Dołącz do nas

Felietony

Oni już wiedzą, czym jest presja w Katowicach…

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Wydawało się, że po zmianach kadrowych się coś zmieni. Że przyjdzie nowy trener i będzie lepiej.

Figa z makiem.

Za każdym razem, kiedy wydaje się, że gorzej być nie może i piszemy o tym, że szczyt degrengolady został już osiągnięty, piłkarze GKS Katowice udowadniają, jak bardzo się myliliśmy. Że nie ma takiej sytuacji, w której niemożliwe jest odstawienie jeszcze większej żenady, zaliczenia jeszcze większej kompromitacji i naplucia kibicom w twarz jeszcze bardziej i mocniej.

Nowi piłkarze, nawet ci debiutujący nie zrozumieją. Im się wydaje, że ot – im debiut nie wyszedł. Nie wiedzą jeszcze, że wpisali się perfekcyjnie w to wielkie gówno, którym raczyła nas drużyna od początku roku 2017.

Możemy sobie gadać o potrzebie zgrania nowych zawodników. OK, jest w tym racja i trener Mandrysz słusznie potrzebuje czasu na zgranie. Ale do jasnej cholery, można się zgrywać, ale zachować minimum przyzwoitości. Można mieć błędy w komunikacji, nie umieć jeszcze grać na pamięć, nie mieć wypracowanych schematów, ale czy to oznacza, że musimy oglądać takie kaleczenie gry, jak w wykonaniu Mokwy, który ucieka ze swojej strefy, gdy leci w nią piłka do przeciwnika? Czy to oznacza, że mamy chwalić pokazującego całemu stadionowi dupę Mączyńskiego w momencie, gdy rywal podchodzi do pola karnego i strzela gola? Czy w końcu mamy bić brawo emerytowanemu Kędziorze, który człapie po boisku i jedyne, czego potrzebuje to kryka?

Nie, naprawdę nie potrafię utrzymać nerwów na wodzy i objąć parasolem ochronnym tych nowych. Oni idealnie wpisali się w kurwidołek stworzony przez tych, którzy zostali, Fosę, Kaliego, czy Zejdiego. Nie pokazali minimum przyzwoitości. I naprawdę po dwóch już spotkaniach – z Siarką i Pogonią – nie będzie z naszej strony już żadnego wsparcia.

Bo i ten Fosa, i ten Zejdi znów pokazali swoje najgorsze oblicze. Fosa w pierwszej połowie jeszcze zamaskował żenadę, ale w drugiej już ją wyjawił. Zejdler się miota, jakby owsiki miał – zupełnie bez sensu. Człowiek który ma potencjał i jako jeden z niewielu – umiejętności – od początku roku się kompromituje. Jak i dlaczego? Tego nie wiemy. Wierzę, że akurat on nawet by chciał, ale ma problem psychiczny. On jeszcze nie jest stracony, w przeciwieństwie do innych. Ale musi skorzystać z pomocy psychologa sportowego. Weź się synek za siebie, bo naprawdę skończysz w tym Pniówku…

Niepokoi w swoich wypowiedziach trener Mandrysz. Mówi coś o walce i że nie można piłkarzom zarzucić braku ambicji. Tymczasem to właśnie piłkarze Pogoni Siedlce świetnie pokazali na tle naszych gwiazdeczek, czym jest walka. To było widać jak na dłoni w sytuacjach, kiedy trzeba było zrobić start do piłki, dobieg do niej czy powalczyć o wydawałoby się straconą futbolówkę gdzieś przy końcowej linii boiska. Gdy nasi stali jak kołki, rywale zapierdalali ile sił i niejednokrotnie dochodzili do takiej piłki i mieli już wyrobioną w tym momencie przewagę. Więc schowajmy głodne kawałki o walce, które poszczególni trenerzy i piłkarze wciskają nam od lat. Nie róbcie z nas idiotów. Chodzę na GieKSę od 21 lat i potrafię ocenić, kiedy piłkarz się angażuje, a kiedy pozoruje grę. Potrafię zobaczyć, że przyjeżdża przeciwnik na Bukową i nagle okazuje się, że biega szybciej, agresje ma kilka razy większą, nie ma dla niego straconych piłek. Że nawet w dziesiątkę potrafi ten mecz wygrać, bo jeszcze wydobędzie z siebie resztki sił. Naprawdę, gdy widzi się coś takiego i porówna z naszymi zmanierowanymi i zapuszczającymi korzenie kopaczami – różnica jest ogromna.

Niestety nie tylko na boisku piłkarzom zabrakło charakteru. Po spotkaniu nie wytrzymali kibice i udali się pod szatnię. Przyznam szczerze, że aż takiej frustracji się nie spodziewałem, ale absolutnie ją rozumiem. Kilka lat temu już po trzeciej kolejce taka wizyta miała miejsce, gdy trenerem Niecieczy był Piotr Mandrysz, a my przegraliśmy z tą ekipą. Tym razem już po pierwszym ligowym meczu została złożona wizyta pod szatnią. W pewnym momencie było naprawdę gorąco i było blisko wtargnięcia do budynku klubowego. Może i dobrze, że to się nie powiodło, bo takie rękoczyny nikomu by nie pomogły, a klubowi bardzo mocno by to zaszkodziło. Chociaż jeszcze raz powtórzę – rozumiem osoby, które chciały interweniować w taki sposób. Ich granica cierpliwości została przekroczona. Nie tym meczem, ale całym piłkarskim rokiem.

Nikt do kibiców nie wyszedł, nikt nie miał na to cywilnej odwagi. Ani piłkarze, ani trener, ani prezes. Kibice zostali olani ciepłym moczem. Wiadomo, że wszyscy tam w środku byli posrani i wystraszyli się, że wyjście może zakończyć się źle. Tylko że taka sytuacja nieraz miała miejsce i jakoś nikomu włos z głowy nie spadł. Wychodzili właśnie prezes, trener czy piłkarze i mimo bardzo nerwowej atmosfery wśród kibiców, ci sami kibice CHRONILI piłkarzy w takich sytuacjach. Dawali im się wypowiedzieć, powstrzymywali tych, którzy byli co bardziej agresywni. Na to czekali wczoraj kibice – na kilka słów wyjaśnień. Nie na to, żeby im spuścić wpierdol.

Trzeba więc było mieć jaja i po prostu wyjść, a nie ryzykować, że zaraz pójdzie następna szyba. Złość po meczu to jedno, ale ta złość nawarstwiała się ze względu na kompletne zignorowanie tych, którzy czekali pod szatnią. Tych, którzy świetnie dopingowali, nawet przy niekorzystnym wyniku. Nawet gdy GKS grał katastrofalnie i było 1:1, kibice byli na takim poziomie decybeli, że znów można powiedzieć, że byli ogromnym wsparciem. Co za to dostali – to co zawsze.

Pytaliśmy w wywiadzie trenera Mandrysza, czy zdaje sobie sprawę z tego, czym jest presja w Katowicach. Bo OK, może sobie cała Polska znać to hasło, może Radosław Murawski mówić Karolowi Linettyemu, że „presja to jest w GieKSie”. Może trener przywoływać tę sytuację z trzeciej kolejki. Ale czy można powiedzieć, że tego wcześniej doświadczył? Tak dobitnie, żeby zrozumieć? Przecież nawet wtedy był w drugiej szatni na przeciwległym końcu budynku klubowego. Więc jego wiedza na ten temat była czysto teoretyczna. Podobnie, jak wszystkich piłkarzy, którzy dopiero przyszli do GKS.

Wczoraj wszyscy nowi (a i w sumie starzy też) w końcu doświadczyli, czym naprawdę jest presja w Katowicach. Może to im da informację, której nie mieli wcześniej, łącznie z trenerem. I po tym wszystkim zdadzą sobie sprawę z POWAGI SYTUACJI. Wy wszyscy tam w szatni musicie sobie zakodować, że decydując się na przyjście do GKS Katowice wzięliście na siebie ogromną odpowiedzialność. To nie jest tak, że przyszliście do klubu z aspiracjami i poczyniliście jakiś tam krok w swojej karierze. „Klub z marką, co roku walczący o awans, ze świetnymi kibicami” – tak mogliście to sobie tłumaczyć….

Nie, wy przyszliście do klubu, który rozpoczyna 13. sezon na peryferiach wielkiej piłki. Przyszliście do kibiców, którzy rok w rok upokarzani są występami fałszujących pseudograjków. Do ludzi, którym zostały skradzione marzenia, odebrane resztki złudzeń o tym, że piłkarze grają dla kibiców, są ambitni i chcą osiągnąć sukces. Do ludzi, którzy wkładają całe swoje serce, poświęcają swoje życie prywatne, by być na meczu i dopingować drużynę. Do tych, którzy wiosną mimo coraz to kolejnych ciosów, powstrzymywali się przed wyrażaniem złości, tylko gryząc się w język, nadal wspierali.

Piłkarze w GieKSie od lat niszczą wszystko, na co pracują inni. Ludzie w marketingu i PR klubowym zapierniczają, by ten klub na zewnątrz wyglądał jako tako. Muszą ten zjełczały produkt – jakim jest sekcja piłkarska – jakoś kolorowo opakować i im się to świetnie udaje. Wymyślają coraz to nowe rzeczy, jak na przykład fantastyczna prezentacja graficzna składu na Facebooku. Nie mówiąc o tysiącu akcji promujących czy tysiącu pozyskanych małych czy większych sponsorów.

I wtedy do akcji wkraczają piłkarze i sabotują działanie klubu. Jawnie działają na szkodę spółki. Do tego stopnia, że przepędzili sponsora strategicznego – firmę AASA z klubu. Bo przecież każdy poważny podmiot wykładający kasę, gdy orientuje się z jakim produktem ma do czynienia, ma prawo zrezygnować i nie chcieć już uczestniczyć w czymś takim.

Patrzcie, w jakiej my jesteśmy dupie w porównaniu z początkiem maja. Po wygranej z Pogonią Siedlce czekaliśmy na mecz 10-lecia z Sandecją, a zaraz potem był Górnik. Byliśmy wtedy w tym samym miejscu, co obie te drużyny. Oba mecze przegraliśmy – z Sandecją grając koszmarnie, z Górnikiem tylko słabo/przeciętnie. Co jest teraz? Sandecja pograła już sobie w wielkich meczach na wielkich stadionach przy Bułgarskiej i Łazienkowskiej. A Górnik Zabrze? To jest przecież jakiś kosmos – ma już na koncie wygrane z Legią i Wisłą. Ludzie w Zabrzu w euforii, ta machina po prostu nakręca się sama. Gdyby tylko z nami zremisowali, to by czegoś takiego nie było. Ale wygrali, okazali się bezwzględni na tym polowaniu i wykorzystali to w dwustu procentach.

Górnik i GieKSa teraz są tak daleko od siebie, jak Angulo i Kędziora.

Nie wiem, co można więcej napisać. Opcje są dwie. Albo piłkarze z trenerem rzeczywiście wbiją sobie do głów czym jest GKS Katowice i wyprują sobie flaki, żeby osiągać dobre wyniki, albo będą po prostu sobie klepać hobbystycznie po boisku, jakby grali w Legionovii (a teraz dodatkowo obsrani zaistniałą sytuacją). Przepraszam w sumie Legionovię, bo tam na pewno są jednak piłkarze ambitniejsi.

Nie oczekujcie od nas, ani od kibiców dobrych słów. Na to musicie sobie zapracować. W życiu nie ma nic za darmo i musicie w końcu się nauczyć – wy rozpieszczeni zarobkami kopacze – że na prawdziwy szacunek, niemierzony kasą, trzeba sobie zasłużyć ciężką pracą i zostawieniem zdrowia na boisku.

34 komentarze
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

34 komentarze

  1. Avatar photo

    tomek

    30 lipca 2017 at 14:05

    W Gks jest taka degrendolada ze tu nic nie moze wyjsc. Wkurwiajaca jest ta tolerancja na bylejakosc. Niestety z takim Prezesem Ciamajda tak bedzie. Czekam aby uslyszec co zrobil Prezes po wczorajszym wydarzeniu. Poklepal po pupci pocieszyl. Powinien natychmiast rozwiazac pare kontraktow i zawiescic wyplate jakiejkolwiek kasy. Jezeli komus sie zas nie podoba to wypad takie wyniki to i juniorzy osiagna. Wszedzie reakcja by byla natychmiostowa ale nie w GKS. Mandrysz tez niestety sie kompromituje. To on sciagnal te watpliwe wzmocnienia. Czyli albo sie nie zna albo robi swoim dobrze. Pierdolenie ze ilus tam pilkarzy zostalo wymienionych to tylko glupia wymowka. Nie tylko u nas wymieniono tylu pilkarzy i tam jakos sie da. Zobaczycie ze smrody z bjtlami zrobia lepszy wynik niz my a w derbach nam wjebia az milo.Wyjebac Cygana natychmiast poki jeszcze ma to sens

  2. Avatar photo

    1964

    30 lipca 2017 at 14:19

    Tomek masz rację.dodam tylko że motała ściągnął kopaczy których nikt nie chciał!

  3. Avatar photo

    achim

    30 lipca 2017 at 14:32

    Tu poczeba ś.p. Mariana! , który wreszcie wlezie do szatni i pierdolnie w stół!! i powiy wypierdalać do autobusu!!!! Tyla w tymacie.

  4. Avatar photo

    adamgieksa

    30 lipca 2017 at 15:19

    A gówno tam wiedzą, ekipa była na Górniku to kto miał im wszystko wytłumaczyć? żal

  5. Avatar photo

    tomek

    30 lipca 2017 at 15:31

    Co wy im chcecie tlumaczyc jak oni nie maja umiejetnosci. To ze ktos dostanie w pysk nie spowoduje ze ich przybedzie. Rozwiazac natychmiast kontrakty z nieudacznikami i Cygan na zielona trwake

  6. Avatar photo

    Ren

    30 lipca 2017 at 16:18

    Czas wywalić Cygana. Ogólnie to jakbym przejął ten klub (chyba dopiero wtedy awansuje, a mi jeszcze trochę brakuje), to bym wywalił wszystkich od Cygana po Jojkę. Kółko wzajemnej adoracji. Wszyscy się klepią po plecach, co jeden to mniejsze jaja albo w ogóle. Kasa się wszystkim zgadza, będą się dalej klepać po plecach. Czas żeby kasa przestała się zgadzać i skończyć wydawać jakiekolwiek pieniądze na ten klub, bo darmozjadów niech sobie utrzymują ich rodziny, a nie my.

  7. Avatar photo

    PanGoroli

    30 lipca 2017 at 16:28

    @tomek – dobrze godosz!

  8. Avatar photo

    Irishman

    30 lipca 2017 at 16:30

    Ja też jestem wręcz zdruzgotany nie tylko wynikiem ale poziomem gry naszej drużyny. Po wczorajszym meczy straciłem pewność, że będzie dobrze ale nie wiarę. Wiem, że to niepopularne ale uważam, że po prostu trzeba poczekać, dać tej ekipie trochę czasu, po tej rewolucji personalnej jaka tu miała miejsce.

  9. Avatar photo

    Irishman

    30 lipca 2017 at 16:38

    Póki co nie mamy drużyny ale już jakby wziąć osobno poszczególnych piłkarzy to nie wygląda to aż tak dramatycznie. Musimy uzbroić się w cierpliwość, a jeśli to się uda, to po kilku meczach możemy być w innym miejscu.

    Oczywiście nadal potrzebujemy wzmocnień, aby tak się stało! Panie Motała DO ROBOTY. A jak nie Motała, to chyba po coś mamy prezesa, który powinien wyciągnąć odpowiednie wnioski personalne?!?!?!

  10. Avatar photo

    wiatrak

    30 lipca 2017 at 18:57

    Moze tak poszukac napastnikow w nizszych ligach .Tutaj potrzeba konkretnych napastnikow na nie grajkow ktorzy chca do emerytury dociupac.

  11. Avatar photo

    wiatrak

    30 lipca 2017 at 19:01

    Zatrudnic konkretnego scauta niech szuka mlodych ambitnych a nie brac za darmo .

  12. Avatar photo

    Aleksander

    30 lipca 2017 at 20:25

    Ile lat wysłuchujemy o cierpliwości o dawaniu czasu do zgrania o budowaniu drużyny o tym że dużo meczy że kartki kontuzje że murawa ze przeciwnicy dobrze grali ze sędzia i o tym że gra już powoli się klei ale jeszcze trzeba coś tam itd.LUDZIE TO JEST GKS KATOWICE TU DZIŚ SIĘ LICZY NIE WCZORAJ NIE JUTRO ALE DZIŚ WIEC DO ROBOTY!!!

  13. Avatar photo

    Paweł

    30 lipca 2017 at 20:57

    Jedyny plus to, że tego ”spektaklu” nie transmitowała TV. W piątek dużo więcej jakości pokazał Ruch. Nie mówiąc już o walce i ambicji.
    Wszystko, co napisałem przed sezonem się niestety sprawdziło.
    Brawo Cygan! Brawo Motała! Mandrysz też nie jest bez winny. Niektórych piłkarzy przecież znał i wydał pozytywną opinię do ich zatrudnienia.
    Kto zatrudnia 37 latka do I ligi?

  14. Avatar photo

    qqqq

    30 lipca 2017 at 21:08

    Pogoń nas ograła po kursie 29 🙂 ps Jeśli nasz prezio będzie dalej w klubie to nic się nie zmieni. Ten klub potrzebuje prezesa z charyzmą i silną wolą w dążeniu do celu.

  15. Avatar photo

    Paweł

    30 lipca 2017 at 21:16

    Prezentacja zespołu i piękne słowa Cygana, czy Janickiego to jedynie puste slogany. Sponsor strategiczny połapał się w czym rzecz i postąpił słusznie. Zostaliśmy w ”lesie”, czy jak kto woli w ”czarnej dupie”. Nikt nie chce wyrzucać pieniędzy w błoto lub utożsamiać się z porażką.

  16. Avatar photo

    Paweł

    30 lipca 2017 at 21:26

    Z taką postawą o punkty w Legnicy będzie bardzo ciężko. Przy ewentualnej porażce z Miedzią w trzeciej kolejce mamy u siebie Puszczę i pewnie nasze gwiazdy ze stresu także nie dadzą rady. Brutalna rzeczywistość.

  17. Avatar photo

    tomek

    30 lipca 2017 at 21:39

    Zgadzam sie z Pawlem w 100%. Mandrysz tez nie jest bez winy bo to jego szrot. szrot ma go w dupie bo ma inny cel -trwac za dobra kase. Haslo na przyszlosc jest jednak takie wyjebac Cygana ciamajde bo to on jest glownym architektem tego marazmu. I niech sobie pierdola debile ze on nie gra na boisku. Fakt nie gra ale jego zarzadzanie to efekt na boisku.

  18. Avatar photo

    Paweł

    30 lipca 2017 at 22:09

    @tomek
    ”Ciamajda” to trafne określenie dla tego człowieka. Ciepła kluska, która niby podała się do dymisji, ale już zabrakło honoru i jaj, aby odejść. Jak z takim kierownictwem ma być dobrze?
    Jeszcze Mandrysz zaczyna opowiadać na konferencji bzdury. Teraz się obudził i chce wzmocnienia. Nie wiedział kogo dostaje i kogo bierze? Przyjechał z Magadaskaru?Trenerze, co skłoniło Cię do wzięcia Kędziory? Nowaka posadź na ławce, bo Abramowicz to przyszłość! Nie kompromituj się!

  19. Avatar photo

    lukasz

    30 lipca 2017 at 22:30

    Hehe czyli za Pitrego i spółki bylby awans gdyby nie prezes, za Foszmanczyka też gdyby nie prezes no i jak teraz nie będzie to też prezes … Kurwa jedną osobą odpowiedzialną za wszystkie nieszczęście . Ależ wspaniała recepta!!! Ja pierdole 11 pozerów gra (!?) Na murawie i przepierdalaja biedaczki wszystko bo prezes jest zły. Wy się kurwa zastanwcie co Wy piszecie! Kiedyś tu wody ciepłej nie było i wypłat a chłopy grały tak że aż miło było patrzeć jak walczą. Wielkiemu grzechem Cygana jest brak kar finansowych i zsyłki do rezerw za tą parodie ale do kurwy nędzy my kontaktujemy zawodowców a nie juniorów którzy nie umieją grać. Oni wychodzac na boisko powinni wykonywać swój zawód tj biegać walczyć o piłkę walczyć bez piłki z piłką ustawiać się its itp. A porażka ok, jeśli przeciwnik był lelszy. Nie pierdolcie że wszystkiemu winny prezes bo wychodzi na to że wszyscy przychodzący tutaj z zewnątrz grają przeciw niemu chociaż go nie znają. Niby dlaczego???

  20. Avatar photo

    lukasz

    30 lipca 2017 at 22:38

    Przecież wiadomo że odejście assa było przez wyniki, a co ma prezes powiedzieć na prezentacji, że jest hujowo brakuje kasy na piłkarzy główny sponsor odpadl bo miał dość hujni? Wy też tak zachwalali swoją firmę? To się nazywa marketing, choć jest źle to trzeba jakoś to sprzedać bo to produkt. Nie, zarząd nie jest bez winy bo pobalazaja tym para sportowcom, teraz za wcześnie ale od 2,3 kolejki po takich wynikach musi być reakcja. Nie ma kasy nie ma piłkarzy proste. Ale czy to znaczy że jeden z drugim pan zawodowiec nie potrafi prosto kopnąć przyjąć ustawic się ? To jest problem i tu niech im (piłkarzom) pomogą bo za 10 kolejek będzie za pozno ….

  21. Avatar photo

    Stixi

    30 lipca 2017 at 23:04

    Kaj wychowankowie?°!Najemniki niy mają Gieksy w sercu.

  22. Avatar photo

    Wojtek

    31 lipca 2017 at 00:02

    Trener wypierdol Nowaka , za stary i za wolny. Co z tego że ma 2 m ale jest wolny jak
    nie powiem co …. On powinien grać 2 klasy niżej.

  23. Avatar photo

    xx

    31 lipca 2017 at 00:52

    Cygan won.

  24. Avatar photo

    Johnny

    31 lipca 2017 at 07:31

    Ja pierdole nawet z samego rana wchodzę na neta całkiem przypadkiem a tu sport slaski przytacza słowa Midzierskiego. No i nawet poniedziałek potrafią zjebać, Jak byś miał jaja to byś kurwa wyszedł, a nie mieliśmy odgórny nakaz !!! Prezes, klub „kokosa” zrobić natychmiast, koniec pierdolenia. Ja do ich kontraktów się dołoże ale miej raz jaja!!! Mnie jest kurwa WSTYD przyjść po szpilu do domu, słyszeć no i po co zes se wydziarał GieKSe na piersi – bo to barwy, miłość. ile jeszcze wróce ze zwieszoną głową do domu, kiedy do Was do dotrze pajace. Koszulki bez herbu w takich macie grać

  25. Avatar photo

    Tomek

    31 lipca 2017 at 07:36

    Do Łukasz. Tak to już jest na tym świecie, że odpowiedzialność za całość bierze Prezes. Za sukcesy i porażki. Pewnie że każdy Prezes sie czasami myli, tyle że inteligentny wyciąga wnioski. Prezes firmy w produkcji jak jego ludzie produkują buble nie może powiedziec że on nie stoi przy taśmie i tego nie robi. On odpowiada za całokształt za innych i ma kompetencje aby na nich oddziaływać. Cygan też je ma ale nie ma jaj ani umiejetności w tym zakresie. Zgadzam sie też ze ta jego pseudo dymisja to byla ustawka z Krupa i wszyscy kumaci wiedzieli o tym zanim to zrobił że tak będzie. No i tak było. Ten facet bedzie tu trwał bo na rynku usług prawniczych nie ma szans. Tam jest mega konkurencja a ciamajdzie nikt swojej sprawy nie powierzy.Wiesz ty piszesz o obowiązkach Prezesa klubu z tradycją i aspiracjami jak o kims kto zarzadza ośrodkiem wczasowych. Zeby byla ciepla woda czyste reczniki. Zgadzam sie z toba ze tylko do takiego zarzadzania nadaje sie Cygan. To człowiek bez charyzmy i autorytetu. Pokazują mu to podwładni na każdym kroku a wycofana ciamajda ucieka do gabinetu i liczy ze przeczeka. Normalny Prezes stawia twarde warunki i rozlicza z wykonania zadań. Podejmuje niepopularne decyzje jak np. natychmiastowe rozwiązanie kontraktu. Tak konstruuje umowy aby miec zawsze mozliwość bieżacej reakcji na wydarzenia. Konstruuje system w ktorym premia za sukces stanowi wieksza czesc wynagrodzenia niż stala pensja. Czy to takie trudne. Zapewniam cie że trzeci garnitur z biznesu zrobilby tu porzadek bardzo szybko. No ale Cygan jest fajny dla wszystkich w tej swojej pizdowatości. A ze wynikow brak no coz czy to naprawde o to chodzi

  26. Avatar photo

    bce

    31 lipca 2017 at 08:55

    Z trenerem to bym poczekał rozkręci te towarzystwo po zmianach.
    Prezes klucha ale to on nie biega po boisku. Motałe z ryj i wypad.
    Reasumując dostaliśmy w ryj aż do nokautu. Wyj.. i to tak szybko emerytów.
    Ten ci.. zwany kapitanem niech oddaje naszemu Gonzowi opaskę kapitana.
    Dobrze, że blisko jest Zabrze i Ostrawa. Chcesz zobaczyć dobrą piłkę jedź tam. Zobaczyć anty-piłkę przyjedź do nas.
    P.S wyjebać z miejsca Nowaka. Abram to przy nim Buffon
    Dawać ku.. mać Szołtysa do gry wieczny talent to niech się pokaże.
    Nowak, Mokwa, Mączyński i Kędziora wy… z Katowic. Jedynie Klemenz się starał. Następny szpil od początku Abram, Plizga, Szołtys, Gonzo, Kuliński.
    Runda jesienna będzie poświęcona na ogrywanie tych c…. a wiosna na utrzymanie.
    No chłopaki życze stalowych nerwów na ten tydzień. Idę do roboty słuchać podśmiechujków od Smrodów i Goroli ale oni sami wpier.. dostali.

  27. Avatar photo

    LupusHanysInFabula

    31 lipca 2017 at 15:47

    Spokój , spokój i jeszcze raz spokój ,prze 5 kolejek dać im spokój!!! Jeżeli jakieś abfale przyszły do drużyny to czego się spodziewać w pierwszym meczu ? Jedyna szansa to zgranie, cierpliwości, zaczną grać i punktować. Do 20/10 trochę czasu zostało, damy radę. Co do frekwencji to szkoda gadać…S8SF

  28. Avatar photo

    Mecza

    31 lipca 2017 at 18:31

    Przede wszystkim dajcie spokój Mandryszowi. Kolejna sprawa, nie wiem jaka jest przyczyna długoletniej padaki (liga to nic, PP oddaje całą prawdę) i nikt jeszcze trafnej diagnozy nie postawił. Dajcie czas Mandryszowi aby ocenił to od środka. Stawiam, że ściągamy słabych piłkarzy! Haha ale jestem mądry. Tak na poważnie ściągamy dobrych piłkarsko piłkarzy (a tym samym nie tanich) ale słabych mentalnie na walkę o awans. Wszyscy ściągani są ala „Petasz” Był klub kokosa i niech u nas będzie klub Petasza, dobry medialny transfer i całkowity niewypał. Niestety do nas przychodzą „wzmocnienia” które traktują kontrakt w Katowicach jak ostatni przystanek, przecież w Ex ich nikt nie chciał bo są za słabi a w 1 lidze zapłaci odpowiednią kasę tylko GKS. Do innych zespołów również tacy trafiają ale dlaczego grają lepiej? Bo dostali marną pensje i muszą zapieprzać jeszcze aby zdobyć kontrakt życia w Katowicach. Ile było takich przypadków? Dlaczego w Siedlcach zapieprzają przypadkowi ludzie i w innych podobnych klubach, bo walczą o wypłaty przyszłe, o swoje godne życie! W Katowicach już je mają i oby jak najdłużej w 1 lidze bo przecież do Ex się nie nadają. Kilku z nich wie że po awansie nie będą grać w GKS, lepiej pozorować, dozować. Dlaczego „juniorki” od sąsiadów grali ambitnie w Mielcu, bo za kasę którą zarabiają nie są w stanie mieszkania wynająć czekając na kontrakt życia w Katowicach, Legnicy itd a najlepiej w ekstraklasie bo na frajera w 1 lidze zawsze przyjdzie czas. Może faktycznie u nas jest za duża presja na „medialne” transfery bo każdy z niższej ligi to brak wzmocnień ale dziwnym trafem wszystko co najlepsze to przychodziło do nas w ostatnich latach z peryferii piłki.

  29. Avatar photo

    GieKSiorz

    31 lipca 2017 at 19:51

    Jo po kilkunastu latach upokorzen,sciemniania mom dość.BOJKOTUJA NIE BEDA LAZIL NA SZPILE!!!dobilo mnie potraktowanie prezesa,pilkarzy zarządu po meczu ,nikt nie wyszedł ino ochrona z gazem wystawili i psy sciagneli,tak się u nos traktuje tych coraz mniej licznych fanatykow.kup bilet,karnet,koszzulka a potem spadaj.krupa tez nos w ciula robi ze stadionem.zoboczcie co jest w Górniku,wszystkim tam zależy na sukcesie,stadionie,frekwencja na jednym szpilu jak u nas na rundzie całej,szkoda godac,śp.Marian się w grobie przewraca.wszyscy godali ze ruch się pogrąży,ze spadna ,a jo się boja ze my pojdemy na same dno jak tak dalej będzie.

  30. Avatar photo

    marcin

    1 sierpnia 2017 at 08:41

    Panowie ktoś chyba ze te transfery odpowiada tak?Jak ściągano plizgę czy kędziorę to się zachwycaliście!A trzeba było utrzymać tamten skład dołożyć jednego dobrego i młodego napastnika i byłoby ok. Dziwne ze taki Górnik gra mlodzieża i się da!W Katowicach nie będzie awansu bo wszystko jest na NIE, począwszy od presji jaka wywieracie na tych kopaczach!A co do nich samych to przysli tu bo Gieksa płaci i im samym tylko na tym zależy, oni mają w hu…u sam klub i Nasz herb

  31. Avatar photo

    Johnny

    1 sierpnia 2017 at 09:05

    A jo mom propozycja. przenieśmy się wszyscy na mecz bab 🙂 cały blaszok całe B1, tam chociaż bydzie na co popatrzeć, zróbmy se jaja jak i oni z nos se zrobili, Baby się ucieszą a my chociaż raz wrócimy na wesoło i tak do odwołania. To propozycja też do redakcji piszcie Shellu o nich całkowicie zero o tych pajacach na trzy kolejki chociaż

  32. Avatar photo

    bce

    1 sierpnia 2017 at 11:05

    Do Johnny. Powiem ci nie głupi pomysł ino czy my tak potrafimy się zgrać.
    Shellu zrób akcje wszyscy na szpil kobietek, może warto. Shellu umieść rozkład jazdy dziewczyn.
    Pozdrawiam

  33. Avatar photo

    Paweł

    1 sierpnia 2017 at 14:36

    @Johnny, bce – to dobry pomysł. Chętnie zobaczę mecz kobiet. Shellu – czekamy na dokładny terminarz piłkarek. Przynajmniej będą pozytywne emocje:)

  34. Avatar photo

    Kibol

    5 sierpnia 2017 at 12:09

    PIEKNIE NAPISANE TYLKO CZY ZROZUMIEJĄ CO TO PoWaGa SyTuAcJi i GODNIE REPREZENTOWAĆ GieKSe czasu już nie ma !!!!!

Odpowiedz

Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kibice Piłka nożna

Legia Warszawa kibicowsko

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Legia Warszawa to ekipa, której nie trzeba nikomu w Polsce przedstawiać. Również godnie reprezentują rodzimą scenę kibicowską na arenie międzynarodowej. Regularna gra w Europie oraz fenomenalna forma ultrasów sprawiły, że są doceniani przez ekipy z całego świata oraz jednocześnie nienawidzeni przez struktury UEFA.

Są prekursorami polskiej sceny kibicowskiej, organizując wszystko już w latach 70. W 1970 roku podejmowali Feyenoord Rotterdam i zobaczyli na własne oczy przyjazd kilkuset Holendrów wyposażonych w takie gadżety jak trąbki, szale, czapki i flagi. W tym dniu zadebiutowała także gazeta klubowa „Nasza Legia”, która na przestrzeni lat stała się fenomenem i wzorem do naśladowania dla innych klubów. W połowie lat 70. na Legię potrafiło przychodzić średnio kilkanaście tysięcy widzów, z czego na samą Żyletę około 2000 osób. Fani CWKS nie dość, że zaczęli jeździć na wyjazdy po całej Polsce, to od strony chuligańskiej stali się prekursorami obstawiania dworców kolejowych i atakowania ekip przyjezdnych lub przejeżdżających przez stolicę.

W tamtych latach dorobili się zgód z takimi ekipami jak: Pogoń Szczecin, Śląsk Wrocław, Wisła Kraków, Zagłębie Sosnowiec, Ruch Chorzów i Lechia Gdańsk. Z perspektywy czasu niektóre zgody brzmią niewiarygodnie (szczególnie ta z Ruchem), ale takie były wtedy realia. Sposób zawierania sojuszy był zupełny inny niż znany obecni. Niektóre relacje zostaną później odnowione i nabiorą powagi, a pozostałe przepadną i często przekształcą się w kosę.

W 1980 roku Legioniści rozegrali finał Pucharu Polski w Częstochowie ze znienawidzonym Lechem Poznań. Jadąc w 2000 osób mogli liczyć na wsparcie Śląska, Pogoni i Zagłębia okupując wszystkie knajpy w mieście od porannych godzin. Przyjazd kibiców Kolejorza w sile… 6000 (!) osób doprowadził do potężnych burd w mieście. Skala awantury przerosła wszystkich – skończyło się na co najmniej kilkudziesięciu osobach w szpitalu, w tym kilku w ciężkim stanie. Do dzisiaj niektórzy mówią, że ofiary śmiertelne zostały zatuszowane przez władze.

W późniejszych latach 80. fani Legii jeździli już składem nastawionym na przygody. Byli wszędzie znienawidzeni do tego stopnia, że miejscowe ekipy potrafiły zawierać jednodniowe sojusze byle obić Legię.

Legioniści mieli w tamtych czasach także zgody z Radomiakiem Radom i Motorem Lublin.

Ciężko to nazwać zgodą, ale fani Legii mieli bardzo dobre mieli nastawienie do… Manchesteru United, wspierając w 1980 roku Anglików podczas meczu z Widzewem w Łodzi. W 1991 roku rozegrali między sobą mecz w ramach Pucharu Zdobywców Pucharów i przyjezdni zostali ciepło przyjęci przez CWKS. Jeszcze w 1998 roku część fanów Legii, która sympatyzowała z Czerwonymi Diabłami, wsparła United na w Lodzi, ale tym razem na meczu z ŁKS. Do Miasta Włókniarzy przyjechało 700 kibiców z Anglii, a Legia zawitała w 100 osób. Rodowici Łodzianie przygotowali komitet powitalny na Kaliskiej i tam doszło do starcia.

Legia jeszcze miała zgodę czy kontakty, naprawdę ciężko to dzisiaj właściwie nazwać, z Juventusem Turyn. Ekipa Clan ’06, zrzeszająca fanów Juve z Rzymu, była głównym „odbiorcą” tych relacji, ale wzajemne odwiedzanie również nie przetrwało próby czasu. Wydaje się, że relacje powstały głównie poprzez ADO Den Haag, które z Juve trzyma od 1988 roku.

Lata 90. to chuligańskie el dorado w całej Polsce, a Legia walczyła o palmę pierwszeństwa rywalizując z kilkoma innymi czołowymi ekipami. Przyjazd Legii na Górny Śląsk zawsze był wyjątkowy, bo o ile prawie wszystkie śląskie ekipy wzajemnie się nienawidziły, to Legia miała taką „magię” w sobie, że czasem dochodziło do jednodniowych paktów. Atrakcją naszych spotkań było także Zagłębie Sosnowiec, które wspierało Legię, a na Górnym Śląsku było i jest znienawidzone (ze wzajemnością).

Nie inaczej bywało na meczach kadry. W tamtym okresie reprezentacja Polski rozgrywała swoje domowe spotkania także w Zabrzu i pojawiała się na nich Legia z Zagłębiem. To właśnie na takich pojedynkach Górnik Zabrze i Ruch Chorzów potrafili przybić zgodę pod nazwą „Śląska siła”.

Chuligani Legii byli oczywiście aktywni, kiedy mecze reprezentacji rozgrywano w Warszawie, szczególnie dużo działo się, kiedy pojawiała się koalicja ALC (Arka, Lech i Cracovia).

Dochodziło także do walk wszystkich ekip z policją, np. podczas pojedynku z Czechami. Rodzima scena chuligańska miała już taki rozgłos, że „Pepików” reprezentował praktycznie sam Banik Ostrava, bo pozostałe ekipy wystraszyły się wyczynach Polaków w Ostrawie.

Mecz z Anglią w 1999 roku na Stadionie Legii był jednym z ważniejszych w historii polskiego ruchu kibicowskiego. Został wtedy obalony mit, że Synowie Albionu rządzą i wyjaśniają wszystkich. Umówiona została walka z polskimi chuliganami (głównie Legia, Zagłębie Sosnowiec, Wisła Kraków i Lechia Gdańsk) w Parku Saski, którą Brytyjczycy przegrali.

Chyba każdy w Polsce zdaje sobie sprawę z siły Legii w dziedzinie ultras. Opraw Żyleta miała co nie miara, ale prezentacja „Witamy w piekle” na meczu z Widzewem Łódź „przebiła sufit”. Wtedy rozkwitał w kraju ruchu ultras, a Legia zaczęła w tym rzemiośle wszystkim odjeżdżać. Uprawę tworzyła grupa „Cyberfani”, którą w 2005 roku zastąpili Nieznani Sprawcy.

Obecnie jedyną zagraniczną zgodą Legii jest holenderskie ADO Den Haag. Relacje powstały niewinnie, bo w 1983 roku jeden z holenderskich kibiców zaczął korespondować z fanem Legii. Jednym z bardziej pamiętnych momentów był wyjazd fanów Legii do Utrechtu w 2002 roku w ramach europejskich pucharów. ADO wsparło swoją zgodę, a gospodarze przywitali Legię „Fuck Poland”, co przełożyło się na atmosferę na trybunach i próbę starcia. W 2010 roku zorganizowano towarzyski mecz Legii z ADO dla stołecznego kibica Wojtka, który zapoczątkował relacje obu ekip.

Aktualnie Legia ma trzy zgody w Polsce – Zagłębie Sosnowiec, Olimpię Elbląg i Radomiak Radom.

Z Sosnowiczanami zgoda miała początek w połowie lat 70., ale po spadku Zagłębia sztama przepadła przez brak kontaktów. W 1991 roku w Piotrkowie Trybunalskim podczas finału, kiedy drugi raz w historii sięgnęliśmy po Puchar Polski, zgoda Legii i Zagłębia została oficjalnie odnowiona i trwa do dzisiaj. Legia próbowała pogodzić Pogoń i Zagłębie, co przerodziło się w chwilową sztamę, ale dość szybko zmieniło się w trwającą do dziś kosę między tymi dwiema ekipami. W 2013 roku Pogoń wspierała Legionistów na prestiżowym wyjeździe w Rzymie i doszło do sytuacji, która zaważyła o końcu starej sztamy. Zaczepki „Double Trouble” (Zagłębie i BKS Stal Bielsko-Biała) w stronę Portowców i bierność stołecznych fanów sprawiły, że Pogoń poczuła się niechciana i zakończyła relację z Legią. Po obu stronach pilnowano, żeby rozstać się z szacunkiem i nie przerodzić tego w kosę, ale MKS obierając drogę ku WRWE kupił „bilet w jedną stronę”. Od tego momentu Legia ma z Pogonią kosę. Kończąc temat Zagłębia warto odnotować, że w tym roku będą oni świętować 35-lecie zgody z Legionistami.

W połowie lat 80. Legionistom kilka zgód odpadło. Starą zgodą Lechii była Olimpia Elbląg, z którą trzymali się od lat 70. Równolegle od połowy lat 70. kibice Lechii mieli sztamę z Legią i naturalnie pojawiły się pozytywne relacje Olimpii z CWKS-em. Po upadku piłkarskiego ZKS-u fani Olimpii jeździli do Warszawy prywatnie, ale część odpuściła, ponieważ nie chciała być postrzegana jako FC Elbląg. W starych zinach Legii można było o nich tak przeczytać (tak ich wtedy postrzegano), a niektórzy przedstawiali ich także jako…Polonię Elbląg, ponieważ klub wielokrotnie zmieniał nazwę. Po 2000 roku wszystko wróciło do normy i zostało przypieczętowane zgodą. Olimpia wspierała Legię najliczniej, kiedy do stolicy przyjeżdżał Stomil Olsztyn lub w momentach, kiedy Legia wybierała się na Warmię. W Sosnowcu zgoda Olimpii i Zagłębia została oficjalnie ogłoszona w 2004 roku, ale kontakty trwały już wcześniej.

W sezonie 1984/1985 Radomiak zawarł zgodę z Legią, jadąc do stolicy w 1000 osób. Przyjaźń nie przetrwała ze względu na ostatnią kolejkę sezonu, w której Legia zremisowała z Pogonią Szczecin, przez co Portowcy utrzymali się w elicie a Warchoły spadły z ligi. Były wtedy takie realia, że wynik na boisku miał wpływ na kibicowskie relacje. W 1994 roku Radomiak próbował ponownie nawiązać sztamę z Legią, ale kością niezgody była Pogoń, z którą Legioniści kilka miesięcy wcześniej odnowili zgodę. Potem fani Radomiaka związali się jedynie układem chuligańskim z GKS-em Bełchatów i Stalą Rzeszów, ale czas zweryfikował, że do siebie nie pasowali i relacje zostały zakończone. Okres bycia osamotnioną ekipą nie oznaczał, że stali w miejscu. Klub piął się w górę i grał na zapleczu Ekstraklasy, a dzięki temu, że polska scena kibicowska się mocno rozwijała, to dorobili się solidnych fan clubów, takich jak: Polonia Iłża, Proch Pionki czy Szydłowianka Szydłowiec (wszystkie już wymarły), które w swoim „primie” mocno się udzielały w regionie i rywalizowaly z koalicją Broni Radom i Powiślanki Lipsko. Wiosną 2016 roku Radomiak zawarł układ chuligański z Legią, a jesienią 2017 roku podczas meczu Radomiak – Siarka Tarnobrzeg ogłoszono, że Radom i Warszawę łączy sztama.

Kończąc wątek zgód Legii należy podkreślić, że pod Legią przez cały okres działalności przewinęło się lub trwa do dnia dzisiejszego kilkadziesiąt ekip, które im podlegają, dzięki czemu kontakty Legionistów sięgają całej Europy. Takim klubem jest między innymi Olimpia Warszawa, która od 2005 roku ma zgodę z Olimpiją Lublaną, która składem w 50 osób wsparła Legię na meczu z NK Celje. Ogólnie wszystkie ekipy z Mazowsza, nie licząc Wisły Płock i Polonii Warszawa, to składy pro Legia. Był okres, że niektóre z nich miały między sobą wojnę, ale Legia odgórnie to wyhamowała i… „zanudziła” scenę z Mazowsza.

Nasza piłkarska i kibicowska rywalizacja jest bardzo długa. Swój pierwszy mecz w Katowicach rozegraliśmy już jesienią 1965 roku i wygraliśmy 2:0.

Sezon później jesienią 1966 roku wygraliśmy w Warszawie aż 3:0, co do dnia dzisiejszego jest naszą najwyższą wygraną z CWKS-em na jej ziemi.

Do początku lat 70. nasza rywalizacja stała się regularna i potrafiliśmy nie raz pokonać Legię, ale po tym sezonie spadliśmy na siedem lat z ligi.

W 1978 roku wróciliśmy ponownie do elity, ale tylko na dwa sezony.

W 1982 roku wróciliśmy do najwyższej klasy rozgrywkowej i na dzień dobry wygraliśmy z Legią 3:1 przy obecności 10000 widzów. Czasy były takie, że… czerwone stroje były naszymi domowymi. Warto odnotować, że już wtedy do Katowic zawitało 150 kibiców Legii. U nas wszystko zaczynało dopiero raczkować.

Jesienią 1984 roku wciąż graliśmy na czerwono, ale nowością był świeżo postawiony Blaszok.

Wiosną 1985 roku przegraliśmy w Warszawie 0:1, wciąż grając w czerwonych koszulkach.

W tym samym roku w czerwcu również zagraliśmy swój pierwszy finał Pucharu Polski z Widzewem Łódź na stadionie Legii Warszawa. Liczba wspierających nas ekip była zadziwiająca: Avia Świdnik, Arka Gdynia, Broń Radom, GKS Jastrzębie, GKS Tychy, Górnik Zabrze, Hutnik Kraków, Lech Poznań, ŁKS Łódź, Polonia Warszawa, Stal Mielec, Śląsk Wrocław czy Korona Kielce. Nasza liczba tego dnia to 900 osób, z czego samej GieKSy 700. Resztę stanowiły ekipy, które na stadionie CWKS-u „określały” się po czyjej stronie stoją. Legia, której mecz nie dotyczył, postawiła na swoim zajmując Żyletę. Mecz zgromadził 12000 widzów.

W listopadzie 1985 roku w ćwierćfinale polegliśmy 2:3 z Legią, ale w całym w dwumeczu awansowaliśmy i finalnie zdobyliśmy swój pierwszy w historii Puchar Polski. Na Blaszoku zasiadało wtedy kilkunastu najwierniejszych Legionistów ze świeżo uszytą flagą „Żyleta”. Sitek i Elwira byli autorami płótna, które namalowali w czerwcu 1985 roku. Cytując pomysłodawcę Jacka: „W jakiejś gazecie władze powiedziały, że sektor z tą reklamą to jest siedlisko zła i że jak zdejmą reklamę, to to siedlisko zniszczą… No i zdjęli, ale w to miejsce, w ramach buntu, zrobiliśmy flagę”. Tak się narodziła legendarna Żyleta, której nazwa związana jest z reklamą żyletek Iridium-Polsilver, która w latach 80. wisiała nad centralnym sektorem trybuny odkrytej.

Jesienią 1986 roku, jako świeżo upieczony triumfator Pucharu Polski, pokonaliśmy Wojskowych 5:2, a do Katowic zawiało 100 fanów Legii. GieKSa zaczynała pisać swoją „Złotą dekadę” w obecności 10000 widzów. Warto odnotować, że GKS – jako pierwszy klub w historii – zdobył trzy punkty w lidze. PZPN dla urozmaicenia ligi wprowadził do regulaminu, że jeśli klub wygra z rywalem co najmniej 3 bramkami, to dopisuje sobie trzy oczka (normalnie za zwycięstwo były dwa punkty).

W rewanżu na Łazienkowskiej wiosną 1987 roku zremisowaliśmy 0:0, a GieKSiarze w stolicy zameldowali się w 100 osób. Jest to nasza pierwsza udokumentowana eskapada wyjazdowa na Legię.

Jesienią 1988 roku graliśmy w Warszawie, a 100 fanatyków GieKSy było świadkiem wygranej 2:0.

Wiosną 1989 roku graliśmy rewanż na Bukowej, który wygraliśmy 1:0, ale wydarzeniem był przyjazd Legii w 1000 (!) osób.

Dwa tygodnie później Legia grała na wyjeździe z GKS-em, ale Jastrzębie. Warto odnotować, że łączyła nas wtedy zgoda i GieKSiarze z flagą wspierali Jastrzębian.

Jesienią 1989 roku graliśmy w Warszawie. Wybrało się 150 fanów GieKSy, co było wtedy naszym rekordem, a warto wspomnieć, że otrzymaliśmy wsparcie GKS-u Jastrzębie, który swój mecz ligowy grał wcześniej na Gwardii Warszawa. Na zdjęciu widać, że GieKSa już na dobre przyjęła żółte stroje, które będą nas wyróżniać na tle wszystkich drużyn. Piłkarze zremisowali 0:0.

Wiosną 1990 roku również zremisowaliśmy 0:0 w obecności 8000 widzów.

W czerwcu 1990 roku na stadionie Widzewa Łódź rozegraliśmy między sobą swój pierwszy finał. Z Katowic wybrało się 350 fanatyków GieKSy, a Legia, jako częsty triumfator tych rozgrywek i faworyt, mogła liczyć na wsparcie 2000 gardeł. Gospodarze z RTS wystawili 200 osób. Ciekawostką była obecność kilkunastu fanów Zawiszy Bydgoszcz, którzy na własne oczy chcieli zobaczyć mecz, licząc że GieKSa wygra, bo wtedy z 4. miejsca w lidze zagraliby w europejskich pucharach. Pod kasami trafili jednak na Legię i musieli ratować się ucieczką, ale pomogliśmy im wejść na stadion i obejrzeć mecz. Na zdjęciu stoją małą grupą obok naszej ekipy wyjazdowej. Legia wygrała 2:0.

Rok później w Piotrkowie Trybunalskim ponownie zagraliśmy finał. Tym razem Legia, która tego dnia odnowiła zgodę z Zagłębiem, zameldowała się w 1800 osób. Z kolei GieKSiarze, mając wsparcie między innymi z… Chorzowa i Tychów, świętowali w 2000 osób swój drugi Puchar Polski, wygrywając 1:0.

Jesienią 1991 roku w listopadzie GieKSiarze pokonali Legię 4:2.

W czerwcu 1992 roku znowu spotkaliśmy się w finale Pucharu Polski, ale… nie na swoim meczu. Finał rozegrał Górnik Zabrze z Miedzią Legnica. Był to okres kiedy z KSG mieliśmy kosę, zaś sztamę z Miedzianką. Była to pijacka sztama, ale nasza 23 osobowa ekipa wyruszyła do stolicy z flagą, która debiutowała na meczu z FC Motherwell. W pociągu doszło dwukrotnie do walki z Górnikiem. Na stadionie obóz KSG siedział po prawej stronie Żylety, natomiast Miedź z nami i ŁKS-em Łódź zasiadła łącznie w 200 osób tam, gdzie w późniejszym czasie będą na stałe zasiadać kibice gości. Na stadionie chuligani Legii byli gospodarzem i zajęli całą Żyletę, mając wsparcie Lechii Gdańsk. Nasza flaga wisiała pierwsza z brzegu, a że gospodarze swobodnie przemieszali się po całym stadionie, to nasze płótno zostało zerwane. Bierność Miedzi, która nawet nie podjęła próby odbicia flagi, doprowadziła do wściekłości GieKSiarzy, którzy na znak zerwania zgody opuścili stadion.

Wiosną 1993 roku pojawiliśmy się w Warszawie, tym razem w 30 osób. Legia wygrała pewnie 3:1, maszerując po Mistrza Polski, który po „niedzieli cudów” zostanie jej odebrany.

Jesienią 1993 na Bukowej zremisowaliśmy 1:1, a Legię wspierało 250 osób, w tym 150 Zagłębie Sosnowiec.

W rewanżu zremisowaliśmy 0:0, a GieKSiarze zawitali na Łazienkowską w 50 osób.

Jesienią 1994 roku podejmowaliśmy Legię. Mecz rozegrano o… 11:00, ale Bukowa się zapełniła i była świadkiem niesamowitego zwycięstwa. Legioniści zameldowali się w 340 osób, w tym 180 Zagłębie i kilku Portowców, z którymi również niedawno odnowili zgodę.

W styczniu 1995 roku rozegrany został pierwszy turniej halowy w Spodku pod nazwą „EB Sport Cup”, a obok GieKSy, Górnika, Ruchu, ŁKS-u Łódź wystąpiła także Legia, która pojawiła się w 90 osob z flagą. GieKSiarze wystawili 1000 młyn, a triumfował Górnik, którego także solidnie wspierali kibice z Roosevelta.

W kwietniu 1995 jechaliśmy na Łazienkowską rekordowym składem w 180 osób. Legia wygrała 1:0 i finalnie zdobyła mistrzostwo. Ostatnia kolejka z Górnikiem Zabrze do dnia dzisiejszego dnia budzi kontrowersje.

W czerwcu rozegraliśmy finał Pucharu Polski na Łazienkowskiej. Mecz oficjalnie zgromadził 15000 widzów, nieoficjalnie kilka tysięcy więcej. Tego dnia nikt nie panował nad wejściem na stadion, każdy kibic Legii chciał ten mecz zobaczyć i fani wchodzili na wszystkie możliwe sposoby. Do Warszawy wybrało się łącznie 600 GieKSiarzy. Sam przebieg meczu to dominacja Legii i jej zwycięstwo 2:0. Feta i wjazd na murawę kilku tysięcy Legionistów nie mógł się inaczej zakończyć niż próbą ataku na nasz sektor. Nasze pojedyncze flagi zostały skrojone, ale cały gniew poszedł w stronę policji i doszło do jednej z największych awantur w historii polskiego ruchu kibicowskiego. Brak ofiar śmiertelnych można tego dnia uznać za sukces.

We wrześniu 1995 roku na stadionie Stali w Rzeszowie zdobyliśmy swoje ostatnie trofeum – Superpuchar Polski. Sam mecz nie miał prestiżu i wybrali się na niego tylko najwierniejsi kibice. Legię reprezentowało jedynie 30 osób, a od nas pojechało 60 kibiców, którzy zapoczątkowali pierwsze kontakty z JKS-em Jarosław (w tym samym roku JKS przybił zgodę z Sovią). W tym dniu mocno zmobilizowały się rzeszowskie obozy. Stal i Resovia wystawiły 300 osobowe składy. Doszło do sytuacji, w której Stal dopingowała GieKSę, zaś Resovia wspierała Legię (CWKS-y). Jednak, gdy Legia postanowiła „pozdrowić” ŁKS Łódź, Resovii odechciało się już trzymania kciuków za stołeczny klub. GKS wygrał 1:0.

W maju 1996 roku Trybuna Północna na Bukowej została oficjalnie oddana do użytku (zamontowano na niej krzesełka). Legioniści zawitali w 750 osób, mając wsparcie 400 kibiców Zagłębia i siedzieli zbici między pełną Trybuną Główną i Północną. Nabity Blaszok musiał przełknąć gorzką pigułkę – lanie 0:5. W tym dniu przyjechało do Katowic dwóch kibiców Avii Świdnik, którzy dowiedzieli się, że nasza zgoda przeszła do historii i od tego czasu zaczęliśmy bazować na haśle „Sami przeciw wszystkim”.

Jesienią 1996 roku do stolicy wybrało się 90 fanatyków GieKSy. Piłkarze przegrali 1:2.

Rewanż rozegraliśmy pod koniec czerwca 1997 roku. Do Katowic zawitało 250 fanów Legii, w tym 100 Zagłębia, które oglądało skrojone płótno swoich przyjaciół z BKS-u Stal Bielsko-Biała. Zostało ono trafione przez naszych chuliganów, kiedy jechaliśmy na Odrę Wodzisław. Legia wygrała 3:1.

Chwilę później znowu graliśmy ze sobą. Tym razem nasz ostatni finał Pucharu Polski, rozegrany na stadionie ŁKS-u Łódź. Na stadionie obecne były 4 ekipy, z których każda z każdą miała kosę. Z Katowic wyruszyło 1000 GieKSiarzy, wspieranych przez Banik. Legioniści zasiedli na przeciwko w 1500 osób, ze wsparciem Pogoni i Zagłębia. ŁKS, jako gospodarz stadionu, zasiadł na Galerze w 500 osób i „pożegnał” tam naszą flagę z 1995 roku. Ciekawostką jest fakt, że po tym, gdy ją nam skroili, to wieszali… jako swoją. Nawet na derbach Łodzi. Widocznie jednak eŁKaeSiacy uznali, że chcą nam zrobić na złość i flaga „The best of hooligans”, którą znowu my skroiliśmy ekipie Club Brugge w 1992 roku, została potargana. Na meczu zjawiła się również banda RTS-u w 150 osób, która zasiadła po naszej lewej stronie. W upalnym finale górą była Legia, wygrywając 2:0.

Jesienią 1997 graliśmy na Bukowej. Legia ponownie wygrała 1:0, a wspierało ją 270 kibiców gości, z czego 200 samego Zagłębia. Na płocie wisiała skrojona flaga CKS-u Czeladź, które zostało trafione tydzień wcześniej, kiedy graliśmy z Widzewem Łódź, a nasza banda obstawiała perony.

Wiosną 1998 roku przegraliśmy 0:2. To nie był także udany dzień dla naszych kibiców, których pojechało do Warszawy jedynie 28 (nie wypalił pociąg specjalny). Po meczu połączony skład Teddy Boys ’95 i Turyści ’97 wpadł do pociągu i obił naszą ekipę, która musi uznać wyższość warszawiaków.

Jesienią 1998 roku graliśmy w Katowicach. Legia ponownie wygrała 3:1 i nie będzie to tajemnicą, że stawało się to już naszą niechlubną tradycją. Tego dnia Legioniści zawitali w 700 osób, z czego 100 stanowiło Zagłębie. Bohaterem trybun tego dnia był Bartosz Karwan, który opuścił GKS na rzecz Legii, a Blaszok nie mógł mu tego darować.

W kwietniu 1999 roku jechaliśmy do Warszawy. Skład liczył 50 osób, w tym 8 Banik Ostrava. W Żyrardowie zaatakował RTS kamieniami, ale bez urazów. Pod stadionem połowa naszych nie miała kasy na bilet, a ochrona była nieugięta, więc reszta uniosła się honorem i nikt nie wszedł na stadion. GKS zremisował niespodziewanie 0:0, ale nie uchroniło nas to od spadku, który już wcześniej wisiał w powietrzu.

Rok 2000 był dla nas szczęśliwy. Po rocznej banicji wróciliśmy do elity i ponownie mogliśmy rozgrywać mecze z Legią, która w swojej historii jest jedyną polską drużyną, która nie miała „okazji” opuścić szeregów Ekstraklasy. W tym sezonie oprócz ligi graliśmy Puchar Ligi. Pierwszy mecz miał miejsce w sierpniu 2000 roku i na wtorkowym wyjeździe pojawiło się 38 fanatyków, którzy odpaleniem 10 rac zostawili po sobie dobre wrażenie, bo na meczu wiało nudą, a Legia wygrała skromnie 1:0.

Na rewanż goście zawitali w 300 osób, w tym 150 Zagłębie i – jak na środę i godzinę 18:00 – to była znakomita liczba. Legia wygrała 2:1. Karwan znów przypomniał się kibicom ładując nam gola.

W październiku 2000 roku rozegraliśmy jeden z naszych najlepszych pojedynków z Legią. Goście zawitali w 500 osób, z czego 200 stanowiło Zagłębie. U nas nabity młyn palił „dorobek” starć z Legią i Zagłębiem, a na meczu doszło do walki z ochroną, która został zlana i wygoniona ze stadionu. Policja dostała takiej furii, że wpadła na Blaszok ze strzelbami i uspokoiła sytuację. W trakcie meczu odpalono sporo rac, co stawało się już u nas tradycją. Piłkarze, po niesamowitym meczu pełnym dramaturgii, wygrali 1:0.

ACD Systems Digital Imaging

W maju 2001 roku niespodziewanie znów wygraliśmy z Legią, a na wyjeździe zameldowało się 110 GieKSiarzy, w tym 2 Banik. Żyleta nie oszczędzała swoich zawodników wyzwiskami, często śpiewając „Legia to my!”.

W październiku 2001 roku gospodarze wygrali 1:0, a nas ponownie reprezentowało 110 fanatyków. Tym razem nie było nam dane wejść przez upierdliwą ochronę, która od każdego wymagała dowodu osobistego. Decyzją grupy wszyscy wrócili do Katowic.

W marcu 2002 roku graliśmy na Bukowej. Legia zawitała w 800 osób, będąc wspierana przez 300 osób z Zagłębia. Mecz zakończył się wynikiem 3:3 i jest to jedno z najczęściej przywoływanych spotkań w rozmowach między trójkolorowymi fanami.

Jesienią 2002 roku również spotkaliśmy się na Bukowej. Legia tym razem pojawiła się w 450 osób i mimo że goście wygrali 2:1, show skradła grupa Net Fans GieKSa, prezentując kolorową pirotechnikę i balony na wzór NBA.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wiosną 2003 roku przegraliśmy 0:3. Od nas 118 osób, w tym 5 Banik. Na meczu po obu stronach pokaz pirotechniczny i choreografia z kartonów. To tylko pokazywało jak nasza scena w tej dziedzinie parła naprzód.

Jesień 2003 roku to ogólny dramat dla polskiej sceny kibicowskiej, szczególnie ekip wyjazdowych. PZPN wprowadził idiotyczne zmiany, czyli karty kibica niezbędne do wejścia na stadion dla fanów przyjezdnych. GieKSa, jako pierwsza ekipa w Polsce, postanowiła przeciwko temu zaprotestować z transparentem „Nie jesteśmy zwierzętami, precz z kartami, przecz z chipami”. W Warszawie obecnych było 4 reprezentantów GieKSy, którzy przyjechali jedynie po to, by wywiesić wspomniane płótno. Legia wygrała 1:0.

W 2004 roku na koniec sezonu graliśmy z Legią na Bukowej. Goście zawitali w 700 osób, świętując zwycięstwo 4:2, jednak Blaszok mimo porażki także miał powody do radości. Po blisko dwóch latach wojny z pseudo sponsorem spod Częstochowy, mogliśmy firmie Dopsel zadedykować oprawę „The end”, wyganiając ich z klubu. Była to jedna z trudniejszych batalii kibiców GieKSy w walce o swój klub. Po końcowym gwizdku nastąpił wjazd na murawę po koszulki zawodników (co wtedy było tradycją), a po chwili próbowaliśmy się przedostać w kierunku Legii, ale policja szybko ostudziła nasz zapał.

Jesienią 2004 roku graliśmy u siebie. Legia zawitała w 550 osób, z czego 150 to bylo Zagłębie. Goście odpalili sporo rac, a ich drużyna pewnie wygrała 3:0. Blaszok świętuje sezon „czterdziestolatka” pirotechniką i napisem ze styropianu. Na meczu żywot skończyła flaga BKS-u, z którym Legioniści, przez zgodę z Zagłębiem, mieli dobre kontakty.

 

W czerwcu 2005 roku pojechaliśmy do Warszawy ostatni raz przed spadkiem z Ekstraklasy. Tych 101 fanatyków na pewno nie zakładało, że będziemy czekać aż 19 lat na powrót do elity. Legia wygrała 2:0.

Te 19 lat trwało dla nas wieki. Rok 2024 był dla nas powrotem z zaświatów. Pierwszy mecz rozegraliśmy w Warszawie. Na Łazienkowskiej ostatecznie zawitało nas 1735 głów! W tej licznie było wsparcie fanów Banika (55), JKS (24) i ROW (1). Zaprezentowaliśmy oprawę „GieKSiarze atakują!”. Legia pokonała nas 4:1.

Wiosną 2025 roku Ultras GieKSa ’03 zaprezentowała oprawę „Nasze miasta – W nich nasze ulice – Mówi się na nas GKS Katowice!” w asyście sporej ilości pirotechniki. W tym dniu zadebiutowały flagi na kijach z nazwami dzielnic i fan clubów, w których wyznaje się kult GieKSy. Fani Legii, przez brak drogi dojazdowej pod sektor gości na nowowybudowanym obiekcie, niestety nie mogli zawitać. Legia wygrała 3:1.

Ostatni nasz pojedynek to jesień 2025 roku. Legioniści chwilę wcześniej odwiesili swój bojkot, więc mecz mógł żyć pełnią wzajemnych „uprzejmości”. W niedzielny wieczór obecnych w Warszawie było 734 fanatyków GieKSy, w tym 17 JKS i 13 FCB. Legia, dosłownie rzutem na taśmę, pokonała nas 3:1.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Liczy się to, co prawdziwe

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

„To czego nie można kupić to jest drużyna, to jest charakter” – powiedział Lukas Klemenz w Kanale Sportowym, niejako odnosząc się do wielkich pieniędzy w piłce, a w tym konkretnym przypadku transferów Widzewa Łódź.

Nie sądziłem, że pokocham Lukasa. Po latach, kiedy go krytykowałem, miałem pretensję i masę wątpliwości, co do jego przydatności, zarówno podczas jego pierwszej kadencji, jak i teraz, zawodnik przekonał mnie do siebie. I nie chodzi mi o te strzelane bramki. A przynajmniej nie tylko. Zawodnik poczynił niebywały postęp w defensywie i na dziś jest bardzo dobrym obrońcą. Jego poświęcenie i ofiarność to coś, co sprawia, że rywale mogą dwoić się i troić w swoich atakach, a i tak przed nimi wyskoczy Lukas. No a wspomniane strzelane gole są wisienką na torcie. Bramka z Widzewem, sam strzał, to było coś pięknego – nieczęsto zdarza się aż tak soczyste uderzenie głową po rzucie rożnym.

Tyle jest wątków, tak się buduje fabuła GieKSy i całej ekstraklasy, że naprawdę nie wiem, od czego zacząć.

Dużo jest sloganów w piłce, sloganów – które nie mają potwierdzenia w rzeczywistości. O kontrolowaniu meczów, o czym pisałem ostatnio, o tym, że pieniądze nie grają itd. W ostatnim czasie jednak okazuje się, że te nadużywanie nieraz banały – w GieKSie mają swoje potwierdzenie. Bo gdy weźmiemy na przykład aspekt zespołowości – to przecież to jest ten aspekt, który być może był głównym czynnikiem wczorajszego zwycięstwa.

W Lidze Plus Extra kapitalnie się wypowiedział w tej kwestii Bartek Nowak. Przy okazji powiem, że skromność i nieskromność jednocześnie tego zawodnika powoduje, że nie sposób go nie lubić nie tylko jako piłkarza, ale i jako człowieka. Zdaje on sobie sprawę ze swojej obecnej wybitnej dyspozycji, a jednocześnie w wywiadzie bardzo mocny nacisk położył właśnie na wpływ zespołu – zarówno na sam przebieg i wynik meczu, jak i jego własną grę. Bardzo pochwalił środek pola z Sebastianem Milewskim i Mateuszem Kowalczykiem, w kontekście wielkiej pracy, jaką oni tam wykonali. Do tego sobie jeszcze przejdziemy.

GieKSa wygląda jak maszyna. Taka, w której wszystkie tryby są ze sobą połączone, oddziałują na siebie wzajemnie, przyczyna jednego działa na skutek drugiego, są sprzężenia zwrotne. Do tego jest dobrze naoliwiona, być może tym tatarem od Miłosza Drozda, o którym wspomniał trener Rafał Górak. Podkreślam po raz kolejny rolę naszego trenera przygotowania fizycznego, bo nieraz te osoby są w cieniu, a naprawdę wykonują kawał świetnej roboty. I drużynę mamy nie tylko na boisku, ale także w pokojach trenerów właśnie. Ta współpraca – najpierw na linii: przygotowanie taktyki, fizyczność, analityka, a potem przeniesienie tego do drużyny piłkarskiej – to prawdziwy klucz do sukcesu.

„Mordercze dojście” – powiedział Igor Lewczuk o pressingu katowiczan w tym meczu. Mam przed oczami moment, jak w drugiej połowie i to chyba raczej w końcowej fazie spotkania, TRZECH naszych zawodników próbowało wślizgiem odebrać piłkę rywalom – tak na szerokości boiska. Trzy wślizgi w ciągu kilku sekund. GieKSa wypowiedziała wojnę Widzewowi z pierwszym gwizdkiem tego spotkania i do ostatniej minuty z tej wojny nie zrezygnowała.

Nasz zespół obrał taktykę na ten mecz – wiadomo. Taktykę, która okazywała się skuteczna już jesienią – w starciach z Jagiellonią czy Pogonią. Nie wnikam w niuanse, bo te mecze się oczywiście między sobą różniły, ale w kwestii oddania piłki przeciwnikowi były pewne analogię. Być może z rozklekotanym póki co Widzewem można było zagrać odważniej. No ale z drugiej strony… po co? Jeśli obrana strategia na ten mecz dała efekt. Naprawdę jestem ciekaw, czy podobnie podejdzie do tego trener przed meczem pucharowym. Czy jednak zobaczymy GieKSę bardziej ofensywną. Nieważne. Liczy się efekt, a jak się okazuje – nie mamy powodu twierdzić, że pomysły na mecz są złe, bo przecież przynoszą nam zwycięstwa. Zresztą, co mecz – to wygląda to inaczej, bo przecież z Zagłębiem GieKSa grała zupełnie w inny sposób.

W dwóch ostatnich meczach rywale oddali zaledwie dwa celne strzały. To jest kosmos. Bo o ile czyste konta są bardzo cenne, to fakt, że przeciwnicy prawie w ogóle nie trafiają w nasze światło bramki, to już jest naprawdę olbrzymi progres. Rzeczywiście, choć zamieszania były, to patrząc na mecze z Zagłębiem i Widzewem, nie przypominamy sobie spektakularnych interwencji Rafała Strączka.

To, co wyprawiał wczoraj Wasyl czy Kowal przekraczało wszelkie granice. Marcin z zakrwawioną kostką biegał i harował dalej, a Mateusz chyba sobie postanowił, że chce dać coś więcej w ofensywie i zaczyna sobie dryblować w polu karnym. Wkrótce da to gola. Świetnie prezentuje się też Sebastian Milewski. Nasze nowe nabytki też dają radę.

Wspomnianej zespołowości w Widzewie próżno szukać. Bo być jej tam po prostu nie może. Tutaj jednak trzeba przyznać było spore ułatwienie dla naszej drużyny. Po tym meczu nie mam większej wątpliwości – na ten moment pomysł trenera Igora Jovicevića to jest jeden, wielki, totalny chaos. To wszystko jest bez ładu i składu. Dla mnie kuriozalnym pomysłem jest wystawianie siedmiu nowych zawodników w pierwszym składzie. Gdyby to jeszcze byli naprawdę jacyś wielcy gracze. A tak, jak mi mój brat napisał – „za chwilę będzie kolejny wagon z pomocnikiem, który zaliczył 7 goli w Hammarby i napastnikiem z 8 golami w OH Leuven na koncie”. To nie ma prawa wypalić. Jeśli ktoś to porównywał do Wisły Bogusława Cupiała, powinien się puknąć w głowę. Tam wtedy nie przyszli Bukari czy Kornvig, tylko Żurawski, Frankowski, Szymkowiak, Kosowski, Kałużny, Węgrzyn… zawodnicy z wielką renomą, aktualni wówczas reprezentanci Polski.

To, że trener od lania wody myślał, że to zaskoczy, świadczy o jednym. Kompletnie nie zna realiów i specyfiki tej ligi. W Szachtarze czy Łudogorcu można gromić słanych rywali i odjechać reszcie ligi za pieniądze z Ligi Mistrzów. W Polsce to nie ma racji bytu, bo w ekstraklasie każdy może wygrać z każdym. I klecona naprędce, na kolanie drużyna, z jakichś losowych cudzoziemców, którzy jeszcze przestraszyli się polskiej zimy, to gwarancja porażki. Przynajmniej na razie. Nie mówię, że ten Widzew się nie zgra. Tylko zanim się zgra, może wylądować w pierwszej lidze.

To był kolejny niezapomniany wieczór na Nowej Bukowej. Znów się wszyscy ze sobą dostroili – piłkarze i kibice. Znów mieliśmy dramaturgię, znów mieliśmy wielkie emocje – z GieKSą nie może być spokojnie, ale ostatnio jest bardzo radośnie. Zanim jednak cieszyliśmy się z trzech punktów mieliśmy cios w serce. Autentycznie – chodzę te niemal 30 lat na GieKSę i nadal taki moment zwala z nóg. Mówię o nieszczęsnym rzucie karnym, podyktowanym w 93. minucie. To jest moment, w którym emocjonalnie wszystko (związane z meczem) się wali. Cały wysiłek i wiara na marne. Szybko więc zerkanie do monitora, na powtórki. Dopatrywanie się nadziei na to, że jedenastki nie będzie. A potem gdy sędzia już podbiegał do monitora względny spokój, ale i niepewność. W końcu decyzja – odwołanie karnego i ekstaza na stadionie. Przyznam, że jak po Radomiaku umiałem czuć tę euforię, to wczoraj mnie ten podyktowany karny tak zbił, że tę euforię miałem bardziej w myślach niż w czuciu. Kosztowało to bardzo wiele.

Sędzia swoją drogą też mógłby się zastanowić nad sobą. Bo doliczył sześć minut, przerwa na VAR trwała cztery, była jeszcze zmiana. Tymczasem po wszystkim on przeciągał, przeciągał i „dawał” Widzewowi jeszcze trochę czasu. W sumie tych czystych doliczonych minut było chyba z osiem. Przegiął z tym doliczeniem totalnie.

Nowa Bukowa nie ma jeszcze roku, a już tyle wspomnień, tyle historii, tyle kapitalnych meczów. Wygrane z Górnikiem, Cracovią, Pogonią, Jagiellonią, teraz Widzewem. Wspomniany mega dramatyczny mecz z Radomiakiem. Wojna z Koroną. To są cudowne wieczory w naszej nowej rzeczywistości. Rzeczywistości, która się nie nudzi. Za te wszystkie lata… należy nam się.

Wrócił na Nową Bukową Sebastian Bergier… przepraszam „Burger King”, bo jakoś tak kazał nam nazywać napastnika dziennikarz Widzewa. No więc Burger King pohasał, pohasał, ale nic z tego nie było. Nasłuchał się chłopak po swoim adresem, bo jednak nieeleganckie było to jego odejście i sposób, cała sprawa z kontuzjowaną ręką itd. Z drugiej strony, Seba powiedział w wywiadzie w przerwie, że „to piękne, że może posłuchać czegoś takiego pod swoim adresem”. Może nie sformułował tego dokładnie tak, jak chciał, ale jest w tym dużo racji. W gruncie rzeczy sport to zabawa, ale też plemienność, emocje i wojny, antagonizmy są potrzebne, bo to one dodają pikanterii. Ale po latach i tak wszyscy usiądziemy do stołu, wypijemy herbatę i powspominamy stare czasy. Taki Marcin Baszczyński tyle się od nas nasłuchał, a przecież teraz przyjeżdża jako komentator, wszyscy wiedzą, kim jest i nikt nie robi problemów. Cieszmy się tą piłką nożną i dogryzajmy sobie, ile się da. A potem i tak o wszystkim zapomnimy.

Ja na cześć Sebastiana, po powrocie do domu zamówiłem sobie Burger Kinga. Dzięki Sebek!

Idziemy łeb w łeb z poprzednim sezonem. Wtedy po 19 meczach mieliśmy 26 punktów i teraz jest tak samo. Rok temu też pierwsze dwa mecze wiosny były zwycięskie. Tu bym przestrzegał drużynę, żeby o tym pamiętać – bo potem przyszedł bezbarwny mecz z Piastem i dwie porażki. Nie można więc zachłysnąć się, bo czekają nas kolejne wyzwania.

Natomiast od porażki z Lechem Poznań, kiedy to wylała się masa krytyki, GKS jest najlepszym zespołem w lidze. Katowiczanie złapali formę, poprawili niektóre aspekty i na teraz wygrywają większość meczów. Trudno będzie tak dobrą serię utrzymać, ale całościowo idzie to w bardzo dobrym kierunku. Wyjąwszy cztery pierwsze fatalne kolejki, od tamtego czasu GKS byłby na szóstym miejscu z czterema punktami straty do lidera i jednym meczem zaległym. Powiedzmy więc sobie tak – że oprócz początku tego sezonu, punktowo jesteśmy czołówką ligi. Ale też zaznaczmy, że w takim razie każda kolejka, każdy pojedynczy mecz – waży niesamowicie dużo.

Choćby dlatego, że byliśmy w strefie spadkowej z tą samą liczbą punktów, co drużyna nad kreską. Dwie wygrane dały nam sześciopunktową przewagę. To jest prawdziwy kapitał.

A Widzew? Ma problem. Podobnie jak Legia, podobnie jak Pogoń Szczecin. Wielkim zaczyna się robić gorąco, bo potencjalny spadek to już nie jest tylko kwestia nierealnej ciekawostki. Przyzwyczailiśmy się do myśli, że spadkowicze będą się wyłaniać spomiędzy drużyn typu Termalica, Arka, Piast, Motor czy my… Ale nie ma ani jednego powodu, żeby uważać, że nie spadnie któryś z wielkich.

Igrzyska śmierci nabierają tempa i rozmachu.

Może trochę patetycznie, ale powiem, że obecny sezon pokazuje pewną prawdę życiową. Nie liczą się błyskotki, nie liczy się efektowne złote opakowanie, nie liczy się coś, co dużo kosztuje. Liczy się zawartość, to co w środku, to co prawdziwe. I to GieKSa ma.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Droga do medialności

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Jeszcze musimy zapracować na tym, żeby o nas mówiono. Półtora sezonu bardzo przyzwoitej postawy w ekstraklasie to póki co za mało. Nie mówię, że o GieKSie nie mówi się w ogóle, bo czasem coś tam jej poświęci się czasu antenowego. Ale bywa nieraz, że jest omawiany jakiś mecz danej kolejki z udziałem katowiczan, a mówi się tylko o rywalu. O naszym zespole ani słowa lub jedno. Lub zaczyna się o nas w końcu mówić, ale wtrynia się drugi ekspert, że jeszcze ma coś do powiedzenia o naszym przeciwniku i dyskusja „nie o nas” się przeciąga. I już do niej nie wracają.

Tak, żeby stać się klubem medialnym – trzeba się postarać. Trzeba czymś do siebie przekonać. Jak w każdym marketingu w sporcie, najbardziej efektywną do tego drogą jest… sport. I wyniki. Organizacja klubu może być na wysokim poziomie. Media klubowe również – jak choćby w przypadku relacji z obozu w Turcji, które były kapitalne. Ale zawsze to największe wrażenie będą robić wyniki. I to one „bardziej” przyciągną czy to sponsorów czy zainteresowanie mediów, których przecież coraz więcej, a magazyny dotyczące polskiej piłki można oglądać niemal codziennie.

Dlatego na razie musimy przełykać pigułkę i godzić się, że pierdyliardową godzinę mówi się o Legii, która przegrywa mecz za meczem. Że do – za przeproszeniem porzygu – mówi się o Lechu, który też przegrywa mecz za meczem. Ale ostatnio wielka podnieta w mediach przelewa się na temat Widzewa Łódź, który notorycznie wtapia swoje spotkania, ale zrobił jeden, drugi, trzeci transfer, który na ten moment jeszcze nie wiadomo, czy jest wątpliwej jakości, bo za wcześnie, ale może tak się okazać. Ale już pojawiają się wielkie analizy na temat rozgrywania Drągowskiego od bramki, tego czy tego zawodnika w podstawowej jedenastce itd. Więcej się mówi o Widzewie niż pewnie powinno. Ale podnieta redaktorów różnych mediów ma swoje prawa.

Można by czasem rzec „nie zes…jcie się z tą Legią i Widzewem”.

Tak jak swego czasu wszyscy podniecali się Jarosławem Królewskim, gdy dopiero się ujawnił. Wtedy można było odnieść wrażenie, że dziennikarze mu się przymilają i wchodzą nie powiem gdzie. Bo młody, wybitnie inteligentny i obrotny. Gdy boom na sternika Wisły minął, już mało co go się zaprasza, a pan Jarosław ma swoje problemy i performance’y na Twitterze. Ale co ugrał (świadomie bądź nie) wtedy na popularności i medialności – to jego.

Od razu powiem, że dla mnie nie ma znaczenia, że to jest akurat Widzew, czyli klub – jako kibice – zantagonizowany z GieKSą przez wiadome zgody. Do spraw kibicowskich podchodzę na chłodno, mam swoje sympatie i antypatie. I przede wszystkim nie stosuję napinki, bo to nie moje klimaty. Więc oczywiście nie powiem, żebym za Widzewem przepadał, ale nie mogę nie przyznać na przykład, że w Sercu Łodzi atmosfera na meczach jest kapitalna i mecze tam mają swój klimat, z wypełnionym po brzegi stadionem i bardzo dobrym dopingiem. Więc nie przemawia za mną jakieś szowinistyczne nastawienie. Po prostu piszę o tym, że najwidoczniej GKS potrzebuje jeszcze czasu, żeby stać się tak medialny, jak wysoce entropicznie zarządzany w kontekście sportowym Widzew.

Wielkie kwoty na niektórych mogą robić wrażenie. Nazwiska, które grały w dobrych klubach również. Jednak to nie papier gra i nie pojedynczy zawodnicy, a drużyna. Ale drużyna przez duże D. Z trenerem, ze sztabem, który potrafi to wszystko poukładać pogodzić i znaleźć balanse. Na ten moment Igor Jovicević bardziej prezentuje się jako aktor, trochę cyrkowiec, ze swoimi mądrościami i tezami, ale nie przekłada się to wybitnie na grę zespołu. Reagan to nie jest i nie będzie. Jakkolwiek zrozumiałe jest, że drużyna  nowymi zawodnikami potrzebuje zgrania, to z Jagiellonią to nie był brak zgrania, tylko jakiś totalny chaos. Pewnie za dużo i za szybko wprowadzani są piłkarze do pierwszej jedenastki. I na boisku mamy sok pomarańczowy wymieszany z zupą grzybową. Podejrzewam, że obecny trener to jest kolejny wynalazek a la Żelijko Sopić i za chwilę go w Widzewie już nie będzie i nikt nie będzie o nim pamiętał. Wspomnicie moje słowa.

Jakże inaczej wygląda w tym kontekście ustabilizowany GKS. W naszym klubie wygląda na to, że wszystko się robi totalnie z głową. Że nie ma w tym krzty chaosu. No może kilka procent czasem, bo występują akcje typu ściągnięcie Olka Buksy czy Maćka Rosołka oraz – o zgrozo – pomysł na niedoszłego chłopaka Julki Wieniawy. Ale nie tylko o same transfery tu chodzi, tylko o całościowe zarządzanie tym zespołem, pomysł na niego, cały projekt, który od wielu lat w GKS się toczy. Śmialiśmy się kiedy z tych projektów dwuletnich, które były później hm… odnawialne. Natomiast GKS to jest projekt póki co niemal siedmioletni i jest to totalny ewenement w polskiej piłce. I najlepsze jest to, że ciągle jest widoczny rozwój. Jeszcze dwa lata temu na myśl o starciu z zespołem z ekstraklasy – wygrana byłaby jakimś olbrzymim sukcesem. Dzisiaj GKS jest ligowym średniakiem i jest w stanie wygrywać z każdym. I wygrywał. To jest nasza codzienność, a nie jakiś wybitny sukces. Jeśli na stałe podnieśliśmy swój poziom o kilka szczebli wyżej – to wiedz, że jest to strategia bardzo dobra.

No ale niekoniecznie medialna.

GKS Katowice nadal więc musi swoją rzetelną postawą udowadniać, jak wiele jest wart. Jutro czeka nas starcie z tymże Widzewem i na boisku przestaną grać pieniądze, a będzie się liczyć, czysta piłkarska merytoryka. Czyli taktyka, strategia, technika i motywacja. W tym nasz zespół jest mocny – jest wspomnianym ligowym średniakiem, ale wcale nie jest powiedziane, że przy płaskiej tabeli nie może trochę się podnieść. Tak, żeby po pierwsze – oddalić się na bezpieczną odległość od strefy spadkowej.

Widzew nam w ostatnich latach zdecydowanie nie leży. Na wyjeździe przegrywaliśmy (lub raz remis), u siebie remisowaliśmy (lub raz porażka). Nie potrafimy z tym zespołem wygrać, choć bardzo blisko byliśmy w zeszłym sobie na Bukowej, wówczas dwa punkty odebrał GieKSie jej przyszły i były zawodnik – Jakub Łukowski.

Paradoksalnie wydaje się, że nie ma lepszego momentu, żeby z tym rywalem powalczyć o pełną pulę. Jeśli faktem jest, że Widzew pogrążony jest w chaosie czy nieładzie lub – mówiąc ładniej – jest w przebudowie, to kiedy jak nie teraz? Ustrzelić raz i poprawić w pucharze.

Katowiczanie wygraną w Lubinie pokazali, że dobrze przepracowali okres przygotowawczy. Że są gotowi na rundę i jej wyzwania, mają plan na mecz i potrafią go realizować. To dopiero jednak początek batalii. GieKSa musi swoje punkty zdobywać i umacniać się w tabeli. Dorobek punktowy po osiemnastu meczach jest identyczny jak rok temu. Wówczas wiosna była lepsza niż jesień i nic nie stoi na przeszkodzie, by teraz było podobnie.

W meczu nie zagra Borja Gala, więc trener będzie musiał trochę pokombinować, wiemy też, że uraz miał Alan Czerwiński. To znowu przywołuje temat nowego środkowego obrońcy, na którego czekamy, czekamy i doczekać się nie możemy. Kadrowo to największy mankament naszego zespołu, bo jeśli wypadnie ktoś z powodu kontuzji lub kartek, to naprawdę musimy mocno rzeźbić.

Najważniejsze jednak są wspomniane walory piłkarskie i taktyczne. GieKSa ma wszelkie argumenty, by w pierwszym z dwóch meczów z Widzewem po prostu być lepszym od przeciwnika i wygrać. Do spotkania z Legią przejdziemy wkrótce, bo tam będą analogię do jutra, ale już teraz można powiedzieć, że te dwa spotkania to takie, w których będzie można naprawdę dużo zyskać, ale równie dobrze – dużo stracić. Patrząc bowiem na kiepską postawę Widzewa i absolutnie fatalną Legionistów – trudno wyobrazić sobie, że GKS miałby którykolwiek z tych meczów przegrać. Ale o remisach też nie myślimy…

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga