Dołącz do nas

Felietony

Przedziwny był ten mecz w Łęcznej…

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Wczorajszy mecz z Górnikiem Łęczna był jednym z najdziwniejszych w ostatnich latach. GieKSa po raz kolejny już w tym sezonie i w tym roku grać z najsłabszą punktowo drużyną pierwszej ligi (bo Ruch na boisku zdobył więcej niż Łęczna). I znów mieliśmy w starciu z takim outsiderem masę problemów.

Zacznijmy może od wypowiedzi pomeczowej trenera Mandrysza. Powiedział, że była ambicja, hart ducha i sporo składnych akcji. Wiadomo, jak się mecz zakończył, więc o ile nie możemy się czepiać słów o ambicji, to jednak o tych składnych akcjach szkoleniowiec powiedział mocno na wyrost.

GieKSa zagrała na niezłym poziomie ambicji przez większość meczu w Łęcznej. Nie było to co prawda wielkie gryzienie trawy, ale przyzwoitość została zachowana. Problemy były jednak inne. Katowiczanie przez sporą część meczu kompletnie nie mieli pomysłu na tę najsłabszą ekipę rywali. OK, Łęczna postawiła na swojej połowie wielki autobus, a polskie drużyny nie umieją grać atakiem pozycyjnym (bla, bla, bla…), ale zagrożenia po strzałach dla bramki Prusaka było naprawdę mało. Praktycznie jedyne możliwości stwarzały się wtedy, gdy boczni pomocnicy – Skrzecz i Prokić – na szybkości wdzierali się w pole karne. Problem był taki, że dobrze zorganizowani byli obrońcy i pewnie przecinał dośrodkowania Sergiusz Prusak. No i nasi pomocnicy byli w tych zagraniach po prostu bardzo niedokładnie.

To by było na tyle, jeśli chodzi o ofensywę GieKSy w Łęcznej przez większość meczu. Środek pomocy nie istniał – kompletnie. Mimo tak długiego czasu posiadania piłki, większość zagrań było wszerz lub do tyłu. Podobnie sprawa się miała z bocznymi obrońcami. GKS grał bojaźliwie, a zawodnicy nie brali na siebie odpowiedzialności za przyspieszenie gry czy czasem ryzyko. Wszystko miało być bezpiecznie, bezpiecznie i bezpiecznie i przez to wyglądało to fatalnie. Miotający się Zejdler, słaby technicznie Kalinkowski i kompletnie nijaki Foszmańczyk. Jedynie można patrząc na to spotkanie przytoczyć powiedzenie śp. Kazimierza Górskiego „im dłużej my przy piłce, tym krócej oni”. Ale poza posiadaniem piłki nie było kompletnie nic. Tylko strach i asekurancka gra oraz notorycznie niedokładne zagrania.

Problem w tym, że GKS przegrywał po mało odpowiedzialnym zachowaniu Tomasza Midzierskiego w polu karnym. Jeszcze przy 0:0 moglibyśmy się łudzić, że coś tam w końcówce wpadnie. Tutaj nawet wyrównanie nie powodowałoby pozytywnej oceny meczu.

Gdy Bartłomiej Kalinkowski dostał drugą żółtą kartkę (pierwszą trzy minuty wcześniej) za głupią pyskówkę z arbitrem, było jasne, że GKS tutaj nic nie zwojuje.

Plizga, Błąd, Cerimagić. Ciekawe, czy w historii GKS był drugi mecz z tak efektywnymi zmianami. Ta trójka zawodników w końcówce zrobiła taką zawieruchę, że łęcznianie będą podnosić się przez bardzo długi czas. Nieprawdopodobne, że zawodnicy z ławki – zwłaszcza dwaj pierwsi – dali tak dużo w tak krótkim czasie.

Jednak zanim oni zaczęli szaleć, dał im tę możliwość Sebastian Nowak. Przedziwny był to mecz i tego bramkarza. Zanotował on bowiem kilka elektrycznych interwencji, z wypluwaniem piłki nawet na 16. metr (na szczęście nie było rywala). Kilka razy natomiast świetnie zainterweniował na linii, np. broniąc rzut wolny (mocny strzał pod poprzeczkę) oraz techniczne uderzenie przeciwnika w końcówce. Zapoczątkował kontrę dającą pierwszą bramkę – świetnie wypatrując Błąda. A po stałych fragmentach padł również trzeci gol, z czego pierwszy rzut rożny z tej serii padł po kuriozalnej interwencji bramkarza, który nie złapał piłki, skiksował i cudem piłka wylądowała na rogu. Można więc powiedzieć, że zawodnik był mocno niepewny, ale ostatecznie swoim bardzo rozsądnym zachowaniem dał szansę zawodnikom z pola na wygranie tego meczu.

Najpierw Błąd wypatrzył Plizgę, potem Plizga Błąda, a ten Kędziorę. Potem Cerimagić powalczył, Plizga poprawił, Błąd strzelił. Praktycznie we dwójkę Dawid i Adrian rozprawili się z defensywą rywali.

Górnik Łęczna nie poszanował wyniku. Popełnił taktyczny błąd, w sumie dramatyczny taktyczny błąd. Przez cały mecz grali cofnięci i tylko z rzadka próbowali podwyższyć wynik. W końcówce połasili się na 2:0 i to ich kosztowało zabójcze kontrataki zawodników GieKSy.

Przypomniał się Szczecin, tam też od 86. minuty GKS strzelił trzy gole. To zawsze spektakularne i naprawdę wywołało sporą radość w naszej ekipie redakcyjnej relacjonującej to spotkanie. To był kapitalny moment radości.

Jednak doświadczenia z ostatniego roku absolutnie nie pozwalają nam powiedzieć, że „takie mecze budują drużynę” czy inne tego typu frazesy. Ten mecz ani w jednym stopniu nie zmienia naszego podejścia, że z tej ekipy wiele nie będzie i z większością należy się pożegnać. Choćby właśnie dlatego, że rozgrywając taką końcówkę pokazują, że się da – a to oznacza, że wcześniej też się dało. Już końcówka meczu z Tychami, gdy GKS przycisnął, pokazała, że jak chcą to potrafią. Szkoda tylko, że to często dzieje się na sam koniec albo nie dzieje się wcale.

Tutaj rezerwowi weszli i odmienili losy spotkania. Największym przegranym tego meczu jest jednak nie tylko zespół gospodarzy, ale i Bartłomiej Kalinkowski, który teoretycznie sowim głupim zachowaniem osłabił zespół, ale bez niego GKS strzelił trzy gole. Można sobie zadać pytanie, czy gdyby Kalinkowski był na boisku to cokolwiek by się zmieniło od stanu 1:0. Na pewno dobrze, że na jego miejscu był Plizga, bo Kali by pewnie znów zagrał wszerz do tyłu lub by stracił.

To zmiennicy i Nowak dali wygraną. Ostatnie 7 minut było kapitalne, ale nie może nam to przesłonić słabego – typowo piłkarsko – meczu. Gdyby nie końcówka, naprawdę nie byłoby za co pochwalić zespołu Mandrysza, a wręcz byłoby to potwierdzenie kiepskiej jakości tego zespołu.

Po prostu jak zwykle pomogli ci, których kibice akurat nie krytykują i widzą w zespole na dalsze miesiące, czyli Cerimagić i Błąd. Przecież do tych zawodników nikt nie ma pretensji, a Błąd to już w ogóle w ostatnich tygodniach jest klasa i szkoda, że miał kontuzję. Natomiast swoje notowania poprawił Dawid Plizga. Zawodnik na początku sezonu nie był w formie fizycznej, ale teraz, gdy ją ma – pokazuje umiejętności techniczne przerastające prawie wszystkich w drużynie. To dla Dawida dobry sprawdzian i kto wie – może jednak będzie reżyserem nr 1 w tej drużynie?…

Cieszymy się z tej wygranej bardzo. Ale nie jest to euforia – raczej zwykła radość z wygranego w spektakularnych okolicznościach meczu. Jeśli uda się wygrać w Siedlcach – będzie super. A potem mecz z Miedzią i po raz kolejny będziemy wierzyć, choć w tym roku wszystkie ważne mecze były przegrane.

A w zimie – Tadeusz Bartnik do dzieła.

4 komentarze
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

4 komentarze

  1. Avatar photo

    kejta

    13 listopada 2017 at 19:36

    Nawet jesli wygraja te dwa mecze i znow zrobia nam nadzijee na awans bo beda bliskk czolowki to i tak przejebia na wiosne wiec prosze nie podniecajcie sie bo tutaj nie chodzi o kopaczy i trenera a o nasze piekne miasto ktore tego awansu nie chce. Moze kiedys jak bedzie stadion to bedzie awans

  2. Avatar photo

    mario

    14 listopada 2017 at 13:35

    dokładnie miasto wstydzi sie obecnego stadionu jako metropolia a stadion ruina dla tego najpierw stadion pózniej awans!!!!

  3. Avatar photo

    AntyGrzyb

    14 listopada 2017 at 19:53

    A w chorzowie wbili łopaty i rozpoczeli prace przygotowawcze do budowy

  4. Avatar photo

    Maks

    14 listopada 2017 at 21:56

    Mosz recht….Ruch pryndzyj wybuduje stadion…

Odpowiedz

Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Hokej

Kompromitacja w Sosnowcu

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W ramach zaległego meczu z 35. kolejki Tauron Hokej Ligi zmierzyliśmy się na wyjeździe z drużyną ECB Zagłębie Sosnowiec. Tak jak w piątkowym meczu również i dziś musieliśmy przełknąć gorycz porażki.

Początek należał do gospdarzy, którzy w pierwszych minutach sprawdzili dyspozycję Kielera. Nasz bramkarz skapitulował w 4. minucie po strzale z bliskiej odległości Chmielewskiego. Kolejne minuty nie przyniosły wiele emocji. W połowie tercji precyzyjnym uderzeniem pod poprzeczkę do wyrównania doprowadził Monto. Tuż po wznowieniu gry po przerwie reklamowej wyszliśmy z dwójkową akcją Bepierszcz-Pasiut, jednak strzał naszego kapitana bez problemu obronił Halonen. Sosnowiczanie spokojnie czekali na swoje okazje i dwie z nich zamienili na kolejne trafienia. Najpierw strzałem w okienko gola zdobył Alanen, a niespełna trzy minuty później Sozanski ze stoickim spokojem „położył” Kielera i z bliskiej odległości umieścił krążek w bramce.

W drugiej tercji obie drużyny grały kilkukrotnie w liczebnych przewagach, których nie potrafiły zamienić na gola. W 22. minucie Fraszko strzelił nad poprzeczką. Po drugiej stronie aktywny był Jokinen, ale jego uderzenia obronił Kieler. W 32. minucie strzał Dupuya z bliskiej odległości obronił Halonen. Pod koniec tercji mocniej zaatakowali Katowiczanie, którzy mimo gry w pełnych składach, zamnknęli miejscowych we własnej tercji. Niestety nie udało nam się tej przewagi zamienić na gola, a co więcej na 44 sekundy przed syreną kończącą drugą tercję Sosnowiczanie wyprowadzili kontrę 2 na 1, którą na gola zamienił Chmielewski.

W trzeciej tercji niewiele się działo w tym spotkaniu. W 46. minucie grający w osłabieniu gospodarze zdobyli szóstą bramkę, a jej autorem był Hamalainen, który wykorzystał sytuację sam na sam z Kielerem. Cztery minuty później drugą bramkę dla GieKSy zdobył Monto. W 58. minucie meczu Biłas w sytuacji sam na sam pokonał naszego bramkarza i tym samym ustalił wynik meczu.

ECB Zagłębie Sosnowiec – GKS Katowice 6:2 (3:1, 1:0, 2:1)

1:0 Aron Chmielewski (Miike Roine) 6:27
1:1 Joona Monta (Bartosz Fraszko, Travis Verveda) 10:01, 5/4
2:1 Jere-Matias Alanen (Joni Piiponen) 13:59
3:1 Matthew Sozanski (Vaino Sirkia, Sebastian Brynkus) 16:52
4:1 Aron Chmielewski (Adrian Gromadzki, Matthew Sozanski) 39:16
5:1 Aleksi Hamalainen (Vaino Sirkia) 45:09
5:2 Joona Monto 49:16
6:2 Karol Biłas (Eric Kaczyński, Adrian Gromadzki) 57:02

ECB Zagłębie Sosnowiec: Halonen (Miarka) – Sozanski, Ciura, Jokinen, Hamalainen, Piiponen – Naróg, Wanacki, Chmielewski, Roine, Gromadzki – Biłas, Bjorkung, Sirkia, Alanen, Brynkus – Krawczyk, Kotlorz, Bernacki, Kaczyński, Sołtys.

GKS Katowice: Kieler (Eliasson) – Runesson, Lundegard, Bepierszcz, Pasiut, Fraszko – Varttinen, Verveda, Dupuy, Anderson, Wronka – Chodor, Hoffman, McNulty, Monto, Hofman Jonasz – Maciaś, Hornik, Michalski, Dawid, Koivusaari.

Kontynuuj czytanie

Kibice Piłka nożna

Wyjazdy kibiców GieKSy – jesień 2025

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Sezon 2024/2025 był naszym najlepszym w historii pod względem wyjazdów. W obecnym euforia grania w Ekstraklasie pomału opada, ale wyjazdowo dalej prezentujemy się dobrze. Zapraszamy do podsumowania naszych wojaży w rundzie jesiennej sezonu 2025/26.

Pierwszym naszym wyjazdem był Widzew, a w Łodzi byliśmy także w marcu tego samego roku. Na początku sierpnia pojechalismy w 853 GieKSiarzy, w tym 7 Banik Ostrava i 6 JKS Jarosław. Na tym meczu debiut zaliczyła flaga „Pozdrawiamy Nieobecnych GieKSiarzy – PNG PDW”.

Drugim wyjazdem, rozgrywanym w następnej kolejce po meczu w Łodzi, była Legia Warszawa. W niedzielny wieczór do stolicy wybrało się 734 Szaleńców z Bukowej, w tym 62 Górnik Zabrze i 3 JKS Jarosław.

Na koniec miesiąca rozegraliśmy w sobotni wieczór „Śląski klasyk”. W Zabrzu pojawilismy się w 4300 osób, tym 13 Banik Ostrava i 17 JKS Jarosław. Był to nasz najliczniejszy wyjazd w całej historii kibicowskiej GieKSy!

We wrześniu pojechaliśmy na mecz z Lechią, która była naszym ostatnim wyjazdem w poprzednim sezonie. Ostatecznie w piątek pojawiło się nas w Gdańsku 621, w tym 8 Banik Ostrava, 62 Górnik Zabrze 1 JKS Jarosław. Wśród naszego stałego oflagowania nie zabrakło płótna ŚP. Pisaka – w 23. rocznicę odejścia do Sektora Niebo.

Kolejnym wyjazdem, również w piątek, był Płock. Z Wisłą ostatni raz mierzyliśmy się w pierwszej lidze. Tym razem na wyjeździe obecnych było 582 GieKSiarzy, w tym 12 Banik Ostrava i 4 Górnik Zabrze.

Po dwóch piątkach z rzędu przyszedł… kolejny piątek na wyjeździe. Rywalem był Motor Lublin, z którym wzajemnie „odwiedzamy się” od trzeciego poziomu rozgrykowego. W sektorze gości pojawiło się 477 fanatyków, w tym 1 Banik Ostrava, 4 Górnik Zabrze i 2 JKS Jarosław. W drodzie powrotnej zrobiliśmy postój w Domostawie, gdzie znajduje się pomnik autorstwa śp. Andrzeja Pityńskiego „Rzeź Wołyńska”. Oddaliśmy w tym miejscu hołd pomordowanym Polakom, składając wieniec, odpalając race na tle naszej narodowej flagi oraz odśpiewując hymn Polski.

Kolejny wyjazd wypadł… we wtorek. Los skrzyżował nas z ŁKS w Pucharze Polski. Ostatni raz byliśmy na tym stadionie (zupełnie niepodobnym do obecnego) w 2010 roku, bo choć w sezonie 2011/2012, 2012/2013, 2018/2019, 2021/2022 i 2022/2023 graliśmy na wyjazdach z ŁKS, to za każdym razem „coś” przeszkadzało w obecności kibiców GieKSy (zakazy stadionowe, remonty stadionu itd.). Po 15 latach pojawiliśmy się w 507 osób, w tym 11 Banik Ostrava, 4 Górnik Zabrze i 1 JKS Jarosław.

I znowu piątek… Tym razem w Niecieczy, w której w ostatnich latach często bywaliśmy. Pojawiliśmy się w 427 osób, w tym 2 Górnik Zabrze i 2 JKS Jarosław. Tym samym zakończyliśmy maraton pięciu wyjazdów z rzędu w tygodniu roboczym.

Pod koniec listopada graliśmy z Jagiellonią w Białymstoku. Na niedzielną eskapadę zdecydowało się 1022 GieKSiarzy, w tym 6 Banik Ostrava i 22 Górnik Zabrze. Jest to nasz nowy rekord wyjazdowy na Jadze, niestety z racji stanu murawy mecz nie doszedł do skutku.

Ostatnim, a zarazem najbliższym, wyjazdem w rundzie jesiennej była Częstochowa. Na niedzielnym spotkaniu z Rakowem obecnych było 356 GieKSiarzy, w tym 2 Górnik Zabrze i 1 JKS Jarosław. Na meczu z naszej strony świecidełka i transparent „Wesołych świąt”.

W trakcie tego maratonu wyjazdowego nie zabrakło wsparcia dla naszych zgód oraz układowiczów.

GieKSiarze w liczbach: 53 (Warszawa), 65 (Wiedeń) oraz 32 (Celje) wspierali Banik w europejskich pucharach. W Ostrawie bylismy w 300 osób na meczu z Legią Warszawa. Na każdym meczu Banika, który nie kolidował z GieKSą, nasza reprezentacja regularnie wspierała Przyjaciół.

Reprezentantów GieKSy nie zabrakło również na wszystkich meczach kadry, w tym na wyjazdach z Litwą i Maltą, gdzie obecnych było nas odpowiednio 14 i 31.

Z aktywności patriotycznej to pojawiliśmy się na Marsz Niepodległości oraz standardowo pod kopalnią KWK Wujek, oddając hołd poległym Górnikom w dniu 44. rocznicy pacyfikacji, a obecny na oficjalnych uroczystościach Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Karol Nawrocki otrzymał od naszej delegacji szal antykomuna oraz zaproszenie na wiosenny mecz z Lechią Gdańsk.

Po świętach Bożego Narodzenia w Krynicy-Zdroju został rozegrany półfinał Pucharu Polski w hokeja na lodzie, a naszym rywalem było Zagłębie Sosnowiec. Na wyjazd wybrało się 317 GieKSiarzy, w tym 50 Banik Ostrava i 1 JKS Jarosław. Niestety zgodnie z tradycją nasi hokeiści przegrali. Zagłębie dostało większą trybunę za bramką i zawitało w 500 osób, ze wsparciem Slavii Praga, Sparty Brodnica, Czuwaju Przemyśl, MKS-u Radymno, Legii Warszawa, Beskidu Andrychów oraz Olimpii Elbląg. Można powiedzieć, że to nowy rekord – na meczu hokeja pojawiło się ponad… 10 ekip, w tym dwie czeskie bandy.

Do zobaczenia na szlaku GieKSiarze!

Część materiałów została zaczerpnięta ze strony www.GzG64.pl – najlepszej kroniki kibiców GieKSy.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Witek: Każdy może zostać mistrzem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W poniedziałkowe popołudnie w GieKSa Fanstore odbyło się spotkanie przedstawicieli mediów z trenerem, Rafałem Górakiem, kapitanem Arkadiuszem Jędrychem oraz prezesem Sławomirem Witkiem. W nowym punkcie porozmawialiśmy z prezesem katowickiego klubu o jego funkcjonowaniu, a także o ostatnich miesiącach we wszystkich sekcjach i oczekiwaniach na nadchodzącą rundę wiosenną Ekstraklasy.

Jakie są oczekiwania na wiosnę? Kibicom po ostatnich latach wzrosły apetyty i niektórzy oceniają krytycznie minioną rundę, choć różnice punktowe w lidze są minimalne.
Sławomir Witek: Jestem umysłem ścisłym – dla mnie nie miejsce jest najważniejsze, tylko liczba punktów. Dlatego patrzę nie pesymistycznie, a optymistycznie na wiosenną rundę. Mecze i rozgrywki będą bardzo ciekawe, bo każdy może zostać mistrzem i każdy może spaść. My liczymy, przy naszym potencjale, świetnej pracy trenera i sztabu oraz spełnieniu wszystkich warunków założonych przed tą rundą na to, że zostaniemy w Ekstraklasie, a może jeszcze sprawimy kibicom miłą niespodziankę.

We wszystkich sekcjach GieKSa jest w czołówce albo w walce wokół niej. Jeśli mimo tego słychać negatywne opinie, to chyba dobrze świadczy o klubie?
Też byśmy chcieli zdobywać tylko mistrzostwa, ale z drugiej strony sport byłby wtedy nudny, musi być dawka emocji. Oczywiście się cieszę, że walczymy o najwyższe miejsca w kilku sekcjach: piłkarze, piłkarki, hokeiści, siatkarze, a także bilardziści i szachiści – to jest naszym celem. Mamy stworzyć warunki do tego, żeby sportowcy mogli osiągać swoje sufity i to właśnie robimy. Jesteśmy klubem stabilnym, z dobrą infrastrukturą, płynnością finansową, nie narzekamy na nic, co mogłoby przeszkadzać w procesie treningowym i szkoleniowym. Mając takie warunki i osoby w sztabach dobierające zawodników pod sukces, możemy być w miarę pewni dobrych miejsc.

Jesteśmy faktycznie nudnym klubem, jeśli chodzi o zakulisowe informacje prasowe.
Ja też myślę, że tak jest (śmiech). Zawsze powtarzam, że jeśli miałem pod sobą różnego rodzaju podwładnych, którzy byli dyrektorami różnych placówek, najbardziej cieszyłem się z tych, od których nie docierały żadne złe informacje. Taki sam przykład daje GieKSa. Jeśli nie ma o czym pisać w tym kontekście, to nie ma skandali, czyli jest dobrze.

Klub miejski ma ograniczony budżet, a głośno jest chociażby wokół Bartosza Nowaka. Trzeba jakoś decyzje podejmować, to duże wyzwanie dla prezesa?
Cieszę się, że w tych czasach większościowym właścicielem jest miasto, bo odczuwamy jego wyraźną opiekę i stabilizację. Ta stabilizacja pomaga w rozmowach ze sponsorami, a także są rozmowy o znalezieniu w przyszłości udziałowca. Lepszą sytuacją dla nas jest, jeśli możemy poddać się każdemu audytowi i wykazać, że nie mamy żadnych zaległości i jesteśmy stabilni finansowo. Sponsorzy wtedy wykazują większą chęć przyjścia do klubu niż w momencie, gdy przyszłość nie jest tak pewna.

Czy spodziewał się pan, że Bartosz Nowak zostanie ligowcem roku?
Bardzo na to liczyłem, znam Bartka – to jest Pan Piłkarz. Nawet rywalizując z takimi nazwiskami jak Grosicki, zasługiwał na wyróżnienie. Odrzucając emocje, powiedziałbym, że absolutnie Bartek zapracował sobie na tę nagrodę.

Wielosekcyjność klubu dokłada dużo pracy w okienku zimowym? Rozmawialiśmy z przedstawicielem Superbetu i dla sponsorów jest to atrakcyjne. Jak to wygląda z perspektywy prezesa klubu?
Oj, tak (śmiech). Nie mam kompletnie czasu na urlop. W tej przerwie, gdy koledzy prezesi z jednosekcyjnych klubów odpoczywają i biorą urlopy, to u mnie się toczą rozgrywki w hokeju czy siatkówce i ta przerwa na obozy piłkarzy i piłkarek wcale nie oznaczała dla mnie tego, że odpocznę.

Jest pan zadowolony z lokalizacji nowego sklepu?
Jak to w handlu – zawsze jest jakieś ryzyko, i to ryzyko podjąłem. Mając doświadczenie z prowadzenia własnej działalności gospodarczej, wiedziałem, że jeżeli nie podejmiemy ryzyka, to nigdy się nie dowiemy, czy się uda. Oczywiście wszystko zostało przemyślane – od metrażu po miejsce. Rozmawialiśmy z Galerią Katowicką na temat warunków, na jakich zostanie postawiony nasz sklep. Jak dotąd jestem zadowolony, ale to jest oczywiście dopiero początek i cały czas to analizujemy. Otwieraliśmy sklep na Mikołaja i grudzień był rewelacyjny. Teraz badamy okres przejściowy do czasu rozpoczęcia rundy, a potem zobaczymy jak wyjdzie pełna runda. Na pewno jest lepiej niż w dawnej lokalizacji, mimo większych kosztów.

Czy na starej Bukowej i Arenie Katowice będą stałe punkty sprzedażowe, czy będą otwierane tylko na okazje spotkań?
Jeśli będzie taka potrzeba, to na Nowej Bukowej jesteśmy przygotowani na taką możliwość. Mamy dwa ładnie obrandowane kontenery, kto był na stadionie, ten widział. Są nowoczesne, z założonym ogrzewaniem, oświetleniem i internetem. Mogą one służyć jako sklep stacjonarny, jeśli tylko będzie takie zapotrzebowanie. Chcemy otwierać ten sklep nie tylko na mecze, ale także na wszystkie eventy. Jeśli uznamy, że jest sens otwierania tych sklepów na co dzień, to tak będzie. Natomiast na starej Bukowej na razie nie planujemy sklepu stacjonarnego.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga