie robić awansu, bo finansowo i infrastrukturalnie miasto nie jest gotowe na ekstraklasę. To jest paranoja ale to jest prawda. Napisałem już w innym tekście – na treningi i mecze wychodzą pasożyty w koszulkach z zaklejonym herbem, w poniedziałek delegacja kibiców jedzie na trening i w krótkich hasłach tym pajacom i oszustom „powie” co o nich sądzą, a mecz z tychami bojkotujemy.

  15. Avatar photo

    Scifo

    13 maja 2018 at 08:38

    Widzę, że część osób dalej myśli, że ta porażka to był przypadek, zła taktyka trenera, albo jej brak. To zwracam uwagę, że te same osoby, robią to po raz drugi, bo w zeszłym roku było to samo! Chcieli wygrać, ale nic nie wpadło, kulam sie ze śmiechu. Było przecież zaangażowanie, nosz kurwa…
    Zjeby robią nas w wała i są tak aroganccy, że żygać się chce. Wybierają te mecze, które im pasują. Jak są za wysoko w tabeli to dwa do tyłu i jest git. Mam kurwa karnet i pojde na Tychy, i dlatego żądam wyjebania dla przykładu największych szkodników, lecą Foszmańczyk, Goncerz, Kalinkowski, Nowak, Prokic, Cerimagic, Kamiński, Zejdler. Jebane bydło bałkańskie, imprezuje ze śmierdzielami, albo podpisuje kontrakt z Mielcem i od meczu że Stałą wali jawnie w chuja. Tak wiem, że wiekszość wymienionych wczoraj nie grała. Ale też wiem, że w drużynie nic się nie dzieje przypadkiem, ktoś lody kręci. Do wczoraj śmierdziele byli najsłabszą drużyną, uwzględniając 6 punktów odjętych. Mają anty trenera Fornalak, którego drużyny mają wpisane w DNA inkasowanie 6 bramek w meczu (w końcu wiele lat grał przy Cichej 6).

  16. Avatar photo

    Oberschlesien

    13 maja 2018 at 09:21

    zostawcie trenera w spokoju ,jedyny trener ktory u nas dziala ,w przerwie zmienia 2 zawodnikow ,probuje ,bo widzi ze gra nie idzie,3 zmiana tez szybko ryzykowna ale chlop chcial…niestety panowie,nie ma jakosci pilkarzy ,to czego ich probuje nauczyj trener to walka,i to bylo widac ze oni wiecej walcza niz za poprzednich trenerzynow,ale pilkarzy ktorzy maja po 25 lat ,nie nauczysz juz podstaw techniki oraz naturalnego ciagu na bramke ,pierwsze mozna sie nauczyc do wieku juniora ,drugie trzeba miec we krwi ,a u nas nie ma tego….syfiarze sprezyli sie na mecz ,wytrzymali tempo az do 80 min,we wczesniejszych meczach padali po 60 min ,niestety u nas nie ma ofensywy,nie ma pilkarza ktory umialby dryblowac ,nie bal sie pojedynkow 1 na 1 dlatego nie strzelamy…a bramki z bielskiem..2 cufale…nie trenera to wina ,bo dawno na Bukowej nie bylo tak ekspresyjnego faceta ,zyjacego na lini i zadajacego od pilkarzy walki…tu wystarczyl jeden karny i powiedzmy prawde tego karnego mogl sedzia podyktowac bo faul tam byl….szkoda szkoda szkoda…tyle lat czekania kur…

  17. Avatar photo

    HHSM

    13 maja 2018 at 09:32

    Z drużyną trzeba być na dobre i na złe. Widzę, ze w Katowicach przy kazdym potknieciu odrazu wiadro pomyj, bluzgi, wychodzenie ze stadionu przed czasem. Takim zachowaniem tylko pogłębiacie kryzys. Wiara i zaufanie to jest podstawa. Pozdrowienia z Podkarpacia.

  18. Avatar photo

    Bartolo

    13 maja 2018 at 09:40

    @Gorol-100% prawdy !! Cały ten przestępczy układ zaczyna się od góry.Prezydenci miast,prezesi związków piłkarskich…prezesi klubów,na końcu trenerzy i dziwki(kopacze)A no i oczywiście Patronat Wielki,dający kasę i wszystko kontrolujący:bukmacherka

  19. Avatar photo

    borys

    13 maja 2018 at 10:01

    Pierdolicie jak paniusie u fryzjera frajerzy, w Warszawie też mieliśmy małą zniżke formy w Legii wpakowaliśmy się do autokaru dostali kopacze po klapsie i kurwa forma momentalnie wróciła a wy kurwa tylko pisać potraficie, zgnijecie w tej pierwszej lidze ha ha ha Legia Warszawa

  20. Avatar photo

    wiesiek

    13 maja 2018 at 10:35

    Borys przedstawił nam jedyne słuszne rozwiązanie na dzień dzisiejszy dające nadzieje na poprawe umiejetnosci pilkarskich w najblizszej przyszlosci

  21. Avatar photo

    Grzeczny

    13 maja 2018 at 11:09

    To że kopacze dostaną po klapsie na jutrzejszym treningu nic nie pomoże bo oni są tak daremnie jak klapki w zimie.

  22. Avatar photo

    Miro

    13 maja 2018 at 11:18

    i znów wynik trafił..dzięki dwóm piłkarzom…dobrze że ich posłuchałem…dziękuje!

  23. Avatar photo

    Irishman

    13 maja 2018 at 11:20

    @Oberschlesien, no ale skoro trener zostawia poza 18-nastą piłkarzy, którzy właśnie nie boją się pojedynków 1 na 1 to tak to musi wyglądać. On niby stawia na organizację gry. No i to działało na początku ale zostało już rozgryzione! Teraz trzeba właśnie kogoś, kto potrafi kreatywnie, niekonwencjonalnie zagrać, a nie pchać się na siłę w mur przeciwników albo zagrać na alibi rzucając piłkę do przodu! Jeszcze jak początkowo Prokiciowi chciało się grać i fajnie wchodził w obrońców to miało to jakiś sens. Ale teraz już mu się albo nie za bardzo chce albo jest dobrze pilnowany i niewiele z tego wychodzi. A wczoraj tak grać to już była głupota! Tu się aż prosiło postawić na Plizgę. TYM BARDZIEJ WCZORAJ NA TYM STADIONIE!!!!! Jeszcze z Bytovią, fajnie tą grę pchali Frańczak z Mandryszem prawą strona. Ale wczoraj tam grał Słaby, który nie potrafi grać do przodu, a już tym bardziej nie na swojej stronie boiska!!! No i aż żal było patrzeć jak Mandrysz się bezproduktywnie miota i nie wie gdzie zagrać.

  24. Avatar photo

    1964

    13 maja 2018 at 11:53

    Ja będąc prezydentem miasta zrobiłbym tak!
    1.Wypierdoliłbym z klubu wszystkich począwszy od prezesa kończąc na kopaczach!
    2.przeprowadziłbym dezynfekcje wszystkich pomieszczeń w klubie.Bo są przesiąknięte gównem od lat!
    3.Wycofałbym w trybie natychmiastowym klub z 1.ligi.
    4.zaczynamy rozgrywki od 4.ligi!
    A ci co będą na meczach z tyskimi i łęczną są albo nienormalni albo są po prostu gorolami!Ślonzok wie co zrobili z tym klubem ,zarządzający i te skórwysyny co kopią się po czołach!Niestety ale jesteśmy posmiewiskiem całego sląska.Jedynym normalnym rozwiązaniem jest budowa tego klubu od nowa!Będąc właścicielem nie pierdolił bym się z tymi chujami!Tyle w temacie do nowego sezonu!

  25. Avatar photo

    wkurwiony

    13 maja 2018 at 12:48

    Miro a jaki wynik z Tychami? Tez bym cos chetnie wygrał

  26. Avatar photo

    cichy

    13 maja 2018 at 13:27

    1964 tyś sie z chyjem na lby pozamienial czy jak?
    Kurwa zaczac od 4 ligi

  27. Avatar photo

    Miro

    13 maja 2018 at 13:32

    Z Tychami będzie 1-1

  28. Avatar photo

    James

    13 maja 2018 at 13:42

    Shellu jak Cie podziwiałem Za felietony tak teraz pierdolisz!
    Gdybys zagrał jeden mecz jako zawodnik przeciw Ruchowi to byś tak nie pisał…ja tez jestem wkurwiony wynikiem
    Ale nie możesz pisac o braku walki i chęci bo ta była w 2 połowie
    I juz kurwa oczy mnie bolą jak wszyscy wypisujecie o jakichś bukach i sprzedanym meczu
    Złość jest na miejscu ale jebanie piłkarzy nie za bardzo…

  29. Avatar photo

    Marek

    13 maja 2018 at 13:53

    realnie, oglądając mecze Tychów, to przy naszej dyspozycji dostaniemy wpierdol…
    może pełny stadion poskromi naszych pilkarzyków, tylko tu nie chodzi o jeden mecz tylko regularność.
    do zawodników: po tym wszystkim co zafundowaliście fanom, po każdym golu ( daj boże )
    powinniście się powstrzymać od radości, tylko piłeczka na środek i do boju.

  30. Avatar photo

    Irishman

    13 maja 2018 at 14:21

    @1964
    5.Fajna pogoda jest, idź się przewietrz! 🙂

    @James
    Nie dziwię się totalnemu wkurzeniu @Shella, no bo ileż można! Normalnie do słowników języka polskiego powinno zostać dopisane określenie „awansować jak GieKSa” oznaczające „syzyfową pracę” tylko z jeszcze bardziej wk…jacym zakończeniem! A Shellu tkwi w tym wszystkim poświęcając swoje prywatne życie klubowi!
    Ale zgadzam się, że trochę przesadził. Wszystko można zinterpretować jako nieczystą grę. Nawet to, że Wierzba tylko symulował, że chce obronić karnego albo że Błąd perfekcyjnie strzelił prosto w obrońcę, który stał na linii bramkowej. Ale prawda jest taka, że jesteśmy po prostu totalnie słabi w ofensywie. Paszulewicz to jest jakby przeciwieństwo Brzęczka. On wspaniale nauczył drużynę bronić się ale zupełnie nie radzi sobie, aby nauczyć ją atakować. Gdy straciliśmy pierwsi bramkę, to tylko raz, ze słabą Odrą udało się nam szybko wyrównać i ostatecznie wygrać. A w pozostałych przypadkach byliśmy bezsilni. No i zwróć uwagę, że kilka bramek strzeliliśmy fartem, po błędzie bramkarza, który puścił centro-strzał albo po rykoszecie…
    I to mnie martwi, bo jak chcemy awansować to musimy także umieć wygrywać, grając nie tylko z kontrataku. Czy Paszulewicz jest w stanie to ogarnąć???

  31. Avatar photo

    1964

    13 maja 2018 at 14:35

    OK!Może mnie trochę poniosło,ale do kurwy nędzy mam już dość ciągłych upokorzeń!Jedno wiem na pewno ten sezon już odpuszczam!Po tylu latach mam już tego dosyć!czekam na decyzje miasta!
    Irishman wietrzenie to się przyda w szatni GieKSy!Pozdro!

  32. Avatar photo

    Rafał

    13 maja 2018 at 16:26

    Ja już w tym roku na szpil nie ida. Wyłączyli mnie skutecznie….

  33. Avatar photo

    ZAGŁĘBIAK

    13 maja 2018 at 19:08

    PRZYZNAJE SIE BEZ BICIA ZE JESTEM CIULEM ZE SOSNOWCA

  34. Avatar photo

    mietek44

    13 maja 2018 at 21:09

  35. Avatar photo

    Irishman

    13 maja 2018 at 21:35

    @1964
    I tu się z Tobą zgadzam, tylko nie wietrzenie szatni tylko co najmniej „Orkan Tadeusz”.;)
    A jak Tadeusz nie potrafi, to jego też fruuu!

  36. Avatar photo

    Bce

    14 maja 2018 at 09:06

    Jak można nie wystawić Plizge!? Wychowanek i synek od nas który ma też coś do udowodnienia. Jeszcze w takim meczu.
    Szkoda pisać. Wyjebać ich po kolei.

  37. Avatar photo

    Eda67

    14 maja 2018 at 09:24

    Po przeczytaniu wszystkich wypowiedzi uważam, że najwięcej racji jest w tym co pisze Gorol. Mam własne przemyślenia i niestety są one bliskie temu co on napisał. Kibice Gieksy pisząc kierują się emocjami. Ci którzy kibicami Katowic nie są, stojąc i obserwując z boku co się dzieje mają bardziej racjonalny przegląd sytuacji.

  38. Avatar photo

    Oleks

    14 maja 2018 at 11:15

    No ale czemu mówicie, żebyście nie przychodzili na mecz kibice?
    Dawajcie, pójdziemy teraz na mecz i przynajmniej my w zgodzie ze sobą pomożemy im dopingiem, żeby wygrali, może jest jeszcze nadzieja.

  39. Avatar photo

    Ruch *urwisko

    14 maja 2018 at 11:21

    Wiesiek i wierny- Jakby się dało was namierzyć, to pierwsze co powinniście dostać to wpie&$#% za uciszanie gościa który ma odwagę pisać prawdę jak jest w naszym klubie!
    Shellu- człowieku – szkoda mi Twojego zdrowia bo chyba nie ma się co narażać i pisać wprost, ale te ku4wy znowu sprzedały mega ważny mecz!!! Dzięki Ci za to chopie co robisz dla klubu!

    Niewiele jest w życiu prostych schematów, tak samo też i ta sytuacja w GieKSie jest wielowymiarowa.
    A mianowicie: urzędnicy z prezydentem na czele dają kasę na klub, nie swoją kasę! Wy na nich głosujecie w wyborach.To akurat jest oczywiste.

    Strach przed tym że kolejna władza mogła by nie dać na Gieksę, jest silniejszy od rozsądku i zrozumienia że ci sami ludzie którzy dają grube pieniądze publiczne na to żeby nasz klub istniał, tak samo przyczyniają się do tego żeby nasz klub nie awansował do ekstraklasy!!!

    Ciepłe posadki są obsadzone tak zwanymi swoimi ludźmi, czyli rodziną i zaufanymi znajomymi którzy bezkrytycznie wykonują polecenia z góry. Mają etat i to nie byle jaki, nikt ich nie posądzi o nepotyzm bo to przecież nie jest już stricte urząd a tylko spółka w której miasto ma 'trochę’ udziałów ;).

    Przecież taki Cygan na przykład, jest synem byłego komendanta wojewódzkiego, który to obecnie jest na etacie Urzędu Miasta. Janicki więc też jest kolejną marionetką postawioną na urzędzie i opłacaną z pieniędzy publicznych.
    Zapytacie, no ale w czym problem żeby awansować do Ekstraklasy? Przecież nadal mieliby zapewnione stołki?! To już nie jest takie oczywiste jak się okazuje, i jedna z hipotez to taka że przyjście potencjalnego sponsora strategicznego, mogłaby spowodować spore przetasowania w kadrze, a to już wiadomo że na rękę 'miastu’ i pomazańcom jego zwierzchników nie jest …

    Kolejna rzeczą są trener i piłkarze, to już czysty Piłkarski poker, tu się zarabia pieniądze na bieżąco u buka i w ramach handlowania meczami.
    Oni mają świadomość że przeskoczenie kolejnego poziomu piłkarskiej jakości nie jest u nich możliwe, starają się więc zarabiać jak najwięcej w tej pierwszej lidze, i ten schemat będzie powtarzany przez kolejnych x lat jeśli do kadry nie dołączą wychowankowie i młodzi którzy chcą się wypromować. Taki Błąd to w GieKSie duży błąd! Gość jest perspektywiczny i nie w smak mu kopać w lokalnym polskim kurwidołku do usranej śmierci…
    … choć i ze starymi wygami awans jest możliwy! Jak to osiągnąć? Znawcy mówią że wynagrodzenie albo jego brak potrafią przemówić i zmotywować najlepiej. No ale tu wracamy do punktu pierwszego – musi chcieć tego władza – a wiadomo że władzau nas tego nie chce i chcieć nie będzie.

    Jeśli nie przyjdziecie na mecz z Tychami to nic się nie zmieni, a krzywdy ani 'miastu’ ani trenerowi, anie piłkarzom nie zrobicie.
    ci ludzie to znaczy piłkarze, trener, prezes a najlepiej i prezydent miasta powinni być jak najszybciej rozliczeni. Oni wszyscy żerują na naszej naiwności i pieniądzach publicznych zwyczajnie źle wykonując swoją pracę. Jeśli prezydent i radni nie zdają sobie sprawy że stracą swojej stołki w najbliższych wyborach samorządowych w przypadku braku awansu, to nie ma ich co straszyć, tylko błagam Was kibice, nie bądźcie osłami i nie dajcie się kupić przy urnach na jesień, albo albo nie dajcie sobie wmówić gadaniem tych kibiców którym obecny układ jest na rękę (bo tacy też niestety są), że inna władza kasy nie da, bo jest to zwyczajnie nieprawda!

    Jeśli nie awansujemy w tym roku to niech lepiej sobie cała ta świta to przemyśli.

    Rozliczmy prezydenta i radnych (a ty samym prezesa) przy urnach, a piłkarzy i trenera pod (albo w) szatni po meczu z Tychami albo Łęczną!!!Czas skończyć ten cyrk.
    A sprzedajne małpy niech zatrudnią gdzieś indziej.

    I w ramach podsumowania, gdyby jednak el president i jego światli doradcy doszli do wniosku że można upchnąć te etaciki gdzieś indziej (bo tu jednak są na świeczniku a miarka zaczyna się przebierać), a GieKSa straci dofinansowanie, to … niewielka strata! Naprawdę! 🙂

    Czy nie wolicie chodzić z sentymentu na III lub IV ligową GieKSą w której gra młodzież, której się chce bo zostali wychowani w duchu walki i ambicji przez swoich rodziców-kibiców? W zamian za to żadni oszuści nie będą nabijali kabzy za pieniądze publiczne, a z kibiców klubu nie będzie się ośmieszało i robiło takich niedorozwojów, jakich się robi z nas teraz.

  40. Avatar photo

    Ruch *urwisko

    14 maja 2018 at 11:33

    co do dopingu to proponuję przywitać kopaczy gwizdami. przemilczeć obie połówki, bez względu na wynik. Przy ewentualnych bramkach nawet się nie cieszyć, i zaśpiewać pare piosenek w przerwie na pełnej pizdzie żeby wiedzieli że jesteśmy tam dla klubu, dla siebie samych a nie dla ich marnych i podłych pobudek jakim jest dojenie kasy z miasta.

    Jeszcze słowo do tych, którzy są albo taki głupi, albo głupich udają bo mają w tym interes żeby nie widzieć tego co napisałem wyżej: Jeśli wasze argumenty miałyby moc, to nie dziwiłaby mnie przegrana w stylu 2:3, albo choćby 1:3. Ale pseudo piłkarzyny (bo jak inaczej można nazwać kogoś dla kogo ambicją jest kopanie do końca życia w I lidze i granie u buka) nawet nie próbowali strzelić 1 bramki bo nie daj Bóg, mogłoby się okazać że młodzież z Ruchu nie zdoła strzelić więcej, albo zwyczajnie podetnie im to skrzydła.

    I jescze jedno, może Ziobroman swoimi zmianami w prokuraturach ruszy temat takich piłkarskich wałków właśnie bo po 15 latach chwasty wyrastają na nowo …

  41. Avatar photo

    Ruch *urwisko

    14 maja 2018 at 11:46

    I jeszcze jedno, ceny biletów na mecze z Tychami i Łęczną. Powinny kosztować symboliczną złotówkę, a różnica w cenie powinna zostać pokryta przez piłkarzy którzy grali w sobotnim meczu i sztab szkoleniowy odpowiedzialny za przygotowanie ich do meczy z PruchNEM!

    Dla mnie sezon jest stracony bo sosnowiec nie odpuści drugiego miejsca do końca sezonu, ale naszym obowiązkiem jest przyjść na stadion żeby po każdym meczy obok którego przejdą i nie zdobędą 3 punktów – rozliczyć tych ludzi!

  42. Avatar photo

    Robson

    14 maja 2018 at 13:22

    Wielu z nas pisze i słusznie że nie ma zaangażowania w derby bo nie ma wychowanków Ślązaków w składzie i itp.. a czemu nie ma w derbach nikogo kto utożsamia się GieKSą regionem itd ? Bo debil Paszulewicz nie wstawia nawet do składu jedynego naszego wychowanka który aż się prosiło by zagrał za wykartkowanego Prokića 🙁 Paszulewicz wypierdalaj i przeszło połowa składu !
    A w okienku transferowym pomyślmy o Ślązakach, Młodzieży, Wychowankach jak zrobił Górnik a nie zatrudniajmy kolejnych ciuli którzy przychodzą tylko dla kasy bo nikt ich nie chce w innych klubach.

    PS: Jak ten cymbał nie wstawi do składu Dawida na te ostatnie mecze to go osobiście opluję.

  43. Avatar photo

    Tymron

    14 maja 2018 at 14:48

    Niestety „gorol” i „ruch urwisko” mają 100 procent racji. Jak chcecie kolejnych lat upokorzeń to głosujecie dalej na Krupę i cały układ kończący się wyrzygiwaniem na Was kopaczy.

  44. Avatar photo

    artur

    14 maja 2018 at 18:20

    Dziwi mnie, że cenzura przepuściła wpis Ruch*urwisko. Zgadzam się, od dawna też do takich wniosków dochodzę. Niestety wielu nie widzi tego i wciąż wierzy tym paskudnym kłamcom z miasta. Tyle lat budują stadion i tyle lat budują ekstraklasę i tyle lat nie mamy sponsora, tylko miasto…

  45. Avatar photo

    wiesiek

    14 maja 2018 at 19:28

    @Ruch *urwisko za takie pogróżki to namierzony możesz zostać Ty. Przez prokuraturę.

  46. Avatar photo

    Irishman

    14 maja 2018 at 19:31

    Nie! Nie wolę chodzić z sentymentu na III lub IV ligową GieKSą, w której gra młodzież! To byłby wstyd dla mnie jako katowiczanina, że moje miasto nie stać na klub co najmniej w I lidze, a takie wpisy uważam za zwykłą prowokację wrogów klubu (albo może przedwyborczą akcje przeciwników politycznych prezydenta???).
    Aczkolwiek, zgadzam się w 100%, że nie możemy zgodzić się na coś takiego co się dzieje w GieKSie!!! Wiec, o ile prezes Janicki nie zrobi porządków w naszym klubie, to Miasto powinno zdecydowanie zainterweniować, bo płacenie grubej kasy za to co pokazuję piłkarze prowadzenie przez trenera Paszulewicza z najsłabszymi drużynami I ligi to nie tylko ich marnotrawstwo ale także szkodzenie wizerunkowi miasta Katowice!

  47. Avatar photo

    Irishman

    14 maja 2018 at 19:34

    Na szczęście m.in. hokeiści, wbrew patologii panującej w sekcji piłkarskiej pokazali, że inwestowanie w klub GKS KATOWICE, ma sens i przynosi korzyści całemu miastu!

  48. Avatar photo

    Hasiokowi kopacze

    14 maja 2018 at 20:06

    Obawiam się że goroli i ruch *urwisko mają sto procent racji. Temat stadionu też zawsze wypływa przed wyborami. A potem długo nic… Aż do następnych wyborów 🙂

  49. Avatar photo

    Mecza

    14 maja 2018 at 20:17

    @Irishman, jesteś jedną z najbardziej przytomną osobą na tym forum ale nie pisz, że miasto płaci grubą kasę i powinno interweniować. Ile to jest grubo? Wg mnie trzeba by wyłożyć dwa razy tyle (15mln?) co w Legnicy aby mówić że wykładamy grubą kasę. Legia wykłada dwa razy tyle co Lech i trzy razy tyle co Jaga i do ostatniej kolejki musi walczyć o mistrza. GKS? Jest w czołówce finansowej 1 ligi ale 1 czy 2mln nie robią żadnej różnicy gdy w ekstraklasie 10mln w jedną czy drugą stronę też nie robią różnicy.

  50. Avatar photo

    Mecza

    14 maja 2018 at 20:33

    Uważam że miasto stwarza warunki pozwalające włączyć się do walki o awans (1/3 drużyn ma takie same a nawet jak są różnice to jest sport i dorzucenie 1mln nic nie daje) ale nie może go oczekiwać i wymagać. U nas nie ma stabilizacji i jak długo co pół roku kibice będą wymuszać rewolucję nie będzie awansu. Tak naprawdę 2 rok z rzędu dopiero walczymy o awans i ilu trenerów już było? Działania pod publikę tylko.

  51. Avatar photo

    PołudnioweK-ce

    14 maja 2018 at 21:01

    2 lata to mamy niewiele zmian w składzie..a już na pewno w jego tzw. kręgosłupie, dlatego nie przypieprzał bym się do trenera.Jeśli są układy to jego bym w to nie wpisywał..za krótko tu jest no i też nie jest stąd.Póki co będę go umiarkowanie ale jednak bronił..co nam da kolejna zmiana trenera?..według mnie kolejny chaos..zobaczymy kogo sprowadzi po sezonie i jak będą grali w następnym..nie mówie że na koniec roku nie wysiadzie na Rondzie i nie poślizgie się na zamarzniętej kałuży..zobaczymy

  52. Avatar photo

    xman

    14 maja 2018 at 21:19

    Haha teatrzyku ciag dalszy. Jak dobrze pójdzie to po wtorkowym bum znow wszystko pierdyknie i już zapowiedzą budowę nowego zespołu i walke o esktra w następnym sezonie

  53. Avatar photo

    Bartolo

    14 maja 2018 at 22:33

    Czytając Wasze komentarze, nasuwają mi się tylko dwa wyjścia z obecnej sytuacji:
    1.Otwarta,fizyczna walka z układem zamkniętym(prezydent,prezes,działacze,trenerzy,piłkarze,karki na trybunach-(dziwki do wynajęcia)…sorry,ale to jedyne w miarę cenzuralne określenie).Nierealne,za mało naprawdę wk…nych ludzi i cały aparat przymusu na głowie..
    2.Koniec z finansowaniem przez samego siebie tej Sodomy i Gomory.Koniec z wizytami na B1,ale nie przez jeden,dwa mecze tylko cały sezon albo i 5 jak trzeba będzie.Sukces gwarantowany,całe to gówno umrze śmiercią naturalną,tylko na to potrzeba czas i wytrwałości.Jeżeli komukolwiek zależy na GieKSie i ma do siebie szacunek to nie wierzę,po prostu nie wierzę,że w najbliższym czasie zakiełkuje myśl o pójściu na mecz.Obecna GieKSa tylko dla frajerów!!

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kibice Piłka nożna

Legia Warszawa kibicowsko

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Legia Warszawa to ekipa, której nie trzeba nikomu w Polsce przedstawiać. Również godnie reprezentują rodzimą scenę kibicowską na arenie międzynarodowej. Regularna gra w Europie oraz fenomenalna forma ultrasów sprawiły, że są doceniani przez ekipy z całego świata oraz jednocześnie nienawidzeni przez struktury UEFA.

Są prekursorami polskiej sceny kibicowskiej, organizując wszystko już w latach 70. W 1970 roku podejmowali Feyenoord Rotterdam i zobaczyli na własne oczy przyjazd kilkuset Holendrów wyposażonych w takie gadżety jak trąbki, szale, czapki i flagi. W tym dniu zadebiutowała także gazeta klubowa „Nasza Legia”, która na przestrzeni lat stała się fenomenem i wzorem do naśladowania dla innych klubów. W połowie lat 70. na Legię potrafiło przychodzić średnio kilkanaście tysięcy widzów, z czego na samą Żyletę około 2000 osób. Fani CWKS nie dość, że zaczęli jeździć na wyjazdy po całej Polsce, to od strony chuligańskiej stali się prekursorami obstawiania dworców kolejowych i atakowania ekip przyjezdnych lub przejeżdżających przez stolicę.

W tamtych latach dorobili się zgód z takimi ekipami jak: Pogoń Szczecin, Śląsk Wrocław, Wisła Kraków, Zagłębie Sosnowiec, Ruch Chorzów i Lechia Gdańsk. Z perspektywy czasu niektóre zgody brzmią niewiarygodnie (szczególnie ta z Ruchem), ale takie były wtedy realia. Sposób zawierania sojuszy był zupełny inny niż znany obecni. Niektóre relacje zostaną później odnowione i nabiorą powagi, a pozostałe przepadną i często przekształcą się w kosę.

W 1980 roku Legioniści rozegrali finał Pucharu Polski w Częstochowie ze znienawidzonym Lechem Poznań. Jadąc w 2000 osób mogli liczyć na wsparcie Śląska, Pogoni i Zagłębia okupując wszystkie knajpy w mieście od porannych godzin. Przyjazd kibiców Kolejorza w sile… 6000 (!) osób doprowadził do potężnych burd w mieście. Skala awantury przerosła wszystkich – skończyło się na co najmniej kilkudziesięciu osobach w szpitalu, w tym kilku w ciężkim stanie. Do dzisiaj niektórzy mówią, że ofiary śmiertelne zostały zatuszowane przez władze.

W późniejszych latach 80. fani Legii jeździli już składem nastawionym na przygody. Byli wszędzie znienawidzeni do tego stopnia, że miejscowe ekipy potrafiły zawierać jednodniowe sojusze byle obić Legię.

Legioniści mieli w tamtych czasach także zgody z Radomiakiem Radom i Motorem Lublin.

Ciężko to nazwać zgodą, ale fani Legii mieli bardzo dobre mieli nastawienie do… Manchesteru United, wspierając w 1980 roku Anglików podczas meczu z Widzewem w Łodzi. W 1991 roku rozegrali między sobą mecz w ramach Pucharu Zdobywców Pucharów i przyjezdni zostali ciepło przyjęci przez CWKS. Jeszcze w 1998 roku część fanów Legii, która sympatyzowała z Czerwonymi Diabłami, wsparła United na w Lodzi, ale tym razem na meczu z ŁKS. Do Miasta Włókniarzy przyjechało 700 kibiców z Anglii, a Legia zawitała w 100 osób. Rodowici Łodzianie przygotowali komitet powitalny na Kaliskiej i tam doszło do starcia.

Legia jeszcze miała zgodę czy kontakty, naprawdę ciężko to dzisiaj właściwie nazwać, z Juventusem Turyn. Ekipa Clan ’06, zrzeszająca fanów Juve z Rzymu, była głównym „odbiorcą” tych relacji, ale wzajemne odwiedzanie również nie przetrwało próby czasu. Wydaje się, że relacje powstały głównie poprzez ADO Den Haag, które z Juve trzyma od 1988 roku.

Lata 90. to chuligańskie el dorado w całej Polsce, a Legia walczyła o palmę pierwszeństwa rywalizując z kilkoma innymi czołowymi ekipami. Przyjazd Legii na Górny Śląsk zawsze był wyjątkowy, bo o ile prawie wszystkie śląskie ekipy wzajemnie się nienawidziły, to Legia miała taką „magię” w sobie, że czasem dochodziło do jednodniowych paktów. Atrakcją naszych spotkań było także Zagłębie Sosnowiec, które wspierało Legię, a na Górnym Śląsku było i jest znienawidzone (ze wzajemnością).

Nie inaczej bywało na meczach kadry. W tamtym okresie reprezentacja Polski rozgrywała swoje domowe spotkania także w Zabrzu i pojawiała się na nich Legia z Zagłębiem. To właśnie na takich pojedynkach Górnik Zabrze i Ruch Chorzów potrafili przybić zgodę pod nazwą „Śląska siła”.

Chuligani Legii byli oczywiście aktywni, kiedy mecze reprezentacji rozgrywano w Warszawie, szczególnie dużo działo się, kiedy pojawiała się koalicja ALC (Arka, Lech i Cracovia).

Dochodziło także do walk wszystkich ekip z policją, np. podczas pojedynku z Czechami. Rodzima scena chuligańska miała już taki rozgłos, że „Pepików” reprezentował praktycznie sam Banik Ostrava, bo pozostałe ekipy wystraszyły się wyczynach Polaków w Ostrawie.

Mecz z Anglią w 1999 roku na Stadionie Legii był jednym z ważniejszych w historii polskiego ruchu kibicowskiego. Został wtedy obalony mit, że Synowie Albionu rządzą i wyjaśniają wszystkich. Umówiona została walka z polskimi chuliganami (głównie Legia, Zagłębie Sosnowiec, Wisła Kraków i Lechia Gdańsk) w Parku Saski, którą Brytyjczycy przegrali.

Chyba każdy w Polsce zdaje sobie sprawę z siły Legii w dziedzinie ultras. Opraw Żyleta miała co nie miara, ale prezentacja „Witamy w piekle” na meczu z Widzewem Łódź „przebiła sufit”. Wtedy rozkwitał w kraju ruchu ultras, a Legia zaczęła w tym rzemiośle wszystkim odjeżdżać. Uprawę tworzyła grupa „Cyberfani”, którą w 2005 roku zastąpili Nieznani Sprawcy.

Obecnie jedyną zagraniczną zgodą Legii jest holenderskie ADO Den Haag. Relacje powstały niewinnie, bo w 1983 roku jeden z holenderskich kibiców zaczął korespondować z fanem Legii. Jednym z bardziej pamiętnych momentów był wyjazd fanów Legii do Utrechtu w 2002 roku w ramach europejskich pucharów. ADO wsparło swoją zgodę, a gospodarze przywitali Legię „Fuck Poland”, co przełożyło się na atmosferę na trybunach i próbę starcia. W 2010 roku zorganizowano towarzyski mecz Legii z ADO dla stołecznego kibica Wojtka, który zapoczątkował relacje obu ekip.

Aktualnie Legia ma trzy zgody w Polsce – Zagłębie Sosnowiec, Olimpię Elbląg i Radomiak Radom.

Z Sosnowiczanami zgoda miała początek w połowie lat 70., ale po spadku Zagłębia sztama przepadła przez brak kontaktów. W 1991 roku w Piotrkowie Trybunalskim podczas finału, kiedy drugi raz w historii sięgnęliśmy po Puchar Polski, zgoda Legii i Zagłębia została oficjalnie odnowiona i trwa do dzisiaj. Legia próbowała pogodzić Pogoń i Zagłębie, co przerodziło się w chwilową sztamę, ale dość szybko zmieniło się w trwającą do dziś kosę między tymi dwiema ekipami. W 2013 roku Pogoń wspierała Legionistów na prestiżowym wyjeździe w Rzymie i doszło do sytuacji, która zaważyła o końcu starej sztamy. Zaczepki „Double Trouble” (Zagłębie i BKS Stal Bielsko-Biała) w stronę Portowców i bierność stołecznych fanów sprawiły, że Pogoń poczuła się niechciana i zakończyła relację z Legią. Po obu stronach pilnowano, żeby rozstać się z szacunkiem i nie przerodzić tego w kosę, ale MKS obierając drogę ku WRWE kupił „bilet w jedną stronę”. Od tego momentu Legia ma z Pogonią kosę. Kończąc temat Zagłębia warto odnotować, że w tym roku będą oni świętować 35-lecie zgody z Legionistami.

W połowie lat 80. Legionistom kilka zgód odpadło. Starą zgodą Lechii była Olimpia Elbląg, z którą trzymali się od lat 70. Równolegle od połowy lat 70. kibice Lechii mieli sztamę z Legią i naturalnie pojawiły się pozytywne relacje Olimpii z CWKS-em. Po upadku piłkarskiego ZKS-u fani Olimpii jeździli do Warszawy prywatnie, ale część odpuściła, ponieważ nie chciała być postrzegana jako FC Elbląg. W starych zinach Legii można było o nich tak przeczytać (tak ich wtedy postrzegano), a niektórzy przedstawiali ich także jako…Polonię Elbląg, ponieważ klub wielokrotnie zmieniał nazwę. Po 2000 roku wszystko wróciło do normy i zostało przypieczętowane zgodą. Olimpia wspierała Legię najliczniej, kiedy do stolicy przyjeżdżał Stomil Olsztyn lub w momentach, kiedy Legia wybierała się na Warmię. W Sosnowcu zgoda Olimpii i Zagłębia została oficjalnie ogłoszona w 2004 roku, ale kontakty trwały już wcześniej.

W sezonie 1984/1985 Radomiak zawarł zgodę z Legią, jadąc do stolicy w 1000 osób. Przyjaźń nie przetrwała ze względu na ostatnią kolejkę sezonu, w której Legia zremisowała z Pogonią Szczecin, przez co Portowcy utrzymali się w elicie a Warchoły spadły z ligi. Były wtedy takie realia, że wynik na boisku miał wpływ na kibicowskie relacje. W 1994 roku Radomiak próbował ponownie nawiązać sztamę z Legią, ale kością niezgody była Pogoń, z którą Legioniści kilka miesięcy wcześniej odnowili zgodę. Potem fani Radomiaka związali się jedynie układem chuligańskim z GKS-em Bełchatów i Stalą Rzeszów, ale czas zweryfikował, że do siebie nie pasowali i relacje zostały zakończone. Okres bycia osamotnioną ekipą nie oznaczał, że stali w miejscu. Klub piął się w górę i grał na zapleczu Ekstraklasy, a dzięki temu, że polska scena kibicowska się mocno rozwijała, to dorobili się solidnych fan clubów, takich jak: Polonia Iłża, Proch Pionki czy Szydłowianka Szydłowiec (wszystkie już wymarły), które w swoim „primie” mocno się udzielały w regionie i rywalizowaly z koalicją Broni Radom i Powiślanki Lipsko. Wiosną 2016 roku Radomiak zawarł układ chuligański z Legią, a jesienią 2017 roku podczas meczu Radomiak – Siarka Tarnobrzeg ogłoszono, że Radom i Warszawę łączy sztama.

Kończąc wątek zgód Legii należy podkreślić, że pod Legią przez cały okres działalności przewinęło się lub trwa do dnia dzisiejszego kilkadziesiąt ekip, które im podlegają, dzięki czemu kontakty Legionistów sięgają całej Europy. Takim klubem jest między innymi Olimpia Warszawa, która od 2005 roku ma zgodę z Olimpiją Lublaną, która składem w 50 osób wsparła Legię na meczu z NK Celje. Ogólnie wszystkie ekipy z Mazowsza, nie licząc Wisły Płock i Polonii Warszawa, to składy pro Legia. Był okres, że niektóre z nich miały między sobą wojnę, ale Legia odgórnie to wyhamowała i… „zanudziła” scenę z Mazowsza.

Nasza piłkarska i kibicowska rywalizacja jest bardzo długa. Swój pierwszy mecz w Katowicach rozegraliśmy już jesienią 1965 roku i wygraliśmy 2:0.

Sezon później jesienią 1966 roku wygraliśmy w Warszawie aż 3:0, co do dnia dzisiejszego jest naszą najwyższą wygraną z CWKS-em na jej ziemi.

Do początku lat 70. nasza rywalizacja stała się regularna i potrafiliśmy nie raz pokonać Legię, ale po tym sezonie spadliśmy na siedem lat z ligi.

W 1978 roku wróciliśmy ponownie do elity, ale tylko na dwa sezony.

W 1982 roku wróciliśmy do najwyższej klasy rozgrywkowej i na dzień dobry wygraliśmy z Legią 3:1 przy obecności 10000 widzów. Czasy były takie, że… czerwone stroje były naszymi domowymi. Warto odnotować, że już wtedy do Katowic zawitało 150 kibiców Legii. U nas wszystko zaczynało dopiero raczkować.

Jesienią 1984 roku wciąż graliśmy na czerwono, ale nowością był świeżo postawiony Blaszok.

Wiosną 1985 roku przegraliśmy w Warszawie 0:1, wciąż grając w czerwonych koszulkach.

W tym samym roku w czerwcu również zagraliśmy swój pierwszy finał Pucharu Polski z Widzewem Łódź na stadionie Legii Warszawa. Liczba wspierających nas ekip była zadziwiająca: Avia Świdnik, Arka Gdynia, Broń Radom, GKS Jastrzębie, GKS Tychy, Górnik Zabrze, Hutnik Kraków, Lech Poznań, ŁKS Łódź, Polonia Warszawa, Stal Mielec, Śląsk Wrocław czy Korona Kielce. Nasza liczba tego dnia to 900 osób, z czego samej GieKSy 700. Resztę stanowiły ekipy, które na stadionie CWKS-u „określały” się po czyjej stronie stoją. Legia, której mecz nie dotyczył, postawiła na swoim zajmując Żyletę. Mecz zgromadził 12000 widzów.

W listopadzie 1985 roku w ćwierćfinale polegliśmy 2:3 z Legią, ale w całym w dwumeczu awansowaliśmy i finalnie zdobyliśmy swój pierwszy w historii Puchar Polski. Na Blaszoku zasiadało wtedy kilkunastu najwierniejszych Legionistów ze świeżo uszytą flagą „Żyleta”. Sitek i Elwira byli autorami płótna, które namalowali w czerwcu 1985 roku. Cytując pomysłodawcę Jacka: „W jakiejś gazecie władze powiedziały, że sektor z tą reklamą to jest siedlisko zła i że jak zdejmą reklamę, to to siedlisko zniszczą… No i zdjęli, ale w to miejsce, w ramach buntu, zrobiliśmy flagę”. Tak się narodziła legendarna Żyleta, której nazwa związana jest z reklamą żyletek Iridium-Polsilver, która w latach 80. wisiała nad centralnym sektorem trybuny odkrytej.

Jesienią 1986 roku, jako świeżo upieczony triumfator Pucharu Polski, pokonaliśmy Wojskowych 5:2, a do Katowic zawiało 100 fanów Legii. GieKSa zaczynała pisać swoją „Złotą dekadę” w obecności 10000 widzów. Warto odnotować, że GKS – jako pierwszy klub w historii – zdobył trzy punkty w lidze. PZPN dla urozmaicenia ligi wprowadził do regulaminu, że jeśli klub wygra z rywalem co najmniej 3 bramkami, to dopisuje sobie trzy oczka (normalnie za zwycięstwo były dwa punkty).

W rewanżu na Łazienkowskiej wiosną 1987 roku zremisowaliśmy 0:0, a GieKSiarze w stolicy zameldowali się w 100 osób. Jest to nasza pierwsza udokumentowana eskapada wyjazdowa na Legię.

Jesienią 1988 roku graliśmy w Warszawie, a 100 fanatyków GieKSy było świadkiem wygranej 2:0.

Wiosną 1989 roku graliśmy rewanż na Bukowej, który wygraliśmy 1:0, ale wydarzeniem był przyjazd Legii w 1000 (!) osób.

Dwa tygodnie później Legia grała na wyjeździe z GKS-em, ale Jastrzębie. Warto odnotować, że łączyła nas wtedy zgoda i GieKSiarze z flagą wspierali Jastrzębian.

Jesienią 1989 roku graliśmy w Warszawie. Wybrało się 150 fanów GieKSy, co było wtedy naszym rekordem, a warto wspomnieć, że otrzymaliśmy wsparcie GKS-u Jastrzębie, który swój mecz ligowy grał wcześniej na Gwardii Warszawa. Na zdjęciu widać, że GieKSa już na dobre przyjęła żółte stroje, które będą nas wyróżniać na tle wszystkich drużyn. Piłkarze zremisowali 0:0.

Wiosną 1990 roku również zremisowaliśmy 0:0 w obecności 8000 widzów.

W czerwcu 1990 roku na stadionie Widzewa Łódź rozegraliśmy między sobą swój pierwszy finał. Z Katowic wybrało się 350 fanatyków GieKSy, a Legia, jako częsty triumfator tych rozgrywek i faworyt, mogła liczyć na wsparcie 2000 gardeł. Gospodarze z RTS wystawili 200 osób. Ciekawostką była obecność kilkunastu fanów Zawiszy Bydgoszcz, którzy na własne oczy chcieli zobaczyć mecz, licząc że GieKSa wygra, bo wtedy z 4. miejsca w lidze zagraliby w europejskich pucharach. Pod kasami trafili jednak na Legię i musieli ratować się ucieczką, ale pomogliśmy im wejść na stadion i obejrzeć mecz. Na zdjęciu stoją małą grupą obok naszej ekipy wyjazdowej. Legia wygrała 2:0.

Rok później w Piotrkowie Trybunalskim ponownie zagraliśmy finał. Tym razem Legia, która tego dnia odnowiła zgodę z Zagłębiem, zameldowała się w 1800 osób. Z kolei GieKSiarze, mając wsparcie między innymi z… Chorzowa i Tychów, świętowali w 2000 osób swój drugi Puchar Polski, wygrywając 1:0.

Jesienią 1991 roku w listopadzie GieKSiarze pokonali Legię 4:2.

W czerwcu 1992 roku znowu spotkaliśmy się w finale Pucharu Polski, ale… nie na swoim meczu. Finał rozegrał Górnik Zabrze z Miedzią Legnica. Był to okres kiedy z KSG mieliśmy kosę, zaś sztamę z Miedzianką. Była to pijacka sztama, ale nasza 23 osobowa ekipa wyruszyła do stolicy z flagą, która debiutowała na meczu z FC Motherwell. W pociągu doszło dwukrotnie do walki z Górnikiem. Na stadionie obóz KSG siedział po prawej stronie Żylety, natomiast Miedź z nami i ŁKS-em Łódź zasiadła łącznie w 200 osób tam, gdzie w późniejszym czasie będą na stałe zasiadać kibice gości. Na stadionie chuligani Legii byli gospodarzem i zajęli całą Żyletę, mając wsparcie Lechii Gdańsk. Nasza flaga wisiała pierwsza z brzegu, a że gospodarze swobodnie przemieszali się po całym stadionie, to nasze płótno zostało zerwane. Bierność Miedzi, która nawet nie podjęła próby odbicia flagi, doprowadziła do wściekłości GieKSiarzy, którzy na znak zerwania zgody opuścili stadion.

Wiosną 1993 roku pojawiliśmy się w Warszawie, tym razem w 30 osób. Legia wygrała pewnie 3:1, maszerując po Mistrza Polski, który po „niedzieli cudów” zostanie jej odebrany.

Jesienią 1993 na Bukowej zremisowaliśmy 1:1, a Legię wspierało 250 osób, w tym 150 Zagłębie Sosnowiec.

W rewanżu zremisowaliśmy 0:0, a GieKSiarze zawitali na Łazienkowską w 50 osób.

Jesienią 1994 roku podejmowaliśmy Legię. Mecz rozegrano o… 11:00, ale Bukowa się zapełniła i była świadkiem niesamowitego zwycięstwa. Legioniści zameldowali się w 340 osób, w tym 180 Zagłębie i kilku Portowców, z którymi również niedawno odnowili zgodę.

W styczniu 1995 roku rozegrany został pierwszy turniej halowy w Spodku pod nazwą „EB Sport Cup”, a obok GieKSy, Górnika, Ruchu, ŁKS-u Łódź wystąpiła także Legia, która pojawiła się w 90 osob z flagą. GieKSiarze wystawili 1000 młyn, a triumfował Górnik, którego także solidnie wspierali kibice z Roosevelta.

W kwietniu 1995 jechaliśmy na Łazienkowską rekordowym składem w 180 osób. Legia wygrała 1:0 i finalnie zdobyła mistrzostwo. Ostatnia kolejka z Górnikiem Zabrze do dnia dzisiejszego dnia budzi kontrowersje.

W czerwcu rozegraliśmy finał Pucharu Polski na Łazienkowskiej. Mecz oficjalnie zgromadził 15000 widzów, nieoficjalnie kilka tysięcy więcej. Tego dnia nikt nie panował nad wejściem na stadion, każdy kibic Legii chciał ten mecz zobaczyć i fani wchodzili na wszystkie możliwe sposoby. Do Warszawy wybrało się łącznie 600 GieKSiarzy. Sam przebieg meczu to dominacja Legii i jej zwycięstwo 2:0. Feta i wjazd na murawę kilku tysięcy Legionistów nie mógł się inaczej zakończyć niż próbą ataku na nasz sektor. Nasze pojedyncze flagi zostały skrojone, ale cały gniew poszedł w stronę policji i doszło do jednej z największych awantur w historii polskiego ruchu kibicowskiego. Brak ofiar śmiertelnych można tego dnia uznać za sukces.

We wrześniu 1995 roku na stadionie Stali w Rzeszowie zdobyliśmy swoje ostatnie trofeum – Superpuchar Polski. Sam mecz nie miał prestiżu i wybrali się na niego tylko najwierniejsi kibice. Legię reprezentowało jedynie 30 osób, a od nas pojechało 60 kibiców, którzy zapoczątkowali pierwsze kontakty z JKS-em Jarosław (w tym samym roku JKS przybił zgodę z Sovią). W tym dniu mocno zmobilizowały się rzeszowskie obozy. Stal i Resovia wystawiły 300 osobowe składy. Doszło do sytuacji, w której Stal dopingowała GieKSę, zaś Resovia wspierała Legię (CWKS-y). Jednak, gdy Legia postanowiła „pozdrowić” ŁKS Łódź, Resovii odechciało się już trzymania kciuków za stołeczny klub. GKS wygrał 1:0.

W maju 1996 roku Trybuna Północna na Bukowej została oficjalnie oddana do użytku (zamontowano na niej krzesełka). Legioniści zawitali w 750 osób, mając wsparcie 400 kibiców Zagłębia i siedzieli zbici między pełną Trybuną Główną i Północną. Nabity Blaszok musiał przełknąć gorzką pigułkę – lanie 0:5. W tym dniu przyjechało do Katowic dwóch kibiców Avii Świdnik, którzy dowiedzieli się, że nasza zgoda przeszła do historii i od tego czasu zaczęliśmy bazować na haśle „Sami przeciw wszystkim”.

Jesienią 1996 roku do stolicy wybrało się 90 fanatyków GieKSy. Piłkarze przegrali 1:2.

Rewanż rozegraliśmy pod koniec czerwca 1997 roku. Do Katowic zawitało 250 fanów Legii, w tym 100 Zagłębia, które oglądało skrojone płótno swoich przyjaciół z BKS-u Stal Bielsko-Biała. Zostało ono trafione przez naszych chuliganów, kiedy jechaliśmy na Odrę Wodzisław. Legia wygrała 3:1.

Chwilę później znowu graliśmy ze sobą. Tym razem nasz ostatni finał Pucharu Polski, rozegrany na stadionie ŁKS-u Łódź. Na stadionie obecne były 4 ekipy, z których każda z każdą miała kosę. Z Katowic wyruszyło 1000 GieKSiarzy, wspieranych przez Banik. Legioniści zasiedli na przeciwko w 1500 osób, ze wsparciem Pogoni i Zagłębia. ŁKS, jako gospodarz stadionu, zasiadł na Galerze w 500 osób i „pożegnał” tam naszą flagę z 1995 roku. Ciekawostką jest fakt, że po tym, gdy ją nam skroili, to wieszali… jako swoją. Nawet na derbach Łodzi. Widocznie jednak eŁKaeSiacy uznali, że chcą nam zrobić na złość i flaga „The best of hooligans”, którą znowu my skroiliśmy ekipie Club Brugge w 1992 roku, została potargana. Na meczu zjawiła się również banda RTS-u w 150 osób, która zasiadła po naszej lewej stronie. W upalnym finale górą była Legia, wygrywając 2:0.

Jesienią 1997 graliśmy na Bukowej. Legia ponownie wygrała 1:0, a wspierało ją 270 kibiców gości, z czego 200 samego Zagłębia. Na płocie wisiała skrojona flaga CKS-u Czeladź, które zostało trafione tydzień wcześniej, kiedy graliśmy z Widzewem Łódź, a nasza banda obstawiała perony.

Wiosną 1998 roku przegraliśmy 0:2. To nie był także udany dzień dla naszych kibiców, których pojechało do Warszawy jedynie 28 (nie wypalił pociąg specjalny). Po meczu połączony skład Teddy Boys ’95 i Turyści ’97 wpadł do pociągu i obił naszą ekipę, która musi uznać wyższość warszawiaków.

Jesienią 1998 roku graliśmy w Katowicach. Legia ponownie wygrała 3:1 i nie będzie to tajemnicą, że stawało się to już naszą niechlubną tradycją. Tego dnia Legioniści zawitali w 700 osób, z czego 100 stanowiło Zagłębie. Bohaterem trybun tego dnia był Bartosz Karwan, który opuścił GKS na rzecz Legii, a Blaszok nie mógł mu tego darować.

W kwietniu 1999 roku jechaliśmy do Warszawy. Skład liczył 50 osób, w tym 8 Banik Ostrava. W Żyrardowie zaatakował RTS kamieniami, ale bez urazów. Pod stadionem połowa naszych nie miała kasy na bilet, a ochrona była nieugięta, więc reszta uniosła się honorem i nikt nie wszedł na stadion. GKS zremisował niespodziewanie 0:0, ale nie uchroniło nas to od spadku, który już wcześniej wisiał w powietrzu.

Rok 2000 był dla nas szczęśliwy. Po rocznej banicji wróciliśmy do elity i ponownie mogliśmy rozgrywać mecze z Legią, która w swojej historii jest jedyną polską drużyną, która nie miała „okazji” opuścić szeregów Ekstraklasy. W tym sezonie oprócz ligi graliśmy Puchar Ligi. Pierwszy mecz miał miejsce w sierpniu 2000 roku i na wtorkowym wyjeździe pojawiło się 38 fanatyków, którzy odpaleniem 10 rac zostawili po sobie dobre wrażenie, bo na meczu wiało nudą, a Legia wygrała skromnie 1:0.

Na rewanż goście zawitali w 300 osób, w tym 150 Zagłębie i – jak na środę i godzinę 18:00 – to była znakomita liczba. Legia wygrała 2:1. Karwan znów przypomniał się kibicom ładując nam gola.

W październiku 2000 roku rozegraliśmy jeden z naszych najlepszych pojedynków z Legią. Goście zawitali w 500 osób, z czego 200 stanowiło Zagłębie. U nas nabity młyn palił „dorobek” starć z Legią i Zagłębiem, a na meczu doszło do walki z ochroną, która został zlana i wygoniona ze stadionu. Policja dostała takiej furii, że wpadła na Blaszok ze strzelbami i uspokoiła sytuację. W trakcie meczu odpalono sporo rac, co stawało się już u nas tradycją. Piłkarze, po niesamowitym meczu pełnym dramaturgii, wygrali 1:0.

ACD Systems Digital Imaging

W maju 2001 roku niespodziewanie znów wygraliśmy z Legią, a na wyjeździe zameldowało się 110 GieKSiarzy, w tym 2 Banik. Żyleta nie oszczędzała swoich zawodników wyzwiskami, często śpiewając „Legia to my!”.

W październiku 2001 roku gospodarze wygrali 1:0, a nas ponownie reprezentowało 110 fanatyków. Tym razem nie było nam dane wejść przez upierdliwą ochronę, która od każdego wymagała dowodu osobistego. Decyzją grupy wszyscy wrócili do Katowic.

W marcu 2002 roku graliśmy na Bukowej. Legia zawitała w 800 osób, będąc wspierana przez 300 osób z Zagłębia. Mecz zakończył się wynikiem 3:3 i jest to jedno z najczęściej przywoływanych spotkań w rozmowach między trójkolorowymi fanami.

Jesienią 2002 roku również spotkaliśmy się na Bukowej. Legia tym razem pojawiła się w 450 osób i mimo że goście wygrali 2:1, show skradła grupa Net Fans GieKSa, prezentując kolorową pirotechnikę i balony na wzór NBA.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wiosną 2003 roku przegraliśmy 0:3. Od nas 118 osób, w tym 5 Banik. Na meczu po obu stronach pokaz pirotechniczny i choreografia z kartonów. To tylko pokazywało jak nasza scena w tej dziedzinie parła naprzód.

Jesień 2003 roku to ogólny dramat dla polskiej sceny kibicowskiej, szczególnie ekip wyjazdowych. PZPN wprowadził idiotyczne zmiany, czyli karty kibica niezbędne do wejścia na stadion dla fanów przyjezdnych. GieKSa, jako pierwsza ekipa w Polsce, postanowiła przeciwko temu zaprotestować z transparentem „Nie jesteśmy zwierzętami, precz z kartami, przecz z chipami”. W Warszawie obecnych było 4 reprezentantów GieKSy, którzy przyjechali jedynie po to, by wywiesić wspomniane płótno. Legia wygrała 1:0.

W 2004 roku na koniec sezonu graliśmy z Legią na Bukowej. Goście zawitali w 700 osób, świętując zwycięstwo 4:2, jednak Blaszok mimo porażki także miał powody do radości. Po blisko dwóch latach wojny z pseudo sponsorem spod Częstochowy, mogliśmy firmie Dopsel zadedykować oprawę „The end”, wyganiając ich z klubu. Była to jedna z trudniejszych batalii kibiców GieKSy w walce o swój klub. Po końcowym gwizdku nastąpił wjazd na murawę po koszulki zawodników (co wtedy było tradycją), a po chwili próbowaliśmy się przedostać w kierunku Legii, ale policja szybko ostudziła nasz zapał.

Jesienią 2004 roku graliśmy u siebie. Legia zawitała w 550 osób, z czego 150 to bylo Zagłębie. Goście odpalili sporo rac, a ich drużyna pewnie wygrała 3:0. Blaszok świętuje sezon „czterdziestolatka” pirotechniką i napisem ze styropianu. Na meczu żywot skończyła flaga BKS-u, z którym Legioniści, przez zgodę z Zagłębiem, mieli dobre kontakty.

 

W czerwcu 2005 roku pojechaliśmy do Warszawy ostatni raz przed spadkiem z Ekstraklasy. Tych 101 fanatyków na pewno nie zakładało, że będziemy czekać aż 19 lat na powrót do elity. Legia wygrała 2:0.

Te 19 lat trwało dla nas wieki. Rok 2024 był dla nas powrotem z zaświatów. Pierwszy mecz rozegraliśmy w Warszawie. Na Łazienkowskiej ostatecznie zawitało nas 1735 głów! W tej licznie było wsparcie fanów Banika (55), JKS (24) i ROW (1). Zaprezentowaliśmy oprawę „GieKSiarze atakują!”. Legia pokonała nas 4:1.

Wiosną 2025 roku Ultras GieKSa ’03 zaprezentowała oprawę „Nasze miasta – W nich nasze ulice – Mówi się na nas GKS Katowice!” w asyście sporej ilości pirotechniki. W tym dniu zadebiutowały flagi na kijach z nazwami dzielnic i fan clubów, w których wyznaje się kult GieKSy. Fani Legii, przez brak drogi dojazdowej pod sektor gości na nowowybudowanym obiekcie, niestety nie mogli zawitać. Legia wygrała 3:1.

Ostatni nasz pojedynek to jesień 2025 roku. Legioniści chwilę wcześniej odwiesili swój bojkot, więc mecz mógł żyć pełnią wzajemnych „uprzejmości”. W niedzielny wieczór obecnych w Warszawie było 734 fanatyków GieKSy, w tym 17 JKS i 13 FCB. Legia, dosłownie rzutem na taśmę, pokonała nas 3:1.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Liczy się to, co prawdziwe

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

„To czego nie można kupić to jest drużyna, to jest charakter” – powiedział Lukas Klemenz w Kanale Sportowym, niejako odnosząc się do wielkich pieniędzy w piłce, a w tym konkretnym przypadku transferów Widzewa Łódź.

Nie sądziłem, że pokocham Lukasa. Po latach, kiedy go krytykowałem, miałem pretensję i masę wątpliwości, co do jego przydatności, zarówno podczas jego pierwszej kadencji, jak i teraz, zawodnik przekonał mnie do siebie. I nie chodzi mi o te strzelane bramki. A przynajmniej nie tylko. Zawodnik poczynił niebywały postęp w defensywie i na dziś jest bardzo dobrym obrońcą. Jego poświęcenie i ofiarność to coś, co sprawia, że rywale mogą dwoić się i troić w swoich atakach, a i tak przed nimi wyskoczy Lukas. No a wspomniane strzelane gole są wisienką na torcie. Bramka z Widzewem, sam strzał, to było coś pięknego – nieczęsto zdarza się aż tak soczyste uderzenie głową po rzucie rożnym.

Tyle jest wątków, tak się buduje fabuła GieKSy i całej ekstraklasy, że naprawdę nie wiem, od czego zacząć.

Dużo jest sloganów w piłce, sloganów – które nie mają potwierdzenia w rzeczywistości. O kontrolowaniu meczów, o czym pisałem ostatnio, o tym, że pieniądze nie grają itd. W ostatnim czasie jednak okazuje się, że te nadużywanie nieraz banały – w GieKSie mają swoje potwierdzenie. Bo gdy weźmiemy na przykład aspekt zespołowości – to przecież to jest ten aspekt, który być może był głównym czynnikiem wczorajszego zwycięstwa.

W Lidze Plus Extra kapitalnie się wypowiedział w tej kwestii Bartek Nowak. Przy okazji powiem, że skromność i nieskromność jednocześnie tego zawodnika powoduje, że nie sposób go nie lubić nie tylko jako piłkarza, ale i jako człowieka. Zdaje on sobie sprawę ze swojej obecnej wybitnej dyspozycji, a jednocześnie w wywiadzie bardzo mocny nacisk położył właśnie na wpływ zespołu – zarówno na sam przebieg i wynik meczu, jak i jego własną grę. Bardzo pochwalił środek pola z Sebastianem Milewskim i Mateuszem Kowalczykiem, w kontekście wielkiej pracy, jaką oni tam wykonali. Do tego sobie jeszcze przejdziemy.

GieKSa wygląda jak maszyna. Taka, w której wszystkie tryby są ze sobą połączone, oddziałują na siebie wzajemnie, przyczyna jednego działa na skutek drugiego, są sprzężenia zwrotne. Do tego jest dobrze naoliwiona, być może tym tatarem od Miłosza Drozda, o którym wspomniał trener Rafał Górak. Podkreślam po raz kolejny rolę naszego trenera przygotowania fizycznego, bo nieraz te osoby są w cieniu, a naprawdę wykonują kawał świetnej roboty. I drużynę mamy nie tylko na boisku, ale także w pokojach trenerów właśnie. Ta współpraca – najpierw na linii: przygotowanie taktyki, fizyczność, analityka, a potem przeniesienie tego do drużyny piłkarskiej – to prawdziwy klucz do sukcesu.

„Mordercze dojście” – powiedział Igor Lewczuk o pressingu katowiczan w tym meczu. Mam przed oczami moment, jak w drugiej połowie i to chyba raczej w końcowej fazie spotkania, TRZECH naszych zawodników próbowało wślizgiem odebrać piłkę rywalom – tak na szerokości boiska. Trzy wślizgi w ciągu kilku sekund. GieKSa wypowiedziała wojnę Widzewowi z pierwszym gwizdkiem tego spotkania i do ostatniej minuty z tej wojny nie zrezygnowała.

Nasz zespół obrał taktykę na ten mecz – wiadomo. Taktykę, która okazywała się skuteczna już jesienią – w starciach z Jagiellonią czy Pogonią. Nie wnikam w niuanse, bo te mecze się oczywiście między sobą różniły, ale w kwestii oddania piłki przeciwnikowi były pewne analogię. Być może z rozklekotanym póki co Widzewem można było zagrać odważniej. No ale z drugiej strony… po co? Jeśli obrana strategia na ten mecz dała efekt. Naprawdę jestem ciekaw, czy podobnie podejdzie do tego trener przed meczem pucharowym. Czy jednak zobaczymy GieKSę bardziej ofensywną. Nieważne. Liczy się efekt, a jak się okazuje – nie mamy powodu twierdzić, że pomysły na mecz są złe, bo przecież przynoszą nam zwycięstwa. Zresztą, co mecz – to wygląda to inaczej, bo przecież z Zagłębiem GieKSa grała zupełnie w inny sposób.

W dwóch ostatnich meczach rywale oddali zaledwie dwa celne strzały. To jest kosmos. Bo o ile czyste konta są bardzo cenne, to fakt, że przeciwnicy prawie w ogóle nie trafiają w nasze światło bramki, to już jest naprawdę olbrzymi progres. Rzeczywiście, choć zamieszania były, to patrząc na mecze z Zagłębiem i Widzewem, nie przypominamy sobie spektakularnych interwencji Rafała Strączka.

To, co wyprawiał wczoraj Wasyl czy Kowal przekraczało wszelkie granice. Marcin z zakrwawioną kostką biegał i harował dalej, a Mateusz chyba sobie postanowił, że chce dać coś więcej w ofensywie i zaczyna sobie dryblować w polu karnym. Wkrótce da to gola. Świetnie prezentuje się też Sebastian Milewski. Nasze nowe nabytki też dają radę.

Wspomnianej zespołowości w Widzewie próżno szukać. Bo być jej tam po prostu nie może. Tutaj jednak trzeba przyznać było spore ułatwienie dla naszej drużyny. Po tym meczu nie mam większej wątpliwości – na ten moment pomysł trenera Igora Jovicevića to jest jeden, wielki, totalny chaos. To wszystko jest bez ładu i składu. Dla mnie kuriozalnym pomysłem jest wystawianie siedmiu nowych zawodników w pierwszym składzie. Gdyby to jeszcze byli naprawdę jacyś wielcy gracze. A tak, jak mi mój brat napisał – „za chwilę będzie kolejny wagon z pomocnikiem, który zaliczył 7 goli w Hammarby i napastnikiem z 8 golami w OH Leuven na koncie”. To nie ma prawa wypalić. Jeśli ktoś to porównywał do Wisły Bogusława Cupiała, powinien się puknąć w głowę. Tam wtedy nie przyszli Bukari czy Kornvig, tylko Żurawski, Frankowski, Szymkowiak, Kosowski, Kałużny, Węgrzyn… zawodnicy z wielką renomą, aktualni wówczas reprezentanci Polski.

To, że trener od lania wody myślał, że to zaskoczy, świadczy o jednym. Kompletnie nie zna realiów i specyfiki tej ligi. W Szachtarze czy Łudogorcu można gromić słanych rywali i odjechać reszcie ligi za pieniądze z Ligi Mistrzów. W Polsce to nie ma racji bytu, bo w ekstraklasie każdy może wygrać z każdym. I klecona naprędce, na kolanie drużyna, z jakichś losowych cudzoziemców, którzy jeszcze przestraszyli się polskiej zimy, to gwarancja porażki. Przynajmniej na razie. Nie mówię, że ten Widzew się nie zgra. Tylko zanim się zgra, może wylądować w pierwszej lidze.

To był kolejny niezapomniany wieczór na Nowej Bukowej. Znów się wszyscy ze sobą dostroili – piłkarze i kibice. Znów mieliśmy dramaturgię, znów mieliśmy wielkie emocje – z GieKSą nie może być spokojnie, ale ostatnio jest bardzo radośnie. Zanim jednak cieszyliśmy się z trzech punktów mieliśmy cios w serce. Autentycznie – chodzę te niemal 30 lat na GieKSę i nadal taki moment zwala z nóg. Mówię o nieszczęsnym rzucie karnym, podyktowanym w 93. minucie. To jest moment, w którym emocjonalnie wszystko (związane z meczem) się wali. Cały wysiłek i wiara na marne. Szybko więc zerkanie do monitora, na powtórki. Dopatrywanie się nadziei na to, że jedenastki nie będzie. A potem gdy sędzia już podbiegał do monitora względny spokój, ale i niepewność. W końcu decyzja – odwołanie karnego i ekstaza na stadionie. Przyznam, że jak po Radomiaku umiałem czuć tę euforię, to wczoraj mnie ten podyktowany karny tak zbił, że tę euforię miałem bardziej w myślach niż w czuciu. Kosztowało to bardzo wiele.

Sędzia swoją drogą też mógłby się zastanowić nad sobą. Bo doliczył sześć minut, przerwa na VAR trwała cztery, była jeszcze zmiana. Tymczasem po wszystkim on przeciągał, przeciągał i „dawał” Widzewowi jeszcze trochę czasu. W sumie tych czystych doliczonych minut było chyba z osiem. Przegiął z tym doliczeniem totalnie.

Nowa Bukowa nie ma jeszcze roku, a już tyle wspomnień, tyle historii, tyle kapitalnych meczów. Wygrane z Górnikiem, Cracovią, Pogonią, Jagiellonią, teraz Widzewem. Wspomniany mega dramatyczny mecz z Radomiakiem. Wojna z Koroną. To są cudowne wieczory w naszej nowej rzeczywistości. Rzeczywistości, która się nie nudzi. Za te wszystkie lata… należy nam się.

Wrócił na Nową Bukową Sebastian Bergier… przepraszam „Burger King”, bo jakoś tak kazał nam nazywać napastnika dziennikarz Widzewa. No więc Burger King pohasał, pohasał, ale nic z tego nie było. Nasłuchał się chłopak po swoim adresem, bo jednak nieeleganckie było to jego odejście i sposób, cała sprawa z kontuzjowaną ręką itd. Z drugiej strony, Seba powiedział w wywiadzie w przerwie, że „to piękne, że może posłuchać czegoś takiego pod swoim adresem”. Może nie sformułował tego dokładnie tak, jak chciał, ale jest w tym dużo racji. W gruncie rzeczy sport to zabawa, ale też plemienność, emocje i wojny, antagonizmy są potrzebne, bo to one dodają pikanterii. Ale po latach i tak wszyscy usiądziemy do stołu, wypijemy herbatę i powspominamy stare czasy. Taki Marcin Baszczyński tyle się od nas nasłuchał, a przecież teraz przyjeżdża jako komentator, wszyscy wiedzą, kim jest i nikt nie robi problemów. Cieszmy się tą piłką nożną i dogryzajmy sobie, ile się da. A potem i tak o wszystkim zapomnimy.

Ja na cześć Sebastiana, po powrocie do domu zamówiłem sobie Burger Kinga. Dzięki Sebek!

Idziemy łeb w łeb z poprzednim sezonem. Wtedy po 19 meczach mieliśmy 26 punktów i teraz jest tak samo. Rok temu też pierwsze dwa mecze wiosny były zwycięskie. Tu bym przestrzegał drużynę, żeby o tym pamiętać – bo potem przyszedł bezbarwny mecz z Piastem i dwie porażki. Nie można więc zachłysnąć się, bo czekają nas kolejne wyzwania.

Natomiast od porażki z Lechem Poznań, kiedy to wylała się masa krytyki, GKS jest najlepszym zespołem w lidze. Katowiczanie złapali formę, poprawili niektóre aspekty i na teraz wygrywają większość meczów. Trudno będzie tak dobrą serię utrzymać, ale całościowo idzie to w bardzo dobrym kierunku. Wyjąwszy cztery pierwsze fatalne kolejki, od tamtego czasu GKS byłby na szóstym miejscu z czterema punktami straty do lidera i jednym meczem zaległym. Powiedzmy więc sobie tak – że oprócz początku tego sezonu, punktowo jesteśmy czołówką ligi. Ale też zaznaczmy, że w takim razie każda kolejka, każdy pojedynczy mecz – waży niesamowicie dużo.

Choćby dlatego, że byliśmy w strefie spadkowej z tą samą liczbą punktów, co drużyna nad kreską. Dwie wygrane dały nam sześciopunktową przewagę. To jest prawdziwy kapitał.

A Widzew? Ma problem. Podobnie jak Legia, podobnie jak Pogoń Szczecin. Wielkim zaczyna się robić gorąco, bo potencjalny spadek to już nie jest tylko kwestia nierealnej ciekawostki. Przyzwyczailiśmy się do myśli, że spadkowicze będą się wyłaniać spomiędzy drużyn typu Termalica, Arka, Piast, Motor czy my… Ale nie ma ani jednego powodu, żeby uważać, że nie spadnie któryś z wielkich.

Igrzyska śmierci nabierają tempa i rozmachu.

Może trochę patetycznie, ale powiem, że obecny sezon pokazuje pewną prawdę życiową. Nie liczą się błyskotki, nie liczy się efektowne złote opakowanie, nie liczy się coś, co dużo kosztuje. Liczy się zawartość, to co w środku, to co prawdziwe. I to GieKSa ma.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Droga do medialności

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Jeszcze musimy zapracować na tym, żeby o nas mówiono. Półtora sezonu bardzo przyzwoitej postawy w ekstraklasie to póki co za mało. Nie mówię, że o GieKSie nie mówi się w ogóle, bo czasem coś tam jej poświęci się czasu antenowego. Ale bywa nieraz, że jest omawiany jakiś mecz danej kolejki z udziałem katowiczan, a mówi się tylko o rywalu. O naszym zespole ani słowa lub jedno. Lub zaczyna się o nas w końcu mówić, ale wtrynia się drugi ekspert, że jeszcze ma coś do powiedzenia o naszym przeciwniku i dyskusja „nie o nas” się przeciąga. I już do niej nie wracają.

Tak, żeby stać się klubem medialnym – trzeba się postarać. Trzeba czymś do siebie przekonać. Jak w każdym marketingu w sporcie, najbardziej efektywną do tego drogą jest… sport. I wyniki. Organizacja klubu może być na wysokim poziomie. Media klubowe również – jak choćby w przypadku relacji z obozu w Turcji, które były kapitalne. Ale zawsze to największe wrażenie będą robić wyniki. I to one „bardziej” przyciągną czy to sponsorów czy zainteresowanie mediów, których przecież coraz więcej, a magazyny dotyczące polskiej piłki można oglądać niemal codziennie.

Dlatego na razie musimy przełykać pigułkę i godzić się, że pierdyliardową godzinę mówi się o Legii, która przegrywa mecz za meczem. Że do – za przeproszeniem porzygu – mówi się o Lechu, który też przegrywa mecz za meczem. Ale ostatnio wielka podnieta w mediach przelewa się na temat Widzewa Łódź, który notorycznie wtapia swoje spotkania, ale zrobił jeden, drugi, trzeci transfer, który na ten moment jeszcze nie wiadomo, czy jest wątpliwej jakości, bo za wcześnie, ale może tak się okazać. Ale już pojawiają się wielkie analizy na temat rozgrywania Drągowskiego od bramki, tego czy tego zawodnika w podstawowej jedenastce itd. Więcej się mówi o Widzewie niż pewnie powinno. Ale podnieta redaktorów różnych mediów ma swoje prawa.

Można by czasem rzec „nie zes…jcie się z tą Legią i Widzewem”.

Tak jak swego czasu wszyscy podniecali się Jarosławem Królewskim, gdy dopiero się ujawnił. Wtedy można było odnieść wrażenie, że dziennikarze mu się przymilają i wchodzą nie powiem gdzie. Bo młody, wybitnie inteligentny i obrotny. Gdy boom na sternika Wisły minął, już mało co go się zaprasza, a pan Jarosław ma swoje problemy i performance’y na Twitterze. Ale co ugrał (świadomie bądź nie) wtedy na popularności i medialności – to jego.

Od razu powiem, że dla mnie nie ma znaczenia, że to jest akurat Widzew, czyli klub – jako kibice – zantagonizowany z GieKSą przez wiadome zgody. Do spraw kibicowskich podchodzę na chłodno, mam swoje sympatie i antypatie. I przede wszystkim nie stosuję napinki, bo to nie moje klimaty. Więc oczywiście nie powiem, żebym za Widzewem przepadał, ale nie mogę nie przyznać na przykład, że w Sercu Łodzi atmosfera na meczach jest kapitalna i mecze tam mają swój klimat, z wypełnionym po brzegi stadionem i bardzo dobrym dopingiem. Więc nie przemawia za mną jakieś szowinistyczne nastawienie. Po prostu piszę o tym, że najwidoczniej GKS potrzebuje jeszcze czasu, żeby stać się tak medialny, jak wysoce entropicznie zarządzany w kontekście sportowym Widzew.

Wielkie kwoty na niektórych mogą robić wrażenie. Nazwiska, które grały w dobrych klubach również. Jednak to nie papier gra i nie pojedynczy zawodnicy, a drużyna. Ale drużyna przez duże D. Z trenerem, ze sztabem, który potrafi to wszystko poukładać pogodzić i znaleźć balanse. Na ten moment Igor Jovicević bardziej prezentuje się jako aktor, trochę cyrkowiec, ze swoimi mądrościami i tezami, ale nie przekłada się to wybitnie na grę zespołu. Reagan to nie jest i nie będzie. Jakkolwiek zrozumiałe jest, że drużyna  nowymi zawodnikami potrzebuje zgrania, to z Jagiellonią to nie był brak zgrania, tylko jakiś totalny chaos. Pewnie za dużo i za szybko wprowadzani są piłkarze do pierwszej jedenastki. I na boisku mamy sok pomarańczowy wymieszany z zupą grzybową. Podejrzewam, że obecny trener to jest kolejny wynalazek a la Żelijko Sopić i za chwilę go w Widzewie już nie będzie i nikt nie będzie o nim pamiętał. Wspomnicie moje słowa.

Jakże inaczej wygląda w tym kontekście ustabilizowany GKS. W naszym klubie wygląda na to, że wszystko się robi totalnie z głową. Że nie ma w tym krzty chaosu. No może kilka procent czasem, bo występują akcje typu ściągnięcie Olka Buksy czy Maćka Rosołka oraz – o zgrozo – pomysł na niedoszłego chłopaka Julki Wieniawy. Ale nie tylko o same transfery tu chodzi, tylko o całościowe zarządzanie tym zespołem, pomysł na niego, cały projekt, który od wielu lat w GKS się toczy. Śmialiśmy się kiedy z tych projektów dwuletnich, które były później hm… odnawialne. Natomiast GKS to jest projekt póki co niemal siedmioletni i jest to totalny ewenement w polskiej piłce. I najlepsze jest to, że ciągle jest widoczny rozwój. Jeszcze dwa lata temu na myśl o starciu z zespołem z ekstraklasy – wygrana byłaby jakimś olbrzymim sukcesem. Dzisiaj GKS jest ligowym średniakiem i jest w stanie wygrywać z każdym. I wygrywał. To jest nasza codzienność, a nie jakiś wybitny sukces. Jeśli na stałe podnieśliśmy swój poziom o kilka szczebli wyżej – to wiedz, że jest to strategia bardzo dobra.

No ale niekoniecznie medialna.

GKS Katowice nadal więc musi swoją rzetelną postawą udowadniać, jak wiele jest wart. Jutro czeka nas starcie z tymże Widzewem i na boisku przestaną grać pieniądze, a będzie się liczyć, czysta piłkarska merytoryka. Czyli taktyka, strategia, technika i motywacja. W tym nasz zespół jest mocny – jest wspomnianym ligowym średniakiem, ale wcale nie jest powiedziane, że przy płaskiej tabeli nie może trochę się podnieść. Tak, żeby po pierwsze – oddalić się na bezpieczną odległość od strefy spadkowej.

Widzew nam w ostatnich latach zdecydowanie nie leży. Na wyjeździe przegrywaliśmy (lub raz remis), u siebie remisowaliśmy (lub raz porażka). Nie potrafimy z tym zespołem wygrać, choć bardzo blisko byliśmy w zeszłym sobie na Bukowej, wówczas dwa punkty odebrał GieKSie jej przyszły i były zawodnik – Jakub Łukowski.

Paradoksalnie wydaje się, że nie ma lepszego momentu, żeby z tym rywalem powalczyć o pełną pulę. Jeśli faktem jest, że Widzew pogrążony jest w chaosie czy nieładzie lub – mówiąc ładniej – jest w przebudowie, to kiedy jak nie teraz? Ustrzelić raz i poprawić w pucharze.

Katowiczanie wygraną w Lubinie pokazali, że dobrze przepracowali okres przygotowawczy. Że są gotowi na rundę i jej wyzwania, mają plan na mecz i potrafią go realizować. To dopiero jednak początek batalii. GieKSa musi swoje punkty zdobywać i umacniać się w tabeli. Dorobek punktowy po osiemnastu meczach jest identyczny jak rok temu. Wówczas wiosna była lepsza niż jesień i nic nie stoi na przeszkodzie, by teraz było podobnie.

W meczu nie zagra Borja Gala, więc trener będzie musiał trochę pokombinować, wiemy też, że uraz miał Alan Czerwiński. To znowu przywołuje temat nowego środkowego obrońcy, na którego czekamy, czekamy i doczekać się nie możemy. Kadrowo to największy mankament naszego zespołu, bo jeśli wypadnie ktoś z powodu kontuzji lub kartek, to naprawdę musimy mocno rzeźbić.

Najważniejsze jednak są wspomniane walory piłkarskie i taktyczne. GieKSa ma wszelkie argumenty, by w pierwszym z dwóch meczów z Widzewem po prostu być lepszym od przeciwnika i wygrać. Do spotkania z Legią przejdziemy wkrótce, bo tam będą analogię do jutra, ale już teraz można powiedzieć, że te dwa spotkania to takie, w których będzie można naprawdę dużo zyskać, ale równie dobrze – dużo stracić. Patrząc bowiem na kiepską postawę Widzewa i absolutnie fatalną Legionistów – trudno wyobrazić sobie, że GKS miałby którykolwiek z tych meczów przegrać. Ale o remisach też nie myślimy…

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga