Piłka nożna
Czemu żeście zagrali, jakbyście mecz sprzedali?
To, co według wielu kibiców, zupełnie nienauczonych doświadczeniem, wydawało się niemożliwe i nierealne – stało się faktem. Działo się to już dziesiątki razy, ale apogeum osiągnęło rok temu, a ze zwielokrotnioną siłą powtórnie osiąga teraz. Z tym że rok temu oddany bez walki awans miał miejsce w meczach z Sandecją, Górnikiem czy Kluczborkiem. Teraz ludzie w żółtych koszulkach posunęli się dalej. Oddają bez walki awans w meczu z najbardziej znienawidzonym przez kibiców rywalem. Oddają awans tracąc sześć punktów w sezonie z drużyną, która z hukiem spada z ligi. Z drużyną, która ostatnio przegrywa wszystko i ze wszystkimi, a trener posądza swoich zawodników o sabotaż. W końcu z drużyną, której kibice drwią sobie z naszego klubu, a nasi zawodnicy nie potrafią im zamknąć ust choćby jednym remisem w dwóch meczach.
Na stadionie przy Cichej ujrzałem to, co widziałem w meczach z Puszczą, Bytovią i Stomilem. Także ze Stalą Mielec, ale wtedy to jeszcze uznawaliśmy za wypadek przy pracy, a i rywal był silniejszy. Czyli po raz kolejny piłkarskie oszustwo. Tak, oszustwo – bo takim mianem należy określić sytuację, kiedy udaje się, że się chce wygrać. Udawane machanie rękami, dyskusje z sędzią, poklepywanie się po plecach, pseudomobilizowanie się na boisku. To jest oszustwo, bo na stadionie przy Cichej można było odnieść wrażenie, że zawodnicy robią wszystko, by nie stworzyć sobie klarownej sytuacji, robią wszystko, by nie trafić w światło bramki. Ktoś powie, że Błąd był bliski, ale przy dobitce strzelił, czym dalej. Nie mam już najmniejszej ochoty domniemywać, że to tylko słaby poziom piłkarski. Bo ostatnio drużyny z dołu tabeli zjadają tę zgrają zaangażowaniem, oraniem boiska, ale to nie wszystko – kilka momentów, w których siusiumajtki z Ruchu, które dopiero co dostały w tytę od Pogoni 0:6, rozklepały naszych gwiazdorów ze środka pola szybkimi zagraniami z klepki, każą zadać pytanie, kto tu nie nadaje się na pierwszą ligę. Bo skoro robi to ostatni Ruch, a nasz zespół jest jeszcze gorszy, to chyba nam się nie należy awans, tylko spadek.
Niedobrze mi się robi pisząc „nam”. Nie mam najmniejszej ochoty utożsamiać się z zawodowymi oszustami. Piłka nożna to ich praca i oszukują nie tylko nas – zakochanych w klubie kibiców – ale oszukują także swojego pracodawcę, prezesa Marcina Janickiego i prezydenta Marcina Krupę, który daje z Miasta ciężkie pieniądze na ten klub.
Nie wiemy, czy oszukują też trenera, ale jak na razie szkoleniowiec oszukuje sam siebie. I powoli zaczyna odlatywać. Bo tutaj GieKSa przegrywa awans, dostaje po dupie od juniorów rozsypującego się największego rywala, a on ciągle smęci o „motoryce i organizacji gry”. Ciągle o tym, z jaką to stratą GKS zaczynał rundę, ale w „wielkim stylu” dobił do czołówki. Takie brednie na konferencji po meczu z Ruchem świadczą tylko o tym, że i trener nie poczuł ani rangi tego meczu, ani rangi przegranej w takim meczu. Nie mówiąc o tym, że jego decyzje personale są coraz bardziej kuriozalne i niekonsekwentne. Gdy Skrzecz jako jedyny poszarpał z Puszczą, to został zdjęty w trakcie meczu i potem go w dwóch następnych nie widzieliśmy. Jak Goncerz w końcówce próbował wygrać z Bytovią, to ze Stomilem nie zagrał. Jak z Podbeskidziem w osiemnastce nie było Cerimagića, bo według trenera nie wykazuje się wystarczającą walecznością do derbów, to wystawia go na wojnę z Ruchem i Bośniak odbija się od juniorów z Chorzowa, jakby był kobietą, a nie mężczyzną.
Niepojętym jest, że tych „piłkarzy” nie potrafi umotywować absolutnie nic. Kompletnie nic. Nie potrafi ich umotywować wizja gry w ekstraklasie, którą mieli na wyciągnięcie ręki. Większe stadiony, większy lans w mediach tradycyjnych i społecznościowych, większa kasa. W Katowicach po awansie każdy z osobna byłby noszony na rękach i stałby się z marszu legendą klubu. Ale to dla nich nie jest odpowiednia motywacja. Więc nawet jeśli odpuścili awans, to mogli jeszcze się ratować w pojedynczym meczu – z Ruchem Chorzów, z którym gdyby wygrali i spuścili Niebieskich do drugiej ligi – na Bukowej zostaliby powitani jako bohaterowie.
Jak bardzo trzeba mieć w głowie motywacyjne i mentalne zero, żeby nie korzystać z takich zachęt. Zachęt do bycia gwiazdą, bogatą gwiazdą. Bo już nie rozpatruję tutaj kwestii realizowania sportowych ambicji, bo nie będę robił w tym felietonie cyrku, spodziewając się, że któryś z nich może mieć w ogóle cień chęci bycia wielkim sportowcem.
Pogoń strzela Ruchowi sześć goli.
Miedź strzela Ruchowi sześć goli.
GKS oddaje jeden celny strzał na bramkę.
Czy ktoś tu wierzy w przypadek i mityczną „słabszą formę”? Bo ja nie.
Mamy deja vu z poprzedniego sezonu. Wzbudzenie nadziei kilkoma dobrymi i wygranymi meczami, by dostać gongi na sam koniec sezonu. Warto tu porównać dwie wypowiedzi po 31. kolejce:
„Uważam, że jeśli wygramy trzy następne spotkania, powinniśmy awansować” – powiedział trener Jerzy Brzęczek rok temu po meczu z Górnikiem.
„Zostały nam do rozegrania trzy mecze i dziewięć punktów do zgarnięcia, uważam że nadal jesteśmy w grze” – powiedział trener Jacek Paszulewicz po meczu z Ruchem.
Widzicie analogię? Słowa Jerzego Brzęczka rok temu miały miejsce po katastrofalnym meczu z Sandejcą i słabym z Górnikiem. Zaraz potem – po tym mamieniu nas bredniami – mieliśmy mecz z Kluczborkiem.
Trener Paszulewicz nawiązuje do tych meczów, które GKS wygrywał wiosną. I tym bardziej powstaje w głowie szereg pytań – jeśli wtedy dało się walczyć, grać solidnie i wygrywać, to dlaczego nie da się tego robić teraz. Niezależnie od przyczyn takiego stanu rzeczy i podejrzeń, muszę powiedzieć, że mam wrażenie specyficznej reżyserki tego, co się dzieje w tej rundzie. Myślę, że wielu kibiców zgodzi się, że gdyby GieKSa miała pełną motywację i walczyłaby jak należy – awansowałaby do ekstraklasy w cuglach. Dla mnie to nie jest kwestia zwyżki formy na początku i spadku teraz. Mając słabą formę w tej lidze, tacy zawodnicy jak w GKS nie przegrają w totalnie żenującym stylu z dwoma ostatnimi drużynami w tabeli, które zaraz będą w drugiej lidze. O reżyserce piszę dlatego, bo wygrany mecz z Podbeskidziem tak zamydlił wielu osobom oczy, że po tym jednym wyizolowanym spotkaniu (uwaga analogia: takim jak rok temu z Tychami, również 3:0), uwierzyli znów tej ekipie, że jej zależy, że walczy, że chce. A oni po prostu włączyli na jedną połowę opcję „powalczmy” i bez problemu wygrali z Podbeskidziem. Mogli to zrobić, bo wygrana nie powodowała przypadkowego zagrożenia awansem. Gdzieś tam wskoczyli na drugie miejsce, ale z pełną kontrolą, że są jeszcze cztery spotkania i można żonglować.
Kilka sytuacji z meczu z Ruchem nie będzie dawać mi spokoju, ale zwłaszcza początek w wykonaniu Słabego. Najpierw w idealnej sytuacji, gdy uderzał głową, zrobił to tak, jakby nie chciał trafić. Zaraz potem sfaulował w polu karnym, ale w taki sposób, który nie pozostawiał wątpliwości. Zawodnik tfu! ekstraklasowy. W drugiej połowie była ta „udawana” walka, na którą bezstronni obserwatorzy nawet dali się nabrać, jak prezes PZPN Zbigniew Boniek, który na Twitterze napisał, że GieKSa „wypruła się, by wygrać”. To był teatr, naprawdę nie wierzę, że była to walka szczera i prawdziwa. Pod kontrolą, czyli dochodzimy do pola karnego, w środku pola niby nie odstawiamy nogi, a potem dajemy taką wrzutkę, żeby tylko nie było groźnie. Wybory prawie zawsze były odwrotne niż te logicznie się nasuwające. Ktoś znowu powie, że w końcówce było blisko. Ale mam wrażenie i przekonanie, że GKS po prostu tego meczu nie mógł i nie miał prawa zremisować.
Mam nadzieję, że jeśli GKS Katowice wygra za tydzień z Tychami, to już nikt się nie nabierze, tak jak po Podbeskidziu. A pamiętajmy, że z Tychami można bezpiecznie wygrać i jest to bardzo realne. Ale w awans absolutnie nie wierzę.
Boję się tylko najgorszego scenariusza. Że do ostatniego meczu ligowego ze zdegradowaną być może Łęczną (albo i niezdegradowaną) będziemy przystępować z drugiego miejsca i wtedy mogą być jaja. Jestem skłonny stwierdzić, że nawet gdy wystarczy nam remis, to może nam się przydarzyć „dziwna” porażka. Naprawdę bym się nie zdziwił patrząc na to, co działo się rok temu i teraz. Naprawdę mnie to nie zdziwi.
Pewnie część osób posądzi mnie po tym artykule, że niepotrzebnie węszę teorię spiskowe, a to po prostu słaby zespół. Nie – nie jest słaby, a na pewno nie na tyle, by w obliczu tak olbrzymiej szansy, do której wykorzystania potrzeba tak niewiele, grać w tak haniebny sposób. Jestem przekonany, że to nie jest kwestia sportowa. Jestem pewien, że to nieczysta gra. Nie wiem, czy to jest sprzedawanie meczów, granie u bukmachera na porażki GieKSy czy „tylko” gra przeciw trenerowi. Nie wiem i się nie dowiem, bo nikogo za rękę prawdopodobnie nigdy nie złapię, dlatego nie rzucam oskarżenia, tylko mówię o swoich podejrzeniach. Podobnie w tytule tego felietonu – piszę na wszelki wypadek, żeby ktoś mi nie zarzucił oskarżenia – asekuracyjnie dodałem słowo „jakbyście”, a nie że ten mecz był sprzedany. Tego nie wiem. Co do tytułu, to zawarte jest w nim pytanie – oczywiście retoryczne, bo odpowiedzi na nie nie uzyskamy.
Śmieszy mnie – już nie w kontekście tylko GieKSy, ale całej polskiej piłki – że gdy z jednych ust pojawia się zarzut sprzedania meczu czy grania u bukmachera, jest to przez inne osoby – te niby zdroworozsądkowe – mieszany z błotem. Bo przecież piłkarze są uczciwi, prawda? Ci co na potęgę sprzedawali w dawnych latach też pewnie jechali po kimś, jak ktoś tylko śmiał zasugerować, że coś odbyło się nieczysto. Czy ktoś jest na tyle naiwny, żeby uwierzyć, że dzisiejsza polska piłka jest wolna od korupcji i szemranych gierek? Patrząc na to, co wyczynia zespół w kilku ostatnich tygodniach myśli do głowy przychodzą różne.
Wielkie zapowiedzi o derbach przed meczem, a tradycyjnie wyszło jedno wielkie g… . Po raz kolejny musieliśmy słuchać wbit rywali oraz oglądać ich euforię po wygranej. Sosnowiec 0:3, Tychy 0:1, Chorzów 0:1. Brawo panowie broniący barw GKS Katowice. Po raz kolejny staliście się pośmiewiskiem u naszych regionalnych wrogów.
Rok temu po braku awansu wycofał się sponsor strategiczny AASA. Miasto Katowice i prezydent Krupa dają ciężkie pieniądze na klub, często mimo protestów wielu mieszkańców Katowic, którzy sportem się nie interesują. Piłkarze po raz kolejny robią wszystko, żeby i magistrat zniechęcić. I tak się dziwię prezydentowi, bo ja na jego miejscu już rok temu bym tym pier…lnął. Ale mam szacunek do niego, że jednak tego nie zrobił i mam wielką nadzieję, że nie zrobi. Wierzę też, że jeszcze mocniej zaangażuje się w ten klub i zrobi coś, żeby w kolejnym sezonie po raz trzeci nie powtórzyło się to co teraz. Bo co prawda zmienili się niektórzy piłkarze, trener, a nawet prezes. Ale mamy dokładnie – wypisz, wymaluj – powtórkę zeszłego sezonu. Czyli jakiś rdzeń pozostał. Niech prezydent go znajdzie, to jest chyba główne i bardzo ważne zadanie.
Dzisiaj mamy stypę. Po raz kolejny. Ten zespół nie miał prawa przegrać z Ruchem. Nie miał prawa zagrać w takim stylu.
Nie uwierzę w ani jedno słowo wypowiadane przez trenera i zawodników przed kolejnymi derbami. A znów będą opowiadać o „rehabilitacji”. Wolę tego nie czytać i nie oglądać, bo może się zrobić niedobrze.
Oni nie są warci, by w nich pokładać choćby jeden procent wiary i nadziei. Jeśli ktoś chce to robić – proszę bardzo, można oszukiwać się, to jest jedna z opcji. Ja tej wiary nie miałem już po Olsztynie. Po Podbeskidziu pisałem o ograniczonym zaufaniu, ale jak widać i to było za dużo. Ta szatnia nie zasługuje na jedno ciepłe słowo.
Na mecz z Tychami przyjdę. Z wielkim niesmakiem i zażenowaniem, że znów będę musiał oglądać żenujący spektakl i porażkę lub kontrolowaną wygraną. Do tego doprowadził ten zespół w ciągu ostatniego półtora roku. I znów nam pokazał dupę, jak na załączonym obrazku…
Kibice Piłka nożna
Górnik Zabrze kibicowsko
Górnik Zabrze to kibicowska i piłkarska marka, której nikomu nie trzeba przedstawiać. Klub zapisał piękną piłkarską kartę – zdobył 14 tytułów Mistrza Polski. Zabrzanie na arenie międzynarodowej rozegrali ponad 110 spotkań, dochodząc nawet do finału Pucharu Zdobywców Pucharów.
Ruch kibicowski powstał już w latach 70., a lata 80. to już czasy zorganizowanego dopingu, pierwszych zgód i utworzenia stałego składu wyjazdowego. Byli wtedy jedną z największych ekip w kraju.
Najstarszą i jedyną w Polsce zgodą KSG jest Wisłoka Dębica. Sztama została zapoczątkowana w 1988 roku podczas meczu Pucharu Polski między tymi klubami. Jednak początek ich kontaktów jest jeszcze z czasów, gdy obie ekipy miały zgodę z Cracovią. Ze względu na brak kontaktów, szczególnie że Wisłoka zawsze grała w niskiej lidze, relacje były bardzo słabe. W 1993 roku KSG miało swój wyjazd do Mielca i tam 10-osobowe wsparcie Wisłoki odświeżyło relacje i „dało kopa”. Jesienią 1993 roku roku flaga Wisłoki wisiała pierwszy raz na Roosevelta, kiedy Górnik podejmował Legię Warszawa. Mimo, że w połowie szalonych lat 90. każda z tych ekip miała po kilka zgód, finalnie pokończyły się wszystkie relacje, ale sztama Górnika z Wisłoką pozostała.
Drugą zgodą Zabrzan jest chorwacki Hajduk Split, czyli czołowa banda z Bałkanów, która jeszcze za czasów dawnej Jugosławii owiała się chuligańską sławą. W tym roku obie Torcidy będą świętować 10. rocznicę swojej przyjaźni. W 2018 roku zorganizowano sparing w celu integracji obydwu ekip, a na legendarnym stadionie Poljud pojawiło się 1500 fanów Górnika.
Słowo, które łączy obie ekipy, to oczywiście „Torcida”. Historia ekipy Hajduka to fenomen, bo grupa powstała w… 1950 roku i była pierwszą „kumatą” grupą kibiców w Europie. Wszystko zapoczątkował Mundial w Brazylii, w której ruch kibicowski brazylijskich fanów na legendarnej Maracanie nazywał się „Torcidas” (żywiołowo dopingujący kibice). Będący na mistrzostwach świata chorwaccy kibice ze Splitu na własne oczy mogli zobaczyć żywiołową atmosferę i postanowili przywieźć to na swój stadion.
W przypadku Górnika przełomowy okazał się 1999 rok. To wtedy na tle szarej Polski, gdzie wszędzie wisiały klasyczne „hooligans” czy „ultras”, powstało coś poza schematem – „Torcida Górnik”. Płótno zadebiutowało w lutym 1999 roku, kiedy Żabole grały u siebie z ŁKS-em Łódź.
Grupa w późniejszych latach decydowała o obliczu trybun Górnika. Kiedy nasza scena podzieliła się na chuliganów i ultrasów, to Żabole wyznawały zasadę, że Torcida Górnik to jedna grupa działająca ku chwale KSG. Tak było również wtedy, gdy na stadionie Górnika frekwencja była najgorszą w Ekstraklasie. Teraz ciężko sobie to wyobrazić, ale na początku lat 2000 stadion przy Roosevelta świecił pustkami. Frustracja kibiców zaczęła sięgać zenitu, szczególnie gdy zarząd tak „rozwijał” klub, że Górnik praktycznie co sezon walczył o utrzymanie. Do tego dochodziło zwyczajnie ustawiane meczów, więc oglądanie na żywo korupcji zaczynało odstraszać kibiców. W meczach z GKS-em Bełchatów czy Widzewem Łódź dochodziło do wjazdów na murawę i manifestacji, że Górnik tonie. W późniejszych latach sektor Torcidy nawiązywał do „Wielkiego Górnika”, wysyłając jasny sygnał kolejnym nieudolnym zarządom, że chcą tu poważnej piłki, a nie tylko wspomnień. Tak jest do dzisiaj, a obecność Lukasa Podolskiego wywiera dodatkową presję na urzędników z miasta, którzy latami uprawiali politykę na Górniku.
Kiedy klub borykał się z problemami finansowymi i organizacyjnymi, a stadion odwiedzała garstka widzów, to Torcida w 2006 roku wyszła z inicjatywą zrobienia biletów w cenie 5 złotych. Była to symboliczna kwota, jednak rozbudziła kibiców do wspierania Górnika. Dla przykładu na mecz z Amicą Wronki potrafiło przyjść 18000 widzów.
Na stadionie Górnika były rozgrywane również mecz reprezentacji, na których działo się naprawdę sporo. Zjeżdżały się bandy z całego kraju, a wszystkie topowe ekipy wyjaśniały między sobą waśnie, szczególnie te, które nie mogły spotkać się ze sobą w lidze (np. Arka Gdynia, swój chuligański prime pod dowództwem ŚP. Rybaka, pokazywała na Górnym Śląsku). Podczas meczu Polska – Słowacja doszło do precedensu, czyli utworzenia „Śląskiej siły” – Górnik związał się zgodą z… Ruchem Chorzów.
Dla Arkowców ten „miraż” był niedopuszczalny i zakończyli zgodę z Górnikiem podczas meczu Pucharu Polski w Gdyni.
Sama sztama Ruchu z Górnikiem była, jak przyznają sami Zabrzanie, jednym wielkim nieporozumieniem, ale… była. Płótna Górnika wisiały na ul. Cichej.
W rodzinie Górnika znajduje się imponująca liczba fan clubów, które tworzą atmosferę na swoim stadionie lub skupiają wyłącznie na KSG. Concordia Knurów, ŁTS Łabędy, Naprzód Rytudłtowy czy Slavia Ruda Śląska to ekipy które dorastały pod skrzydłami Górnika, ale działały też lokalnie.
Te ekipy łączy również ROW Rybnik. Rybniczanie widywali się na meczach Górnika i jednocześnie wspierali ROW na lokalnym podwórku. Do tego sekcja żużla w Rybniku gromadziła dużo ludzi na stadionie, ale Gladiators (ekipa ROW) postanowili odciąć się od żużla i zostali kibicowską bandą, która udziela się jedynie na piłce nożnej. Taka droga sprawiła, że zostali składem niezależnym, a podczas meczu Pucharu Polski w 2017 roku zaprezentowano łączona flagę „Gladiators & Torcida” i był to oficjalny dzień przybicia zgody. Chwilę wcześniej ROW grał swój ligowy pojedynek w Jastrzębiu-Zdroju, na którym Persona Non Grata, obok KSG, pojawiła się w 60 osób. Od tego dnia połączył nas (GieKSę i ROW) układ chuligański, jednocześnie tworząc Śląską trójcę. Pod koniec zeszłego roku ROW zakończył 8-letnią zgodę z Górnikiem. Rybniczanie zgodę mają jedynie z Wisłoką Dębica, która od 2013 roku trzyma się także z ROW-em.
Nasza piłkarska i kibicowska historia jest ogromna. W 1965 roku, jako beniaminek Ekstraklasy, zagraliśmy pierwszy mecz z, 6-krotnym wówczas mistrzem kraju, Górnikiem Zabrze. Spotkanie odbyło się na Stadionie Śląskim w obecności 27000 widzów. W tej liczbie było oczywiście mnóstwo sympatyków z Zabrza. GKS przegrał 2:3.
Wiosną 1967 roku w Zabrzu przegraliśmy 0:3 w obecności 15000 widzów.
Wiosną 1969 roku na oczach 60000 kibiców zagraliśmy na Stadionie Śląskim derby, które były już pierwszym przebłyskiem, że piłkarze Górnika nie tylko z Ruchem Chorzów będą toczyć zacięte boje. Przegrywali z nami 1:2, ale w 81. minucie wyrównali na 2:2 i… arbiter bramki nie uznał, przez co doszło do bijatyki i przerwania meczu. GKS otrzymał walkower 3:0, a Legia Warszawa o 2 punkty wyprzedziła Górnik, sięgając po mistrzostwo kraju.
Nasza rywalizacja trwała do wiosny 1971 roku. Wszystkie wyjazdowe spotkania z Górnikiem przegrywaliśmy, natomiast „u siebie” Stadion Śląski nam służył – udawało nam się postawić i wygrywać pojedynki. Niestety przyszedł moment, że opuściliśmy szeregi najwyższej klasy rozgrywkowej w Polsce.
W 1979 roku awansowaliśmy na jeden sezon, ale w 1982 roku wróciliśmy na dobre do elity. Za chwilę zaczęliśmy pisać swoją „dekadę GieKSy”, a na trybunach zaczął się tworzyć pierwszy młyn.
Wiosną 1984 roku wygraliśmy 2:1 w Zabrzu, a piłkarzy GieKSy wspierało 150 trójkolorowych fanów. Mimo, że wcześniej GKS miał kibiców i jeździł do Zabrza, to od tej daty możemy mówić o pierwszych zorganizowanych wyjazdach w naszym wykonaniu.
Jesienią 1984 roku zremisowaliśmy u siebie 0:0, a naszymi strojami domowymi stały się czerwone trykoty. Świeżo oddany do użytku został Blaszok.
Wiosną 1985 roku przegraliśmy 1:2 w Zabrzu, a nasza 250 osobowa ekipa zaliczyła pierwszy rozdział końca zgody, którą zerwał Górnik. Ale… ciężko nazwać tamtą relacją zgodą. Nie było oficjalnego dnia zapoczątkowania, w marcu mieliśmy koniec, a po trzech miesiącach… kibice KSG pojechali z nami na finał Pucharu Polski z Widzewem Łódź do Warszawy.
W marcu 1986 roku pojechaliśmy do Zabrza w 1000 osób, co na tamte czasy było znakomitą liczbą. Fani KSG chcieli odnowienia zgody, ale tym razem GKS odmówił.
Chwilę później, 1 maja 1986 roku, rozegraliśmy swój drugi z rzędu finał Pucharu Polski. Tym razem z Górnikiem. Mecz był wyjątkowy pod wieloma względami. Pierwszy raz sięgnęliśmy po wymarzony puchar, a całej Polsce przedstawił się śp. Jan Furtok, strzelając trzy gole. Wśród 60000 zgromadzonych widzów na stadionie, GieKSiarze uformowali się w 2000 osób, mając wsparcie ŁKS-u Łódź, Hutnika Kraków, Śląska Wrocław i Arki Gdynia. Arka i ŁKS, którzy mieli zgodę z obiema ekipami, podzielili się na dwie grupy. Górnik mógł liczyć na doping 5000 kibiców, będąc wspieranym przez część Arkowców, ŁKS-iaków oraz 200 fanów Polonii Bytom, którzy mieli wtedy sztamę z KSG (co teraz może wydawał się nieprawdopodobne). Zagłębie Lubin także miało zgodę z nami i Górnikiem, jednak zasiadło z KSG i nasza roczna zgoda przeszła do historii. Nikt nie brał pod uwagę, że świeżo upieczony Mistrz Polski Górnik może przegrać, więc po końcowym gwizdku GKS poprosił Zabrzan o… szampany, które ci przyszykowali do świętowania sukcesu.
Jesienią 1986 roku graliśmy na Roosevelta. Stadion był wypełniony po brzegi, a na obiekcie pojawiło się 2000 GieKSiarzy, co było naszą rekordową liczbą. Górnik wygrał 1:0.
Wiosną 1987 roku zagraliśmy na Stadionie Śląskim, a mecz zgromadził… 32000 widzów, w tym 2000 fanów Górnika. Derby wygrał Górnik 1:0.
W tej samej rundzie w maju zagraliśmy również ćwierćfinał Pucharu Polski. Na stadionie przy Roosevelta pojawiło się 20000 widzów, którzy oglądali awans GieKSy, wspieranej ponownie przez 2000 kibiców. Ostatecznie trzeci raz z rzędu awansowaliśmy do finału Pucharu Polski, ale w Opolu pokonała nas nasza ówczesna zgoda z Wrocławia.
Jesienią 1987 roku zagraliśmy na Stadionie Śląskim, który zgromadził 20000 widzów. Spotkanie zakończyło się remisem 3:3.
W rewanżu wiosną 1988 roku również padł remis, ale 1:1. Wśród widowni liczącej 22000 widzów było aż 3000 GieKSiarzy. Były to czasy, kiedy pojawiły się pierwsze płótna z napisami, oprócz klasycznych barwówek. Tego dnia w Zabrzu czekał na nas komitet powitalny Górnika i doszło do starcia na dworcu.
Jesienią 1988 roku podejmowaliśmy Górnik przy ponad 10000 widowni. Piłkarze, po zaciętym boju, wygrali 3:2.
Wiosną 1989 roku polegliśmy 2:3 na Roosevelta. Mecz, mimo środku tygodnia, zgromadził komplet widzów, a GieKSiarze zameldowali się w 2500 osób.
W listopadzie 1989 roku wygraliśmy 1:0 (po bramce Marka Świerczewskiego) na Bukowej.
W lipcu 1990 roku pokonaliśmy Górnik 2:1. Rok 1990 przyniósł znaczący spadek zainteresowania meczami ligowymi, frekwencja na polskich trybunach wyraźnie się obniżyła wraz z upadkiem systemu komunistycznego i początkiem głębokich przemian społeczno-gospodarczych. Nie inaczej było na naszym stadionie – mecz na szczycie zgromadził jedynie 4200 widzów.
Wiosną 1991 roku przegraliśmy 0:2 w Zabrzu, a na meczu pojawiło się 2000 GieKSiarzy. Nasza ekipa wjechała w radiowozy, które zatrzymały naszych kibiców, a na trybunach goniliśmy się z gospodarzami. Na stadionie było 8500 widzów, co też pokazuje spadającą frekwencję. Nasza liga stała się coraz bardziej „przewidywalna” i to także miało wpływ na kibiców, którzy przestali uczęszczać na ustawiane spotkania.
Jesienią 1991 roku zagraliśmy na Roosevelta. Na wyjeździe obecnych było 1500 GieKSiarzy, w tym GKS Tychy, z którymi mieliśmy zgodę. Górnik był wspierany przez Arkę Gdynia, z którą nasze drogi rozeszły się pod koniec lat 80.
Miesiąc później kibice GieKSy byli ponownie na Górniku, ale nie na swoim meczu. Idol trybun z Blaszoka, który odszedł robić karierę w Bundeslidze – śp. Jan Furtok zawitał tam w europejskich pucharach ze swoim Hamburgiem SV. Górnik poległ 0:3, ale Jasiu gola nie strzelił. 100-osobowa ekipa GieKSy często pozdrawiała swojego ulubieńca, zajmując miejsce za bramką z dwiema flagami.
W czerwcu 1992 roku spotkaliśmy się w finale Pucharu Polski, ale… nie na swoim meczu. Finał rozegrał Górnik z Miedzią Legnica. Był to okres, w którym z KSG mieliśmy już kosę, a z Miedzianką sztamę. Była to pijacka sztama, ale nasza 23 osobowa ekipa wyruszyła do stolicy z flagą, która debiutowała na meczu z FC Motherwell. W pociągu dwukrotnie doszlo do walki z Górnikiem. Na stadionie obóz KSG siedział po prawej stronie Żylety, natomiast Miedź z nami i ŁKS-em Łódź zasiadła łącznie w 200 osób tam, gdzie w późniejszym czasie na stałe będą zasiadać kibice gości. Na stadionie chuligani Legii byli gospodarzem i zajęli całą Żyletę, mając wsparcie Lechii Gdańsk. Nasza flaga wisiała pierwsza z brzegu, a że gospodarze swobodnie przemieszali się po całym stadionie, to nasze płótno zostało zerwane. Bierność Miedzi, która nawet nie podjęła próby odbicia flagi, doprowadziła do wściekłości GieKSiarzy, którzy na znak zerwania zgody opuścili stadion.
6 marca 1993 roku mieliśmy grać derby z Górnikiem Zabrze, ale ten mecz przeszedł do historii naszego ruchu kibicowskiego z innego powodu. Atak zimy i zły stan murawy sprawił, że nasze derby zostały odwołane. W drodze powrotnej 200-osobowa grupa kibiców GKS-u Katowice postanowiła pojechać na Cichą, gdzie Ruch Chorzów podejmował Pogoń Szczecin. Niepokojeni przez nikogo zasiedlismy na trybunach niebieskich, rozwieszając swoją trójkolorową flagę. Był to czas kiedy panował „cieplejszy” okres między naszymi ekipami, który w dzisiejszym kibicowskim sloganie brzmiałby po prostu jako układ. Tego dnia pokazali się także kibice KSG, którzy w 200 osób zasiedli obok 100-osobowej grupy Portowców, robiąc z nimi zgodę na jeden mecz. W trakcie meczu kibice Ruchu proponowali naszej grupie przyjście w stronę młyna, ale wzajemna nieufność zwyciężyła i w przerwie zapadła decyzja, że GKS Katowice opuszcza Cichą. Przy wyjściu w okolicach kas zrobiło się nerwowo, co było początkiem bójki kibiców GieKSy i Ruchu oraz ostatecznym gwoździem do trumny jakichkolwiek dobrych relacji między nami.
W maju został rozegrany zaległy mecz. Na widowni zasiadło jedynie 3500 widzów, z czego 1000 samej GieKSy. Mecz zakończył się remisem 1:1. Co ciekawe, wśród naszego oflagowania znajdowało się już Jaworzno, które stanie się później naszym bastionem oraz… Chorzów.
Jesienią 1993 roku graliśmy znów w Zabrzu. Tym razem Górnik wygrał 4:2, a GKS wspierało 1500 GieKSiarzy.
W marcu 1994 roku doszło do afery na Bukowej. GieKSa walczyła z Górnikiem o Mistrzostwo Polski. Górnik, po bramce Dariusza Koseły w 21. minucie, prowadził 1:0. W 72. minucie doszło do awarii jednego… jupitera. Sędzia, nie widząc czterech cieni, przerwał mecz, a powtórka została przeniesiona na 20 kwietnia. Uznano, że… trzeba powtórzyć całe spotkanie. W środę na trybunach pojawiło się 8000 widzów, z czego 2500 stanowili fani Górnika, którzy wciąż wierzyli, że sięgną po 15. tytuł. Zadedykowali nam transparent „GKS oszuści”, wymierzony głównie w Mariana Dziurowicza, którego obwiniali za przekręt z awarią oświetlenia. Fani GieKSy nie byli dłużni i zaprezentowali skrojone płótno Zabrzan. Mecz zakończył się wynikiem 1:1, a nasze dwie drużyny pogodziła Legia Warszawa, która przekręciła Górnik w decydującym meczu na Łazienkowskiej i sięgnęła po tytuł, który rok wcześniej odebrał, po „niedzieli cudów”, jej PZPN.
Jesienią 1994 roku graliśmy ponownie na GieKSie. Tym razem Górnik zawitał w 700 osób. Było sporo ganianek i wzajemnego krojenia się. GKS zdobył 3 flagi barwówki i zaprezentował Żabolom… trumnę.
Zanim doszło do rundy rewanżowej, to w styczniu 1995 roku po raz pierwszy zorganizowano EB Sport Cup – turniej halowy w Spodku. Tego dnia wystąpiło 5 drużyn: GieKSa, Ruch, ŁKS, Legia i Górnik. Mieszanka wybuchowa, ale podczas turnieju doszło jedynie do naszego starcia z Legią w okolicach bufetu. Turniej wygrał Górnik.
W maju 1995 roku graliśmy w Zabrzu. Było to chwilę przed utworzeniem „Śląskiej siły”, gdy na meczu Polska – Słowacja, Górnik z Ruchem związali się paktem. Na naszych piłkarzy jadących przez Lipiny (dzielnicę Świętochłowic) ustawili się… fani KSG i HKS-u, obrzucając piłkarzy kamieniami. GieKSiarze wspierali klub w 700 osób.
We wrześniu 1995 roku na jesień graliśmy w Katowicach. Na Bukowej pojawiło się jedynie 2500 widzów, z czego 700 Górnika. GKS wygrał 2:0.
W styczniu 1996 roku był kolejna edycja turnieju w Spodku. Tym razem wystąpili: GKS, Górnik, Ruch, Stal Mielec, Widzew Łódź, Jeziorak Iława i Raków Częstochowa. GieKSa wystawiła młyn sięgający 1800 osób, Niebiescy w 1500 fanów byli drugą liczbą pod halą, a Górnik w 1000 sympatyków dopingował swój zespół. Turniej wygrał Raków.
Wiosną 1996 toku rozegraliśmy derby na Roosevelta. W 1500 osób byliśmy świadkami nie lada wyczynu, bo wygraliśmy aż 4:0. Widzów pojawiło się łącznie 6300.
W listopadzie 1996 roku zostały rozegrane wyjątkowe derby z Górnikiem. 2 listopada została oficjalnie zawiązana zgoda z Banikiem Ostrava, który zawitał w 13 osób z flagą „Slezska Ostrava”. Z Zabrza pojawiło się 1800 osób. GKS wygrał 1:0.
W styczniu 1997 roku mieliśmy kolejną odsłonę EB Sport Cup w Spodku. GieKSa wystawiła 2000 (w tym 8 fanów Banika) młyn. Ruch był w 2000, a Górnik w 1300 osób. Na turnieju obecni byli również: ŁKS Łódź & GKS Tychy, Raków, Lech Poznań, Widzew i Odra Wodzisław, która związała się zgodą z Medalikami. Turniej wygrał Kolejorz, pokonując nas w finale.
W czerwcu 1997 roku wybraliśmy się do Zabrza w 600 osób. Z nami był Banik z flagą. Górnik wygrał 3:1.
Jesienią w listopadzie ponownie zagraliśmy w Zabrzu. Pojawiliśmy się w 600 osób, oglądając remis 1:1.
Styczeń 1998 rok, to już tradycyjnie rozgrywki w Spodku, ale to, co wydarzało się tego dnia, media nazwały „Spodek Terror Cup”. Eskalacja przemocy sięgnęła apogeum, szczególnie na linii GKS – Ruch – Górnik. W pewnym momencie doszło do sytuacji, że GieKSa sama musiała walczyć na dwa fronty z Ruchem i Górnikiem. Największym sukcesem organizatorów było to, że nikt nie zginął. GieKSa wystawiła 1500 (w tym 18 Banik) osób w młynie , najmocniej zmobilizował się Ruch pojawiając się w 1800 fanów, natomiast Górnik był w 1000 osób. Było to świeżo po śmierci śp. Przemka Czai w Słupsk. Tego dnia obecni byli również: Wisła Kraków, ŁKS Łódź, Odra Wodzisław, Raków Częstochowa i Lech Poznań, który – przy panującym zamieszaniu – nie został już wpuszczony na halę. GKS wygrał turniej.
Przed rozegraniem rewanżu z Górnikiem, graliśmy przerwane derby z Ruchem na Bukowej. Doszło wtedy do jednej z największej awantury w historii całego polskiego ruchu kibicowskiego. Blaszok wywiesił w kierunku Ruchu transparent dwóch świń, nawiązując do sytuacji ze Spodka, kiedy razem z Górnikiem zaatakowali nas z dwóch stron.
Wiosną 1998 roku w czerwcu podejmowaliśmy Górnik. KSG zawitał w 600 osób i pierwszy raz w historii zajął Trybunę Północną. Na murawie 1:1.
W październiku graliśmy z Górnikiem w Zabrzu. Wśród 3000 widzów było 350 GieKSy. KSG odpalił race i wygrał 2:1.
W styczniu 1999 roku został rozegrany turniej w Spodku z „serii EB Sport”. Skład był ubogi: GKS jako gospodarz, Górnik, GKS Bełchatów, SFC Opava, Odra Wodzisław, Widzew Łódź, FK Teplice i Ruch Radzionków. Organizatorzy tak dobrali zespoły, żeby panował spokój, natomiast ceny wywindowano tak wysoko (plus była transmisja Canal+), że na hali zjawiło się… 800 osób. GieKSy było… 90 osób, Górnika 60, a reszta stawiła się po kilkanaście osób. Banik zawitał w 35 osób, ale na turniej poszły dwie osoby, reszta umacniała z nami zgodę w knajpie. Turniej wygrały Cidry i po tej edycji zakończono te rozgrywki.
Podczas picia w pubie, został podjęty temat sparingu Górnik Zabrze – Banik Ostrava, który miał zostać rozegrany trzy dni później, na głównej płycie KSG. Banik, we wtorkowy poranek, przyjechał w 12 osób, ale doznał szoku, że będzie miał wsparcie… 140 GieKSiarzy. Fani Górnika o niczym nie wiedzieli, ale gdy doszła do nich nowina, że GieKSa zajęła Sektor 13, to Zabrzanie pozbierali się na szybko i doszło do ganianek po stadionie i wokół obiektu.
W maju 1999 roku zagraliśmy z Górnikiem na Bukowej, którego wspierało 400 fanów. Na meczu cały czas bluzgi, bo Górnik zaczynał świętować nasz spadek. Remis 1:1 nas od tego nie uchronił i pożegnaliśmy Ekstraklasę. Na szczęście banicja trwała tylko jeden sezon.
Po awansie w 2000 roku do Ekstraklasy mogliśmy znów toczyć derbową rywalizację z Górnikiem. W listopadzie zagraliśmy w Zabrzu przy 4000 widzów, z czego 800 GieKSy. Torcida wystawia 1200 młyn, ale na płocie wisiały jedynie zdobyczne płótna Stomilu Olszyn, Cidrów i Lecha Poznań, a miejscowi bluzgali swój zarząd.
Wiosną 2001 roku graliśmy ostatni mecz sezonu z KSG. Tym razem Górnik drżał o utrzymanie. Do Katowic zawitało 500 najwierniejszych fanów z Roosevelta. Co tu kłamać, mecz z cyklu „tak miało być”, a bramka Piotra Gierczaka z rzutu karnego w 90. minucie na 1:1 dała utrzymanie Górnikowi bez gry w barażach. Zanim Gierczak strzelił bramkę Piotrkowi Lechowi, zawodnicy „nie zrozumieli się” i piłka leciała tam, gdzie „kładł się” Lech, jednak była tak „dobrze” uderzona, że wpadła do bramki. W Canal+ mieli awarię techniczną i z całej kolejki skrót tego meczu nie został zaprezentowany na antenie, jedynie suchy wynik. Po końcowym gwizdku nastąpił tradycyjny wjazd na murawę po koszulki zawodników.
W sierpniu 2001 roku graliśmy w Zabrzu. Derby miały klimat, ale ze względu na wprowadzane elementy (konfetti, baloniki czy race), bo frekwencja była marna, ale normalna na tamte czasy – 3000 widzów, w tym 400 GieKSiarzy. W tamtym sezonie mieliśmy podział ligi na Grupę A i Grupę B, z których po 4 drużyny trafiały następnie do grupy Mistrzowskiej i Spadkowej. Na murawie 1:1.
W październiku ponownie graliśmy na Roosevelta, tym razem w Pucharze Polski. GKS przegrał 1:4, a środowy mecz zgromadził… 995 widzów, z czego 122 GieKSiarzy. To było jedno z najsłabszych naszych spotkań na trybunach.
Po 2 tygodniach graliśmy ponownie, tym razem w lidze i na Bukowej. Mecz zgromadził 5000 widzów, w tym 400 kibiców KSG, którzy odpalili race. Elementem derbów Górnego Śląska były flagi na kijach, które piłkarze zabierali w tunelu i przekazywali Blaszokowi. GieKSa wygrała 1:0 i jak się później okazało, awansowaliśmy do Grupy Mistrzowskiej, a Zabrzanie znaleźli się Grupie Spadkowej.
Jesienią 2002 roku zagraliśmy na Bukowej. Piotr Dziurowicz, który po Magnacie nieudolnie prowadził klub, pozyskał sponsora, którego jednym z wymogów była zmiana nazwy klubu na… Dospel Katowice. Cały cyrk rozegrał się bez wiedzy fanów. Delegacja kibiców udała się do Częstochowy na rozmowy z tą firmą, jednak przyniosły one fiasko i zaczęła się wojna z pseudosponsorem. Grupa NFG zaprezentowała napis ze steropianu: „W nazwie Dospel, w sercu GKS”. Oprawę poświęcono firmie od wentylatorów – młot uderzał w kowadło z napisem Dospel. Żabole zawitali w 800 osób, tworząc – jako pierwsza ekipa w kraju – dwustronną kartoniadę na wyjeździe. Wspierała ich tego dnia Petrochemia Płock, z którą pół roku wcześniej przybili zgodę. W trakcie meczu, mimo wciąż trwające kosy, nie było wzajemnych pocisków. Oficjalnie zadebiutowało także płótno „Persona Non Grata”. GKS wygrał 2:0.
W maju 2003 roku ambitnie maszerowaliśmy w tabeli i ostatecznie po 8 latach wróciły europejskie rozgrywki do Katowic. W Zabrzu GieKSa wygrała 3:1, a oglądało to 400 GieKSiarzy, którzy na sektorówce przedstawili Homera duszącego Barta Simpsona (postać kojarzoną z Torcidą). Górnik nie był nam dłużny i zaprezentował oprawę z datami mistrzowskich tytułów, jednocześnie adresując nam transparent o treści „Zawsze będziecie w naszym cieniu”. Pokazano także sektorówkę z Bartem (w roli diabła) z dopiskiem „W raju jest pięknie, ale w piekle jest Torcida”. Było to hasło zapożyczone od kibiców Hajduka Split, z którymi po kilkunastu latach KSG zrobi zgodę.
Jesienią 2003 roku graliśmy na Bukowej. Na murawie padło nudne 0:0, a na trybunach – mimo wzajemnych pocisków derbowych przy obecności 550 kibiców Górnika – nie zabrakło również kibicowskiej solidarności. W trakcie tamtego sezonu PZPN wprowadził „chip”, czyli kartę bez której nie można było wejść do sektora gości. GieKSa, jako pierwsza ekipa w Polsce, zaprotestowała i na domowym meczu ze Świtem Nowy Dwór Mazowiecki wywiesiliśmy transparent „Nie jesteśmy zwierzętami, precz z kartami przecz z chipami!”. Drugą ekipą, która potępiła ten wymysł, był Górnik Zabrze właśnie na naszych derbach. Wspólnie „pozdrawialiśmy” PZPN oraz wywiesiliśmy transparenty anty-chipowe. Przez te regulacje w całym kraju spadły liczby wyjazdowe, co nie ominęło również nas. Torcida oprawę zadedykowała swoich licznym fan clubom.
Wiosną 2004 roku w Zabrzu obecnych było 270 GieKSiarzy. Deszczowy stadion zgromadził łącznie 3600 koneserów, a fanatycy obu ekip ratowali nudne derby pirotechniką. Górnik z okazji naszych 40. urodzin wywiesił kartkę urodzinową z życzeniami: „40 lot już grocie, a wiela to majstrów mocie?”. Na boisku padł remis 1:1.
W październiku 2004 roku zagraliśmy w Zabrzu w Pucharze Polski. Na stadionie pojawiło się ledwo 2000 widzów, w tym 200 GieKSiarzy. Górnicy z klimatyczną oprawą „Futbolowi pasjonaci”. Górnik pokonał nas 1:0.
Miesiąc później w Zabrzu graliśmy już ligę. GieKSa przegrała 1:4 i pomału dochodziło do nas, że – mimo wygonienia Dospelu – to będzie ciężki sezon, bo klub finansowo i organizacyjnie wyglądał fatalnie. Na Roosevelta było skromne 3000 widzów, w tym 350 GieKSiarzy, którzy transparent zadedykowali Mirosławowi Widuchowi, który przekroczył barierę przeszło 300 spotkań dla GieKSy. Oprócz tego balony z piro. Żabole z przekazem o śląskim futbolu tonącym w bagnie.
Tydzień później znowu derby… Pod koniec listopada o 13:00 rozegrano na Bukowej rewanż Pucharu Polski, który zgromadził ledwo 1000 widzów, w tym 300 KSG, wspieranych przez Nafciarzy i Wisłokę. Górnik zwyciężył 2:1 i awansował.
19 czerwca 2005 roku był dla nas końcem gry w Ekstraklasie. Były to najsmutniejsze derby z Górnikiem w całej naszej historii, mimo zwycięstwa 1:0 w doliczonym czasie gry. Mecz obył się bez publiczności (z powodu zamieszek po „słynnym” meczu z Odrą Wodzisław i show „sędziego” Borskiego oraz prowokatora Rockiego), a pod kasami zgromadziła się garstka najwierniejszych kibiców. Piłkarzom towarzyszył transparent „Dopóki walczysz jesteś zwycięzcą” i tak zakończyła się nasza przygoda z najwyższą klasą rozgrywkową…
W czerwcu 2007 roku na Jagiellonię Białystok, która jechała w ponad 1000 osób na mecz do Sosnowca, ustawiła się koalicja KSGKS. Był to oficjalny początek naszego układu chuligańskiego.
W lipcu 2007 roku został rozegrany sparing Górnik – GKS. Był to test nie tylko dla piłkarzy przed starem ligi, ale także dla obu ekip, ze względu na nową relacje chuligańską. Stadion zgromadził aż 7000 widzów, a nasz spontaniczny wyjazd liczył 700 osób. Na stadionie zadebiutowała chuligańska flaga „Persona Non Grata”.
We wrześniu podejmowaliśmy Wisłę Płock, która zaliczyła jeden z najlepszych wyjazdów do nas w swojej historii, przyjeżdżając w 650 osób. Liczba znakomita, ale lwią część zrobił Górnik Zabrze, dając 450-osobowe wsparcie. Były to już zdecydowanie inne relacje z Torcidą, a niedługo później zgoda ZKS i KSG, zapoczątkowana 24.04.2002 roku, przeszła do historii (8.12.2007).
We wrześniu podejmowaliśmy Motor Lublin, a spotkanie bez wątpienia było meczem rundy jesiennej. Motor przyjechał 450 osób, ale ich spóźnienie – przez gonitwę z Koroniarzami zbierającymi się na wyjazd do Łodzi – sprawiło, że koalicja Banik & GKS & Górnik & JKS w sile 220 osób nie mogła ich „przywitać” na trasie. Na meczu Ultras GieKSa zaprezentowała fantastyczną oprawę „Fanatyczny styl życia”.
We wrześniu 2008 roku w Pucharze Polski wylosowaliśmy Górnik Zabrze, co wzbudziło ogromne zainteresowanie, głównie ze względu na coraz lepsze relacje z Torcidą. Mimo trwania układu chuliganów, nasze społeczności kibicowskie coraz śmielej i bardziej otwarcie zaczynały siebie wzajemnie szanować. Derby nazwano „Śląski klasyk” i pod taką nazwą funkcjonują do dzisiaj. Bilety wyprzedano trzy tygodnie przed meczem, a na trybunach – mimo środku tygodnia – zgromadziło się ponad 9000 widzów, w tym 800 Żaboli. Niezliczona ilość pirotechniki i „prime” grupy Ultras GieKSa, która zaprezentowała oprawę, spuszczając napis „GKS Katowice” (na wzór flagi, która debiutowała w Nowej Soli). Po dogrywce Górnik wygrał 4:3.
Nasza chuligańska relacja z Górnikiem stale się rozwijała i działo się dużo. Przekonać się o tym mogło chociażby Zagłębie Sosnowiec wracające ze Szczecina. Natomiast w kwietniu miała odbyć się największa ustawka w historii polskiego ruchu kibicowskiego. Legia Warszawa, wspólnie z Zagłębiem i BKS-em, zapowiedzieli się 350-osobową bandą, a po stronie GieKSy i Górnika, przy wsparciu Banika, nasz skład liczył…600 osób! Walka pod Tychami nie doszła do skutku przez służby mundurowe. Mimo niedoszłego starcia, chuligani Banika oraz Górnika mogli się bliżej poznać. Miesiąc później Torcida, u boku Banika i GieKSy, wzięła udział w walce po 120 osób ze Spartą Praga. Nasza górnicza brać wygrała. To wszystko sprawiało, że relacje GieKSy z Górnikiem zmierzały w jednym kierunku.
1 sierpnia 2009 kibicowska Polska dowiedziała się, że GKS Katowice i Górnik Zabrze łączy zgoda. Żabole w 150 osób pojechali na nasz wyjazd do Szczecina i to własnie od tego momentu oficjalnie łączyła nas sztama.
Derby w Zabrzu, mimo tropikalnego żaru, ściągnęły 24000 widzów, w tym 3500 fanów GieKSy, co w czasach „nowożytnych” było naszą najlepszą liczbą w historii. Ten mecz był świętem i dosłownie przełamaniem granic, kiedy sektory buforowe po obu stronach pękły, a ochrona nie mogła powstrzymać GieKSiarzy i Żaboli, którzy wspólnie usiedli i zaczęli wymieniać się szalikami oraz wspólnie pić piwo.
W listopadzie 2009 roku rozegraliśmy mecz z Pogonią awansem z rundy wiosennej. Jest to warte odnotowania, bo – świeżo po przybiciu sztamy – Górnik wsparł nas w aż 1000 osób! To było najliczniejsze wsparcie w historii, jakie otrzymaliśmy od Żaboli. Z kolei Portowcy, którzy zawitali w 265 osób (w tym 10 Legia Warszawa), byli nieświadomi, że są ostatnią ekipą ,która zasiadła na Trybunie Północnej. Legendarna trybuna została najpierw wyłączona z użytkowania przez zły stan techniczny, a ostatecznie w 2012 roku wyburzona.
Wiosną 2010 roku graliśmy derby z Górnikiem. Sektor gości był nieczynny, ale Górnik dostał sektory 5 i 6 na Trybunie Głównej, zajmując je w 2500 osób. Była to najlepsza liczba Górnika na naszym starym stadionie. Mecz to święto, okraszone oprawą ultrasów z hasłem „Gwiazdy sceny ultras”. Przed spotkaniem owację na stojąco od 8000 widzów otrzymał Grzegorz Proksa, który zdobył pas Mistrza Unii Europejskiej.
W zimie 2011 roku koalicja GieKSa & Górnik w 230 osób pojechała do Rzeszowa. Na hali miał pojawić się przedstawiciel Psycho Fans i jego koledzy na trybunach (nie pojawili się), a ostatecznie przegoniliśmy gospodarzy ze Stali.
Jesienią 2013 roku podejmowaliśmy ROW Rybnik. Ówczesna zgoda Górnika zawitała w komplecie (409), do nowej klatki. Torcida neutralnie zasiadła w sektorze 6 w liczbie 400 osób.
Wiosną 2014 roku graliśmy w Rybniku. Na czwartkowym wyjeździe obecnych było 550 GieKSiarzy, w tym 60 Banik Ostrava. ROW wystawił młyn na 800 głów, a Górnik – podobnie jak w Katowicach – zasiadł neutralnie w 500 osób.
W lutym 2016 roku Górnik, na meczu z Ruchem Chorzów, otwierał nowy stadion. Nasza delegacja wsparła KSG w 1000 osób. Było to nasze najliczniejsze wsparcie w historii naszej zgody. Dzień wcześniej na turnieju Torcida Cup została przybita oficjalna sztama KSG z Hajdukiem.
Jesienią 2016 roku meczem rundy był Śląski Klasyk z Górnikiem Zabrze, który spadł z Ekstraklasy. Górnik otrzymał od nas, oprócz sektor gości, sektor 5 i 6 Trybuny Głównej, co pozwoliło 1800 fanom KSG obejrzeć mecz, który zakończył się wynikiem 1:1. Ultras GieKSa zaprezentowała kilka wielopunktowych choreografii, pokrytych za każdym razem pirotechniką.
W maju 2017 roku graliśmy w Zabrzu. Oba kluby walczyły wtedy o awans do Ekstraklasy. Górnik był w gorszym położeniu, ale pokonał nas 1:0 i ostatecznie wrócił do elity. Na wtorkowym wyjeździe pojawiliśmy w 2535 osób, w tym 191 Banika.
W późniejszych latach, po przybiciu układu chuligańskiego z ROW-em, widywaliśmy się z Górnikiem wielokrotnie na turniejach kibicowskich, swoich ważnych meczach, ale łączący nas wszystkich wspólny wróg z Chorzowa grał na poziomie 2. ligi. W sezonie 2019/2020 spotkał się w jednej lidze z ROW Rybnik, więc to do Rybnika zjechała się „Śląska trójca”.
Właśnie w 2019 roku świętowaliśmy 10-lecie zgody z KSG. Podejmowaliśmy Gryf Wejheowo, a Blaszok zaprezentował transparent: „Łączy nas wiele złego i chuj wam do tego!”. Na sektorówce był Homer i Bart Simpson, którzy wspólnie pili piwo. Było to oczywiście nawiązanie do 2003 roku, kiedy będąc w Zabrzu i mając jeszcze kosę między sobą, zaprezentowaliśmy Homera, który dusił Barta. Nasza koalicja postanowiła uczcić rocznicę, ustawiając się na Piasta Gliwice, który jechał do Tychów, wspierać GKS Jastrzębie. Do niczego ostatecznie nie doszło, bo Piast wysiadł, ale obecni byli także mundurowi.
We wrześniu 2022 roku rozgrywaliśmy mecz w Pucharze Polski, jednak byliśmy w trakcie bojkotu i pojawialiśmy się jedynie pod stadionem. Nie inaczej było tego dnia, kiedy wspólnie z Górnikiem w liczbie 1000 osób wspólnie zostaliśmy pod kasami. Górnik wygrał 2:1 i awansował dalej. Po meczu piłkarze podziękowali nam za doping.
Rok później znowu trafiliśmy na Górnik w Pucharze Polski. Tym razem na Bukowej przegraliśmy 0:4, ale mecz odbył się już z kibicami na trybunach. Zabrzanie oszacowali się na około 1000 osób, a na stadionie zasiadło łącznie prawie 6 tys. ludzi.
W styczniu 2024 roku reaktywowany został turniej halowy w Spodku, po 25 latach nazwany „Spodek Super Sup”. Wystąpili w nim GieKSiarze (2000 osób) oraz Banik (270), Górnik (1000), ROW (134), Żeleziarne Podbrezova i Podbeskdzie-Bielsko Biała.
Rok 2024 był dla nas przełomowy – po 19 latach wróciliśmy na salony. Po 20 latach derby z Górnikiem mogliśmy ponownie rozegrać na poziomie Ekstraklasy. Pierwszy pojedynek odbył się na Roosevelta, gdzie dzięki uprzejmości gospodarzy dostaliśmy całą trybunę za bramką. Nasza liczba tego dnia to było 4211 osób, co było naszym najlepszym wyjazdem w historii. Na trybunach ultrasi obu grup nie oszczędzali się z pirotechniką. W obecności 22000 widzów Górnik pokonał nas 3:0.
W styczniu 2025 roku odbyła się druga edycja Spodek Super Cup. Tym razem hala pękała w szwach, gromadząc zaprzyjaźnione składy z rodziny GieKSy. Oprócz nas (2500) był Górnik (1350), Banik (210), ROW (145), Spartak Trnava (130), JKS Jarosław (110) i Wisłoka Dębica (110).
Rewanż z KSG miał miejsce w marcu 2025 roku. Był to wyjątkowy dzień dla całego miasta Katowic i społeczności GieKSy – otwieraliśmy nowy stadion, na który czekaliśmy ponad dwie dekady. Śląski Klasyk zgromadził komplet, czyli ponad 15000 widzów. Torcida otrzymała trybunę za bramką i pojawiła się w 2906 osób, tym samym odnotowując swój najlepszy wyjazd w historii do Katowic. Na stadionie szaleństwo od strony ultras, a jeszcze większy szał był w ostatniej akcji meczu, kiedy GKS zdobyła bramkę na 2:1. Lepszego otwarcia nie dało się wymarzyć.
Jesienią 2025 roku zagraliśmy swój ostatni mecz. Cały sektor gości oraz spora część trybuny za bramką były do naszej dyspozycji, dzięki czemu wykręciliśmy liczbę 4300 osób, co jest naszą najlepszą liczbą wyjazdową w całym ruchu kibicowskim. Na meczu mieliśmy pełen pokaz pirotechniczny i świetną atmosferę. Na obiekcie pojawiło się 28000 widzów, Górnik doczekał się swojej czwartej trybuny i pewnie pokonał nas 3:0.
W grudniu 2025 roku zakończyliśmy zgodę z Górnikiem. Miesiąc później odbyła się trzecia edycja turnieju Spodek Super Cup. Frekwencja była słabsza niż rok temu. Nas w młynie było 1200 osób, Górnik zawitał liczbą 900 fanów, ROW w 132 osoby, JKS w 100 fanatyków i Wisłoka w 40 osób. Skromną liczbę wystawiła także Wieczysta Kraków – 10 osób.
Do zobaczenia na urodzinach GieKSy!
Piłka nożna Wywiady
Klemenz: Wygraliśmy mimo prowokacji
Po meczu z Widzewem porozmawialiśmy także ze strzelcem bramki – Lukasem Klemenzem.
Powiedzieliście sobie kilka ostrzejszych słów z Bergierem?
Było kilka spięć, ale to jest mój dobry kolega, byłem u niego w szatni. Dziś byliśmy rywalami, czasami nerwy puszczają. To był mecz o dużą stawkę. Wiemy, w jakim miejscu jest Widzew, my za to jesteśmy w dobrej formie. Mój wywiad po ostatnim meczu z Widzewem też pewnie podgrzał atmosferę przed tym starciem. Kilku zawodników Widzewa, nie tylko Bergier, próbowało mnie wyprowadzić z równowagi. Jak się okazało, to ja strzeliłem bramkę i wygraliśmy mecz, więc nie zdało to się im na nic. Cieszę się, że mimo tych prowokacji, udało się dokończyć ten mecz i go wygrać.
A jak podpuścić Radomiaka? Może też to pomoże.
Może, może (śmiech). Nie no, nie będę nikogo podpuszczać. W momencie, kiedy dawałem tamten wywiad, nie miałem nic złego na myśli. Po prostu jest dużo nowych twarzy w Widzewie. Przy tym nakładzie finansowym, każdy od nich dużo wymaga, a wyniki jakie są, każdy widzi. Nie chciałem nikogo obrazić, tyle.
Skąd się bierze taka skuteczność obrony GieKSy? Ty i Arek Jędrych strzelacie, Alan Czerwiński asystuje.
Każdy z nas broni, każdy atakuje. Mamy dobrą skuteczność, Arek potwierdza to już od dawna. Pytaliście, co jem przed meczami – nic ciekawego. Nie wiem, co się zmieniło, ale znajduję sytuacje i dobrze czuję się pod bramką rywala. Dobrze to wychodzi.
Czterdzieści lat minęło od pierwszego triumfu GieKSy w Pucharze Polski. Patrzycie już w stronę finału?
Mam wywieszony plakat Narodowego w szatni, wisi od samego początku. Zobaczymy, każdy ma na to apetyt. Musimy dobrze przygotować się do następnego meczu, niezależnie od drużyny, na jaką trafimy.
Awans do Ekstraklasy, przeprowadzka na Nową Bukową, potem najlepszy wynik wśród drużyn ze Śląska, teraz Puchar Polski. Tworzycie scenariusz pod film?
Tak nam to wychodzi. Trzeba się z tego cieszyć. Rozmawialiśmy tak z Arkiem Jędrychem, mamy po trzydzieści parę lat i każdy z nas zasuwa. Walczyliśmy o to, żeby być w Ekstraklasie. I my, i myślę, że kibice cieszymy się z tego, że doszliśmy do takiego momentu jako GieKSa.
To nie jest Anglia, puchar rozgrywa się w środku tygodnia. Dzisiaj 120 minut, zaraz mecz z Radomiakiem. Dacie radę?
Podchodzimy do każdego meczu z marszu. Każdy z nas jest ważny, trener to podkreślał na odprawach. Mamy sześć spotkań w trzy tygodnie, to jest natłok. Zdarzają się jakieś kontuzje, jakaś słabsza forma akurat nie wyskoczyła ostatnio, bo wygrywamy. Każdy musi być gotowy.
A zdążycie przygotować nogi na mecz w niedzielę?
Czeka nas podróż, ale mamy super sztab medyczny, który nam bardzo pomoże.
W szatni myślicie, że Bartosz Nowak może być pewny powołania do kadry?
Bardzo mu kibicujemy. Wiemy, jaką jakość nam daje i jakie liczby dokłada. Fajnie, że jest w orbicie, ale to nie jest od nas zależne. Selekcjoner pewnie na wszystko patrzy chłodną głową.
Zazwyczaj na głowę dogrywa Bartosz Nowak, dziś ciasteczko dał Alan Czerwiński.
Ma najlepiej ze stoperów ułożoną stopę, często nam dogrywa na treningach.
Biło serce, jak sprawdzali spalonego?
Z mojej perspektywy wyglądało to jak typowa mijanka. Może to tak długo trwało przez rysowanie linii, ale raczej byłem spokojny.
Ćwiczycie na treningach grę bez nominalnej dziewiątki, na styl reprezentacji Hiszpanii?
Trenujemy takie warianty, czasem też tam występuje Eman Marković. Jest dużo tych wariantów.
Po tej żółtej kartce tylko raz popełniłeś ostrzejszy faul. Trener cię na to uczulał, czy to kwestia doświadczenia?
Rozmawiałem z chłopakami, że lepiej będzie, jak odpuszczę. Nie chciałem osłabić drużyny i cieszę się, że wytrzymałem. Chłopaki też mi w tym pomogli.
Po ostatnim meczu z Widzewem chwaliłeś drużynę. Dzisiaj Damian Rasak, który jest niedługo w zespole, wiedział, że musi zająć pozycję Arka Jędrycha, kiedy ten wybiegł do ataku. Trener mówił, że dużo rozmawiacie o piłce.
Tak, bardzo dużo rozmawiamy, wszystko analizujemy. Mamy świadomy zespół, nikt się za nic nie obraża. Chwała Damianowi za to, że też chce się uczyć. Jest z nami parę tygodni, ale już wie, kiedy ma gdzie się pojawiać.
Felietony Piłka nożna
Realizacja piłkarskich mitów
Jeszcze nie otrzepaliśmy się po emocjach, a już przyszło nam grać kolejne bardzo ważne spotkanie. Tak jak pisałem – w pewnym kontekście był to najważniejszy mecz od ponad dwóch dekad – nie było bowiem przecież od tak długiego czasu spotkania tak bardzo przybliżającego nas do jakiegokolwiek trofeum. Przez wiele lat biliśmy się po prostu o awans do ekstraklasy. W 2017 roku graliśmy w końcówce rundy wiosennej z liderującą Sandecją i wygrana w tamtym spotkaniu bardzo przybliżyłaby nas do tegoż celu. Wówczas nazwałem ten pojedynek meczem dziesięciolecia. Gdy dziś patrzę na to, jaką rangę miało to spotkanie w porównaniu z dzisiejszymi wyzwaniami, to stwierdzam, że była to ranga proporcjonalnie mała. W żadnym stopniu tamten mecz nie równał się ważnością do wspominanego w felietonie przedmeczowym pojedynku z Arką w Gdyni o awans. Z kilkoma meczami już w samej ekstraklasie. Ale przede wszystkim z ćwierćfinałem Pucharu Polski, dającym tak wielką szansę na wygranie trofeum. Trofeum obecnego wczoraj w Katowicach. Jak to powiedział mój kolega: „Mogliby go już tu zostawić”…
Trudno ogarnąć, że w ciągu czterech dni możemy przeżywać dwa razy taką radość, tak euforyczne chwile. Po latach przyzwyczajenia do wielkich zawodów, rozczarowań i gorzkich pigułek, z chwilowymi przerwami na lekką radość po wygraniu meczu z Dolcanem czy Łęczną, teraz przychodzi prawdziwe piłkarskie i kibicowskie szczęście. Do Katowic przyjeżdżają najbardziej uznane marki w Polsce i muszą one uznawać wyższość GKS Katowice. Cała Polska może zobaczyć, co się w Katowicach zbudowało – w kontekście klubu, drużyny i nowego stadionu. Myślę, że kibice wielu ekip w Polsce obecnie nam po cichu zazdroszczą.
Oczywiście mimo naszego wielkiego sukcesu w mediach dominuje analiza sytuacji w Widzewie. Nagłówki o „dramacie Widzewa” i dziesiątki minut poświęconych łódzkiemu klubowi. Z jednej strony do tego jesteśmy już przyzwyczajeni, bo Widzew to póki co klub najwyraźniej bardziej medialny. Z drugiej strony uważam to za żenujące. Kilkadziesiąt minut gadki o przegranych, przepłaconych gwiazdach, analizie kto powinien zasiąść na ławce trenerskiej, a na koniec jakaś refleksja rzucona ochłapem „wspomnijmy jeszcze o GKS Katowice”. Na szczęście piłkarze GieKSy robią wszystko, żeby pokazać piłkarskiej Polsce, że medialność można sobie wsadzić głęboko, a wygrywa się prawdziwymi wartościami – jakością, jednością i rzetelną pracą.
GieKSa po raz drugi wygrała z Widzewem w ciągu miesiąca. Tzw. „dziennikarze Widzewa” musieli się mieć z pyszna, podobnie jak kibice z Łodzi, którzy oczywiście nie omieszkali od początku skupić się bardziej na obrażaniu GieKSy niż dopingu dla swojego zespołu. Abstrahując jednak od tego, zaprezentowali się bardzo dobrze i głośno dopingowali. Wypełniony sektor gości dodaje wiele punktów do atmosfery. Kibice GKS jak zwykle stworzyli kapitalne wokalne słuchowisko, więc mieliśmy prawdziwą piłkarską wojnę na trybunach, jak i na boisku.
Zestawienie meczu ligowego i pucharowego wypada… dziwnie. Porównując posiadanie piłki – zmieniło się diametralnie – teraz było 50/50, a w meczu sprzed niespełna miesiąca Widzew miał ją ponad 70% czasu. Wtedy jednak łodzianie oddali tylko jeden celny strzał na bramkę, a teraz multum, znacznie więcej niż GieKSa. Na pewno z gry Widzew wyglądał lepiej niż w meczu ligowym, jednak wspomniane strzały były po prostu… niegroźne. Bardzo dobre ustawienie Rafała Strączka powodowało, że wyłapywał te piłki jak magnes. Trzeba pochwalić naszego bramkarza, bo przy takiej liczbie strzałów zdarza się popełnić błąd, wypluć piłkę. Golkiperowi futbolówka wybitnie kleiła się do rąk.
Oczywiście nie uniknęliśmy też błędów i bardzo groźnych – choć nielicznych sytuacji. Strata Mateusza Kowalczyka przed polem karnym, po którym Bergier King zlekceważył sytuację i uderzył fatalnie, no i przede wszystkim doliczony czas dogrywki, rajd Mariusza Fornalczyka i absolutnie pechowe (dla nas szczęśliwe) pudło Frana Alvareza. Aż przypomniał mi się Adrian Benedyczak, który kiedyś podczas pucharowego meczu GieKSy z Pogonią też w samej końcówce nie trafił do pustej bramki. Uff…
No i zaspaliśmy przy tym straconym golu. I powiem tak, bardzo doceniam, że trener Rafał Górak na konferencji wziął też – jako on i sztab trenerski – odpowiedzialność za to. Błędy w piłce się zdarzają, wiadomo, Widzew to wykorzystał i był cwańszy. Jednak umiejętność widzenia swojej odpowiedzialności cechuje ludzi mocnych i pewnych. To szerszy temat, pozapiłkarski, po prostu życiowy. Branie odpowiedzialności – uczciwie, ale nie z biczowaniem się – to zasób, to coś co wzbudza zaufanie, wzmacnia i powoduje rozwój. Jednocześnie rzadka to cecha zarówno u ludzi ogółem, jak i w środowisku piłkarskim. Zazwyczaj dominuje umywanie rąk i ucieczka od odpowiedzialności lub drugi biegun – samobiczowanie się i kajanie. Dlatego powtórzę jeszcze raz – bardzo doceniam tę postawę trenera. Wszyscy popełniamy błędy.
Na konferencji zrobiłem kilka nawiązań. To niesamowite, że Lukas Klemenz stał się koszmarem Widzewa. To bardzo symboliczne podkreślenie tej – już nie „mitycznej” – powtarzalności. GieKSa z pustych piłkarskich sloganów robi słowa z pokryciem. Właśnie ta powtarzalność, wyciąganie wniosków, powalczenie w następnym meczu o trzy punkty i cały ten piłkarski bełkot – w naszym zespole przestał być bezwartościowym paplaniem, a rzeczywistością. GieKSa naprawdę to realizuje i dzięki temu następuje rozwój. Podobnie jak z „budowaniem drużyny”, które jest w większości kompletną bzdurą, bo trener wylatuje po kilku miesiącach ze względu na dwa przegrane mecze. W Katowicach drużyna jest NAPRAWDĘ zbudowana. Ze zgliszczy – jak mówi trener. I ten proces trwa w najlepsze.
Wracając do symbolicznego Lukasa. GieKSa ma swój sposób na stałe fragmenty i to „drugie tempo”, o którym trener mówił w poprzednim sezonie jest cały czas praktykowane. Lukas Klemenz zachował się w tej sytuacji jak rasowy napastnik, dostał piłkę prostopadłą, a nie centrę z boku boiska i z pierwszej – w sytuacji sam na sam – strzelił gola. Schematy.
Zapytałem też o to „oczekiwanie nieoczekiwanego”, bo przecież akcję bramkową (wrzut z autu) poprzedziło odbicie od chorągiewki. Ja sam odwróciłem już głowę, bo uznałem, że akcja jest stracona i ku mojemu zdziwieniu po kilku sekundach – nadal ona trwała. To są dokładnie te setne sekundy, o których pisałem w przedmeczowym felietonie. Na transmisji telewizyjnej tego nie widzę, ale całkiem możliwe, że Borja Galan zareagował dosłownie ułamek wcześniej, zanim piłka się od tej chorągiewki odbiła. Antycypował – jak mówi Tomasz Hajto. Na pewno jego reakcja była szybsza od Marcela Krajewskiego. I to po tej akcji Widzew ratował się wybiciem na aut, po którym padła bramka.
Czysto piłkarsko nie był to najlepszy mecz GieKSy, były popularne ciężary. Ale też nie był to mecz słaby. GieKSa zrobiła to, co jest jej największym atutem – determinacja, znów – już nie „mityczne” – realizowanie założeń taktycznych, konsekwencja. I przede wszystkim nasz zespół nie odpuszcza, nie przestaje grać w piłkę. Znów przygotowanie fizyczne było na najwyższym poziomie. I w końcówce to Widzew spuchł bardziej, trener Jovicević ratował się wprowadzeniem żwawego Fornalczyka, gdy reszta już raczej była bardzo zmęczona. W końcówce to GieKSa była bardziej aktywna i gdyby Marcel Wędrychowski był bardziej precyzyjny, mogłoby się skończyć przed karnymi.
Wspomniane rzuty karne to już historia, którą będziemy pamiętać. Przy takim zmęczeniu, przy takiej presji, katowiczanie wykonali je bezbłędnie. Choć serce zabiło nam mocniej, gdy Drągowski dotknął piłkę po strzale Arka Jędrycha, ta na szczęście wpadła do siatki. Rafał Strączek broniąc w pierwszej serii jedenastkę Frana Alvareza dał dużo spokoju na dalszą część serii jedenastek. Potem była podcinka Nowaka… rany, maestria. I duże ryzyko. Ale jak zawodnik jest pewny, to mu to wchodzi. Jak jest pospinany, jak Brahim Diaz w finale Pucharu Narodów Afryki, to jest dramat. Bartkowi wychodzi ostatnio wszystko. Panie Urban… nie rób Pan wstydu. Damian Rasak dał swoją pieczęć, a popularny Milusi pokazał, że również jest bardzo pewnym ogniwem. Potem natomiast był już tylko „typowy Fornal” i euforia na stadionie.
Jakiś zawias miałem na konfie, bo pytałem trenera o rzuty karne z Pucharu Polski sprzed 15 lat z Puszczą Niepołomice, a zapomniałem o tych z Wartą Poznań kilka lat temu – potem były jeszcze przegrane jedenastki ze Stalą Stalowa Wola. W każdym razie w rozgrywkach pucharowych te jedenastki idą nam ostatnio nieźle, bo przecież jeszcze wygraliśmy je we wspomnianym meczu z Pogonią. No ale to właśnie były takie nasze „małe szczęścia”. Teraz mamy duże. Tej rangi ruty karne ostatni raz graliśmy z Araratem Erewań w 1995 – wówczas przegrane. A ostatnie wygrane były rok wcześniej z Arisem Saloniki, kiedy to Janusz Jojko decydującą jedenastkę wykorzystał.
Pan Czapeczka na konferencji dalej wygłaszał swoje farmazony i kibice Widzewa mają już go dość. W ustach trenera Widzewa właśnie te slogany bez pokrycia są ciągle aktywne, tyle że on robi to już do przesady. Mówi o dumie, o team spiryt w tym meczu i tak dalej, i tak dalej. Odległość lat świetlnych od GieKSy jeśli chodzi o wcielanie słów w życie.
Możemy być dumni z naszej drużyny. Raz gra lepiej, raz gorzej, ale zawsze gra swoje. I tym po prostu wygrywa. Nie tylko mecze, ale i serca kibiców.
Myślałem sobie przed Górnikiem, że jakbym miał wybierać z tych dwóch meczów, który wolę wygrać, to wziąłbym ten z Widzewem. Wiadomo, w lidze punkty można odrobić, a puchar to sprawa zerojedynkowa. A dostałem i to, i to. Nie żadne „minimum” czy „dobrze”, tylko po prostu idealnie.
Ochłońmy. Dobrze, że następny mecz jest nie na przykład w piątek, tylko w niedzielę. Mamy trochę zszarganych nerwów, a piłkarze poobijanych kostek i zmęczonych mięśni. Niech teraz fizjoterapeuci zajmują się doprowadzaniem naszych piłkarzy do stanu używalności, a trenerzy podają piłkarzom efekty analizy Radomiaka.
A my rozsiądźmy się wygodnie, z herbatką w ręku i oglądajmy poczynania naszych potencjalnych rywali. Już dziś gra Zawisza z Chojniczanką i Lech z Górnikiem. Jutro jeszcze Avia z Rakowem. W piątek losowanie i będziemy z zapartym tchem śledzić, kogo los nam przydzieli.






















































































































































































































































rob
12 maja 2018 at 23:22
Zamknięcie „Fryzjera” nie zakończyło handlowania meczami.Ktoś zajął jego miejsce.Dzisiaj jest większa kasa i większe możliwości.To też tylko moje podejrzenia.
P.S.Mam nadzieję że na meczu z Tychami będzie pełny Blaszok
(może bilety po 1 zł?) i będziemy mogli tym frajerom podziękować odpowiednim dopingiem.Niech zobaczą co to jest prawdziwa PRESJA .
Irek
13 maja 2018 at 00:10
Koniec pierdolenia wypierdalac paszulewicze i ta zgraja ciuli
Kibic
13 maja 2018 at 00:17
CO MA ZROBIĆ TRENER,JAK MA SAMYCH SZMACIARZY W DRUŻYNIE.A BŁĄD KLASA SAMA W SOBIE, PEWNIE ODEJDZIE BO ZASŁUGUJE NA EKSTRAKLAPE A W KATOWICACH TEGO NIESTETY MIE BĘDZIE:/
wiesiek
13 maja 2018 at 00:18
Shellu Ty jednak jesteś pierdolnięty.
Zenek
13 maja 2018 at 00:27
Lubie Twoje komentarze, piszesz to co ja tez czuje, jestem tak ….ze brak mi slow i zeby sie nie rozpisywac, mam syna w poniedzialek nie zaprowadzic na trening? (GKS r. 2009). Jakis powtarzajacy sie koszmar, moze to koszmar zlych polaczen wyboru trenera i zawodnikow? tego sie bede trzymal! Zle wybory trenerow, kompletnie nie trafioni zawodnicy….i na koniec znow w morde! W to wierze a nie w „pilkarskiego pokera”, moge sie mylic!
Cud na Cichej nikomu nic nie dal, nam zabral!
Robson
13 maja 2018 at 00:53
Niestety pewnie po tej żenadzie z Tychami będzie ledwo 2000 osób mało kto jeszcze wierzy w tych patałachów a tym bardziej w Paszulewicza i jego debilne niczym nie uzasadnione decyzje.
Shellu szacun za odwagę piszesz to co większość z nas czuje.
Panie Prezydencie Marcinie czas zabrać się za piłkarską GieKSę czas na nowego odważnego prezesa jak np Michał Marcinkowski czas na wywalenie z tego klubu wszystkich którym nie zależy na Ekstraklasie w Katowicach !
Czas by wreszcie Ci którzy od 12 lat wierzyli i byli z tym klubem mogli chodzić z podniesioną głową dumni ze swojego klubu i miasta !
wierny
13 maja 2018 at 01:38
Wezcie ryj zaawryjcie w redakcji qurwa moze
Mecza
13 maja 2018 at 04:45
Zatrunić trenera którego drużyna gra piłkę ofensywną, ma wypracowane schematy w ataku pozycyjnym. Paszulewicz nadaje się tylko do walki o utrzymanie. O to chodzi Panie Bartnik?
Irishman
13 maja 2018 at 04:55
Shellu, po raz pierwszy nie byłem w stanie doczytać do końca Twojego felietonu.
Ja widziałem w życiu mecze, które potem okazały się sprzedane. Ale wczoraj, tak jak prezes Boniek widziałem walkę. Tylko, że totalnie, fundamentalnie, katastrofalnie B E Z P R O D U K T Y W N Ą!!!
Sam pokazałeś klika błędów trenera. Ja dodałbym jeszcze inne jak chociażby np. wystawienie Słabego na nie swojej pozycji, zamiast Frańczaka, dzięki czemu moglibyśmy rozjeżdżać chorzowskich raz jedną raz druga strona, a zamiast tego graliśmy ciągle jakieś górne piłki itd. itp.
Cóż trener zapewne zostanie, a piłkarze się pewnie zmienią w ogromnej mierze. I wtedy zobaczysz, że to będzie tak samo wyglądać i może przyznasz mi rację. Niestety z tym „trenerem jednej taktyki” awansy nie zrobimy.
witek
13 maja 2018 at 06:40
Brak wychowanków,brak zawodników związanych z GieKSą emocjonalnie czy choćby gości z charakterem(Kiedyś Świr,Ledwoń i wielu innych)większość z obecnych „piłkarzy”mo nos w rzici.
Gorol
13 maja 2018 at 06:41
Robią z was ciula od lat, tyle wam powiem. Obserwuję GKS od lat, chociaż nie jestem kibicem tego klubu (zaraz pewnie będzie wypier… spoko, napiszcie sobie) i powiem wam, że to jest wielka, złożona i naprawdę nieźle zaplanowana gra, której jednym z największych beneficjentów może być właśnie, wasz kochany Prezydent miasta. Są zmiany prezesa, zawodników, trenerów – no i czego to dowodzi po latach? Tego, że jesteście dalej w tym samym ciepłym qurwidołku i że wielu danym było nachapać się, za akceptację warunków i uczestnictwa w tej wielkiej grze. Powiecie, że to tzw. spiskowa teoria dziejów – jest niepewna i można ją łatwo wyśmiać i obalić na 100 sposobów, ale tak samo jak można z was ciula robić przez następne X lat… Gra nazywa się bukmacher i jest jak eldorado, a klub to kura znosząca złote jaja, ale nie dla was, tylko dla nich. Dlatego kochają GKS inną miłością i inwestują pieniądze, żeby jak każda inwestycja w biznesie, zwróciła się i dała pokaźny profit. Tutaj to idzie z publicznego wora, to nawet już prywatna kieszeń sponsora nie jest potrzebna. Układ zamknięty i doskonały. Tylko nie dla was. Co roku pośmiewisko, fenomenalne gole samobójcze z drugiej połowy boiska, smutne miny, faule na czerwoną itd., nie było tak? Ja z zewnątrz pamiętam, a co niektórzy z was robią twardy reset od startu nowego sezonu, ale w sumie nie dziwie się bo psychicznie dla kibica Gieksy, tego się zdzierżyć nie da… Pamiętajcie, że ryba psuje się od głowy, a nią nie jest prezes czy trener, tylko ten co siedzi w ratuszu. Będą wybory na jesień to przemyślcie sobie. Oczywiście zaraz podniesie się zarzut że ten wywód powyżej to zwykła agitacja wyborcza. Powiem, że w d… mam wybory samorządowe w Katowicach bo to nie mój region i miasto, ale to wy jesteście gospodarzami na swoim podwórku i nie mówię tu tylko o Bukowej. Tylko się zastanówcie, czy wolicie mieć zachowaną I ligę na wieki, wieków i ochłap w postaci szkółek piłkarskich dla dzieci, których część z nich będzie zmuszona w przyszłości poznać warunki i zasady wielkiej gry w Katowicach. Nie zmieni się jeszcze jedno – kompromitacje, wyjaśnienia i ciepły qurwidołek w którym tkwicie od lat. Chociaż być może wam to pasuje? W takim razie przepraszam i nie przeszkadzam w dalszej fascynującej obserwacji kolejnych „szalonych” sezonów w 1. lidze polskiej, waszego kochanego klubu.
Kibol
13 maja 2018 at 06:57
Może i jakieś spekulacje a może nie ale jedno niech mi wytłumaczą czy nie ma wstydu przed rodziną dziećmi młodzieżą za brak serca ,ambicji woli walki itp. itd po jakiego h…. turnieje dla młodzieży spotkania w szkołach ,przedszkolach itp itd jak nie mają za grosz ambicji serca woli walki oddania dla klubu czy oni nie mają wstydu tak dzisiaj isc do koscioła z rodziną przy niedzielnym obiedzie zasiąść spojrzeć dzieciom lub młodzieży prosto w oczy . Niech sobie odpowiedzą razem z trenerem w szatni przed meczem czy wiekszy wstyd wyjsc i zagrać czy zostać w szatni i oddać mecz walkowerem
bodek
13 maja 2018 at 08:19
Na GieKSa chodzę 27 lat ale takiego „wachania formy ” w życiu nie widziałem. O grajkach nie nie napisze bo szkoda mi nerwów. Paszul niech się zastanowi co on gada bo pierdolenie o mentalności zaczyna mnie już wkurwiać, że trzeci raz nie dojechali na pierwszą połowę itd. to ja się pytam : gdzie oni kurwa jeżdżą
Czekam na reakcję prezesa ale nie wierzę że ma na tyle jaj że stać go na jakieś radykalne działania, on po prostu przesiąkł tym marazmem
Do zobaczenia w sobotę, bo jestem kibicem tego klubu a nie tej drużyny
Serbia
13 maja 2018 at 08:29
Podziwiam Cię Shellu, że chce Ci się jeszcze pisać i oceniać tych pasożytów. Brak słów na tych skurwysynów, którzy kpiny i drwiny urządzają sobie z kibiców. Od 40 lat jestem kibicem i DOSYĆ tego. Z jednym się tylko nie zgodzę tzn. może prezydent daje jakąś kasę na Gieksę ale jest wyraźna informacja, aby nie robić awansu, bo finansowo i infrastrukturalnie miasto nie jest gotowe na ekstraklasę. To jest paranoja ale to jest prawda. Napisałem już w innym tekście – na treningi i mecze wychodzą pasożyty w koszulkach z zaklejonym herbem, w poniedziałek delegacja kibiców jedzie na trening i w krótkich hasłach tym pajacom i oszustom „powie” co o nich sądzą, a mecz z tychami bojkotujemy.
Scifo
13 maja 2018 at 08:38
Widzę, że część osób dalej myśli, że ta porażka to był przypadek, zła taktyka trenera, albo jej brak. To zwracam uwagę, że te same osoby, robią to po raz drugi, bo w zeszłym roku było to samo! Chcieli wygrać, ale nic nie wpadło, kulam sie ze śmiechu. Było przecież zaangażowanie, nosz kurwa…
Zjeby robią nas w wała i są tak aroganccy, że żygać się chce. Wybierają te mecze, które im pasują. Jak są za wysoko w tabeli to dwa do tyłu i jest git. Mam kurwa karnet i pojde na Tychy, i dlatego żądam wyjebania dla przykładu największych szkodników, lecą Foszmańczyk, Goncerz, Kalinkowski, Nowak, Prokic, Cerimagic, Kamiński, Zejdler. Jebane bydło bałkańskie, imprezuje ze śmierdzielami, albo podpisuje kontrakt z Mielcem i od meczu że Stałą wali jawnie w chuja. Tak wiem, że wiekszość wymienionych wczoraj nie grała. Ale też wiem, że w drużynie nic się nie dzieje przypadkiem, ktoś lody kręci. Do wczoraj śmierdziele byli najsłabszą drużyną, uwzględniając 6 punktów odjętych. Mają anty trenera Fornalak, którego drużyny mają wpisane w DNA inkasowanie 6 bramek w meczu (w końcu wiele lat grał przy Cichej 6).
Oberschlesien
13 maja 2018 at 09:21
zostawcie trenera w spokoju ,jedyny trener ktory u nas dziala ,w przerwie zmienia 2 zawodnikow ,probuje ,bo widzi ze gra nie idzie,3 zmiana tez szybko ryzykowna ale chlop chcial…niestety panowie,nie ma jakosci pilkarzy ,to czego ich probuje nauczyj trener to walka,i to bylo widac ze oni wiecej walcza niz za poprzednich trenerzynow,ale pilkarzy ktorzy maja po 25 lat ,nie nauczysz juz podstaw techniki oraz naturalnego ciagu na bramke ,pierwsze mozna sie nauczyc do wieku juniora ,drugie trzeba miec we krwi ,a u nas nie ma tego….syfiarze sprezyli sie na mecz ,wytrzymali tempo az do 80 min,we wczesniejszych meczach padali po 60 min ,niestety u nas nie ma ofensywy,nie ma pilkarza ktory umialby dryblowac ,nie bal sie pojedynkow 1 na 1 dlatego nie strzelamy…a bramki z bielskiem..2 cufale…nie trenera to wina ,bo dawno na Bukowej nie bylo tak ekspresyjnego faceta ,zyjacego na lini i zadajacego od pilkarzy walki…tu wystarczyl jeden karny i powiedzmy prawde tego karnego mogl sedzia podyktowac bo faul tam byl….szkoda szkoda szkoda…tyle lat czekania kur…
HHSM
13 maja 2018 at 09:32
Z drużyną trzeba być na dobre i na złe. Widzę, ze w Katowicach przy kazdym potknieciu odrazu wiadro pomyj, bluzgi, wychodzenie ze stadionu przed czasem. Takim zachowaniem tylko pogłębiacie kryzys. Wiara i zaufanie to jest podstawa. Pozdrowienia z Podkarpacia.
Bartolo
13 maja 2018 at 09:40
@Gorol-100% prawdy !! Cały ten przestępczy układ zaczyna się od góry.Prezydenci miast,prezesi związków piłkarskich…prezesi klubów,na końcu trenerzy i dziwki(kopacze)A no i oczywiście Patronat Wielki,dający kasę i wszystko kontrolujący:bukmacherka
borys
13 maja 2018 at 10:01
Pierdolicie jak paniusie u fryzjera frajerzy, w Warszawie też mieliśmy małą zniżke formy w Legii wpakowaliśmy się do autokaru dostali kopacze po klapsie i kurwa forma momentalnie wróciła a wy kurwa tylko pisać potraficie, zgnijecie w tej pierwszej lidze ha ha ha Legia Warszawa
wiesiek
13 maja 2018 at 10:35
Borys przedstawił nam jedyne słuszne rozwiązanie na dzień dzisiejszy dające nadzieje na poprawe umiejetnosci pilkarskich w najblizszej przyszlosci
Grzeczny
13 maja 2018 at 11:09
To że kopacze dostaną po klapsie na jutrzejszym treningu nic nie pomoże bo oni są tak daremnie jak klapki w zimie.
Miro
13 maja 2018 at 11:18
i znów wynik trafił..dzięki dwóm piłkarzom…dobrze że ich posłuchałem…dziękuje!
Irishman
13 maja 2018 at 11:20
@Oberschlesien, no ale skoro trener zostawia poza 18-nastą piłkarzy, którzy właśnie nie boją się pojedynków 1 na 1 to tak to musi wyglądać. On niby stawia na organizację gry. No i to działało na początku ale zostało już rozgryzione! Teraz trzeba właśnie kogoś, kto potrafi kreatywnie, niekonwencjonalnie zagrać, a nie pchać się na siłę w mur przeciwników albo zagrać na alibi rzucając piłkę do przodu! Jeszcze jak początkowo Prokiciowi chciało się grać i fajnie wchodził w obrońców to miało to jakiś sens. Ale teraz już mu się albo nie za bardzo chce albo jest dobrze pilnowany i niewiele z tego wychodzi. A wczoraj tak grać to już była głupota! Tu się aż prosiło postawić na Plizgę. TYM BARDZIEJ WCZORAJ NA TYM STADIONIE!!!!! Jeszcze z Bytovią, fajnie tą grę pchali Frańczak z Mandryszem prawą strona. Ale wczoraj tam grał Słaby, który nie potrafi grać do przodu, a już tym bardziej nie na swojej stronie boiska!!! No i aż żal było patrzeć jak Mandrysz się bezproduktywnie miota i nie wie gdzie zagrać.
1964
13 maja 2018 at 11:53
Ja będąc prezydentem miasta zrobiłbym tak!
1.Wypierdoliłbym z klubu wszystkich począwszy od prezesa kończąc na kopaczach!
2.przeprowadziłbym dezynfekcje wszystkich pomieszczeń w klubie.Bo są przesiąknięte gównem od lat!
3.Wycofałbym w trybie natychmiastowym klub z 1.ligi.
4.zaczynamy rozgrywki od 4.ligi!
A ci co będą na meczach z tyskimi i łęczną są albo nienormalni albo są po prostu gorolami!Ślonzok wie co zrobili z tym klubem ,zarządzający i te skórwysyny co kopią się po czołach!Niestety ale jesteśmy posmiewiskiem całego sląska.Jedynym normalnym rozwiązaniem jest budowa tego klubu od nowa!Będąc właścicielem nie pierdolił bym się z tymi chujami!Tyle w temacie do nowego sezonu!
wkurwiony
13 maja 2018 at 12:48
Miro a jaki wynik z Tychami? Tez bym cos chetnie wygrał
cichy
13 maja 2018 at 13:27
1964 tyś sie z chyjem na lby pozamienial czy jak?
Kurwa zaczac od 4 ligi
Miro
13 maja 2018 at 13:32
Z Tychami będzie 1-1
James
13 maja 2018 at 13:42
Shellu jak Cie podziwiałem Za felietony tak teraz pierdolisz!
Gdybys zagrał jeden mecz jako zawodnik przeciw Ruchowi to byś tak nie pisał…ja tez jestem wkurwiony wynikiem
Ale nie możesz pisac o braku walki i chęci bo ta była w 2 połowie
I juz kurwa oczy mnie bolą jak wszyscy wypisujecie o jakichś bukach i sprzedanym meczu
Złość jest na miejscu ale jebanie piłkarzy nie za bardzo…
Marek
13 maja 2018 at 13:53
realnie, oglądając mecze Tychów, to przy naszej dyspozycji dostaniemy wpierdol…
może pełny stadion poskromi naszych pilkarzyków, tylko tu nie chodzi o jeden mecz tylko regularność.
do zawodników: po tym wszystkim co zafundowaliście fanom, po każdym golu ( daj boże )
powinniście się powstrzymać od radości, tylko piłeczka na środek i do boju.
Irishman
13 maja 2018 at 14:21
@1964
5.Fajna pogoda jest, idź się przewietrz! 🙂
@James
Nie dziwię się totalnemu wkurzeniu @Shella, no bo ileż można! Normalnie do słowników języka polskiego powinno zostać dopisane określenie „awansować jak GieKSa” oznaczające „syzyfową pracę” tylko z jeszcze bardziej wk…jacym zakończeniem! A Shellu tkwi w tym wszystkim poświęcając swoje prywatne życie klubowi!
Ale zgadzam się, że trochę przesadził. Wszystko można zinterpretować jako nieczystą grę. Nawet to, że Wierzba tylko symulował, że chce obronić karnego albo że Błąd perfekcyjnie strzelił prosto w obrońcę, który stał na linii bramkowej. Ale prawda jest taka, że jesteśmy po prostu totalnie słabi w ofensywie. Paszulewicz to jest jakby przeciwieństwo Brzęczka. On wspaniale nauczył drużynę bronić się ale zupełnie nie radzi sobie, aby nauczyć ją atakować. Gdy straciliśmy pierwsi bramkę, to tylko raz, ze słabą Odrą udało się nam szybko wyrównać i ostatecznie wygrać. A w pozostałych przypadkach byliśmy bezsilni. No i zwróć uwagę, że kilka bramek strzeliliśmy fartem, po błędzie bramkarza, który puścił centro-strzał albo po rykoszecie…
I to mnie martwi, bo jak chcemy awansować to musimy także umieć wygrywać, grając nie tylko z kontrataku. Czy Paszulewicz jest w stanie to ogarnąć???
1964
13 maja 2018 at 14:35
OK!Może mnie trochę poniosło,ale do kurwy nędzy mam już dość ciągłych upokorzeń!Jedno wiem na pewno ten sezon już odpuszczam!Po tylu latach mam już tego dosyć!czekam na decyzje miasta!
Irishman wietrzenie to się przyda w szatni GieKSy!Pozdro!
Rafał
13 maja 2018 at 16:26
Ja już w tym roku na szpil nie ida. Wyłączyli mnie skutecznie….
ZAGŁĘBIAK
13 maja 2018 at 19:08
PRZYZNAJE SIE BEZ BICIA ZE JESTEM CIULEM ZE SOSNOWCA
mietek44
13 maja 2018 at 21:09
http://namietnelaseczki.prv.pl/
Irishman
13 maja 2018 at 21:35
@1964
I tu się z Tobą zgadzam, tylko nie wietrzenie szatni tylko co najmniej „Orkan Tadeusz”.;)
A jak Tadeusz nie potrafi, to jego też fruuu!
Bce
14 maja 2018 at 09:06
Jak można nie wystawić Plizge!? Wychowanek i synek od nas który ma też coś do udowodnienia. Jeszcze w takim meczu.
Szkoda pisać. Wyjebać ich po kolei.
Eda67
14 maja 2018 at 09:24
Po przeczytaniu wszystkich wypowiedzi uważam, że najwięcej racji jest w tym co pisze Gorol. Mam własne przemyślenia i niestety są one bliskie temu co on napisał. Kibice Gieksy pisząc kierują się emocjami. Ci którzy kibicami Katowic nie są, stojąc i obserwując z boku co się dzieje mają bardziej racjonalny przegląd sytuacji.
Oleks
14 maja 2018 at 11:15
No ale czemu mówicie, żebyście nie przychodzili na mecz kibice?
Dawajcie, pójdziemy teraz na mecz i przynajmniej my w zgodzie ze sobą pomożemy im dopingiem, żeby wygrali, może jest jeszcze nadzieja.
Ruch *urwisko
14 maja 2018 at 11:21
Wiesiek i wierny- Jakby się dało was namierzyć, to pierwsze co powinniście dostać to wpie&$#% za uciszanie gościa który ma odwagę pisać prawdę jak jest w naszym klubie!
Shellu- człowieku – szkoda mi Twojego zdrowia bo chyba nie ma się co narażać i pisać wprost, ale te ku4wy znowu sprzedały mega ważny mecz!!! Dzięki Ci za to chopie co robisz dla klubu!
Niewiele jest w życiu prostych schematów, tak samo też i ta sytuacja w GieKSie jest wielowymiarowa.
A mianowicie: urzędnicy z prezydentem na czele dają kasę na klub, nie swoją kasę! Wy na nich głosujecie w wyborach.To akurat jest oczywiste.
Strach przed tym że kolejna władza mogła by nie dać na Gieksę, jest silniejszy od rozsądku i zrozumienia że ci sami ludzie którzy dają grube pieniądze publiczne na to żeby nasz klub istniał, tak samo przyczyniają się do tego żeby nasz klub nie awansował do ekstraklasy!!!
Ciepłe posadki są obsadzone tak zwanymi swoimi ludźmi, czyli rodziną i zaufanymi znajomymi którzy bezkrytycznie wykonują polecenia z góry. Mają etat i to nie byle jaki, nikt ich nie posądzi o nepotyzm bo to przecież nie jest już stricte urząd a tylko spółka w której miasto ma 'trochę’ udziałów ;).
Przecież taki Cygan na przykład, jest synem byłego komendanta wojewódzkiego, który to obecnie jest na etacie Urzędu Miasta. Janicki więc też jest kolejną marionetką postawioną na urzędzie i opłacaną z pieniędzy publicznych.
Zapytacie, no ale w czym problem żeby awansować do Ekstraklasy? Przecież nadal mieliby zapewnione stołki?! To już nie jest takie oczywiste jak się okazuje, i jedna z hipotez to taka że przyjście potencjalnego sponsora strategicznego, mogłaby spowodować spore przetasowania w kadrze, a to już wiadomo że na rękę 'miastu’ i pomazańcom jego zwierzchników nie jest …
Kolejna rzeczą są trener i piłkarze, to już czysty Piłkarski poker, tu się zarabia pieniądze na bieżąco u buka i w ramach handlowania meczami.
Oni mają świadomość że przeskoczenie kolejnego poziomu piłkarskiej jakości nie jest u nich możliwe, starają się więc zarabiać jak najwięcej w tej pierwszej lidze, i ten schemat będzie powtarzany przez kolejnych x lat jeśli do kadry nie dołączą wychowankowie i młodzi którzy chcą się wypromować. Taki Błąd to w GieKSie duży błąd! Gość jest perspektywiczny i nie w smak mu kopać w lokalnym polskim kurwidołku do usranej śmierci…
… choć i ze starymi wygami awans jest możliwy! Jak to osiągnąć? Znawcy mówią że wynagrodzenie albo jego brak potrafią przemówić i zmotywować najlepiej. No ale tu wracamy do punktu pierwszego – musi chcieć tego władza – a wiadomo że władzau nas tego nie chce i chcieć nie będzie.
Jeśli nie przyjdziecie na mecz z Tychami to nic się nie zmieni, a krzywdy ani 'miastu’ ani trenerowi, anie piłkarzom nie zrobicie.
ci ludzie to znaczy piłkarze, trener, prezes a najlepiej i prezydent miasta powinni być jak najszybciej rozliczeni. Oni wszyscy żerują na naszej naiwności i pieniądzach publicznych zwyczajnie źle wykonując swoją pracę. Jeśli prezydent i radni nie zdają sobie sprawy że stracą swojej stołki w najbliższych wyborach samorządowych w przypadku braku awansu, to nie ma ich co straszyć, tylko błagam Was kibice, nie bądźcie osłami i nie dajcie się kupić przy urnach na jesień, albo albo nie dajcie sobie wmówić gadaniem tych kibiców którym obecny układ jest na rękę (bo tacy też niestety są), że inna władza kasy nie da, bo jest to zwyczajnie nieprawda!
Jeśli nie awansujemy w tym roku to niech lepiej sobie cała ta świta to przemyśli.
Rozliczmy prezydenta i radnych (a ty samym prezesa) przy urnach, a piłkarzy i trenera pod (albo w) szatni po meczu z Tychami albo Łęczną!!!Czas skończyć ten cyrk.
A sprzedajne małpy niech zatrudnią gdzieś indziej.
I w ramach podsumowania, gdyby jednak el president i jego światli doradcy doszli do wniosku że można upchnąć te etaciki gdzieś indziej (bo tu jednak są na świeczniku a miarka zaczyna się przebierać), a GieKSa straci dofinansowanie, to … niewielka strata! Naprawdę! 🙂
Czy nie wolicie chodzić z sentymentu na III lub IV ligową GieKSą w której gra młodzież, której się chce bo zostali wychowani w duchu walki i ambicji przez swoich rodziców-kibiców? W zamian za to żadni oszuści nie będą nabijali kabzy za pieniądze publiczne, a z kibiców klubu nie będzie się ośmieszało i robiło takich niedorozwojów, jakich się robi z nas teraz.
Ruch *urwisko
14 maja 2018 at 11:33
co do dopingu to proponuję przywitać kopaczy gwizdami. przemilczeć obie połówki, bez względu na wynik. Przy ewentualnych bramkach nawet się nie cieszyć, i zaśpiewać pare piosenek w przerwie na pełnej pizdzie żeby wiedzieli że jesteśmy tam dla klubu, dla siebie samych a nie dla ich marnych i podłych pobudek jakim jest dojenie kasy z miasta.
Jeszcze słowo do tych, którzy są albo taki głupi, albo głupich udają bo mają w tym interes żeby nie widzieć tego co napisałem wyżej: Jeśli wasze argumenty miałyby moc, to nie dziwiłaby mnie przegrana w stylu 2:3, albo choćby 1:3. Ale pseudo piłkarzyny (bo jak inaczej można nazwać kogoś dla kogo ambicją jest kopanie do końca życia w I lidze i granie u buka) nawet nie próbowali strzelić 1 bramki bo nie daj Bóg, mogłoby się okazać że młodzież z Ruchu nie zdoła strzelić więcej, albo zwyczajnie podetnie im to skrzydła.
I jescze jedno, może Ziobroman swoimi zmianami w prokuraturach ruszy temat takich piłkarskich wałków właśnie bo po 15 latach chwasty wyrastają na nowo …
Ruch *urwisko
14 maja 2018 at 11:46
I jeszcze jedno, ceny biletów na mecze z Tychami i Łęczną. Powinny kosztować symboliczną złotówkę, a różnica w cenie powinna zostać pokryta przez piłkarzy którzy grali w sobotnim meczu i sztab szkoleniowy odpowiedzialny za przygotowanie ich do meczy z PruchNEM!
Dla mnie sezon jest stracony bo sosnowiec nie odpuści drugiego miejsca do końca sezonu, ale naszym obowiązkiem jest przyjść na stadion żeby po każdym meczy obok którego przejdą i nie zdobędą 3 punktów – rozliczyć tych ludzi!
Robson
14 maja 2018 at 13:22
Wielu z nas pisze i słusznie że nie ma zaangażowania w derby bo nie ma wychowanków Ślązaków w składzie i itp.. a czemu nie ma w derbach nikogo kto utożsamia się GieKSą regionem itd ? Bo debil Paszulewicz nie wstawia nawet do składu jedynego naszego wychowanka który aż się prosiło by zagrał za wykartkowanego Prokića 🙁 Paszulewicz wypierdalaj i przeszło połowa składu !
A w okienku transferowym pomyślmy o Ślązakach, Młodzieży, Wychowankach jak zrobił Górnik a nie zatrudniajmy kolejnych ciuli którzy przychodzą tylko dla kasy bo nikt ich nie chce w innych klubach.
PS: Jak ten cymbał nie wstawi do składu Dawida na te ostatnie mecze to go osobiście opluję.
Tymron
14 maja 2018 at 14:48
Niestety „gorol” i „ruch urwisko” mają 100 procent racji. Jak chcecie kolejnych lat upokorzeń to głosujecie dalej na Krupę i cały układ kończący się wyrzygiwaniem na Was kopaczy.
artur
14 maja 2018 at 18:20
Dziwi mnie, że cenzura przepuściła wpis Ruch*urwisko. Zgadzam się, od dawna też do takich wniosków dochodzę. Niestety wielu nie widzi tego i wciąż wierzy tym paskudnym kłamcom z miasta. Tyle lat budują stadion i tyle lat budują ekstraklasę i tyle lat nie mamy sponsora, tylko miasto…
wiesiek
14 maja 2018 at 19:28
@Ruch *urwisko za takie pogróżki to namierzony możesz zostać Ty. Przez prokuraturę.
Irishman
14 maja 2018 at 19:31
Nie! Nie wolę chodzić z sentymentu na III lub IV ligową GieKSą, w której gra młodzież! To byłby wstyd dla mnie jako katowiczanina, że moje miasto nie stać na klub co najmniej w I lidze, a takie wpisy uważam za zwykłą prowokację wrogów klubu (albo może przedwyborczą akcje przeciwników politycznych prezydenta???).
Aczkolwiek, zgadzam się w 100%, że nie możemy zgodzić się na coś takiego co się dzieje w GieKSie!!! Wiec, o ile prezes Janicki nie zrobi porządków w naszym klubie, to Miasto powinno zdecydowanie zainterweniować, bo płacenie grubej kasy za to co pokazuję piłkarze prowadzenie przez trenera Paszulewicza z najsłabszymi drużynami I ligi to nie tylko ich marnotrawstwo ale także szkodzenie wizerunkowi miasta Katowice!
Irishman
14 maja 2018 at 19:34
Na szczęście m.in. hokeiści, wbrew patologii panującej w sekcji piłkarskiej pokazali, że inwestowanie w klub GKS KATOWICE, ma sens i przynosi korzyści całemu miastu!
Hasiokowi kopacze
14 maja 2018 at 20:06
Obawiam się że goroli i ruch *urwisko mają sto procent racji. Temat stadionu też zawsze wypływa przed wyborami. A potem długo nic… Aż do następnych wyborów 🙂
Mecza
14 maja 2018 at 20:17
@Irishman, jesteś jedną z najbardziej przytomną osobą na tym forum ale nie pisz, że miasto płaci grubą kasę i powinno interweniować. Ile to jest grubo? Wg mnie trzeba by wyłożyć dwa razy tyle (15mln?) co w Legnicy aby mówić że wykładamy grubą kasę. Legia wykłada dwa razy tyle co Lech i trzy razy tyle co Jaga i do ostatniej kolejki musi walczyć o mistrza. GKS? Jest w czołówce finansowej 1 ligi ale 1 czy 2mln nie robią żadnej różnicy gdy w ekstraklasie 10mln w jedną czy drugą stronę też nie robią różnicy.
Mecza
14 maja 2018 at 20:33
Uważam że miasto stwarza warunki pozwalające włączyć się do walki o awans (1/3 drużyn ma takie same a nawet jak są różnice to jest sport i dorzucenie 1mln nic nie daje) ale nie może go oczekiwać i wymagać. U nas nie ma stabilizacji i jak długo co pół roku kibice będą wymuszać rewolucję nie będzie awansu. Tak naprawdę 2 rok z rzędu dopiero walczymy o awans i ilu trenerów już było? Działania pod publikę tylko.
PołudnioweK-ce
14 maja 2018 at 21:01
2 lata to mamy niewiele zmian w składzie..a już na pewno w jego tzw. kręgosłupie, dlatego nie przypieprzał bym się do trenera.Jeśli są układy to jego bym w to nie wpisywał..za krótko tu jest no i też nie jest stąd.Póki co będę go umiarkowanie ale jednak bronił..co nam da kolejna zmiana trenera?..według mnie kolejny chaos..zobaczymy kogo sprowadzi po sezonie i jak będą grali w następnym..nie mówie że na koniec roku nie wysiadzie na Rondzie i nie poślizgie się na zamarzniętej kałuży..zobaczymy
xman
14 maja 2018 at 21:19
Haha teatrzyku ciag dalszy. Jak dobrze pójdzie to po wtorkowym bum znow wszystko pierdyknie i już zapowiedzą budowę nowego zespołu i walke o esktra w następnym sezonie
Bartolo
14 maja 2018 at 22:33
Czytając Wasze komentarze, nasuwają mi się tylko dwa wyjścia z obecnej sytuacji:
1.Otwarta,fizyczna walka z układem zamkniętym(prezydent,prezes,działacze,trenerzy,piłkarze,karki na trybunach-(dziwki do wynajęcia)…sorry,ale to jedyne w miarę cenzuralne określenie).Nierealne,za mało naprawdę wk…nych ludzi i cały aparat przymusu na głowie..
2.Koniec z finansowaniem przez samego siebie tej Sodomy i Gomory.Koniec z wizytami na B1,ale nie przez jeden,dwa mecze tylko cały sezon albo i 5 jak trzeba będzie.Sukces gwarantowany,całe to gówno umrze śmiercią naturalną,tylko na to potrzeba czas i wytrwałości.Jeżeli komukolwiek zależy na GieKSie i ma do siebie szacunek to nie wierzę,po prostu nie wierzę,że w najbliższym czasie zakiełkuje myśl o pójściu na mecz.Obecna GieKSa tylko dla frajerów!!