Hokej Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka
Tygodniowy przegląd mediów: Wyzwanie dla mistrzów
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy. Prezentujemy naszym zdaniem, najciekawsze z nich.
Piłkarze GieKSy zremisowali w piątek w meczu ligowym z Sandecją Nowy Sącz 0:0. Prasówkę po tym meczu przeczytacie TUTAJ. Piłkarki w rozpoczęły sezon ligowy od przegranej z AZS-em UJ Kraków 3:4. Kolejne spotkanie drużyna kobieca rozegra we wtorek 23 sierpnia o 16:00, z Czarnymi Sosnowiec, na wyjeździe. Mecz będzie transmitowany na kanale TVP Sport. Siatkarze wzięli udział w turnieju PreZero Grand Prix PLS, z którego odpadli po przegranej z Projektem Warszawa. W dalszym ciągu trwa saga z Micahem Ma’a w roli głównej. Menedżer siatkarski Jakub Malke proponuje skorzystanie z możliwości zablokowania międzynarodowego certyfikatu ITC zawodnika. Przygotowująca się do startu PHL oraz rozgrywek Hokejowej Ligi Mistrzów nasza drużyna rozegrała dwa sparingi – oba przegrane. W środę drużyna przegrała z Comarch Cracovią 2:4, a w piątek z GKS Tychy 0:2. Do zespołu Mistrzów Polski w hokeju na lodzie dołączył napastnik z Kanady Brandon Magee.
PIŁKA NOŻNA
kobiecyfutbol.pl – Krakowska wymiana ciosów zakończona wygraną Jagiellonek
W Krakowie, kibice na brak goli narzekać nie mogli pomimo niezbyt szybkiego meczu. W wymianie ognia pomiędzy AZS UJ Kraków a GKS Katowice to „Jagiellonki” wygrały 4:3.
Początek porannego meczu w stolicy Małopolski nie należał do tych, po których mogliśmy się spodziewać wiele. Mimo to już w 7. minucie meczu Amelia Bińkowska wykorzystała błąd Dominiki Woźniak i otworzyła wynik spotkania. Pojedynek od razu się ożywił i po kolejnych 180 sekundach AZS UJ Kraków doprowadził do remisu. Dobre zagranie z prawej strony Kingi Wilk, trochę przypadku w poczynaniach na jedenastym metrze i finalnie piłka znalazła się w bramce po zagraniu z najbliższej odległości Weroniki Smazy.
Podopieczne Karoliny Koch długo się rozkręcały, lecz udało się Klaudii Maciążce wyprowadzić katowiczanki na prowadzenie w 24. minucie spotkania. Przyjezdne były ponadto były bardziej zdeterminowane w swoich poczynaniach. Ale samo tempo meczu było dość wolne.
Karą za to była akcja z 42. minuty. Paulina Guzik z prawej strony wycofała w okolicę dwudziestego metra piłkę do Anny Zapały. Ta niepilnowana kompletnie przez nikogo strzeliła z pewnością jednego z piękniejszych goli w tej kolejce.
Po przerwie, w nadziei, że zwycięstwo jest blisko, to „Jagiellonki” zaczęły odważniej. Skutkiem tego druga dziś bramka Weroniki Smazy po godzinie gry. Dobre rozegranie dwójkowej akcji, zakończone płaskim strzałem w dalszy róg bramki, wskutek którego piłkarki spod Wawelu objęły prowadzenie.
Tak czy inaczej, świetnym nosem pochwalić może się Karolina Koch. W 74. minucie wprowadziła ona Patrycję Kozarzewską. Ta właściwie z miejsca zaczęła pracować na gola i w wyniku tego młoda debiutantka po niespełna dziesięciu minutach mogła się cieszyć z bramki premierowej. Bramki dającej wówczas remis.
Z drugiej zaś strony, wprowadzona przez Krzysztofa Kroka Aleksandra Pleban, dobrze odnalazła się w polu karnym i po raptem dwudziestu minutach na placu gry dawała jeszcze ważniejszą bramkę na obiekcie Prądniczanki. Dzięki temu, mimo niemrawego początku spotkania, ostatecznie oglądaliśmy fenomenalne widowisko, w wyniku którego zobaczyliśmy aż siedem goli.
SIATKÓWKA
siatka.org – Co dalej z Micahem Ma’a w GKS-ie?
– Można spróbować wnioskować o zablokowanie ITC, czyli wydania certyfikatu międzynarodowego. To jest jedyna opcja, by nie dostał prawa do gry w Turcji. Na to być może FIVB by zareagowało – powiedział menadżer Jakub Malke o sytuacji Micaha Ma’a, który nie stawił się w Katowicach na przygotowaniach do sezonu, mimo wiążącej go umowy z GKS-em.
W ostatnich dniach głośno jest o Micahu Ma’a, który mimo ważnej umowy nie stawił się na początku przygotowań do sezonu GKS-u Katowice. Zawodnik chciał rozwiązać umowę z klubem, ale się z nim nie dogadał. Jaki będzie ciąg dalszy tej historii?
– Jeśli istnieje buyout finansowy, opiewa on na różne kwoty. Z tego rozwiązania korzysta wielu zawodników. Zawiera on również konkretny termin, w którym może być przeprowadzony. Przypadki korzystania z tej opcji występowały w PlusLidze wielokrotnie – albo w jedną, albo w drugą stronę. Kluby uiszczały dopłatę za rozwiązanie umowy lub sam zawodnik się spłacał – wyjaśnił Jakub Malke, menedżer siatkarski.
Ma’a nie pojawił się w Katowicach, a to on miał być jednym z filarów GKS-u na nowy sezon. – Nie wiem, co miał Micah Ma’a w kontrakcie. Zakładam, że oburzenie klubu wynika z tego, że buyoutu nie miał i nie miał powodu, by umowę jednostronnie rozwiązywać. Wydaje mi się, że do GKS Katowice przyszedł jego agent, powiedział, że jego zawodnik grać nie chce i nie będzie, ale finalnie obie strony się nie dogadały finansowo. Możliwe też, że nie chodziło wyłącznie o finanse, a zastępstwo, którego klub z Katowic nie otrzymał – dodaje agent.
Przed poprzednim sezonem głośno było o innym Amerykaninie, Taylorze Sanderze, który nie stawił się na przygotowaniach PGE Skry Bełchatów. Przez długi czas nie kontaktował się z klubem. Ostatecznie w PlusLidze nie zagrał, nie podpisał też innego kontrkatu, ale wystąpił na boiskach do siatkówki plażowej. Z Ma’a sytuacja jest nieco inna, bowiem chciał on przenieść się do Halkbanku Ankara, gdzie otrzymałby większe pieniądze. Co się stanie, jeśli zawodnik podpisze kolejną umowę, mimo wiążącego go kontraktu z GKS-em? – Nie miałem takiego przypadku, ale znamy takie sytuacje z przeszłości. Asseco Resovia Rzeszów miała taką sytuację, ale nie wiem, jak się skończyła. FIVB nie reaguje. Nie wierzę w to, że sprawa trafi na wokandę federacji i licencja zawodnika zostanie zawieszona. FIVB nie chce się w to mieszać – wyjaśnił Malke.
Widzi on jednak możliwość działania działaczy GKS-u w tej niekomfortowej dla klubu sytuacji. – Klub na starcie może zrobić prostą rzecz. Siatkarz będzie w systemie zarejestrowany jako gracz GKS Katowice, więc można spróbować wnioskować o zablokowanie ITC (International Transfer Certificate – przyp. red.), czyli wydania certyfikatu międzynarodowego. To jest jedyna opcja, by nie dostał prawa do gry w Turcji. Na to być może FIVB by zareagowało, choć nie sądzę – zakończył menedżer.
Grand Prix PLS: Pewne wygrane GKS-u i Lublinian, pozostałe mecze rozstrzygnął tie-break
W Krakowie rozpoczęła się trzecia edycja Grand Prix PLS. W sesji porannej doszło do dwóch tie-breaków. Projekt Warszawa pokonał Cuprum Lubin, a Ślepsk Suwałki był lepszy od PGE Skry Bełchatów. Pewne wygrane zanotowali natomiast gracze LUK Lublin oraz GKS-u Katowice.
[…] Początek kolejnego meczu rozpoczął się od wyrównanej gry (4:4), dopiero as serwisowy Dawida Ogórka dał zaliczkę GKS-owi (6:4), który zaczął budować solidną przewagę (13:9). Podopieczni Grzegorza Słabego grali coraz pewniej (18:12), rywale mieli tylko pojedyncze udane akcje (13:20) i GKS wykorzystał już pierwszą okazję do skończenia premierowej odsłony (25:17).
Początek kolejnej partii był wyrównany (4:4), skutecznie grał Slawinski, ale po stronie GKS-u nieźle funkcjonował blok (7:6), natomiast radomianom zdarzały się błędy (8:9). Uspokoili swoją grę i po ataku Daniela Gąsiora mieli dwa oczka więcej na swoim koncie (12:10). Katowiczanie wyrównali i wszystko miało rozstrzygnąć się w końcówce (21:21). W kluczowym momencie GKS miał dwupunktowe prowadzenie (23:21), całe spotkanie blokiem zakończył Jakub Lewandowski.
GKS Katowice – Cerrad Enea Czarni Radom 2:0 (25:17, 25:22)
Grand Prix PLS: Luk Lublin, Ślepsk, Zawiercianie i Stal Nysa nadal po lewej stronie drabinki
W Krakowie zakończył się drugi dzień zmagań Grand Prix PLS. W popołudniowej sesji zwycięzcy pewnie triumfowali. LUK Lublin pokonał warszawian, Ślepsk Suwałki bez problemu uporał się z GKS-em Katowice. Po lewej stronie drabinki nadal znajduje się również Aluron CMC Warta Zawiercie, która pokonała BBTS Bielsko-Biała, natomiast PSG Stal Nysa okazała się lepsza od kędzierzynian.
[…] Kolejny pojedynek rozpoczął się od wyrównanej gry (4:4), jako pierwsi odskoczyli katowiczanie (8:6). Po bloku Ślepska i asie serwisowym Arkadiusza Żakiety był remis (9:9), to samo chwilę później zrobił Paweł Halaba j jego zespół prowadził już 13:10. GKS cały czas miał spore problemy z zagrywkami rywali (12:17), ale zbliżył się na dwa oczka (15:17). Nie na długo, bo znów asa posłał Żakieta (20:15), ale podopieczni Grzegorza Słabego nie poddawali się (20:22). Blok Ślepska doprowadził do piłki setowej (24:20) i zepsuty serwis przeciwników zakończył tę partię.
Ekipa z Suwałk od mocnego uderzenia rozpoczęła także kolejną odsłonę (8:5), pewnie atakował Żakieta, nie do końca wychodziło to katowiczanom (6:11) i cały czas wyraźny dystans utrzymywał Ślepsk (15:10). Do tego doszły kolejne błędy GKS-u (13:20), blok Żakiety znacznie przybliżył jego zespół do końcowego triumfu. Do piłki meczowej doprowadził błąd w polu zagrywki GKS i gracze z Suwałk szybko zakończyli to spotkanie.
Ślepsk Malow Suwałki – GKS Katowice 2:0 (25:21, 25:16)
Składy zespołów:
[…] GKS: Mielczarek (4), Domagała (5), Nowosielski, Ogórek (11) oraz Mariański, Kania, Quiroga (1) i Lewandowski (4)
Grand Prix PLS: Projekt Warszawa, GKS Katowice, Bełchatowianie i ekipa z Lubina nadal w grze
Mecze porannej sobotniej sesji Grand Prix PLS w większości kończyły się w dwóch setach. Swoje pojedynki wygrali siatkarze z Warszawy, Katowic oraz Bełchatowa. Jedyny tie-break na tym etapie turnieju rozegrało Cuprum Lubin z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle i w decydującej odsłonie lepsi okazali się lubinianie.
[…] Jako pierwsi na dwa oczka odskoczyli siatkarze z Olsztyna, powiększając swoje prowadzenie po udanej kontrze Bartłomieja Lipińskiego (8:4). GKS ponownie pokazał ducha walki, odrobił znaczną część strat i po świetnej akcji Dawida Ogórka tracił już tylko oczko. Na tablicy wyników pojawił się remis (12:12). Po walce punkt za punkt, w końcówce dobry blok pozwolił GKS-owi zbudować zaliczkę (20:17), a atak Wiktora Mielczarka dał piłkę setową (24:20). Pierwszą część meczu zakończył Damian Domagała.
W kolejną odsłonę znów lepiej weszli akademicy (4:2), ale rywale szybko wyrównali (6:6). Ponownie to GKS przejął inicjatywę, sporo błędów zdarzało się za to olsztynianom, którzy w połowie seta musieli gonić wynik. W ofensywie znów brylował Ogórek (17:13), próbował odpowiadać na to Lipiński, ale dopiero widowiskowy blok Dawida Siwczyka pozwolił zmniejszyć straty AZS-u (16:18) i kiedy asem serwisowym popisał się Jakub Ciunajtis, jego ekipa miała kontakt punktowy (18:19). Tym samym odpowiedział Bartosz Mariański (23:18) i tym razem podopieczni Grzegorza Słabego nie oddali już rywalom pola, kończąc spotkanie blokiem.
Indykpol AZS Olsztyn – GKS Katowice 0:2 (21:25, 19:25)
Składy zespołów:
[…] GKS Katowice: Mielczarek (6), Domagała (9), Nowosielski (3), Ogórek (12) oraz Mariański (1) i Lewandowski (8)
Grand Prix PLS: Stal Nysa i Luk Lublin już w półfinale
Sobotnie deszczowe popołudnie w Grand Prix PLS rozpoczęło się od dość pewnych zwycięstw LUK Lublin nad Ślepskiem Suwałki, a następnie Stali Nysa nad zespołem z Zawiercia. Dwie zwycięskie drużyny na pewno zagrają w półfinale rywalizacji. O wyniku dwóch kolejnych meczów decydowały tie-breaki. W pierwszym z nich Projekt Warszawa okazał się lepszy od GKS-u Katowice, w drugim Cuprum Lubin pokonało bełchatowian.
[…] Pierwsze momenty spotkania były wyrównane (3:3), ale potem inicjatywę zaczęli przejmować stołeczni, skuteczny na skrzydle był Igor Grobelny, nie zawodził także Artur Szalpuk i przewaga jego drużyny rosła (18:9), szybko pojawiła się pierwsza piłka setowa, a as serwisowy Cezarego Żyłkowskiego zakończył premierową odsłonę.
Projekt Warszawa już na początku kolejnej odsłony odskoczył (7:5), ale GKS się nie poddawał i wyrównał stan rywalizacji (11:11). Na tym nie poprzestali i po kontrze Jakuba Lewandowskiego mogli cieszyć się z trzech oczek przewagi (18:15). Dobrze grał Dawid Ogórek (22:17), a blok Damiana Domagały zakończył tę odsłonę.
Decydująca partia rozpoczęła się po myśli warszawian (6:2), świetny blok Artura Szalpuka powiększył prowadzenie ekipy Roberto Santilliego (8:2). Z pola zagrywki nie schodził Jakub Kowalczyk (11:2) i jego drużyna nie dala dojść do głosu rywalom. Spotkanie zakończył Kowalczyk blokiem na Dawidzie Ogórku.
Projekt Warszawa – GKS Katowice 2:1 (25:14, 19:25, 15:4)
HOKEJ
sportdziennik.com – Kanadyjczyk w „GieKSie”
Poszukujemy napastnika z prawym uchwytem kija i, wcale nie ukrywam, że mamy kilku kandydatów. – Jednak o wszystkim zadecydują nasi trenerzy – tak mówił nie tak dawno na naszych łamach dyrektor sekcji GKS-u Katowice, Roch Bogłowski.
Poszukiwania zakończyły się sukcesem, bowiem kontrakt z „GieKSą” podpisał 28-letni Brandon Magee (175 cm, 86 kg). Kanadyjczyk, rodem z Edmonton, z powodzeniem występował w jednej z najlepszych lig juniorskich świata (WHL), a potem w ECHL oraz akademickiej Usports.
W swoim życiorysie ma również 18 występów w KHL w chińskim zespole z Kunlunem Red Star, ale ostatecznie nie zdołał się przebić do podstawowego składu i później grał o szczebel niżej w WHL.
Ostatni sezon spędził najpierw w Komecie Brno i rozegrał 20 meczów ekstralidze czeskiej i zanotował 3 pkt 3 (gol+2 podania), a następnie występował na Wyspach Brytyjskich (EIHL) w Fife Flyers. Wystąpił w 37 spotkaniach i zanotował 23 pkt (7+16).
Wyzwanie dla mistrzów
Występy w Hokejowej Lidze Mistrzów to ciekawa przygoda i nowe doświadczenie sportowe – twierdzi obrońca GKS-u, Jakub Wanacki.
Trudno zdobyć mistrzostwo, ale jeszcze trudniej je obronić – to może wyświechtane stwierdzenie, ale pasuje jak ulał do GKS-u Katowice. Po 52 latach „GieKSa”, pod kierunkiem trenera Jacka Płachty (wychowanka klubu!), zdobyła 7. złoto w historii klubu. A praca wcale nie była – i nie jest – usłana różami.
Co roku, o tej samej porze, sytuacja się powtarza, bo hokeiści nie mogą korzystać z „własnego” obiektu – „Satelity” – i kątem trenują na „Jantorze”. Tam też niebawem rozpoczną kolejny sezon, niewątpliwie historyczny, gdyż wystąpią w eliminacjach Hokejowej Ligi Mistrzów (CHL). Już 1 września zmierzą się z obrońcą trofeum, szwedzkim Rogle Angelholm. Jednak nim to nastąpi, trzeba będzie przejść przez ostatni 3-tygodniowy szlif formy.
Kłopoty z miejscem do treningów i meczów związane są z siatkarskimi mistrzostwami świata. Stąd właśnie lokalizacja pierwszych meczów GKS-u na „Jantorze”, i przy ograniczonej liczbie publiczności.
Letni okres transferowy nie był łatwy dla działaczy tego klubu. Po złotym medalu wszyscy oczekiwali uzasadnionych podwyżek uposażeń, trzeba też było mocno się nagimnastykować, by utrzymać w miarę stabilny skład. Ostatecznie bilans zysków i strat jest mniej więcej wyrównany.
W Katowicach żałują, że odszedł Carl Hudson, który był ważnym ogniwem defensywy. Uznał on jednak, że zdobycie mistrzostwa Polski to dobry moment, by zakończyć karierę. W jego miejsce sprowadzono 25-letni Fina Niko Mikkolę, mającego udany sezon w Kiekko-Vantaa w Messtis (2. poziom rozgrywkowy). Fin zapewne będzie często wykorzystywany w formacjach specjalnych. Obrona, jak się wydaje, jest stabilna, bo występują w niej doświadczeni zawodnicy, a po operacji i rehabilitacji barku doszedł do niej Dawid Musioł. W każdej też chwili może ją uzupełnić Marcin Kolusz, hokeista uniwersalny.
Dobra postawa Szweda Anthona Erikssona w GKS-ie została zauważona i zaowocowała transferem do IK Oskarshamn (SHL najwyższy poziom rozgrywkowy w Szwecji). Natomiast Fin Miro-Pekka Saarelainen trafił do duńskiej ligi i będzie występował w Rodovre Mighty Bulls. Działacze nie mieli dość argumentów, by zatrzymać tych napastników. Drużynę opuścili również Patryk Wronka oraz Mateusz Michalski; oferta finansowa Comarch Cracovii była na tyle kusząca, że obaj z niej skorzystali.
W Katowicach nikt zamierzał po ich odejściu rozpaczać, tym bardziej że sprowadzono Shigeki Hitosato, reprezentanta Japonii, który dał się poznać jako dynamiczny i kreatywny napastnik. Z kolei Szwedzi Hampus Olsson i Christian Blomqvist gwarantują solidność i stabilność. Podobnie jak ostatnio sprowadzeni Kanadyjczyk Brandon Magee oraz Fin Teemu Pulkkinen. Ten drugi liczy 27 lat, ma za sobą grę za oceanem na poziomie uniwersyteckim, a ostatni sezon spędził w duńskiej lidze Herning Blue Fox (najwyższa klasa rozgrywkowa).
– Wydaje się, że sprowadziliśmy zawodników, którzy spełnią oczekiwania – mówi dyrektor sekcji Roch Bogłowski, który przez w ostatnich miesiącach był jednym kłębkiem nerwów. – Jestem przekonany, że trenerzy odpowiednio ułożą poszczególne formacje i stworzą ciekawy zespół. Jeszcze sporo pracy przed nami, ale nie może być inaczej przed debiutem w eliminacjach Ligi Mistrzów.
Hokeiści GKS-u najpierw przygotowują się indywidualnie, we własnym zakresie. – Od trzech lat pracuję w oparciu o plany trenera przygotowania motorycznego z Oświęcimia – mówi obrońca Jakub Wanacki, który ma za sobą udany sezon i któremu pamięta się zwycięską bramkę, zapewniającą drużynie miejsce w finale MP.
– Nie obawiam się więc o stronę fizyczną, bo zawsze byłem dobrze przygotowany. Weszliśmy na lód nieco później niż nasi rywale, ale jesteśmy przekonani, że wszystko nadrobimy. Wchodzimy w okres meczów kontrolnych, powoli więc powinniśmy łapać odpowiedni rytm. Nie mnie oceniać nowych zawodników, to rola trenera. Natomiast wiem, że nasza liga nie należy do „ogórkowych” i trzeba prezentować się solidnie w każdym elemencie, by się w niej pokazać z dobrej strony. Nasi trenerzy już zadbają o to, by akcenty w naszej drużynie zostały odpowiednio rozłożone. Równie ważne jest to, by została utrzymana atmosfera w szatni, bo ona jest również źródłem sukcesem drużyny.
W poprzednim sezonie GKS miał „firmowy” atak: Wronka – Grzegorz Pasiut – Bartosz Fraszko, który zdobywał gros bramek. Teraz trenerski duet Płachta – Ireneusz Jarosz ma więc zgryz, jak uzupełnić tę formację. ale zapewne znajdą napastnika, który uzupełni tę formację.
– Jeszcze nie myślimy o meczach Ligi Mistrzów i lampka nam się nie świeci – uśmiecha się Wanacki. – Przed nami jeszcze trochę pracy do wykonania, ale pewnie im bliżej będzie rywalizacji, tym temperatura będzie wzrastała. Na inaugurację spotykamy się z obrońcą pucharu i jestem ciekaw jak się zaprezentujemy. Niemniej czeka nas niezwykle ciekawa przygoda i nowe doświadczenie sportowe.
Przed trenerami i hokeistami GKS-u spore wyzwanie, bo przecież trzeba będzie łączyć występy w HLM z meczami ligowymi. W przeszłości nasi mistrzowie różnie sobie z tym radzili.
Dodajmy, że w tegorocznej edycji tych prestiżowych zawodów, oprócz GKS-u, wystąpi Comarch Cracovia, zwycięzca Pucharu Kontynentalnego. Początek hokejowego sezonu będzie się więc kojarzyć z wielkim „boom”!
hokej.net – „Pasy” lepsze od mistrzów Polski. Dwa ciosy w końcówce meczu
Hokeiści Comarch Cracovii dzięki udanej końcówce spotkania z GKS Katowice wygrali 4:2 i odnieśli pierwsze sparingowe zwycięstwo przed nowym sezonem Polskiej Hokej Ligi. Decydującego gola w 53. minucie zdobył Roman Rác a wynik przypieczętował Saku Kinnunen.
Towarzyskie spotkanie mistrza Polski ze zdobywcą Pucharu Polski było pierwszą zapowiedzią starcia o Superpuchar, a także starciem dwóch drużyn, które będą nas reprezentować w Hokejowej Lidze Mistrzów. Już od pierwszych minut obie drużyny pokazały, że – mimo towarzyskiego charakteru – mecz będzie niezwykle szybki i zacięty. Już w pierwszej minucie dwukrotnie przed szansą pokonania niedawnego kolegi z drużyny Johna Murra’a stanął Mateusz Michalski, jednak goście wyszli z tego obronną ręką. Kilka minut później w sytuacji sam na sam z broniącym bramki Pasów tego dnia Davidem Zabolotnym znalazł się Mathias Lehtonen, ale górą okazał się golkiper miejscowych.
W 11. Minucie do boksu kar odesłany został Csamangó i kiedy wydawało się, że krakowianie przetrwają okres gry w osłabieniu na prowadzenie swą drużynę wyprowadził Jona Monto i takim wynikiem zakończyła się pierwsza odsłona. Po przerwie podrażnieni gospodarze szukali sposobu na wyrównanie i sztuka ta udała się Stephanowi Csamango, który w ogromnym zamieszaniu zdołał musnąć kijem krążek i ten wtoczył się za linię bramkową. Niespełna dwie minuty później to „GieKsa” ponownie objęła prowadzenie, gdy Patryk Krężołek znalazł sposób na Zabolotnego. W połowie meczu po dwójkowej akcji Roberta Arraka i Sebastiana Brynkusa, reprezentant Estonii dał wyrównanie swojej drużynie i na drugą przerwę zawodnicy zjeżdżali do szatni przy stanie remisowym.
W ostatnich dwudziestu minutach gole zdobywali już tylko miejscowi – najpierw w 32. minucie technicznym uderzeniem z najbliższej odległości w okienko gola zdobył Rác, a na niespełna cztery minuty przed końcem meczu zwycięstwo strzałem z niebieskiej przypieczętował Saku Kinnunen.
Drugi sparing i drugie zwycięstwo
Hokeiści GKS-u Tychy po dobrym i twardym meczu pokonali GKS Katowice 2:0. Dla podopiecznych Andrieja Sidorienki było to drugie sparingowe zwycięstwo, dla GieKSy druga porażka.
Obaj szkoleniowcy wystawili niemal najmocniejsze składy. W ekipie GKS-u Tychy zabrakło jedynie Kanadyjczyka Alexandre’a Boivina, który niedawno wyleczył uraz.
Spotkanie – jak na tę porę roku i liczbę odbytych treningów na lodzie – było naprawdę dobrym widowiskiem. Więcej z gry mieli tyszanie, którzy w ciągu całego meczu wykreowali sobie więcej dogodnych okazji.
Po pierwszej odsłonie trójkolorowi prowadzili 1:0. W 13. minucie wynik spotkania otworzył Oskar Jaśkiewicz, który spod linii niebieskiej wrzucił gumę nad bramkę. John Murray nie zdążył w porę zareagować, więc 26-letni obrońca utonął w objęciach swoich kolegów.
Drugiego gola dla gospodarz zdobył Mateusz Gościński. Cała akcja zaczęła się od precyzyjnego dogrania Jakuba Bukowskiego, który zauważył, że Roman Szturc wychodzi na czystą pozycję. Czeski napastnik przegrał pojedynek sam na sam z Johnem Murrayem, a „Gościk” wykazał się instynktem snajpera i znalazł się w odpowiednim miejscu i czasie.
Katowiczanie w całym meczu nie znaleźli sposobu na tyskich bramkarzy Tomáša Fučíka i Kamila Lewartowskiego.
Na trzy minuty przed końcem Jacek Płachta poprosił o czas. Chwilę później poszedł o krok dalej i zdecydował się na manewr z wycofaniem bramkarza. Nie przyniósł on zamierzonego efektu, bo katowiczanie nie zdołali trafić do siatki.
Felietony Piłka nożna
21 sekund mistrzowskich akcji
Muszę sobie na mecze GieKSy brać jakieś wiaderko ze środkami uspokajającymi. Bo nie strzymię inaczej. Te mecze mnie tak dużo kosztują, że siwych włosów na głowie przybywa. Mecz z Motorem, w kontekście poprzednich, kosztował mnie energetycznie i nerwowo tak mocno, że po końcowym gwizdku czułem bardziej ulgę niż jakąś euforię po zwycięstwie. I w sumie mogę się zastanowić – dlaczego, skoro GieKSa tak cisnęła w drugiej połowie.
No właśnie chyba dlatego, że znów włączyła mi się obawa o to, że nie utrzymamy wyniku i wypuścimy – pewne wydawałoby się po pierwszej połowie – zwycięstwo. Chyba byłbym spokojniejszy, gdyby… mecz był spokojniejszy i bardziej wyrównany. Że raz my, raz oni, a dużo gry odbywałoby się w środku boiska. A tak z każdą niewykorzystaną sytuacją GieKSy po przerwie narastał we mnie niepokój, że w jakiś głupi sposób damy sobie wcisnąć coś w końcówce. Tym bardziej, że nasze okazje były coraz lepsze, takie – że trudno było uwierzyć, że ta cholerna piłka nie chce do siatki wpaść. No i Motor swoje wypady w pewnych fazach meczu robił i kotłowało się pod naszą bramką.
Ogólnie uważam, że to był kapitalny mecz GieKSy. W ofensywie znakomity. Pierwsza połowa to wręcz był koncert. Udokumentowany trzema bramkami i to jakimi – pierwszy gol to wiadomo, świetny strzał Markovića po stałym fragmencie, ale dwie kolejne bramki to było rozklepanie obrony rywala. Niemal jak w grze komputerowej. Przy golu na 2:1 od momentu przejęcia piłki w szybkim rozegraniu wzięło udział 7 (siedmiu!) zawodników. Nie mówimy tu o stoperach grających między sobą. Mówimy o każdym konkretnym dotknięciu, które rozwija akcję – aż do bramki. Marković, Wasyl, Milewski, Rasak, Szkurin, Czerwiński, Nowak, zaliczali asysty drugiego, trzeciego, czwartego itd. stopnia, tak, że Bartek – który zrobił kapitalny ruch do piłki – mógł tylko przystawić stopę. Drugi gol to akcja: Kudła, Jędrych, Klemenz, Szkurin, Marković, Czerwiński, Jirka, Wasielewski i Eman strzela do pustej bramki. W obu sytuacjach na przetransportowanie piłki przez tylu zawodników, nasz zespół potrzebował po 21 sekund. To jest absolutne mistrzostwo i do bólu wykorzystanie ofensywnego potencjału każdego, kogo tylko się da. Po prostu znakomite.
Małą rysą na pierwszej połowie była bramka Czubaka. W innej sytuacji Dawid Kudła kapitalnie wybronił sytuację sam na sam. Wydawało się, że możemy być spokojni. Ale oddajmy też Czubakowi, że tak uderzyć spoza światła bramki to też duży kunszt.
Niestety w defensywie GieKSa znów zagrała GieKSę, czyli w głupi sposób straciła gola i to znów zaraz po przerwie. Trener porównał to wznowienie naszego bramkarza do tego, co zrobił Kamil Grabara ze Szwecją. Podobnie jak wtedy, bramka padła nie od razu – coś tam Polsce udało się odbudować. Ale zamęt jaki powstał, miał swoje konsekwencje kilkadziesiąt sekund później. Tutaj Dawid Kudła nie tylko się pospieszył – przede wszystkim źle wyrzucił piłkę, po nie poturlał jej po ziemi, tylko podał do Alana takimi koziołkami. Przy pressingu rywala Alanowi udało się opanować co prawdą tę piłkę, ale widać już było, że ten zamęt się pojawił. Potem był bardzo duży błąd Damiana Rasaka, wejście w pole karne, a tam już zamieszanie i gol.
I nie mieliśmy już dwubramkowej przewagi, tylko jednobramkową. Znów wynik był na styk. GieKSa chyba zreflektowała się, że nie ma co schodzić zbyt nisko i dawać Motorowi grać. Dlatego przez sporą część drugiej połowy Katowiczanie przycisnęli tak niesamowicie mocno, grali tak agresywnym pressingiem na połowie przeciwnika, że co chwilę na 30-40. metrze odbierali rywalowi piłki, a w skrajnym przypadku nawet… tuż przed polem bramkowym. Mieliśmy swoje sytuacje, wejścia w pole karne, strzały, sytuacje sam na sam – i nic. Sama gra – pomijając wykończenie – była doskonała. No ale właśnie – tak jak pisałem niedawno – na koniec liczą się bramki. Tych w drugiej połowie nie było i musieliśmy drżeć o wynik do samego końca.
Oczywiście można mieć pretensje o ten brak skuteczności, ale to, że GieKSa znów doszła do tylu sytuacji jest naprawdę optymistyczne i zadowalające. Gdyby skuteczność była na poziomie sprzed przerwy, Motor dostałby szóstkę. A przecież nie można powiedzieć, żeby lublinianie grali jakiś szczególnie zły mecz.
Ale dociągnęliśmy. Ostatecznie nie daliśmy Motorowi wbić drugiego gola. Zaliczka z pierwszej połowy wystarczyła do zwycięstwa. To też trzeba umieć. GKS bardzo zasłużenie to spotkanie wygrał.
To co mnie cieszy, to fakt, że GKS poszedł za falą tych poprzednich meczów. Ta intensywność w grze, agresja, to w dużej mierze klucz do sukcesu. Oczywiście podparte jest to dobrą taktyką i techniką. Naprawdę pięknie momentami gramy piłką. A niektórzy zawodnicy zaskakują. Sebastian Milewski wiadomo jak dobry jest na wiosnę, ale to jedno „zawrócenie”, które zrobił zostawiając za sobą dwóch przeciwników to był majstersztyk. Bartek Nowak znów dał liczbę, tym razem nie asystę, a gola. A Eman? Eman, co Ty robisz? Ten zawodnik jeszcze tak chwilę pogra i poleci na Mundial. Niech tam Haaland szepnie trenerowi Norwegów na ucho coś o swoim kumplu. Ależ by to była historia. No cóż, pomarzyć zawsze można. Wtedy na Mundialu wszyscy bylibyśmy Norwegami.
Nie wiem, co mu się stało. Wcześniej przecież nawet nie miał miejsca, a jak wchodził to nic nie dawał. Teraz w trzech meczach ma pięć bramek i asystę. W końcu też trafił na Nowej Bukowej i kibice mogli głośno wykrzyczeć jego nazwisko. A nieco zestresowany zawodnik pouczony przez Alana mógł krzyknąć do Blaszoka „Kto wygrał mecz?”.
Nie chcę opisywać każdego zawodnika, ale bardzo spodobała mi się postawa Marcela Wędrychowskiego po wejściu. Dał to, czego od niego oczekiwaliśmy. Jego szybkość i żwawość była jak znalazł do utrzymania piłki z dala od naszej bramki w końcówce meczu. Bardzo dobre wejście. No i mimo tego błędu Dawida Kudły chcę powiedzieć, że ta interwencja w końcówce pierwszej połowy była mega ważna, a w drugiej też kilkukrotnie pewnie wyłapywał piłki po strzałach czy dośrodkowaniach piłkarzy Motoru.
Wygraliśmy i zdominowaliśmy przeciwnika naprawdę trudnego i niewdzięcznego. Lublinianie nie przegrali wcześniej siedmiu meczów i tracili bardzo mało bramek. Motor spokojnie powinien się utrzymać i być może będzie w górnej połowie tabeli. Mateusz Stolarski robi dobrą robotę.
W ogóle te mecze z Motorem są bardzo obfite w bramki. Oprócz spotkania z Bukowej zakończonego wynikiem 0:0, potem mieliśmy – porażkę 2:3 i zwycięstwo 5:2 w Lublinie, no i teraz 3:2 dla nas na Nowej Bukowej. Bardzo emocjonujące spotkania.
Za chwilę wejdziemy w decydującą fazę sezonu. Do końca pozostaje pięć kolejek. Pięć kolejek, w których można bardzo dużo ugrać.
W poprzednim sezonie w tym momencie, czyli po 29 meczach, GKS miał o jeden punkt mniej. Można więc powiedzieć, że regularność jest zachowana. I także rozkręcanie się na wiosnę. Śmieszne jest to, że rok temu właśnie za chwilę byliśmy matematycznie utrzymani, co teraz nie jest jeszcze pewne, a z drugiej strony o obecnie bardzo realnych pucharach wtedy nikt nie myślał, bo czołówka ligi już dawno odjechała. Niezły paradoks.
No ale właśnie, o co walczy GieKSa? Statystycznie i matematycznie nie ma ani jednego powodu, żeby nie twierdzić, że nie są to puchary. A co z tego wyjdzie, czas pokaże. Czy GKS będzie w stanie utrzymać ten poziom punktowania (7 punktów w ostatnich 3 meczach). Przecież przegraliśmy w Krakowie, co zdarzyć się nie musiało (no, może poza logiką ligi), ale gdybyśmy tam wygrali lub utrzymali z Lechem, to jeszcze byśmy się bili o mistrza. Co przecież formalnie też nie jest wykluczone i nie zdziwiłbym się…
Marzyć więc możemy, choć nie ma co się podniecać. Sposób funkcjonowania tej drużyny i jej rozwój daje duży spokój. Oczywiście okupiony wspomnianymi siwymi włosami w trakcie samych meczów. Ale trend jest bardzo, bardzo dobry. Więc niech zespół robi dokładnie to samo, co dotychczas, tylko… troszkę poprawi defensywę. Wtedy naprawdę na koniec sezonu będziemy szczęśliwi.
Komentatorzy w Canal Plus – Piotr Laboga i Kamil Kosowski – znów wczoraj rozpływali się nad tym meczem. GieKSa zyskuje sympatię w całej Polsce, właśnie z tego sposobu gry, z tej radości dla oka, a jednocześnie efektywności. Nie da się tej drużyny nie lubić, choć czasem irytuje niemożebnie. I taką drużynę chcę.
Piłka nożna
Górak: Siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę
Po meczu GKS Katowice z Motorem Lublin odbyła się tradycyjna konferencja prasowa, podczas której wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i Mateusz Stolarski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji.
Mateusz Stolarski (trener Motoru Lublin):
Na pewno trzeba oddać GieKSie, że po pierwszych naszych 7-8 minutach meczu na dobrym poziomie, potem oni przejęli inicjatywę. Zasłużenie wyszli na prowadzenie. My szybko odpowiedzieliśmy bramką i to mnie cieszy, że po stracie znowu byliśmy w stanie odpowiedzieć. Potem dalej przewaga GKS, udokumentowana drugą bramką. My znowu mamy sytuację, żeby odpowiedzieć na 2:2, w sytuacji, w której znalazł się Czubi, to była tak zwana setka na odrobienie strat. Nie wykorzystaliśmy tego i następnie GieKSa strzeliła podobną bramkę, co drugą, czyli wstrzeliła piłkę w pole karne i stamtąd domknęła sytuację. Podsumowując, nie była to nasza najlepsza połowa, jeżeli straciliśmy w niej trzy bramki. Zareagowałem dwoma zmianami plus odprawą w przerwie, o tym, co możemy poprawić i uważam, że byliśmy blisko odrobienia strat. Bo 15-20 minut było jednymi z najlepszych w naszym wykonaniu w tej rundzie, udokumentowane jedną bramką. Potem po tych 20 minutach GieKSa oczywiście doszła do głosu, mając swoje sytuacje. My próbowaliśmy pojedynczymi akcjami odpowiadać, ale nie byliśmy w stanie. Mecz bardzo dobry dla kibica, padło dużo bramek. Niestety przerywa on naszą serię siedmiu meczów bez porażki. Natomiast uważam, że reakcja na to, co się stało w pierwszej połowie uważam za bardzo dobrą. Oczywiście w końcówce GieKSa też miała swoje sytuacje. My już postawiliśmy wszystko na jedną kartę, goniliśmy wynik i asekuracja była słabsza z naszej strony. Gratulacje dla zespołu GKS Katowice, zwycięstwo u siebie, jesteście bardzo mocni, ten stadion – widać, że odkąd się przeprowadziliście mocno wam służy i życzę wam wszystkiego dobrego w kolejnych spotkaniach.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Bardzo energetyczny mecz – kolejny. Jednocześnie trzeba sobie szczerze założyć, że w piłce nożnej ważne są błyski, jak napisał jeden z moich przyjaciół. Te błyski, jakby podsumować to to, że w ciągu ośmiu dni strzelamy dziesięć bramek. To znaczy, że się bardzo dużo dzieje. Ktoś powie, że dużo tracimy, ale taka jest też piłka. Drużyna bardzo dobrze znosi całe trudy rozgrywek, bo to są bardzo emocjonujące rozgrywki i dla piłkarzy na pewno też. Jeżeli gramy w krótkim odstępie czasu takie spotkania, to niekiedy mental i siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę.
Dlatego jestem pod wrażeniem i chcę pogratulować drużynie tego, w jaki sposób działa, funkcjonuje i walczy o każdy mecz, o każdą piłkę.
Należy do tego dodać nasz sposób taktyczny, w jaki gramy, co przynosi bardzo dobre efekty. Jesteśmy intensywni, powtarzalni, graliśmy dzisiaj momentami świetny mecz, oczywiście nie przeszkodziło nam to popełnić kilku błędów. A rywal był zacny i wielkie słowa uznania dla trenera Motoru, bo Motor jest bardzo wymagającym rywalem. Dzisiaj strzeliliśmy im trzy bramki, a oni przecież w ostatnich siedmiu meczach stracili cztery. To też świadczy, że idziemy w dobrym kierunku.
Felietony Piłka nożna
Trudność w podejściu do średniawki
Aaaa qrwa jego mać…
To moja reakcja na gola Rakowa w doliczonym czasie gry w Gdańsku. Bo zaczynam pisać zaraz po. I tak, jak kolejka zaczęła się dobrze, bo Termalica wygrała w Lubinie, to potem pewnie lepszy byłby dla nas remis z Białymstoku, ale OCZYWIŚCIE Górnik musiał strzelić w doliczonym, lepszy byłby remis lub porażka Rakowa, ale OCZYWIŚCIE Raków musiał strzelić w doliczonym. I luj Bobcki strzelił, bo dwie drużyny się od nas oddaliły w tabeli.
Ktoś powie – trzeba było wygrać w Kielcach. No pewnie, że trzeba było, ale nie wygraliśmy. A nasze zdobywane punkty – zwłaszcza w tej fazie sezonu – mają taką samą wagę jak straty punktów przez przeciwników.
Przechodząc do naszego meczu. Nie wiem, jak to ugryźć szczerze mówiąc. Bo mam wrażenie, że Korona była do zdobytej bramki po prostu słaba. Potem się rozkręcili i w końcówce mogli strzelić zwycięskiego gola. Więc summa summarum remis jest sprawiedliwy. Bo gdy piszę, że Korona była słaba, to trzeba zaznaczyć, że my nie byliśmy jakoś specjalnie lepsi. Uważam, że do straconej bramki trochę lepsi byliśmy. Ale tylko trochę, to nie był jakiś wielce dobry mecz GKS Katowice. Był średni.
O ile defensywa tym razem dała radę i dopuściła do utraty tylko jednej bramki, to w ofensywie byliśmy bezbarwni. Niby kilka razy podeszliśmy pod bramkę przeciwnika, niby jakieś sytuacje się pojawiły, ale tym razem wykończenie czy ostatnie podanie były słabe. I tu mam pretensje do naszych zawodników, bo zalążki tych akcji były znowuż bardzo dobre. Naprawdę potrafimy pod to pole karne podchodzić i wszystko tkwi w tym, czy dobrze wykończymy akcję – najlepiej celnym strzałem. W poprzednich meczach wyglądało to kapitalnie. Tym razem – mizernie.
Znowu będę się czepiał. Bartka Nowaka. Znów nasz najlepszy zawodnik ligi, mając dobre sytuacje wyglądał, jakby chciał wykończyć czy zagrać ostatnie podanie „pięknie”. Czasem tej zabawy jest po prostu za dużo. Oczywiście te niekonwencjonalne zagrania dały kilka wspaniałych asyst. Ale jeśli chodzi o gole, to już tak nie było. Przecież z tej wyjątkowej techniki naprawdę idzie skorzystać, jednocześnie zachowując prostotę. Uderzyć po długim rogu temu Dziekońskiemu, gdy praktycznie cała bramka jest odsłonięta. Ewentualnie nawinąć przeciwnika i strzelić. Bartek wysoko zawiesił poprzeczkę, dlatego mam uwagi. Przecież on krawaty potrafi wiązać na tym boisku, ale w związku z tym zdarza mu się przedobrzyć.
Ale tak jak napisałem – cała ofensywa była jakaś niemrawa. Ilja znów zmarnował jedną kapitalną sytuację. I czasem sam już nie wiem, co sądzić o tym zawodniku. Bo mało strzela goli i sporo sytuacji marnuje. Znów doceniam jego pracę w środku boiska, przy rozegraniu. Z Koroną choćby kapitalnie wypuścił Nowaka. Z Motorem też miał wielki udział przy rozprowadzeniu akcji bramkowej. Ale tak jak mówię, nie mam uwag co do gry w środku boiska. Problem pojawiał się przed i w polu karnym.
Korona w tym czasie frustrowała raz po raz swoich kibiców. Psioczyli oni dość mocno na piłkarzy. Kielczanie raz po raz bowiem tracili piłki i nie potrafili rozegrać dobrej ofensywnej akcji zakończonej strzałem. Nie wyglądali jak swoja wersja z jesieni.
Cieszy kolejny gol Arkadiusza Jędrycha. Capitano – wzorem Radomiaka – asystował sam sobie od słupka. Chyba lubi halówkę i grę od bandy. Po raz kolejny trafił do siatki i myśleliśmy, że ten gol da nam zwycięstwo, a najlepiej gdybyśmy potem strzelili drugą bramkę.
Patrząc na to z drugiej strony, to znów trzeba powiedzieć, że stara GieKSa taki mecz by przegrała w końcówce. Można powiedzieć, że w Krakowie – z mega słabą Cracovią – nie ugraliśmy nawet punktów. Aż tak słaba jak Pasy Korona wczoraj nie była. Więc remis na wyjeździe z solidną drużyną z ekstraklasy oczywiście nie jest złym wynikiem. Oczywiście należy wziąć pod uwagę też nasze osłabienia kadrowe. Przecież nie było Strączka, Klemenza, Kowalczyka, Galana, Zrelaka. Trener musi odkrywać i dostosowywać szerszą kadrę. I znowuż jak na to, że mamy tyle osłabień – wyniki są bardzo w porządku.
Tylko ten niedosyt. Naprawdę można było w tym spotkaniu ugrać więcej i poprawić swoją sytuację w tabeli dopisując trzy punkty. Tak dopisujemy jeden. Co oczywiście też jest zdobyczą. Każdy punkt jest na wagę złota.
Po tej fatalnej porażce z Cracovią GieKSa rozegrała cztery mecze – dwukrotnie u siebie wygrywając i dwa razy remisując na wyjeździe. Ostatecznie jest to układ bardzo dobry. Grając w taki sposób przez cały sezon zdobywa się 68 punktów. W obecnych rozgrywkach wystarczyłoby do mistrzostwa. Ostatecznie więc ostatnia tzw. forma katowiczan jest bardzo dobra.
Każdy był po tym meczu niepocieszony. Jacek Zieliński – znany ze swojego marudzącego tonu – tak właśnie trochę pomarudził na konferencji prasowej. Rafał Górak też nie był przeszczęśliwy, ale też mówił, żeby nie utyskiwać aż tak bardzo na ten remis. No i te nastroje szkoleniowców chyba oddają, to co widzieliśmy w Kielcach. Każdy był trochę rozczarowany po tym remisie, a jednocześnie wiedział, że można było ten mecz przegrać. Więc nie narzekam aż tak bardzo, ale trochę narzekam.
Patrząc teraz na perspektywę gry w pucharach – myślę, że Raków i Górnik znajdą się w czwórce. Jeśli tak, to piąte miejsce da przepustkę do Europy, bo obie ekipy zagrają w finale Pucharu Polski w najbliższą sobotę. Wychodzi więc na to, że o to piąte miejsce w pucharach rywalizować będzie GieKSa, Wisła Płock i Zagłębie. Lubinianie dali ciała z ekipą z Niecieczy i wygląda jakby spuchli, choć lekceważyć ich nie można. Dzisiaj z zapartym tchem będziemy obserwować mecz Wisła – Radomiak i musimy kibicować gościom – od wyniku tego spotkania będzie zależeć bardzo, bardzo wiele. Natomiast żadna z wymienionych trzech drużyn kompletu punktów raczej nie zdobędzie, więc trzeba zminimalizować punktowe straty. Na plus jest to, że i z Zagłębiem, i z Płockiem mamy lepsze bilanse bezpośrednie.
Świat się nie zawali, jeśli GieKSa do pucharów nie wejdzie. Przecież jeszcze niedawno walczyliśmy o utrzymanie. Ale nie ma się co oszukiwać, matematyka mówi, że udział w Europie jest po prostu realny. Jeśli na przykład GieKSa zdobyłaby w ostatnich czterech kolejkach 7-8 punktów, to gra w eliminacjach Ligi Konferencji będzie bardzo możliwa. To jest bonus, szansa, która się nadarza. I grzechem byłoby nie powalczyć.
Jest jednak jeden warunek. Z Termalicą za tydzień trzeba bezwzględnie wygrać. Jakkolwiek nie jest to typowy outsider prezentujący się beznadziejnie, to jednak jest to ostatnia drużyna ligi, którą będziemy podejmować. W kolejnych trzech spotkaniach o punkty będzie dużo trudniej. Trzeba więc sobie ustawić sytuację tak, żeby z 47 punktami startować do trzech ostatnich kolejek.


szczerbowskiout
15 sierpnia 2022 at 13:43
3 tygodnie do pierwszego meczu w CHL-0 informacji o sprzedaży biletów…no chyba że te 414 biletów ten szmaciarz już porozdzielał pomiędzy swoich VIPów.szczerbowski pamiętaj VIPem jest zawsze kibic a nie twoje dupowłazy,,,
Kato
15 sierpnia 2022 at 22:11
Przed władzą wyzwanie;
Jak kibiców Katowic zmieścić w hali Janów.
Gdyby było nowoczesne lodowisko na miare Katowic to władza by wstydu nie zbierała.
A tak to kto wejdzie na Janów, prawdopodobnie władza. Nie zapomnijcie zabrać łóżek polowych, takich rozkładanych. Pewnie mają to i tak gdzieś, bo halę buduje się przy nowym stadionie nie dla hokeja tylko dla siaty. Ot taka potrzeba czasu.
Hokej przy Spodku to taki wieczny problem władzy. Wieczny problem Katowic. Bo po co Klub z Katowic ma reklamować w LM miasto.
Lepiej najeść sie wstydu i przespać problem a po śniadaniu już o wszystkim zapomnieć.
Kato
16 sierpnia 2022 at 10:27
Sparing w Janowie zamknięty dla kibiców. LM dla wybranych…
Należy się zastanowić nad hokejem, bo tak jak w piłce władza ma to wszystko gdzieś (nas kibiców). Polityka w Klubie na całego.
Łukasz Z.
17 sierpnia 2022 at 21:38
Wiecie do cholery ile kosztuje nowa hala z lodowiskiem?! Szkoda było zdobyć majstra i grać w tej lidze mistrzów? Lepiej było zająć trzecie miejsce i problem hali by nie istniał? Kato według Ciebie to lepiej w nogę nie awansować do ekstraklasy bo nie mamy stadionu. Ale jak nie awansujemy to bryndza? Pewnie, według Was to zamknijmy wszystko bo nie mamy stadionu, hali! Zero sukcesów, nie wolno nam zdobyć mistrza bo nie ma infrastruktury! Otrząśnięcie się!
Kato
17 sierpnia 2022 at 23:50
Łukasz Z
Idziesz na hokejową LM? Wiesz ile będzie biletów? Wiesz czy wszyscy chętni kibice kupią bilety? Wiesz czy Ty kupisz bilet?
Ile lat czekasz na awans w piłce kopanej? I co do tego awansu ma nowy stadion, na który też ile lat czekasz?
Łukasz Z.
18 sierpnia 2022 at 10:10
Kato
No niestety łatwiej jest zbudować drużynę na mistrza niż hale z prawdziwego zdarzenia. Mnie chodzi o to, że już kilka dni po mistrzostwie Polski zaczęło się narzekanie i trwa ono do dziś! Chwila radości a później same problemy. Wychodzi na to, że lepiej było nie sięgać po majstra. Z tego co wiem to miasto nie buduje nowej hali dla hokeistów tylko dla siatkarzy i stadion dla piłkarzy,czy to oznacza, że mamy zlikwidować sekcje hokeja? I nie chodzi o to żebym to akceptował ale może trochę realnej oceny
Kato
18 sierpnia 2022 at 15:08
Rozwijać, zdobywać i awansować.
Tylko potem to nie ma być chwila spontanicznej radości kibiców pod Spodkiem a realne działania władzy.
Co to za sukces jak nie wiadomo co z meczami w LM !?
Kibice z Katowic mają oglądać te mecze w telewizji czy gdzie !?
Kibice są głodni sukcesów, tylko władza nie bardzo daje radę.
Kato
18 sierpnia 2022 at 15:12
A gdzie bilbordy, gdzie reklama na mieście. Gdzie info o tak ważnym dla miasta wydarzeniu !?
Co to za promocja !?