Kibice
Rzut oka z Blaszoka #12 – sami swoi
13 sierpnia 2016 roku znów zmniejszyła się populacja GieKSiarzy, którzy z czystym sumieniem będą mogli świętować awans. Nie no, ludzie, przecież nie mówię, że w tym roku awansujemy. Nie mam pojęcia. Może tak, może nie. Ale jakiś tam awans w przyszłości przecież będzie, czyż nie?
Stało się, nadszedł czas by opuścić ciepły kur… sektor A i dołączyć do „jądra ciemności” by wspierać piłkarzy Katowic głośniej i lepiej. Decyzja o zamknięciu skrajnych sektorów była słuszna, ale szkoda, że w ogóle musiała zostać podjęta. Jej przyczyną była oczywiście fatalna frekwencja. Doping jak doping, jakość była zbliżona do tej, jaką zaprezentowaliśmy w pierwszej kolejce tego sezonu. Był to jeden z tych wyjątkowych meczów, w których lepiej zaprezentowali się reprezentanci GKS biegający po boisku niż ci stojący na trybunie. Nie mam nic przeciwko, szkoda tylko, że stało się tak za sprawą naszego regresu, a nie jakiegoś wielkiego progresu piłkarzy. Mały był, na razie tyle zresztą wystarczy. Powoli do przodu!
Pod względem frekwencji osiągnęliśmy absolutnie najniższy możliwy dla nas poziom, gorzej już być chyba nie może. Aż mi się przypomniało, jak jesienią 2001 roku pewna warszawska ekipa zgromadziła w młynie około 200 osób na meczu z RKS-em Radomsko. Jak skończył się dla niej sezon 2001/2002? Gdzie jest teraz? Pewnie się domyślacie…
Nie pojawili się przy Bukowej kibice Chojniczanki i nie zamierzam niczego więcej o nich pisać. Pozostawiam to im. Akurat pisanie – z tego co się słyszało swego czasu – wychodzi im najlepiej.
Podsumowanie:
Oprawa: brak
Frekwencja: 1800
Goście: 0
Wydarzenia: –
Piłka nożna Wywiady
Klemenz: Wygraliśmy mimo prowokacji
Po meczu z Widzewem porozmawialiśmy także ze strzelcem bramki – Lukasem Klemenzem.
Powiedzieliście sobie kilka ostrzejszych słów z Bergierem?
Było kilka spięć, ale to jest mój dobry kolega, byłem u niego w szatni. Dziś byliśmy rywalami, czasami nerwy puszczają. To był mecz o dużą stawkę. Wiemy, w jakim miejscu jest Widzew, my za to jesteśmy w dobrej formie. Mój wywiad po ostatnim meczu z Widzewem też pewnie podgrzał atmosferę przed tym starciem. Kilku zawodników Widzewa, nie tylko Bergier, próbowało mnie wyprowadzić z równowagi. Jak się okazało, to ja strzeliłem bramkę i wygraliśmy mecz, więc nie zdało to się im na nic. Cieszę się, że mimo tych prowokacji, udało się dokończyć ten mecz i go wygrać.
A jak podpuścić Radomiaka? Może też to pomoże.
Może, może (śmiech). Nie no, nie będę nikogo podpuszczać. W momencie, kiedy dawałem tamten wywiad, nie miałem nic złego na myśli. Po prostu jest dużo nowych twarzy w Widzewie. Przy tym nakładzie finansowym, każdy od nich dużo wymaga, a wyniki jakie są, każdy widzi. Nie chciałem nikogo obrazić, tyle.
Skąd się bierze taka skuteczność obrony GieKSy? Ty i Arek Jędrych strzelacie, Alan Czerwiński asystuje.
Każdy z nas broni, każdy atakuje. Mamy dobrą skuteczność, Arek potwierdza to już od dawna. Pytaliście, co jem przed meczami – nic ciekawego. Nie wiem, co się zmieniło, ale znajduję sytuacje i dobrze czuję się pod bramką rywala. Dobrze to wychodzi.
Czterdzieści lat minęło od pierwszego triumfu GieKSy w Pucharze Polski. Patrzycie już w stronę finału?
Mam wywieszony plakat Narodowego w szatni, wisi od samego początku. Zobaczymy, każdy ma na to apetyt. Musimy dobrze przygotować się do następnego meczu, niezależnie od drużyny, na jaką trafimy.
Awans do Ekstraklasy, przeprowadzka na Nową Bukową, potem najlepszy wynik wśród drużyn ze Śląska, teraz Puchar Polski. Tworzycie scenariusz pod film?
Tak nam to wychodzi. Trzeba się z tego cieszyć. Rozmawialiśmy tak z Arkiem Jędrychem, mamy po trzydzieści parę lat i każdy z nas zasuwa. Walczyliśmy o to, żeby być w Ekstraklasie. I my, i myślę, że kibice cieszymy się z tego, że doszliśmy do takiego momentu jako GieKSa.
To nie jest Anglia, puchar rozgrywa się w środku tygodnia. Dzisiaj 120 minut, zaraz mecz z Radomiakiem. Dacie radę?
Podchodzimy do każdego meczu z marszu. Każdy z nas jest ważny, trener to podkreślał na odprawach. Mamy sześć spotkań w trzy tygodnie, to jest natłok. Zdarzają się jakieś kontuzje, jakaś słabsza forma akurat nie wyskoczyła ostatnio, bo wygrywamy. Każdy musi być gotowy.
A zdążycie przygotować nogi na mecz w niedzielę?
Czeka nas podróż, ale mamy super sztab medyczny, który nam bardzo pomoże.
W szatni myślicie, że Bartosz Nowak może być pewny powołania do kadry?
Bardzo mu kibicujemy. Wiemy, jaką jakość nam daje i jakie liczby dokłada. Fajnie, że jest w orbicie, ale to nie jest od nas zależne. Selekcjoner pewnie na wszystko patrzy chłodną głową.
Zazwyczaj na głowę dogrywa Bartosz Nowak, dziś ciasteczko dał Alan Czerwiński.
Ma najlepiej ze stoperów ułożoną stopę, często nam dogrywa na treningach.
Biło serce, jak sprawdzali spalonego?
Z mojej perspektywy wyglądało to jak typowa mijanka. Może to tak długo trwało przez rysowanie linii, ale raczej byłem spokojny.
Ćwiczycie na treningach grę bez nominalnej dziewiątki, na styl reprezentacji Hiszpanii?
Trenujemy takie warianty, czasem też tam występuje Eman Marković. Jest dużo tych wariantów.
Po tej żółtej kartce tylko raz popełniłeś ostrzejszy faul. Trener cię na to uczulał, czy to kwestia doświadczenia?
Rozmawiałem z chłopakami, że lepiej będzie, jak odpuszczę. Nie chciałem osłabić drużyny i cieszę się, że wytrzymałem. Chłopaki też mi w tym pomogli.
Po ostatnim meczu z Widzewem chwaliłeś drużynę. Dzisiaj Damian Rasak, który jest niedługo w zespole, wiedział, że musi zająć pozycję Arka Jędrycha, kiedy ten wybiegł do ataku. Trener mówił, że dużo rozmawiacie o piłce.
Tak, bardzo dużo rozmawiamy, wszystko analizujemy. Mamy świadomy zespół, nikt się za nic nie obraża. Chwała Damianowi za to, że też chce się uczyć. Jest z nami parę tygodni, ale już wie, kiedy ma gdzie się pojawiać.
Felietony Piłka nożna
Realizacja piłkarskich mitów
Jeszcze nie otrzepaliśmy się po emocjach, a już przyszło nam grać kolejne bardzo ważne spotkanie. Tak jak pisałem – w pewnym kontekście był to najważniejszy mecz od ponad dwóch dekad – nie było bowiem przecież od tak długiego czasu spotkania tak bardzo przybliżającego nas do jakiegokolwiek trofeum. Przez wiele lat biliśmy się po prostu o awans do ekstraklasy. W 2017 roku graliśmy w końcówce rundy wiosennej z liderującą Sandecją i wygrana w tamtym spotkaniu bardzo przybliżyłaby nas do tegoż celu. Wówczas nazwałem ten pojedynek meczem dziesięciolecia. Gdy dziś patrzę na to, jaką rangę miało to spotkanie w porównaniu z dzisiejszymi wyzwaniami, to stwierdzam, że była to ranga proporcjonalnie mała. W żadnym stopniu tamten mecz nie równał się ważnością do wspominanego w felietonie przedmeczowym pojedynku z Arką w Gdyni o awans. Z kilkoma meczami już w samej ekstraklasie. Ale przede wszystkim z ćwierćfinałem Pucharu Polski, dającym tak wielką szansę na wygranie trofeum. Trofeum obecnego wczoraj w Katowicach. Jak to powiedział mój kolega: „Mogliby go już tu zostawić”…
Trudno ogarnąć, że w ciągu czterech dni możemy przeżywać dwa razy taką radość, tak euforyczne chwile. Po latach przyzwyczajenia do wielkich zawodów, rozczarowań i gorzkich pigułek, z chwilowymi przerwami na lekką radość po wygraniu meczu z Dolcanem czy Łęczną, teraz przychodzi prawdziwe piłkarskie i kibicowskie szczęście. Do Katowic przyjeżdżają najbardziej uznane marki w Polsce i muszą one uznawać wyższość GKS Katowice. Cała Polska może zobaczyć, co się w Katowicach zbudowało – w kontekście klubu, drużyny i nowego stadionu. Myślę, że kibice wielu ekip w Polsce obecnie nam po cichu zazdroszczą.
Oczywiście mimo naszego wielkiego sukcesu w mediach dominuje analiza sytuacji w Widzewie. Nagłówki o „dramacie Widzewa” i dziesiątki minut poświęconych łódzkiemu klubowi. Z jednej strony do tego jesteśmy już przyzwyczajeni, bo Widzew to póki co klub najwyraźniej bardziej medialny. Z drugiej strony uważam to za żenujące. Kilkadziesiąt minut gadki o przegranych, przepłaconych gwiazdach, analizie kto powinien zasiąść na ławce trenerskiej, a na koniec jakaś refleksja rzucona ochłapem „wspomnijmy jeszcze o GKS Katowice”. Na szczęście piłkarze GieKSy robią wszystko, żeby pokazać piłkarskiej Polsce, że medialność można sobie wsadzić głęboko, a wygrywa się prawdziwymi wartościami – jakością, jednością i rzetelną pracą.
GieKSa po raz drugi wygrała z Widzewem w ciągu miesiąca. Tzw. „dziennikarze Widzewa” musieli się mieć z pyszna, podobnie jak kibice z Łodzi, którzy oczywiście nie omieszkali od początku skupić się bardziej na obrażaniu GieKSy niż dopingu dla swojego zespołu. Abstrahując jednak od tego, zaprezentowali się bardzo dobrze i głośno dopingowali. Wypełniony sektor gości dodaje wiele punktów do atmosfery. Kibice GKS jak zwykle stworzyli kapitalne wokalne słuchowisko, więc mieliśmy prawdziwą piłkarską wojnę na trybunach, jak i na boisku.
Zestawienie meczu ligowego i pucharowego wypada… dziwnie. Porównując posiadanie piłki – zmieniło się diametralnie – teraz było 50/50, a w meczu sprzed niespełna miesiąca Widzew miał ją ponad 70% czasu. Wtedy jednak łodzianie oddali tylko jeden celny strzał na bramkę, a teraz multum, znacznie więcej niż GieKSa. Na pewno z gry Widzew wyglądał lepiej niż w meczu ligowym, jednak wspomniane strzały były po prostu… niegroźne. Bardzo dobre ustawienie Rafała Strączka powodowało, że wyłapywał te piłki jak magnes. Trzeba pochwalić naszego bramkarza, bo przy takiej liczbie strzałów zdarza się popełnić błąd, wypluć piłkę. Golkiperowi futbolówka wybitnie kleiła się do rąk.
Oczywiście nie uniknęliśmy też błędów i bardzo groźnych – choć nielicznych sytuacji. Strata Mateusza Kowalczyka przed polem karnym, po którym Bergier King zlekceważył sytuację i uderzył fatalnie, no i przede wszystkim doliczony czas dogrywki, rajd Mariusza Fornalczyka i absolutnie pechowe (dla nas szczęśliwe) pudło Frana Alvareza. Aż przypomniał mi się Adrian Benedyczak, który kiedyś podczas pucharowego meczu GieKSy z Pogonią też w samej końcówce nie trafił do pustej bramki. Uff…
No i zaspaliśmy przy tym straconym golu. I powiem tak, bardzo doceniam, że trener Rafał Górak na konferencji wziął też – jako on i sztab trenerski – odpowiedzialność za to. Błędy w piłce się zdarzają, wiadomo, Widzew to wykorzystał i był cwańszy. Jednak umiejętność widzenia swojej odpowiedzialności cechuje ludzi mocnych i pewnych. To szerszy temat, pozapiłkarski, po prostu życiowy. Branie odpowiedzialności – uczciwie, ale nie z biczowaniem się – to zasób, to coś co wzbudza zaufanie, wzmacnia i powoduje rozwój. Jednocześnie rzadka to cecha zarówno u ludzi ogółem, jak i w środowisku piłkarskim. Zazwyczaj dominuje umywanie rąk i ucieczka od odpowiedzialności lub drugi biegun – samobiczowanie się i kajanie. Dlatego powtórzę jeszcze raz – bardzo doceniam tę postawę trenera. Wszyscy popełniamy błędy.
Na konferencji zrobiłem kilka nawiązań. To niesamowite, że Lukas Klemenz stał się koszmarem Widzewa. To bardzo symboliczne podkreślenie tej – już nie „mitycznej” – powtarzalności. GieKSa z pustych piłkarskich sloganów robi słowa z pokryciem. Właśnie ta powtarzalność, wyciąganie wniosków, powalczenie w następnym meczu o trzy punkty i cały ten piłkarski bełkot – w naszym zespole przestał być bezwartościowym paplaniem, a rzeczywistością. GieKSa naprawdę to realizuje i dzięki temu następuje rozwój. Podobnie jak z „budowaniem drużyny”, które jest w większości kompletną bzdurą, bo trener wylatuje po kilku miesiącach ze względu na dwa przegrane mecze. W Katowicach drużyna jest NAPRAWDĘ zbudowana. Ze zgliszczy – jak mówi trener. I ten proces trwa w najlepsze.
Wracając do symbolicznego Lukasa. GieKSa ma swój sposób na stałe fragmenty i to „drugie tempo”, o którym trener mówił w poprzednim sezonie jest cały czas praktykowane. Lukas Klemenz zachował się w tej sytuacji jak rasowy napastnik, dostał piłkę prostopadłą, a nie centrę z boku boiska i z pierwszej – w sytuacji sam na sam – strzelił gola. Schematy.
Zapytałem też o to „oczekiwanie nieoczekiwanego”, bo przecież akcję bramkową (wrzut z autu) poprzedziło odbicie od chorągiewki. Ja sam odwróciłem już głowę, bo uznałem, że akcja jest stracona i ku mojemu zdziwieniu po kilku sekundach – nadal ona trwała. To są dokładnie te setne sekundy, o których pisałem w przedmeczowym felietonie. Na transmisji telewizyjnej tego nie widzę, ale całkiem możliwe, że Borja Galan zareagował dosłownie ułamek wcześniej, zanim piłka się od tej chorągiewki odbiła. Antycypował – jak mówi Tomasz Hajto. Na pewno jego reakcja była szybsza od Marcela Krajewskiego. I to po tej akcji Widzew ratował się wybiciem na aut, po którym padła bramka.
Czysto piłkarsko nie był to najlepszy mecz GieKSy, były popularne ciężary. Ale też nie był to mecz słaby. GieKSa zrobiła to, co jest jej największym atutem – determinacja, znów – już nie „mityczne” – realizowanie założeń taktycznych, konsekwencja. I przede wszystkim nasz zespół nie odpuszcza, nie przestaje grać w piłkę. Znów przygotowanie fizyczne było na najwyższym poziomie. I w końcówce to Widzew spuchł bardziej, trener Jovicević ratował się wprowadzeniem żwawego Fornalczyka, gdy reszta już raczej była bardzo zmęczona. W końcówce to GieKSa była bardziej aktywna i gdyby Marcel Wędrychowski był bardziej precyzyjny, mogłoby się skończyć przed karnymi.
Wspomniane rzuty karne to już historia, którą będziemy pamiętać. Przy takim zmęczeniu, przy takiej presji, katowiczanie wykonali je bezbłędnie. Choć serce zabiło nam mocniej, gdy Drągowski dotknął piłkę po strzale Arka Jędrycha, ta na szczęście wpadła do siatki. Rafał Strączek broniąc w pierwszej serii jedenastkę Frana Alvareza dał dużo spokoju na dalszą część serii jedenastek. Potem była podcinka Nowaka… rany, maestria. I duże ryzyko. Ale jak zawodnik jest pewny, to mu to wchodzi. Jak jest pospinany, jak Brahim Diaz w finale Pucharu Narodów Afryki, to jest dramat. Bartkowi wychodzi ostatnio wszystko. Panie Urban… nie rób Pan wstydu. Damian Rasak dał swoją pieczęć, a popularny Milusi pokazał, że również jest bardzo pewnym ogniwem. Potem natomiast był już tylko „typowy Fornal” i euforia na stadionie.
Jakiś zawias miałem na konfie, bo pytałem trenera o rzuty karne z Pucharu Polski sprzed 15 lat z Puszczą Niepołomice, a zapomniałem o tych z Wartą Poznań kilka lat temu – potem były jeszcze przegrane jedenastki ze Stalą Stalowa Wola. W każdym razie w rozgrywkach pucharowych te jedenastki idą nam ostatnio nieźle, bo przecież jeszcze wygraliśmy je we wspomnianym meczu z Pogonią. No ale to właśnie były takie nasze „małe szczęścia”. Teraz mamy duże. Tej rangi ruty karne ostatni raz graliśmy z Araratem Erewań w 1995 – wówczas przegrane. A ostatnie wygrane były rok wcześniej z Arisem Saloniki, kiedy to Janusz Jojko decydującą jedenastkę wykorzystał.
Pan Czapeczka na konferencji dalej wygłaszał swoje farmazony i kibice Widzewa mają już go dość. W ustach trenera Widzewa właśnie te slogany bez pokrycia są ciągle aktywne, tyle że on robi to już do przesady. Mówi o dumie, o team spiryt w tym meczu i tak dalej, i tak dalej. Odległość lat świetlnych od GieKSy jeśli chodzi o wcielanie słów w życie.
Możemy być dumni z naszej drużyny. Raz gra lepiej, raz gorzej, ale zawsze gra swoje. I tym po prostu wygrywa. Nie tylko mecze, ale i serca kibiców.
Myślałem sobie przed Górnikiem, że jakbym miał wybierać z tych dwóch meczów, który wolę wygrać, to wziąłbym ten z Widzewem. Wiadomo, w lidze punkty można odrobić, a puchar to sprawa zerojedynkowa. A dostałem i to, i to. Nie żadne „minimum” czy „dobrze”, tylko po prostu idealnie.
Ochłońmy. Dobrze, że następny mecz jest nie na przykład w piątek, tylko w niedzielę. Mamy trochę zszarganych nerwów, a piłkarze poobijanych kostek i zmęczonych mięśni. Niech teraz fizjoterapeuci zajmują się doprowadzaniem naszych piłkarzy do stanu używalności, a trenerzy podają piłkarzom efekty analizy Radomiaka.
A my rozsiądźmy się wygodnie, z herbatką w ręku i oglądajmy poczynania naszych potencjalnych rywali. Już dziś gra Zawisza z Chojniczanką i Lech z Górnikiem. Jutro jeszcze Avia z Rakowem. W piątek losowanie i będziemy z zapartym tchem śledzić, kogo los nam przydzieli.
Piłka nożna
Górak: Gra o finał to wielka duma
Po meczu GKS Katowice – Widzew Łódź wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów – Rafał Górak i Igor Jovicević. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Igor Jovicević (trener Widzewa Łódź):
To trudny moment, ale jestem dumny z drużyny, jej ducha walki i jakości, który pokazała. Konkurs rzutów karnych to loteria – możesz wygrać i przegrać. Ale pokazaliśmy, że jesteśmy drużyną. Potencjał, jakość, ale rezultat nie jest dobry dla nas. Rozumiemy wysokie oczekiwania naszych kibiców, akceptujemy to, ale nie dajemy im takich rezultatów, jak chcą.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Długie i wyczerpujące spotkanie, na pewno też pod względem emocjonalnym, bo wiadomo, że to dużo kosztuje. Graliśmy już w tej edycji dogrywkę, a dzisiaj było jeszcze dłużej, bo były rzuty karne. Sam mecz był równy, zawsze podkreślam, że piłkarze Widzewa nie są z pierwszej łapanki, natomiast my chcąc zawsze odpowiedzieć na to, co na boisku może się wydarzyć, musimy działać organizacyjnie, systemowo i z ogromnym zaangażowaniem. To był taki trudniejszy mecz dla nas, tak energetycznie, podobnie jak ostatnio, gdy tutaj graliśmy. Natomiast z samej organizacji gry było więcej niż przyzwoicie, zawodnicy bardzo dobrze realizowali grę w obronie niskiej, nie chcąc dać się do niej zepchnąć całkowicie, pracowali i walczyli bardzo dobrze, strefy do zabezpieczenia, które każdy z nich miał – to funkcjonowało okej. Stąd nie wzięła się – jak na 120 minut – jakaś duża ilość sytuacji pod naszą bramką. I to jest na plus, ten mecz jest w taki dobry sposób wybroniony. Zaspaliśmy przy rzucie wolnym, to jest nasza wina i sztabu, bo powinniśmy dać lepszą wytyczną drużynie – Widzew nasze gapiostwo wykorzystał i zdobył bramkę. Ciekawe czy stuprocentowa sytuacja na 2:0 nie zamknęłaby tego meczu i nie kończylibyśmy go po 90 minutach. Ale skoro tak się skończyło, to jest to dla kibiców i całego naszego społeczeństwa kolejna nagroda za wiele lat trudnych. Zbieramy owoce naszej cierpliwej pracy i wyrozumiałości. I cóż wszystko przed nami. W niedziele bardzo ważny mecz w Radomiu, musimy się dobrze zregenerować, by w pełni sił pojechać na kolejne spotkanie. A to że zagramy o finał Pucharu Polski, to jest ogromna duma.


stara ekipa
17 sierpnia 2016 at 10:26
Po ostatnich „akcjach” w tamtym sezonie w ciul ludzi z A przeszlo na główna. Po tej akcji pewnie znowu spora grupa, która się jeszcze wachała spierdoli na główna. Swiety pomysł, przesadzając ludzi z miejsac na miejsce zwieksza się frekwencję. Nikt nie pomyślał, że ekipa z A nie chce siedzieć na trybunie razem z debilami, którzy mają takie pomysły ?. Oczywiście banda klakierów będzie powtarzać, że to był dobry pomysł. Ja ze swojej strony polecam reszcie starej ekipy przeprowadzke na główna.
kibic
17 sierpnia 2016 at 11:26
do stara ekipa masz racje choc z jednym sie mylisz czesc z starej ekipy masz juz dosc tego gowna i powoli przestaje chodzic na szpile a to oni przyciagali mlodych na stadion wszyscy sie znali a teraz co jest pusty blaszok a bedzie jeszcze gozej a wina jest wiadomo kogo do tego coraz slabsza druzyna bez polotu i ambicji broniana przes kolesi mieniacymi sie kibicami zadowolonych z grania wiochami ale widac maja w tym jakis cel i kase zato ze nieruszaja prezesa grajkow a umia ublizac starej gwardi majacej GkS w sercu i widac do czego doprowadzili zenada wstyd,i panoszenie sie smrodu po katowicach ale to ich nie interesuje
Karol
17 sierpnia 2016 at 15:21
@stara ekipa – Wypraszam sobie nazywanie mnie klakierem, wielokrotnie zgłaszałem swoje uwagi odpowiednim osobom, a i w tekstach tu na stronie nie kryję się z poglądami np. w kwestii składu na gnieździe. Natomiast kwestii, które dla dobra GieKSy lepiej jest załatwić we własnym gronie, nie będę tu poruszał.
Artur
17 sierpnia 2016 at 23:20
Panowie organizacja meczów to jest porażka. Przychodzę z synem 5-letnim na mecz i każą dać jego pesel. W końcu po dodatkowej dopłacie okazuje się, że nas wpuszczą. Najbardziej zażenowałem się sytuacją, że w przerwie meczu chciałem mu kupić kilka pamiątek ale oczywiście nie można płacić gotówką tylko trzeba mieć kartę. Zenada. Co do frekwencji to dopóki nie zrobią stadionu i coś nie będą reprezentować na boisku to niech zapomną ,że ludzie będą tracili czas i pieniądze 30 dychy za taką padlinę. Ja szybko się nie pojawię chociaż jestem gieksiarzem od małego. Organizacja do dupy, widowisko do dupy a ci co chodzą to nie są kibice to są FANATYCY
stara ekipa
18 sierpnia 2016 at 01:17
Karol nie pisałem bezpośrednio do Ciebie, chodziło mi bardziej o grupę osób ślepo popierających własne decyzje ( dobre czy zle mniejsza o to)
Zamkniecie sektora to kolejny strzał w stopę bo uwierzcie mi, ze dziadki nie beda stać na sektorze B. To jest różnica pokoleń i zupełnie inne podejście do tematu kibicowania, sztam, piro itp. Z reszta takie sterowanie przypomina bardziej praktyki komunistyczne gdzie trawę malowano na zielono. Owszem zamiast drzeć ryja na A często leci szydera i czasami mniej sie chce, ale wynika to z tego, ze większość osób widziała tu piłkę na europejskim poziomie a teraz niektóre zagrania wywołują salwy śmiechu albo wkurwiena. Podsumowując problem z brakiem frekwencji na blaszoku rozwiązujcie w inny sposób niż przesiedlanie ludzi, którzy stoją na swoim miejscu po 30 lat, bo jak reszta starej ekipy przejdzie na główna to postawicie tam manekiny ?
Boss
18 sierpnia 2016 at 09:39
Cena tez robi swoje, drużyny z nowymi stadionami, i niektóre w ekstraklasie maja niższe ceny za bilety. A jednak kibic to poniekąd klient płaci wiec wymaga. Jeden poziomu piłkarskiego, inny dopingu, trzeci zada oprawy meczowej a czwarty kultury jak w operze… Najwiecej zapewne chciało by widzieć poziom sportowy a ze takiego nie ma to i nie ma tych klientów, i można sobie gadać ze to kibice sukcesu ale to właśnie takie pikniki robią frekwencje
Włodek
18 sierpnia 2016 at 09:56
niestety @stara ekipa ma racje nie wyobrazam sobie kaj indziej niz A -jesli nie A to co głowna ??? Dopóki nie bedzie wyników nie bedzie tez frekwencji a zamykanie sektora i przesiedlanie chopow nic nie da I HUJ …
Irishman
18 sierpnia 2016 at 10:39
Kurcze już nie krytykujmy wszystkiego naokoło! Z perspektywy Głównej, to akurat była bardzo mądra decyzja o ściśnięciu kibiców. Przecież przy wszelkich skrótach i relacjach tv, to właśnie Blaszok jest nasza kibicowską wizytówką, to on jest pokazywany przede wszystkim. A jeśli (póki co) piłkarze, trenerzy, prezesi, nie są w stanie wynikami zadbać o lepsza frekwencję, to niestety my musimy to zrobić taki właśnie akcjami.
Co do starszych kibiców to uważam, że nic się nie stanie jak się przesiądą na Główną, co sam już jakiś kawał czasu temu zrobiłem. Fakt, pozostaje tu kwestia ceny biletów. Po pierwsze (póki co) jakby tak odrzucić przywiązanie do klubu i wziąć pod uwagę tylko jakość widowiska, to cena jest wysoka, ale mamy wszyscy nadzieję, że to się zmieni – oczywiście nie cena tylko gra drużyny. Po drugie, można by się zastanowić nad obniżeniem cen biletów np. na sektor 1.
Myślę natomiast, że faktycznie pojawia się jakiś problem ze stosunkami między nami kibicami co można np. zauważyć na naszym forum, a co psuje atmosferę. Ale nie ma sensu wywlekać tego na zewnątrz, sami musimy to miedzy sobą rozwiązać, dla dobra GieKSy.
KORONER
18 sierpnia 2016 at 14:52
CHŁOPAKI ,NIE MA SIĘ CO CZAROWAĆ ,ALE TAKIEGO DOPINGU JAK KIEDYŚ TO JUŻ RACZEJ NIE BĘDZIE,I WCALE NIE TRZEBA BYŁO GNIAZDA,BĘBNÓW I KRZYKACZKI. DAWALIŚMY RADĘ BEZ TEGO I BYŁO PIĘKNIE. PERSONY Z GNIAZDA ZOSTAWIA BEZ KOMENTARZA (SZCZEGÓLNIE maluszka Z MYSŁOWIC)MOM JUZ TYLA LOT ŻE NIEKTÓRZY Z BLASZOKA MOGLIBY BYĆ MOIMI DZIEĆMI ALE WALIĆ TO. Z GŁÓWNEJ WYGLĄDO TO TROSZKA DZIADOWSKO. NA DERBACH JESZCZE DA SIĘ ZNIEŚĆ ALE POZA TYM TO CIENIUTKO. 20 LOT DARŁECH RYJA NA BLASZOKU I NIE ŻAŁUJA. NIECH ŻAŁUJĄ CI CO SIEDZĄ TAM TERAZ ,BO TAKIEJ PAKI JAK KIEDYŚ NIGDY NIE ZROBICIE SIEDZĄC WIECZNIE PODZIELENI.
Marek
18 sierpnia 2016 at 16:34
Żal na to wszystko patrzeć mamy prezesa analfabetę albo cynika, który robi wszystko aby frekwencja na meczach GieKSy była na poziomie trzy cyfrowej. Czy tak qrwa tak ciężko to zrozumieć, że jeśli dany produkt się nie sprzedaje od kilku lat dobrze, to trzeba zrobić agresywną kampanię cenową i reklamową. Można nawet zastanowić się czy nie warto otworzyć na jeden czy dwa mecze za free!!!! Zarząd ten nie szanuje za grosz kibiców kupujących karnety ma ich głęboko w dupie. Czy tak ciężko pokazać kibicom, że zarządowi na nich zależy, czy nie warto obecnym posiadaczom karnetów, których jest garstka automatycznie przedłużyć na wiosnę za free i dać mega zniżkę na kolejne lata ok 40 %. Wtedy Ci ludzie poczują, iż ten jebany zarząd ma do nich szacunek.
Druga sprawa to płatność tymi śmiesznymi kartami jakieś qrwa średniowiecze , ja mając kartę bankomatową nie mogę zapłacić za bilet, woszta czy piwo, bo jakiś mega inteligent wymyślił sobie taki sposób płacenia. Klub przez to traci a ludzie są wqrwieni. Na innych stadionach można wejść na mecz tylko z dowodem bez śmiesznej karty a tu nie , bo na huj kibicom ułatwiać u nas wszyscy walą drzwiami i oknami to trzeba dać kłody pod nogi. O kolejkach do kasy na mecz gdzie jest 3 tyś ludzi nie pisze bo to żenada!!!!
O zajściach w zeszłym sezonie na A podczas jednego z meczy żal pisać, bohater co najebał ludziom o głowie niższym od siebie dramat. Ciekawe czy ten baran jak trzeba też jest taki szybki aby ciułać się za swój klub z osobami trzy razy większymi od niego!!!
Kilka lat temu Junior potrafił porwać blaszok bez gniazda itp. teraz sorry ale mam wrażenie że stał się celebrytom na Bukowej i nie ma już tej pasji, ale niestety lepszego od niego na Bukowej nie ma
PS: czy ktoś pamięta jeszcze hasło precz z kartami precz z czipami!!!
antek1964
19 sierpnia 2016 at 10:18
Marek ma racje popieram go 100% Dodam jeszcze ostatnio jak smrody w kato chciały potańczyć to bojówka się pozamykała w lokalach ino swoich umią lać WSTYD
Irishman
19 sierpnia 2016 at 10:26
Proszę, skończcie wreszcie srać w swoje, kibicowskie gniazdo. @antek1964, jak czytam taki tekst, to zastanawiam się czy jesteś kibicem GieKS?
antek1964
19 sierpnia 2016 at 14:01
Zawsze cza mówić prawde nawet jak jest bolesna Tyle w temacie
stara ekipa
20 sierpnia 2016 at 05:04
Irishman, raczej Cie nie znam z blaszoka. kawa sie wylala i prosze nie sprzataj. chyba za tez chodzisz w spodenkach z laikry i asidakach z biala podeszwą
fufon
20 sierpnia 2016 at 12:25
jeszcze chwila i cały „blaszok” zmieści się na stanowisku dla niepełnosprawnych ! ! !
Irishman
20 sierpnia 2016 at 14:01
@stara ekipa, ja Cię też nie kojarzę i co w związku z tym? A jak Ci się kawa w doma na obrus wyleje, to też jej nie sprzątasz? No chyba, ze się czujesz na Bukowej ino gościem, abo „widzem”?
Ja tam wiem tylko tyle, że dziś to nie prezesi, trenerzy czy piłkarze są największa wartością naszej GieKSy ale kibice. Jak się damy skłócić albo co gorsza odwrócimy się od niej, to już jej nic nie uratuje. Ekipy zza miedzy (jednej, drugiej i trzeciej) i niczym innym tak nie marzą jak właśnie o tym. ALE NIE DOCZEKANIE ICH!!!
Mecza
20 sierpnia 2016 at 17:30
Wpływy z biletów są tak niskie że do 18 lat bilet powinien kosztować 1zł bez względu na trybunę. Koszty wyjazdu 1 zł dla każdego (resztę dofinansuje klub) 1ZŁ tylko po to aby była identyfikacja i każdy pofatygował się. Nie byłoby dużo mniej w kasie klubowej ale za to zbudowanie mega potencjału kibicowskiego na przyszłość. Jakie to mogą być koszty 500tys, 1 mln? Czy to nie jest koszt warty tego aby obniżyć o tyle wydatki na pierwszą drużynę?