Piłka nożna Wywiady
Okiem rywala: Wkrótce wrócimy na właściwe tory
Niespełna rok temu z przytupem otwieraliśmy nowy stadion w Katowicach, a pierwszym gościem był derbowy rywal z Zabrza. W najbliższą sobotę rozegramy kolejny „Śląski Klasyk” na Nowej Bukowej, a okoliczności znów będą szczególne, ze względu na przypadające w piątek urodziny GieKSy. Jak zaprezentuje się Górnik Zabrze? O co trójkolorowi walczą w tym sezonie? Co jest ważniejsze – puchar czy liga? I kto jest zabrzańskim Bartkiem Nowakiem? Na te i inne pytania odpowiedział Sikor z podkastu „Czwarta Trybuna”.
Kiedy w sierpniu GieKSa przyjeżdżała do Zabrza, po pięciu kolejkach Górnik zajmował czwarte miejsce w tabeli, z 4-punktową stratą do lidera. Dziś sytuacja jest analogiczna, a na ten moment strata punktowa nawet mniejsza. O ile na progu sezonu Górnik napędzony szybkimi transferami i dobrą postawą w sparingach rozpalał nadzieje fanów, to ile tego entuzjazmu jest dzisiaj, gdy nie udaje się wykorzystać kolejnych szans, by mocniej rozepchnąć się w ścisłym topie?
Nie ulega wątpliwości, że jesienią Górnik prezentował się bardzo dobrze, a przez pewien czas byliśmy nawet liderem Ekstraklasy. Moim zdaniem było to efektem pewnego powiewu świeżości, jaki przyniosła zmiana trenera. Ligowi rywale jeszcze nie do końca wiedzieli, jaki pomysł na zespół ma Michal Gašparík, natomiast dziś wydaje się, że drużyna wpadła w mały dołek, a poszczególni piłkarze są w gorszej formie niż jesienią. W tym roku zdobyliśmy tylko 4 punkty – powinno być ich znacznie więcej. Z drugiej strony liga jest niezwykle wyrównana i różnice nie są duże – wciąż są takie ekipy, które równie dobrze mogą powalczyć o puchary, co spaść z ligi. Za wcześnie więc na euforię, że jesteśmy blisko sukcesu, bo może się tak zdarzyć, że wyprzedzą nas jeszcze drużyny z dołu tabeli. Mimo wszystko, jako kibice Górnika, mamy nadzieję, że obecny kryzys szybko przezwyciężymy, piłkarze złapią formę i wrócimy na ścieżkę, którą kroczyliśmy jesienią. Być może trener Gašparík nieco namiesza w ustawieniu czy schematach taktycznych – ostatnio nie wychodzą nam np. stałe fragmenty gry, które jesienią były naszą mocną stroną.
Wiadomo, że za mistrzostwo jesieni pucharów nie wręczają, natomiast zawsze miło przez całą zimę spoglądać z góry na resztę stawki. Wy na ostatniej prostej daliście się jednak wyprzedzić Wiśle Płock, której wystarczyło do tego pięć remisów w ostatnich meczach.
Jak wcześniej wspomniałem, nie pamiętam równie wyrównanego sezonu, a w zasadzie wszystkie drużyny mają większe lub mniejsze wahania formy. My byliśmy w o tyle dobrej sytuacji, że nasz dołek przypadł na sam koniec rundy. O ile na ten moment wciąż nie wygrzebaliśmy się z niego na sto procent, to prędzej czy później wrócimy na właściwe tory. Pozostaje pytanie, czy nie będzie wtedy za późno, aby walczyć o mistrzostwo albo chociaż puchary. Z drugiej strony, gdybyś przed sezonem powiedział kibicowi Górnika, że w połowie sezonu będziemy się kręcić w okolicach podium, to większość brałaby to w ciemno, a niektórzy ironicznie pytaliby, czy chodzi o trzy miejsca licząc od dołu. Generalnie po zmianie władzy w Mieście, która pociągnęła za sobą zmiany w klubie, wzrosło zaufanie do ludzi odpowiedzialnych za losy Górnika. Być może małymi krokami, ale wciąż idziemy do przodu.
O co gra Górnik w tym sezonie? Co ci podpowiada kibicowskie serce?
Z tego co wiem, to nawet w szatni mówi się o europejskich pucharach – konkretny cel to może za dużo powiedziane, ale wszyscy w otoczeniu klubu mają nadzieję na te puchary. Stąd kadra budowana jest solidnie, ławka jest dość szeroka i trener ma duże pole manewru. Być może jest to element przygotowań do kolejnego sezonu, kiedy ewentualnie meczów będzie więcej. Poza tym występy w Europie zapewniają dodatkowy przypływ gotówki, na co w klubie też mocno liczą. Puchary wydają się więc naturalnym celem na ten sezon, pozostaje jedynie pytanie, czy dojdziemy do nich przez ligę, czy przez Puchar Polski.
Górnik jest jednym z aktywniejszych klubów w zimowym okienku. Jak oceniasz bilans przeprowadzonych ruchów, gdy po stronie ubytków jest m.in. Ousmane Sow, natomiast na liście wzmocnień m.in. Lukáš Sadílek, Michał Rakoczy czy Brandon Dominguès, którzy dostają już swoje szanse na boisku.
Jeśli chodzi o samego Sowa, to spośród wymienionej trójki może go zastąpić jedynie Dominguès. Jest to jednak zupełnie inny typ skrzydłowego: Ousmane bazuje na sile fizycznej, szybkości, umiejętności przepychania się i zdobywania przestrzeni. Brandon jest zawodnikiem filigranowym, który lepiej się czuje z piłką przy nodze i trzeba dostosować styl gry do charakterystyki tego piłkarza. Z kolei Sadílek pokazuje niesamowity charakter i jestem pewien, że będzie walczył o każdą piłkę. Zastanawiam się tylko, czy pozycja numer 10, na której obecnie jest ustawiany, jest dla niego optymalna, czy jednak docelowo nie będzie walczył o miejsce w składzie z Patrikiem Hellebrandem i Jarkiem Kubickim. Zobaczymy, jaki pomysł na niego będzie miał trener. Za to Michał Rakoczy jest dzisiaj wielką niewiadomą. Pamiętam go jeszcze z Cracovii, jak wyróżniał się w Ekstraklasie, a niektórzy przymierzali go nawet do reprezentacji. Po nieudanej przygodzie w Turcji wrócił do Polski i będzie chciał się odbudować w Zabrzu. Wkrótce się przekonamy, ile będzie w stanie dać Górnikowi, ale na dzisiaj jest to największa zagadka spośród wszystkich transferów.
W sportowych mediach przebiła się ciekawostka o sprowadzeniu do Zabrza młodego napastnika, który wyróżnia się nie tylko piłkarsko, ale też atletycznie, bo trenuje skok wzwyż, a na swoim koncie ma rekord 2,13 m.
Mateusz Posmyk został wyskautowany w niższych ligach i sprowadzony do Zabrza głównie z myślą o rezerwach. Rozmawiałem kiedyś z Pawłem Bochniewiczem, który zwracał uwagę, że młodzi sportowcy powinni rozwijać się w wielu dyscyplinach, aby ćwiczyć poruszanie i koordynację, co przydaje się później na boisku. Takie wytrenowanie na pewno zaprocentuje, tym bardziej że w skoku wzwyż ćwiczy się rozpęd na krótkim dystansie i skoczność, które również są atutami napastnika. W Górniku nie raz udowodnili, że potrafią wynajdować młodych, obiecujących piłkarzy, wyróżniających się w niższych ligach. Będziemy obserwować tego chłopaka i niewykluczone, że prędzej czy później dostanie szansę debiutu w pierwszym zespole.
Wspomniany Paweł Bochniewicz wrócił do Zabrza po poważnej kontuzji. Jest już gotowy, aby stanowić o sile waszej obrony?
Paweł jest w treningu, gotowy do gry, natomiast najpierw musi wywalczyć sobie miejsce w składzie. Nie będzie to jednak łatwe, bo zarówno Janicki, jak i Josema są ostatnio w dobrej formie. Trener Gašparík preferuje grę dwoma stoperami, z których każdy ma inną nogę wiodącą, tym samym naturalnym rywalem lewonożnego Bochniewicza jest Josema, który jesienią prezentował się nawet lepiej niż Janicki. W ostatnim meczu z Pogonią przydarzył mu się błąd, który przełożył się na rzut karny i w konsekwencji porażkę. Jest to jednak solidny obrońca, który za darmo miejsca Bochniewiczowi nie odda. Z kolei Paweł, jako były reprezentant Polski, ma wysokie umiejętności i myślę, że dostanie swoją szansę, którą na pewno wykorzysta.
Trafiłem ostatnio na informację, że inny rekonwalescent z historią w Górniku jest przymierzany do transferu do Zabrza. Czy Łukasz Milik namówi swojego brata do powrotu na stare śmieci?
Nie chcę mówić, że ten powrót jest nieunikniony, ale z pewnością oczekiwany i możliwy do dopięcia. Raczej jeszcze nie dzisiaj, bo Arek będzie próbował odbudować się na zachodzie, ale wkrótce spodziewam się takiego ruchu. Sam Arek wspominał, że chciałby zakończyć karierę w klubie, z którego wypłynął na szerokie wody i raczej nie chodzi o piłkarską emeryturę – zagrać trzy mecze i odejść z kwiatami. Zakładam, że ten powrót prędzej czy później się wydarzy.
Obserwatorzy Ekstraklasy jednym głosem podkreślają rolę Bartka Nowaka jako niekwestionowanego lidera GieKSy. Kto jest takim „Nowakiem” w Zabrzu?
Zdecydowanie Patrik Hellebrand, który jest architektem praktycznie każdej akcji ofensywnej Górnika – piłka zawsze musi przejść przez niego. Kiedy on ma słabszy dzień, to automatycznie cała drużyna gra poniżej swojego poziomu.
Jak sam wspomniałeś, początek rundy w wykonaniu Górnika nie jest wymarzony. Czego brakuje, aby wkroczyć na ścieżkę zwycięstw?
Przede wszystkim szczęścia i skuteczności. Z Piastem zawsze gra się trudno, bo rywale zawsze mocno się na nas mobilizują i widać na murawie tę determinację. Z kolei Lech pokazał swoje umiejętności i uważam, że ich forma będzie rosła, bo ważni piłkarze wracają po kontuzjach. W tym pojedynku byliśmy słabsi i Mistrz Polski wygrał zasłużenie. Za to wynik z Termalicą jest skrajnie niesprawiedliwy, bo należał nam się rzut karny po faulu na Kubickim. Z drugiej strony, gdybyśmy wykorzystali swoje okazje, to ta sytuacja nie miałaby już znaczenia. Zabrakło jednak skuteczności i podobnie było z Pogonią, która bardzo dobrze ustawiała się w defensywie, zostawiając nam mało przestrzeni. Brakowało indywidualnego błysku któregoś z piłkarzy, co pozwoliłoby przedrzeć się przez szyki obronne Portowców. Był tylko słupek i poprzeczka Chłania, który w tym meczu grał wyraźnie na siebie, co też nie pomogło drużynie wygrać.
Wspominasz o piłkarskim szczęściu, natomiast śledząc „żabskiego Twittera” rzuciła mi się w oczy dyskusja o klątwie pewnego tekstu w serwisie Roosevelta81.pl – niektórzy twierdzą, że od tej publikacji Górnik przestał grać.
Sam mocno krytykowałem ten artykuł. Tezy w nim zawarte są dla mnie totalną abstrakcją i trudno go nawet traktować z przymrużeniem oka, bo został on napisany zupełnie na serio. Jego styl jest dość arogancki i jeśli istnieją piłkarscy bogowie i ich klątwy, to być może w tym przypadku zainterweniowali i chcą, żeby – nawiązując do tytułu tego artykułu – znowu się z nas śmiano. A mówiąc już poważnie, ten materiał był zupełnie niepotrzebny i źle, że został opublikowany.
Analizując tabelę widzimy, że Górnik zdecydowanie lepiej prezentuje się w Zabrzu niż na wyjazdach. Z czego to wynika?
Piłkarze często podkreślają, że przy Roosevelta niosą ich trybuny, natomiast nie dostrzegam zbyt wielu różnic między sposobem gry u siebie i na wyjazdach. Nie jest to dla nas taki problem jak w Gdyni i poza Arką nie ma innej drużyny, dla której własne boisko byłoby aż takim atutem. Obecnie na większości stadionów murawy są średniej jakości. W Zabrzu nie jest inaczej – płyta boiska jest dosyć stara i powinna zostać wymieniona jak najszybciej.
Mimo wszystko przewaga własnego boiska była kluczowa w ostatnich pojedynkach GieKSy z Górnikiem. Jak to jest, że w obydwu naszych meczach GKS nie potrafił ugrać nawet sztycha w Zabrzu?
W poprzednim sezonie, w pierwszych minutach meczu zastanawialiśmy się, czy aby GieKSa nie zleje nas za mocno, bo wasi piłkarze wyszli bojowo nastawieni i prezentowali się bardzo dobrze. Szybko zdobyta przez Podolskiego bramka ostudziła jednak te zapędy, tuż po przerwie padł drugi gol i wszystko się posypało. W sierpniu wyglądało to trochę inaczej i nie było widać po waszej stronie aż takiej woli walki. GieKSa ma charakter, ale czasem potrzebuje impulsu, aby go pokazać. Czasem jest to impuls z trybun, a czasem błysk któregoś z zawodników. Często oglądam wasze mecze i podoba mi się, że zawsze jesteście gotowi do walki, mimo że czasem nie wychodzi.
Nasz mecz w rundzie jesiennej mógł spokojnie zakończyć się w 64. minucie, po kuriozalnym golu zdobytym do spółki przez Dawida Kudłę i Märtena Kuuska. Widziałeś kiedyś coś równie absurdalnego?
Chyba tylko w “Piłkarskim pokerze”.
Śpiewacie o sobie, że „u nas zawsze jest kultura”. Chciałbym to docenić, bo jako drużyna i kibice zachowaliście się z klasą na ostatnich urodzinach Rafała Góraka i nie popsuliście mu świętowania.
Dla nas jest to niezbyt przyjemne wspomnienie, ale w pełni rozumiemy waszą radość. Zwycięska bramka padła w doliczonym czasie gry, była więc feta i otwarcie nowego stadionu w wielkim stylu. Był to czas, kiedy pewna grupa ludzi pozwalała nam się przyjaźnić, więc trudno wyobrazić sobie większe piłkarskie święto: mecz przyjaźni, na dodatek wygrany. Wielu naszych kibiców, o ile nie większość, nadal sympatyzuje z GieKSą i śledzi wasze losy. Sam, jeśli tylko mam możliwość, oglądam wasze mecze.
Tym razem znowu przyjeżdżacie na urodziny – już nie trenera, ale całej GieKSy. Prezent w postaci trzech punktów już przyszykowany?
Szczerze mówiąc mam nadzieję, że sobotni mecz w naszym wykonaniu będzie sygnałem, że wyszliśmy z kryzysu. Sami mieliście okazję, aby rozpocząć świętowanie tydzień wcześniej – szybko objęliście prowadzenie w Gdyni i sam nie wiem, co stało się potem. Zobaczymy, jak ułoży się nasz mecz i czyje atuty okażą się decydujące. Wspominałeś o Bartku Nowaku, którego osobiście uważam za najlepszego piłkarza w lidze. Stąd wiem, że nie będzie nam lekko.
Jaki przebieg i wynik sobotniego meczu przewidujesz?
Myślę, że Górnik zacznie spokojnie i będzie chciał wybadać nastawienie GieKSy. Wydaje mi się, że to wy od początku ruszycie do ataku, podrażnieni porażką w Gdyni. Nie bez znaczenia są też okoliczności, o których wspominałeś i piłkarze będą chcieli sprawić prezent kibicom. Mimo wszystko waszym obrońcom zdarza się popełniać błędy, co będziemy próbowali wykorzystać. Dzięki temu Górnik może wywieźć z Katowic trzy punkty, ale spodziewam się, że to wy pierwsi strzelicie bramkę. Stawiam więc na zwycięstwo Górnika 2:1.
Przerwa od meczów będzie krótka, bo nasze ekipy w następnym tygodniu zagrają o awans do półfinału Pucharu Polski. Wylosowaliśmy rywali z Ekstraklasy, choć można było trafić nawet 3-ligowca. Jak oceniasz nasze szanse?
Michal Gašparík jest specjalistą od krajowych pucharów, bo ma już na swoim koncie trzy takie trofea zdobyte w Słowacji, ponadto, jak sam podkreślał, jest to najkrótsza droga do rozgrywek europejskich. Moim zdaniem wylosowaliśmy trudniejszego rywala niż wy i możecie mieć łatwiej, tym bardziej, że niesamowita presja ciąży na piłkarzach Widzewa. Na naszej drodze stoi Mistrz Polski, którego forma rośnie i szczerze mówiąc liczę, że kumulacja meczów w LKE i w Ekstraklasie trochę ich „przeora” fizycznie, przez co w środę będą w słabszej dyspozycji. Trzeba spróbować to wykorzystać, bo dla mnie większym priorytetem jest zdobycie Pucharu Polski niż wynik ligowy dający przepustkę do Europy.
Kto wie, być może w maju to właśnie z nami powalczycie na Narodowym…
Byłaby to piękna historia i chciałbym to przeżyć. Sam wyjazd byłby czymś niesamowitym, gdyby pół województwa wybrało się na majówkę do Warszawy.
Zostawiając na boku kwestie piłkarskie, na koniec zapytam o temat, który od dłuższego czasu jest na ustach całego Zabrza: kiedy skończy się telenowela związana z prywatyzacją Górnika?
Z powodów zawodowych mam wiele okazji do kontaktu z przedstawicielami Urzędu Miasta w Zabrzu. W ostatnim czasie zaszły tam naprawdę duże zmiany, kiedy władza zmieniała się wielokrotnie – kolejne panie prezydent, potem komisarz i następne wybory. Takie zawirowania nie pozostały bez wpływu na prywatyzację klubu. Co więcej, radni Zabrza wybitnie nie pomagają, bo np. określanie wartości klubu na podstawie wycen piłkarzy publikowanych na transfermarkcie jest delikatnie mówiąc niepoważne. Dziś wydaje się, że proces prywatyzacji jest wreszcie na ukończeniu, bo klub nie wykonywałby tylu ruchów transferowych, gdyby nie spodziewał się, że zmiany właścicielskie są nieuchronne. Jedno jest pewne – bez prywatyzacji Górnik nie zrobi kolejnego kroku do przodu.
Piłka nożna
Osłabiony Raków przed meczem z GieKSą
Raków Częstochowa chce wrócić do swoich sukcesów z początku lat 20 XXI wieku w Pucharze Polski. W trzech kolejnych sezonach Medaliki grały w finale rozgrywek, dwukrotnie zdobywając Puchar Polski (w 2021 i 2022 roku).
Obecny sezon jest bardzo „obfity” dla RKSu. Drużyna brała udział w rozgrywkach Ligi Konferencji, Ekstraklasy i oczywiście w Pucharze Polski. W europejskich rozgrywkach (razem z eliminacjami) zespół rozegrał 14 spotkań (bilans: 9-2-3, bramki: 22-9) i odpadł w 1/8 finału po dwóch porażkach z Fiorentiną. W rodzimej lidze Raków po 27 rundach zajmuje 6. lokatę (tuż nad GiekSą, z tą samą liczbą punktów co nasza drużyna). Zespół wygrał w 11 meczach, zremisował w 6 i przegrał w 10, bramki: 36-34. W STS Pucharze Polski Medaliki trzy mecze wygrały: kolejno z Cracovią 3:0 (u siebie), na wyjazdach ze Śląskiem 2:1 i Avią Świdnik 2:1 (po dogrywce). Wyniki osiągane w lidze na wiosnę są słabsze od oczekiwanych – w 9 meczach drużyna zdobyła 10 punktów (bilans: 2-4-3, bramki: 10-11) i za ten okres zespół zajmuje 12. miejsce w tabeli. Z kolei w spotkaniach ligowych rozgrywanych u siebie Raków w 13 meczach zdobył 19 punktów (bilans: 5-4-4, bramki: 14-12). Na wiosnę Medaliki po dwa spotkania wygrały (z Termalicą 1:0 i Pogonią 2:0) i dwa zremisowały (z Radomiakiem 0:0 i Widzewem 1:1). Ostatnią ligową porażkę w Częstochowie RKS poniósł 14 grudnia, w meczu z Zagłębiem (0:1).
W grudniu ubiegłego roku Marka Papszuna zastąpił na stanowisku trenera 38-letni Łukasz Tomczyk. Tomczyk wcześniej prowadził samodzielnie Victorię Częstochowa, był asystentem trenera w Resovii, następnie trenerem analitykiem w GieKSie (od października 2022 roku do czerwca 2023). Po GieKSie związał się z Polonią Bytom, w której przez 3 miesiące ponownie był trenerem analitykiem, aby z końcem września 2023 roku zostać trenerem. W 2024 roku awansował z Polonią na zaplecze Ekstraklasy.
Trener Tomczyk może mieć ból głowy przed meczem z GieKSą: w drużynie Rakowa na pewno nie zobaczymy na boisku Władysława Koczerchina, Ericka Otieno, Tomasza Pieńko oraz Frana Tudor, którzy od dłuższego czasu leczą kontuzje. 25 minut przed zakończeniem ostatniego meczu ligowego został zmieniony bramkarz Kacper Trelowski, który zgłaszał kontuzję i raczej nie zagra w czwartek. Nie wiadomo też czy zagra Adriano Amorim, który przed ostatnim meczem nabawił się kontuzji.
We wszystkich rozgrywkach najwięcej goli zdobył Jonatan Braut Brunes – 21, następny na tej liście jest Lamine Diaby-Fadiga – 13.
W drużynie Medalików występuje były zawodnik GieKSy – Oskar Repka. Repka wystąpił w 42 z 44 spotkaniach Rakowa (nikt nie wystąpił w Rakowie w większej liczbie spotkań) i strzelił 4 bramki.
Felietony Piłka nożna
„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”
Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.
Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.
I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…
Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.
Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.
Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.
Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.
Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.
Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.
Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.
Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.
Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.
Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.
I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!
Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.
Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.
Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.
Wesołych Świąt!
PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.
Piłka nożna
Górak: Powrót króla na złote miejsce
Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.
Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.
Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak: Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.
Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak: To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.
Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.
Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.
Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak: Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.
Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak: Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.
Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak: Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.
Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.
Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak: Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.
Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.
Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.
Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.


Najnowsze komentarze