Dołącz do nas

Piłka nożna

[ROZMOWA] Zza kulisowa rozmowa z Dariuszem Motałą

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Po oficjalnej części konferencji do dyspozycji dziennikarzy pozostał dyrektor ds. sportowych Dariusz Motała. W czasie rozmowy, w której uczestniczyła również nasza redakcja szerzej rozwinął on niektóre kwestie związane z transferami oraz rynkiem. Poczytajcie, co poza kamerami miał do powiedzenia nasz dyrektor.

Dla nowych graczy okres testowy zaczyna się dziś.

Motała: Tak, ale trudno nam dziś określić ile on potrwa. Mogą z nami zostać trenować 2 tygodnie, jeśli będzie taka potrzeba to wykorzystamy cały okres, a być może decyzję podejmiemy szybciej.

Co wiemy o nowym zawodniku Serbie?

Wiemy, że grał w II lidze, 94 rocznik, bardzo szybki lewy obrońca. Ma charakterystykę, która nas interesuje. Jest przede wszystkim młody, gra dynamicznie i ofensywnie. W tej rundzie zagrał bodajże 15 meczów w II lidze. Wiążemy z nim nadzieję, ale ze spokojem podchodzimy do temat i chcemy go na razie sprawdzić. Obserwowaliśmy go i wytypowaliśmy go, jako potencjalne wzmocnienie. Jeśli chodzi o ten transfer to wiemy, kogo sprawdzamy, obserwowaliśmy go i na pewno nie podjęliśmy decyzji na podstawie telefonu od managera i filmików na Youtubie. Nie będę ukrywać osobiście nie byliśmy w Serbi, ale mamy swoje kontakty i sprawdziliśmy go bardzo dokładnie, zapewniam jednak, że nie były to filmy od agencji managerskich. W jego przypadku atutem jest to, że mamy czas na jego testy.

Napastnik Motoru to zawodnik Legii?

Grał w Legii, ale jest zawodnikiem Motoru. Chłopak o ciekawej charakterystyce, wysoki o dużym potencjale, strzelił parę goli, ale w końcówce złapał kontuzję kostki. Obserwowaliśmy go od dłuższego czasu. W jego przypadku również plusem jest to, że możemy go przetestować. Skupiamy się również na piłkarzach, którzy są w naszym zasięgu i których możemy pozyskać. Jeśli mamy do wyboru podobnych piłkarzy, których możemy mieć na wypożyczenie a takich, którzy mogą być nasi to wybierzmy tego drugiego. Chcemy zbudować coś trwałego w klubie, co będzie przynosić korzyść dalej. Jeśli dojdzie do wypożyczenia to chcemy mieć zapis o pierwokupie.

Kochański na jaki czas podpisze kontrakt?

Zaproponujemy mu dwu-letnią umowę z opcją przedłużenia najprawdopodobniej. Ta sprawa jest blisko finalizacji, zostały praktycznie sprawy administracyjne. Jak to nastąpi na pewno będzie oficjalny komunikat z klubu. My jesteśmy do niego przekonani i chcemy go w klubie.

Mówił Pan, że propozycje managerów trzeba weryfikować. Zdarzały się „dziwne” propozycje?

My potrzebujemy piłkarzy o konkretnych profilach. Czasem ktoś np. proponuje nam napastnika 170 cm wzrostu szybkiego, podczas gdy my potrzebujemy wyższego i dobrze grającego w polu karnym. Tu już nie chodzi o filmiki z Internetu po prostu czasem nasze potrzeby są inne od proponowanych nam zawodników. Każdy filmik jest początkiem informacji, ale my nie czekamy tylko na sygnał ze strony managerów, działamy również sami i szukamy piłkarzy w obrębie tych profili, które sobie stworzyliśmy.

Nowych zawodników trzeba będzie wykupić?

Na razie nie skupiamy się na tym. Skupiamy się na tym jakie są ich warunki i tutaj mamy jasną informację od nich. W obu przypadkach są to zawodnicy, którzy są w dostępni w naszych możliwościach finansowych.

Był pomysł by wymienić Pietrzaka na któregoś z młodych graczy Wisły?

Wisła ma bardzo dobrych piłkarzy i to jest czołowy klub, nie chcemy jednak by nam ktoś narzucał zawodników.

Jaka by musiała być oferta Wisły by GieKSa powiedziała TAK?

Kwoty nie powiem teraz, bo bardzo cenię Rafała i wiem, jaka jest jego wartość. Jesteśmy otwarci do rozmów tylko te propozycje muszą być realne, bo dla nas Pietrzak przez pół roku również jest dla nas cenny. Przy takich sytuacjach często posługuje się przykładem Lewandowskiego, który został w Dortmundzie i przez pół roku dał jeszcze klubowi dużo dobrego. Dzisiejsza propozycja Wisły i nasze oczekiwania to dwa odległe bieguny.

Czy Pan wie ile ofert ma Goncerz?

Nie wiem szczerze mówiąc. Wiem, że Pietrzak miał trzy oferty.

Drugim po Frańczaku, który był bliski kontraktu był Pielorz co z nim?

Tak mówiłem i nic się nie zmieniło, myślę, że również jesteśmy bliscy tego by przedłużyć kontrakt. Na tą chwilę nie mam sygnału, że Pielorz chciałby odejść z klubu. Rozmawiamy z piłkarzami, bo chcemy wiedzieć, jaki oni mają pomysł na siebie w naszym klubie, jakie mają ambicje.

Ciężko jest na tą chwilę pozyskiwać piłkarzy?

GieKSa wychodzi na prostą i jest marką. Mam nadzieję, że w przyszłości ta opinia o klubie będzie jeszcze lepsza. Szczerze powiedziawszy musimy wykonywać bardzo dużą pracę, jeśli chcemy pozyskać zawodników z niższych lig. W momencie, gdy z zawodnikiem rozmawia klub z ekstraklasy to my, jako klub I ligowy schodzimy mocno na drugi plan. Ciężko niekiedy przekonać zawodnika patrząc na sytuacje zdrowo-rozsądkowo, ekstraklasa w tej chwili jest magnezem i my do tego musimy dążyć. Musimy spędzić dużo czasu na rozmowach i przekonaniu piłkarzy, że w klubie się rozwiną, nie mówiąc już o finansach.

 

8 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

8 komentarzy

  1. Avatar photo

    raflik

    12 stycznia 2016 at 10:11

    Menagerze
    chcemy zawodnikow zdolnych do gry od juz a nie za rok!!!!!
    bierzmy Gwaze Gigolajewa Lovencrisa to sa pilkarze ktorzy maja wolna reke w poszukiwaniu klubów i doswiadczeni

  2. Avatar photo

    pawelas197

    12 stycznia 2016 at 16:11

    jak widac niby jest dobrze a tak naprawde nic sie nie zmienia zero trafnsferow napewno nie wlaczymy sie w poscig za gorna czescia tabeli widac sezon stracony nie ma co sie oszukiwac

  3. Avatar photo

    BOLO

    12 stycznia 2016 at 16:30

    WYDAĆ KASĘ ŻEBY SIĘ PIŁKARZYNA POŚLIZGAŁ TO NIEMA SENSU BO PARU TU JUŻ TAKICH BYŁO I PARU JEST. TA KADRA NIE JEST ZŁA TYLKO GRALI SŁABO .GONZO I TAK NIGDZIE NIE PÓJDZIE A TRZEBA ZACZEKAĆ BO KAŻDY CHCE GRAĆ W EX I DOPIERO JAK NIE WYJDZIE TO ROZWAŻAJĄ OPCJE 1 LIGI WYTRWAŁOŚCI KIBICE.LEPIEJ 1,2 TAKICH CO CHCĄ U NAS GRAĆ NIŻ 5 PO TO ŻEBY CI MIELI GDZIE PRZEZIMOWAĆ .

  4. Avatar photo

    Irishman

    12 stycznia 2016 at 17:39

    No fajnie to wszystko wygląda, fajnie się to czyta i zapewne może przynieść awans w jakiejś tam perspektywie. Pytanie w jakiej, bo autentycznie my już wszyscy mamy TOTALNIE DOŚĆ tej perspektywy, tego gadania, że dajemy sobie ileś tam lat na awans.
    Niestety konkurencja nie śpi, a my kisząc się ciągle w tej I lidze z roku na rok tracimy do niej dystans… Nie chcę tu wyjść na jakiegoś marudę-krytykanta, tym bardziej, że facet bardzo mądrze mówi! Ale osobiście czekam na jakiś sygnał, na konkretny transfer, który pozwoli nam uwierzyć, że już za rok będzie dobrze, a nie dopiero za 2, 3 lata jak ci perspektywiczni piłkarze, których pozyskamy się ograją!

  5. Avatar photo

    ula

    12 stycznia 2016 at 20:59

    BOLO,co do ostatniego zdania,że lepiej 1-2 takich,niż 5,po to,zeby przezimować,to sie zgadzam w 100%,bo przypomnijmy sobie,jak to było,jak przyszli do tego klubu pielorz,ceglarz,bodziony,nawrot,wieczorek i bodaj kujawa,to widać,kto został,tylko pielorz jest dalej z nami,z tego co mi wiadomo to jeszcze ceglarz chyba dojdzie bo widziałam w transferach na 90minut.pl

  6. Avatar photo

    Irishman

    13 stycznia 2016 at 04:21

    No właśnie ULA dobrze, że to przypomniałaś – to są te nasze LETNIE rewolucje kadrowe. Podobnie było i przed bieżącym sezonem. Ściągamy iluś tam piłkarzy i oczekujemy od trenera cudu, że w 3-4 tygodnie zrobi z nich silną drużynę, która będzie trząść ligą! Latem to można ewentualnie dokonać korekt w dobrze funkcjonującej drużynie wkomponowując w nią maksymalnie 2-3 piłkarzy, aby była jeszcze lepsza. ALE ZBUDOWAĆ TRZEBA JĄ ZIMA I PRZEZ RUNDĘ WIOSENNĄ. I ja też zgadzam się z BOLO, że możemy poczekać. A choćby i do końca lutego, byleby pozyskać nie tylko perspektywicznych ale naprawdę dobrych piłkarzy – pod kątem jesiennej walki o awans.

    ps.
    To o czym pisałem, to nie tylko nasza bolączka. Wiele klubów przejechało się na tym, że chciało zbudować drużynę latem. M.in. dlatego polskie drużyny ciągle dostają baty w pucharach europejskich, bo po zakończeniu sezonu oddają najlepszych zawodników. I nawet jak w ich miejsce pozyskują innych, równie dobrych, a nawet lepszych, to nie ma czasu, aby zrobić z nich drużynę. Bo, powtórzę raz jeszcze – DRUŻYNĘ NA JESIEŃ BUDUJE SIĘ ZIMĄ!

  7. Avatar photo

    pawelas197

    13 stycznia 2016 at 17:03

    tu chodzi o to aby znalesc zdolnych co chca cos osiagnac w pilce a nie tych co juz chca pokopac do emerytury szukac trzeba w 2.3 ligach

  8. Avatar photo

    Mecza

    16 stycznia 2016 at 00:37

    Do Raflik, chyba jesteś managerem Gigołajewa bo każdy Twój wpis to on. Lovrencsics? Dlaczego nie Hamalainen skończył mu się kontrakt i szukał klubu? Nawet w Football Manager mając miliony euro budżetu nie ściągniesz pewnych zawodników do niższej ligi. Panie Motała w pewnej kwestii się z Panem nie zgodzę. My musimy już w rundzie rewanżowej znaleźć następcę Pietrzaka aby wystartować w nowym sezonie z mocną stroną lewej obrony. Awansu i spadku nie będzie. Po co nam Pietrzak na wiosnę? Będzie tylko pobierał pensje i blokował ogrywających się a on sam chciałby od razu zaistnieć w Wiśle.Lepiej przetestować 5 młodych i stracić kilka bramek i wybrać faceta nie do przejścia na tej pozycji. W końcówce poprzedniego sezonu grał Pitry po 80, 90 minut pytam po co jak nie planowano przedłużenie kontraktu? Bętkowski siedział na ławie a teraz zesłali go. Gdyby zagrał kilka ostatnich meczów od 1 do 90 minuty być może w tym sezonie byłby kreatywnym, wartościowym pomocnikiem (na siłę Iwana by nie ściągali, wcześniej kontraktując Burego) Panie Motała sytuacji z Lewandowskim (ale Pietrzak)w Dortmundzie nie możemy porównywać. Nasuwa mi się myśl że zarząd chroniąc swój tyłek (z pominięciem dobra klubu) woli mieć Pietrzaka na wypadek bardzo złych wyników na wiosnę. Tak samo Pitry, niech gra i gromadzi punkty dla zarządu bo młody ma jeszcze czas. Ja wolę zając 14 miejsce młodzieżą niż 5 drogimi „gwiazdami” których za chwilę nie będzie. Jeśli spadniemy na 14miejsce na koniec będzie dym w klubie przez presję z trybun. Przyjdzie nowa władza, nowy trener itd. i znowu od początku, poczekamy 3-4 lata. Pietrzak, Goncerz? Grzesiu jeśli się wahasz lepiej abyś teraz odszedł. Ja chcę aby GKS KATOWICE awansował z takim potencjałem młodych zawodników do EX, że tam powalczymy a nie spadniemy w pierwszym sezonie znowu do 1 ligi. Musimy mieć wyrównaną kadrę po awansie a nie 1,2 zawodników na których się cała gra opiera którzy są myślami gdzieś indziej. Rozpisałem się ale źle to wygląda. Wierzę w Motałę, Brzęczka ale nie w Zarząd. PANOWIE, ZBUDUJCIE WIOSNĄ ZESPÓŁ KTÓRY W 2016/2017 DA NAM AWANS I NIE PRZEJMUJCIE SIĘ GWIZDAMI Z TRYBUN NA WIOSNĘ GDY NIE BĘDZIE WYNIKU PO BŁĘDACH MŁODZIEŻY, NORMALNY KIBIC ZROZUMIE.

Odpowiedz

Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Hokej

Czy możemy narzekać na najlepszą drużynę ostatnich pięciu lat?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Piąty finał z rzędu. Dwa mistrzostwa Polski – tyle samo co teraz GKS Tychy, których jednak w tym okresie dwukrotnie zabrakło w finale. Dwa finały przegrane w dopiero w siódmym meczu. Nikt nie powinien mieć wątpliwości, że za ostatnie 5 lat to drużyna Jacka Płachty była najlepszą drużyną w Polsce, a jednak coraz ciężej o optymizm, gdy mowa o hokejowej GieKSie.

Po dwóch mistrzostwach Polski, gdzie w obu przypadkach w finale byliśmy wręcz perfekcyjni pod każdym względem, przyszła porażka z Unią w dogrywce meczu nr 7 – tak minimalna, jak tylko może być, a przecież już po piątym meczu byliśmy o krok od kolejnego złota. Rok temu z kolei już po 4 meczach Tyszanie w każdym kolejnym mogli odnieść ostateczny triumf i choć pogoń za wynikiem, a nawet wyjście na prowadzenie na początku decydującego starcia dały nam mnóstwo emocji, to był to jednak kolejny krok w tył względem poprzedniego sezonu, a jak wyglądał finał w tym roku – każdy wie.

Nikt w tej lidze nie lubi GKS-u Katowice… i ma to swoje dobre strony. Brak sympatii ze strony kibiców Tychów, Sosnowca czy Oświęcimia jest oczywisty i jest to odwzajemnione i te animozje dodają emocji, a to dla emocji śledzimy sport. Idzie za tym jednak coś więcej – oprócz zdobycia mistrzostwa Polski, pobocznym celem każdej z tych drużyn jest pokonanie GKS-u. Poza krakowską Cracovią, gdzie nie zapowiada się, by w najbliższych latach mieli wrócić do walki o najwyższe cele, Katowice to zdecydowanie największe i najbardziej rozpoznawalne miasto ligi i każde mniejsze miasto tym bardziej chce udowodnić swoją wyższość na lodzie. Naszą reakcją na to jest… wyznaczenie top-4 jako celu na sezon. W lidze, gdzie są 4 drużyny mające pieniądze, by móc realistycznie walczyć o coś więcej, niż przetrwanie.

Końcowy wynik to jednak nie wszystko, czego kibice potrzebują – potrzebujemy czuć, że klub ,,gdzieś” zmierza, potrzebujemy również małych powodów do ekscytacji, a także potrzebujemy, by ludzie pracujący w klubie pokazali nam, że to oni się lepiej znają na hokeju i ,,zamknęli nam mordę”. Tak jak mordę zamyka nam sekcja piłkarska, tak jak 3 lata temu zrobił to Teemu Pulkkinen, tak tym razem dosłownie każda obawa kibiców znalazła potwierdzenie. Każdy czuł, że siedmiu obrońców to za mało, każdy widział, że brakuje nam ofensywnie usposobionego defensora, każdy wiedział, że mamy problem z przewagami i naprawdę ciężko uwierzyć, że ludzie, którzy dali nam dwa mistrzostwa Polski mieliby się z tym nie zgodzić. Gdzie więc była na to reakcja?

Jedną z najważniejszych cech naszych mistrzowskich ekip był głód. Oczywiście było też wtedy grono doświadczonych Polaków, a nawet przewinęło się też kilku doświadczonych obcokrajowców i nie chcę brzmieć, jakbym myślał, że teraz ktoś nie chciał zdobyć mistrzostwa, bo nie wątpię, że wszyscy chcieli, ale czegoś w porównaniu do ekipy sprzed 3 i 4 lat ewidentnie brakowało. Sami zboczyliśmy z drogi, która działała. W Tychach pałeczkę po doświadczonym Komorskim przejmują Łyszczarczyk czy Paś, którzy spokojnie mają pewnie z 7-8 lat grania przed sobą. U nas wydaje się zawiodło przekazanie pałeczki w obronie po pożegnaniu się z Kruczkiem czy Wajdą, a teraz czeka nas to w ofensywie. Są oczywiście bracia Hofman, gdzie oglądanie ich rozwoju było jednym z przyjemniejszych elementów tego sezonu i głęboko wierzę, że będą liderami na lata nie tylko GKS-u, ale i reprezentacji… ale co jeśli okaże się, że jednak są to gracze jedynie na 3 formację i 20 punktów w sezonie? Te przekazanie pałeczki zdecydowanie nie jest tu tak płynne i naturalne, a przecież tyle lat pracy jednego trenera i dyrektora w połączeniu ze stabilnym finansowaniem z miasta to powinny być wręcz idealne warunki do takiej długofalowej pracy.

Praktycznie co roku przykro kibicom GieKSy czyta się o nowych kontraktach, transferach i negocjacjach już nawet w trakcie play-offów, gdzie my na pierwsze wieści czekamy zazwyczaj aż skończą się hokejowe mistrzostwa świata. I niby zawsze ostatecznie jakoś to nadrabialiśmy, bo 5 razy z rzędu w finale nie byliśmy przypadkowo, ale nie wierzę, że na tym czekaniu nie tracimy, a teraz już z całą pewnością można powiedzieć, że zeszłoroczna przerwa między sezonami była w naszym wykonaniu po prostu słaba. Nie ma w tym gronie żadnego zawodnika, którego będzie warto wspominać po latach. Kibice potrzebują zawodników z charakterystycznymi cechami – jeszcze długo będziemy pamiętać szaleństwo w oczach i uśmiechu Erikssona, umiejętność wejścia na wyższy poziom w kluczowych momentach Lehtonena, huknięcie Hudsona, technikę Koponena czy ,,nienormalność” Murray’a, a jak pokazują wyniki – nie tylko kibice potrzebują takich zawodników, ale klub też. Hokej nie jest sportem dla normalnych. Gdy 3 lata temu przyszedłem na pierwszy przedsezonowy sparing – od pierwszego kontaktu z krążkiem było widać, że Koponen to Pan Hokeista. Nie chcę wytykać palcem hokeistów, bo myślę, że oni są najmniej temu winni, ale aktualnie większość naszej kadry to hokeiści po prostu przyzwoici… i tyle. Przyzwoitością nie wygrywa się mistrzostwa.

Nie wiem, co by się musiało stać, bym o kimkolwiek, kto miał swoją zasługę w zdobyciu dwóch mistrzostw Polski myślał za kilka lat w sposób negatywny, począwszy od dyrektora sportowego, przez trenera i na zawodnikach kończąc. Ilu błędów by nie popełniono w tym sezonie i ilu potencjalnie nie popełni się jeszcze w przyszłości – za ten pierwszy wielki sukces GKS-u, jaki miałem okazję doświadczyć w życiu, trener Płachta może mieć w Katowicach własną ulicę, a odwieszenie łyżew na kołek przez Grzegorza Pasiuta powinno być jednoznaczne z powieszeniem numeru 18 w Satelicie, a może i nawet na to samo zasługują Bartosz Fraszko czy ,,Nasz Warszawiak” Mateusz Bepierszcz. Czy aktualnie nasze finanse pozwalają na stworzenie równorzędnej rywalizacji z Tychami, ale czego by tu wcześniej nie osiągnięto – teraz także potrzebuję widzieć, że klub ma obrany właściwy kierunek i do tego kierunku dąży. Może trzeba jasno powiedzieć, że jeśli właściciel nie chce kroku do przodu, bo przy świetnej postawie piłkarzy już nie potrzebuje ,,tematu zastępczego”, to wykonujemy krok w tył i odmładzamy skład?

Zdobytymi mistrzostwami klub poniekąd wydał na siebie ,,wyrok” – zupełnie inaczej cieszyło srebro drużyny Toma Coolena, gdy zaledwie 2 lata wcześniej nie było hokeja w Katowicach, a 3 lata wcześniej bohaterem kibiców w Satelicie był Maros Goga. Teraz już wszyscy wiemy, jak to jest być na szczycie – i chcemy tego znów, jednak tak jak pisałem wyżej, końcowy wynik to nie jedyny sposób na usatysfakcjonowanie kibiców, tymczasem w tym sezonie mimo wszystko tylko on się zgadza, bo jednak finał to jest w pewnym stopniu sukces, ale czy z obecnie obranym kursem ten finał będzie także za rok?

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

GieKSa nie pęka przed NIKIM

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Za nami jakiś szalony czas, ostatni tydzień to było coś, co przyniosło nam taką dawkę emocji, że po prostu trzeba ochłonąć. Zaczęło się od euforii po golu w doliczonym czasie z Wisłą Płock, ale nawet to nie zapowiadało, na jakiej karuzeli znajdziemy się w następnych dniach. Po Rakowie myśleliśmy, że limit spektakularnego widowiska na jakiś czas wyczerpiemy. I przyszedł mecz w Poznaniu.

Sam zastanawiałem się, jak ten mecz będzie wyglądał. Opcje dla mnie były dwie – GieKSa na fali tego rozpędu znów zagra bardzo dobrze albo jednak ciśnienie po energetycznym i emocjonalnym meczu w Częstochowie spadnie, co ze 120 minutami w nogach przełoży się na to, że jednak dość gładko polegniemy. Jak się okazało, sprawdziła się ta pierwsza opcja.

Trener Rafał Górak mówi o tym, że jeśli chcemy być poważną drużyną, to nie możemy mieć wymówek, że gramy co trzy dni i jesteśmy zmęczeni. No niby tak, ale w Polsce… jesteśmy do tych wymówek przyzwyczajeni. Zresztą – niedaleko szukać – trener Łukasz Tomczyk po meczu Rakowa z Motorem właśnie na ten aspekt zwracał uwagę i po prostu narzekał.

A tu nagle pojawia się GieKSa, która nie dość, że właśnie zagrała tę dogrywkę, nie dość, że w najkrótszym możliwym odstępie meczów (czwartek – niedziela), nie dość, że przegrała, to jeszcze musiała jechać na daleki wyjazd do obecnego i z dużym prawdopodobieństwem przyszłego Mistrza Polski.

I ta GieKSa rozegrała przy Bułgarskiej kapitalne zawody. To już nie był taki mecz, jak w poprzednim sezonie w Poznaniu. Wtedy przegraliśmy gładko 0:2 i pocieszaliśmy się tym, że „wstydu nie było”. Jakże daleki jest to obraz od wczorajszego spotkania. Teraz katowiczanie nie byli skromnym beniaminkiem, który przyjeżdża z respektem i liczy, że uda się z tego terenu wywieźć jeden punkt i to najlepiej 0:0. Teraz to była drużyna, która przyjechała tam jak po swoje, grała wysoko, starała się nie dać zepchnąć do defensywy i momentami po prostu dyktować warunki. Lech był przed przerwą dość bezradny.

Jedyne czego nam brakowało to bramki. I długo to wyglądało tak jak mecze, które znaliśmy z tego sezonu – że GKS dominuje, ma nawet jakieś sytuacje, choć nie bardzo klarowne, ale gola zdobyć nie potrafi. Potem przeciwnik włącza swoją jakość ładuje jednego, dwa lub trzy gongi (Cracovia) i mamy po zawodach.

Na szczęście skuteczność jest ostatnio po naszej stronie. I Eman Marković strzelił piękną bramkę głową. Dopiero na powtórce zza bramki było widać, jak dobry był to strzał. Okupiony co prawda rozciętym łukiem brwiowym, bo zaraz po uderzeniu piłki, trafił Eman głową w Joela Pereirę, ale piękny był obrazek, jak jednocześnie nasz zawodnik krwawił i uśmiechał się z powodu zdobytego gola. Piłkarz od tych dwóch meczach gra tak, że za chwilę może stać się jednym z ulubieńców Nowej Bukowej.

W drugiej połowie oglądaliśmy wszystko co najlepsze i… najgorsze w wykonaniu GieKSy. Jak traciliśmy jesienią multum bramek do szatni, to teraz zaczynamy tracić gole zaraz po wyjściu na boisko. Dwa gole w Częstochowie teraz Kolejorz na ukłuł zaraz po przerwie. Koncentracja, panowie, koncentracja! Było w tym oczywiście sporo pecha, bo piłka poodbijała się tak, że trafiła Arka i wpadła do bramki. Ale z drugiej strony, każde wstrzelenie piłki w piąty metr to ryzyko, że takie zamieszanie powstanie i wyjdzie z tego gol. Nawiasem mówiąc to – jeśli dobrze liczę – siódmy gol samobójczy w tym sezonie. Dość absurdalna liczba.

Jak rządzi przypadek, widzieliśmy przy bramce Ilji Szkurina. Tam też po kapitalnym zagraniu Bartka Nowaka, Ilja próbował mijać przeciwnika, ale futbolówka odbiła się od pleców czy od głowy siedzącego rywala i Białorusin dopełnił formalności. Strasznie dziwny ten nasz Ilja, bo ostatnio gra coraz lepiej w środku boiska, dobrze zbiera te piłki i rozprowadza, potem w roli już stricte napastnika dość mocno psuje, a na koniec… strzela gola.

Co do drugiego gola dla Lecha, to przyznam na chłodno, że nie mam pretensji. Oczywiście można powiedzieć, że poszliśmy za bardzo do przodu, że zabrakło asekuracji. Ale tak naprawdę z tego typu sytuacji gol pada raz na sto. Przecież mieliśmy zawodników z tyłu, natomiast Lech świetnie rozegrał tę akcję prostopadłym podaniem. Ale nadal to nie było bardzo duże zagrożenie. Zadecydowało niebywale dobre wykończenie Hakansa. Gdyby on nie zdecydował się na uderzenie z tej niełatwej pozycji, to uważam, że na 90 procent odebralibyśmy piłkę, a już na pewno zdążylibyśmy wrócić – innych piłkarzy Lecha też przecież jeszcze nie było.

Ale GKS dalej cisnął i wcisnął tę trzecią bramkę. Sektor gości znów był w euforii. I tutaj mam pretensje do naszych zawodników, że po minucie stracili znów gola. No nie można tak łatwo wypuszczać prowadzenia.

W końcówce też z jednej strony momentami było nieźle, nie broniliśmy się dramatycznie przez cały doliczony czas, potrafiliśmy oddalić, a Bartek miał nawet szansę na czwartego gola. Z drugiej strony – no muszę to powiedzieć, czasem niefrasobliwość Bartka może być brzemienna w skutkach, bo po zdarzają mu się ostatnio głupie straty, po których rywale przeprowadzają groźne kontry. Nasz pomocnik to ekstraklasowy artysta, ale czasem bym ten artyzm odłożył na rzecz rozwagi. Oczywiście Bartek nie byłby sobą, gdyby nie dał w tym meczu jakiejś liczby, a była to wspomniana asysta do Szkurina.

Swoją robotę zrobił też Rafał Strączek. Interwencja z końcówki pierwszej połowy, ale zwłaszcza dwie kapitalne obrony w doliczonym czasie gry drugiej, uchroniły nas przed fatalnymi nastrojami po końcowym gwizdku sędziego. Bo gdybyśmy strzelili w dwóch meczach na wyjeździe siedem bramek mocnym rywalom i oba te mecze przegrali, to przecież to byłby jakiś dramat. A tak, wywalczyliśmy zasłużony punkt na boisku Mistrza Polski.

Wspomnijmy oczywiście też o Sebastianie Milewski i Damianie Rasaku, bo wykonali oni znakomitą robotę w środku pola i w głównej mierze dzięki nim obraz gry wyglądał tak, jak wyglądał. Graliśmy pressingiem, wysoko, odbieraliśmy piłki. Potem  można było je rozgrywać. Dodam jeszcze, że jak raz na jakiś czas zacentruje w starym stylu Alan, to nie ma co zbierać. Piękna asysta do Emana. No i zadebiutował Marius Olsen i jak na debiut wyszło to całkiem, całkiem.

Pozostał niedosyt po tym meczu, bo jednak GKS trzykrotnie prowadził i trzy razy to prowadzenie tracił. Marzyliśmy o wielkim zwycięstwie, ale to się nie ziściło. Natomiast, jakkolwiek nie powiem, że porażka była wkalkulowana w tym meczu, to dopisany punkt jest lekkim bonusem do naszego dorobku ligowego.

Jednak patrząc długofalowo, ten mecz pokazał coś innego. Ten i w Częstochowie. Że GKS to już ekstraklasowa drużyna pełną gębą, ale do tego jeszcze być może taką z górnej połówki tabeli. Bo jechać sobie na takie wyjazdy i po prostu normalnie grać, prowadzić tę grę, być wysoko na boisku, to nie jest oczywistość. Są drużyny, które właśnie za podwójną gardą się chowają i czekają na 1-2 okazje w meczu do kontry. Pewnie czasem i tak trzeba zagrać. Ale GKS patrzy na silne i słabe strony przeciwników. Skoro Cracovia czy Lechia potrafiły Lecha zdominować przy Bułgarskiej, to nasi trenerzy wyszli pewnie z założenia, że czemu i my nie mamy.

Z drugiej strony w drugiej połowie Lech pokazał jednak ofensywną klasę. Kilka akcji rozegrali świetnych. My też mamy czasem trochę brak szczęścia, że jednak nasi przeciwnicy się budzą i zaczyna im wiele rzeczy wychodzić. Kolejorz uważam, że po przerwie był bardzo groźny. Zresztą te trzy bramki strzelił. Nie bez powodu.

Piękną mamy tę drużynę, szaloną, dającą tyle emocji. Mnóstwo radości po strzelonych bramkach, dużo wkurzenia po traconych. Nad tym drugim aspektem trzeba popracować. Ale z dwojga, wolę 3:3 czy 4:4, w których zespół gra pięknie, walczy, gryzie tę trawę i jest niezłomny, a przy okazji traci gole niż 1:1 czy 0:0 po bezbarwnym, słabym meczu.

Spójrzmy też na to tak – jeśli rywale są na tyle mocni, że potrafią nam strzelić trzy czy cztery bramki, to dobrze, że przynajmniej jesteśmy taką samą liczbą na to odpowiedzieć. Bo przecież moglibyśmy z Lechem przegrać 0:3, a z Rakowem 0:4. I odbiór byłby zgoła odmienny.

Ostatecznie rezultat tego „dwumeczu” jest dla nas minimalnie dobry. Odpadliśmy z Pucharu Polski i zanotowaliśmy „tylko” remis w meczu ligowym. Ale to „tylko”, to jednak bardzo dużo. Zwłaszcza patrząc, jak ten mecz wyglądał. Poza rezultatami liczą się inne rzeczy – te wspomniane powyżej.

Czekamy na Motor. Już w piątek kolejne wyzwanie, wracamy na Nową Bukową po dwóch tygodniach, choć patrząc na te dwa ostatnie mecze mamy wrażenie, że minął z miesiąc. GKS dostarcza emocji i niezapomnianych wrażeń. I o to nam wszystkim chodzi.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Brzmi jak marzenie

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Jutro przyjdzie nam się zmierzyć w jednym z najważniejszych pojedynków w nowej historii GieKSy. Równać się może z tym chyba tylko pojedynek z Arką w Gdyni, który choć co prawda był zwykłym pojedynkiem ligowym – to fakt grania w ostatniej kolejce i zależności pomiędzy wynikiem, a awansem jednej z tych drużyn sprawiał, że był to po prostu istny finał sezonu. Arka była wówczas jak Brazylia w 1950, kiedy to w finale na Maracanie wystarczał Kanarkom remis. GieKSa wcieliła się w rolę Urugwaju, który musiał wygrać. I wygrał.

Od tamtego czasu GieKSa gra z dobrym skutkiem w ekstraklasie. I mimo, że jest to „nasza Liga Mistrzów”, to jednak rozgrywamy w niej powszednie mecze ligowe. Fakt, że wiele z nich to są piłkarskie i kibicowskie święta, ale pod względem ważności – są one zwykłymi meczami w najbliższej lidze. Jutro czeka nas mecz niezwykły. Mecz decydujący o czymś, o czym jeszcze niedawno jedynie mogliśmy marzyć w jakichś iluzorycznych majakach. Teraz Katowiczanie stają przed realną szansą. Szansą gry na Stadionie Narodowym o jedno z dwóch najważniejszych trofeów w polskiej piłce.

Zadanie jawi się z jednej strony jako bardzo trudne. Zagramy w końcu z jedną z najlepszych drużyn w ekstraklasie, z ekipą, która świetnie sobie radziła w europejskich pucharach. Stworzony przez Marka Papszuna Raków, pokonując podobne szczeble co GKS, stał się niespodziewanie klubem i drużyną na regularne podium. Byli mistrzem i zdobywcą pucharu.

Z drugiej strony jednak patrząc na ostatnią formę Rakowa, nie jest to drużyna nie do pokonania. Dalej ma bardzo dobrych zawodników, ale coś w tym zespole na wiosnę nie gra. Drużyna nie punktuje należycie, gra jest niemrawa. Na ten moment trener Tomczyk nie wniósł do tego zespołu czegoś mocnego i widocznego. Zadanie po Marku Papszunie miał trudne, ale mimo wszystko – Raków gra przeciętnie.

Dlatego jakbym miał zakwalifikować ten mecz, to powiedziałbym, że Raków jest faworytem, ale nie murowanym. Dałbym w szansach takie 65-35. Pamiętajmy też, że może być remis, a o wszystkim mogą decydować rzuty karne.

Od czasu awansu do ekstraklasy z Rakowem rozegraliśmy cztery mecze, z czego trzy przegraliśmy po 0:1. Nie był to jednak jakieś bardzo słabe spotkania w wykonaniu GieKSy. Najsłabszy był chyba mecz z 1. kolejki obecnego sezonu na Nowej Bukowej. Ale już w poprzednim sezonie u siebie i w grudniu w bieżącym na wyjeździe – to był już spotkania, które porażkami wcale się zakończyć nie musiały.

No dali nam przykład Katowiczanie, jak w Częstochowie zwyciężać mamy, w poprzednim sezonie. Po bardzo dobrym meczu GieKSa wygrała wówczas przy Limanowskiego 2:1. A Raków przecież wtedy był w dużo lepszej formie.

Mamy nadzieję, że zespół już się oswoił z meczami na wyjeździe z wielkimi. Dotychczas wyjąwszy wspomniany mecz z Rakowem, przegrywaliśmy. Na Legii, Lechu czy Jadze. Czas ten trend odwrócić, a szansa ku temu jest bardzo dobra, bo oprócz Rakowa, za chwilę gramy przecież przy Bułgarskiej.

Półfinał Pucharu Polski… Brzmi jak marzenie. Na razie nie ma co myśleć, co dalej. Trzeba się mocno skupić na czwartkowym meczu i po prostu realizować swój plan jak najlepiej. GieKSa to potrafi – pokazała to z Wisłą Płock. Niezależnie czy jest to oddanie piłki czy gra z nią. Ważne, żeby taktyka była dobrze dobrana i realizowana.

Ostatnim raz na tym szczeblu graliśmy 22 lata temu. Ponad dwie dekady. Tyle czasu nie znaczyliśmy nic w Pucharze Polski. Teraz GieKSa jest w najlepszej czwórce. Z nadzieją na więcej.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga