Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka Stadion Szachy
Tygodniowy przegląd mediów: Rozpoczęło się układanie murawy
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki, hokeja i szachów GieKSy. Prezentujemy najciekawsze z nich.
Piłkarki przegrały w ramach 1/32 finału Pucharu Polski z Czarnymi Sosnowiec 1:2 i odpadły z dalszych rozgrywek. Ze względu na przerwę reprezentacyjną kolejne spotkanie ligowe zostanie rozegrane 2 listopada o 13:00 na Bukowej z Rekordem Bielsko-Biała. W swoim ostatnim spotkaniu ligowym piłkarze zremisowali ze Śląskiem Wrocław 0:0. Prasówkę po tym spotkaniu można przeczytać TUTAJ. Kolejne spotkanie zespół rozegra w niedzielę 27 października o 20:15 z Legią w Warszawie.
Siatkarze w zeszłym tygodniu rozegrali jedno spotkanie, w którym doznali kolejnej porażki, tym razem z LUKiem Lublin 0:3. Następny mecz zespół rozegra na wyjeździe 27 października od 20:30 z Norwid Częstochowa.
W ubiegłym tygodniu hokeiści rozegrali trzy spotkania, niestety wszystkie przegrane. We wtorek 15 października nasza drużyna przegrała z GKS-em Tychy 2:5. W kolejnym meczu zespół przegrał z JKH GKS Jastrzębie 1:3. W ostatnią niedzielę czarę goryczy dopełniła niespodziewana porażka z Energą Toruń 1:2. W rozpoczętym tygodniu drużyna rozegra trzy spotkania: pierwsze z nich domowe już dzisiaj z STS-em Sanok. Następnie w piątek 25 października z Cracovią, również w Satelicie. W ostatnim meczu w bieżącym tygodniu zespół zmierzy się w Nowym Targu z Podhalem. Dwa pierwsze mecze rozpoczną się o godzinie 18:30, ostatnie o 18:00.
Drużyna szachistów zdobyła brązowy medal Drużynowych Mistrzostw Polski 2024.
PIŁKA NOŻNA
kobiecyfutbol.pl – Orlen Puchar Polski: wysokie rezultaty w Białymstoku i Krakowie
[…] W hitowym meczu Czarni Sosnowiec pokonali GKS Katowice 2:1. Do przerwy to wicemistrzynie Polski prowadziły 1:0 i miały rzut karny, który obroniła specjalistka od tego elementu gry, Martyna Małysa. Ostatecznie to drużyna z Sosnowca przechylila szalę zwycięstwa na swoją korzyść za sprawą dubletu Karliny Miksone.
sportowefakty.wp.pl – Przedwczesny finał już w I rundzie Orlen Pucharu Polski. Obrońca trofeum już za burtą
Za nami 30 z 32 meczów 1/32 finału Orlen Pucharu Polski w piłce nożnej kobiet. Już pierwsza runda przyniosła hitowe starcie Czarnych Antrans Sosnowiec z GKS-em Katowice. Broniący trofeum zespół trener Karoliny Koch przegrał 1:2 i odpadł.
Co ciekawe, to GieKSa objęła prowadzenie, i to już w piątej minucie dzięki trafieniu Marleny Hajduk. W 19. minucie rzutu karnego ta sama piłkarka mogła je podwyższyć, lecz nie wykorzystała rzutu karnego. Trzy minuty po przerwie wyrównała Karlina Miksone, a po kolejnych sześciu łotewska napastniczka zdobyła zwycięską bramkę dla zespołu z Zagłębia Dąbrowskiego. Sosnowiczanki wyeliminowały tym samym zespół, który w maju sięgnął po krajowe trofeum.
wkatowicach.eu – Na Stadionie Miejskim w Katowicach rozpoczęło się układanie murawy. Do końca budowy zostało kilkanaście dni
Budowa nowego stadionu i hali sportowej w Katowicach dobiega końca. Obiekt na Załęskiej Hałdzie jest już prawie gotowy. We wtorek, 15 października, zainaugurowano proces układania murawy na boisku. Wykonawca robót ma czas do końca października, a już od przyszłego miesiąca rozpoczną się procedury odbiorowe.
Wtorek, 15 października 2024 roku, zapisze się w historii nowego kompleksu sportowego w Katowicach. W tym właśnie dniu rozpoczęto układanie murawy na boisku piłkarskim stadionu. To oznacza, że prace są na bardzo zaawansowanym etapie, a budowa dobiega końca.
To wielka radość, że mogłem rozwinąć pierwszą rolkę trawy na tym obiekcie. To będzie nowy dom dla GKS-u Katowice. Zagrają tu piłkarze, którzy niedawno awansowali do Ekstraklasy i piłkarki kobiecej sekcji, jeśli zechcą się tu przenieść ze Stadionu Miejskiego przy ul. Bukowej. Od wiosny będziemy mogli tu kibicować naszym drużynom – mówi prezydent Katowic, Marcin Krupa
Obecnie trwają intensywne prace związane z wykańczaniem stadionu miejskiego. Pod koniec października budowa ma zostać zakończona i rozpoczną się odbiory. Przez najbliższe dni układana będzie murawa na płycie głównej stadionu miejskiego. Murawa pochodzi z najlepszej obecnie dostępnej plantacji. Ten sam rodzaj trawy układany jest na dwóch boiskach treningowych. To gwarancja tego, że także przygotowania do meczów będą odbywały się w bardzo dobrych warunkach, na podłożu najlepszym dla zawodników – dodaje prezydent Katowic.
Kompleks sportowy w rejonie ulic Bocheńskiego i Upadowej w Katowicach zaczęto budować ponad 3 lata temu. W tym czasie okolica zmieniła się nie do poznania. Wyrósł tu stadion sportowy z trybunami mieszczącymi nawet 15 tys. kibiców oraz hala sportowa z trybunami na blisko 3 tys. miejsc.
Wszystko jest już prawie gotowe. Wykonawca zapewnia, że na 2 tygodnie przed wyznaczonym terminem stopień zaawansowania prac to 97-99%. 31 października wykonawca, czyli firma NDI przekaże teren inwestorowi, którym jest spółka Katowickie Inwestycje. Wówczas rozpoczną się odbiory techniczne. Te potrwają do początku 2025 roku. Później będzie jeszcze czas na ostatnie poprawki, dostosowanie stadionu do wymogów rozgrywek na poziomie Ekstraklasy i będzie można usłyszeć na stadionie pierwszy gwizdek.
Wszystkie terminy są dotrzymywane. Koszty są zgodne z założonymi. Na ten moment nie mamy zastrzeżeń do wykonawcy. Jest jeszcze sporo prac wykończeniowych do wykonania, ale 31 października wykonawca musi zgłosić obiekt do procedur odbiorowych, bo inaczej narazi się na kary. Potem około 2-3 miesiące potrwają odbiory – mówi nam prezes Katowickich Inwestycji S.A., Andrzej Hołda.
Jak zawsze końcówka jest najtrudniejsza. Najwięcej się dzieje właśnie na samym końcu realizowania inwestycji, bo wszyscy chcemy do końca wykonać wszystkie prace. Musimy szczególnie dbać o bezpieczeństwo wszystkich pracowników, których jest tu teraz bardzo wielu, bo średnio codziennie pracuje tu od 300 do 350 osób. Termin realizacji nie jest zagrożony – zapewnia w rozmowie z naszym dziennikarzem dyrektor Oddziału Południe NDI S.A, Wojciech Pałczyński
Realizowane są także roboty wykończeniowe, jak malowanie, meblowanie, wprowadzanie oznaczeń na trybunach czy rozruch systemów obsługujących obiekt. W trakcie jest również ustawianie opraw oświetleniowych. System składa się z 500 reflektorów led dynamicznie zarządzanych dla całego obiektu. Co ciekawe, umożliwia on dostosowywanie ich pracy do rytmu muzyki płynącej z nagłośnienia stadionu, które w ostatnich dniach było poddawane testom – dodaje Jarosław Łuczyński, dyrektor działu inwestycji kubaturowych, Katowickie Inwestycje S.A., która w imieniu miasta pełni nadzór nad budową.
Rozpoczęte 15 października układanie murawy ma potrwać najwyżej kilka dni. Warunki atmosferyczne nie będą stanowiły przeszkody dla tej operacji, bo nowy stadion jest wyposażony w system nawadniania i ogrzewania płyty boiska.
Na boiskach treningowych już jest, a na boisku głównym właśnie rozpoczęło się układanie murawy. Zanim została dostarczona do Katowic, musiała zostać starannie przygotowana przez producenta, co polegało między innymi na bardzo skrupulatnym procesie pielęgnacji i odpowiednim nawożeniu. Naturalna murawa spełnia wszystkie standardy dla boisk w Europie do gry na najwyższych poziomach rozgrywkowych i jest zgodna z bardzo wymagającą normą DIN 18035-4. Gotowa do gry jest już po 24 godzinach od zakończenia montażu, a w utrzymaniu odpowiednich warunków będą pomagać systemy podgrzewania, odwodnienia i nawodnienia.
Wokół obiektu powstały parkingi i infrastruktura techniczna. Pojawiły się tu także boiska treningowe. Wkrótce zmieni się także adres inwestycji – nowa droga przy stadionie ma się nazywać ul. Nowa Bukowa. Projekt uchwały już trafił do katowickiej Rady Miasta i niewykluczone, że będzie procedowany podczas najbliższej sesji.
W tym przypadku to nie tylko przebudowa i budowa sieci uzbrojenia podziemnego, takich jak kanalizacja deszczowa, sieć wodociągowa, sieci elektroenergetyczne, teletechniczne, ale także wykonanie niezbędnych elementów towarzyszących, takich jak budowa chodników i dróg rowerowych, oświetlenia ulicznego, przebudowy sygnalizacji świetlnej jak i elementów oznakowania – tłumaczy Agnieszka Dutkiewicz, dyrektor ds. budowy infrastruktury technicznej w spółce Katowickie Inwestycje S.A.
Pierwszy etap, czyli układ drogowy w bezpośrednim otoczeniu stadionu, będzie udostępniony do użytku z początkiem 2025 roku. Z kolei roboty budowlane przy układzie drogowym wokół Bocheńskiego mają zostać zakończone w maju 2025.
SIATKÓWKA
siatka.org – Lublinianie się nie zatrzymują, GieKSa bez szans
Niesamowicie trudne zadanie czekało w sobotni wieczór siatkarzy GKS-u Katowice. Ich rywalem była niepokonana jak dotąd BOGDANKA LUK Lublin. Nie było żadnej niespodzianki. Podopieczni trenera Bottiego od początku narzucili rywalom swój styl gry i do samego końca kontrolowali boiskowe wydarzenia. Katowiczanie tylko momentami potrafili podjąć walkę. MVP meczu został Wilfredo Leon.
Po atakach ze skrzydeł i bloku na Kewinie Sasaku GieKSa miała dwa oczka zaliczki (3:1). Mimo wyrównania przez gości, w dalszym ciągu pracował katowicki blok, o czym przekonał się Bennie Tuinstra (7:5). Zespół z Lubelszczyzny dał jednak wyraźny znak, a po dwóch blokach i dwóch asach Fynniana McCarthyego zaczął układać spotkanie pod siebie (12:8). Nie był bierny wobec boiskowych zdarzeń Łukasz Usowicz. Gospodarze zaczęli grać blokiem, po dwóch atakach środkowego GKS złapał kontakt (14:13). Nie miał jednak sposobu na grających dobrze i wszechstronnie każdym elementem lublinian, skuteczny na lewej flance był Tuinstra (19:15). Serwisem ponownie zapunktował reprezentant Kanady (21:17). Trudności w ofensywie miał jednak Sasak, ekipa ze Śląska ponownie się zbliżyła (22:21), po asie Bartosza Gomułki był remis (22:22). W końcówce nie zawiódł Wilfredo Leon, który dołożył zagrywkę (25:23).
Na starcie drugiej części goście zawiązywali grę blokiem, po błędach przeciwnika wygrywali 6:3. Wystarczyły dwa autowe ataki Sasaka, by tablica wyników wskazała na remis po 6. Przez moment oscylował wokół remisu. Trudności w ataku mieli gospodarze, po ataku i asie Leona było 13:10. Najjaśniejszym elementem GKS-u był Jewgienij Kisliuk, ale było to niewystarczające w obliczu polsko-kubańskiego przyjmującego, który brylował w ofensywie. Lublinianie nadal wywierali presję serwisem (19:13). Katowiczanie głównie za sprawą gry ukraińskiego przyjmującego zbliżyli się na dwa oczka, ale po błędach własnych wynik szybko im uciekł. Po kontrze Mateusza Malinowskiego LUK był o krok od zamknięcia meczu (25:20).
Trzema oczkami prowadzili na początku trzeciej odsłony goście (3:0, 7:4). Dwa asy Tuinstry z rzędu zwiększyły zaliczkę lublinian do czterech punktów (11:7). Na środku pracował Aleks Grozdanow. LUK wywierał presję serwisem (16:10, 18:11). Problemy z przyjęciem mieli katowiczanie (21:12). W samej końcówce Massimo Botti desygnował do gry zmienników. Niezmiennie dominowali przyjezdni. Dzieło zniszczenia na prawej flance zakończył Malinowski (25:16).
GKS Katowice – BOGDANKA LUK Lublin 0:3 (23:25, 20:25, 16:25)
Morale w GKS spadły? Środkowy: Jeszcze nie spadliśmy
GKS Katowice odnotował siódmą porażkę w PlusLidze. Katowiczanie zdobyli dotychczas trzy punkty i zajmują przedostatnie miejsce w lidze. – Nie ma co zwieszać głów. Trzeba walczyć. Jeszcze nie spadliśmy z tej ligi. Mamy prawo, mamy możliwość się utrzymać – mówił Strefie Siatkówki Łukasz Usowicz po spotkaniu z BOGDANKĄ LUK Lublin.
Karolina Wólczyńska (Strefa Siatkówki): Kolejna porażka 0:3 na waszym koncie. Wiedzieliście, że jedyna niepokonana drużyna PlusLigi przyjeżdża, ale chcieliście walczyć o punkty. Chyba ich brak boli najbardziej?
Łukasz Usowicz: – Wiedzieliśmy, że to będzie bardzo ciężki mecz. Niestety nie mieliśmy punktu zaczepienia w żadnym elemencie. Rywale zdominowali nas zagrywką i przyjęciem. Mogli grać cokolwiek chcieli ze swojego przyjęcia. My ponownie krwawiliśmy przez ich bardzo dobrą, mocną zagrywkę. Nie ma co ukrywać.
W tym pierwszym secie było sporo szans, bo set zakończył się 23:25. Czego zabrakło, żeby tę partię wygrać?
– Nie wiem, ciężko powiedzieć. Tak jak mówię, z naszej strony był to mecz wielu zepsutych zagrywek, a z ich strony wielu asów, piłek mocnych, z których musieliśmy grać high balle albo piłki bezpośrednio przechodzące na ich stronę, z których nie mogliśmy nic zrobić. Myślę, że w pierwszym secie właśnie to zdecydowało.
Jak się trzymacie emocjonalnie po tylu porażkach w tym sezonie?
– Na chwilę obecną jest jeszcze dobrze, szczerze mówiąc. Nie ma co zwieszać głów. Trzeba walczyć. Jeszcze nie spadliśmy z PlusLigi. Mamy prawo, mamy możliwość się utrzymać. Musimy tylko zacząć punktować w ważnych meczach z rywalami, którzy są w naszym zasięgu. I myślę, że to wyjdzie na wielki plus.
W najbliższym czasie gracie z Norwidem Częstochowa, Indykpolem AZS Olsztyn, Stilonem Gorzów i Treflem Gdańsk, więc chyba ta drabinka teraz układa się dla was korzystniej?
– Tak jest. Wszystkie zespoły z topu już minęliśmy. Teraz mamy rywali, z którymi już musimy urywać punkty i zdobywać je. Mam nadzieję, że będą to tylko wygrane mecze i walczymy dalej.
Co jest waszym największym plusem?
– Na pewno gra na side-oucie. Jak już przyjmiemy piłkę w trzech metrach, wtedy nasz rozgrywający ma komfort i może sobie wybierać każdą opcję możliwą – wrzucić na środek, bo jest naprawdę w tym perfekcyjny, czy zagrać szybko na skrzydło. Wtedy naprawdę jesteśmy groźni.
HOKEJ
hokej.net – Tyszanie znów na piątkę! Rzadko spotykany gol techniczny. Dupuy zniesiony na noszach
Ósme zwycięstwo z rzędu odnieśli hokeiści GKS-u Tychy. Podopieczni Pekki Tirkkonena w najciekawiej zapowiadającym się meczu 13. kolejki TAURON Hokej Ligi pewnie pokonali GKS Katowice 5:2 i jeszcze wygodniej rozsiedli się w fotelu lidera.
Tyszanie okazali się dziś zespołem dojrzalszym. Grali dokładniej, szybciej i byli skuteczniejsi. Najlepiej świadczy o tym fakt, że po raz trzeci w tym sezonie strzelili katowiczanom pięć goli. Swoje zrobił też Tomáš Fučík, który pewnie strzegł swojego posterunku.
Z dobrej strony zaprezentował się też Wiktor Turkin, który do asysty dołożył też dwie bramki. Co ciekawe jego drugie trafienie było golem technicznym. Białoruski środkowy mając przed sobą pustą bramkę nie zdołał oddać strzału, bo został sfaulowany przez powracającego Santeriego Koponena. Sędziowie długo się nie zastanawiali i pewnym ruchem wskazali na bramkę. To zdarzenie miało miejsce na39 sekund przed końcem regulaminowego czasu gry.
Warto wspomnieć, że spotkania nie dokończył Jean Dupuy, który pod bandą boleśnie zderzył się z Bartoszem Ciurą. Kanadyjski napastnik został zniesiony z lodu na noszach i odwieziony na badania do szpitala.
Gospodarze więcej powodów do radości mieli już po pierwszej odsłonie, bo od 4. minuty prowadzili 1:0. Worek z bramkami rozwiązał Mateusz Gościński, który w sytuacji sam na sam wymanewrował Johna Murraya. Warto dodać, że brązowi medaliści poprzedniego sezonu grali wówczas w… liczebnym osłabieniu.
Katowiczanie tylko w pierwszej części gry trzykrotnie mieli okazję trzykrotnie rozgrywać przewagę, ale nie wykorzystali żadnej z nich. Dwie dobre okazje miał Patryk Wronka, ale jego strzały efektownie wybronił Tomáš Fučík. Golkiperowi GKS-owi Tychy dopisało też szczęście, bo w 15. minucie krążek uderzony przez Albina Runessona zatrzymał się na słupku.
Hokeiści GKS-u Tychy bardzo dobrze rozpoczęli drugą odsłonę. Chwilę po jej rozpoczęciu przez zasieki obronne gości przedarł się Matias Lehtonen, ale w sytuacji sam na sam z „Jaśkiem Murarzem” uderzył niecelnie. Było to jednak ostrzeżenie, z którego katowiczanie nie wyciągnęli wniosków.
Chwilę później na 2:0 podwyższył Olaf Bizacki, który – po podaniu Lehtonena – przymierzył z korytarza międzybulikowego. Z kolei w 28. minucie trzeciego gola dołożył Wiktor Turkin, który podczas gry w przewadze wykorzystał dogranie Dominika Pasia i umieścił gumę pod poprzeczką. To był milowy krok w kierunku zwycięstwa.
Gdy w trzeciej odsłonie czwartego gola dołożył Joona Monto (kolejne dobre dogranie Lehtonena), wydawało się, że wicemistrzowie Polski już się nie podniosą.
Tymczasem zespół katowiczanie zdołali jeszcze przypudrować wynik dwoma trafieniami. Najpierw ładnym uderzeniem z nadgarstka popisał się Christian Mroczkowski, a guma zanim trafiła do siatki odbiła się jeszcze od poprzeczki. Później skuteczną dobitką błysnął Dante Salituro.
Goście odważniej ruszyli do ataku, a trener Jacek Płachta zdecydował się na manewr z wycofaniem bramkarza. Nie przyniósł on zamierzonego efektu, ale przyczynił się do straty piątego gola.
Miał być hit kolejki. Ciężar udźwignęła tylko jedna drużyna
JKH GKS Jastrzębie pokonał na wyjeździe GKS Katowice 3:1 w emocjonującym spotkaniu, które trzymało kibiców w napięciu. Goście z Jastrzębia-Zdroju pokazali wyższość nad gospodarzami, dzięki czemu umocnili się na trzeciej pozycji w tabeli, ważnej w kontekście walki o występ w turnieju Pucharu Polski.
Spotkanie miało szczególne znaczenie w kontekście tabeli – przed meczem obie drużyny zajmowały odpowiednio trzecie i czwarte miejsce z identycznym dorobkiem 21 punktów, czując na plecach oddech Comarch Cracovii. Stawką była nie tylko pozycja w lidze, ale także potencjalny udział w Turnieju Finałowym Pucharu Polski.
Pierwsza tercja rozpoczęła się od dominacji gości, którzy już w 6. minucie wyszli na prowadzenie za sprawą precyzyjnego strzału Martina Kasperlika. JKH kontrolowało przebieg gry, jednak gospodarze zdołali odpowiedzieć w 14. minucie, gdy Albin Runesson celnym uderzeniem z dystansu doprowadził do wyrównania.
Druga odsłona przyniosła kolejne emocje. JKH wykorzystało przewagę liczebną w 23. minucie – po koronkowej akcji Kuru, Pulkkinen umieścił krążek składając się do strzału w ekwilibrystyczny sposób, wyprowadzając gości na prowadzenie. Świetnie spisywał się bramkarz JKH Miarka, który kilkukrotnie ratował swoją drużynę przed utratą bramki.
Trzecia tercja należała do gości. W 50. minucie padła bramka, która ostatecznie przesądziła o losach spotkania. Martin Kasperlik, po fenomenalnym rajdzie Emila Bagina, który zwiódł niemal całą defensywę gospodarzy jadąc za bramkę i nagle zawracając zza niej, podwyższył prowadzenie na 3:1.
GKS Katowice w końcówce postawił wszystko na jedną kartę, grając z wycofanym bramkarzem, jednak desperackie próby nie przyniosły rezultatu. Gospodarze mieli swoje szanse, szczególnie podczas gry w przewadze, jednak świetnie dysponowany Miarka oraz zorganizowana defensywa JKH skutecznie powstrzymywały ich zapędy.
Dla GKS-u Katowice była to druga z rzędu porażka po przegranej 2:5 z GKS-em Tychy. Mimo wzmocnień w postaci Patryka Wronki i Christiana Mroczkowskiego, którzy dołączyli do zespołu w trakcie sezonu, gospodarze nie zdołali zrewanżować się za porażkę z poprzedniej kolejki.
To także pewna niespodzianka w kontekście pierwszego spotkania obu drużyn w tym sezonie, które katowiczanie wygrali na Jastorze 5:3. Warto odnotować udany powrót do składu JKH Kamila Górnego, który mimo wcześniejszej kontuzji ręki, pojawił się na lodzie i zaliczył solidny występ.
Niespodzianka na Tor-Torze. Niemrawa GieKSa, trzy punkty zostają u gospodarzy!
Ważne zwycięstwo odnieśli hokeiści KH Energi Toruń w 15. kolejce TAURON Hokej Ligi. W niedzielny wieczór na tor-torze gospodarze pokonali GKS Katowice 2:1.
Dla wicemistrzów Polski dzisiejsze spotkanie niosło ze sobą spory ciężar gatunkowy. Podopieczni Jacka Płachty pozostają bowiem w korespondencyjnym pojedynku w walce o lokatę w czołowej czwórce gwarantując przepustkę do turnieju finałowego Pucharu Polski. Pierwsze dogodne sytuacje do otwarcia wyniku pojawiły się jednak po stronie torunian. W 6. minucie spotkania Runesson musiał uciekać się do faulu, aby zatrzymać wychodzącego Juliusa Vähätalo. Decyzja arbitrów w tej sytuacji mogła być tylko jedna: rzut karny. Do wykonania najazdu przystąpił Andrij Denyskin, jednak nie zdołał oszukać Michała Kielera. W kolejnych minutach katowicki golkiper kilkukrotnie potwierdził swoją wysoką dyspozycję, wygrywając pojedynku z Vähätalo oraz Mikołajem Sytym. Na 40 sekund przed końcem pierwszej odsłony cios zadali goście. Z podania Michalskiego użytek zrobił Dante Salituro, który mocnym strzałem pod poprzeczkę otworzył wynik spotkania.
W 25. minucie przed ekipą Juhy Nurminena otworzyła się sposobność do wyrówania, bowiem na ławce kar zasiadł Grzegorz Pasiut. Katowiczanie, choć zdołali wyjść obronną ręką z gry w liczebnym osłabieniu, to w 28. minucie byli bezradni wobec precyzji Dienisa Fjodorovsa. 24-latek przymierzył z koła bulikowego, a wystrzelony krążek trafił w samo okienko bramki, obok bezradnego Michała Kielera. W kolejnych minutach obie strony próbowały szukać okazji do zdobycia kolejnej bramki. Skuteczniejsi w tych działaniach okazali się torunianie. W 32. minucie publiczność na „Tor-Torze” była świadkami kolejnego pięknego gola. Andrij Denyskin zdobył swoją premierową bramkę bramkę w toruńskich barwach posyłając krążek poza zasięgiem Michała Kielera.
wkatowicach.eu – Hokeiści GieKSy znają rywali w Pucharze Kontynentalnym. W czasie najbliższego meczu na trybunach Satelity zasiądą piłkarze GKS-u Katowice
Hokeiści GKS-u Katowice poznali rywali w nadchodzącym turnieju Pucharu Kontynentalnego, w którym wystąpią jako ubiegłoroczni wicemistrzowie kraju. Zanim jednak podopieczni trenera Płachty wyjadą do Danii, w czasie najbliższego spotkania w Tauron Hokej Lidze będą ich dopingować koledzy z piłkarskiej sekcji. Z piłkarzami GKS-u będzie się też można spotkać przy innej okazji.
GKS Katowice uzyskał w poprzednim sezonie prawo do reprezentowania naszego kraju w Pucharze Kontynentalnym. Od czerwca wiemy, że wicemistrzowie Polski znaleźli się w grupie F, której mecze będą rozgrywane w duńskiej miejscowości Aalborg.
Rywalami katowiczan będą:
gospodarze – Aalborg Pirates,
francuski klub Bruleurs de Loups Grenoble,
oraz zwycięzca rywalizacji grupy we wcześniejszej rundzie, czyli rumuński klub Corona Brasov.
Rywalizacja w Danii będzie miała miejsce w dniach 15-17 listopada. Dwie najlepsze drużyny awansują do turnieju finałowego, który zostanie rozegrany w dniach 16-19 stycznia 2025 r.
Jeszcze przed meczami Pucharu Kontynentalnego dwóch hokeistów na co dzień występujących w barach GieKSy zobaczymy w strojach z orzełkiem na piersi. Polski Związek Hokeja na Lodzie przedstawił listę zawodników powołanych do kadry narodowej na konsultację szkoleniową w Jastrzębiu-Zdroju oraz turnieju międzynarodowym w Budapeszcie w dniach 03.11-09.11.2024, w trakcie którego nasza reprezentacja rozegra mecze z Węgrami (07.11), Słowenią (8.11) oraz Włochami (9.11).
Wśród powołanych zawodników znaleźli się hokeiści GKS-u Katowice. Wyróżnieni zostali: obrońca Kacper Maciaś oraz napastnik Mateusz Michalski.
Hokeistom GieKSy w tym sezonie gra nie idzie tak imponująco jak w poprzednich rozgrywkach o Mistrzostwo Polski. Awans do finałowej czwórki będzie wymagał sporo pracy i walki do samego końca sezonu zasadniczego. W tym niełatwym boju, podopiecznych trenera Płachty postanowili wesprzeć piłkarze GKS-u, którzy we wtorek 22 października, zaplanowali wizytę w Satelicie, by z trybun dopingować hokejową GieKSę w meczu z STS-em Sanok. To też nie lada gratka dla kibiców, którym udało się zdobyć wejściówki na to samo spotkanie.
Mecz katowickich hokeistów z gośćmi z Sanoka to nie jedyna okazja, by spotkać piłkarzy reprezentujących katowicki klub w Ekstraklasie, zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie i zdobyć autograf.
Miło nam poinformować, że na mocy podpisanej umowy CANAL+ Polska dołącza do Klubu Biznesu GKS-u Katowice. W związku z tym w środę 23 października zapraszamy wszystkich fanów GieKSy do salonu CANAL+ w Centrum Handlowym 3 Stawy. W godz. 18:30 – 20:00 będziecie mogli tam spotkać piłkarzy GieKSy – Sebastiana Bergiera i Grzegorza Rogalę. Na miejscu powstanie mini strefa PS5, w której będzie okazja do zmierzenia się z zawodnikami w grze EA SPORTS FC25. Co więcej, trzech pierwszy kibiców, którzy wygrają mecz z piłkarzem, wygrają grę dla siebie (do wygrania po jednej grze na PC, XBOX i PS5) – poinformował GKS Katowice.
SZACHY
wkatowicach.eu – Hetman GKS Katowice zdobywa brązowy medal Drużynowych Mistrzostw Polski 2024
Katowicki klub szachowy Hetman GKS Katowice zdobył brązowy medal Drużynowych Mistrzostw Polski 2024. Decydująca runda tegorocznej Ekstraligi Szachowej odbyła się 15 października w Wałbrzychu. Gratulacje!
Szachiści z katowickiego klubu Hetman GKS Katowice zdobyli brązowy medal Drużynowych Mistrzostw Polski. 9. runda była decydującym starciem, a zespół Hetman GKS Katowice pokazał prawdziwą siłę, wygrywając z Towarzystwem Szachowym Skoczek Sędziszów Małopolski wynikiem 5-1! Ten wynik zapewnił katowickiej drużynie 3. miejsce w klasyfikacji generalnej Ekstraligi Szachowej 2024. To był intensywny turniej, trwający aż 10 dni, pełen emocjonujących pojedynków, strategii i walki na najwyższym poziomie szachowym.
Gratulacje dla całej drużyny – każdy punkt był kluczowy w tej drodze do podium! Jesteśmy dumni z waszych osiągnięć i determinacji. Dziękujemy naszym kibicom za wsparcie przez cały turniej! – podkreśla klub Hetman GKS Katowice
To nie jedyny sukces tego dnia. Zawodnik Hetman GKS Katowice, Jan Klimkowski, zdobył podczas 9. rundy Ekstraligi Szachowej 2024 swoją trzecią, ostatnią normę arcymistrzowską, co oznacza, że oficjalnie wkracza do elitarnego grona arcymistrzów. To efekt lat ciężkich treningów, niezliczonych godzin spędzonych przy szachownicy i niesamowitej determinacji. Jan udowodnił, że pasja, wytrwałość i koncentracja mogą przenieść zawodnika na najwyższy poziom!
Szachiści Hetmana GKS Katowice znów udowodnili swoją siłę, zdobywając dziś brązowy medal w Drużynowych Mistrzostwach Polski! Ogromne gratulacje dla całego zespołu. Ogromne brawa należą się również juniorom, którzy doskonale wypadli w seniorskiej drużynie – Jan Klimkowski, który w tych zawodach zdobył tytuł arcymistrza, oraz Jakub Seemann, pokazali, że przyszłość szachów w Katowicach jest w bardzo dobrych rękach – zaznaczał prezydent Katowic, Marcin Krupa.
Podziękowania kieruję także do Łukasza Turleja oraz Grzegorza Masternaka, którzy z wielkim zaangażowaniem wspierali drużynę. To wspólna praca całego zespołu i świetna atmosfera sprawiają, że Hetman GKS Katowice nie tylko zdobywa medale, ale też stale się rozwija i daje szansę młodym talentom na osiąganie sukcesów na najwyższym poziomie. Trzymam kciuki za kolejne wyzwania! – dodał prezydent Katowic.
Złoty medal Drużynowych Mistrzostw Polski 2024 zdobył KS Gwiazda Bydgoszcz, a srebrny VOTUM SA Polonia Wrocław. Brązowy medal powędrował do Katowic. Gratulujemy wszystkim drużynom!
Felietony Piłka nożna
Projekt GKS Katowice
Latem 2019 roku na swoją drugą kadencję przybył do GieKSy Rafał Górak. Trener, który miał coś do udowodnienia wszystkim związanym z katowicką piłką. Zadania podjął się ekstremalnie trudnego. GieKSa właśnie spadła do drugiej ligi – po kilku latach marzeń i nadziei na awans do ekstraklasy, zakończyło się zmianą ligi – ale w drugą stronę. To był dla nas wszystkich koszmar. Zamiast do Warszawy, Poznania czy Zabrza mieliśmy jeździć do Legionowa, Wejherowa czy Stargardu. Marzenia o najwyższej klasie rozgrywkowej trzeba było odłożyć i ratować, co się da.
Jak wielką otchłanią była ta sytuacja… Pierwszy mecz w drugiej lidze u siebie ze Zniczem Pruszków został przegrany, a do przerwy dostaliśmy trzy gongi. Można było wtedy czuć spory niepokój, że na drugiej lidze się nie skończy. Że spotka nas los, którego doświadczają teraz choćby kibice Zagłębia Sosnowiec. Że o wzroście nie ma co marzyć, a jedyne, o co należy walczyć, to żeby nie pogrążać się coraz bardziej.
Trudne to były początki. GKS w pierwszym sezonie w drugiej lidze nie awansował, choć zabrakło zaledwie jednego punktu. Pamiętam ten mecz z Resovią, kiedy wiedzieliśmy już, że Widzew przegrał i do awansu wystarczył jeden gol. GKS nacierał, ale go nie wbił, a potem ze Stalą Rzeszów odpadł w półfinale baraży.
Awans był rok później. Z perturbacjami, ale ostatecznie dość spokojny, na kolejkę przed końcem rozgrywek. To był pierwszy mały sukces Rafała Góraka. Co by nie mówić – mimo wszystko stadiony pierwszoligowe to coś innego niż stadiony drugoligowe. Tu już pojawiają się spadkowicze z ekstraklasy, no i generalnie jest kilka uznanych firm. Więc tragedii nie ma. No chyba, że kisi się w niej kilkanaście lat i przewija się w niej kilkadziesiąt klubów, a GKS jak był, tak jest dalej.
Znów na tym zapleczu ekstraklasy byliśmy i po dwóch latach był to powiew świeżości. Znów branding pierwszej ligi, znów mecze w Polsacie i… marzenia o ekstraklasie. Coś zostało odbudowane, a klątwa Witana przestała obowiązywać, bo znaleźliśmy się w punkcie wyjścia. Było ciężko. Po dobrych początkach przychodziły rozczarowania, jak na przykład to, gdy po triumfie z ŁKS w Łodzi, GieKSa nie potrafiła utrzymać prowadzenia z grającą w dziesiątkę Termaliką. Bywały spore wtopy jak cztery bramki tracone w Głogowie czy Opolu albo pięć u siebie z ŁKS. Albo trzy porażki u siebie z rzędu, w ciągu praktycznie tygodnia. Nawet Borja Galan nam w barwach Odry potrafił strzelić bramkę na Bukowej. Czy Kowal w barwach ŁKS. Były też drobne momenty triumfu, jak zwycięstwo w doliczonym czasie gry z Ruchem. Ale to była tylko kwestia prestiżu. Potem i tak była wielka piłka (plażowa) w Chojnicach.
Trener łatwo nie miał. Ten projekt się budował i budował, ale nieraz w katuszach. W kolejnym sezonie wydawało się jesienią, że GieKSa już to ma. Efektowna wygrana z Wisłą Płock i Resovią, na wyjeździe w Pruszkowie. Wydawało się, że to ten sezon. Że w końcu GieKSa gra taką piłkę, że szanse na awans są naprawdę spore. Coś się jednak zacięło i nastały długie tygodnie bez wygranej. Nawet prowadząc w Krakowie z Wisłą, katowiczanie stracili dwa gole w doliczonym czasie i przegrali. Było coraz to gorzej, a GKS systematycznie osuwał się w tabeli. Oczywiście z racji baraży mogliśmy marzyć o załapaniu się do nich, ale przecież i to było trudne, jeśli zajmuje się 12. miejsce w tabeli.
Co było wiosną – wszyscy pamiętamy. Prawdziwy szturm, choć nie do końca zamierzony. To znaczy nikt na początku roku o ekstraklasie nie myślał. Była porażka w końcówce z Wisłą Płock. Ale potem GieKSa wygrywała, wygrywała i… zaczęliśmy na poważnie myśleć o barażach. Potem o tym, żeby zająć trzecie miejsce i mieć bonus gry u siebie. Aż w ostatniej kolejce – przy splocie niesamowitych okoliczności – nadarzyła się szansa na awans bezpośredni. Gdynia jest historią.
Piękną historią powrotu GieKSy na polskie salony. Pamiętam ten pierwszy mecz w ekstraklasie z Radomiakiem. Jakie to wszystko było inne niż to, co przeżywaliśmy przez 19 lat. Wszędzie napisy ekstraklasa, Canal+, świadomość, że patrzą na nas już nie tylko lokalne media, a cała piłkarska Polska. Że zainteresował się nami w końcu nie tylko pies z kulawą nogą. Rozpoczęła się piękna przygoda, która trwa od dwóch lat. Jednak nawet wtedy, gdy pokarał nas dwukrotnie Leonardo Rocha, nie byliśmy sobie w stanie wymarzyć, jak to będzie wyglądać. Gdyby ktoś wtedy powiedział, że w dwa sezony GKS wygra ćwierć setki meczów, zdobędzie prawie sto punktów, strzeli równe sto goli, otrze się o Puchar Polski, a nasz zawodnik zostanie piłkarzem sezonu – zastanowilibyśmy się, czy wszystko z głową jest w porządku.
Jak mówił trener – wtedy sukcesem był każdy gol, każdy zdobyty jeden punkt. Duma, że wygraliśmy w Mielcu. Potem spektakularne zwycięstwo z Jagiellonią. Pogrom z Puszczą. Kilka innych bardzo wartościowych wyników. Potem wiosna i nowy stadion. Szybkie i spokojne utrzymanie. No i zakończony sezon, minimalnie lepszy punktowo od poprzedniego, zakończony awansem do europejskich pucharów.
Ta droga, którą przeszedł GKS Katowice jest naprawdę filmowa. Zarówno od spadku w 2005 roku z ekstraklasy i początków w IV lidze, ale właśnie przede wszystkim w te siedem ostatnich lat. To była droga bardzo trudna, z meczami i sytuacjami ważącymi się w doliczonym czasie gry. Nie byłoby tego wszystkiego, gdyby nie dwa gole przy Konwiktorskiej. Gdyby nie kapitalna akcja Jakuba Araka w Tychach. Decyzja VAR Tomasza Kwiatkowskiego w derbach Trójmiasta. A patrząc na ten sezon – gdyby nie gol Lukasa Klemenza z Wisłą Płock, no i oczywiście Marcela w Szczecinie.
Musieliśmy być cierpliwi. Zarówno długofalowo, jak i w kontekście pojedynczego meczu. Nieraz bowiem na ten pozytywny rezultat musieliśmy czekać do czasu grubo po dziewięćdziesiątej minucie. GieKSa dziubała te oczka, aż w końcu wyhaftowała na koniec korzystny wynik.
W przeszłości nieraz nam tej cierpliwości brakowało. A do dzisiaj pozostają takie „elementy”, które po jednym nieudanym meczu zaczynają śpiewkę, że GieKSa jest słaba, a „trener pewnego poziomu nie przeskoczy”. Chyba największy wysyp negatywnych komentarzy (eufemizm) był po jesiennym meczu z Lechem. Wtedy punkty były dość słabe, ale sam mecz z Kolejorzem (plus wcześniejszy remis i zwycięstwo pucharowe z Wisłą) dawało dużą nadzieję, że będzie lepiej. I potem było już bardzo dobrze.
Przede wszystkim ta drużyna ma niesamowity mental. Nie będąc zespołem idealnym, czysto piłkarsko znajdując się w środku ekstraklasowej stawki, razem z kilkoma innymi drużynami, ma te elementy, które powodują różnicę na plus. Jestem pod wielkim wrażeniem tego, jak GieKSa w ostatnich dwóch latach gra mając lekki nóż na gardle. Mam na myśli sytuację, w których ze 2-3 mecze się nie powiodły, zaczyna to wyglądać bardzo ryzykownie i przychodzi mecz, w przypadku porażki w którym może się zrobić bardzo źle. I GieKSa permanentnie takie mecze wygrywa, najczęściej później poprawiając jakąś kapitalną serią.
Tak było w zeszłym sezonie kilkukrotnie. Choćby wtedy, gdy przegrywaliśmy w Lubinie i Zabrzu, przedzielone straconym zwycięstwem w doliczonym czasie z Widzewem. No to potem wygraliśmy z Pogonią, rozgromiliśmy Puszczę, awansowaliśmy w Pucharze Polski. Była porażka z Legią, Unią i Koroną. Robiło się nieciekawie, a jechaliśmy na wyjazd z bardzo mocną Cracovią. I tam spektakularne zwycięstwo. No a w tym sezonie właśnie te porażki z Lechią, Cracovią i Lechem, przedzielone punkcikiem z Wisłą. I wyjazd na „mecz prawdy” do Lublina. Pogrom Motoru i seria kolejnych zwycięstw.
Coś, co w przeszłości działało dokładnie odwrotnie. Jak było źle, to po kolejnym bardzo ważnym meczu było jeszcze gorzej. Zresztą, jak i katowiczanie mieli wskoczyć na czołowe miejsca, to również tego nie wykorzystywali (słynne sześć nieudanych prób wskoczenia na pozycję lidera za trenera Brzęczka). GieKSa przegrywała wszystkie zarówno bardzo ważne, jak i prestiżowe mecze. Wszyscy pamiętamy seryjne wtopy z Zagłębiem Sosnowiec, Tychami czy Ruchem.
Teraz to już nie ma miejsca. Nasz zespół już tyle razy uniósł ciężar ważnych meczów, że to jest bardziej regułą niż przypadkiem. Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę końcówkę zakończonego sezonu. Pisałem o tym na trzy kolejki przed końcem – że trzy punkty powinny dać awans do pucharów. I to się sprawdziło, a GieKSa te trzy oczka uciułała. Ktoś powie, że można było wygrać z Piastem i zakończyć sprawę. Niby tak, ale z drugiej strony – patrząc na terminarz – to przecież wygranie jednego meczu z trzech: Jaga u siebie, wyjazd do Gliwic i Szczecina, jest totalnie nieoczywiste. Jakby takich meczów było dziesięć to tak – moglibyśmy powiedzieć, że klasowa drużyna powinna coś tam wygrać. Ale dokładnie te trzy spotkania to jest na tyle mało, że wcale nie jest oczywiste, że nawet taki Lech Poznań wygrałby jeden z nich.
A GieKSa żadnego z tych meczów nie przegrała i to był klucz do sukcesu. Przeżywaliśmy bardzo trudne chwile w Gliwicach i Szczecinie. A z Jagiellonią przecież też przegrywaliśmy. Uważam, że to, że GKS nie przegrał żadnego z tych trzech meczów, to wielki sukces tej drużyny. W lidze, w której każdy pojedynczy punkcik był na wagę złota. I właśnie m.in. jeden z tych punktów zaważył na sukcesie.
GieKSa wskoczyła na wyższy poziom wtajemniczenia w ekstraklasie. Tak jak pisałem w poprzednim felietonie – można grać w ekstraklasie, ale nie być ekstraklasową drużyną. Nią trzeba się dopiero stać – na placu boju. Wiele drużyn tego nie wytrzymuje i nawet awansując na najwyższy szczebel, dalej utrzymuje vibe pierwszoligowca. I my na początku, będąc beniaminkiem, też tym piłkarskim pierwszoligowcem nadal byliśmy. Ekstraklasa jawiła się jak „nasza Liga Mistrzów”, gdzie każdy gol, każdy remis, każde – daj Boże – zwycięstwo będzie czymś niesamowitym. Trochę na zasadzie, że przede wszystkim liczy się udział, a jak uda się coś ugrać to cudownie.
Wystarczy sobie przypomnieć sytuacje, kiedy w kilkunastu ostatnich latach trafialiśmy w Pucharze Polski na zespół z ekstraklasy. Mieliśmy wrażenie, że przyjeżdża do nas ekipa z innego zupełnie wymiaru. Walczyliśmy dzielnie i nawet czasem udało się wygrać (Podbeskidzie, Pogoń, Warta). Ale były też wtopy. A gdybyśmy sobie wtedy mieli wyobrazić, że gramy na wyjeździe, to już porażka byłaby niemal murowana.
Pisałem o tym kilkukrotnie – pierwszy zalążek tego, że GKS staje się drużyną ekstraklasową zobaczyłem rok temu w Lubinie. Co prawda wcześniej GKS wygrał po świetnym meczu z Jagiellonią, ale to właśnie spotkanie na stadionie Zagłębia pokazało mi coś więcej. GKS pojechał tam prowadzić grę, rządzić na boisku i na tle drużyny, która wiele lat gra w ekstraklasie, na jej obiekcie, nasz zespół nie odstawał, a wieloma momentami po prostu był lepszy. Nawet jeśli ostatecznie wtedy drużyna przegrała – ten pojedynek coś pokazał. I potem systematycznie wzmacniał ekstraklasową pozycję, coraz częściej punktując, coraz częściej wygrywając.
Dalsze umacnianie było w tym sezonie. Systematycznie wznosiliśmy się na coraz wyższy poziom. GieKSę zaczęto szanować i przestawaliśmy być – w opinii niektórych – pierwszoligowymi chłopcami do bicia. Zakończona wiosna jeszcze bardziej umocniła do przekonanie, bo przecież startując ze strefy spadkowej, zakończyliśmy w pucharach. GieKSa wiosną wygrała u siebie wszystko prócz dwóch meczów, które zremisowała. Na wyjazdach może wygraliśmy niewiele, bo tylko dwa spotkania, ale też poza tym nie przegrywaliśmy wszystkiego jak leci. Z najmocniejszymi w tej lidze może jeszcze nie wygrywamy seryjnie, ale gramy jak równy z równym. Na wiosnę zanotowaliśmy remisy z Lechem, Jagiellonią, Rakowem w Pucharze. Wygraliśmy z Górnikiem. W tych czterech meczach zdobyliśmy aż dwanaście goli, czyli po trzy na mecz. Tyle samo co prawda straciliśmy, ale to pokazuje, że GieKSa nie pęka, nie próbuje grać na 0:0, tylko chce grać na swoich warunkach. Taka postawa na pewno jest bardziej rozwojowa niż asekuranctwo.
Niebywała jest ta droga, ten projekt, który tak naprawdę jest możliwy właśnie dlatego, że jest projektem. Rafał Górak i ekipa wyszli z bardzo uniwersalnego założenia funkcjonowania świata, a jednocześnie tak rzadko mająca rację bytu. Że dobry, przemyślamy i konsekwentnie realizowany plan w sposób olbrzymi zwiększa prawdopodobieństwo sukcesu. Ludzie generalnie działają chaotycznie i po łebkach. Za szybko, bez planu, bez przygotowania. Mowa o wszystkim: czy to założeniu firmy, czy planie na odchudzanie. A wystarczy naprawdę stosunkowo niewiele: trochę predyspozycji i właśnie ten rzetelny plan.
W piłce to również bardzo rzadkie. Podpalamy się wszyscy, kibice, trenerzy, piłkarze, a przede wszystkim ludzie zarządzający klubami. I nie twierdzę nawet, że czasem jedno czy drugie zwolnienie trenera jest złe. Bo i trenerzy bardzo często nie mają pomysłu na to wszystko, podejmują dziwne decyzję, zaraz mają syndrom oblężonej twierdzy. Są niecierpliwi. Tutaj wygląda na to, że było i jest inaczej. Że nawet, gdy wyników nie było, zespół przeżywał swoje kryzysy, to plan cały czas był i był aktualny. Wiadomo, że trochę szczęścia musiało w tym być, bo przecież nie było naszym planem pudło Adamczyka z karnego na śniegu. Ale nawet jeśli to szczęście nam się pojawiało, to zespół cisnął, by wyciągnąć z niego jak najwięcej.
Trener mówi o zgliszczach, które zastał w 2019. Porównanie oczywiście adekwatne, ale ja bym zaproponował ładniejszą metaforę. GieKSa wtedy po prostu może była takim noworodkiem, który nie umiał ani mówić, ani chodzić i potrzebował całodobowej opieki i czułości. Z czasem to dziecko zaczęło gaworzyć, wypowiadać swoje pierwsze słowa, potem raczkować, w końcu stanęło na dwie nóżki. I tak dalej… Obecnie jest to w pełni dojrzały młody człowiek, który ma siłę, intelekt i mnóstwo zasobów. Może iść przez życie i go smakować. Jednocześnie ten młody człowiek nadal ma potencjał, który warto by wykorzystać i ciągle się rozwijać. A nad tym wszystkim czuwa ojciec Rafał Górak i matka – cały sztab.
Rozwijaj się więc nasza kochana GieKSo, jedz zdrowo, trenuj i nigdy nie trać wiary w siebie. A wielkie rzeczy staną się coraz i coraz bardziej osiągalne.
Piłka nożna
Od Krakowa do Warszawy
Poznaliśmy terminarz Ekstraklasy na sezon 2026/27. GKS Katowice rozpocznie zmagania w niedzielę 26 lipca od meczu z Wisłą w Krakowie, a zakończy 22 maja z Legią w Warszawie.
Terminarz pierwszej kolejki zostanie podany po losowaniu europejskich pucharów (17 czerwca), ale już wiemy, że w Krakowie zagramy w niedzielę 26 lipca (do ustalenia została godzina). Z racji tego, że Arena Katowice jest jednym ze stadionów, na których rozgrywane będą Mistrzostwa Świata Kobiet U-20, to jesienią zagramy trzy mecze wyjazdowe z rzędu, z czego dwa bliskie (Zabrze i Gliwice). Nim GieKSa rozpocznie zmagania ligowe to w czwartek 23 lipca czeka nas pierwszy mecz w II rundzie eliminacyjnej do Ligi Konferencji.
Kluby uczestniczące w rozgrywkach UEFA będą mogły przełożyć dwa mecze ligowe: jeden podczas rund kwalifikacyjnych Q1–Q3 oraz jeden w okresie pomiędzy rundą play-off a fazą ligową. Na 5. kolejkę, pomiędzy fazą play-off europejskich pucharów, zaplanowano nasz domowy mecz z Wisłą Płock, który w razie przełożenia odbędzie się najwcześniej 15-16 września. Pozostałe terminy rezerwowe to 15-16 i 19-20 grudnia oraz 2-3 i 9-10 lutego. Przypomnijmy także, że GieKSa jako drużyna reprezentująca Polskę w Europie, rozgrywki Pucharu Polski rozpocznie dopiero od 1/16 finałów, które zaplanowano na 28 października.
Jesienią zostanie rozegranych 18 spotkań, z czego połowa na wyjeździe. Na wiosnę zaplanowano 16 kolejek i tutaj też połowę zagramy w delegacji. Tym razem Wielkanoc (28 marca) wypada w trakcie przerwy na reprezentację. Nie będzie też żadnej kolejki rozgrywanej w środku tygodnia (poza terminami rezerwowymi).
Terminarz GKS Katowice w Ekstraklasie w sezonie 2026/27 (dokładne daty i godziny spotkań zostaną dopiero ustalone):
1. kolejka, 26 lipca 2026 Wisła Kraków – GKS Katowice
2. kolejka, 1 sierpnia 2026 GKS Katowice – Radomiak Radom
3. kolejka, 8 sierpnia 2026 GKS Katowice – Wieczysta Kraków
4. kolejka, 15 sierpnia 2026 Motor Lublin – GKS Katowice
5. kolejka, 22 sierpnia 2026 GKS Katowice – Wisła Płock
6. kolejka, 29 sierpnia 2026 Górnik Zabrze – GKS Katowice
7. kolejka, 5 września 2026 Piast Gliwice – GKS Katowice
8. kolejka, 12 września 2026 KGHM Zagłębie Lubin – GKS Katowice
9. kolejka, 19 września 2026 GKS Katowice – Cracovia
10. kolejka, 10 października 2026 Raków Częstochowa – GKS Katowice
11. kolejka, 17 października 2026 GKS Katowice – Pogoń Szczecin
12. kolejka, 24 października 2026 Korona Kielce – GKS Katowice
13. kolejka, 31 października 2026 GKS Katowice – Widzew Łódź
14. kolejka, 7 listopada 2026 Jagiellonia Białystok – GKS Katowice
15. kolejka, 21 listopada 2026 GKS Katowice – Lech Poznań
16. kolejka, 28 listopada 2026 Śląsk Wrocław – GKS Katowice
17. kolejka, 5 grudnia 2026 GKS Katowice – Legia Warszawa
18. kolejka, 12 grudnia 2026 GKS Katowice – Wisła Kraków
19. kolejka, 30 stycznia 2027 Radomiak Radom – GKS Katowice
20. kolejka, 6 lutego 2027 Wieczysta Kraków – GKS Katowice
21. kolejka, 13 lutego 2027 GKS Katowice – Motor Lublin
22. kolejka, 20 lutego 2027 Wisła Płock – GKS Katowice
23. kolejka, 27 lutego 2027 GKS Katowice – Górnik Zabrze
24. kolejka, 6 marca 2027 GKS Katowice – Piast Gliwice
25. kolejka, 13 marca 2027 GKS Katowice – KGHM Zagłębie Lubin
26. kolejka, 20 marca 2027 Cracovia – GKS Katowice
27. kolejka, 3 kwietnia 2027 GKS Katowice – Raków Częstochowa
28. kolejka, 10 kwietnia 2027 Pogoń Szczecin – GKS Katowice
29. kolejka, 17 kwietnia 2027 GKS Katowice – Korona Kielce
30. kolejka, 23 kwietnia 2027 Widzew Łódź – GKS Katowice
31. kolejka, 1 maja 2027 GKS Katowice – Jagiellonia Białystok
32. kolejka, 8 maja 2027 Lech Poznań – GKS Katowice
33. kolejka, 15 maja 2027 GKS Katowice – Śląsk Wrocław
34. kolejka, 22 maja 2027 Legia Warszawa – GKS Katowice
Piłka nożna Wywiady
Co matematyka mówi o futbolu? Szanse GieKSy na LKE
Choć Mundial nabiera tempa, my w przyszłym tygodniu bardziej niż zza Wielkiej Wody nasłuchiwać będziemy wieści ze Szwajcarii, bo 17 czerwca w Nyonie odbędzie się losowanie drugiej rundy kwalifikacyjnej Ligi Konferencji, podczas którego swojego rywala pozna GKS Katowice. Czego możemy się spodziewać w tej i kolejnych rundach i jak nasze szanse widzi jeden z najlepszych ekspertów od piłkarskich cyferek na polskim Twitterze? Zapytaliśmy Piotra Klimka o drogę GieKSy do Europy przez pryzmat matematycznych modeli i scenariusze na najbliższe tygodnie w kwalifikacjach do europejskich pucharów.
Twoje konto na Twitterze obserwuje ponad 35 tysięcy ludzi, głównie ze środowiska futbolowego. Tymczasem, jak sam zaznaczasz w opisie konta, nie znasz się na kopaniu piłki.
Faktycznie sądzę, że się nie znam. Przez większą część sezonu uważałem na przykład, że Raków będzie mistrzem Polski, typowałem też, że Motor zakręci się koło miejsc spadkowych, tymczasem praktycznie wcale nie był zagrożony degradacją. „Na czuja” nie udaje mi się trafiać konkretnych rozstrzygnięć skuteczniej niż przeciętnemu twitterowiczowi. Nie jest więc tak, że zarabiam miliony u bukmachera. Jeśli natomiast chodzi o trendy poparte danymi, na pewnym etapie sezonu można było np. zakładać, że Termalica już się nie odkręci i spadnie.
W przeciwieństwie do wielu kibiców patrzących na futbol przez pryzmat emocji, ty próbujesz go definiować za pomocą liczb. Da się wytłumaczyć piłkę nożną językiem matematyki?
Próbuję, ale piłka nożna jest jednym z najbardziej losowych sportów. Zupełnie inny jest na przykład baseball, gdzie rzadko zdarza się, aby niżej notowany zespół pokonywał faworyta. Tymczasem u nas niespodzianki zdarzają się praktycznie w każdej kolejce, np. Termalica wygrywa w Białymstoku albo ktoś niespodziewany awansuje do Ekstraklasy, tak jak Warta Poznań kilka lat temu. W innych sportach nie zdarza się to tak często – czołówka bywa zwykle stabilna i rzadko trafiają się niespodzianki.
O niedawno zakończonym sezonie Ekstraklasy mówiło się jako o szczególnie zwariowanym. Tymczasem cofnąłem się do pierwszej z twoich tabel, publikowanych na Twitterze jeszcze przed pierwszą kolejką. Chciałbym przytoczyć dwa komentarze tego posta. Pierwszy: „Coś Panu styki przegrzało. Motor, Widzew i Lechia będą znacznie wyżej!”. Ty typowałeś je odpowiednio na 12., 13. i 16. miejscu, a sezon zakończyli odpowiednio na 12., 14., i 16. Drugi ciekawy komentarz: „Przewidywanie Widzewa na 13. miejscu pokazuje tylko, że cyferki z komputera są bez sensu”. Jak to skomentować?
Trafił się chyba dobry sezon pod kątem przewidywań. Pamiętam za to, że we wrześniu próg utrzymania wychodził mi na poziomie 35/36 punktów. Ta prognoza skompromitowała się już w okolicach listopada.
Na czym więc opierasz swoje wyliczenia? Na każdym kroku pojawia się tajemnicze słowo Elo, które mnie kojarzy się bardziej z podwórkowym zawołaniem sprzed 15 lat.
Do sporządzenia kalkulacji pobierana jest baza wyników mniej więcej 50 poprzednich meczów każdego zespołu. Na tej podstawie wyliczana jest „moc” poszczególnych klubów. Stąd najsilniejszą drużyną w Polsce jest Lech, dalej Jagiellonia i Raków, a Górnik na drugim miejscu to w tym sezonie pewna anomalia, grający ponad swój potencjał. Z kolei najsłabsze w Ekstraklasie są Termalica i Arka, co znalazło potwierdzenie w tabeli. W ten sposób powstaje baza do procentowych wyliczeń wyników starcia np. GieKSy z Zagłębiem Lubin. Na podstawie pojedynczych meczów powstaje oczekiwane zestawienie ligowe – co by było, gdyby wszyscy grali tak jak do tej pory. Takie zestawienie jest aktualizowane po każdej kolejce. Stąd wspomniane wcześniej trafienia, np. Motor grał dokładnie tak jak do tej pory – nie zrobił ani kroku w przód, ani w tył. Tutaj najwłaściwszym parametrem bardziej niż miejsce w tabeli jest oczekiwana liczba punktów.
Michał Trela z Canal+ robi podobne zestawienie według swojego przekonania, a na koniec sezonu zestawia je z twoimi wyliczeniami. Tym razem zdecydowanie dokładniejszy był model matematyczny.
Michał Trela jako jedyny z ekspertów, których obserwuję, ma odwagę podjąć się takiego typowania. Lubię takie zabawy – na ile bazowanie na rankingu Elo ma sens w porównaniu z obserwacjami ekspertów, którzy na co dzień śledzą i analizują Ekstraklasę. W tym roku wyliczenia były wyjątkowo dokładne, nie jest jednak tak, że mój model wygrywa co sezon. O ile dobrze pamiętam, w ubiegłym roku górą był człowiek. Najlepszym przykładem jest tutaj drużyna awansująca do Ekstraklasy przez baraże – ją maszyna wskazuje zwykle jako najsłabszą. Tymczasem w ostatnich sezonach ekipy z trzecich miejsc w pierwszej lidze radzą sobie całkiem przyzwoicie na najwyższym poziomie. Z kolei zespół gromiący rywali w 1. Lidze często spada potem z Ekstraklasy, jak choćby Arka czy kilka lat temu Miedź Legnica.
Przed sezonem typowałeś GieKSę na 48 oczekiwanych punktów, więc pomyliłeś się niewiele. Dawało to ok. 21% szans na europejskie puchary. W miarę upływu kolejnych tygodni, jak zmieniało się twoje postrzeganie naszego klubu?
Pamiętam, że mieliście bardzo słaby start sezonu. W pewnym momencie byłem wręcz przekonany, że GKS będzie walczył o utrzymanie. Koło października widać było wasz wyraźny dołek i jeśli wtedy nie zaczęlibyście się odkręcać, to mogło być naprawdę gorąco. Tym bardziej nikt w Katowicach nie mówił wtedy o Europie. Tymczasem bardzo udana wiosna w tym dziwnym sezonie z wyjątkowo zagęszczonym środkiem tabeli, po kilku zwycięstwach pozwoliła wyskoczyć do góry. Można było zauważyć, że w pewnym momencie procenty dla GieKSy, szczególnie w kontekście szans na Europę, z kolejki na kolejkę rosły znacząco.
Na Twitterze ukuło się określenie „rankingorze” dla użytkowników śledzących europejskie rozgrywki pod kątem jak najmocniejszej pozycji Polski w rankingu UEFA. Niektórzy z nich ubolewali nad rozstrzygnięciami ostatniej kolejki Ekstraklasy. Jak ty patrzysz na sytuację Polski na progu nowych rozgrywek w Europie?
Śledzę ten ranking intensywnie, co widać na moim Twitterze, a każdy awans Polski jest dla mnie powodem do radości. Przekłada się to na fakt, że wypuszczamy do Europy coraz więcej klubów, dochodzących do coraz dalszych faz. Musimy jednak dostrzec także drugą stronę: ranking nie jest celem samym w sobie. Właśnie po to go nabijamy, aby dać szansę na europejską przygodę właśnie takim klubom jak GieKSa. Innym przykładem jest Jagiellonia, która dwa lata temu niespodziewanie została mistrzem i dzięki temu dostała mecze z FK Bodø/Glimt, a na stulecie klubu grała z Ajaxem. Kolejne karty tej historii zapisali w Lidze Konferencji, zwieńczone ćwierćfinałem z Betisem. Po to rok temu wywalczyliśmy piąty slot dla Polski, aby dać szansę innym klubom napisać podobną historię. Być może i GieKSa w sierpniu zagra z Ajaxem.
W ostatnich latach wiele napisano o rankingowym TOP15, które dało nam piąty slot w Europie. O co gramy w tym sezonie?
Dzięki TOP15 dziś w Europie gra GieKSa, a nie Brøndby, bo m. in. Duńczyków przeskoczyliśmy w rankingu. W tym sezonie osiągnęliśmy miejsce dwunaste, co w kolejnych rozgrywkach pozwoli zwycięzcy Pucharu Polski grać od razu w 4. rundzie kwalifikacji Ligi Europy. Zespół z dobrym współczynnikiem będzie więc miał jeden łatwy krok do tych rozgrywek, a gwarantowana będzie Liga Konferencji. Z kolei Mistrz Polski zacznie od ostatniej rundy kwalifikacji Ligi Mistrzów, z pełną oprawą Champions League, a w razie niepowodzenia ląduje w Lidze Europy. Gdzieś w tle są jeszcze pieniądze – w LE da się zarobić ok 15 mln euro, natomiast w Lidze Mistrzów kasa leje się już strumieniami. Wicemistrz tak jak dziś gra w drugiej rundzie kwalifikacji LM, czwarty w lidze gra w kwalifikacjach Ligi Europy, a piąty bez zmian. Teraz celujemy w miejsce dziesiąte, które dziś jest dla nas wyjściowe. Aby je utrzymać, nie możemy dać się wyprzedzić ani Czechom, ani Grekom, którzy będą większym zagrożeniem niż nasi południowi sąsiedzi. Nawet w przypadku gorszych scenariuszy powinniśmy utrzymać dwunaste miejsce, a piętnaste jest w zasadzie zapewnione na kilka lat do przodu.
Nabicie wysokiego współczynnika umożliwiła nam przede wszystkim reforma europejskich rozgrywek i utworzenie Ligi Konferencji. Dla ciebie są to wartościowe rozgrywki czy – jak mówią niektórzy – „puchar pasztetowej”?
Dla mnie jest to odpowiednie narzędzie do zbudowania siły naszej ligi w Europie. Dotychczas było tak, że o sile ligi nie świadczył hegemon dobrze radzący sobie w pucharach, np. Crvena Zvezda. Musiał być jeszcze równie silny Partizan i kolejne zespoły, które dokładały punkty w rankingu. Liga Konferencji pozwoliła wyrównać te szanse i uwypuklić znaczenie innych niż mocny mistrz zespołów w danych ligach. Nie mamy klubu na tyle silnego, aby regularnie kwalifikował się do Ligi Mistrzów, ale mamy kilka w miarę mocnych drużyn, które są w stanie zostawiać w tyle zespoły drugie, trzecie czy czwarte w swoich ligach. Nie odpadamy już ze słabeuszami, a na europejskich średniaków patrzymy jak na ekipy w naszym zasięgu. W moim odczuciu ten ranking jest dziś bardziej sprawiedliwy niż wcześniej.
Napisałeś niedawno, że druga runda kwalifikacji do Ligi Konferencji to w zasadzie runda amatorska. Co czeka GieKSę na tym etapie? Awans to nasz obowiązek?
Zdecydowanie jest to obowiązek zarówno Rakowa, jak i GieKSy. Potencjalnych rywali jest 44 i są wśród nich zespoły typowo amatorskie, np. z Gibraltaru, Andory, Walii czy Irlandii Północnej. Z drugiej strony są rywale z lig średnich, które mogą nam sprawić trochę kłopotów, ale i tak widzę tu polskie zespoły w roli faworyta. Tutaj wskazałbym np. węgierskie Paksi FC, ukraińskie Polissia Żytomierz i LNZ Czerkasy, rumuńskie Universitatea Cluj, a dalej Dunajska Streda ze Słowacji albo szkockie Motherwell. Gdyby GieKSa nie miała w losowaniu ani pecha, ani szczęścia, to trafiłaby na kogoś pokroju FK Železničar Pančevo – czwarty zespół serbskiej ekstraklasy, co nie brzmi specjalnie groźnie.
Spośród wspomnianych rywali nie będziemy mieli szansy trafić na wszystkich, bo tuż przed losowaniem UEFA dokona czegoś w rodzaju podziału geograficznego. Na czym będzie on polegał?
W dzień losowania UEFA dzieli wszystkie 86 zespołów na kilkanaście koszyków, według kryterium umownie nazywanego geograficznym. Dodatkowe znaczenie ma uniemożliwienie wylosowania się zespołów z tego samego kraju. Czynnik geograficzny teoretycznie też ma znaczenie, dlatego w ostatnich latach często trafialiśmy np. na Kazachstan czy Słowację. UEFA stara się również tak dobierać koszyki, aby ich poziom był względnie wyrównany, ale to wychodzi już różnie.
Nie zakładamy więc innego scenariusza niż zameldowanie się w komplecie w 3. rundzie kwalifikacji. Co nas tam czeka?
W tej rundzie GieKSa na 99% będzie nierozstawiona. Ten jeden procent to szansa trafienia w drugiej rundzie Sheriffa Tyraspol, który startuje od Q1 LE z ogromnym współczynnikiem, ale w tym sezonie jest bardzo słaby i może spaść do nierozstawionych Q2 LKE. Wtedy GieKSa przejęłaby współczynnik Sheriffa w losowaniu Q3. Szansa na to jest jednak marginalna i w trzeciej rundzie traficie na drużynę rozstawioną, z odpowiednim współczynnikiem. W razie pokonania tej przeszkody przejmujecie współczynnik rywala, który może dać rozstawienie w Q4.
Jak oceniasz nasze szanse w Q3?
GieKSa może trafić na rywala z czterech kategorii. Pierwsza to rywal z potężną marką i ogromnym współczynnikiem, którego raczej nie przejdziecie, ale jeśli wydarzy się cud, to w czwartej rundzie będziecie rozstawieni. Przykłady to Braga, Ajax, Kopenhaga albo Panathinaikos. Druga półka to rozstawieni, którzy ostatnimi laty nie radzą sobie najlepiej: Partizan Belgrad mający ogromne problemy finansowe, Rapid Wiedeń, który w zeszłym sezonie był najgorszy w LKE, a Raków i Lech wręcz ich zmiażdżyły, być może także Steaua Bukareszt, która rok temu odpadła z macedońską Shkëndiją Tetowo albo Lugano, choć ostatnio ciężko nam idzie ze Szwajcarami. Trzecia kategoria to zespoły, które nie dadzą rozstawienia w Q4, ale są wyraźnie słabsze od polskich drużyn, np. wspomniana Shkëndija, Żalgiris Wilno, Astana, Ryga czy Zrinjski Mostar. Ich po prostu trzeba przejść, bo nie możemy odpadać z drugim zespołem macedońskiej ekstraklasy.
Kogo jak kogo, ale zespołów z Macedonii w Katowicach lekceważyć nie będziemy, bo mamy do wyrównania pewne rachunki sprzed 23 lat…
Znam tę historię z opowieści, bo z racji wieku nie mam prawa jej pamiętać. Takie to były czasy, że odpadaliśmy wtedy z różnymi egzotycznymi rywalami. Wracając jednak do czekających nas rozgrywek, czwarta kategoria to chyba najgorszy scenariusz, bo są to zespoły na tyle mocne, że nie gwarantujące awansu, a jednocześnie nie dające rozstawienia w kolejnej rundzie. Tutaj wskazałbym Twente Enschede, Beşiktaş, Cluj, Rijekę lub Başakşehir. Z nimi GieKSa się namęczy, a i tak może potem polec w Q4.
Patrząc na te wszystkie zestawienia, którego z rywali byś nam życzył w danej fazie, a który byłby dla nas najgorszym trafem?
W drugiej rundzie jest to w zasadzie obojętne, bo tę przeszkodę po prostu trzeba pokonać. Najsłabszy wydaje się być Vestri Ísafjördur – drugoligowiec z Islandii, który niespodziewanie wygrał krajowy puchar. W trzeciej rundzie życzyłbym wam Partizana lub Rapidu, które są do przejścia i raczej dadzą rozstawienie w Q4. Nie życzyłbym natomiast Bragi, bo nie jest to marka z pierwszych stron gazet, a jednocześnie będzie trudnym do przejścia rywalem. Podobnie z Panathinaikosem nie widziałbym GieKSy w roli faworyta, a to właśnie z Grecją walczymy o TOP10 w rankingu.
W jednym z twitterowych komentarzy wyliczyłeś nam 21% szans, że przebrniemy wszystkie 3 rundy i zakwalifikujemy się do fazy ligowej LKE. Zważywszy, że takie same szanse mieliśmy przed sezonem na awans do Europy, a cel udało się osiągnąć, to nie brzmi to jak mission impossible. Wierzysz, że jesteśmy w stanie dojść do fazy grupowej? I jak będzie z pozostałymi ekipami z Polski?
Bez obrazy, ale nie postawiłbym pieniędzy na awans GieKSy do fazy ligowej. Mimo to nie jest to nierealny wariant. Czasem wystarczy jeden „cudowny” dwumecz i pokonanie rozstawionego rywala, które wprowadzi na łatwiejszą ścieżkę w ostatniej rundzie. Do Ligi Konferencji co roku kwalifikują się zespoły, od których GieKSa na pewno nie jest gorsza. Dwa lata temu grała tam choćby Mlada Boleslav, na której mecze w Czechach przychodzi po 500 widzów. Jeśli los będzie sprzyjał GieKSie, to awans do fazy ligowej może się udać. Obok GieKSy najtrudniejszą sytuację ma Raków, bo nie ma żadnego marginesu błędu. Jest wprawdzie rozstawiony, ale musi być bezbłędny. Szanse Górnika oceniam w miarę wysoko, bo ma do rozegrania sześć spotkań, każde z rywalem mocniejszym od siebie, ale wystarczy, że wyjdzie im jeden dwumecz. Byłoby idealnie, gdyby trafił na Sturm Graz. Jaga, jeśli spadnie do Q4 LKE, to na 90% będzie rozstawiona więc powinna sobie poradzić. Natomiast na wszystkie rozstawione zespoły w Q4 LKE czeka nierozstawione Getafe, które jest największą pułapką i może pokrzyżować nasze plany.
Jaki jest więc scenariusz dla polskich drużyn na te kwalifikacje – minimalny i realny?
Za dobry uznałbym scenariusz, gdy do faz ligowych wprowadzamy cztery zespoły – dwa w Lidze Europy i dwa w Lidze Konferencji. Byłby to kolejny krok do przodu. Minimum to trzy zespoły w Europie, w tym Lech w Lidze Europy, bo ma na tyle dobry współczynnik, że wręcz musi grać co najmniej w LE. W przypadku awansu dwóch zespołów będziemy musieli oglądać się za siebie w walce o TOP12.


Najnowsze komentarze