Piłka nożna
[LIVE] Siarka Tarnobrzeg – GKS Katowice
Zapraszamy na relację LIVE z meczu Pucharu Polski Siarka Tarnobrzeg – GKS Katowice. Relacja nie wymaga odśnieżania.
Felietony Piłka nożna
„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”
Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.
Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.
I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…
Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.
Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.
Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.
Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.
Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.
Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.
Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.
Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.
Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.
Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.
I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!
Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.
Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.
Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.
Wesołych Świąt!
PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.
Piłka nożna
Górak: Powrót króla na złote miejsce
Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.
Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.
Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak: Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.
Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak: To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.
Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.
Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.
Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak: Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.
Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak: Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.
Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak: Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.
Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.
Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak: Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.
Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.
Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.
Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.
GieKSa wygrała siódmy mecz półfinałów play-off THL. W finale nasi hokeiści zmierzą się z GKS-em Tychy. Zapraszamy do fotorelacji z Satelity.


Paweł
22 lipca 2017 at 17:03
GKS Katowice: Abramowicz – Frańczak, Kamiński, Midzierski, Zejdler – Słomka, Klemenz, Kalinkowski, Prokić – Foszmańczyk – Yunis.
Paweł
22 lipca 2017 at 17:16
W składzie Siarki aż 5 młodzieżowców. Przed sezonem odeszło kilku kluczowych graczy, klub stara się uzupełnić braki zdolną młodzieżą.
Szybko naszą żelazną defensywę załatwili:)
Berol
22 lipca 2017 at 17:23
działa wam radio?u mnie nie a co do wyniku trudno jedziemy dalej mam nadzieje dosc wstydu i upokorzen z wynikami choc minimum radosci w tym sadomasochizmie od lat sie nalezy czasem Nadal wierze ze sie ogarna i kolejnego wstydu nie bedzie
Paweł
22 lipca 2017 at 17:26
Shellu super fotki! 🙂
Paweł
22 lipca 2017 at 17:35
Chojniczanka, Tychy, Podbeskidzie, Miedź prowadzą na wyjazdach.
Paweł
22 lipca 2017 at 17:38
Sosnowiec 0-0. Tylko my dajemy ciała . Naprzód GKS!!!!!!!!!!
waldek
22 lipca 2017 at 17:47
https://www.youtube.com/watch?v=NALfQNABd0o&feature=player_embedded&app=desktop
Tauzen
22 lipca 2017 at 17:53
Co Dawid robi na ławce ???? czemu znowu 1 napastnikiem ???? boimy sie siarki??
Paweł
22 lipca 2017 at 17:54
waldek@ dzięki:)
waldek
22 lipca 2017 at 18:03
spoko:)
Berol
22 lipca 2017 at 18:11
dzieki kurde mogłes to od razu tego wrzucic 🙂
Paweł
22 lipca 2017 at 18:30
Straszna mizeria i kopanina. Może jakimś cudem uda się do dogrywki doprowadzić. W polu mamy przewagę, ale sytuacji brakuje. Szkoda tej Prokica:(
Paweł
22 lipca 2017 at 18:36
Zaczęło się w naszym sektorze ”Kurwa mać, Gieksa grać!”. Sosnowiec objął prowadzenie.
Paweł
22 lipca 2017 at 18:50
Niestety. Kolejne rozczarowanie sosnowiec 3:0.
Siwy
22 lipca 2017 at 18:51
No to juz wiemy o co beda grac w tm sezonie patałachy o utrzymanie ze smrodamiN4mA
pnwk
22 lipca 2017 at 18:51
Dziady pierdolone
Siwy
22 lipca 2017 at 18:52
A miałem syna wziaść w tym sezonie na pierwszy mecz ale na takie coś go brał nie bęę bo jeszcze się zrazi
Tauzen
22 lipca 2017 at 18:53
Co to kur*wa było ???? Nie wychodzćie lepiej z siedlcami banda pedałów
Solski
22 lipca 2017 at 18:54
I w ten oto sposób zajebiście rozpocząłem urlop.
Rozgońcie tych kopaczy. Za co oni k…abiorą kasę? Siarka z 5 młodzieżowcami pokazał nam jak należy grać.
Paweł
22 lipca 2017 at 18:56
Shellu współczuję. Jechać i komentować taką żenadę.
Berol
22 lipca 2017 at 18:57
kurwa mac 🙁 ja wiem to niby tylko puchary i wszyscy w dupie je maja mam 43 lata przy dobrych wiatrach mam aspiracje pozyc jeszcze z 15 czy 20 lat ale kurwa mac nie dozyje z tym klubem chwały znów jak zwykle w ryj znów w pn rano wstyd sie w robocie przebierac w szatni z kumplami bo tylko polewa z mego klubu i wieczne podsmiechujki kurwa mac…zas to słuchanie i polewa … pierdolone eunuchy czy kiedykolwiek z kim i o cos z sensem wygraja ?
Ja
22 lipca 2017 at 19:02
Spierdalac zaczynamy od nowa.jo już karnetu nie kupuja
Paweł
22 lipca 2017 at 19:06
Proponuje hasło nowej flagi – ”Murowany Pierwszoligowiec”
Karnet na główną za 90 zł. To rozsądna cena Karnet na Ruch – 250 zł:)
Solski
22 lipca 2017 at 19:31
Przykre.
Jak widziałem jak grają to wniosek jest jeden.
Walka o utrzymanie.
Shellu wytrwałości w tym co robicie Ci życzę.
Macie przynajmniej szkodliwe płacone?
xx
22 lipca 2017 at 19:38
Współczuję ludziom którzy z nadzieją pójdą jeszcze na bukową dopingować te miernoty. Prawda jest taka że nie zagramy w ekstraklasie przy obecnym zarządzie i podejściu miasta.Wzięliby po 2 najlepszych chłopa z każdego osiedla i byśmy mieli lepszą drużynę niż te spierdoliny
wierny
22 lipca 2017 at 19:53
Kurwa pieknie zaczynamy ten sezon. I tak pojda na Siedlce zoboczyc te gwiazdy. I cos czuja ze kurwy bydom lotaly z trybun. Obych sie mylil.
zadolak
22 lipca 2017 at 20:51
I tak mi frajerzy spierdolili urodziny,tak jest co roku.Wypozyczaja nie wiadomo jakich grajków i mysla ze dobrze beda grac.Wydaje mi sie ze niestety w tym roku bedziemy walczyc o utrzymanie niz awans,a do czasu kiedy w Katowicach nie wybuduja nowego stadionu to o ekstraklasie mozemy zapomniec.W moim sercu Ino Gieksa!
Michałio
22 lipca 2017 at 21:39
Ludzie nie pierdolcie juz o awansie tu gra o utrzymanie idzie,z kim oni chcą wgrać?Panie Mandrysz pitej pan puki czas bo potem bydzie wstyd
Jerzy
22 lipca 2017 at 23:56
Szmaciarze!
Pyjter
23 lipca 2017 at 00:22
Porazka boli,bo chcialo sie przejsc dalej w tym pucharze,bramka farfocel,coz zdarza sie to jest sport,nie przekreslajmy ich po jednym meczu…
Nowy sklad niech sie chopcy zgrywaja.Ino GieKSa.
qq
23 lipca 2017 at 01:11
Najlepiej to wytłumaczy Irishman. Czekamy na wpis, że jest super.
Jerzy
23 lipca 2017 at 01:12
Nic nie jest super. Mamy szmaciarzy a nie piłkarzy.
qq
23 lipca 2017 at 01:27
Jerzy ja to wiem ale jest ekipa z forum co pierdoliła od rzeczy, że mamy super transfery itd itp. Irishan udzielał się niesamowicie. Czekamy na wpis Irishmana;)
AdamGieKSa
23 lipca 2017 at 08:20
Irishman napisze że chłopcy muszą się jeszcze zgrać, a poza tym jest
super bo zarówno zarząd, trener, miasto i piłkarze jak on to ujął „wyrazili chęć awansu” 😉 komedia kurwa.. ale nie za moje pieniądze, trzeba mieć coś z deklem żeby kupić sobie karnet na to gówno
Paweł
23 lipca 2017 at 09:45
Irishman wierzy. Nikt mu nie zabrania wierzyć w Zarząd, transfery, Goncerza, czy awans.
Jest jednym z Nas i zależy mu na dobru klubu.
Pewnie weźmie małą poprawkę po ”prezentacji” zespołu.
W ubiegłym sezonie rozpoczęliśmy podobnie. Do tego w lidze u siebie 0-1 z Suwałkami.
Potem było dobrze (pierwsza runda). To jedyny pozytyw.
qq
23 lipca 2017 at 10:08
@Paweł nie mylmy wiary z naiwnością. Odnośnie wczorajszej kompromitacji zastanawiam się, czy posypią się jakieś kary? Czy nasz prezio w ogóle jest w stanie pierdolnąć pięścią w stół i poustawiać do pionu kilka osób? Chyba raczej nie i to jest smutne:(
PanGoroli
23 lipca 2017 at 11:53
Pojebało wos, że się ciepiecie do noszego?