Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka

Multisekcyjny przegląd mediów: Tauron KH GKS Katowice z brązowym medalem!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, hokeja na lodzie i siatkówki GieKSy.

W ubiegłym tygodniu hokeiści zakończyli grę w Polskiej Hokej Lidze w sezonie 2018/19, zdobywając ostatecznie brązowy medal mistrzostw. W „małym finale”, w meczach do dwóch wygranych pokonali ekipę Tatryski Podhale Nowy Targ 2:1.

Siatkarze, również zakończyli rozgrywki ligowe, zajmując ostatecznie ósmą lokatę. W meczach decydujących o miejscu w tabeli, przegrali z Asseco Resovią 0:2 (w obu meczach po 0:3). Po ostatnim meczu sezonu uroczyście podziękowano trenerowi Piotrowi Gruszce za trzy lata spędzone na ławce trenerskiej GieKSy.

Piłkarki, ze względu na powołania do kadry narodowej i mecze reprezentacji, pauzowały. Rozgrywki zostaną wznowione w najbliższy weekend. Piłkarze, rozegrali dwa spotkania, oba remisując w identycznym stosunku 2:2 z Chojniczanką i Chrobrym. Doniesienia mass mediów o tych meczach znajdziecie odpowiednio tutaj i tutaj.

 

PIŁKA NOŻNA

weszlo.com – Wyboje na drodze Widzewa do I ligi

[…] Widzew na finiszu decyduje się więc na starą polską szkołę trenera-strażaka. Jak poinformował Przegląd Sportowy, misji ratunkowej ma się podjąć Jacek Paszulewicz, który z nowym dyrektorem sportowym, Łukaszem Masłowskim, współpracował w Grudziądzu. Kibiców ta kandydatura nie rzuciła na kolana: ostatnio Paszulewicz pracował w GKS-ie Katowice, który miał podobne cele w pierwszej lidze jak Widzew w drugiej. Jego GKS przegrał finisz, a w bieżącym sezonie rozczarowywał jeszcze bardziej. Jego średnia punktów w klubie, który miał zrobić skok na Ekstraklasę, to 1.36.

sportdziennik.pl – Barometr I-ligowca. Wszystkie ręce na pokład

Rozdajemy plusy i minusy za rozegraną ostatnią kolejkę I ligi. Zobacz barometr I-ligowca, czyli, kto zasłużył na pochwałę, a kto zagrał poniżej oczekiwań.

[…] Miniony tydzień przyniósł przy Bukowej dwa emocjonujące mecze, zakończone remisami 2:2 – rozczarowującymi, zważywszy na klasę rywali (Chojniczanka, Chrobry) i przede wszystkim sytuację w tabeli. Na wyjazdach GieKSa punktuje nawet powyżej normy (16 pkt w 13 spotkaniach), ale u siebie bilans ma absolutnie skandaliczny. 1 zwycięstwo, 7 remisów, 6 porażek. Niech no jeszcze któryś trener rywali powie, że „Bukowa to ciężki teren”!

Do Bytovii katowiczanom jednak daleko. Ona u siebie zanotowała już 10 remisów. W 14 meczach! Aha, żeby była jasność; stawiamy, że – mimo wszystko! – GKS jednak się utrzyma.

[…] 35,48% – tak nisko wyliczamy nadzieje GKS-u Katowice na utrzymanie

0% – nasz kalkulator nie daje już szans Garbarni na utrzymanie

(wyliczone metodą Monte Carlo, 10 tys. scenariuszy, rozkład jednostajny)

dziennikzachodni.pl – Joanna Olszewska (GKS Katowice): Nie spodziewałam się debiutu w kadrze [ROZMOWA]

Joanna Olszewska, piłkarka GKS-u Katowice, w zremisowanym 1:1 meczu towarzyskim z Włochami po raz pierwszy zagrała w reprezentacji Polski.

Selekcjoner Miłosz Stępiński był pod wrażeniem tego, jak swobodnie czuła się pani w kadrze od pierwszego dnia zgrupowania. Rzeczywiście tak było?

Przede wszystkim cieszyłam się, że dostałam powołanie, ale jednocześnie byłam maksymalnie skoncentrowana na tym, żeby tę szansę wykorzystać.

W debiucie w towarzyskim meczu z Włochami weszła pani na prawą obronę. W klubie najczęściej jest to strona przeciwna. Nie było z tym problemu?

Od pierwszych zajęć selekcjoner przygotowywał mnie do takiej właśnie roli. Myślę, że go nie zawiodłam.

Z aklimatyzacją w zespole też było w porządku?

Jak najbardziej. Dziewczyny super mnie przyjęły, Kasia Kiedrzynek na powitanie powiedziała kilka miłych słów i od razu było łatwiej. Część zawodniczek znam zresztą z ligi i reprezentacji młodzieżowej.

[…] Pani przykład pokazuje, że GKS to dobry klub, żeby zwrócić na siebie uwagę. Zgadza się pani z taką tezą?

Tak. Dlatego zresztą przeszłam do tego klubu z Wrocławia,bo jest naprawdę znakomicie zorganizowany i chce grać o najwyższe cele. W obecnym sezonie jesteśmy w Ekstralidze beniaminkiem, a przecież bijemy się o czołową szóstkę, czyli grupę „mistrzowską”.

Wiedziała pani, że trenerzy kadry przyjeżdżają na mecze GKS-u?

To akurat nic nadzwyczajnego, bo cała liga jest pod ich obserwacją.

[…] Kadra to kolejny etap kariery, a następne?

Zobaczymy. Na pewno wiążę swoją przyszłość z piłką nożną. A gdy skończę kiedyś sama grać będę chciała w tym środowisku pozostać, na przykład na ławce trenerskiej. I to niekoniecznie w odmianie kobiecej, zresztą na początku w Śląsku Wrocław grałam razem z chłopakami. Na razie jednak myślę przede wszystkim o środowym meczu towarzyskim z Finlandią.

Z Wrocławia do Katowic trafiła pani po maturze. Czy reprezentantka Polski kontynuuje naukę?

Jestem na pierwszym roku katowickiej Akademii Wychowania Fizycznego i staram się godzić naukę z uprawianiem sportu. Łatwo nie jest, ale się staram.

 

SIATKÓWKA

sportowefakty.wp.pl – Siatkarze GKS-u liczą na powrót do Rzeszowa. „Mam nadzieję, że uda nam się odwrócić tę rywalizację”

Katowiczanie oddalili się od siódmej pozycji po przegranym 0:3 starciu z Asseco Resovią.

Podopieczni Piotra Gruszki od mocnego uderzenia rozpoczęli poniedziałkowe starcie. Potężne ataki Karola Butryna oraz szczelny, katowicki blok sprawiły, że przyjezdni szybko odskoczyli na pięć „oczek” (7:2). Ta dobra passa GKS-u nie trwała jednak zbyt długo. Siatkarze Asseco Resovii przejęli po chwili kontrolę na boisku i już do końca meczu nie pozwolili dojść do głosu rywalom.

[…] Katowiczanie rozegrali swój najlepszy sezon w historii występów w PlusLidze. Dopiero w końcowej fazie rundy zasadniczej pogrzebali swoje szanse na grę w play-offach.

siatka.org – Asseco Resovia siódmą drużyną sezonu

Zakończyła się PlusLigowa walka o siódme miejsce na koniec sezonu. W drugim spotkaniu pomiędzy Asseco Resovią Rzeszów, a GKS-em Katowice „Pasy” ponownie wygrały bez straty seta, kończąc tym samym sezon zwycięską batalią.

polsatsport.pl – PlusLiga: Siódme miejsce dla Asseco Resovii

[…] Piotr Gruszka ma przejąć po sezonie ekipę Asseco Resovii, a drużynę z Katowic poprowadzić ma Dariusz Daszkiewicz. Z GKS po sezonie ma odejść dwunastu zawodników, nowy trener poprowadzi więc niemal zupełnie nowy zespół.

sportowefakty.wp.pl – Katowicki GKS podziękował Piotrowi Gruszce. „Mówimy: do zobaczenia”

Ostatni mecz GKS-u Katowice w sezonie 2018/2019 oznaczał także koniec pracy w tym klubie dla Piotra Gruszki, związanego z GieKSą od 2016 roku. Były reprezentant Polski został pożegnany w stylu godnym pochwały.

– Przez wiele lat oglądaliśmy i podziwialiśmy Piotra Gruszkę jako doskonałego zawodnika. Teraz wiemy, że jest równie ambitnym i utalentowanym trenerem. Dziękuję mu oraz całemu sztabowi szkoleniowemu za świetną współpracę. Przed trzema laty projekt siatkarskiej GieKSy w PlusLidze był wielką niewiadomą. Z roku na rok nasza pozycja w siatkarskim świecie jednak rosła. To w olbrzymiej mierze zasługa trenera Piotra Gruszki i jego sztabu. Za to wszystko w imieniu nas wszystkich chciałbym podziękować. Nadszedł moment, gdy nasze drogi sportowe się rozchodzą. Trenerowi nie mówimy żegnaj, ale do zobaczenia – mówił na łamach oficjalnego portalu GKS-u Katowice Marcin Janicki, prezes klubu.

[…] Pod wodzą Gruszki katowicka drużyna w swoim inauguracyjnym sezonie w PlusLidze zajęła dziesiąte miejsce, a w kolejnym jedenaste. W tym roku GKS przez długi czas walczył o awans do fazy play-off i był bardzo blisko historycznego osiągnięcia, jednak na koniec rundy zasadniczej zajął ósme miejsce.

Koniec przygody trenera z Gruszki z GKS-em, przypadający na mecz z Resovią, jest znamienny z jednego powodu. Nieoficjalnie wiadomo, że były trener katowiczan przeniesie się właśnie do Asseco Resovii Rzeszów, a wraz z nim do tego klubu przejdą Tomas Rousseaux, Marcin Komenda, Bartosz Mariański oraz trener przygotowania fizycznego Andrzej Zahorski.

 

HOKEJ NA LODZIE

hokej.net – GieKSa pokonana. Podhale bliżej brązu!

Hokeiści Tauronu KH GKS Katowice przegrali na własnym lodowisku z TatrySki Podhale Nowy Targ 2:3 w pierwszym starciu o brązowy medal. Nowotarżanie są bliżej zdobycia 17 medalu za trzecie miejsce. Po pierwszej tercji Podhale prowadziło po golu z 3 min zdobytym za sprawą indywidualnej akcji Krystiana Dziubińskiego, który trafił między parkany Kevina Lindskouga.

[…] W końcówce tej osłony doszło do bójki z udziałem kilku zawodników. Najbardziej aktywnych Oskara Jaśkiewicza i Marcina Urbanowicza arbiter odesłał do szatni.

W drugiej tercji z początku inicjatywa należała do katowiczan, ale Ci sposobu na – tradycyjnie już – świetnie dysponowanego Przemysława Orobnego, nie znaleźli.  Za to Podhalanie zdobyli kolejne dwa gole.

[…] Wydawało się, że w 3 tercji Podhale już będzie spokojnie pilnowało wyniku. Tym czasem w ostatnich 10 minutach mecz zaczął nowotarżanom wymykać się spod kontroli. Najpierw w 54 min, w trakcie liczebnego osłabienia Podhala, gola dla katowiczan zdobył mocnym strzałem Dusan Davecka, a po niespełna 4 minutach jego wyczyn skopiował Niko Thukanen i przewaga „Szarotek” stopniała do jednej bramki. Co więcej na 1 minutę i 29 sekund przed końcem Podhalu przytrafiła się kara techniczna. Katowiczanie grali więc z przewagą 5 na 4, a przez ostanie 69 sekund – po wycofaniu bramkarza – 6 na 4. Pod bramką Odrobnego kilka razy mocno się zakotłowało, ale koniec końców Podhalnie obronili jedno bramkowe prowadzenie.

„Szarotki” nie wykorzystały szansy. Walka o brąz wciąż trwa!

Hokeiści TatrySki Podhale Nowy Targ nie wykorzystali szansy aby zdobyć brązowe medale na własnym lodowisku. W czwartkowy wieczór lepsi okazali się zawodnicy Tauronu KH GKS Katowice wygrywając 4:1. Zaczęło się obiecująco dla Podhala bo już w 5 min wypuszczony w bój przez Krystiana Dziubińskiego, Patrik Mosio wygrał pojedynek sam na sam z Kevinem Lindskougiem. Kolejne minuty wyrównane. Kiedy wydawało się, że Podhale jedno bramkową przewagę dotrzyma do przerwy, błąd Oskara Jaśkiewicza kosztował „Szarotki” stratę wyrównującego gola. Podanie Patryka Wronki – który odebrał krążek obrońcy Podhala – przed bramkę, wykorzystał Jesse Rothla.

Gol stracony do szatni negatywnie odbił się na postawie nowotarżan w tercji drugiej. Tę część spotkania gospodarze przegrali 0:2. W 27 min Przemysława Odrobnego z najbliższej odległości pokonał Janne Laakonen, a w 35 min jego wyczyn skopiował Grzegorz Pasiut. A Podhale w tej odsłonie praktycznie nie zagroziło bramce rywala.

Kibice liczyli, że w 3 tercji „Szarotki”, nie mając nic do stracenia, rzucą się na rywala. Niestety nowotarżanom brakowało już przede wszystkim sił, ale i pomysłu na to by sforsować defensywę katowiczan. 3 minuty i 51 sekund przed końcem goście złapali karę. Trener Podhala Tomek Valtonen zdecydował się od razu zdjąć z bramki Odrobnego, ale ostatecznie manewr ten przyniósł skutek odwrotny od zamierzonego. Nadzieję nowotarżan rozwiał ich wychowanek, Tomasz Malasiński, strzałem do pustej bramki.

sportdziennik.pl – Hokeiści z Katowic w blasku brązu!

Na niespełna 2 minut przed końcem meczu Tauronu KH GKS-u Katowice z Podhalem Nowy Targ „Satelitą” wstrząsnęły gromkiem śpiewy – to był nieomylny znak, że ich pupile zmierzają po zwycięstwo. Hokeiści z Katowic w decydującym meczu wygrali 2:1 oraz w serii również 2-1 i zdobyli brązowy medal. Plany były inne, ale porażka w półfinale z Comarch Cracovią przerwała marzenia o grze w finale oraz złocie.

[…] Tylko na początku po huraganowych atakach gospodarzy na bramkę Przemysław Odrobnego kibice byli rozgorączkowani. Potem z minuty na minutę temperatura się obniżała, tempo akcji spadło, a i sytuacji podbramkowych było mniej. W końcu jednak starania o gola zostały zakończone sukcesem. Fin Niko Tuhkanen niemal równo z końcową syreną z połowy tercji uderzył po lodzie i krążek przemknął między parkanami „Wiedźmina”.

Kiedy na początku II tercji Bartosz Fraszko zdobył gola, wydawało się, że kolejne będą kwestią czasu. Kibice znów się mocno ożywili i wsparli swój zespół. Owszem, było sporo gorących spięć pod bramką „Szarotek”, ale krążek nie wpadł do siatki. Gospodarze wszystko mieli pod kontrolą i nic nie powinno się stać. A jednak. W 39:35 do boksu kar powędrował Maris Jass, jednak 8 sek. później Krystian Dziubiński zdobył kontaktowego gola.

W ostatniej nie zanotowaliśmy goli, choć krążek raz trafił w słupek po strzale Tomasza Malasińskiego, z kolei za drugi razem on podawał przed bramkę „guma” odbiła się od łyżwy Jane Laakkonena i wpadła do siatki. Sędziowie długo analizowali i w końcu gola nie uznali.

dziennikzachodni.pl – Tauron KH GKS Katowice z brązowym medalem!

Hokeiści Tauronu KH GKS Katowice zdobyli brązowe medale mistrzostw Polski. W decydującym meczu katowiczanie pokonali u siebie Podhale Nowy Targ.

[…] Tradycyjnie już w Satelicie na trybunach panowała gorąca atmosfera, a zespół do walki zagrzewał m.in. bębniarz. Po zakończeniu spotkania fani zgotowali brązowym medalistom gorącą owację.

To drugi z rzędu medal Tauronu KH GKS Katowice. Przed rokiem zespół sięgnął po srebro.

hokej.net – Coolen: Dziękuję graczom i kibicom

[…] – To był trudny sezon, dlatego dziękuję moim graczom za walkę do końca – powiedział Tom Coolen, trener GieKSy.

Szefostwo, sztab szkoleniowy, jak i sami zawodnicy przed sezonem zgodnie podkreślali, że ich celem jest tytuł mistrzowski. Tymczasem w półfinale katowiczanie ulegli Comarch Cracovii 2:4 i w starciu o brąz zmierzyli się z TatrySki Podhalem Nowy Targ.

[…] Kanadyjski szkoleniowiec żałował że jego zespołowi nie udało się po raz drugi z rzędu powalczyć o tytuł mistrzowski. Niemniej cieszy się, że jego podopieczni sięgnęli po brąz.

– Jeśli wygrywasz ostatni mecz fazy play-off, to możesz być ze swojego sezonu zadowolony. Powinniśmy być dumni z naszych hokeistów. Zdobyliśmy brąz w Pucharze Kontynentalnym i brąz w Mistrzostwach Polski, nie powinniśmy tego lekceważyć. Chciałem także bardzo podziękować kibicom, którzy nie ustawali w swoim dopingu. Byli naprawdę fantastyczni – powiedział 65-letni trener pochodzący z Halifaxu.

Malasiński: Nie trafiliśmy z formą na najważniejszy moment sezonu

Hokeiści Tauronu KH GKS-u Katowice sezon zakończyli z brązowymi medalami, ale nie da się ukryć, że mierzyli znacznie wyżej.

[…] – Wiadomo, że nasze głowy są jeszcze przy półfinale, który przegraliśmy. Wcale nie czujemy się gorsi od finalistów. Po prostu zabrakło nam szczęścia i nie trafiliśmy z formą na najważniejszy moment sezonu – nie ukrywał Tomasz Malasiński, kapitan GieKSy.

[…] – Walka o ten medal nie była łatwa. Mieliśmy dwukrotnie nóż na gardle, ale pokazaliśmy charakter. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że nie po to harowaliśmy cały rok i byliśmy pierwsi w sezonie zasadniczym, żeby teraz obejść się bez medalu. Czwarte miejsce dla sportowca jest tym najgorszym – nie ukrywał napastnik Tauronu KH GKS-u Katowice.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

21 sekund mistrzowskich akcji

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Muszę sobie na mecze GieKSy brać jakieś wiaderko ze środkami uspokajającymi. Bo nie strzymię inaczej. Te mecze mnie tak dużo kosztują, że siwych włosów na głowie przybywa. Mecz z Motorem, w kontekście poprzednich, kosztował mnie energetycznie i nerwowo tak mocno, że po końcowym gwizdku czułem bardziej ulgę niż jakąś euforię po zwycięstwie. I w sumie mogę się zastanowić – dlaczego, skoro GieKSa tak cisnęła w drugiej połowie.

No właśnie chyba dlatego, że znów włączyła mi się obawa o to, że nie utrzymamy wyniku i wypuścimy – pewne wydawałoby się po pierwszej połowie – zwycięstwo. Chyba byłbym spokojniejszy, gdyby… mecz był spokojniejszy i bardziej wyrównany. Że raz my, raz oni, a dużo gry odbywałoby się w środku boiska. A tak z każdą niewykorzystaną sytuacją GieKSy po przerwie narastał we mnie niepokój, że w jakiś głupi sposób damy sobie wcisnąć coś w końcówce. Tym bardziej, że nasze okazje były coraz lepsze, takie – że trudno było uwierzyć, że ta cholerna piłka nie chce do siatki wpaść. No i Motor swoje wypady w pewnych fazach meczu robił i kotłowało się pod naszą bramką.

Ogólnie uważam, że to był kapitalny mecz GieKSy. W ofensywie znakomity. Pierwsza połowa to wręcz był koncert. Udokumentowany trzema bramkami i to jakimi – pierwszy gol to wiadomo, świetny strzał Markovića po stałym fragmencie, ale dwie kolejne bramki to było rozklepanie obrony rywala. Niemal jak w grze komputerowej. Przy golu na 2:1 od momentu przejęcia piłki w szybkim rozegraniu wzięło udział 7 (siedmiu!) zawodników. Nie mówimy tu o stoperach grających między sobą. Mówimy o każdym konkretnym dotknięciu, które rozwija akcję – aż do bramki. Marković, Wasyl, Milewski, Rasak, Szkurin, Czerwiński, Nowak, zaliczali asysty drugiego, trzeciego, czwartego itd. stopnia, tak, że Bartek – który zrobił kapitalny ruch do piłki – mógł tylko przystawić stopę. Drugi gol to akcja: Kudła, Jędrych, Klemenz, Szkurin, Marković, Czerwiński, Jirka, Wasielewski i Eman strzela do pustej bramki. W obu sytuacjach na przetransportowanie piłki przez tylu zawodników, nasz zespół potrzebował po 21 sekund. To jest absolutne mistrzostwo i do bólu wykorzystanie ofensywnego potencjału każdego, kogo tylko się da. Po prostu znakomite.

Małą rysą na pierwszej połowie była bramka Czubaka. W innej sytuacji Dawid Kudła kapitalnie wybronił sytuację sam na sam. Wydawało się, że możemy być spokojni. Ale oddajmy też Czubakowi, że tak uderzyć spoza światła bramki to też duży kunszt.

Niestety w defensywie GieKSa znów zagrała GieKSę, czyli w głupi sposób straciła gola i to znów zaraz po przerwie. Trener porównał to wznowienie naszego bramkarza do tego, co zrobił Kamil Grabara ze Szwecją. Podobnie jak wtedy, bramka padła nie od razu – coś tam Polsce udało się odbudować. Ale zamęt jaki powstał, miał swoje konsekwencje kilkadziesiąt sekund później. Tutaj Dawid Kudła nie tylko się pospieszył – przede wszystkim źle wyrzucił piłkę, po nie poturlał jej po ziemi, tylko podał do Alana takimi koziołkami. Przy pressingu rywala Alanowi udało się opanować co prawdą tę piłkę, ale widać już było, że ten zamęt się pojawił. Potem był bardzo duży błąd Damiana Rasaka, wejście w pole karne, a tam już zamieszanie i gol.

I nie mieliśmy już dwubramkowej przewagi, tylko jednobramkową. Znów wynik był na styk. GieKSa chyba zreflektowała się, że nie ma co schodzić zbyt nisko i dawać Motorowi grać. Dlatego przez sporą część drugiej połowy Katowiczanie przycisnęli tak niesamowicie mocno, grali tak agresywnym pressingiem na połowie przeciwnika, że co chwilę na 30-40. metrze odbierali rywalowi piłki, a w skrajnym przypadku nawet… tuż przed polem bramkowym. Mieliśmy swoje sytuacje, wejścia w pole karne, strzały, sytuacje sam na sam – i nic. Sama gra – pomijając wykończenie – była doskonała. No ale właśnie – tak jak pisałem niedawno – na koniec liczą się bramki. Tych w drugiej połowie nie było i musieliśmy drżeć o wynik do samego końca.

Oczywiście można mieć pretensje o ten brak skuteczności, ale to, że GieKSa znów doszła do tylu sytuacji jest naprawdę optymistyczne i zadowalające. Gdyby skuteczność była na poziomie sprzed przerwy, Motor dostałby szóstkę. A przecież nie można powiedzieć, żeby lublinianie grali jakiś szczególnie zły mecz.

Ale dociągnęliśmy. Ostatecznie nie daliśmy Motorowi wbić drugiego gola. Zaliczka z pierwszej połowy wystarczyła do zwycięstwa. To też trzeba umieć. GKS bardzo zasłużenie to spotkanie wygrał.

To co mnie cieszy, to fakt, że GKS poszedł za falą tych poprzednich meczów. Ta intensywność w grze, agresja, to w dużej mierze klucz do sukcesu. Oczywiście podparte jest to dobrą taktyką i techniką. Naprawdę pięknie momentami gramy piłką. A niektórzy zawodnicy zaskakują. Sebastian Milewski wiadomo jak dobry jest na wiosnę, ale to jedno „zawrócenie”, które zrobił zostawiając za sobą dwóch przeciwników to był majstersztyk. Bartek Nowak znów dał liczbę, tym razem nie asystę, a gola. A Eman? Eman, co Ty robisz? Ten zawodnik jeszcze tak chwilę pogra i poleci na Mundial. Niech tam Haaland szepnie trenerowi Norwegów na ucho coś o swoim kumplu. Ależ by to była historia. No cóż, pomarzyć zawsze można. Wtedy na Mundialu wszyscy bylibyśmy Norwegami.

Nie wiem, co mu się stało. Wcześniej przecież nawet nie miał miejsca, a jak wchodził to nic nie dawał. Teraz w trzech meczach ma pięć bramek i asystę. W końcu też trafił na Nowej Bukowej i kibice mogli głośno wykrzyczeć jego nazwisko. A nieco zestresowany zawodnik pouczony przez Alana mógł krzyknąć do Blaszoka „Kto wygrał mecz?”.

Nie chcę opisywać każdego zawodnika, ale bardzo spodobała mi się postawa Marcela Wędrychowskiego po wejściu. Dał to, czego od niego oczekiwaliśmy. Jego szybkość i żwawość była jak znalazł do utrzymania piłki z dala od naszej bramki w końcówce meczu. Bardzo dobre wejście. No i mimo tego błędu Dawida Kudły chcę powiedzieć, że ta interwencja w końcówce pierwszej połowy była mega ważna, a w drugiej też kilkukrotnie pewnie wyłapywał piłki po strzałach czy dośrodkowaniach piłkarzy Motoru.

Wygraliśmy i zdominowaliśmy przeciwnika naprawdę trudnego i niewdzięcznego. Lublinianie nie przegrali wcześniej siedmiu meczów i tracili bardzo mało bramek. Motor spokojnie powinien się utrzymać i być może będzie w górnej połowie tabeli. Mateusz Stolarski robi dobrą robotę.

W ogóle te mecze z Motorem są bardzo obfite w bramki. Oprócz spotkania z Bukowej zakończonego wynikiem 0:0, potem mieliśmy – porażkę 2:3 i zwycięstwo 5:2 w Lublinie, no i teraz 3:2 dla nas na Nowej Bukowej. Bardzo emocjonujące spotkania.

Za chwilę wejdziemy w decydującą fazę sezonu. Do końca pozostaje pięć kolejek. Pięć kolejek, w których można bardzo dużo ugrać.

W poprzednim sezonie w tym momencie, czyli po 29 meczach, GKS miał o jeden punkt mniej. Można więc powiedzieć, że regularność jest zachowana. I także rozkręcanie się na wiosnę. Śmieszne jest to, że rok temu właśnie za chwilę byliśmy matematycznie utrzymani, co teraz nie jest jeszcze pewne, a z drugiej strony o obecnie bardzo realnych pucharach wtedy nikt nie myślał, bo czołówka ligi już dawno odjechała. Niezły paradoks.

No ale właśnie, o co walczy GieKSa? Statystycznie i matematycznie nie ma ani jednego powodu, żeby nie twierdzić, że nie są to puchary. A co z tego wyjdzie, czas pokaże. Czy GKS będzie w stanie utrzymać ten poziom punktowania (7 punktów w ostatnich 3 meczach). Przecież przegraliśmy w Krakowie, co zdarzyć się nie musiało (no, może poza logiką ligi), ale gdybyśmy tam wygrali lub utrzymali z Lechem, to jeszcze byśmy się bili o mistrza. Co przecież formalnie też nie jest wykluczone i nie zdziwiłbym się…

Marzyć więc możemy, choć nie ma co się podniecać. Sposób funkcjonowania tej drużyny i jej rozwój daje duży spokój. Oczywiście okupiony wspomnianymi siwymi włosami w trakcie samych meczów. Ale trend jest bardzo, bardzo dobry. Więc niech zespół robi dokładnie to samo, co dotychczas, tylko… troszkę poprawi defensywę. Wtedy naprawdę na koniec sezonu będziemy szczęśliwi.

Komentatorzy w Canal Plus – Piotr Laboga i Kamil Kosowski – znów wczoraj rozpływali się nad tym meczem. GieKSa zyskuje sympatię w całej Polsce, właśnie z tego sposobu gry, z tej radości dla oka, a jednocześnie efektywności. Nie da się tej drużyny nie lubić, choć czasem irytuje niemożebnie. I taką drużynę chcę.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Trudność w podejściu do średniawki

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Aaaa qrwa jego mać…

To moja reakcja na gola Rakowa w doliczonym czasie gry w Gdańsku. Bo zaczynam pisać zaraz po. I tak, jak kolejka zaczęła się dobrze, bo Termalica wygrała w Lubinie, to potem pewnie lepszy byłby dla nas remis z Białymstoku, ale OCZYWIŚCIE Górnik musiał strzelić w doliczonym, lepszy byłby remis lub porażka Rakowa, ale OCZYWIŚCIE Raków musiał strzelić w doliczonym. I luj Bobcki strzelił, bo dwie drużyny się od nas oddaliły w tabeli.

Ktoś powie – trzeba było wygrać w Kielcach. No pewnie, że trzeba było, ale nie wygraliśmy. A nasze zdobywane punkty – zwłaszcza w tej fazie sezonu – mają taką samą wagę jak straty punktów przez przeciwników.

Przechodząc do naszego meczu. Nie wiem, jak to ugryźć szczerze mówiąc. Bo mam wrażenie, że Korona była do zdobytej bramki po prostu słaba. Potem się rozkręcili i w końcówce mogli strzelić zwycięskiego gola. Więc summa summarum remis jest sprawiedliwy. Bo gdy piszę, że Korona była słaba, to trzeba zaznaczyć, że my nie byliśmy jakoś specjalnie lepsi. Uważam, że do straconej bramki trochę lepsi byliśmy. Ale tylko trochę, to nie był jakiś wielce dobry mecz GKS Katowice. Był średni.

O ile defensywa tym razem dała radę i dopuściła do utraty tylko jednej bramki, to w ofensywie byliśmy bezbarwni. Niby kilka razy podeszliśmy pod bramkę przeciwnika, niby jakieś sytuacje się pojawiły, ale tym razem wykończenie czy ostatnie podanie były słabe. I tu mam pretensje do naszych zawodników, bo zalążki tych akcji były znowuż bardzo dobre. Naprawdę potrafimy pod to pole karne podchodzić i wszystko tkwi w tym, czy dobrze wykończymy akcję – najlepiej celnym strzałem. W poprzednich meczach wyglądało to kapitalnie. Tym razem – mizernie.

Znowu będę się czepiał. Bartka Nowaka. Znów nasz najlepszy zawodnik ligi, mając dobre sytuacje wyglądał, jakby chciał wykończyć czy zagrać ostatnie podanie „pięknie”. Czasem tej zabawy jest po prostu za dużo. Oczywiście te niekonwencjonalne zagrania dały kilka wspaniałych asyst. Ale jeśli chodzi o gole, to już tak nie było. Przecież z tej wyjątkowej techniki naprawdę idzie skorzystać, jednocześnie zachowując prostotę. Uderzyć po długim rogu temu Dziekońskiemu, gdy praktycznie cała bramka jest odsłonięta. Ewentualnie nawinąć przeciwnika i strzelić. Bartek wysoko zawiesił poprzeczkę, dlatego mam uwagi. Przecież on krawaty potrafi wiązać na tym boisku, ale w związku z tym zdarza mu się przedobrzyć.

Ale tak jak napisałem – cała ofensywa była jakaś niemrawa. Ilja znów zmarnował jedną kapitalną sytuację. I czasem sam już nie wiem, co sądzić o tym zawodniku. Bo mało strzela goli i sporo sytuacji marnuje. Znów doceniam jego pracę w środku boiska, przy rozegraniu. Z Koroną choćby kapitalnie wypuścił Nowaka. Z Motorem też miał wielki udział przy rozprowadzeniu akcji bramkowej. Ale tak jak mówię, nie mam uwag co do gry w środku boiska. Problem pojawiał się przed i w polu karnym.

Korona w tym czasie frustrowała raz po raz swoich kibiców. Psioczyli oni dość mocno na piłkarzy. Kielczanie raz po raz bowiem tracili piłki i nie potrafili rozegrać dobrej ofensywnej akcji zakończonej strzałem. Nie wyglądali jak swoja wersja z jesieni.

Cieszy kolejny gol Arkadiusza Jędrycha. Capitano – wzorem Radomiaka – asystował sam sobie od słupka. Chyba lubi halówkę i grę od bandy. Po raz kolejny trafił do siatki i myśleliśmy, że ten gol da nam zwycięstwo, a najlepiej gdybyśmy potem strzelili drugą bramkę.

Patrząc na to z drugiej strony, to znów trzeba powiedzieć, że stara GieKSa taki mecz by przegrała w końcówce. Można powiedzieć, że w Krakowie – z mega słabą Cracovią – nie ugraliśmy nawet punktów. Aż tak słaba jak Pasy Korona wczoraj nie była. Więc remis na wyjeździe z solidną drużyną z ekstraklasy oczywiście nie jest złym wynikiem. Oczywiście należy wziąć pod uwagę też nasze osłabienia kadrowe. Przecież nie było Strączka, Klemenza, Kowalczyka, Galana, Zrelaka. Trener musi odkrywać i dostosowywać szerszą kadrę. I znowuż jak na to, że mamy tyle osłabień – wyniki są bardzo w porządku.

Tylko ten niedosyt. Naprawdę można było w tym spotkaniu ugrać więcej i poprawić swoją sytuację w tabeli dopisując trzy punkty. Tak dopisujemy jeden. Co oczywiście też jest zdobyczą. Każdy punkt jest na wagę złota.

Po tej fatalnej porażce z Cracovią GieKSa rozegrała cztery mecze – dwukrotnie u siebie wygrywając i dwa razy remisując na wyjeździe. Ostatecznie jest to układ bardzo dobry. Grając w taki sposób przez cały sezon zdobywa się 68 punktów. W obecnych rozgrywkach wystarczyłoby do mistrzostwa. Ostatecznie więc ostatnia tzw. forma katowiczan jest bardzo dobra.

Każdy był po tym meczu niepocieszony. Jacek Zieliński – znany ze swojego marudzącego tonu – tak właśnie trochę pomarudził na konferencji prasowej. Rafał Górak też nie był przeszczęśliwy, ale też mówił, żeby nie utyskiwać aż tak bardzo na ten remis. No i te nastroje szkoleniowców chyba oddają, to co widzieliśmy w Kielcach. Każdy był trochę rozczarowany po tym remisie, a jednocześnie wiedział, że można było ten mecz przegrać. Więc nie narzekam aż tak bardzo, ale trochę narzekam.

Patrząc teraz na perspektywę gry w pucharach – myślę, że Raków i Górnik znajdą się w czwórce. Jeśli tak, to piąte miejsce da przepustkę do Europy, bo obie ekipy zagrają w finale Pucharu Polski w najbliższą sobotę. Wychodzi więc na to, że o to piąte miejsce w pucharach rywalizować będzie GieKSa, Wisła Płock i Zagłębie. Lubinianie dali ciała z ekipą z Niecieczy i wygląda jakby spuchli, choć lekceważyć ich nie można. Dzisiaj z zapartym tchem będziemy obserwować mecz Wisła – Radomiak i musimy kibicować gościom – od wyniku tego spotkania będzie zależeć bardzo, bardzo wiele. Natomiast żadna z wymienionych trzech drużyn kompletu punktów raczej nie zdobędzie, więc trzeba zminimalizować punktowe straty. Na plus jest to, że i z Zagłębiem, i z Płockiem mamy lepsze bilanse bezpośrednie.

Świat się nie zawali, jeśli GieKSa do pucharów nie wejdzie. Przecież jeszcze niedawno walczyliśmy o utrzymanie. Ale nie ma się co oszukiwać, matematyka mówi, że udział w Europie jest po prostu realny. Jeśli na przykład GieKSa zdobyłaby w ostatnich czterech kolejkach 7-8 punktów, to gra w eliminacjach Ligi Konferencji będzie bardzo możliwa. To jest bonus, szansa, która się nadarza. I grzechem byłoby nie powalczyć.

Jest jednak jeden warunek. Z Termalicą za tydzień trzeba bezwzględnie wygrać. Jakkolwiek nie jest to typowy outsider prezentujący się beznadziejnie, to jednak jest to ostatnia drużyna ligi, którą będziemy podejmować. W kolejnych trzech spotkaniach o punkty będzie dużo trudniej. Trzeba więc sobie ustawić sytuację tak, żeby z 47 punktami startować do trzech ostatnich kolejek.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Rafał Strączek 2029!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Rafał Strączek podpisał nowy kontrakt z klubem, a ogłoszenie tego miało miejsce przed piątkowym spotkaniem z Motorem Lublin. Tym samym ucięto medialne spekulacje o przeprowadzce do Poznania. 

Nowa umowa będzie obowiązywać do czerwca 2029 roku. Bramkarz, po wejściu do pierwszej jedenastki, świetnie się spisuje i ma wielki udział w wynikach GKS Katowice. W tym sezonie w 23 spotkaniach 8 razy zachował czyste konto.

Piłkarzowi życzymy zdrowia, dalszych dobrych występów i sukcesów z naszym klubem. 

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga