Felietony Piłka nożna kobiet
Tytuł Mistrzyń Polski zagrożony?
Niedawno skończyła się runda jesienna rozgrywek Orlen Ekstraligi, w międzyczasie katowiczanki zanotowały historyczne zwycięstwo w europejskich pucharach, a także przeszły dwie rundy krajowego pucharu. W lidze tracimy trzy punkty do liderek ze Szczecina; uKOCHane złapały lekką zadyszkę po świetnym wejściu w sezon i trzykrotnie dały sobie urwać punkty na wyjeździe.
Oczekiwania po zeszłosezonowym sukcesie były ogromne. Ponadustawowa liczba kibiców na ostatnich spotkaniach, kilkutysięczna widownia przed ekranami, grupy fanów świętujące pod stadionem zdobyty tytuł – wszyscy mieli apetyty na powtórzenie tego wyczynu. Wiadomo było, że potrzebne są wzmocnienia, jednak oczywiste było, że po powrocie do zdrowia, wysoko w hierarchii będą Maciążka, Bińkowska i Kozarzewska. W obliczu tej sytuacji postawiono na zawodniczki grające na wielu pozycjach, a do tego Dżesikę Jaszek, która miała za zadanie wypełnić rolę klasycznej dziewiątki, której tak brakowało. Plan minimum wydawał się prosty: jesienią pokazać się z dobrej strony w pucharach i skończyć w czołowej trójce ligi z minimalną stratą. Kontuzje i urazy nie ułatwiły tego zdania, ale udało się ten cel osiągnąć.
W Lidze Mistrzyń… Cóż, dobre wejście w mecz, a potem kanonada Anderlechtu. Dlaczego nasze piłkarki tak głęboko się cofnęły? Nikt tego nie wie, trzymajmy się wersji, że to trema przed występem na wielkiej scenie futbolowej. W meczu z Łokomotiwem to GieKSa była stroną dominującą, ale znów brakowało tej pewności siebie. Tego kompleksu nie miała Anna Krakowiak: weszła, strzeliła zwycięskiego karnego i „do widzenia” – proste. W lidze tryumfy są efektem dobrego dobrania zespołu, każda zawodniczka ma jasno określone zadanie, a w trudnych momentach zwykle znajduje się osoba (a może i osoby?) ciągnące zespół za uszy. Jasne, kilka momentów było fatalnych i aż strach je wspominać, ale jednak nie zapominajmy o mocno osłabionym ataku. Miejmy nadzieję, że na wiosnę zespół będzie już w pełni sił i nie będzie notował takich spadków formy.
Ostatecznie bilans prezentuje się następująco:
Puchar: 2 zwycięstwa; bramki 8:2.
Liga: 8 zwycięstw, 2 remisy, 1 porażka; bramki 25:10 – Brzęczek 6 trafień, Hajduk i Jaszek 4 trafienia.
Liga Mistrzyń: 1 porażka, 1 zwycięstwo po karnych.
Jak spisały się poszczególne zawodniczki?
Trener Koch miała przed sobą trudne zadanie. Kontuzje Maciążki i Bińkowskiej miały być szansą dla Oliwi Malesy na indywidualne popisy, jednak rozegrała ona ledwie kilka minut i dołączyła do koleżanek na trybunach z kontuzją więzadeł. Można zarzucić, że drużyna przez kilka miesięcy nie wypracowała alternatywnego systemu, jednak od ponad roku nie ma do dyspozycji optymalnego składu. Ciężko w takich warunkach o jednoczesną walkę w czołówce tabeli i wypracowywanie schematów, koniecznym było wybranie jednego. Małym minusem dla trenerki jest zbyt wiele szans dla Karoliny Bednarz i Nicoli Brzęczek w jednym składzie – dwie wybitne zawodniczki, o świetnej technice i strzale z dystansu, jednak brakuje im agresji i wkładu w fazę odbioru piłki. W efekcie mogliśmy podziwiać spektakularne akcje cieszące kibiców przy dominacji GieKSy (spektakularne pierwsze mecze w wykonaniu napastniczek), ale też bezradność w momentach, gdy to przeciwnik przejmował inicjatywę. Z drugiej strony trzeba było szukać rozwiązań, które pozwoliłyby na chwilę odpoczynku wahadłowym, jednak próba zakończyła się niepowodzeniem.
Najpewniejszymi punktami bez wątpienia były Kinga Seweryn i Weronika Klimek, które toczą ze sobą rywalizację w, kolokwialnie mówiąc, ilości wyciągniętych setek. Ileż to razy broniły rzuty karne, instynktownie wybijały futbolówki na linii bramkowej czy opuszczały posterunek skutecznie przerywając kontrataki. Nie ma sensu dłużej się nad nimi rozpisywać, regularne oklaski z trybun mówią same za siebie.
Cały tercet defensywny świetnie się uzupełniał: Hajduk z Tkaczyk na zmianę wychodziły wyżej, wspierając drugą linię, a Joanna Olszewska wykonywała „brudną” robotę, wślizgami przerywając ataki rywalek. Każda z nich zagrała kilka celnych, długich podań z pominięciem środka pola, a razem zdobyły w tym sezonie aż 9 bramek. Pomimo obiektywnie solidnej postawy, Hajduk z Tkaczyk pozwoliły sobie na kilka momentów rozluźnienia, tracąc piłki we własnym polu karnym i dodając niepotrzebnych emocji do rozgrywek. Aleksandra Lizoń również solidnie prezentowała się jako zmienniczka, jednak w meczu ze Śląskiem, który rozpoczęła w podstawowej 11, zaliczyła kilka poważnych wpadek.
Kto w trudnych momentach brał na siebie rozbudzenie zespołu? Dżesika Jaszek, a wraz z nią Klaudia Słowińska. Pisząc o transferze tej drugiej, wspominałem o spektakularnej bramce z poprzedniej kampanii – w ostatnim spotkaniu swoją petardą w okienko zdecydowanie ją przebiła. Oczywiście zdarzyły im się 2-3 słabsze występy, ale nie zapominajmy, że to był początek ich przygody w Trójkolorowych barwach. Przepychankami, wybiciami, skokami pressingowymi i twardą grą w trudnych chwilach wybijały rywalki z rytmu, skupiając ich uwagę na sobie i otwierając pole do gry koleżankom. Niemalże w każdej akcji piłka musiała przejść przez jedną z nich – czy to zgraniem „na ścianę” do Jaszek, czy to przejęciem Słowińskiej w środku pola, ewentualnie jej świetnym wykonaniem stałego fragmentu gry. Jaszek, po zgraniu się z koleżankami, świetnie czuje grę, w odpowiednich momentach schodzi do środka boiska i utrudnia rozegranie przeciwniczkom, które naciskane przez m.in. właśnie Słowińską tracą posiadanie, a najwięcej zyskują na tym skrzydłowe, mając przed sobą 20-30 metrów wolnej przestrzeni. Nieco więcej czasu na adaptację potrzebowała Aleksandra Nieciąg, która na początku sezonu dublowała rolę Słowińskiej, później zniknęła z radarów kibiców, by pod koniec rundy pokazać swoją najlepszą dyspozycję. Przebojem do drużyny przebiła się też Anna Krakowiak, w wieku zaledwie 16 lat strzelając zwycięskiego karnego z Łokomotiwem.
Najwięcej na wąskiej ławce straciły Anita Turkiewicz i Julia Włodarczyk, a także wracająca po kontuzji Anna Konkol. Bazujące na swojej szybkości oraz wysokim pressingu zawodniczki potrzebują odpoczynku, czego brakowało przy napiętym terminarzu. Mimo to, większość spotkań rozegrały na najwyższym poziomie, nadrabiając zaangażowaniem brak pełni sił. Włodarczyk wkręciła w ziemię niejedną rywalkę, Turkiewicz swoją determinacją w każdą akcję zmuszała przeciwniczki do wylewania siódmych potów, a Konkol, bez zaskoczeń, fantastycznie obsługiwała nasze napastniczki w polu karnym swoimi centrami. Brak pełni sił szczególnie widać było po Turkiewicz, która bazuje na swojej wszechstronności i pojawianiu się w każdej strefie, a z każdym kolejnym meczem w podstawowym składzie była coraz mniej widoczna.
Czy potrzebne są jakieś zmiany?
Stricte personalnie – zdecydowanie nie. Kadra jest bardzo dobrze zbudowana, Karolina Koch ze sztabem zrobiły naprawdę dobrą robotę. Problemami są niedostępne piłkarki w trakcie leczenia, ale i wiara w siebie, której czasem brakuje naszym zawodniczkom. Na razie można optymistycznie patrzeć w przyszłość, po powrocie liderek do grania będzie można wyciągać szersze wnioski na temat budowy kadry. Do pozytywów na pewno należy wysoki pressing, w którym podopieczne Koch czują się bardzo dobrze i dobrze współgrają (o ile siły im na to pozwalają). Dobre wrzutki w pole karne są zapewnione, mamy kilka specjalistek w tej dziedzinie. W dryblingach świetnie spisują się Włodarczyk, Bednarz czy Brzęczek, ale potrzebują dużo wolnego miejsca. Nie chcę się powtarzać, ale naprawdę, brak możliwości odpoczęcia na ławce dla Turkiewicz i Konkol odbiera drużynie 10-15 proc. całkowitego potencjału, tak świetnie wpasowują się w taktykę Karoliny Koch.
Nieco więcej życia przydałoby się nie tylko na boisku, ale też w marketingu i szeroko pojętej pracy mediów klubowych. Jako klub miejski na pewno można postarać się o dotacje na jakieś akcje dla dzieciaków, wyprawka szkolna wyszła naprawdę świetnie, a walka o młodego kibica na każdym osiedlu trwa po ostatnich przespanych latach. Kobiecy sezon ma dłuższe przerwy od męskiego, może w tym czasie zrobić jakieś miniturnieje dla najmłodszych, którzy mogliby trenować i spędzić czas na boisku z naszymi zawodniczkami? Dziewczynom też będzie łatwiej grać przy pełnych trybunach.
Podsumowując: Jak na trudną sytuację kadrową, wyniki są naprawdę dobre, choć gra momentami jest toporna i trudna do oglądania. Moim zdaniem wynika to właśnie z braku wypoczętych skrzydłowych, co jest kluczowe przy naszym stylu gry. Nieliczne wpadki nie powinny być powodem do większych zmartwień, najważniejsze jest to, że wyciągamy z nich wnioski. Cel na wiosnę, czyli obrona tytułu, jest na wyciągnięcie ręki, jednak trzeba uniknąć kolejnych kontuzji i nie pozwalać sobie już na taki brak koncentracji, jak choćby we Wrocławiu. Przy szerszej ławce zawodniczki, szczególnie z bocznych stref, będą mogły dawać z siebie 100 proc., nie przejmując się brakiem odpoczynku, co na pewno pozwoli zniwelować duże odstępy pomiędzy formacjami.
Poza aspektami sportowymi, na plus można zaliczyć Was, którzy przychodzicie na Bukową i wspieracie zawodniczki, za co regularnie dziękują po seryjnych zwycięstwach w Katowicach. Marketingowo wygląda to już mniej okazale: fani kobiecej piłki odnajdą materiały bardzo dobrej jakości, choć nie bezbłędne, jednak mniej wprowadzeni w świat kobiecej piłki kibice, również ci najmłodsi, nierzadko nawet nie słyszeli o Lidze Mistrzyń przy Bukowej. Oczywiście, nasz Klub jest prawdopodobnie najlepiej zorganizowanym, jeśli chodzi o sekcję kobiecą w Polsce, zapewniając transmisje, zapowiedzi meczowe i herbatę w trakcie zimy, jednak naszym celem powinny być wyższe standardy, godne Trójkolorowych barw.
Hokej
Kompromitacja w Sosnowcu
W ramach zaległego meczu z 35. kolejki Tauron Hokej Ligi zmierzyliśmy się na wyjeździe z drużyną ECB Zagłębie Sosnowiec. Tak jak w piątkowym meczu również i dziś musieliśmy przełknąć gorycz porażki.
Początek należał do gospdarzy, którzy w pierwszych minutach sprawdzili dyspozycję Kielera. Nasz bramkarz skapitulował w 4. minucie po strzale z bliskiej odległości Chmielewskiego. Kolejne minuty nie przyniosły wiele emocji. W połowie tercji precyzyjnym uderzeniem pod poprzeczkę do wyrównania doprowadził Monto. Tuż po wznowieniu gry po przerwie reklamowej wyszliśmy z dwójkową akcją Bepierszcz-Pasiut, jednak strzał naszego kapitana bez problemu obronił Halonen. Sosnowiczanie spokojnie czekali na swoje okazje i dwie z nich zamienili na kolejne trafienia. Najpierw strzałem w okienko gola zdobył Alanen, a niespełna trzy minuty później Sozanski ze stoickim spokojem „położył” Kielera i z bliskiej odległości umieścił krążek w bramce.
W drugiej tercji obie drużyny grały kilkukrotnie w liczebnych przewagach, których nie potrafiły zamienić na gola. W 22. minucie Fraszko strzelił nad poprzeczką. Po drugiej stronie aktywny był Jokinen, ale jego uderzenia obronił Kieler. W 32. minucie strzał Dupuya z bliskiej odległości obronił Halonen. Pod koniec tercji mocniej zaatakowali Katowiczanie, którzy mimo gry w pełnych składach, zamnknęli miejscowych we własnej tercji. Niestety nie udało nam się tej przewagi zamienić na gola, a co więcej na 44 sekundy przed syreną kończącą drugą tercję Sosnowiczanie wyprowadzili kontrę 2 na 1, którą na gola zamienił Chmielewski.
W trzeciej tercji niewiele się działo w tym spotkaniu. W 46. minucie grający w osłabieniu gospodarze zdobyli szóstą bramkę, a jej autorem był Hamalainen, który wykorzystał sytuację sam na sam z Kielerem. Cztery minuty później drugą bramkę dla GieKSy zdobył Monto. W 58. minucie meczu Biłas w sytuacji sam na sam pokonał naszego bramkarza i tym samym ustalił wynik meczu.
ECB Zagłębie Sosnowiec – GKS Katowice 6:2 (3:1, 1:0, 2:1)
1:0 Aron Chmielewski (Miike Roine) 6:27
1:1 Joona Monta (Bartosz Fraszko, Travis Verveda) 10:01, 5/4
2:1 Jere-Matias Alanen (Joni Piiponen) 13:59
3:1 Matthew Sozanski (Vaino Sirkia, Sebastian Brynkus) 16:52
4:1 Aron Chmielewski (Adrian Gromadzki, Matthew Sozanski) 39:16
5:1 Aleksi Hamalainen (Vaino Sirkia) 45:09
5:2 Joona Monto 49:16
6:2 Karol Biłas (Eric Kaczyński, Adrian Gromadzki) 57:02
ECB Zagłębie Sosnowiec: Halonen (Miarka) – Sozanski, Ciura, Jokinen, Hamalainen, Piiponen – Naróg, Wanacki, Chmielewski, Roine, Gromadzki – Biłas, Bjorkung, Sirkia, Alanen, Brynkus – Krawczyk, Kotlorz, Bernacki, Kaczyński, Sołtys.
GKS Katowice: Kieler (Eliasson) – Runesson, Lundegard, Bepierszcz, Pasiut, Fraszko – Varttinen, Verveda, Dupuy, Anderson, Wronka – Chodor, Hoffman, McNulty, Monto, Hofman Jonasz – Maciaś, Hornik, Michalski, Dawid, Koivusaari.
Piłka nożna
Mecz z Jagiellonią znów odwołany
Mecz Jagiellonia Białystok – GKS Katowice, który miał się odbyć w środę 4 lutego o 20:30 został odwołany na wniosek obu zainteresowanych klubów.
Pierwotnie spotkanie miało się odbyć w niedzielę 23 listopada, ale wówczas zostało odwołane ze względu na zalegającą na boisku warstwę świeżo napadanego śniegu.
„W Białymstoku panują i przez kilka najbliższych dni prognozowane są silne mrozy, sięgające w poniedziałek i wtorek nawet –25°C, a dodatkowo w dniu meczu możliwe są opady śniegu. To najgorsze przewidywane warunki, jeszcze bardziej niekorzystne niż panujące w weekend. Obecnie na terenie województwa podlaskiego obowiązuje ostrzeżenie drugiego stopnia IMiGW w związku z silnymi mrozami. Niestety, zapowiada się, w najbliższą środę warunki na Podlasiu będą nadal bardzo złe. Ponieważ GKS Katowice już raz nie ze swojej winy nie mógł rozegrać spotkania w terminie, a Jagiellonia Białystok potwierdziła, iż przychyli się do wniosku GKS, Departament Logistyki Rozgrywek, mając na uwadze zgodne stanowisko klubów, wyznaczy nowy termin zawodów. Mecz będzie rozegrany w pierwszym możliwym terminie, a jego data zależy od wyników obydwu klubów w rozgrywkach Ligi Konferencji UEFA i Pucharu Polski” – powiedział na łamach strony ekstraklasa.org Marcin Stefański, dyrektor operacyjny Ekstraklasy SA.
Nowy termin przekładanego już dwa razy meczu poznamy wkrótce.
Piłka nożna
Z Widzewem we wtorek
Po przerwie zimowej wznowione zostaną rozgrywki Pucharu Polski. GieKSa otworzy rundę ćwierćfinałową meczem przy Nowej Bukowej we wtorek 3 marca o godzinie 20:45.
Nasza poprzednia potyczka z Widzewem zakończyła się wyjazdową porażką 0:3.
STS Puchar Polski – 1/4 finału
wtorek, 3 marca 2026
20:45 GKS Katowice – Widzew Łódź
środa, 4 marca 2026
17:30 Zawisza Bydgoszcz – Chojniczanka Chojnice
20:30 Lech Poznań – Górnik Zabrze
czwartek, 5 marca 2026
13:30 Avia Świdnik – Raków Częstochowa
Przypominamy, że za tydzień, 8 lutego o godzinie 17:30 również rozegrany zostanie domowy mecz z Widzewem w ramach rozgrywek Ekstraklasy.


Jacob
8 grudnia 2023 at 11:47
Super!