Dołącz do nas

Kibice Piłka nożna

[3] Wspomnienie Derbów – 23.11.2001

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Dziś wspominamy kolejne z czterech ostatnich spotkań derbowych rozgrywanych przy Bukowej. Poprzednie znajdziecie TUTAJ (30.04.1999) oraz TUTAJ (27.04.2001).
W 2002 roku z Ruchem u siebie graliśmy w zimowej scenerii, 23 listopada. GieKSa wygrała tamto spotkanie 2:1 po golach Kubisza i Janusa. Ciekawostką jest, że wszystkie trzy bramki padły w odstępie czterech minut, co powodowało szał radości na trybunach.
Zacznijmy od…

WSPOMNIENIA PIŁKARSKIE:

Składy obu drużyn wyglądały następująco:

GKS Katowice: Lech – Kowalczyk, Świerczewski, Sznaucner, Janus, Widuch, Wysocki, Kubisz (86′ Oberaj), Gajtkowski, Muszalik, Bała
Ruch Chorzów: Matuszek – Masternak, Wleciałowski, Fornalik, Duda (63′ Gorawski), Surma, Paluch, Woś, Górski, Madej (76′ Suker), Bizacki

Katowicki „SPORT” tak relacjonował tamto spotkanie:

„Derby Śląska jak zwykle przyniosły wiele emocji, i jak zwykle… sporo kontrowersji. Po spotkaniu najwięcej dyskusji wywołała sytuacja z 66 minuty, gdy po strzale Bizackiego, piłkę toczącą się do bramki GKS wybił Wysocki. Zdaniem wielu zrobił to już poza linią bramkową, której tak na dobrą sprawę w tym błocie widać nie było. Arbitrowi prowadzącemu to spotkanie nie przeszkadzał jednak ten szczegół, podobnie jak fakt, że w drugiej odsłonie po odpaleniu rac przez kibiców obu drużyn, nie widać było też dużej powierzchni boiska. Grzegorz Kasperkowicz ożywił się natomiast w końcówce spotkania, gdy w ostatnich 5 minutacg pokazał aż siedem żółtych kartek.

Przez 40 minut na boisku dominował Ruch. To on atakował z większą determinacją. Katowiczanie czekali na szansę do kontrataków, których dość długo jednak nie potrafili przeprowadzić. W 6 minucie Robert Górski uderzył groźnie z narożnika pola karnego, lecz piłka wylądowała na bocznej siatce. Krótko potem Lech miał kłopoty ze strzałem z wolnego Dudy, piłkę do siatki dobił z bliska Paluch, ale zrobił to z pozycji spalonej. Gol zatem nie został uznany. Bez szczęścia ( z ostrego kąta wzdłuż bramki ) strzelał też Bizacki.

W 23 minucie odpowiedź otrzymali ci, którzy zadawali sobie pytanie, czy GKS wyszedł na boisko, czy też myślami został zupełnie gdzie indziej. Kubisz uderzył groźnie z 17 metrów, lecz Matuszek popisał się skuteczną interwencją. Potem jeszcze raz Duda bez szczęścia próbował uderzyć z rzutu wolnego. Wreszcie nadeszła 39 minuta. Wypuszczony przez Madeja Woś pognał na bramkę GKS i mimo, że cały czas starał się mu przeszkadzać Wysocki, przytomnie, technicznym strzałem przerzucił piłkę nad Lechem. Ruch zdobył gola, ale stracił koncentrację. Już pierwsza akcja GKS po wznowieniu gry omal nie zakończyła się wyrównaniem. Zaraz potem Gajtkowski wrzucił piłkę na pole karne, gdzie przejął ją Kubisz i mimo, że jego pierwszy strzał obronił Matuszek przy dobitce był bezradny. I wówczas pojawiły się wątpliwości, czy w momencie zagrania Gajtkowskiego strzelec gola nie był na spalonym? Nie było już natomiast najmniejszych wątpliwości przy drugim golu dla katowiczan, którzy 2 minuty później objęli prowadzenie. Znów po akcji Gajtkowskiego piłka trafiła do Janusa, który z „pierwszej piłki” uderzył mocno i precyzyjnie.

W drugiej odsłonie mecz przebiegał podobnie, jak w pierwszej. Przewagę mieli chorzowianie, tym razem jednak GKS nie „rozkręcał” się tak długo jak przed przerwą i dwa razy po strzałach Muszalika zrobiło się pod bramką Ruchu gorąco. Napierw piłka poszybowała obok słupka, potem kapitalną interwencją popisał się Matuszek.

Znacznie więcej działo się pod drugą bramką, włącznie z sytuacją opisaną na wstępie. Groźnie strzelali jeszcze z rzutów wolnych Fornalik i Bizacki. Bliski wyrównania był też Paluch, po którego strzale piłka wylądowała na poprzeczce.

Ruch z pewnością prezentował się lepiej od gospodarzy, ale ci, wygrali w ten sam sposób, co w poprzednich spotkaniach. Waleczność podopiecznych Janusza Białka jest godna podziwu. Wobec absencji Krzysztofa Sadzawickiego i Artura Andruszczaka (pauzujących z powodu kartek), na ławce rezerwowych GKS mogło zasiąść tylko trzech zawodników. Trener Białek wpuścił na plac gry jedynie Oberaja. Większe pole manewru miał szkoleniowiec gości. Wprowadził z ławki w drugiej połowie dwóch napastników : Gorawskiego i młodego Sukera. Tylko ten pierwszy starał się zagrozić Lechowi, jak reszta kolegów w II połowie, bez powodzenia. Przynajmniej zdaniem sędziego… i to jest najważniejsze”

NAJLEPSZE MATERIAŁY WIDEO Z TEGO MECZU ZNAJDZIECIE TUTAJ, TUTAJ I TUTAJ

WSPOMNIENIA KIBICOWSKIE:

Warto skupić się jednak na tym co działo się tamtego dnia na trybunach, a działo się bardzo wiele. Poniżej ciekawe relacje zarówno kibiców GieKSy, jak i Ruchu, zdjęcia oraz video – wspominamy!

Relacja GieKSy:
Sprawą oczywistą jest że pojedynki z lokalnymi rywalami powodują ogromną mobilizację i wyzwalają dodatkowe emocje u obu stron. Nie inaczej było i tym razem. Myślę że wydarzenia owego piątkowego niezwykle mroźnego, derbowego wieczoru mogły zadowolić nawet najbardziej wybranych fanów. Ale po kolei. Nauczeni doświadczeniami poprzednich wizyt Niebieskich na ulicy Bukowej fani GieKSy oczekiwali pod swoimi kasami na jakiś zaskakujący atak kibiców „przyjezdnych”. Tym razem nic takiego nie miało jednak miejsca. Znudzona próżnymi oczekiwaniami grupa GieKSiarzy postanowiła urozmaicić sobie czas próbując dostać się na stadion bez biletów – co im się w pełni udało, jako że ochrona czuwająca nad bezpieczeństwem terenu w okolicach kas, nie stawiająca praktycznie żadnego przeciwnika, zdołała jedynie użyć gazu i w błyskawicznym tempie ewakuować się z miejsca pełnionej funkcji. Następnie dochodzi do walki fanów GieKSy z wkraczającymi oddziałami policyjnymi. Ci jednak używając armatki wodnej i strzelb „gładkolufowych” ostudzili zapędy gospodarzy. Warte odnotowania jest godne zachowanie w tym momencie fanów „przyjezdnych” śpiewających to, co w takich przypadkach śpiewać należy. Z akcentów chuligańskich było to już wszystko na co w tym dniu pozwolili mundurowi, bo wierzę że obie ekipy stać było na wiele więcej. Swego rodzaju wynagrodzeniem owego braku emocji pozasportowych była z pewnością doskonała oprawa wizualna, podczas której fani obu drużyn zaprezentowali bodaj wszystko, co jest obecnie dostępne na rynku. Na rozpoczęcie spotkania trybuna katowickich szalikowców w całości zakryta się sześcioma flagami sektorowymi w barwach (po dwie z każdego koloru) i odpalonych zostało około 20 wulkanów. Fani Niebieskich, których tego dnia zawitało około 2500, w tym samym momencie tradycyjnie zasypują jedną z bramek mnóstwem serpentyn. Następnie goście prezentują biało – niebieskie kartoniki, co przy tak dużej ilości osób dało ładny efekt. Chwilę później, po nie uznanej bramce dla Ruchu, w sektorze „przyjezdnych” odpalonych zostaje ok. 15 czerwonych rac, a pod koniec pierwszej połowy jeszcze ok. 25. W międzyczasie Katowiczanie, zamiennie i również ratalnie, odpalają zielone i czerwone race, których w sumie tego wieczoru mieli ok. 80. W przerwie meczu nieco chyba sylwestrowy akcent, mianowicie pokaz sztucznych ogni, przygotowany przez gospodarzy. W drugiej połowie znów „atrakcja goniła atrakcję”. Niebiescy odpalają ponad 2000 zimnych ogni, a fanatycy GieKSy w towarzystwie ogromnej ilości baloników oraz kolejnej porcji rac, prezentują dość sporych rozmiarów flagę „Łowcy Śmierdzieli”, zrobioną ze skrojonych szali rywala. Niebiescy w odpowiedzi również prezentują baloniadę i odpalają do tego ponad 200 ogni bengalskich. Nie trzeba myślę dodawać, że wszystkie wyżej opisane atrakcje były niezwykle efektowne i dały nieprawdopodobnie ładny efekt. Myślę, że pomimo przerażających warunków atmosferycznych, nikt ze stadionu nie wyszedł rozczarowany. Nie doszło do bezpośrednich starć wrogich sobie ekip, ale trzeba też zauważyć ogromną mobilizację sił mundurowych, która tamtego dnia sięgnęła już chyba szczytu ich możliwości.

Relacja Ruchu:
Zbiórkę jak zwykle przed derbami mamy na rynku w Chorzowie. Na stadion udaliśmy się przez park, oczywiście towarzyszyła nam obstawa policji. Przed meczem GieKSa nieźle dymi z policją na stadionie, mundurowi musieli użyć polewaczki. My w tym czasie śpiewamy „zostaw kibica…” oraz „zawsze i wszędzie…”. Podczas meczu odpalamy 40 rac, wyrzucamy 2000 serpentyn + konfetti, mamy balony, 3000 zimnych ogni, 300 ognie bengalskich (wulkanów) oraz niebiesko – białe kartoniki. Prowadzimy ekstra doping, GieKSa ma pasy materiału, balony, sztuczne ognie, race i wulkany.  Wywiesili też jakąś szmatę z napisem „Łowct Śmierdzieli”, ale bardziej zrobili z siebie pośmiewisko, niż się popisali. Ogólnie mecz to jedna wielka konkretna prezentacja i doping. Nas grubo ponad 2000.
Rafał FC Siemianowice
Źródło: TMK

Relacja Ruchu:
Ponad 2000 fanów dopinguje jedenastkę Ruchu na „wyjazdowym” meczu z GKS-em Katowice. O dziwo na samych derbach brak awantur pomiędzy ekipami, jedynie GKS ostro dymi z policją. Działo się natomiast przed meczem, na katowickim dworcu 40-osobowa grupa „Niebieskich” z Mikołowa ma wpierw zwycięskie starcie z 10-osobową grupą GieKSiarzy, a potem ta sama grupa „Niebieskich” zostaje pogoniona i oklepana przez 50-osobową ekipę chuliganów z GKS-u.
Źródło: ULTRA nr3

Relacja GieKSiarza:
Ruchu na tym meczu melduje się ok. 2 tysięcy, w tym Apator z flagą. Przed meczem w ponad 100 osób wbijamy się na stadion za darmo, przy tym dochodzi do awantury z ochroną. Ochrona ostro od nas dostaje i ostatecznie zostaje wygoniona na inną część stadionu. Dajemy sobie spokój gdy pojawia się policja i armatka wodna, która zaczęła nas polewać. Na meczu konkretna prezentacja z naszej strony, odpalamy wulkany, race czerwone i zielone ok. 60 sztuk, mamy baloniki, nową flagę sektorową oraz fajerwerki. Poza tym wywieszamy ponad 20 metrowe białe płótno z napisem „Łowcy śmierdzieli” z szalami Ruchu. Co do chorzowskich też zaprezentowali się nieźle, race czerwone ok. 30, sztuczne ognie, kartony, ognie bengalskie. Ogólnie derby ciekawe.
Źródło: zin DIABLOS 2001 nr 5 (Ruda Śląska)

Relacja Ruchu:
Nas 2200 osób. Tak dziwnie jest skonstruowana polska Liga, że mimo iż w Lidze tej grają 4 śląskie kluby, były to pierwsze nasze derby, no cóż tak to już u nas jest. Na meczu z odwiecznym rywalem jest naprawdę super atmosfera, głównie jeśli chodzi o sprawy ultras, bo o zadymy tego dnia było naprawdę ciężko. Jedynie na meczu Gieksa leje się z ochroną i przegania ich na inną część stadionu. Na meczu odpalamy race, mamy zimne ognie, kartony i ognie bengalskie. Co do Gieksy to odpalili sporo rac, ponadto mieli nową flagę sektorową. Najśmieszniejsza była flaga „Łowcy śmierdzieli”, widać „pomysłów” im nie brakuje.
MARCIN
Źródło: zin DIABLOS 2001 nr 5 (Ruda Śląska)

RELACJA:
Druga kolejka grupy mistrzowskiej I ligi.
Na wyjście piłkarzy z trybun poleciały serpentyny i konfetti, a wzdłuż „Blaszoka” odpalono zimne ognie i petardy. Później część trójkolorowych flag na płocie przykryło płótno „Łowcy śmierdzieli” z charakterystyczną obróconą literką „r”. Goście w pierwszej połowie także urządzili pokaz pirotechniczny, zadymiając później tę część boiska, której bronili gospodarze.
Źródło: fb/ŚląskieTrybuny

Oflagowanie m.in.: NET F@NS GIEKSA (łuk), FORZA GKS, CRAZY BOYS, GISZOWIEC – CAŁE NASZE ŻYCIE TO GKS KATOWICE, GKS KATOWICE (Blaszok), PSEUDOKIBICE KOCHAJĄ ŚLĄSKA STOLICĘ, VIP, SK1964, GIEKSIARZE, GLADIATORS, MARIHUANA, GKS KATOWICE (z buldogiem)

GALERIA:

 

BILETY NA DERBY –> INFORMACJE TUTAJ 

Podziękowania dla Erica Cantony oraz Blade (www.gzg64.pl) za pomoc w odnalezieniu materiałów do tego newsa. 

Portal GieKSa.pl tworzony jest od kibiców, dla kibiców, dlatego zwracamy się do Ciebie z prośbą o wsparcie poprzez:

a/ przelew na konto bankowe:

SK 1964
87 1090 1186 0000 0001 2146 9533

b/ wpłatę na PayPal:

E-mail: [email protected]

c/ rejestrację w Superbet z naszych banerów.

Dziękujemy!


3 komentarze
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

3 komentarze

  1. Avatar photo

    JAN

    19 października 2017 at 09:27

    ŚWIETNA SERIA MARCIN

  2. Avatar photo

    Udine WITOSA

    19 października 2017 at 10:31

    Witom wszystkich GieKSiorzy . Pamiętom ten szpil , atmosfera niesamowita , doping na maxa . DErBOWY Klimat . Oby i w niedziela była taka atmosfera i wysoka wygrana ze smrodami. Jak sprzedaż biletów ? Wie ktoś ?

  3. Avatar photo

    luk

    19 października 2017 at 16:32

    pamiętam że race po pierwszej bramce jeszcze sie nie skączyły palić a za chwile następne już były odpalane 🙂

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Kompromitacja

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po ostatnim meczu z Arką Gdynia, humory w Katowicach były bardzo dobre. GieKSa odbiła się od dna i w fantastycznym stylu pokonała gdynian. Piłkarze Rafała Góraka chcieli podtrzymać tę passę. Ten sam plan miał jednak Górnik Zabrze, który również efektownie odprawił z kwitkiem Pogoń Szczecin. Przy Roosevelta zapowiadało się naprawdę świetne widowisko, przy rekordowej – 28-tysięcznej – frekwencji.

W GieKSie nastąpiła jedna zmiana w porównaniu z meczem z Arką. Kontuzjowanego Alana Czerwińskiego zastąpił Lukas Klemenz, czyli bohater meczu z gdynianami. W składzie zabrzan ponownie zabrakło Lukasa Podolskiego (ale był już na ławce), mogliśmy natomiast obawiać się dynamicznych Ousmane Sowa i Tofeeka Ismaheela.

Początek meczu był wyrównany, ale drużyny nie stwarzały sobie sytuacji bramkowych, choć gdyby w 5. minucie Adam Zrelak dobrze przyjął piłkę wyszedłby sam na sam od połowy boiska z Łubikiem. W 11. minucie lekko uciekał Klemenzowi Tofeek Ismaheel, który wbiegł w pole karne i nawijał naszego obrońcę, ale Lukas ostatecznie zablokował ten strzał. W 19. minucie Kubicki bardzo dobrze obsłużył prostopadłym podaniem Ambrosa, który kąśliwie uderzał, ale Dawid Kudła bardzo dobrze obronił ten strzał. Pięć minut później w pole karne próbował wdzierał się Borja Galan, ale jego strzał został zamortyzowany. W pierwszych trzydziestu minutach nieco lepiej prezentował się Górnik i mógł to przypieczętować bramką, gdy fatalną stratę przed polem karnym zaliczył Kacper Łukasiak, ale po wygarnięciu piłki przez Kubickiego nie doszedł do niej Liseth. Niestety cofnięta gra GKS nie opłaciła się. Galan dał bardzo dużo miejsca w polu karnym rywalowi, a Ousmane Sow skrzętnie to wykorzystał, wycofując piłkę na 16. metr do Patrika Hellebranda, który pewnym strzałem pokonał Kudłę. W końcówce GKS miał kilka stałych fragmentów gry, ale w przeciwieństwie do meczu z Arką, tutaj nie było z tego żadnego zagrożenia.

Początek drugiej połowy mógł być fatalny. Klemenz wyprowadzał tak, że podał do przeciwnika, piłka zaraz poszła do niepilnowanego Janży, ten wycofał do Sowa, analogicznie jak ten zawodnik w pierwszej połowie, jednak Sow strzelił technicznie obok słupka. Po chwili, w zamieszaniu w polu karnym po wrzucie z autu Kowalczyka, ekwilibrystycznie do piłki próbował dopaść Kuusk, ale nic z tego nie wyszło. Po chwili i tak było 2:0. W 53. minucie piłkarze GKS zagrali niebywale statycznie w polu karnym. Dośrodkowywał Ambros, a kompletnie niepilnowany, choć wśród tłumu naszych (!) zawodników Liseth z bliska skierował piłkę do siatki. W 61. minucie znów rozmontowali naszą dziurawą obronę rywale, Janża znów mając lotnisko na skrzydle, popędził i wycofał po ziemi, a Sow tym razem strzelił niecelnie. Po chwili mieliśmy zmiany, weszli na boisko Aleksander Buksa i debiutujący w GKS Jesse Bosch. Trzy minuty później było po meczu, gdy doszło do absolutnie kuriozalnej sytuacji. Marten Kuusk zagrywał do Kudły. Problem w tym, że naszego bramkarza nie było w bramce i piłka wpadła do siatki ku rozpaczy estońskiego defensora. Kilka minut później swoją szansę miał Ismaheel, ale po dośrodkowaniu z prawej stroną i strzale zawodnika bardzo dobrze interweniował Kudła. W 81. minucie z dystansu uderzał wprowadzony na boisko Lukas Podolski, ale znów obronił bramkarz. W 88. minucie na strzał zdecydował się Kuusk, a piłka musnęła górną stronę poprzeczki. Po chwili była powtórka, uderzał z daleka Gruszkowski i również piłka otarła obramowanie, tym razem spojenie.

Wygląda na to, że GKS przegrał to spotkanie już przed meczem, ewentualnie w trakcie pierwszej połowy. Nie da się z Górnikiem Zabrze, grając tak asekuracyjnie, liczyć na cud i to, że rywale nie strzelą bramki. Dodatkowo po utracie bramki posypało się całkowicie wszystko i nie dość, że nadal nie mieliśmy nic z przodu, to jeszcze popełnialiśmy katastrofalne błędy z tyłu, a gospodarze skrzętnie to wykorzystali. Był to najsłabszy mecz GKS w tym sezonie. Nie chodzi o wynik. Sposób gry był nieprzystający ekstraklasowej drużynie.

23.08.2025, Zabrze
Górnik Zabrze – GKS Katowice 3:0 (1:0)
Bramki: Hellebrand (40), Liseth (53), Kuusk (64-s).
Górnik: Łubik – Kmet (70. Szcześniak), Janicki, Josema (76. Pingot), Janża, Kubicki, Hellebrand, Ambros (70. Podolski), Sow (69. Dzięgielewski), Liseth, Ismaheel (76. Lukoszek).
GKS: Kudła – Wasielewski, Klemenz, Jędrych, Kuusk, Galan (70. Gruszkowski) – Błąd (70. Łukowski), Kowalczyk, Łukasiak (61. Bosch), Nowak (78. Wędrychowski) – Zrelak (61. Buksa).
Żółte kartki: Nowak.
Sędzia: Szymon Marciniak (Płock).
Widzów: 28236 (w tym 4300 kibiców GieKSy).

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Szymon Marciniak w końcu sędzią El Clasico

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Sędzią sobotniego meczu Górnik Zabrze – GKS Katowice będzie Szymon Marciniak z Płocka. Śląski Klasyk odbędzie się w sobotę o godzinie 20.15.

Arbitra przedstawiać nie trzeba, ale jednak to zrobimy. Nasz sędzia międzynarodowy ma CV tak bogate, że ciężko objąć wszystko. Według portalu 90minut.pl pierwsze udokumentowane spotkanie to mecz Pucharu Polski w 2006 roku pomiędzy Spartą Augustów i Mrągowią Mrągowo. Szybko piął się po szczeblach kariery i już w kolejnym sezonie prowadził trzy mecze ówczesnej drugiej ligi, czyli zaplecza ekstraklasy.

Uwaga! Wówczas – 5 kwietnia 2008 poprowadził jedyny w swojej karierze mecz GKS Katowice, było to spotkanie w Turku, w którym GKS Katowice zremisował z miejscowym Turem 1:1. Poniżej możecie zobaczyć bramki z tego meczu, nakręcone przez autora niniejszego artykułu. Gola dla GKS zdobył wówczas Krzysztof Kaliciak, a wyrównał dobrze nam znany, grający później w GieKSie – Filip Burkhardt.

Już w sezonie 2008/09 zadebiutował w ekstraklasie, prowadząc mecz GKS Bełchatów z Odrą Wodzisław. Od następnego był już etatowym arbitrem w ekstraklasie, w której sędziuje nieprzerwanie od 15 lat.

W sezonie 2012/13 przyszedł debiut w europejskich pucharach, gdy w Lidze Europy sędziował mecz Lazio z Mariborem. Dwa lata później zadebiutował w Lidze Mistrzów spotkaniem Juventus – Malmo.

Wyliczanie wszystkich prowadzonych przez Marciniaka meczów byłoby dużym wyzwaniem. Spójrzmy po prostu na zbiorczą liczbę spotkań, które prowadził konkretnym europejskim drużynom na przestrzeni tych lat – głównie w Lidze Mistrzów, a także w minimalnym stopniu w Lidze Europy:

Inter Mediolan – 10
Real Madryt – 9
Atletico Madryt – 8
Liverpool, PSG – 7
Juventus, Barcelona, Milan – 6
Bayern, Manchester City, Tottenham, Lyon, Benfica – 4
Sevilla, Feyenoord, Napoli – 3

W mniejszej liczbie prowadził też mecze takich drużyn jak m.in. Lazio, Fiorentina, Manchester United, Roma, BVB, Ajax, Bayer Leverkusen, Lipsk, Atalanta, OM, FC Porto, Chelsea, Sporting, Galatasaray czy Arsenal. Dodajmy, że w zestawieniu nie są uwzględnione spotkaniach w ramach choćby Klubowych Mistrzostw Świata, gdzie dodatkowo dwukrotnie sędziował Realowi Madryt.

W 2013 sędziował swój pierwszy finał Pucharu Polski – pierwszy z dwóch meczów Śląska Wrocław z Legią Warszawa. Później jeszcze trzykrotnie prowadził mecz finałowy na Stadionie Narodowym.

W swojej europejskiej przygodzie był arbitrem kilku spotkań, które obrosły legendą. Na przykład w 2017 był rozjemcą pierwszego meczu 1/8 finału Ligi Mistrzów, w którym PSG pokonało Barcelonę 4:0. Ten mecz był preludium do historii z rewanżu, gdzie Blaugrana po niesamowitej remontadzie zwyciężyła 6:1. Rok później w tej samej fazie na Marciniaka posypała się lawina krytyki po meczu Tottenham – Juventus (1:2), w którym nasz arbiter popełnił duże błędy. W 2023 roku sędziował w półfinale pogrom Realu Madryt przez Manchester City, kiedy podopieczni Pepa Guardioli wygrali 4:0. A w zeszłym sezonie niesamowite spotkania w 1/8 i 1/2 finału pomiędzy Atletico i Realem oraz Interem i Barceloną – w obu przypadkach były to rewanże. W derbach Madrytu arbiter miał absolutnie nietypową sytuację, gdy w konkursie jedenastek Julian Alvarez dwa razy dotknął piłkę – co dopiero – i to w wielkich kontrowersjach – wykazał VAR. Znowuż w pojedynku na Giuseppe Meazza widzieliśmy prawdziwy spektakl piłki. Gdy w 87. minucie Raphinia trafiał na 3:2 dla Barcelony, wydawało się, że jest pozamiatane. Wyrównał w doliczonym czasie Acerbi, a w dogrywce Nero-Azurri za sparwą Frattesiego przechyli szalę na swoją korzyść.

Szymon Marciniak od dekady prowadzi też mecze reprezentacji. Prowadził spotkania na Mistrzostwach Europy i Świata. W 2016 roku był rozjemcą meczów Hiszpania – Czechy, Islandia – Austria i Niemcy – Słowacja. Podczas Mundialu w Rosji sędziował spotkania Argentyna – Islandia i Niemcy – Szwecja z fenomenalnym trafieniem Kroosa w doliczonym czasie z rzutu wolnego. Na Mistrzostwach Świata w Katarze prowadził spotkania Francja – Dania i Argentyna – Australia, a na Euro 2024 Belgia – Rumunia i Szwajcaria – Włochy.

Na deser zostawiliśmy oczywiście największe sukcesy polskiego sędziego. Czyli sędziowane finały. Najpierw finał Klubowych Mistrzostw Świata 2024, w którym Manchester City pokonał Fliminense 4:0. City zapewniło sobie udział w turnieju poprzez wygranie Ligi Mistrzów w 2023 roku, który również prowadził polski sędzia – Anglicy pokonali Inter Mediolan 1:0 po golu Rodriego. No i nade wszystko mecz meczów, najważniejsze wydarzenie w czteroleciu światowej piłki, czyli finał Mistrzostw Świata 2022 w Katarze: Argentyna – Francja. Finał niebanalny, bo z dwoma golami Leo Messiego i hat-trickiem Kyliana Mbappe. Marciniak był świadkiem ukoronowania Leo Messiego jako najlepszego piłkarza w historii futbolu, zwieńczającego swoją piękną karierę tytułem Mistrza Świata.

Ma w swoim dorobku także prowadzone finały Cypru, Grecji i Albanii oraz Superpuchar Europy.

Przechodząc do spraw przyziemnych – w obecnym sezonie Marciniak prowadził cztery spotkania ekstraklasy, w których pokazał 16 żółtych kartek (średnio 4 na mecz) i ani jednej czerwonej. Podyktował jeden rzut karny – dla Pogoni w meczu z Arką.

Oficjalnie prowadził tylko jedno wspomniane spotkanie GKS Katowice, natomiast na uwagę zasługuje fakt, że Marciniak był gościem specjalnym i sędzią podczas turniejów Spodek Super Cup 2024 i 2025. W obecnym roku zrobił też rzecz niesamowitą – prowadząc mecz w Arabii Saudyjskiej wieczorem dzień przed turniejem, sobie tylko znanymi sposobami przemieścił się do Katowic, by w Spodku już być około godziny 15.00 zwartym i gotowym do pracy.

Będzie to pierwszy Klasyk Szymona Marciniaka, bo mimo wielu wybitnych spotkań, nie udało mu się jeszcze poprowadzić hiszpańskiego El Clasico pomiędzy Realem Madryt i Barceloną.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Czego chcieć więcej?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Pamiętamy otwarcie Nowej Bukowej i spektakularnie wygrany mecz z Górnikiem Zabrze. Wtedy to katowiczanie przełamali złą passę z zabrskim rywalem i w doliczonym czasie gry po golu Filipa Szymczaka po raz pierwszy Arena Katowice odleciała w szale radości. Jednocześnie jak dotychczas był to najbardziej efektowny i spektakularny moment tego stadionu.

Teraz czeka nas kolejne starcie z Górnikiem, tym razem jednak przy Roosevelta. Z tym stadionem nie mamy dobrych wspomnień. Od czasu spadku z ekstraklasy 20 lat temu, katowiczanie trzy razy grali oficjalne mecze w Zabrzu. Wyniki to 0:2, 0:1 i 0:3. Najświeższym wspomnieniem jest mecz z zeszłego sezonu, który GKS gładko przegrał 0:3, tracąc gola już w czwartej minucie po uderzeniu Lukasa Podolskiego. To był jeden z niewielu pojedynków zeszłej jesieni, w którym katowiczanie nie wyglądali na równorzędnego rywala i to mimo tego, że Górnik wcale nie grał jakiegoś wybitnego spotkania. Tak, ekstraklasa nas „przywitała” w środku rundy z przytupem.

Na co stać teraz nasz zespół w jutrzejszych derbach – nie wiadomo. Nie wiadomo do końca, w jakiej formie jest ekipa Rafała Góraka, choć trzeba przyznać, że od początku meczu z Legią ta dyspozycja daje wrażenie, że rośnie. Rzeczywiście pierwsza połowa przy Łazienkowskiej była bardzo dobra, cały mecz niezły, a kolejne spotkania – z Arką Gdynia – było już bardzo dobre. Można więc mieć nadzieję, że po początkowym blackoucie, nasza ekipa w końcu się obudziła i wskoczyła na właściwe tory drużyny środka tabeli.

Problem w tym, że stajemy naprzeciw silnej w tym sezonie drużyny. Zespół Michala Gasparika najpierw wygrał z Lechią, a potem na wyjeździe z Piastem. Być może – patrząc na ten sezon – nie są to jakieś wielkie sukcesy, ale każdy punkt, a zwłaszcza komplet należy cenić. Potem była porażka w Poznaniu i niezasłużona przegrana u siebie z Termaliką. Górnik w tym meczu dominował, ale to goście okazali się lepsi o jedną bramkę. Za to w meczu z Pogonią było do pewnego momentu odwrotnie – to Portowcy cisnęli, cisnęli, ale piłka nie chciała wpaść do siatki. Wkrótce więc sprawy w swoje ręce wzięli zabrzanie i trzykrotnie pokonali bramkarza ze Szczecina.

Jakby więc nie patrzeć – obie ekipy wygrały ostatnie swoje mecze trzema bramkami i to nie z ligowymi leszczami. To znamionuje naprawdę świetne widowisko jutro.

Ciekawi jesteśmy zestawienia GKS na ten mecz. Lukas Klemenz zasłużył się dwiema bramkami – pytanie, czy Alan Czerwiński będzie zdolny do gry, a może znów na ławce zasiądzie Marten Kuusk? No i kwestia środka boiska ciągle jest otwarta. Nie wydaje się, żeby miejsca nie zachował Kacper Łukasiak, bo w końcu zagrał dobry mecz z Arką. Pytanie, co z Adrianem Błądem, czy trener będzie nadal konsekwentnie stawiał na niego czy może szansę dostanie kolejny aspirujący zawodnik. Co do ataku, to nie mamy wątpliwości – Adam Zrelak musi być i już.

Śląski Klasyk to również święto na trybunach. Znów do Zabrza przyjedzie kilkutysięczna armia kibiców GKS Katowice. Rok temu mieliśmy świetne widowisko właśnie na trybunach, trochę gorsze na boisku, przede wszystkim za sprawą GKS. Ale drugi raz z rzędu chyba tak nie będzie. Pięknie by było odczarować ten stadion i zapewnić sobie drugie zwycięstwo w sezonie. Tak jak rok temu w szóstej kolejce. Skazywany na pożarcie GKS wygrał wówczas z Mistrzem Polski – Jagiellonią Białystok.

Sobota wieczór, primetime, jupitery, dwadzieścia kilka tysięcy kibiców, dwie drużyny w gazie, Szymon Marciniak z gwizdkiem. Czego chcieć więcej?

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga