Felietony
Oni już wiedzą, czym jest presja w Katowicach…
Wydawało się, że po zmianach kadrowych się coś zmieni. Że przyjdzie nowy trener i będzie lepiej.
Figa z makiem.
Za każdym razem, kiedy wydaje się, że gorzej być nie może i piszemy o tym, że szczyt degrengolady został już osiągnięty, piłkarze GKS Katowice udowadniają, jak bardzo się myliliśmy. Że nie ma takiej sytuacji, w której niemożliwe jest odstawienie jeszcze większej żenady, zaliczenia jeszcze większej kompromitacji i naplucia kibicom w twarz jeszcze bardziej i mocniej.
Nowi piłkarze, nawet ci debiutujący nie zrozumieją. Im się wydaje, że ot – im debiut nie wyszedł. Nie wiedzą jeszcze, że wpisali się perfekcyjnie w to wielkie gówno, którym raczyła nas drużyna od początku roku 2017.
Możemy sobie gadać o potrzebie zgrania nowych zawodników. OK, jest w tym racja i trener Mandrysz słusznie potrzebuje czasu na zgranie. Ale do jasnej cholery, można się zgrywać, ale zachować minimum przyzwoitości. Można mieć błędy w komunikacji, nie umieć jeszcze grać na pamięć, nie mieć wypracowanych schematów, ale czy to oznacza, że musimy oglądać takie kaleczenie gry, jak w wykonaniu Mokwy, który ucieka ze swojej strefy, gdy leci w nią piłka do przeciwnika? Czy to oznacza, że mamy chwalić pokazującego całemu stadionowi dupę Mączyńskiego w momencie, gdy rywal podchodzi do pola karnego i strzela gola? Czy w końcu mamy bić brawo emerytowanemu Kędziorze, który człapie po boisku i jedyne, czego potrzebuje to kryka?
Nie, naprawdę nie potrafię utrzymać nerwów na wodzy i objąć parasolem ochronnym tych nowych. Oni idealnie wpisali się w kurwidołek stworzony przez tych, którzy zostali, Fosę, Kaliego, czy Zejdiego. Nie pokazali minimum przyzwoitości. I naprawdę po dwóch już spotkaniach – z Siarką i Pogonią – nie będzie z naszej strony już żadnego wsparcia.
Bo i ten Fosa, i ten Zejdi znów pokazali swoje najgorsze oblicze. Fosa w pierwszej połowie jeszcze zamaskował żenadę, ale w drugiej już ją wyjawił. Zejdler się miota, jakby owsiki miał – zupełnie bez sensu. Człowiek który ma potencjał i jako jeden z niewielu – umiejętności – od początku roku się kompromituje. Jak i dlaczego? Tego nie wiemy. Wierzę, że akurat on nawet by chciał, ale ma problem psychiczny. On jeszcze nie jest stracony, w przeciwieństwie do innych. Ale musi skorzystać z pomocy psychologa sportowego. Weź się synek za siebie, bo naprawdę skończysz w tym Pniówku…
Niepokoi w swoich wypowiedziach trener Mandrysz. Mówi coś o walce i że nie można piłkarzom zarzucić braku ambicji. Tymczasem to właśnie piłkarze Pogoni Siedlce świetnie pokazali na tle naszych gwiazdeczek, czym jest walka. To było widać jak na dłoni w sytuacjach, kiedy trzeba było zrobić start do piłki, dobieg do niej czy powalczyć o wydawałoby się straconą futbolówkę gdzieś przy końcowej linii boiska. Gdy nasi stali jak kołki, rywale zapierdalali ile sił i niejednokrotnie dochodzili do takiej piłki i mieli już wyrobioną w tym momencie przewagę. Więc schowajmy głodne kawałki o walce, które poszczególni trenerzy i piłkarze wciskają nam od lat. Nie róbcie z nas idiotów. Chodzę na GieKSę od 21 lat i potrafię ocenić, kiedy piłkarz się angażuje, a kiedy pozoruje grę. Potrafię zobaczyć, że przyjeżdża przeciwnik na Bukową i nagle okazuje się, że biega szybciej, agresje ma kilka razy większą, nie ma dla niego straconych piłek. Że nawet w dziesiątkę potrafi ten mecz wygrać, bo jeszcze wydobędzie z siebie resztki sił. Naprawdę, gdy widzi się coś takiego i porówna z naszymi zmanierowanymi i zapuszczającymi korzenie kopaczami – różnica jest ogromna.
Niestety nie tylko na boisku piłkarzom zabrakło charakteru. Po spotkaniu nie wytrzymali kibice i udali się pod szatnię. Przyznam szczerze, że aż takiej frustracji się nie spodziewałem, ale absolutnie ją rozumiem. Kilka lat temu już po trzeciej kolejce taka wizyta miała miejsce, gdy trenerem Niecieczy był Piotr Mandrysz, a my przegraliśmy z tą ekipą. Tym razem już po pierwszym ligowym meczu została złożona wizyta pod szatnią. W pewnym momencie było naprawdę gorąco i było blisko wtargnięcia do budynku klubowego. Może i dobrze, że to się nie powiodło, bo takie rękoczyny nikomu by nie pomogły, a klubowi bardzo mocno by to zaszkodziło. Chociaż jeszcze raz powtórzę – rozumiem osoby, które chciały interweniować w taki sposób. Ich granica cierpliwości została przekroczona. Nie tym meczem, ale całym piłkarskim rokiem.
Nikt do kibiców nie wyszedł, nikt nie miał na to cywilnej odwagi. Ani piłkarze, ani trener, ani prezes. Kibice zostali olani ciepłym moczem. Wiadomo, że wszyscy tam w środku byli posrani i wystraszyli się, że wyjście może zakończyć się źle. Tylko że taka sytuacja nieraz miała miejsce i jakoś nikomu włos z głowy nie spadł. Wychodzili właśnie prezes, trener czy piłkarze i mimo bardzo nerwowej atmosfery wśród kibiców, ci sami kibice CHRONILI piłkarzy w takich sytuacjach. Dawali im się wypowiedzieć, powstrzymywali tych, którzy byli co bardziej agresywni. Na to czekali wczoraj kibice – na kilka słów wyjaśnień. Nie na to, żeby im spuścić wpierdol.
Trzeba więc było mieć jaja i po prostu wyjść, a nie ryzykować, że zaraz pójdzie następna szyba. Złość po meczu to jedno, ale ta złość nawarstwiała się ze względu na kompletne zignorowanie tych, którzy czekali pod szatnią. Tych, którzy świetnie dopingowali, nawet przy niekorzystnym wyniku. Nawet gdy GKS grał katastrofalnie i było 1:1, kibice byli na takim poziomie decybeli, że znów można powiedzieć, że byli ogromnym wsparciem. Co za to dostali – to co zawsze.
Pytaliśmy w wywiadzie trenera Mandrysza, czy zdaje sobie sprawę z tego, czym jest presja w Katowicach. Bo OK, może sobie cała Polska znać to hasło, może Radosław Murawski mówić Karolowi Linettyemu, że „presja to jest w GieKSie”. Może trener przywoływać tę sytuację z trzeciej kolejki. Ale czy można powiedzieć, że tego wcześniej doświadczył? Tak dobitnie, żeby zrozumieć? Przecież nawet wtedy był w drugiej szatni na przeciwległym końcu budynku klubowego. Więc jego wiedza na ten temat była czysto teoretyczna. Podobnie, jak wszystkich piłkarzy, którzy dopiero przyszli do GKS.
Wczoraj wszyscy nowi (a i w sumie starzy też) w końcu doświadczyli, czym naprawdę jest presja w Katowicach. Może to im da informację, której nie mieli wcześniej, łącznie z trenerem. I po tym wszystkim zdadzą sobie sprawę z POWAGI SYTUACJI. Wy wszyscy tam w szatni musicie sobie zakodować, że decydując się na przyjście do GKS Katowice wzięliście na siebie ogromną odpowiedzialność. To nie jest tak, że przyszliście do klubu z aspiracjami i poczyniliście jakiś tam krok w swojej karierze. „Klub z marką, co roku walczący o awans, ze świetnymi kibicami” – tak mogliście to sobie tłumaczyć….
Nie, wy przyszliście do klubu, który rozpoczyna 13. sezon na peryferiach wielkiej piłki. Przyszliście do kibiców, którzy rok w rok upokarzani są występami fałszujących pseudograjków. Do ludzi, którym zostały skradzione marzenia, odebrane resztki złudzeń o tym, że piłkarze grają dla kibiców, są ambitni i chcą osiągnąć sukces. Do ludzi, którzy wkładają całe swoje serce, poświęcają swoje życie prywatne, by być na meczu i dopingować drużynę. Do tych, którzy wiosną mimo coraz to kolejnych ciosów, powstrzymywali się przed wyrażaniem złości, tylko gryząc się w język, nadal wspierali.
Piłkarze w GieKSie od lat niszczą wszystko, na co pracują inni. Ludzie w marketingu i PR klubowym zapierniczają, by ten klub na zewnątrz wyglądał jako tako. Muszą ten zjełczały produkt – jakim jest sekcja piłkarska – jakoś kolorowo opakować i im się to świetnie udaje. Wymyślają coraz to nowe rzeczy, jak na przykład fantastyczna prezentacja graficzna składu na Facebooku. Nie mówiąc o tysiącu akcji promujących czy tysiącu pozyskanych małych czy większych sponsorów.
I wtedy do akcji wkraczają piłkarze i sabotują działanie klubu. Jawnie działają na szkodę spółki. Do tego stopnia, że przepędzili sponsora strategicznego – firmę AASA z klubu. Bo przecież każdy poważny podmiot wykładający kasę, gdy orientuje się z jakim produktem ma do czynienia, ma prawo zrezygnować i nie chcieć już uczestniczyć w czymś takim.
Patrzcie, w jakiej my jesteśmy dupie w porównaniu z początkiem maja. Po wygranej z Pogonią Siedlce czekaliśmy na mecz 10-lecia z Sandecją, a zaraz potem był Górnik. Byliśmy wtedy w tym samym miejscu, co obie te drużyny. Oba mecze przegraliśmy – z Sandecją grając koszmarnie, z Górnikiem tylko słabo/przeciętnie. Co jest teraz? Sandecja pograła już sobie w wielkich meczach na wielkich stadionach przy Bułgarskiej i Łazienkowskiej. A Górnik Zabrze? To jest przecież jakiś kosmos – ma już na koncie wygrane z Legią i Wisłą. Ludzie w Zabrzu w euforii, ta machina po prostu nakręca się sama. Gdyby tylko z nami zremisowali, to by czegoś takiego nie było. Ale wygrali, okazali się bezwzględni na tym polowaniu i wykorzystali to w dwustu procentach.
Górnik i GieKSa teraz są tak daleko od siebie, jak Angulo i Kędziora.
Nie wiem, co można więcej napisać. Opcje są dwie. Albo piłkarze z trenerem rzeczywiście wbiją sobie do głów czym jest GKS Katowice i wyprują sobie flaki, żeby osiągać dobre wyniki, albo będą po prostu sobie klepać hobbystycznie po boisku, jakby grali w Legionovii (a teraz dodatkowo obsrani zaistniałą sytuacją). Przepraszam w sumie Legionovię, bo tam na pewno są jednak piłkarze ambitniejsi.
Nie oczekujcie od nas, ani od kibiców dobrych słów. Na to musicie sobie zapracować. W życiu nie ma nic za darmo i musicie w końcu się nauczyć – wy rozpieszczeni zarobkami kopacze – że na prawdziwy szacunek, niemierzony kasą, trzeba sobie zasłużyć ciężką pracą i zostawieniem zdrowia na boisku.
Felietony Piłka nożna
„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”
Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.
Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.
I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…
Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.
Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.
Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.
Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.
Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.
Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.
Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.
Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.
Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.
Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.
I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!
Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.
Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.
Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.
Wesołych Świąt!
PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.
Piłka nożna
Górak: Powrót króla na złote miejsce
Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.
Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.
Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak: Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.
Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak: To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.
Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.
Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.
Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak: Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.
Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak: Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.
Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak: Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.
Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.
Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak: Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.
Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.
Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.
Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.
GieKSa wygrała siódmy mecz półfinałów play-off THL. W finale nasi hokeiści zmierzą się z GKS-em Tychy. Zapraszamy do fotorelacji z Satelity.


tomek
30 lipca 2017 at 14:05
W Gks jest taka degrendolada ze tu nic nie moze wyjsc. Wkurwiajaca jest ta tolerancja na bylejakosc. Niestety z takim Prezesem Ciamajda tak bedzie. Czekam aby uslyszec co zrobil Prezes po wczorajszym wydarzeniu. Poklepal po pupci pocieszyl. Powinien natychmiast rozwiazac pare kontraktow i zawiescic wyplate jakiejkolwiek kasy. Jezeli komus sie zas nie podoba to wypad takie wyniki to i juniorzy osiagna. Wszedzie reakcja by byla natychmiostowa ale nie w GKS. Mandrysz tez niestety sie kompromituje. To on sciagnal te watpliwe wzmocnienia. Czyli albo sie nie zna albo robi swoim dobrze. Pierdolenie ze ilus tam pilkarzy zostalo wymienionych to tylko glupia wymowka. Nie tylko u nas wymieniono tylu pilkarzy i tam jakos sie da. Zobaczycie ze smrody z bjtlami zrobia lepszy wynik niz my a w derbach nam wjebia az milo.Wyjebac Cygana natychmiast poki jeszcze ma to sens
1964
30 lipca 2017 at 14:19
Tomek masz rację.dodam tylko że motała ściągnął kopaczy których nikt nie chciał!
achim
30 lipca 2017 at 14:32
Tu poczeba ś.p. Mariana! , który wreszcie wlezie do szatni i pierdolnie w stół!! i powiy wypierdalać do autobusu!!!! Tyla w tymacie.
adamgieksa
30 lipca 2017 at 15:19
A gówno tam wiedzą, ekipa była na Górniku to kto miał im wszystko wytłumaczyć? żal
tomek
30 lipca 2017 at 15:31
Co wy im chcecie tlumaczyc jak oni nie maja umiejetnosci. To ze ktos dostanie w pysk nie spowoduje ze ich przybedzie. Rozwiazac natychmiast kontrakty z nieudacznikami i Cygan na zielona trwake
Ren
30 lipca 2017 at 16:18
Czas wywalić Cygana. Ogólnie to jakbym przejął ten klub (chyba dopiero wtedy awansuje, a mi jeszcze trochę brakuje), to bym wywalił wszystkich od Cygana po Jojkę. Kółko wzajemnej adoracji. Wszyscy się klepią po plecach, co jeden to mniejsze jaja albo w ogóle. Kasa się wszystkim zgadza, będą się dalej klepać po plecach. Czas żeby kasa przestała się zgadzać i skończyć wydawać jakiekolwiek pieniądze na ten klub, bo darmozjadów niech sobie utrzymują ich rodziny, a nie my.
PanGoroli
30 lipca 2017 at 16:28
@tomek – dobrze godosz!
Irishman
30 lipca 2017 at 16:30
Ja też jestem wręcz zdruzgotany nie tylko wynikiem ale poziomem gry naszej drużyny. Po wczorajszym meczy straciłem pewność, że będzie dobrze ale nie wiarę. Wiem, że to niepopularne ale uważam, że po prostu trzeba poczekać, dać tej ekipie trochę czasu, po tej rewolucji personalnej jaka tu miała miejsce.
Irishman
30 lipca 2017 at 16:38
Póki co nie mamy drużyny ale już jakby wziąć osobno poszczególnych piłkarzy to nie wygląda to aż tak dramatycznie. Musimy uzbroić się w cierpliwość, a jeśli to się uda, to po kilku meczach możemy być w innym miejscu.
Oczywiście nadal potrzebujemy wzmocnień, aby tak się stało! Panie Motała DO ROBOTY. A jak nie Motała, to chyba po coś mamy prezesa, który powinien wyciągnąć odpowiednie wnioski personalne?!?!?!
wiatrak
30 lipca 2017 at 18:57
Moze tak poszukac napastnikow w nizszych ligach .Tutaj potrzeba konkretnych napastnikow na nie grajkow ktorzy chca do emerytury dociupac.
wiatrak
30 lipca 2017 at 19:01
Zatrudnic konkretnego scauta niech szuka mlodych ambitnych a nie brac za darmo .
Aleksander
30 lipca 2017 at 20:25
Ile lat wysłuchujemy o cierpliwości o dawaniu czasu do zgrania o budowaniu drużyny o tym że dużo meczy że kartki kontuzje że murawa ze przeciwnicy dobrze grali ze sędzia i o tym że gra już powoli się klei ale jeszcze trzeba coś tam itd.LUDZIE TO JEST GKS KATOWICE TU DZIŚ SIĘ LICZY NIE WCZORAJ NIE JUTRO ALE DZIŚ WIEC DO ROBOTY!!!
Paweł
30 lipca 2017 at 20:57
Jedyny plus to, że tego ”spektaklu” nie transmitowała TV. W piątek dużo więcej jakości pokazał Ruch. Nie mówiąc już o walce i ambicji.
Wszystko, co napisałem przed sezonem się niestety sprawdziło.
Brawo Cygan! Brawo Motała! Mandrysz też nie jest bez winny. Niektórych piłkarzy przecież znał i wydał pozytywną opinię do ich zatrudnienia.
Kto zatrudnia 37 latka do I ligi?
qqqq
30 lipca 2017 at 21:08
Pogoń nas ograła po kursie 29 🙂 ps Jeśli nasz prezio będzie dalej w klubie to nic się nie zmieni. Ten klub potrzebuje prezesa z charyzmą i silną wolą w dążeniu do celu.
Paweł
30 lipca 2017 at 21:16
Prezentacja zespołu i piękne słowa Cygana, czy Janickiego to jedynie puste slogany. Sponsor strategiczny połapał się w czym rzecz i postąpił słusznie. Zostaliśmy w ”lesie”, czy jak kto woli w ”czarnej dupie”. Nikt nie chce wyrzucać pieniędzy w błoto lub utożsamiać się z porażką.
Paweł
30 lipca 2017 at 21:26
Z taką postawą o punkty w Legnicy będzie bardzo ciężko. Przy ewentualnej porażce z Miedzią w trzeciej kolejce mamy u siebie Puszczę i pewnie nasze gwiazdy ze stresu także nie dadzą rady. Brutalna rzeczywistość.
tomek
30 lipca 2017 at 21:39
Zgadzam sie z Pawlem w 100%. Mandrysz tez nie jest bez winy bo to jego szrot. szrot ma go w dupie bo ma inny cel -trwac za dobra kase. Haslo na przyszlosc jest jednak takie wyjebac Cygana ciamajde bo to on jest glownym architektem tego marazmu. I niech sobie pierdola debile ze on nie gra na boisku. Fakt nie gra ale jego zarzadzanie to efekt na boisku.
Paweł
30 lipca 2017 at 22:09
@tomek
”Ciamajda” to trafne określenie dla tego człowieka. Ciepła kluska, która niby podała się do dymisji, ale już zabrakło honoru i jaj, aby odejść. Jak z takim kierownictwem ma być dobrze?
Jeszcze Mandrysz zaczyna opowiadać na konferencji bzdury. Teraz się obudził i chce wzmocnienia. Nie wiedział kogo dostaje i kogo bierze? Przyjechał z Magadaskaru?Trenerze, co skłoniło Cię do wzięcia Kędziory? Nowaka posadź na ławce, bo Abramowicz to przyszłość! Nie kompromituj się!
lukasz
30 lipca 2017 at 22:30
Hehe czyli za Pitrego i spółki bylby awans gdyby nie prezes, za Foszmanczyka też gdyby nie prezes no i jak teraz nie będzie to też prezes … Kurwa jedną osobą odpowiedzialną za wszystkie nieszczęście . Ależ wspaniała recepta!!! Ja pierdole 11 pozerów gra (!?) Na murawie i przepierdalaja biedaczki wszystko bo prezes jest zły. Wy się kurwa zastanwcie co Wy piszecie! Kiedyś tu wody ciepłej nie było i wypłat a chłopy grały tak że aż miło było patrzeć jak walczą. Wielkiemu grzechem Cygana jest brak kar finansowych i zsyłki do rezerw za tą parodie ale do kurwy nędzy my kontaktujemy zawodowców a nie juniorów którzy nie umieją grać. Oni wychodzac na boisko powinni wykonywać swój zawód tj biegać walczyć o piłkę walczyć bez piłki z piłką ustawiać się its itp. A porażka ok, jeśli przeciwnik był lelszy. Nie pierdolcie że wszystkiemu winny prezes bo wychodzi na to że wszyscy przychodzący tutaj z zewnątrz grają przeciw niemu chociaż go nie znają. Niby dlaczego???
lukasz
30 lipca 2017 at 22:38
Przecież wiadomo że odejście assa było przez wyniki, a co ma prezes powiedzieć na prezentacji, że jest hujowo brakuje kasy na piłkarzy główny sponsor odpadl bo miał dość hujni? Wy też tak zachwalali swoją firmę? To się nazywa marketing, choć jest źle to trzeba jakoś to sprzedać bo to produkt. Nie, zarząd nie jest bez winy bo pobalazaja tym para sportowcom, teraz za wcześnie ale od 2,3 kolejki po takich wynikach musi być reakcja. Nie ma kasy nie ma piłkarzy proste. Ale czy to znaczy że jeden z drugim pan zawodowiec nie potrafi prosto kopnąć przyjąć ustawic się ? To jest problem i tu niech im (piłkarzom) pomogą bo za 10 kolejek będzie za pozno ….
Stixi
30 lipca 2017 at 23:04
Kaj wychowankowie?°!Najemniki niy mają Gieksy w sercu.
Wojtek
31 lipca 2017 at 00:02
Trener wypierdol Nowaka , za stary i za wolny. Co z tego że ma 2 m ale jest wolny jak
nie powiem co …. On powinien grać 2 klasy niżej.
xx
31 lipca 2017 at 00:52
Cygan won.
Johnny
31 lipca 2017 at 07:31
Ja pierdole nawet z samego rana wchodzę na neta całkiem przypadkiem a tu sport slaski przytacza słowa Midzierskiego. No i nawet poniedziałek potrafią zjebać, Jak byś miał jaja to byś kurwa wyszedł, a nie mieliśmy odgórny nakaz !!! Prezes, klub „kokosa” zrobić natychmiast, koniec pierdolenia. Ja do ich kontraktów się dołoże ale miej raz jaja!!! Mnie jest kurwa WSTYD przyjść po szpilu do domu, słyszeć no i po co zes se wydziarał GieKSe na piersi – bo to barwy, miłość. ile jeszcze wróce ze zwieszoną głową do domu, kiedy do Was do dotrze pajace. Koszulki bez herbu w takich macie grać
Tomek
31 lipca 2017 at 07:36
Do Łukasz. Tak to już jest na tym świecie, że odpowiedzialność za całość bierze Prezes. Za sukcesy i porażki. Pewnie że każdy Prezes sie czasami myli, tyle że inteligentny wyciąga wnioski. Prezes firmy w produkcji jak jego ludzie produkują buble nie może powiedziec że on nie stoi przy taśmie i tego nie robi. On odpowiada za całokształt za innych i ma kompetencje aby na nich oddziaływać. Cygan też je ma ale nie ma jaj ani umiejetności w tym zakresie. Zgadzam sie też ze ta jego pseudo dymisja to byla ustawka z Krupa i wszyscy kumaci wiedzieli o tym zanim to zrobił że tak będzie. No i tak było. Ten facet bedzie tu trwał bo na rynku usług prawniczych nie ma szans. Tam jest mega konkurencja a ciamajdzie nikt swojej sprawy nie powierzy.Wiesz ty piszesz o obowiązkach Prezesa klubu z tradycją i aspiracjami jak o kims kto zarzadza ośrodkiem wczasowych. Zeby byla ciepla woda czyste reczniki. Zgadzam sie z toba ze tylko do takiego zarzadzania nadaje sie Cygan. To człowiek bez charyzmy i autorytetu. Pokazują mu to podwładni na każdym kroku a wycofana ciamajda ucieka do gabinetu i liczy ze przeczeka. Normalny Prezes stawia twarde warunki i rozlicza z wykonania zadań. Podejmuje niepopularne decyzje jak np. natychmiastowe rozwiązanie kontraktu. Tak konstruuje umowy aby miec zawsze mozliwość bieżacej reakcji na wydarzenia. Konstruuje system w ktorym premia za sukces stanowi wieksza czesc wynagrodzenia niż stala pensja. Czy to takie trudne. Zapewniam cie że trzeci garnitur z biznesu zrobilby tu porzadek bardzo szybko. No ale Cygan jest fajny dla wszystkich w tej swojej pizdowatości. A ze wynikow brak no coz czy to naprawde o to chodzi
bce
31 lipca 2017 at 08:55
Z trenerem to bym poczekał rozkręci te towarzystwo po zmianach.
Prezes klucha ale to on nie biega po boisku. Motałe z ryj i wypad.
Reasumując dostaliśmy w ryj aż do nokautu. Wyj.. i to tak szybko emerytów.
Ten ci.. zwany kapitanem niech oddaje naszemu Gonzowi opaskę kapitana.
Dobrze, że blisko jest Zabrze i Ostrawa. Chcesz zobaczyć dobrą piłkę jedź tam. Zobaczyć anty-piłkę przyjedź do nas.
P.S wyjebać z miejsca Nowaka. Abram to przy nim Buffon
Dawać ku.. mać Szołtysa do gry wieczny talent to niech się pokaże.
Nowak, Mokwa, Mączyński i Kędziora wy… z Katowic. Jedynie Klemenz się starał. Następny szpil od początku Abram, Plizga, Szołtys, Gonzo, Kuliński.
Runda jesienna będzie poświęcona na ogrywanie tych c…. a wiosna na utrzymanie.
No chłopaki życze stalowych nerwów na ten tydzień. Idę do roboty słuchać podśmiechujków od Smrodów i Goroli ale oni sami wpier.. dostali.
LupusHanysInFabula
31 lipca 2017 at 15:47
Spokój , spokój i jeszcze raz spokój ,prze 5 kolejek dać im spokój!!! Jeżeli jakieś abfale przyszły do drużyny to czego się spodziewać w pierwszym meczu ? Jedyna szansa to zgranie, cierpliwości, zaczną grać i punktować. Do 20/10 trochę czasu zostało, damy radę. Co do frekwencji to szkoda gadać…S8SF
Mecza
31 lipca 2017 at 18:31
Przede wszystkim dajcie spokój Mandryszowi. Kolejna sprawa, nie wiem jaka jest przyczyna długoletniej padaki (liga to nic, PP oddaje całą prawdę) i nikt jeszcze trafnej diagnozy nie postawił. Dajcie czas Mandryszowi aby ocenił to od środka. Stawiam, że ściągamy słabych piłkarzy! Haha ale jestem mądry. Tak na poważnie ściągamy dobrych piłkarsko piłkarzy (a tym samym nie tanich) ale słabych mentalnie na walkę o awans. Wszyscy ściągani są ala „Petasz” Był klub kokosa i niech u nas będzie klub Petasza, dobry medialny transfer i całkowity niewypał. Niestety do nas przychodzą „wzmocnienia” które traktują kontrakt w Katowicach jak ostatni przystanek, przecież w Ex ich nikt nie chciał bo są za słabi a w 1 lidze zapłaci odpowiednią kasę tylko GKS. Do innych zespołów również tacy trafiają ale dlaczego grają lepiej? Bo dostali marną pensje i muszą zapieprzać jeszcze aby zdobyć kontrakt życia w Katowicach. Ile było takich przypadków? Dlaczego w Siedlcach zapieprzają przypadkowi ludzie i w innych podobnych klubach, bo walczą o wypłaty przyszłe, o swoje godne życie! W Katowicach już je mają i oby jak najdłużej w 1 lidze bo przecież do Ex się nie nadają. Kilku z nich wie że po awansie nie będą grać w GKS, lepiej pozorować, dozować. Dlaczego „juniorki” od sąsiadów grali ambitnie w Mielcu, bo za kasę którą zarabiają nie są w stanie mieszkania wynająć czekając na kontrakt życia w Katowicach, Legnicy itd a najlepiej w ekstraklasie bo na frajera w 1 lidze zawsze przyjdzie czas. Może faktycznie u nas jest za duża presja na „medialne” transfery bo każdy z niższej ligi to brak wzmocnień ale dziwnym trafem wszystko co najlepsze to przychodziło do nas w ostatnich latach z peryferii piłki.
GieKSiorz
31 lipca 2017 at 19:51
Jo po kilkunastu latach upokorzen,sciemniania mom dość.BOJKOTUJA NIE BEDA LAZIL NA SZPILE!!!dobilo mnie potraktowanie prezesa,pilkarzy zarządu po meczu ,nikt nie wyszedł ino ochrona z gazem wystawili i psy sciagneli,tak się u nos traktuje tych coraz mniej licznych fanatykow.kup bilet,karnet,koszzulka a potem spadaj.krupa tez nos w ciula robi ze stadionem.zoboczcie co jest w Górniku,wszystkim tam zależy na sukcesie,stadionie,frekwencja na jednym szpilu jak u nas na rundzie całej,szkoda godac,śp.Marian się w grobie przewraca.wszyscy godali ze ruch się pogrąży,ze spadna ,a jo się boja ze my pojdemy na same dno jak tak dalej będzie.
marcin
1 sierpnia 2017 at 08:41
Panowie ktoś chyba ze te transfery odpowiada tak?Jak ściągano plizgę czy kędziorę to się zachwycaliście!A trzeba było utrzymać tamten skład dołożyć jednego dobrego i młodego napastnika i byłoby ok. Dziwne ze taki Górnik gra mlodzieża i się da!W Katowicach nie będzie awansu bo wszystko jest na NIE, począwszy od presji jaka wywieracie na tych kopaczach!A co do nich samych to przysli tu bo Gieksa płaci i im samym tylko na tym zależy, oni mają w hu…u sam klub i Nasz herb
Johnny
1 sierpnia 2017 at 09:05
A jo mom propozycja. przenieśmy się wszyscy na mecz bab 🙂 cały blaszok całe B1, tam chociaż bydzie na co popatrzeć, zróbmy se jaja jak i oni z nos se zrobili, Baby się ucieszą a my chociaż raz wrócimy na wesoło i tak do odwołania. To propozycja też do redakcji piszcie Shellu o nich całkowicie zero o tych pajacach na trzy kolejki chociaż
bce
1 sierpnia 2017 at 11:05
Do Johnny. Powiem ci nie głupi pomysł ino czy my tak potrafimy się zgrać.
Shellu zrób akcje wszyscy na szpil kobietek, może warto. Shellu umieść rozkład jazdy dziewczyn.
Pozdrawiam
Paweł
1 sierpnia 2017 at 14:36
@Johnny, bce – to dobry pomysł. Chętnie zobaczę mecz kobiet. Shellu – czekamy na dokładny terminarz piłkarek. Przynajmniej będą pozytywne emocje:)
Kibol
5 sierpnia 2017 at 12:09
PIEKNIE NAPISANE TYLKO CZY ZROZUMIEJĄ CO TO PoWaGa SyTuAcJi i GODNIE REPREZENTOWAĆ GieKSe czasu już nie ma !!!!!