Dołącz do nas

Siatkówka

Siatkarska krótka przesunięta – zaprzepaszczona szansa na zdobycie trzech punktów

Avatar photo

Opublikowany

dnia

STATYSTYKI MECZOWE GKS-u

Czas trwania spotkania – Mecz GKS-u z Politechniką trwał 125 minut, z czego I set 33 min. – II set 24 min. – III set 26 min. – IV set 27 min. – V set 15 min.
Punkty zdobyte z błędów przeciwnika – GKS 28

Ilość zdobytych punktów – GKS 83: Van Walle 25, Kapelus 16, Błoński 14, Kalembka 10, Krulicki 8, Falaschi 5, Butryn 4, Stelmach 1.
Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki – GKS 27: Błoński 7, Kapelus 5, Kalembka 5, Falaschi 4, Van Walle 4, Krulicki 1, Stelmach 1.
Bilans punktów zdobytych do straconych – GKS 47: Van Walle 19, Kapelus 8, Błoński 6, Kalembka 6, Falaschi 3, Krulicki 2, Butryn 2, Stelmach 1.

Ilość zagrywek – GKS 111: Kapelus 22, Van Walle 20, Krulicki 18, Kalembka 16, Falaschi 15, Błoński 15, Butryn 3, Pietraszko 2.
Ilość błędów na zagrywce – GKS 18: Krulicki 4, Błoński 4, Kalembka 3, Van Walle 3, Falaschi 2, Butryn 1, Kapelus 1.
Ilość asów serwisowych – GKS 5: Falaschi 1, Błoński 1, Kapelus 1, Kalembka 1, Van Walle 1.

Ilość przyjęć – GKS 86: Błoński 32, Kapelus 31, Mariański 21, Kalembka 1, Fijałek 1.
Ilość błędów w przyjęciu – GKS 4: Kapelus 2, Błoński 1, Kalembka 1.
Procent przyjęcia dokładnego (perfekcyjne oraz dobre) – GKS 31%: Mariański 52%, Błoński 28%, Kapelus 23%, Kalembka 0%, Fijałek 0%.
Procent przyjęcia perfekcyjnego – GKS 21%: Mariański 43%, Błoński 16%, Kapelus 13%, Kalembka 0%, Fijałek 0%.

Ilość ataków – GKS 123: Van Walle 43, Kapelus 38, Błoński 19, Krulicki 10, Kalembka 8, Butryn 3, Falaschi 1, Sobański 1.
Ilość błędów w ataku – GKS 5: Kapelus 2, Błoński 2, Van Walle 1.
Ilość ataków zablokowanych – GKS 9: Kapelus 3, Krulicki 2, Van Walle 2, Butryn 1, Błoński 1.
Ilość zdobytych punktów w ataku – GKS 67: Van Walle 24, Kapelus 15, Błoński 10, Krulicki 8, Kalembka 7, Butryn 2, Falaschi 1.
Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków – GKS 54%: Falaschi 100%, Kalembka 88%, Krulicki 80%, Butryn 67%, Van Walle 56%, Błoński 53%, Kapelus 39%, Sobański 0%.

Ilość bloków punktowych – GKS 11: Falaschi 3, Błoński 3, Butryn 2, Kalembka 2, Stelmach 1.

 

Nie udało się niestety przerwać passy trzech porażek z rzędu i GKS zainkasował zaledwie jeden punkt. Tym bardziej szkoda, że przeciwnik był absolutnie w naszym zasięgu, że GieKSa prowadziła w setach 2:1, pierwszego przegrywając na przewagi, że goście przyjechali bez swego najlepszego rozgrywającego, Pawła Zagumnego. Po pierwszej rundzie w PlusLidze mamy bilans 6 zwycięstw i 9 porażek, szkoda tej końcówki rundy, bo mogliśmy mieć spokojnie bilans dodatni 8 do 7 przegranych, ale na szczegółowe podsumowanie tej rundy przyjdzie czas w innym artykule. Wróćmy jeszcze na chwilę do meczu wczorajszego.

Pierwszy set bardzo wyrównany, gdzie prowadzenie zmieniało się kilkukrotnie. W środkowej części (17:14) czy w samej końcówce (21:19) już wydawało się, że sytuacja jest opanowana, niestety zbyt szybko i łatwo traciliśmy wypracowane przewagi. I tak set doszedł do nerwowej i długiej końcówki, gdzie umiejętnie wybroniliśmy aż cztery piłki setowe, potem nawet udało się wyjść na prowadzenie (28:27). Ostatnie akcje były popisem dobrego znajomego z SMS-u Spała Bartosza Kwolka, który doprowadził gości do wygranej. Zawiodła nas mimo wszystko skuteczność – 35% do 47% – a punktowo przegraliśmy w tym elemencie 13:18. W asach i blokach GKS troszkę lepszy od Politechniki – łącznie 6:3. Błędy własne na remis po 9. No i przyjęcie znów słabsze – dokładne na poziomie 20% do 42%, a perfekcyjne na poziomie 20% do 17%, W naszym zespole najwięcej punktów zdobył Van Walle bo 5, ale ogólnie punktował cały zespół dość równo. Natomiast my nie potrafiliśmy zatrzymać pierwszej strzelby warszawian Michała Filipa, który zdobył aż 13 punktów (53% skuteczności).

Druga partia pod pełną kontrolą GKS-u, wynik remisowy był zaledwie tylko cztery razy, bez prowadzenia gości. Skuteczność nasza w końcu na „normalnym” poziomie – 64% do 40% – a w punktach wyszło 14:10. Asów i bloków praktycznie nie było – łącznie 2:1. W końcu też przyzwoita liczba błędów własnych bo 5:9. Przyjęcie tak dobre, że aż trudno było poznać, że GKS-u – dokładne na poziomie 55% do 43%, a perfekcyjne na poziomie 36% do 24%, Atak rozłożył się równo na trzech siatkarzy, Van Walle, Błońskiego oraz Kapelusa po 4 punkty. W Politechnice zaciął się Filip – zaledwie 3 punkty (38% skuteczności) – co od razu przełożyło się na wynik.

Trzeci set podobny do poprzedniego, kontrola GKS- od początku, goście prowadzili tylko po pierwszej akcji, a potem był tylko dwa razy remis. Skuteczność? rewelacyjna, oby tak w każdym secie – 73% do 38% – punktowo 16:11. W asach i blokach też przewaga – łącznie 5:1. Błędy własne ciut gorsza statystyka bo 6:4, ale tu skuteczność własnych akcji była decydująca, gdzie wygraliśmy aż 21:12. Przyjęcie? standard, znów gorsze, ale jakoś nie przeszkodziło to w skutecznej grze – dokładne na poziomie 27% do 45%, a perfekcyjne na poziomie 20% do 35%, Ciężar zdobywania punktów wziął na siebie Belg Van Walle 7 oczek (aż 88% skuteczności), natomiast u gości przebudził się Filip notując 8 punktów, kończąc skutecznie połowę swoich ataków.

Czwarta partia wydawała się, że będzie ostatnią w meczu. Niestety, źle zaczęliśmy (2:4), potem dość szybko wyszliśmy na prowadzenie (8:6). Równie szybko tę przewagę GieKSa straciła, a następnie próbowała przez cały czas gonić wynik, ale bezskutecznie i goście w miarę kontrolując tę niewielką przewagę, dowieźli ją do samego końca. Skuteczność w ataku wyrównana, a nawet ciut lepsza – 50% do 52% – a punktowo zliczono 16:14. W asach i blokach straciliśmy te dwa oczka więcej – łącznie było 3:6. Błędów własnych było mało bo 5, ale goście mieli zaledwie 2, to daje kolejne trzy punkty do tyłu. Przyjęcie bez zmian – dokładne na poziomie 38% do 44%, a perfekcyjne na poziomie 21% do 44%, W ataku najlepiej prezentowali się Van Walle, Błoński oraz Kalembka, natomiast wśród gości Filipa wsparł mocno Kwolek i tego warszawianom zabrakło w poprzedniej partii.

Tie-break od początku bardzo wyrównany z akcjami punkt za punkt aż do stanu 7:6, to było nasze ostatnie prowadzenie w tym secie. I znów rozwalił nas Kwolek zdobywając w tym momencie trzy punkty z rzędu w tym dwa asy serwisowe. W dodatku przy drugim serwisie piłka przeszła po taśmie na naszą stronę i straciliśmy darmowy punkt na wynik 7:9. Potem próbujemy już tylko jakoś zniwelować tę stratę, m.in. nie wykorzystujemy jednej kontry, ale ewidentnie w samej końcówce zabrakło skuteczności własnych akcji i stąd też końcowa porażka. Skuteczność obie ekipy miały i tak bardzo wysoką – 80% do 85% – a w punktach 8:11. Zabrakło w GKS-ie asów i bloków, a goście mieli 2 asy. Błędy własne 2:4 czyli bardzo mało w GieKSie, ale to właśnie skutecznych własnych akcji zabrakło w samej końcówce seta. Przyjęcie znów różnica ogromna – dokładne na poziomie 27% do 70%, a perfekcyjne na poziomie 9% do 30%, Punkty dla GKS-u zdobywali tylko Van Walle i Kapelus łącznie 7 oczek i z tylko jedną pomyłką na 8 ataków! Zabrakło wsparcia środkowych bloku. W Politechnice punktowali wszyscy siatkarze, którzy byli na parkiecie.

Łącznie w całym meczu skuteczność w ataku GKS miał ciut lepszą – 54% do 48% – a w punktach 67:64. W asach serwisowych GieKSa lepsza 5:4, w blokach punktowych też 11:9. Błędy własne zliczono na poziomie 27 do 28 – GKS miał 18 zepsutych zagrywek, 5 błędów w ataku oraz 4 razy dotknięcie siatki. Przyjęcie znów słabsze od przeciwnika – dokładne na poziomie 31% do 46%, a perfekcyjne na poziomie 21% do 29%, GKS miał więcej zdobytych punktów po własnych akcjach 83:77, a razem wszystkich oczek też więcej na koncie 111:104. I mimo takich statystyk to goście z Warszawy okazali się zwycięzcami tego spotkania. Najlepszy mecz w barwach GieKSy rozegrał Belg Gert Van Walle, zdobywając 25 punktów, aczkolwiek rezerwy są jeszcze spore u niego, ponieważ na 43 ataki skończył „tylko” 24 co dało 56% skuteczności. Również Michał Błoński oraz Serhij Kapelus zdobyli sporo punktów (odpowiednio 14 oraz 16 oczek), ale również u nich skuteczność powinna być lepsza, szczególnie u Ukraińca (odpowiednio 53% oraz 39%). Środkowi zagrali solidne spotkanie, a na przyjęciu można pochwalić tylko libero Bartosza Mariańskiego – 52% dokładnego oraz 43% perfekcyjnego.

 

ŁĄCZNE STATYSTYKI MECZOWE GKS-u – po 15 meczach  (55 setów)

Czas trwania spotkań – Mecze GKS-u z trwały 1426 minut, z czego I set 399 min. – II set 401 min. – III set 405 min. – IV set 170 min. – V set 51 min.
Punkty zdobyte z błędów przeciwnika – GKS 357: zagrywka 226, atak 76, siatka + inne 55.
Punkty oddane przez błędy własne – GKS 375: zagrywka 239, atak 106, siatka 15, inne 15.

Ilość zdobytych punktów – GKS 859: Kapelus 187, Butryn 165, Van Walle 116, Kalembka 101, Sobański 97, Krulicki 87, Błoński 57, Falaschi 30, Pietraszko 15, Fijałek 2, Stelmach 2.
Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki – GKS 278: Butryn 57, Kapelus 48, Kalembka 38, Krulicki 30, Van Walle 30, Sobański 29, Błoński 26, Falaschi 12, Pietraszko 5, Stelmach 2, Fijałek 1.
Ilość punktów zdobytych po przyjęciu zagrywki – GKS 581: Kapelus 139, Butryn 108, Van Walle 86, Sobański 68, Kalembka 63, Krulicki 57, Błoński 31, Falaschi 18, Pietraszko 10, Fijałek 1.
Bilans punktów zdobytych do straconych – GKS 305: Kapelus 90, Butryn 78, Van Walle 63, Kalembka 36, Krulicki 35, Falaschi 17, Błoński 13, Pietraszko 3, Stelmach 1, Sobański -1, Fijałek -6, Stańczak -11, Mariański -13.

Ilość zagrywek – GKS 1219: Kapelus 197, Krulicki 183, Kalembka 180, Sobański 139, Falaschi 133, Van Walle 125,  Butryn 123, Błoński 80, Pietraszko 36, Fijałek 20, Stelmach 3.
Ilość błędów na zagrywce – GKS 239: Kalembka 43, Sobański 38, Butryn 34, Krulicki 32, Van Walle 21, Błoński 21, Kapelus 18, Falaschi 12, Pietraszko 11, Fijałek 8, Stelmach 1.
Ilość asów serwisowych – GKS 72: Butryn 14, Sobański 11, Kalembka 10, Kapelus 9, Błoński 8, Krulicki 7, Van Walle 7, Pietraszko 3, Falaschi 3.

Ilość przyjęć – GKS 1042: Sobański 326, Kapelus 316, Mariański 167, Błoński 126, Stańczak 90, Kalembka 5, Krulicki 4, Falaschi 4, Butryn 2, Pietraszko 1, Fijałek 1.
Ilość błędów w przyjęciu – GKS 78: Sobański 23, Kapelus 22, Mariański 13, Stańczak 11, Błoński 5, Krulicki 2, Falaschi 1, Kalembka 1.
Przyjęcie negatywne – GKS 260: Sobański 92, Kapelus 73, Mariański 34, Błoński 34, Stańczak 21, Falaschi 3, Krulicki 1, Kalembka 1, Butryn 1.
Przyjęcie perfekcyjne – GKS 182: Sobański 59, Kapelus 44, Mariański 43, Stańczak 22, Błoński 14.
Procent przyjęcia perfekcyjnego – GKS 17%: Mariański 26%, Stańczak 24%, Sobański 18%, Kapelus 14%, Błoński 11%.

Ilość ataków – GKS 1452: Kapelus 389, Butryn 267, Van Walle 221, Sobański 203, Kalembka 115, Krulicki 107, Błoński 102, Falaschi 28, Pietraszko 17, Stelmach 2, Fijałek 1.
Ilość błędów w ataku – GKS 106: Butryn 24, Kapelus 23, Kalembka 14, Van Walle 13, Sobański 12, Błoński 10, Krulicki 9, Pietraszko 1.
Ilość ataków zablokowanych – GKS 131: Kapelus 34, Butryn 29, Sobański 25, Van Walle 19, Krulicki 9, Błoński 8, Kalembka 7.
Ilość zdobytych punktów w ataku – GKS 655: Kapelus 163, Butryn 132, Van Walle 102, Sobański 72, Kalembka 64, Krulicki 55, Błoński 43, Falaschi 14, Pietraszko 9, Stelmach 1.
Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków – GKS 45%: Kalembka 56%, Pietraszko 53%, Krulicki 51%, Stelmach 50%, Falaschi 50%, Butryn 49%, Van Walle 46%, Kapelus 42%, Błoński 42%, Sobański 35%.

Ilość bloków punktowych – GKS 132: Kalembka 27, Krulicki 25, Butryn 19, Kapelus 15, Sobański 14, Falaschi 13, Van Walle 7, Błoński 6, Pietraszko 3, Fijałek 2, Stelmach 1.
Ilość błędów dotknięcia siatki – GKS 15: Sobański 4, Błoński 4, Kalembka 3, Krulicki 2, Falaschi 1, Van Walle 1.
MVP – GKS 6: Butryn 2, Kapelus 2, Błoński 1, Sobański 1.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna Wywiady

Jędrych: Stempel mocnej wiary

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po wygranym meczu z Termalicą porozmawialiśmy z kapitanem GieKSy Arkadiuszem Jędrychem, który podkreślił znaczenie procesu i stabilności w klubie dla osiągania sukcesów, a także docenił doping ponad 13 tysięcy fanów.

Wszystko w porządku po tych dwóch sytuacjach?
Arkadiusz Jędrych: Tak. Trochę mi gdzieś wygięło nogę, później dostałem w brzuch, ale na gorąco myślę, że tak. Wiadomo, adrenalina jeszcze musi opaść i wtedy zobaczymy. Na tę chwilę wszystko jest okej i mam nadzieję, że jutro i pojutrze także wszystko będzie dobrze.

Po takich szalonych spotkaniach chyba już możecie powiedzieć, że pojawiają się myśli o europejskich pucharach?
Wiadomo, mając na koncie 47 punktów, czemu mamy nie marzyć? Tak to na razie zostawię.

Eman Marković dzisiaj dwukrotnie przekroczył prędkość przy tych trafieniach.
Jesteśmy świadomi, że Eman w miarę upływu sezonu czuje się coraz lepiej. Zresztą chyba nie tylko my, ale wszyscy, którzy chodzą i oglądają te mecze widzą, że w Emanie drzemią naprawdę ogromne możliwości. Pokusiłbym się wręcz o to, że on jeszcze swoich maksymalnych umiejętności nie pokazał. Zostały nam trzy mecze i życzmy sobie, żeby tymi swoimi wartościami nas jeszcze pozytywnie zaskoczył.

Przyszedłeś do GieKSy w trudnym momencie, wtedy zaraz spadek i druga liga, a niedługo mogą być puchary. Dla ciebie to też długa droga?
Nie da się ukryć, że moja droga w GKS-ie była dosyć kręta. Na chwilę obecną powtarzam, że ja mam takie podejście do tego wszystkiego: to, co się teraz dzieje wokół GieKSy to stempel mocnej wiary w to wszystko, w ten proces w którym tkwimy. Mamy nadzieję, że ten proces dalej będzie się napędzał, rozwijał i wszyscy ludzie wokół GKS-u będą tak ukierunkowani na Klub, na pomaganie, tak jak widzieliśmy dzisiaj na trybunach. Nie idzie o tym nie wspomnieć, jak stanęliśmy sobie chwilę przed meczem, to te trybuny powodują ciarki na całym ciele. Dwunasty zawodnik miał wpływ na to, że wygraliśmy dziś tak okazale.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Wasielewski: Tutaj się odnalazłem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po wysokiej wygranej z Termalicą porozmawialiśmy z Marcinem Wasielewskim, reprezentującym w przeszłości barwy Termalici oraz z Mateuszem Kowalczykiem, wracającym na boisko po kontuzji.

Długo zastanawiałeś się nad przedłużeniem kontraktu?
Marcin Wasielewski: Zależy od punktu widzenia. Fajnie, że się po prostu dogadaliśmy i przedłużyłem kontrakt. Jest mi tutaj dobrze, świetnie się czuję. Fajnie, że będzie więcej o dwa lata.

Po twojej przygodzie z Termalicą dziennikarze mówili, że niekoniecznie się sprawdziłeś, a…
Nie lubię mówić o przeszłości. Są to pewne rzeczy, których wiele osób nie rozumie i nie wie. Tutaj się po prostu odnalazłem, dostałem większą szansę. Byłem w stanie pokazać na co mnie stać i myślę, że teraz nieźle to wygląda.

Teraz wiele osób ocenia cię jako najlepszego wahadłowego ligi.
Czy najlepszy? Znam swoją wartość, każdym meczem próbuję robić swoje i nie odpuszczać. Przede wszystkim nie mieć żadnych pretensji do siebie, robić wszystko, co w mojej mocy. Jeżeli to tak fajnie wygląda, to się cieszę. Mam nadzieję, że będę to powielał w każdym kolejnym występie.

Fassbender już pewnie widział tę piłkę w siatce, a ty wyskoczyłeś mu zza pleców i wybiłeś za linię końcową.
Taktyka jest na początku trudna do zrozumienia, ale po okresie wdrożenia to są już automatyzmy. Robi się to automatycznie, intuicyjnie, nie zastanawia się nad tym. Po prostu to wychodzi – jeśli gra się ciągle tym systemem, to jest znacznie łatwiej. Mnie on odpowiada, bo mogę pokazać w całej krasie moje umiejętności, w grze do przodu i z tyłu.

Wybiegasz już myślami w europejskie puchary?
Przede wszystkim następny mecz. Piast Gliwice – to jest najważniejsze. Żadne puchary i myślenie gdzieś w przód. Najważniejszy jest zawsze następny rywal.


Pierwsza bramka w tym sezonie, od razu po powrocie po kontuzji.

Mateusz Kowalczyk: Dokładnie. Nie ukrywam, że siedziało mi gdzieś w głowie to, że nie strzeliłem, ale w końcu się udało. Wygraliśmy wysoko, chociaż wydaje mi się, że mecz nie porywał piłkarsko zarówno w moim wykonaniu, jak i drużyny. Cieszę się, że ta bramka przyszła, lekka ulga.

Jaki był plan na ten mecz?

Chcieliśmy zagrać swoje i strzelić jak najszybciej bramkę i cieszy, że to się udało w pierwszej połowie. Termalica naprawdę wyglądała dobrze piłkarsko, ale mieliśmy gdzieś łatwość z dochodzeniem do sytuacji, to był klucz.

Jaki był przekaz w szatni po tym, jak straciliście bramkę, która mogła dać wiatru w żagle rywalowi?

To nie było potrzebne. W szatni sobie powiedzieliśmy, że musimy zacząć lepiej grać w piłkę i więcej się przy niej utrzymywać, bo w pierwszej połowie za szybko się jej pozbywaliśmy, to nie było potrzebne.

Długo byłeś poza grą, jak czułeś się dziś na boisku?

Pogoda nie pomagała. W 60-70. minucie odczuwałem ten mecz, ale miałem dużo ćwiczeń dodatkowych, biegania. Też trenuję z drużyną ostatnie 1,5 tygodnia, fizycznie jest coraz lepiej. Te ostatnie trzy mecze będą jeszcze lepsze fizycznie.

Od początku był taki plan, że grasz te 60-70 minut?

Nie mam pojęcia *śmiech*. Trenera trzeba spytać.

Jesteśmy na trzecim miejscu, chyba możemy o tym mówić głośno, że w tym momencie, na tym etapie sezonu, europejskie puchary to jest cel GKS-u Katowice.

Patrzymy w górę. Teraz wygraliśmy ważne mecz z Termalicą, za tydzień jedziemy na Piasta. Ta liga jest taka, że nie można nic zlekceważyć. Jedna porażka może cię zepchnąć w dół, a jedna wygrana wywindować do góry. Musimy być skupieni na kolejnym zadaniu.

Dzisiaj fantastyczna atmosfera na Arenie Katowice, czuliście to na boisku?

Super było. Mimo tego, że gramy o 12 w niedzielę, to kibice dali radę. To niesie się, doping po każdym wślizgu czy udanym zagraniu pomaga zawodnikowi na boisku.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Marsz ku marzeniom

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

No to nam się ułożyła tabela. Po niedzielnych spotkaniach GieKSa znajduje się na podium. Niepojęte. Wiadomo, że Raków nie rozegrał swojego meczu z Jagiellonią, jednak gdyby pojedynek ten się odbył, to w przypadku zwycięstwa jednej z drużyn Katowiczanie znaleźliby się na czwartym miejscu, a gdyby był remis – na piątym. Zaległości zostaną odrobione 13 maja i będziemy je śledzić z zapartym tchem. Wcześniej natomiast odbędzie się jeszcze cała kolejka ligowa.

Niezależnie jednak od starcia Raków – Jagiellonia, GKS na trzy kolejki przed końcem znalazł się na miejscu premiowanym grą w rozgrywkach europejskich. Wysoka porażka Wisły Płock oraz remis Zagłębia Lubin spowodował, że Wisłę przeskoczyliśmy, a od Lubinian odskoczyliśmy. Ostatecznie ta kolejka jest na wielki plus. I jeszcze ten Widzew przegrał. Nieważne.

Wyświechtany już jest ten termin „logika ekstraklasy”, ale trudno go nie używać, bo ma on swój wielki sens w tym sezonie. Czyli to, że gdy wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że w danym meczu jakaś drużyna wygra, to wygrywa drużyna przeciwna. Niektórzy snuli teorię, że i tak może być w pojedynku z Termaliką. Tym razem jednak GieKSa tej „logice” zaprzeczyła. Będąc zdecydowanym faworytem i grając o swoją wysoką stawkę nasz zespół rozbił i dobił rywala zmierzającego prostym traktem do pierwszej ligi. Sensacji czy niespodzianki nie było. Wygrała drużyna z większym potencjałem i w końcu nie musieliśmy do ostatnich sekund drżeć o wynik, co w ostatnich czasach zdarzało nam się bardzo często.

Ale wcale nie musiało być tak różowo. Termalica postawiła wszystko na jedną kartę i na początku meczu przyatakowała znacznie. Nasz zespół trochę się w tej pierwszej fazie pogubił i raz po raz w polu karnym Dawida Kudły było jakieś zamieszanie. Goście wykonywali sporo rzutów rożnych. Raz po interwencji Lukasa Klemenza było blisko bramki samobójczej, a piłka spadła na poprzeczkę. Bardzo czujny był Dawid Kudła, który nie popełnił błędu Bartłomieja Drągowskiego i jakoś tę piłkę poza boisko wybił. Wyglądało na to, że czeka nas ciężkie – wbrew papierowi – spotkanie.

GieKSa jednak po raz kolejny pokazała, że w piłce liczą się konkrety. Piłkarze Marcina Brosza bowiem robili to zamieszanie, ale niedługo potem w ciągu kilku minut GKS zdobył dwie bramki, dał sobie bardzo duży komfort i zwiększył prawdopodobieństwo zwycięstwa. Wrócił Mateusz Kowalczyk do składu i zabawił się w szczypiornistę czy tam koszykarza i wrzucił se piłkę do bramki. A że musnął ją po drodze Kasperkiewicz to już tylko drobny szczegół, ale konieczny, by bramka z autu mogła zostać uznana. Od razu przypomniała mi się taka sytuacja kiedyś z derbów Birmingham, kiedy zawodnik drużyny broniącej wyrzucał z autu do swojego bramkarza (chyba fińskiego), ten chciał przyjąć, ale piłka przeturlała mu się po stopie i to był jeszcze bardziej kuriozalny gol – ale tego typu. Tak więc Kowal już na wstępie zaliczył efekt ze swojego powrotu. I mieliśmy do czynienia z dość zabawną sytuacją, kiedy fetowane i skandowane jest nazwisko nie strzelca bramki, a człowieka, który wyrzucał aut.

Czy Ilja strzelił drugiego gola? Miałem pewne wątpliwości w trakcie meczu, sądziłem, że potrzeba by grona fizyków, którzy skomplikowanymi obliczeniami dowiedliby, że piłka uderzona pod tym kątem, trafiająca w słupek, odbije się tak, że wpadnie do bramki. Na spokojnie jednak patrząc na tę sytuację, na chłopski rozum, wydaje się, że wpadłaby. Bezpośrednio lub właśnie po odbiciu od słupka. Drugiego samobója więc nie było, a Ilja mógł się cieszyć ze swojej bramki. Dodajmy, że jego pierwszy strzał głową przy tym rzucie rożnym też był bardzo dobry i dał szansę na dobitkę.

Trzeci gol to już był majstersztyk naszego zespołu. Jak w meczu z Motorem nasza drużyna robiła atak z siedmioma czy ośmioma uczestniczącymi zawodnikami, to teraz poszło bardzo prosto – Wasyl, Nowak, Szkurin, Marković. Przy czym dwóch naszych zawodników (Milewski, Wasielewski) było w tej akcji znokautowanych, ale to nie przeszkodziło Bartkowi wypuścić Ilję, a Białorusinowi kapitalnie wyłożyć piłkę do Emana. Sprint, jaki w tej sytuacji wykonał Norweg to też było coś niesamowitego. A od strzału Jimeneza do gola minęło 14 sekund. Nie wiem, czy tory kolejowe w Polsce są gotowe na tak szybkie pociągi. Alan Czerwiński z dawnych czasów w GieKSie – kiedy to sam miał swoje „tory kolejowe” i po nich pędził – ma godnych następców. Choć nie powiem – i Alan czasem jak za starych dziejów potrafi się rozpędzić, ale to rzadko, bo z wiekiem postawił na inne atuty.

I brawa dla sędziego Malca za puszczenie tej akcji.

GieKSa miała świetny wynik i naprawdę niepotrzebnie straciła tę bramkę po koniec pierwszej połowy. Z drugiej strony bardzo dobrze w tej sytuacji zachował się Zapolnik i po prostu wymanewrował Arkadiusza Jędrycha. Tak to się zdarza w sporcie.

Nie wiem czy jestem jakimś wrodzonym pesymistą (nie sądzę) czy opieram się na doświadczeniu, ale w związku z tą straconą bramką byłem niezadowolony w przerwie. Oczami wyobraźni już widziałem powtórkę z Motoru, kiedy rywal zaraz po przerwie znów trafia do siatki i robi się kwas. A przecież po trafieniu Zapolnika Fassbender miał zaraz znakomitą sytuację. Za dużo GieKSa w ostatnim czasie tych prowadzeń traciła, żebym był spokojny. Dlatego niezbędna dla mnie była czwarta bramka.

Ta na szczęście w miarę szybko padła, a swój swoisty dublet ustrzelił Kowal. Żarty żartami, zastanawialiśmy się w pierwszej połowie, kiedy ostatnio zawodnik strzelił bramkę. No i w końcu zaliczył swoje premierowe trafienie w tym sezonie, a wynik stał się spokojniejszy. Fantastycznie wypuścił Mateusza Eman, do swojego gola dokładając asystę. Swoje przy tej akcji zrobił oczywiście Szkurin. No a odbiór początkujący tę akcję zaliczył… Kowal.

No a potem mieliśmy kolejny popis Norwega, który indywidualnie popędził, nawinął obrońcę, minął bramkarza i strzelił do pustej bramki.

Różne te wszystkie gole były i świadczące o wszechstronności. GieKSa parła do przodu tak jak nas ostatnio przyzwyczaiła. I strzelała bramkę za bramką.

I najlepsze jest to, że nie był to jakiś wybitny mecz naszej drużyny. Mogło to wyglądać trochę lepiej, bez tej nerwówki na początku czy po golu na 1:3. Ale drugiej strony – efektywność ofensywna w tym meczu to był kunszt. Widziałem kilka lepszych meczów – choćby z Lechią Gdańsk u siebie, gdzie druga połowa ocierała się o perfekcję. Ale jeśli GieKSa gra mecz dobry, a nie wyśmienity, a mimo to gromi przeciwnika, to wiedz, że jest dobrze. Że są jeszcze rezerwy, a i tak jest świetnie. Fajnie, że Mateusz Kowalczyk w pomeczowym wywiadzie też podszedł z pewnym krytycyzmem do postawy drużyny, a jego słowa zabrzmiały na bardzo merytoryczne i stonowane.

Niesamowita jest ta nasza Nowa Bukowa. Bilans GKS Katowice u siebie od otwarcia stadionu to 15-4-5, bramki: 47-30.

Ostatnie 10 meczów to ligowy bilans 7-1-0 plus dwa awanse w Pucharze Polski.

Niepojęte. Twierdza od samego startu.

Z kronikarskiego obowiązku dodam też, że Termalica była jakąś totalną zmorą GieKSy u siebie, choć wszystkie poprzednie mecze odbyły się jeszcze na starej Bukowej. Na dziewięć takich prób, naszemu zespołowi ani razu nie udało się wygrać. Pamiętam debiut trenera Rafała Góraka za pierwszej kadencji – to właśnie piłkarze z Niecieczy pokonali nas w Katowicach po pięknym golu Pawlusińskiego. Niedawno GKS był bliski wygranej, ale grając z przewagą jednego zawodnika przez cały mecz dał sobie wbić trzy gole, w tym na 3:3 w czasie doliczonym. Była porażka po dogrywce w Pucharze Polski. Innym razem rywale również w doliczonym czasie strzelili zwycięskiego gola.

W końcu przeciwnik ten został odczarowany. Ale dziewięć meczów na Bukowej, w których ani razu nie przegrali to swoisty rekord.

Po tym meczu nasz zespół wskoczył na podium. Można się powoli bawić w analizy terminarza. Na ten moment mamy dwa punkty przewagi nad Zagłębiem Lubin i Wisłą Płock oraz lepsze mecze bezpośrednie z oboma tymi ekipami. To mówi, że w przypadku naszej jednej wygranej w trzech ostatnich kolejkach, rywale ci musieliby wygrać dwa swoje mecze.

Zagłębie gra z Górnikiem na wyjeździe, Pogonią u siebie i Jagiellonią na wyjeździe. Wisła z Motorem i Górnikiem u siebie oraz Lechem na wyjeździe. W każdym z tych przypadków dwie wygrane byłyby dużym wyczynem. I choć nie są to scenariusze niemożliwe (zwłaszcza w przypadku Wisły), to zadanie to będzie dla tych ekip piekielnie trudne.

Nie wspominam na razie (wspomniałem na wstępie) o Rakowie i Jagiellonii, bo nikt nie powiedział, że i z tymi zespołami nie możemy rywalizować o miejsce na podium. Tym bardziej, że z Jagą zagramy mecz bezpośredni.

Ale tak jak powiedziałem – swoje punkty trzeba zrobić. A i nasz terminarz do łatwego nie należy. Piast pod wodzą trenera Myśliwca znów zaczął grać bardzo dobrą i skuteczną piłkę. Starcie w Gliwicach będzie niebywale trudne. Staną na siebie dość podobne dwie drużyny i znów będziemy mieli piłkarską wojnę. Później przyjdzie czas na ekipę Adriana Siemieńca, która zawodzi w ostatnim czasie, ale nadal jest to przecież świetna drużyna. I na koniec zawsze mocna u siebie Pogoń.

Rywale więc w tej kolejce nam pomogli, a my to wykorzystaliśmy kapitalnie. Zawsze najlepiej zacząć od siebie i swój mecz wygrać. A co się wydarzy na innych boiskach jest równie ważne – ale lepiej to obserwować mając już spokojną głowę i swoje zadanie wykonane najlepiej jak się potrafi.

A Termalica? To była piękna przygoda. Ktoś musi w lidze zająć ostatnie miejsce, ale grunt, żeby zrobić to z honorem. To nie jest drużyna bardzo słaba. Byle kto nie wygrywa w Białymstoku, Warszawie i Zabrzu. Za dużo jednak potracili punktów w innych meczach. Pewnie Słonie znów gdzieś za dwa lata awansują. Folklor więc spada z tej ligi – pytanie co będzie w zamian. A może Puszcza, która pod wodzą legendarnego Tomasza Tułacza uchwyciła świetną serię i zaczyna się dobijać do baraży?

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga