Kibice Klub Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka Zapasy
Złote Buki 2023. Możemy wybrać najlepszych sportowców GKS-u Katowice
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki, hokeja oraz zapasów GieKSy. Prezentujemy, naszym zdaniem, najciekawsze z nich.
Po raz 16 trwa plebiscyt Złote Buki 2023 na najlepszego sportowca GieKSy, zapraszamy do głosowania. W drużynach piłkarskich kobiecej i męskiej trwają przygotowania do startu rundy rewanżowej sezonu 2023/24. W trakcie zakończonego zgrupowania w Opalenicy zespół rozegrał dwa spotkania towarzyskie: w środę z zespołem Lecha Poznań UAM oraz z niedzielę z Medykiem Konin. Spotkania zakończyły się zwycięstwami naszej drużyny 1:0 i 2:1. W najbliższą sobotę piłkarki rozegrają sparing z drużyną Slavii Praga. Drużyna męska zmierzyła się w meczu towarzyskim z Hutnikiem Kraków, wygrywając 2:1. Przed startem rundy rewanżowej zespół zmierzy się z drużyną Odry Opole. Spotkanie zaplanowane jest na sobotę. Przy Bukowej powstanie zadaszone boisko treningowe dedykowane młodzieży.
Siatkarze przegrali kolejne spotkanie tym razem z drużyną Jastrzębskiego Węgla 1:3. Kolejne spotkanie zespół rozegra w sobotę z ZAKSą Kędzierzyn-Koźle. Spotkanie rozpocznie się o godzinie 20:30.
Mistrzowie Polski w hokeju na lodzie w ubiegłym tygodniu pokonali Ciarko STS Sanok 3:2 (po dogrywce) oraz przegrali z Unią Oświęcim 2:4 (również po dogrywce). Ze względu na mecze reprezentacji następne spotkania ligowe zaplanowane są na 14 lutego.
KLUB
wkatowicach.eu. – Złote Buki 2023. Możemy wybrać najlepszych sportowców GKS-u Katowice
Rozpoczęto nową edycję plebiscytu „Złote Buki”. To już 16 raz, kiedy wybierani są najlepsi sportowcy, którzy w danym roku najlepiej reprezentowali barwy GKS-u Katowice. Znamy listę nominowanych. Można już oddawać głosy.
„Złote Buki” to tradycyjny plebiscyt organizowany przez klub GKS Katowice we współpracy z redakcją GieKSa.pl, w którym kibice wybierają najlepszych sportowców poszczególnych sekcji reprezentujących barwy GKS-u Katowice. Dodatkowo wybierane jest także najważniejsze wydarzenie ostatnich miesięcy.
W kategorii „piłkarka roku” nominację po raz drugi otrzymała napastniczka Amelia Bińkowska. Do walki staną także napastniczka Klaudia Maciążka oraz bramkarka Kinga Seweryn, które w plebiscycie znalazły się po raz pierwszy. Z kolei w kategorii “piłkarz roku” kibice będą wybierali pomiędzy nominowanym wcześniej obrońcą Arkadiuszem Jędrychem oraz debiutującymi w plebiscycie napastnikiem Sebastianem Bergierem i pomocnikiem Antoni Kozubalem.
Wśród nominowanych do miana “siatkarza roku” znaleźli się libero Bartosz Mariański i przyjmujący Jakub Szymański, którzy w plebiscycie uczestniczyli już wcześniej. Kategorię uzupełni Sebastian Adamczyk. Dla środkowego to pierwsze takie wyróżnienie.
Bardzo interesująco zapowiada się walka o głosy w kategorii “hokeista roku”. W szranki staną bramkarz John Murray oraz napastnicy Joona Monto i Hampus Olsson. Dla Fina oraz Szweda to pierwsza nominacja.
Bardzo ciekawie zapowiada się też rywalizacja w kategorii „wydarzenie roku”. Głosujący muszą wybierać bowiem spośród trzech wspaniałych sukcesów. Nominacje otrzymały bowiem – Mistrzostwo Polski hokeistów, Mistrzostwo Polski piłkarek oraz zwycięstwo szachistów Hetmana GKS-u w Superlidze.
Zachęcamy do oddawania głosów już teraz NA TEJ STRONIE. Głosowanie potrwa do środy 7 lutego. Laureatów głosowania poznamy w trakcie gali jubileuszowej GKS-u Katowice.
Lista nominacji w plebiscycie „Złote Buki 2023”
Piłkarz roku:
Sebastian Bergier,
Arkadiusz Jędrych,
Antoni Kozubal.
Piłkarka roku:
Amelia Bińkowska,
Klaudia Maciążka,
Kinga Seweryn.
Siatkarz roku:
Sebastian Adamczyk,
Bartosz Mariański,
Jakub Szymański.
Hokeista roku:
Joona Monto,
John Murray,
Hampus Olsson.
Wydarzenie roku:
Mistrzostwo Polski hokeistów,
Mistrzostwo Polski piłkarek,
Hetman GKS zwycięzcą Superligi.
PIŁKA NOŻNA
kobiecyfutbol.pl – Mistrz Polski znowu zwycięski w sparingu, zadecydował rzut karny
GKS Katowice wciąż nie stracił żadnej bramki w tegorocznych spotkaniach kontrolnych. Mistrzynie Polski przedłużyły swoją serię wczorajszym wygranym 1:0 sparingiem z Lechem Poznań UAM.
Był to trzeci mecz GieKSy w trakcie zimowych przygotowań. Podopieczne Karoliny Koch najpierw zremisowały bezbramkowo z SMS-em Łódź, a następnie pokonały 3:0 Rekord Bielsko-Biała. Także dla piłkarek “Kolejorza” był to trzeci mecz kontrolny, jednak pierwszy z kobietami. Wcześniej beniaminek Orlen I ligi przegrał bowiem z juniorską drużyną Sucharów Suchy Las (0:9) oraz 1:2 z chłopcami z UKS Śrem.
Wczorajszy sparing rozgrywany był w Opalenicy, gdzie GKS przebywa na obozie przygotowawczym. O triumfie GieKSy zadecydował faul na Dżesice Jaszek, po którym w 70. minucie rzut karny wykorzystała Marlena Hajduk.
Katowiczanki przez najbliższe dni pozostaną w Wielkopolsce, a 4 lutego swój pobyt tam zakończą meczem z Medykiem POLOmarket Konin.
Sparing: GKS Katowice lepsze od Medyka Polomarket Konin
Medyk POLOmarket Konin przegrał 1:2 w meczu towarzyskim rozegranym w Koninie z GKS-em Katowice.
Katowiczanki od początku spotkania prowadziły grę, a w 21. minucie Jaszek zagrała do Julii Włodarczyk, która wyprowadziła mistrzynie Polski na prowadzenie. W drugiej części spotkania kibice zgromadzeni na stadionie w Koninie zobaczyli dwa gole. W 55. minucie prowadzenie przyjezdnych podwyższyła Anita Turkiewicz. Gospodynie odpowiedziały w 63. minucie, a wynik nie uległ zmianie do końca spotkania, które zakończyło się wygraną drużyny GKS-u.
GKS Katowice kolejny mecz sparingowy rozegra 10 lutego ze Slavią Praga.
wkatowicach.eu – Młoda GieKSa zyska nowe boisko treningowe. Będzie działać cały rok
Zawodnicy Wielosekcyjnej Akademii „Młoda GieKSa” zyskają nowe możliwości rozwoju. Przy ul. Bukowej wybudowane zostanie nowe boisko treningowe, które w sezonie jesienno-zimowym będzie zadaszane z wykorzystaniem hali pneumatycznej, tzw. balonem. Zadanie zostanie dofinansowane ze środków Funduszu Rozwoju Kultury Fizycznej w ramach Programu rozwoju infrastruktury piłkarskiej – edycja 2022.
O tym, że Katowice stawiają na sport nie trzeba nikogo przekonywać. Oddane do użytku przede wszystkim mieszkańców naszego miasta trzy baseny, kompleks sportowy przy ul. Asnyka czy liczne remonty przyszkolnych boisk to przykłady infrastruktury sportowej, która w ostatnich latach mocno się w Katowicach rozwinęła. Oczywiście największą inwestycją w tym zakresie jest budowany miejski kompleks sportowy z halą widowiskowo-sportową i stadionem – mówi prezydent Katowic, Marcin Krupa
Aby zwiększyć komfort treningów najmłodszych dostępną infrastrukturę dostosujemy pod potrzeby Akademii Młodej GieKSy, w której na co dzień trenuje ponad 600 dzieci. Właśnie ogłaszamy przetarg na nowe boisko treningowe, które będzie zadaszane z wykorzystaniem hali pneumatycznej, tzw. balonem dodaje prezydent
Nowy obiekt powstanie obok istniejących już boisk treningowych, na terenie wykorzystywanym między innymi podczas rozgrzewek. Inwestycja zostanie przeprowadzona w trybie zaprojektuj i wybuduj, a efektem prac będzie boisko piłkarskie o polu gry 26x52m z nawierzchnią ze sztucznej trawy, zabezpieczone piłko chwytami, z systemem drenażu i oświetleniem zewnętrznym.
W okresie jesienno-zimowym montowana będzie hala pneumatyczna o szerokości 29 metrów i długości 61 metrów, której wysokość sięgnie około 8-9 metrów. Tzw. balon również zostanie wyposażony w oświetlenie. Dodatkowo wykonana zostanie modernizacja terenów zielonych, które służyć będą przeprowadzaniu rozgrzewek i treningów piłkarskich.
Dzięki uwzględnieniu w przedmiocie realizacji zadania inwestycyjnego hali pneumatycznej, warunki atmosferyczne nie będą wpływać na harmonogram i jakość realizowanych treningów. Realizacja inwestycji będzie możliwa po wyborze wykonawcy. Postępowanie przetargowe już trwa – tłumaczy dyrektor ds. inwestycji kubaturowych w Katowickich Inwestycjach S.A., Jarosław Łuczyński
Zainteresowani inwestycją wykonawcy mogą składać oferty w postępowaniu przetargowym – ten etap potrwa do 16 lutego. Następnie komisja przeanalizuje złożone oferty, a wybrany wykonawca będzie miał 11 miesięcy na zrealizowanie inwestycji i przekazanie jej do odbioru. Czas ten ma być liczony od daty podpisania umowy. Na odbiory inwestycji przewidziano do 3 miesięcy.
Jednocześnie trwają intensywne prace przy budowie miejskiego kompleksu sportowego, który będzie składał się zarówno ze stadionu piłkarskiego, jak i hali widowiskowo-sportowej. Oprócz tego, w ramach pierwszego etapu inwestycji, powstają też boiska treningowe, miejsca parkingowe oraz niezbędna infrastruktura drogowa.
Konstrukcja hali została już w pełni zamontowana i w tej części obiektu trwają intensywne prace wykończeniowe. Cały czas prowadzone są również roboty instalacyjne, m.in. związane z oświetleniem, instalacją wodno-kanalizacyjną, centralnym ogrzewaniem. Z kolei na zewnątrz wykonywana jest elewacja, attyka, trwa także montaż okien.
Projekt „Budowa Stadionu Miejskiego w Katowicach – konstrukcja żelbetowa stadionu piłkarskiego” zrealizowano przy pomocy dotacji celowej z budżetu Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii w ramach Funduszu Odporności w 2023 roku w wysokości 23.673.058,00 zł. Pierwszy etap budowy stadionu ma być gotowy w II połowie roku.
dziennikzachodni.pl – GieKSa rozegrała przedostatni sparing przed wiosną w Fortuna 1. Lidze
GieKSa rozpocznie ligową wiosnę 19 lutego meczem u siebie z Motorem Lublin. Spotkanie z Hutnikiem rozegrane na boisku Rapid było przedostatnim sprawdzianem przed walką o punkty w Fortuna 1. Lidze. Zespół z Nowej Huty zajmuje 6. miejsce w tabeli II ligi.
Hutnik Kraków tej zimy grał już w sparingu na Śląsku i zremisował w Tychach z pierwszoligowym GKS-em 3:3. W sobotę sprawdził formę drużyny trenera Rafała Góraka.
GieKSa prowadziła do przerwy 2:0. Najpierw pięknym strzałem zza pola karnego w dalszy róg prawie w „okienko” popisał się Adrian Błąd. Trzy minuty później podwyższył uderzeniem głową Oskar Repka, wykorzystując dośrodkowanie z rzutu wolnego Shuna Shibaty. W 60. minucie Hutnik zdobył gola kontaktowego. Z rzutu wolnego trafił Dominik Zawadzki.
Zimą GKS Katowice pozyskał jednego zawodnika – jest to 29-krotny reprezentant Estonii, obrońca Marten Kuusk, który występował wcześniej w ekstraklasie Węgier w drużynie Ujpest FC.
SIATKÓWKA
siatka.org – Złe miłego początki Jastrzębskiego Węgla
Jastrzębski Węgiel przystępował do meczu z GKS-em Katowice bez Benjamina Toniuttiego, więc Jarosław Macionczyk został szybko rzucony na głęboką wodę. Mistrz Polski miał jednak problemy tylko w pierwszym secie. W kolejnych jastrzębianie kontrolowali przebieg gry i finalnie wygrali 3:1, inkasując tym samym komplet punktów.
Chociaż to gospodarze wygrali dwie pierwsze partie, to szybko dobra gra blokiem GKS-u Katowice nie tylko doprowadziła do remisu, ale pozwoliła graczom z Katowic przejąć inicjatywę (9:5). W tym elemencie nie próżnował również Tomasz Fornal, który swoją dobrą grą na siatce sprawił, że jego zespół złapał kontakt (9:10). Gra się wyrównała, do remisu doprowadził Rafał Szymura (12:12). Przez chwilę to miejscowi mieli minimalną zaliczkę (16:15), ale zmieniło się to między innymi za sprawą Marcina Walińskiego. To jego kontra w ważnym momencie dała GKS-owi dwupunktowe prowadzenie (22:20) i to on zdobył również ostatni punkt w tej odsłonie.
Początek drugiej części meczu był wyrównany, dopiero kiedy przyjezdni zaczęli mieć problemy z przyjęciem, inicjatywa przeszła na stronę jastrzębian. Dobrymi zagrywkami i to kilkoma z rzędu popisał się Fornal (13:7), a jego zespół prawie zamurował siatkę (16:9). Katowiczanie nie mieli absolutnie nic do powiedzenia, nie mogli sforsować siatki, a jeśli już, to uderzali w aut (13:22). Co prawda w końcówce trafiony serwisem został Jean Patry, ale po błędzie w polu zagrywki GKS-u był remis w meczu.
Kontra Marko Sedlacka pozwoliła Jastrzębskiemu Węglowi odskoczyć już na początku (3:1), ale gospodarze problemy mieli z zagrywkami Lukasa Vasiny (4:5). Raz jeszcze jednak zmorą katowiczan okazał się Fornal i jego serwisy (7:10). Z dobrej strony na środku siatki pokazał się Łukasz Usowicz (12:12), ale po chwili wyrównanej gry znów do głosu doszedł jastrzębski blok (18:14). Tym razem podopieczni Marcelo Mendeza nie wypuścili już z rąk prowadzenia, chociaż końcówka tej partii stała pod znakiem błędów w polu zagrywki (24:19). Ostatni akcent seta należał do udanego ataku Jeana Patry.
Set numer cztery w pierwszej fazie toczył się po myśli ekipy z Katowic. Przy serwisach Walińskiego odskoczyła na 6:3. Przez chwilę błędy własne GKS-u sprawiły, że był remis. Problemy w ofensywie zaczęli mieć jednak mistrzowie Polski (7:11). Brak skuteczności nadrabiali blokiem, po “czapie” Norberta Hubera i akcji na siatce Fornala było po 12. Minimalnie lepsi cały czas byli podopieczni Grzegorza Słabego (16:15). Nie na długo, stanęli oni przy zagrywkach Patry’ego (16:18). Potem całą serię Jastrzębski Węgiel miał w najważniejszych momentach: dobrze grał zagrywką i blokiem. Potężny serwis Mateusza Jóźwika doprowadził do piłki meczowej i po błędzie rywali spotkanie dobiegło końca.
Jastrzębski Węgiel – GKS Katowice 3:1 (23:25, 25:18, 25:20, 25:19)
HOKEJ
hokej.net – Ciężka, lecz zwycięska przeprawa GieKSy. Ambitni sanoczanie
GKS Katowice umocnił się na pozycji lidera, pokonując na wyjeździe Marmę Ciarko STS Sanok 3:2. O losach spotkania przesądziła jednak dogrywka. Architektami zwycięstwa mistrzów Polski okazał się szwedzki duet napastników GieKSy. Hampus Olsson zaliczył dwa trafienia, a jego rodak Sam Marklund stał się autorem złotego gola.
Bez charakterystycznego dla siebie mocnego uderzenia rozpoczęli spotkanie w Sanoku podopieczni Jacka Płachty. W 2. minucie Konrad Filipek stał się autorem premierowego strzału na bramkę, próbując z prawego bulika zaskoczyć Michała Kielera.Ten jednak przytomnie zamknął parkany i zbił krążek do boku. W kolejnych minutach mistrzowie Polski dłużej utrzymywali krążek w posiadaniu, jednak nie potrafili znaleźć sposobu na szczelną sanocką defensywę. Gospodarze nie zamierzali jednak ograniczyć się do defensywy. W 7. minucie Filip Sienkiewicz zainicjował groźny dwójkowy kontratak, jednak przy pomocy wracającego Mateusza Michalskiego zdołał tą akcje odeprzeć Michał Kieler. Wraz z upływem czasu zespół Elmo Aittoli czuł się coraz bardziej swobodnie, efektem czego były kolejne wycieczki sanoczan do katowickiej tercji.
Lepiej w drugą tercję weszli gospodarze i tak oto w 21. minucie sporo przestrzeni na prawym skrzydle odnalazł Johan Ceder. Doświadczony Szwed zbyt długo zwlekał z decyzją o oddaniu strzału, co pozwoliło na skuteczną interwencję Jakubowi Wanackiemu. Katowiczanie choć sprawiali wrażenie wciąż nieco ospałych wraz z początkiem drugiej odsłony, to w 22. minucie otworzyli wynik spotkania. Z pomocą drużynie przyszedł Hampus Olsson, który pozostawiony bez opieki posłał krążek pod samą poprzeczkę sanockiej bramki. W 26. minucie miało miejsce pierwsze wykluczenie. Na ławce kar zasiadł Dawid Musioł. Jak można było się spodziewać, katowiczanie mocno przyspieszyli rozegrania, dysponując liczebną przewagą na lodzie. I tak, choć sanoczanom udało się wybronić karę swojego obrońcy, to wraz z powracającym na lód Musiołem, Olsson po raz drugi pokonał Salamę.
W 43. minucie Hampus Olsson stanął przed niebywała sposobnością, aby skompletować hat tricka, tym razem posłany przez niego krążek minął jednak bramkę sanoczan. W 47. minucie sanoczanie dopięli swej ambitnej postawy. Marcus Kallionkieli stał się autorem kontaktowej bramki. To trafienie dało sporo wiary podopiecznym Elmo Aiitoli, którzy zaczęli szturmować bramkę Kielera. W 51. minucie działanie te zmaterializował Krzysztof Bukowski, który dobił krążek do pustej bramki, po interwencji Kielera. W ostatnich minutach trzeciej tercji, to gospodarze stwarzali sobie dogodniejsze sposobności do zdobycia bramki, jednak z opresji ratował swoją drużynę Michał Kieler. I tak o to wraz z 60. minutą spotkania na tablicy wyników utrzymywał się remis, co oznaczało, że arbitrzy zmuszeni byli zarządzić pięciominutową dogrywkę.
Podczas gry w formacjach 3 na 3, wydarzenia co nie może dziwić działy się błyskawicznie. W 62. minucie Dominik Salama zniweczył marzenia Hampusa Olssona o trzecim trafieniu, wygrywając z nim pojedynek „sam na sam”. Karuzela ofensywnych wydarzeń na dobre rozkręciła się w 64. minucie. Najpierw Olsson przejął krążek w tercji rywala i gdy wydawało się, że może wyłożyć go do któregoś z partnerów na zakończenie meczu, to zagrał go na kontrę, którą uderzeniem wprost w Kielera wykończył Viitanen. Po chwili raz jeszcze Sanoczanie stanęli pod katowicką bramkę, jednak zaprzepaścili i tą okazję, nawzajem próbując odebrać sobie krążek. Zimnej krwi nie zabrakło za to Samowi Marklundowi, który na 42 sekundy przed końcem dogrywki przesądził o losach spotkania, puszczając gumę między parkanami Salamy.
Ponad 12 tysięcy złotych z katowickiej akcji „Dorzuć misie”
W minioną niedzielę 28 stycznia odbyła się akcja Teddy Bear Toss na katowickiej „Satelicie” w meczu pomiędzy GKS-em Katowice a GKS-em Tychy.
Przypomnijmy, że wówczas katowiczanie zdołali pokonać tyszan dopiero po dogrywce. Pierwszą bramkę dla GieKSy zdobył jednak Noah Delmas w 17. minucie meczu, wyrównując stan spotkania na 1:1.
Ostatecznie na trybunach zasiadł komplet publiczności, a więc 1420 osób. Przełożyło się to na To natomiast poskutkowało zebranymi 12 432 złotymi dla fundacji „Jesteśmy Dla Was”. Dodajmy, że akcja organizowana była wspólnie z STS-em. Ich sponsor zagwarantował 10 000 złotych + złotówkę za każdego miśka.
Pasiut nie jest już kapitanem GieKSy. „Zdecydowały czynniki zawodowe”
Grzegorz Pasiut od domowego starcia z GKS-em Tychy (4:3 d.) nie pełni już funkcji kapitana.
– Decyzja, którą podjąłem jest spowodowana czynnikami zawodowymi. Uważam, że w tym momencie nie mogę pełnić obowiązków kapitana, ale moja rola na lodzie się nie zmienia i nadal pragnę prowadzić drużynę po kolejne trofea. Chciałbym podziękować kibicom za dotychczasowe wsparcie. Życzę sobie, jak i kibicom kolejnych sukcesów i radości z drużyny. Wasza pomoc jest nieoceniona – zaznaczył Grzegorz Pasiut.
Przypomnijmy, że doświadczony środkowy pełnił tę zaszczytną funkcję nieprzerwanie od sezonu 2019/2020.
W ostatnich meczach obowiązki kapitana przejął Joona Monto. Fiński środkowy jest najlepiej punktującym zawodnikiem ekipy z alei Korfantego. W 34 rozegranych meczach zdobył 11 bramek i zanotował 24 asyst.
– O tym, kto będzie pełnił rolę kapitana GKS-u Katowice w poszczególnych meczach będziemy informowali na bieżąco – czytamy na łamach oficjalnego serwisu internetowego mistrzów Polski.
Był efektowny pojedynek pięściarski! Są też zawieszenia
W najciekawiej zapowiadającym się meczu 39. kolejki TAURON Hokej Ligi Re-Plast Unia Oświęcim po wyrównanym i bardzo dobrym jakościowo spotkaniu pokonała GKS Katowice 4:3. Oprócz goli, jednym z najbardziej emocjonujących wydarzeń w tym meczu był pojedynek pięściarski.
Spotkanie od samego początku prowadzone było w szybkim tempie. Oba zespoły wykazywały się sporą aktywnością w ataku i nie szczędziły sobie twardych ataków ciałem. Konsekwencją nieco ostrzejszych starć była bojka pomiędzy Kristapsem Jākobsonsem a Mateuszem Bepierszczem, która rozgrzała kibiców do czerwoności. Doszło do niej w 29. minucie spotkania.
Wcześniej dwóch twardych ataków dopuścił się Roman Diukow, który mocno potraktował najpierw Mateusza Bepierszcza a potem Igora Smala. „Bepi” sam chciał wymierzyć sprawiedliwość i wszczął bójkę Jākobsonsem. Za swoje zachowanie otrzymał karę 2+5+20 i musiał udać się do szatni.
Sędziowie na Kristapsa Jākobsonsa nałożyli karę 5+20 za udział w bójce oraz 2 minuty za… natarcie. Sęk w tym, że to wykluczenie powinien otrzymać Diukow.
Efekt jest taki, że zarówno Bepierszcz, jak i Jākobsons zostali zawieszeni na najbliższe spotkanie.
Przypomnijmy, że wmeczu40. kolejki oświęcimianie zmierzą się na wyjeździe z GKS-em Tychy, a katowiczanie w „Satelicie” podejmą JKH GKS Jastrzębie.
ZAPASY
wkatowicach.eu – Zima z zapasami w Katowicach. Świetna zabawa i aktywny trening
W województwie śląskim trwają ferie zimowe. Powróciła więc akcja lubiana przez młodych mieszkańców naszego miasta – „Zima z zapasami”. Wybraliśmy się na jeden z treningów.
Kończy się pierwszy tydzień ferii zimowych w województwie śląskim. Uczniowie mogą spędzać czas wolny na różne sposoby, a ci, którzy zostają w Katowicach, nie muszą się nudzić. W mieście przygotowano ciekawą ofertę zajęć, można więc spędzić ten zimowy odpoczynek aktywnie.
Zapaśniczy Uczniowski Klub Sportowy GKS Katowice ponownie zaprosił wszystkich chętnych uczniów do udziału w akcji „Zima z zapasami”. Udział w zajęciach jest bezpłatny. Możemy przyjść i zobaczyć, jak wyglądają zapasy oraz nauczyć się kilku chwytów. Ważna jest tutaj dobra zabawa i integracja – a to pod okiem dobrych trenerów jest gwarantowane.
Zajęcia odbywają się od poniedziałku do piątku w hali sportowej przy ulicy Józefowskiej 40 w Katowicach. Treningi prowadzone są w godz. 12:30-14:30. Akcja potrwa do 9 lutego.
Piłka nożna Wywiady
Klemenz: Wygraliśmy mimo prowokacji
Po meczu z Widzewem porozmawialiśmy także ze strzelcem bramki – Lukasem Klemenzem.
Powiedzieliście sobie kilka ostrzejszych słów z Bergierem?
Było kilka spięć, ale to jest mój dobry kolega, byłem u niego w szatni. Dziś byliśmy rywalami, czasami nerwy puszczają. To był mecz o dużą stawkę. Wiemy, w jakim miejscu jest Widzew, my za to jesteśmy w dobrej formie. Mój wywiad po ostatnim meczu z Widzewem też pewnie podgrzał atmosferę przed tym starciem. Kilku zawodników Widzewa, nie tylko Bergier, próbowało mnie wyprowadzić z równowagi. Jak się okazało, to ja strzeliłem bramkę i wygraliśmy mecz, więc nie zdało to się im na nic. Cieszę się, że mimo tych prowokacji, udało się dokończyć ten mecz i go wygrać.
A jak podpuścić Radomiaka? Może też to pomoże.
Może, może (śmiech). Nie no, nie będę nikogo podpuszczać. W momencie, kiedy dawałem tamten wywiad, nie miałem nic złego na myśli. Po prostu jest dużo nowych twarzy w Widzewie. Przy tym nakładzie finansowym, każdy od nich dużo wymaga, a wyniki jakie są, każdy widzi. Nie chciałem nikogo obrazić, tyle.
Skąd się bierze taka skuteczność obrony GieKSy? Ty i Arek Jędrych strzelacie, Alan Czerwiński asystuje.
Każdy z nas broni, każdy atakuje. Mamy dobrą skuteczność, Arek potwierdza to już od dawna. Pytaliście, co jem przed meczami – nic ciekawego. Nie wiem, co się zmieniło, ale znajduję sytuacje i dobrze czuję się pod bramką rywala. Dobrze to wychodzi.
Czterdzieści lat minęło od pierwszego triumfu GieKSy w Pucharze Polski. Patrzycie już w stronę finału?
Mam wywieszony plakat Narodowego w szatni, wisi od samego początku. Zobaczymy, każdy ma na to apetyt. Musimy dobrze przygotować się do następnego meczu, niezależnie od drużyny, na jaką trafimy.
Awans do Ekstraklasy, przeprowadzka na Nową Bukową, potem najlepszy wynik wśród drużyn ze Śląska, teraz Puchar Polski. Tworzycie scenariusz pod film?
Tak nam to wychodzi. Trzeba się z tego cieszyć. Rozmawialiśmy tak z Arkiem Jędrychem, mamy po trzydzieści parę lat i każdy z nas zasuwa. Walczyliśmy o to, żeby być w Ekstraklasie. I my, i myślę, że kibice cieszymy się z tego, że doszliśmy do takiego momentu jako GieKSa.
To nie jest Anglia, puchar rozgrywa się w środku tygodnia. Dzisiaj 120 minut, zaraz mecz z Radomiakiem. Dacie radę?
Podchodzimy do każdego meczu z marszu. Każdy z nas jest ważny, trener to podkreślał na odprawach. Mamy sześć spotkań w trzy tygodnie, to jest natłok. Zdarzają się jakieś kontuzje, jakaś słabsza forma akurat nie wyskoczyła ostatnio, bo wygrywamy. Każdy musi być gotowy.
A zdążycie przygotować nogi na mecz w niedzielę?
Czeka nas podróż, ale mamy super sztab medyczny, który nam bardzo pomoże.
W szatni myślicie, że Bartosz Nowak może być pewny powołania do kadry?
Bardzo mu kibicujemy. Wiemy, jaką jakość nam daje i jakie liczby dokłada. Fajnie, że jest w orbicie, ale to nie jest od nas zależne. Selekcjoner pewnie na wszystko patrzy chłodną głową.
Zazwyczaj na głowę dogrywa Bartosz Nowak, dziś ciasteczko dał Alan Czerwiński.
Ma najlepiej ze stoperów ułożoną stopę, często nam dogrywa na treningach.
Biło serce, jak sprawdzali spalonego?
Z mojej perspektywy wyglądało to jak typowa mijanka. Może to tak długo trwało przez rysowanie linii, ale raczej byłem spokojny.
Ćwiczycie na treningach grę bez nominalnej dziewiątki, na styl reprezentacji Hiszpanii?
Trenujemy takie warianty, czasem też tam występuje Eman Marković. Jest dużo tych wariantów.
Po tej żółtej kartce tylko raz popełniłeś ostrzejszy faul. Trener cię na to uczulał, czy to kwestia doświadczenia?
Rozmawiałem z chłopakami, że lepiej będzie, jak odpuszczę. Nie chciałem osłabić drużyny i cieszę się, że wytrzymałem. Chłopaki też mi w tym pomogli.
Po ostatnim meczu z Widzewem chwaliłeś drużynę. Dzisiaj Damian Rasak, który jest niedługo w zespole, wiedział, że musi zająć pozycję Arka Jędrycha, kiedy ten wybiegł do ataku. Trener mówił, że dużo rozmawiacie o piłce.
Tak, bardzo dużo rozmawiamy, wszystko analizujemy. Mamy świadomy zespół, nikt się za nic nie obraża. Chwała Damianowi za to, że też chce się uczyć. Jest z nami parę tygodni, ale już wie, kiedy ma gdzie się pojawiać.
Felietony Piłka nożna
Realizacja piłkarskich mitów
Jeszcze nie otrzepaliśmy się po emocjach, a już przyszło nam grać kolejne bardzo ważne spotkanie. Tak jak pisałem – w pewnym kontekście był to najważniejszy mecz od ponad dwóch dekad – nie było bowiem przecież od tak długiego czasu spotkania tak bardzo przybliżającego nas do jakiegokolwiek trofeum. Przez wiele lat biliśmy się po prostu o awans do ekstraklasy. W 2017 roku graliśmy w końcówce rundy wiosennej z liderującą Sandecją i wygrana w tamtym spotkaniu bardzo przybliżyłaby nas do tegoż celu. Wówczas nazwałem ten pojedynek meczem dziesięciolecia. Gdy dziś patrzę na to, jaką rangę miało to spotkanie w porównaniu z dzisiejszymi wyzwaniami, to stwierdzam, że była to ranga proporcjonalnie mała. W żadnym stopniu tamten mecz nie równał się ważnością do wspominanego w felietonie przedmeczowym pojedynku z Arką w Gdyni o awans. Z kilkoma meczami już w samej ekstraklasie. Ale przede wszystkim z ćwierćfinałem Pucharu Polski, dającym tak wielką szansę na wygranie trofeum. Trofeum obecnego wczoraj w Katowicach. Jak to powiedział mój kolega: „Mogliby go już tu zostawić”…
Trudno ogarnąć, że w ciągu czterech dni możemy przeżywać dwa razy taką radość, tak euforyczne chwile. Po latach przyzwyczajenia do wielkich zawodów, rozczarowań i gorzkich pigułek, z chwilowymi przerwami na lekką radość po wygraniu meczu z Dolcanem czy Łęczną, teraz przychodzi prawdziwe piłkarskie i kibicowskie szczęście. Do Katowic przyjeżdżają najbardziej uznane marki w Polsce i muszą one uznawać wyższość GKS Katowice. Cała Polska może zobaczyć, co się w Katowicach zbudowało – w kontekście klubu, drużyny i nowego stadionu. Myślę, że kibice wielu ekip w Polsce obecnie nam po cichu zazdroszczą.
Oczywiście mimo naszego wielkiego sukcesu w mediach dominuje analiza sytuacji w Widzewie. Nagłówki o „dramacie Widzewa” i dziesiątki minut poświęconych łódzkiemu klubowi. Z jednej strony do tego jesteśmy już przyzwyczajeni, bo Widzew to póki co klub najwyraźniej bardziej medialny. Z drugiej strony uważam to za żenujące. Kilkadziesiąt minut gadki o przegranych, przepłaconych gwiazdach, analizie kto powinien zasiąść na ławce trenerskiej, a na koniec jakaś refleksja rzucona ochłapem „wspomnijmy jeszcze o GKS Katowice”. Na szczęście piłkarze GieKSy robią wszystko, żeby pokazać piłkarskiej Polsce, że medialność można sobie wsadzić głęboko, a wygrywa się prawdziwymi wartościami – jakością, jednością i rzetelną pracą.
GieKSa po raz drugi wygrała z Widzewem w ciągu miesiąca. Tzw. „dziennikarze Widzewa” musieli się mieć z pyszna, podobnie jak kibice z Łodzi, którzy oczywiście nie omieszkali od początku skupić się bardziej na obrażaniu GieKSy niż dopingu dla swojego zespołu. Abstrahując jednak od tego, zaprezentowali się bardzo dobrze i głośno dopingowali. Wypełniony sektor gości dodaje wiele punktów do atmosfery. Kibice GKS jak zwykle stworzyli kapitalne wokalne słuchowisko, więc mieliśmy prawdziwą piłkarską wojnę na trybunach, jak i na boisku.
Zestawienie meczu ligowego i pucharowego wypada… dziwnie. Porównując posiadanie piłki – zmieniło się diametralnie – teraz było 50/50, a w meczu sprzed niespełna miesiąca Widzew miał ją ponad 70% czasu. Wtedy jednak łodzianie oddali tylko jeden celny strzał na bramkę, a teraz multum, znacznie więcej niż GieKSa. Na pewno z gry Widzew wyglądał lepiej niż w meczu ligowym, jednak wspomniane strzały były po prostu… niegroźne. Bardzo dobre ustawienie Rafała Strączka powodowało, że wyłapywał te piłki jak magnes. Trzeba pochwalić naszego bramkarza, bo przy takiej liczbie strzałów zdarza się popełnić błąd, wypluć piłkę. Golkiperowi futbolówka wybitnie kleiła się do rąk.
Oczywiście nie uniknęliśmy też błędów i bardzo groźnych – choć nielicznych sytuacji. Strata Mateusza Kowalczyka przed polem karnym, po którym Bergier King zlekceważył sytuację i uderzył fatalnie, no i przede wszystkim doliczony czas dogrywki, rajd Mariusza Fornalczyka i absolutnie pechowe (dla nas szczęśliwe) pudło Frana Alvareza. Aż przypomniał mi się Adrian Benedyczak, który kiedyś podczas pucharowego meczu GieKSy z Pogonią też w samej końcówce nie trafił do pustej bramki. Uff…
No i zaspaliśmy przy tym straconym golu. I powiem tak, bardzo doceniam, że trener Rafał Górak na konferencji wziął też – jako on i sztab trenerski – odpowiedzialność za to. Błędy w piłce się zdarzają, wiadomo, Widzew to wykorzystał i był cwańszy. Jednak umiejętność widzenia swojej odpowiedzialności cechuje ludzi mocnych i pewnych. To szerszy temat, pozapiłkarski, po prostu życiowy. Branie odpowiedzialności – uczciwie, ale nie z biczowaniem się – to zasób, to coś co wzbudza zaufanie, wzmacnia i powoduje rozwój. Jednocześnie rzadka to cecha zarówno u ludzi ogółem, jak i w środowisku piłkarskim. Zazwyczaj dominuje umywanie rąk i ucieczka od odpowiedzialności lub drugi biegun – samobiczowanie się i kajanie. Dlatego powtórzę jeszcze raz – bardzo doceniam tę postawę trenera. Wszyscy popełniamy błędy.
Na konferencji zrobiłem kilka nawiązań. To niesamowite, że Lukas Klemenz stał się koszmarem Widzewa. To bardzo symboliczne podkreślenie tej – już nie „mitycznej” – powtarzalności. GieKSa z pustych piłkarskich sloganów robi słowa z pokryciem. Właśnie ta powtarzalność, wyciąganie wniosków, powalczenie w następnym meczu o trzy punkty i cały ten piłkarski bełkot – w naszym zespole przestał być bezwartościowym paplaniem, a rzeczywistością. GieKSa naprawdę to realizuje i dzięki temu następuje rozwój. Podobnie jak z „budowaniem drużyny”, które jest w większości kompletną bzdurą, bo trener wylatuje po kilku miesiącach ze względu na dwa przegrane mecze. W Katowicach drużyna jest NAPRAWDĘ zbudowana. Ze zgliszczy – jak mówi trener. I ten proces trwa w najlepsze.
Wracając do symbolicznego Lukasa. GieKSa ma swój sposób na stałe fragmenty i to „drugie tempo”, o którym trener mówił w poprzednim sezonie jest cały czas praktykowane. Lukas Klemenz zachował się w tej sytuacji jak rasowy napastnik, dostał piłkę prostopadłą, a nie centrę z boku boiska i z pierwszej – w sytuacji sam na sam – strzelił gola. Schematy.
Zapytałem też o to „oczekiwanie nieoczekiwanego”, bo przecież akcję bramkową (wrzut z autu) poprzedziło odbicie od chorągiewki. Ja sam odwróciłem już głowę, bo uznałem, że akcja jest stracona i ku mojemu zdziwieniu po kilku sekundach – nadal ona trwała. To są dokładnie te setne sekundy, o których pisałem w przedmeczowym felietonie. Na transmisji telewizyjnej tego nie widzę, ale całkiem możliwe, że Borja Galan zareagował dosłownie ułamek wcześniej, zanim piłka się od tej chorągiewki odbiła. Antycypował – jak mówi Tomasz Hajto. Na pewno jego reakcja była szybsza od Marcela Krajewskiego. I to po tej akcji Widzew ratował się wybiciem na aut, po którym padła bramka.
Czysto piłkarsko nie był to najlepszy mecz GieKSy, były popularne ciężary. Ale też nie był to mecz słaby. GieKSa zrobiła to, co jest jej największym atutem – determinacja, znów – już nie „mityczne” – realizowanie założeń taktycznych, konsekwencja. I przede wszystkim nasz zespół nie odpuszcza, nie przestaje grać w piłkę. Znów przygotowanie fizyczne było na najwyższym poziomie. I w końcówce to Widzew spuchł bardziej, trener Jovicević ratował się wprowadzeniem żwawego Fornalczyka, gdy reszta już raczej była bardzo zmęczona. W końcówce to GieKSa była bardziej aktywna i gdyby Marcel Wędrychowski był bardziej precyzyjny, mogłoby się skończyć przed karnymi.
Wspomniane rzuty karne to już historia, którą będziemy pamiętać. Przy takim zmęczeniu, przy takiej presji, katowiczanie wykonali je bezbłędnie. Choć serce zabiło nam mocniej, gdy Drągowski dotknął piłkę po strzale Arka Jędrycha, ta na szczęście wpadła do siatki. Rafał Strączek broniąc w pierwszej serii jedenastkę Frana Alvareza dał dużo spokoju na dalszą część serii jedenastek. Potem była podcinka Nowaka… rany, maestria. I duże ryzyko. Ale jak zawodnik jest pewny, to mu to wchodzi. Jak jest pospinany, jak Brahim Diaz w finale Pucharu Narodów Afryki, to jest dramat. Bartkowi wychodzi ostatnio wszystko. Panie Urban… nie rób Pan wstydu. Damian Rasak dał swoją pieczęć, a popularny Milusi pokazał, że również jest bardzo pewnym ogniwem. Potem natomiast był już tylko „typowy Fornal” i euforia na stadionie.
Jakiś zawias miałem na konfie, bo pytałem trenera o rzuty karne z Pucharu Polski sprzed 15 lat z Puszczą Niepołomice, a zapomniałem o tych z Wartą Poznań kilka lat temu – potem były jeszcze przegrane jedenastki ze Stalą Stalowa Wola. W każdym razie w rozgrywkach pucharowych te jedenastki idą nam ostatnio nieźle, bo przecież jeszcze wygraliśmy je we wspomnianym meczu z Pogonią. No ale to właśnie były takie nasze „małe szczęścia”. Teraz mamy duże. Tej rangi ruty karne ostatni raz graliśmy z Araratem Erewań w 1995 – wówczas przegrane. A ostatnie wygrane były rok wcześniej z Arisem Saloniki, kiedy to Janusz Jojko decydującą jedenastkę wykorzystał.
Pan Czapeczka na konferencji dalej wygłaszał swoje farmazony i kibice Widzewa mają już go dość. W ustach trenera Widzewa właśnie te slogany bez pokrycia są ciągle aktywne, tyle że on robi to już do przesady. Mówi o dumie, o team spiryt w tym meczu i tak dalej, i tak dalej. Odległość lat świetlnych od GieKSy jeśli chodzi o wcielanie słów w życie.
Możemy być dumni z naszej drużyny. Raz gra lepiej, raz gorzej, ale zawsze gra swoje. I tym po prostu wygrywa. Nie tylko mecze, ale i serca kibiców.
Myślałem sobie przed Górnikiem, że jakbym miał wybierać z tych dwóch meczów, który wolę wygrać, to wziąłbym ten z Widzewem. Wiadomo, w lidze punkty można odrobić, a puchar to sprawa zerojedynkowa. A dostałem i to, i to. Nie żadne „minimum” czy „dobrze”, tylko po prostu idealnie.
Ochłońmy. Dobrze, że następny mecz jest nie na przykład w piątek, tylko w niedzielę. Mamy trochę zszarganych nerwów, a piłkarze poobijanych kostek i zmęczonych mięśni. Niech teraz fizjoterapeuci zajmują się doprowadzaniem naszych piłkarzy do stanu używalności, a trenerzy podają piłkarzom efekty analizy Radomiaka.
A my rozsiądźmy się wygodnie, z herbatką w ręku i oglądajmy poczynania naszych potencjalnych rywali. Już dziś gra Zawisza z Chojniczanką i Lech z Górnikiem. Jutro jeszcze Avia z Rakowem. W piątek losowanie i będziemy z zapartym tchem śledzić, kogo los nam przydzieli.
Piłka nożna Wywiady
Okiem rywala: damy radę nawet bez prądu
W niedzielne popołudnie GKS Katowice wybiegnie na boisko w Radomiu, gdzie uskrzydleni czwartkowym zwycięstwem gospodarze będą chcieli podtrzymać zwycięską passę. O nadziejach związanych zarówno z najbliższym meczem, jak i dalszą częścią sezonu, najmocniejszych punktach „Zielonych”, trenerze Feio i pozasportowych „przygodach” w meczach z Arką i Koroną porozmawialiśmy z Bartłomiejem Jędrzejczakiem z futbolowarebelia.com i podgolebnikiem.pl
W ostatnich dniach my emocjonowaliśmy się Pucharem Polski. Radomiak już jakiś czas temu pożegnał się z tymi rozgrywkami, mimo to jak oceniasz rozstrzygnięcia, do których doszło na boisku i w czasie losowania półfinałów?
Radomiak odpadł z Pucharu już w pierwszej rundzie, z tego powodu szybko przestałem się interesować tymi rozgrywkami. Dla was półfinał to na pewno duża rzecz. Wylosowano ciekawe pary, bo Zawisza będzie się mierzył z Górnikiem, a wy zagracie małe derby województwa w Częstochowie. Dla niezaangażowanych kibiców ciekawostką jest obecność na tym etapie 3-ligowca, choć tutaj Górnik jest zdecydowanym faworytem. Z kolei GKS jest niewygodnym rywalem dla Rakowa, więc ta rywalizacja będzie ciekawsza. Gdybym miał typować, to postawiłbym na śląski finał Górnika z GKS-em.
Wracając jednak do Ekstraklasy, w tym sezonie można powiedzieć, że nie ma środka tabeli – albo bijesz się o puchary, albo „walczysz o spadek”. W której grupie jest dziś Radomiak?
Przed każdym sezonem naszym podstawowym celem jest jak najszybsze zapewnienie sobie utrzymania. Znamy swoje miejsce w szeregu i wiemy, że nie jesteśmy ligowym krezusem pod względem finansów. Apetyt rośnie jednak w miarę jedzenia – jeśli w miarę regularnie punktujesz, to w pewnym momencie pojawia się chęć gry o coś więcej. Z drugiej strony liga się wyrównała i na przestrzeni 2-3 spotkań położenie zespołu może się radykalnie zmienić – będąc w czołówce nagle można zamieszać się w grę o utrzymanie. To utrzymanie Radomiaka jest więc celem minimum, a wszystko ponad będzie dodatkowym bonusem. Patrząc na ambicje włodarzy klubu i trenera Feio, a także indywidualną jakość sportową zawodników, mam nadzieję na szybkie utrzymanie, a wykorzystując sytuację w lidze możemy się zakręcić w okolicach strefy pucharowej. To jest takie ciche marzenie – moje, ale i pewnie każdego sympatyka Zielonych.
W ostatnim czasie w Radomiu tych punktów jednak brakowało, bo przez cztery kolejki nie potrafiliście wygrać. Przełamanie nastąpiło po nadrobieniu zaległości z Arką. Gdybyśmy tylko na jej tle mieli oceniać potencjał naszych zespołów, to w niedzielę bylibyście zdecydowanym faworytem.
W czwartek zadecydował bardzo dobry początek – prowadzenie 2:0 po ośmiu minutach ustawiło przebieg meczu pod dyktando Radomiaka. Z kolei Arka kreowała więcej po przerwie i w pewnym momencie wydawało się, że może wrócić do meczu, jednak dobra postawa Filipa Majchrowicza, który zrehabilitował się za błędy w poprzednich meczach, pozwoliła nam utrzymać, a następnie podwyższyć prowadzenie. Arka zdobyła wprawdzie bramkę kontaktową, a w pewnym momencie potrójna interwencja naszego bramkarza do spółki z Jankiem Grzesikiem uchroniła nas od straty drugiego gola. Gdyby ten padł, to moim zdaniem Radomiak by nie wygrał. Na szczęście dla nas gol Romário Baró z rzutu wolnego ostatecznie rozstrzygnął mecz na naszą korzyść.
Jesienią przed meczem z GieKSą do pełni formy wracał Capita Capemba – lider zespołu, strzelec jednego z goli w ostatnim meczu z Arką. W niedzielę zabraknie go z innego powodu: na ostatniej prostej jest jego transfer za ocean. Jaki będzie Radomiak bez niego?
Capita jest dla Radomiaka bardzo ważną postacią i jakość całego zespołu z nim w składzie idzie zdecydowanie do góry. Trzeba jednak mieć świadomość, że jego odejście było planowane od dłuższego czasu, więc nie jesteśmy tym ruchem zaskoczeni. Elves Baldé i Salifou Soumah to jego naturalni następcy, choć tego pierwszego w niedzielę zabraknie z powodu zawieszenia po wydarzeniach po meczu z Koroną Kielce. Szkoda, bo dał się wam już poznać jesienią zdobywając pierwszego gola. O Soumahu wiemy niewiele – dołączył do nas już po starcie rundy i czekamy, co pokaże na boisku. Wracając jednak do Capity uważam, że Ekstraklasa sporo traci na odejściu takich zawodników jak on. Mimo że liga rośnie, powstają piękne stadiony i coraz lepiej prezentujemy się w pucharach, to jeszcze nie jesteśmy w stanie konkurować z silniejszymi klubami o wyróżniających się zawodników. Oglądać Capitę na boisku było czystą przyjemnością, ale mam nadzieję, że uda się sprawnie i bezboleśnie zapełnić lukę po nim.
Wspomniałeś o meczu z Koroną zakończonym skandalem, który przełożył się m.in. na karę Baldé, ale i zawieszenie Gonçalo Feio na pięć meczów. Jak twoimi oczami wyglądały tamte wydarzenia?
Wiele negatywnych okoliczności nałożyło się na siebie przy okazji tego nieszczęsnego meczu z Koroną. Po pierwsze, błąd Filipa Majchrowicza przy rozegraniu piłki dał bramkę gościom, kolejny błąd przy stałym fragmencie gry i drugie trafienie. Z kolei Radomiak mimo mnóstwa sytuacji nie był w stanie zdobyć gola – albo zawodziła skuteczność, albo na wysokości zadania stawał Dziekoński. Słaba postawa sportowa Radomiaka przełożyła się na frustrację, zarówno na murawie, jak i na trybunach. Doszło do skandalicznych incydentów, które nie mają prawa dziać się na żadnym stadionie. Atmosfera była nerwowa, bo wiemy jakie stosunki panują między kibicami Korony i Radomiaka. Temperaturę dodatkowo podniosła decyzja Komisji Ligi o niewpuszczeniu kibiców gości. Atmosfera od początku była nerwowa, a porażka na własnym stadionie nie ostudziła emocji. Nie ulega jednak wątpliwości, że nigdy nie powinno dochodzić do wydarzeń, których świadkami byliśmy po meczu, a które zaowocowały surowymi karami.
A jak trener radzi sobie na „pracy zdalnej”?
Kara dla Gonçalo Feio jest surowa przede wszystkim ze względu jego przeszłość i łatkę, jaką mu przyklejono. On z tym mocno walczy, starając się przekonać wszystkich, że się zmienił. Osobiście nie znałem go wcześniej, natomiast gdyby nie doniesienia medialne, znając go teraz nigdy bym nie powiedział, że jest osobą konfliktową. Na co dzień jest otwartym i serdecznym gościem. W meczu z Koroną rzucił w stronę sędziów uwagę w stylu „zapłacili wam”, którą Komisja Ligi uznała za oskarżenia korupcyjne i surowo go ukarała. Tymczasem w tej samej kolejce trener Wisły Mariusz Misiura stwierdził, że wszystko jest ustawione pod Legię i Widzew, a nie spotkała go za to żadna kara. Trener Feio radzi sobie dobrze, bo w czasie meczów jest stale na łączach z asystentem Emanuelem Ribeiro. W Niecieczy miałem okazję siedzieć na trybunach obok niego i mimo że nic nie rozumiałem, bo panowie rozmawiali po portugalsku, to byłem pod wrażeniem, bo Gonçalo Feio mówił praktycznie bez przerwy i miałem odczucie, że słucham nie trenera, ale komentatora sportowego. W meczu z GKS-em jeszcze nie będzie go na ławce, ale jak sam podkreśla, perspektywa trybun też jest ciekawa i patrzy na mecz nieco inaczej niż z poziomu murawy.
Radomiak jest jedną z ekip, która zdecydowanie lepiej prezentuje się u siebie niż na wyjeździe. Co takiego jest przy Struga 63, co aż tak wam pomaga?
Kiedy w 2023 roku oddano do użytku nowy stadion Radomiaka, wówczas składający się z dwóch trybun, nie był naszym szczególnym atutem. Natomiast w tym sezonie, kiedy od listopada funkcjonują już cztery trybuny i po wielu latach oczekiwań wreszcie pojawiają się kibice gości, to atmosfera jest zupełnie inna. Doping jest fantastyczny – bywałem na wielu stadionach Ekstraklasy i w porównaniu do innych nie mamy się czego wstydzić. To na pewno motywuje piłkarzy i wpływa na ich dyspozycję. W tym sezonie tylko Jagiellonia i niestety Korona wygrały przy Struga. Zazwyczaj jednak jesteśmy bardzo mocni u siebie – wystarczy przypomnieć zwycięstwa 4:0 z Górnikiem, 5:1 z Pogonią, 3:0 z Cracovią i ostatnie 3:1 z Arką. Nikt nie ma łatwo w Radomiu i w niedzielę musicie się liczyć z ciężką przeprawą.
Od początku rundy wiele się mówi o kiepskim stanie murawy na większości stadionów Ekstraklasy. Jak będzie u was?
W porównaniu z czwartkowym meczem z Arką nie spodziewam się, aby stan murawy diametralnie się polepszył. Jest to problem wielu klubów, choć wiem, że wy możecie się pochwalić świetnie przygotowaną nawierzchnią i podobnie jest w Gliwicach. Gdzie indziej widać jednak trudy ciężkiej zimy – w Radomiu też nie jest idealnie, ale mogło być gorzej. W krótkim odstępie czasu gramy u siebie trzy mecze ligowe, a za chwilę będziemy gościć kadrę U-21 podczas meczu z Armenią. Nie wiem jak murawa to przetrzyma, ale mam nadzieję że z biegiem czasu będzie coraz lepiej. Nie można odmówić osobom zaangażowanym w utrzymanie boiska, że robią wszystko, co w ich mocy, aby w obecnych warunkach jak najlepiej przygotować boisko do gry. Radomiak jest zespołem technicznym, który lubi mieć piłkę przy nodze, więc boisko dobrej jakości jest naszym sprzymierzeńcem.
Kto będzie w niedzielę najlepszym piłkarzem z Radomia i dlaczego Bartek Nowak?
Bartek to piłkarz o olbrzymiej jakości piłkarskiej, mózg i serce GKS-u. Trener Górak powtarzał w wywiadach, że Nowak świetnie rozumie jego pomysł na grę i pomaga innym piłkarzom w realizowaniu go na boisku. Oby jak najwięcej zawodników, którzy do tego stopnia wyróżniają się na tle całej ligi. Bartek jest przecież Radomianinem, więc ten mecz może być dla niego inny niż wszystkie, bo przyjeżdża w rodzinne strony. Mimo to mam cichą nadzieję, że w niedzielę najlepszy piłkarz z Radomia zagra jednak w zielonej koszulce.
W ubiegłym sezonie to właśnie Radomiak witał nas w Ekstraklasie, jeszcze na starej Bukowej. Nie było to najmilsze powitanie.
Do tej pory nie miałem okazji zobaczyć waszego nowego stadionu, ale cieszę się, że tuż po waszym awansie mogłem zobaczyć mecz z wysokości trybun starego obiektu. Dość szybko na prowadzenie wyprowadził nas Rocha, dwukrotnie pokonując Kudłę i byłem wręcz zdumiony, jak duża jest różnica klas między naszymi zespołami. GKS zderzył się z Radomiakiem, który sezon wcześniej utrzymał się rzutem na taśmę, więc nie spodziewałem się takiej przewagi. W drugiej połowie obraz gry się zmienił, a Mateusz Marzec zdobył nawet gola po ładnym woleju i koniec końców GKS był bliski, aby tego meczu nie przegrać.
Jak oceniasz zmianę w postawie GKS-u, która od tamtego meczu zaszła na przestrzeni kolejnego 1,5 roku?
GKS był początkowo postrzegany jako typowy beniaminek, który jednak z pozycji underdoga punktował nadspodziewanie dobrze. Nie nazwałbym was czarnym koniem, ale przez cały sezon z powodzeniem utrzymywaliście się blisko środka tabeli. Podobnie radził sobie Motor, ale GKS był dla mnie większym zaskoczeniem. Pamiętam też nasz mecz rewanżowy, ostatni w 2024 roku, zakończony remisem 1:1 i to Radomiak musiał gonić wynik. Trener Górak mówił wtedy, że przyjmuje ówczesny dorobek GieKSy z całym dobrodziejstwem inwentarza. Z zadowoleniem śledziłem wasze dalsze losy, bo GKS to duża firma i dobrze, że zadomowiła się w Ekstraklasie. Początek nowego sezonu GKS miał jednak trudny i pamiętam, jak przed naszym meczem analizowałem tabelę. Pojedynek z Radomiakiem był dla was kluczowy i uważałem, że jeśli nie odbijecie się na nas, to mocno zakopiecie się w dolnych rejonach tabeli. Na szczęście dla was udało się odbić, zresztą po świetnym meczu. Macie dobrze skomponowany zespół: Rafał Strączek wygryzł ze składu Dawida Kudłę i radzi sobie bardzo dobre, solidna obrona na czele z Arkadiuszem Jędrychem, wspomniany wcześniej Nowak i – jak się z czasem okazało – jest też życie po Sebastianie Bergierze. W naszym ostatnim meczu z dobrej strony pokazał się też Marcin Wasielewski.
To właśnie on, do spółki z Nowakiem, przesądził o ostatecznym zwycięstwie z Radomiakiem przy Nowej Bukowej. Pamiętam ten pojedynek jako mecz pięknych goli i jeszcze lepszych parad bramkarzy. A jak ty wspominasz tamto spotkanie?
Mecz był rozgrywany w ramach Superpiątku jako świetna reklama Ekstraklasy. Z drugiej strony, oprócz pięknych goli były też kontrowersje, m.in. decyzja o nieuznaniu trzeciego gola Radomiaka. Jeśli dobrze pamiętam, w Lidze+ Ekstra uznano ją za błędną. Nasze mecze zwykle obfitują w gole, więc nie obraziłbym się, gdyby podobnie było w niedzielę. Radomiak u siebie jest drużyną usposobioną ofensywnie, więc w starciu z GKS-em, który jest uskrzydlony ostatnimi dobrymi wynikami, nie powinno być nudy i jestem przekonany, że w niedzielę przy Struga będzie się działo.
Którego z zawodników Radomiaka powinniśmy się obawiać najbardziej?
GKS musi uważać na Janka Grzesika i Rafała Wolskiego. Mam też nadzieję, że bardzo ładna bramka Romário Baró w meczu z Arką doda mu więcej pewności siebie. Jest też Vasco Lopes, który potrafi wypracować przewagę dryblingiem. Silnym punktem zespołu są grający z przodu Maurides i Abdoul Tapsoba. Nie będzie Capity, ale siłą Radomiaka jest to, że zespół wygląda coraz lepiej jako drużyna. Jeżeli mamy swój dzień, to jesteśmy groźni dla każdego w Ekstraklasie.
Jak twoim zdaniem będzie przebiegał niedzielny mecz i jakim wynikiem się zakończy?
Radomiak grający u siebie nie cofa się i nie czeka na kontry. Spodziewam się, że od początku ruszymy do ataku niesieni żywiołowym dopingiem. GKS być może zaczeka na to, co zaproponują gospodarze, natomiast w tej lidze trudno jest cokolwiek przewidzieć – jedna niespodziewana sytuacja może całkowicie wywrócić plan na mecz. Oczekuję dobrego widowiska i wielu goli, bo naprzeciw siebie stają bardzo dobre piłkarsko drużyny. Nigdy nie byłem dobry w typowanie wyników, ale biorąc pod uwagę formę Radomiaka u siebie stawiam na 2:1 dla gospodarzy.
Z rozbawieniem obserwowałem twitterowe zaczepki na oficjalnych kontach Radomiaka i Arki, nawiązujące do niedawnej awarii oświetlenia w Radomiu. W niedzielę prądu nie zabraknie?
To wstydliwa sytuacja dla Radomiaka, który jednak nie do końca miał na nią wpływ. Odbiór był jednak taki, a nie inny. Żałowaliśmy, że mecz z Arką nie odbył się w pierwotnym terminie, a szczególnie szkoda było kibiców z Gdyni, którzy na darmo przejechali przez pół Polski. Kolejne mecze w Radomiu przebiegły już jednak bez przeszkód i podobnie będzie w niedzielę. Ale dobrze, że gramy w miarę wcześnie, więc w razie czego damy sobie radę nawet bez prądu.


Najnowsze komentarze