Piłka nożna Wywiady
Okiem rywala: Bułgarska znów naszym atutem
Nie jest łatwo zostawić za sobą czwartkowe wydarzenia z Częstochowy. Ekstraklasa jednak nie zwalnia i już w niedzielę zmierzymy się z głównym kandydatem do mistrzostwa Polski, i to na jego terenie. Jak nasze szanse w tym starciu widzą w Poznaniu? Zapytaliśmy Radosława Laudańskiego, twórcę kanału @poznanskiexpress, poświęconego Lechowi Poznań.
W Katowicach nie opadły jeszcze emocje po pucharowym starciu z Rakowem. Śledziłeś tę rywalizację?
Niestety, obowiązki nie pozwoliły mi oglądać całego meczu, śledziłem tylko dogrywkę i rzuty karne. Widziałem jednak wiele meczów GieKSy w tym sezonie i mam wrażenie, że jest to drużyna, z którą faworytom nie gra się łatwo. GKS sprawiał już problemy i Lechowi, i Rakowowi, także Jagiellonia przekonała się o tym w Pucharze Polski. Szkoda, że nie udało się wam awansować, bo śląski finał to było coś, na co czekali kibice, nie tylko na Śląsku, ale pewnie w całej Polsce. Byłby to jasny sygnał, że piłka nożna w tym regionie zrobiła duży krok do przodu i firmy, które kiedyś były wielkie, powoli nawiązują do swojej historii.
Ostatnimi laty związki Lecha z Pucharem są burzliwe. Na trofeum czekacie już 17 lat, po drodze było pięć przegranych finałów. W drużynie, co roku walczącej o mistrzostwo, Puchar schodzi na dalszy plan?
Z perspektywy kibica chciałoby się po ten puchar w końcu sięgnąć, bo wyjazd na Stadion Narodowy, niebieska ściana za jedną z bramek i świętowanie zwycięstwa to wciąż marzenie, którego nie udało się spełnić. Spójrzmy prawdzie w oczy – kiedy Lech po raz ostatni sięgał po Puchar Polski, na świat przychodzili kibice, którzy za chwilę będą pełnoletni. Jak na klub tej rangi to zdecydowanie za długie oczekiwanie na sukces w tych rozgrywkach. Kilka razy zabrakło nam jakości, czasem trochę szczęścia, a czasem można było odnieść wrażenie, że Puchar nie wszystkich w klubie „grzał” tak, jak powinien. Piłka idzie trochę w tym kierunku, że zespoły walczące o mistrzostwo i wysokie cele w Europie krajowy puchar traktują ulgowo, z największymi rotacjami kadrowymi, dlatego coraz częściej dochodzi do niespodzianek we wczesnych fazach. Dopiero od ćwierćfinałów czy półfinałów waga Pucharu rośnie i tak bywało w Poznaniu. Na mecz z Górnikiem wyszedł wprawdzie podstawowy skład, który chwilę wcześniej grał z KuPS w Lidze Konferencji, więc koniec końców zabrakło pary w rywalizacji z Zabrzanami. Dało o sobie znać granie co trzy dni.
Dyskutowaliśmy kiedyś z Rafałem Nowakiem z TerazPasy.pl, czy lepiej odpadać we wczesnych fazach, jak wtedy Cracovia z Sandecją, a GKS z Unią Skierniewice, czy też walczyć do końca i przegrać jak Pogoń w Warszawie albo my w czwartek w Częstochowie. Lech zna smak finałowej porażki. Co jest bardziej gorzkie?
Myślę, że mimo wszystko lepiej odpaść w pierwszej rundzie, bo nie ma wtedy takich oczekiwań i zawiedzionych nadziei. Najgorzej jest dojść do finału i go przegrać, bo trudno się „odkręcić” po takiej porażce. Trzy przegrane finały z Legią nie zostawiły wprawdzie takich ran w naszych sercach, bo stołeczni byli wtedy czołową ekipą w Polsce, natomiast porażka z Rakowem w sezonie 2021/22, kiedy walczyliśmy z nimi zarówno o mistrzostwo, jak i o puchar, bolała bardzo mocno. Najtrudniejszy do przetrawienia był jednak przegrany finał z 2017 roku z Arką Gdynia. Kibice Kolejorza już w drodze na stadion świętowali zdobycie Pucharu, tymczasem Leszek Ojrzyński i jego ekipa sprawili nam niemiłą niespodziankę. Ten mecz do dzisiaj wspominany jest w Poznaniu jako przeklęty, a Radosławowi Majewskiemu, który wciąż świetnie gra w Zniczu Pruszków, do dzisiaj wypomina się zmarnowane sytuacje w tamtym pojedynku. Myślę, że kibice GKS-u odczuwają dziś podobne emocje, które porównałbym nawet do przegranego barażu Polski ze Szwecją. Jest smutek z porażki, ale też i duma z postawy zespołu i walki do samego końca. Piłkarze i kibice GKS-u nie powinni spuszczać głów, bo sprawili wiele problemów faworytom.
Nie brakuje opinii, że pojedynek GieKSy z Rakowem urasta do rangi meczu sezonu. Wcześniej takim mianem określano wasz ligowy mecz z tym samym rywalem. Jak wspominasz jego przebieg?
Jeśli chodzi o poziom emocji, to był to chyba najlepszy mecz przy Bułgarskiej, na jakim byłem. Oczywiście trudno go porównywać do spotkania z Piastem w poprzednim sezonie, kiedy stawialiśmy pieczęć na mistrzostwie Polski, ale nie pamiętam drugiego meczu, w którym byłoby tyle zwrotów akcji, dramaturgii, walki do samego końca i zwycięskiego gola w ostatniej minucie, zdobytego przez wyśmiewanego do niedawna Yannicka Agnero. Bułgarska wtedy eksplodowała! Jest to jeden z tych meczów, po którym najmłodsi kibice zakochują się w futbolu.
Patrząc na rosnącą formę Lecha w rundzie wiosennej, można już powoli wkładać szampany do poznańskich lodówek?
Spokojnie, cały czas jest dużo pracy do wykonania. Mamy dwa punkty przewagi nad Jagiellonią, a Lech został liderem całkiem niedawno. Mimo to można zauważyć, że klaruje się sytuacja w czołówce – Kolejorz się ogarnął i wykorzystując słabość rywali jest dziś na najlepszej drodze do obrony mistrzostwa. Na dziś zespół gra powtarzalnie, a nowe nabytki dobrze się wprowadziły: Leo Bengtsson robi różnicę, bardzo dobrze radzi sobie Pablo Rodríguez, dobre momenty ma też Taofeek Ismaheel, co może zaskakiwać kibiców ze Śląska pamiętających go z Górnika. Jesteśmy faworytem do mistrzostwa Polski, ale koncentracja musi być na najwyższym poziomie. Moim zdaniem, jeśli przy obecnej sytuacji w tabeli i punktowaniu rywali Lech nie zostanie Mistrzem Polski, bo przypomnę, że Jagiellonia zdobyła zaledwie 8 punktów w dziewięciu ostatnich meczach, to będzie dla nas jeszcze bardziej bolesne niż w 2018 za czasów Nenada Bjelicy, kiedy po wygranej fazie zasadniczej wypuściliśmy mistrzostwo w dodatkowych siedmiu kolejkach.
W każdym sezonie cel Lecha w Ekstraklasie nie może być inny niż mistrzostwo. Mimo to rundę jesienną kończyliście na siódmym miejscu, z sześcioma punktami straty do lidera. Wkradło się zwątpienie w końcowy sukces?
Runda jesienna w naszym wykonaniu była daleka od ideału, a niektórzy kibice podejrzewali, że Niels Frederiksen może tego nie przetrwać. Wpadka na Gibraltarze, pechowa porażka z Rayo Vallecano, do tego 1:3 z Arką Gdynia – wielu spodziewało się, że będzie to koniec trenera. Wiosną przyszły porażki z Lechią i Piastem, jednak Niels Frederiksen po raz kolejny pokazał, że potrafi wychodzić z trudnych sytuacji. Przez dłuższy czas chyba nikt w Poznaniu nie wierzył, że uda się obronić mistrzostwo, w końcówce rundy jesiennej pojawiła się jednak nadzieja w perspektywie wiosny, kiedy miało wrócić kilku ważnych, kontuzjowanych piłkarzy. Wrócił Golizadeh, który odmienił Lecha, stając się jednym z liderów. Istotne było jednak, że straty z jesieni były na tyle małe, że wiosną udało się skutecznie podłączyć do walki o najwyższe cele.
Trener mimo kryzysów zachował posadę i trwają rozmowy na temat przedłużenia wygasającej w czerwcu umowy. Jakie podejście mają do niego kibice? Frederiksen jest dzisiaj „hot or not”?
Teraz raczej hot. Gdy pojawiła się informacja podana przez Michała Mitruta z Canal+, że przedłużenia umowy z trenerem nie będzie, to kibice zareagowali raczej sceptycznie. Wydaje mi się, że Frederiksen kupił zaufanie fanów rewanżowym meczem z Szachtarem Donieck, bo widzieliśmy w czwartek, jak Ukraińcy pokonali 3:0 w Krakowie AZ Alkmaar, tymczasem Lech zdołał tam wygrać 2:1 i pokazał się z niezłej strony. Wcześniej dużym zarzutem w stosunku do trenera było to, że nie potrafi odpowiednio ustawić zespołu na mecze z rywalami w Europie. Frederiksen zadał kłam tej tezie i pokazał, że może dać pewną dozę stabilizacji w Lechu. Być może nie wszystko jest jeszcze idealne, ale całokształtem trener zasłużył na nową umowę. Inna sprawa, czy ją podpisze. Trenerzy ze Skandynawii często są mile widziani w Bundeslidze, ponadto Dania po odpadnięciu w barażach do Mistrzostw Świata będzie szukała nowego selekcjonera. Niels Frederiksen ze swoim doświadczeniem byłby niezłym kandydatem na to stanowisko. Nie wszystko będzie więc zależeć od decyzji władz Lecha.
W rozmowie przed jesiennym meczem GieKSy z Lechem Mateusz Jarmusz określił Lecha mianem „ishakozależnego”. Patrząc na statystyki, niewiele się tu zmieniło i wciąż dużo w Poznaniu zależy od formy szwedzkiego napastnika.
Rzeczywiście, jeśli nie ma Ishaka, to ofensywa Lecha wygląda dużo gorzej. Podczas ostatniego meczu z Jagiellonią Mikael zostawił na boisku serce i wybiegał wiele kilometrów – wystarczy to porównać do stylu Agnero i wtedy widać najlepiej, kim dla Lecha jest Mikael Ishak. Takiego napastnika dawno w Poznaniu nie było i pewnie długo nie będzie. Szwed pisze w Lechu swoją historię, będąc pewnym zaprzeczeniem nowoczesnego futbolu, gdzie nie ma przywiązania do barw i często zmienia się kluby. Ishak z pewnością miał bardziej atrakcyjne oferty, mimo to zdecydował się pozostać w Poznaniu. Co do tej „ishakozależności”, to moim zdaniem Lech jest zależny od formy liderów poszczególnych formacji: w obronie jest to Mońka, którego z Jagiellonią musiał zastąpić Skrzypczak, rozgrywając chyba najlepszy mecz w naszych barwach; w pomocy takim graczem jest Pablo Rodríguez, który reguluje tempo gry, potrafi posłać nieszablonowe podanie, ponadto sporo pracuje w defensywie; z przodu liderem, a jednocześnie najważniejszym piłkarzem jest właśnie Ishak, więc to od tych zawodników najwięcej dziś zależy.
Lech ma praktycznie równy bilans, porównując mecze domowe z wyjazdowymi. Na bolączkę słabszej postawy u siebie zwracał uwagę jesienią Mateusz Jarmusz, wiosną jest z tym jednak dużo lepiej. Twierdza Bułgarska będzie jednym z atutów Lecha w niedzielnym pojedynku z GieKSą?
Zaczynamy czuć, że Bułgarska znowu stała się naszym atutem. Wyniki Lecha w domu są ostatnio dużo lepsze, podczas gdy wcześniej irytowaliśmy się porażkami i remisami, a także sporą liczbą traconych goli. W niedzielę Kolejorz będzie zdecydowanym faworytem, szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że GKS nie punktuje zbyt dobrze na wyjazdach i będzie miał w nogach pucharowy mecz z Rakowem. Jestem ciekawy, czy porażka w Częstochowie nie podłamie GieKSy, bo awans na pewno wzmocniłby was mentalnie, co w pewien sposób mogłoby zniwelować zmęczenie fizyczne. Tutaj cios po odpadnięciu w karnych i pogrzebanie marzeń o finale na Narodowym może być swego rodzaju obciążeniem. Z drugiej strony GKS udowadniał, że potrafi grać z Lechem, bo oba mecze w Katowicach były dla nas bardzo trudne, mimo że w obu spotkaniach udało się zrealizować nasze cele. Zwycięski w kontekście mistrzostwa okazał się remis w poprzednim sezonie, choć niewiele brakowało, aby GieKSa pokrzyżowała nasze plany. Jesienią Katowiczanie również mieli sporo argumentów, by przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę. Byłem na majowym meczu w Katowicach i byłem pod wrażeniem atmosfery na waszym stadionie – kibice są blisko murawy i czuje się piłkarskie emocje, zarówno te z boiska, jak i z trybun. To na pewno udziela się waszym piłkarzom. Powiedziałem nawet trenerowi Górakowi, że z żadnym wyjazdowym rywalem nie gra się Lechowi tak ciężko, jak z GKS-em. Inaczej sprawa wyglądała przy Bułgarskiej – przewaga Kolejorza nie podlegała dyskusji i szczerze mówiąc podobnego scenariusza spodziewam się w niedzielę.
Na przedmeczowej konferencji trener Frederiksen został zapytany o postawę GKS-u zarówno w Pucharze, jak i w Ekstraklasie. Stwierdził, że mimo odpadnięcia w czwartek wciąż możemy się liczyć w walce o miejsca w lidze premiowane grą w Europie. Jak ty oceniasz formę GieKSy, szczególnie w kontekście faktu, że rundę wiosenną rozpoczynaliśmy w strefie spadkowej?
Obserwując GKS od momentu powrotu do Ekstraklasy ani razu nie miałem przeświadczenia, że możecie spaść do 1. ligi. Nawet gdy byliście w strefie spadkowej, to na boisku wyglądaliście raczej dobrze, a na miejsce w lidze rzutował przede wszystkim nienajlepszy początek sezonu. Przebudowa zespołu po odejściu Repki i Bergiera musiała chwilę potrwać, ale z czasem efekty przyszły. Bartek Nowak złapał formę życia i dla mnie obecne miejsce GKS-u nie jest zaskoczeniem. Myślę, że stać was na miejsce w czołowej piątce, dostrzegam u was sporo piłkarskiej jakości i ten śląski charakter, o który zadbał trener. Konkurencja jest duża, ale GieKSa ma sporo argumentów, by zakończyć ten sezon z podniesioną głową.
Do końca sezonu coraz bliżej i można już przymierzać się do pierwszych rozstrzygnięć. Z pozycji lidera śledzicie też to, co dzieje się na dole tabeli, gdzie zakopała się ekipa, która jeszcze niedawno walczyła z wami o mistrzostwo, a także druga, która jak najszybciej do tej walki chciałaby się włączyć?
Prawda jest taka, że bez wygranej z Lechem Widzew byłby praktycznie pogrzebany, a te trzy punkty trzymają ich jeszcze na powierzchni. Aż trudno w to uwierzyć patrząc, jak wielkie pieniądze zostały tam wpompowane. Co do Legii uważam, że ostatecznie się utrzyma – efekty pracy Marka Papszuna powoli widać, a od jego przyjścia stołeczni są piątą najlepiej punktującą drużyną w lidze. Ostatni mecz z Pogonią w ich wykonaniu wyglądał już bardzo dobrze. Z pewnością w Poznaniu jest duża grupa kibiców, którzy trzymają kciuki za spadek obu tych ekip, ale wydaje się to mało prawdopodobne. Moim zdaniem mocniej w tę walkę zamiesza się jeszcze Radomiak, zobaczymy też, co będzie z Cracovią, a spać spokojnie nie może też ani Pogoń, ani tym bardziej Arka. Znaków zapytania jest sporo i końcówka sezonu z pewnością będzie emocjonująca.
Kto wie, czy w maju nie będziemy się bardziej ekscytować walką na dole, jeśli Kolejorz utrzyma dobrą formę i rozstrzygnie walkę o tytuł odpowiednio wcześnie.
Też mam takie przeświadczenie, że jeśli będziemy grali swoje, to mistrzostwo przyjdzie znacznie szybciej niż w ubiegłym sezonie. Nie wierzę, że któryś z naszych rywali będzie w stanie złapać serię zwycięstw, dlatego nie spodziewam się końcowych rozstrzygnięć dopiero w ostatniej kolejce.
Biorąc to wszystko pod uwagę, w niedzielę należy się spodziewać pełnej dominacji Lecha i niezagrożonego zwycięstwa gospodarzy? Jest jakiś margines na niespodziankę?
Trudno mi wskazać mecz Lecha, w którym od pierwszej do ostatniej minuty kontrolowalibyśmy przebieg boiskowych wydarzeń. Nawet w pojedynku z Termalicą podopieczni Marcina Brosza mieli swoje momenty, gdzie wydawało się, że ruszą do odrabiania strat. GKS również będzie miał takie szanse na zaskoczenie naszej obrony, ale śmiem twierdzić, że w niedzielę zagracie z najlepszym Lechem, z jakim do tej pory przyszło wam mierzyć się w Ekstraklasie. Jesteśmy w ostatniej fazie walki o mistrzostwo, po kontuzjach wrócili kluczowi piłkarze, więc spodziewam się dwubramkowego zwycięstwa Kolejorza.
Jesienią Mateusz trafił wynik bezbłędnie, a jakiego ty masz nosa?
Stawiam na 3:1 dla Lecha.
Zaczęliśmy od Pucharu Polski i na Pucharze chciałbym zakończyć. Za niecałe dwa tygodnie w półfinale krajowego pucharu zmierzą się w Poznaniu kobiece drużyny Lecha i GKS-u. Damska sekcja futbolowa wzbudza zainteresowanie kibiców? Jak oceniasz jej poziom?
Kobieca piłka w Poznaniu wciąż raczkuje i nie sposób twierdzić, że te mecze budzą zainteresowanie całej społeczności. Kibiców jednak przybywa – pamiętam choćby mecz, w którym podopieczne Alicji Zając zapewniły sobie awans do Ekstraligi, to na poznańskie Morasko przyszła całkiem spora grupa, aby podziękować dziewczynom za ten sukces. Mecz z GKS-em będzie bardziej prestiżowy, bo zostanie rozegrany przy Bułgarskiej i będziemy się starali pobić rekord frekwencji na meczu piłki kobiecej. Ponadto warto wspomnieć, że ta drużyna jest budowana od zera, sportowo walcząc o kolejne awanse – zupełnie inaczej niż w przypadku klubów, które kupując licencje skracają sobie drogę do Ekstraligi. I choć wyniki w lidze są całkiem niezłe, to w rywalizacji pucharowej faworytem będzie jednak GKS.
Galeria Piłka nożna
My im nie dali wygrać
Ostatni mecz w tym sezonie na Nowej Bukowej GieKSa zremisowała z Jagiellonią Białystok 2:2. Zapraszamy do fotorelacji z Areny Katowice.
Piłka nożna
LIVE: Remis cenniejszy niż złoto
17.05.2026 Katowice
GKS Katowice – Jagiellonia Białystok 2:2
Bramki: Nowak (3), Galan (78) – Vital (31), Pululu (56-k)
GKS: Strączek – Wasielewski, Czerwiński, Jędrych, Olsen (90. Klemenz), Galan (90. Jirka) – Kowalczyk, Milewski (65. Rasak), Nowak, Marković (65. Wędrychowski) – Zrel’ák (65. Szkurin).
Jagiellonia: Abramowicz – Wojtuszek, Vital, Kobayashi, Montoia, Pozo (76. Jóźwiak), Kozłowski (90. Nahuel), Lozano (63. Mazurek), Imaz, Szmyt, Pululu (63. Bazdar).
Ż.kartki: Wasielewski, Jędrych, Galan, Olsen
Cz.kartki:
Sędzia: Paweł Raczkowski (Warszawa)
Widzów: 14651
Piłka nożna
Rafał Strączek: To duża sprawa
Przed spotkaniem z Jagiellonią Białystok miała miejsce konferencja, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz bramkarz Rafał Strączek.
Michał Kajzerek: Witam wszystkich bardzo serdecznie na konferencji przed meczem 33. kolejki z Jagiellonią Białystok. Wszystkie bilety sprzedane, dlatego apelujemy o przekazanie/odsprzedanie biletów przez kibiców nie mogących przyjść na mecz, aby jak najwięcej pojawiło się nas na arenie.
Czego trener się spodziewa pod kątem tego meczu? O wielką rzecz walczą także piłkarki.
Rafał Górak: Kobiety mają pierwszeństwo, więc zacznijmy od nich. Trzymamy kciuki, liczymy na następne trofea i medale w gablocie. Piękna sprawa, fajnie, że udało się to przenieść bliżej. Trzymamy kciuki bardzo mocno. My mamy swoje sprawy do załatwienia, musimy się koncentrować na spotkaniu z Jagiellonią – godzinę przed finałem mamy trening. My z racji tego, gdzie jesteśmy w tabeli, po prostu musimy być jak najlepiej przygotowani do rywala trudnego, wymagającego. Mieliśmy okazję się już spotkać w tym roku, graliśmy bardzo dobrze momentami. Jeśli zagramy tak przez cały mecz, zawiesimy poprzeczkę bardzo wysoko.
Zostałeś nominowany do nagrody dla najlepszego bramkarza sezonu.
Rafał Strączek: To duża sprawa, jest to dla mnie ogromne wydarzenie. Cieszę się, że ta praca została doceniona.
Wczoraj Jagiellonia grała w rytmie niejako europejskich pucharów.
Rafał Górak: Drużyna grająca w środę nie czuje żadnego zmęczenia, jest wystarczająco czasu do niedzieli na regenerację. Dla Jagiellonii wypadł bardzo ważny zawodnik, doświadczony. Trener Siemieniec ma w kim jednak wybierać.
Raków nie wykorzystał sytuacji, ale stłamsił Jagiellonię.
Było widać duży napór Rakowa, brakowało bramki. To też świadczy o jakimś braku. Jagiellonia wygrała zasłużenie, nie ma co dyskutować.
Mówicie o szansie na awans do pucharów?
Rafał Strączek: Mamy świadomość tego, że zostały dwa mecze i jakie miejsce zajmujemy. Ta liga jest mega szalona, różnice między miejscami są bardzo małe. Patrzymy w górę i robimy wszystko, by zająć jak najwyższe miejsce.
Była obawa po powrocie?
Trzy mecze, bark mi doskwierał. W miarę szybko to wyleczyłem i dałem znać trenerowi, że dobrze się czuję.
Spodziewaliście się, że tak blisko będzie do podium?
Nikt o takich rzeczach nawet w Katowicach nie myślał. Tym bardziej się cieszymy z takiej okazji, spinamy się wszyscy w szatni, motywujemy. Musimy poświęcić całych siebie, by osiągnąć jak najlepszy wynik.
W Gliwicach nie grał Klemenz.
Rafał Górak: Lukas dzisiaj zaczyna proces treningowy, będziemy się zastanawiać, czy wróci w niedzielę. Pozostali zawodnicy, poza Paluszkiem i Trepką, są do mojej dyspozycji.
Jak oglądasz takie mecze z nadchodzącym rywalem?
Rafał Strączek: Podchodzę trochę zawodowo, trochę jednak na spokojnie. Staram się patrzeć na zachowania zawodników, poruszanie systemowe. Fajnie, że grali wczoraj, można się przypatrzeć i wyciągnąć więcej wniosków.
Jest presja na zwycięstwo?
Rafał Górak: To nie presja, że chcemy wygrać. Chcemy podjąć rywalizację sportową. Od kilkunastu dni nie ma biletów, to daje do myślenia. Wczoraj z zawodnikami i zawodniczkami mieliśmy wielką imprezę, radosne dzieci, kobiety i mężczyźni. To jest wyzwanie, żeby tym ludziom zrobić fajny dzień. Po tym ile otrzymaliśmy od nich miłych słów… Zawodnicy byli pod wrażeniem. Ludzie kupują koszulki z ich nazwiskami, potem jeszcze chcą ich autograf. Dawno tego nie było, to niesamowite.
Odczuwacie mentalne zmęczenie na finiszu sezonu?
Nie będziemy się porównywać ze słowami piłkarzy Jagiellonii, oni mają swoje problemy. My w ogóle nie jesteśmy zmęczeni, na pewno każdy w jakiś sposób o wakacjach marzy. Zawodnicy się realizują, doskonale zdają sobie sprawę, że teraz czas świetnej, ciężkiej roboty.
Motywować drużyny nie trzeba, a trzeba im mówić, by cieszyli się grą?
Jest pula do zdobycia. Sześć punktów załatwi nam wszystko – będziemy grać w europejskich pucharach, taka jest prawda. Nie ma co kalkulować, przemotywowywać. Oni wypracowali to miejsce, wielu z nich nigdy tam nie grało. Dzisiaj mogą w nich zagrać, nie ma mowy o wakacjach, o zmęczeniu. Nie wolno się też presować, trzeba się radować. Musimy wykonywać nasze zadania taktyczne, pokazać momenty i błyski – wtedy będzie mnóstwo zabawy.
Jest pomysł na wymóg Polaków w kadrze, jak pan na to patrzy?
Wszystko, co związane z limitami, zaczyna mi się to robić niezgodne z tym, jak lubię żyć. To jakbym kazał dzieciom uczyć się polskiego, mówić po angielsku, a przy śniadaniu po francusku. To w klubie powinniśmy brać odpowiedzialność za to, jak one wyglądają. Ja swoją ideę mam i wiem, od jakich piłkarzy zyskujemy najwięcej. Wiem, co dają nasi piłkarze, chcę, by szatnia mówiła w języku polskim. Ja sam się uczę języka angielskiego, mam deficyty, ale jesteśmy u siebie.


Najnowsze komentarze