Piłka nożna
6 rzeczy, które trzeba poprawić przed meczem w Głogowie
Negatywne emocje po sobotnim spotkaniu powoli opadają, niesmak pozostaje, ale przed nami kolejne spotkanie z Chrobrym w Głogowie. Jako, iż od lat oglądamy praktycznie każdy mecz GieKSy czy to ligowy czy sparingowy postanowiliśmy podsumować wszystko to co trzeba zmienić w grze GieKSy by osiągać lepsze rezultaty. Mamy nadzieje, że trener Brzęczek mocno przeanalizuje ostatnie spotkanie i dojdzie do podobnych wniosków:
Na początek taktyka – w przeszłości Stawowy, Skowronek, Moskal – wszystkich tych trenerów łączy fakt, iż próbowali grać piłką i kontrolować mecz. Na konferencjach pojawiała się słodka gadka o tym jak to będziemy kontrolować spotkanie i grać pressingiem, to samo chce wprowadzać trener Brzęczek. Problem w tym, że by grać w taki sposób trzeba mieć dużą jakość piłkarską a tej od lat nie mamy. Trenerze najwyższy czas odejść od tej taktyki i zmienić ją na taką, która będzie bardziej dopasowana do potencjału, jakim dysponujemy w tej chwili. Jak należy grać w I lidze pokazały Wigry w meczu na B1. Zwarta obrona w stylu włoskiego „cattenachio” do tego szybkie kontry. Nasza taktyka może wyglądać podobnie i przynosić jeszcze lepsze efekty. Szybkie skrzydła w postaci Mandrysza i Prokica gwarantują szybkie wyjście do szybkiej kontry, doświadczony Foszmańczyk powinien umieć rozegrać dobrze piłkę w takim ataku, dużo lepiej powinni się również czuć napastnicy, którzy będą mieć więcej miejsca dla siebie. Wygrana na wiosnę 2:1 z Kluczborkiem właśnie dzięki kontrom powinna już wtedy dać więcej do myślenia trenerowi. Nikt nie będzie mieć pretensji o styl, jeśli dzięki takiej taktyce przyjdą wyniki.
Druga sprawa to rzuty rożne defensywne – w ostatnim meczu Wigry w pierwszym kwadransie miały już chyba 6-7 stałych fragmentów gry. Fakt – większego zagrożenia z tego nie było, ale jak sobie przypomnimy jak rozgrywał rożne Płock w ostatniej kolejce to raczej skłaniamy się ku opinii, że to Wigry miały słabo je opracowane aniżeli GieKSa tak dobrze broniła. Kompletnie nie rozumiemy dlaczego przy defensywnym stałym fragmencie gry nie wystawiamy większej ilości zawodników do przodu. 3 zawodników na szpicy to 4 zawodników przeciwnika mniej w polu karnym. Swego czasu robił tak trener Moskal i przyniosło to efekt w postaci bramki w meczu ligowym. W naszej ocenie minimum dwóch zawodników do ataku na Chrobry przy defensywnym stałym fragmencie gry. Jak bronić się przy rogach pokazały Wigry, które wychodziły do przodu trzema zawodnikami sprawiając kłopot GieKSie, gdy przychodziła kontra.
Kolejna sprawa to środek pola, gdy tworzy go jak w meczu z Wigrami Pielorz plus Foszmańczyk. Ofensywne ustawienie przy grze do przodu dawało efekt na plus w pierwszej połowie, jeśli chodzi o ofensywę, jednak problem zaczynał się, gdy trzeba było bronić. Trener Brzęczek słusznie na konferencji zauważył, że za duże były odległości między formacjami. GieKSa miała problem w szczególności ze zbieraniem drugich piłek, które wybijali obrońcy czy to naszej drużyny czy też Wigier. Bezpańskich piłek nie miał kto zbierać w środku pola w momencie gdy Foszmańczyk podchodził za blisko napastników. Osamotniony Pielorz nie miał szans na kontrolę całej strefy środka pola. Doskonale widać to przy straconej bramce. Pielorz dostaje piłkę, drobny błąd w przyjęciu i musi szukać długiego podania przez pół boiska. Brakło wsparcia by zagrać nieco bezpieczniej. Oczywiście nie będziemy wybielać błędu Pielorza gdyż jest on oczywisty, ale można było go uniknąć przy lepszej współpracy.
Brak szczęścia i chyba również mały brak formy jaki dotknął Goncerza to również duży problem dla GieKSy. Eryk Sobków póki co stara się, oddaje strzały jednak bez efektu bramkowego w meczu o punkty. Goncerz jest cieniem siebie, mamy wrażenie, że w ostatnich meczach nie może sobie znaleźć miejsca na boisku. Potrzebne jest lepsze dopracowanie współpracy dwóch napastników i środkowego pomocnika. Goncerzowi przydałoby się również podpowiedzieć by w momencie gry na tzw. klepkę nie starał się na siłę podnosić piłkę w powietrze. Bardzo często zawodnik ten takimi zagraniami zwalnia akcję, sprawia, że partnerzy muszą najpierw opanować piłkę a potem mając rywala przed sobą kombinować z podaniem. Mniej kombinowania Gonzo!
Ostatnia sprawa to Paweł Mandrysz, który w ofensywie zrobi pewnie nie raz różnicę, jeśli będzie grać jak w meczu z Banikiem. Problem zaczyna się, gdy trzeba grać w defensywie gdzie Mandrysz pokazał w pierwszym meczu duże braki. Przy ofensywnie grającym Abramowiczu trzeba będzie uważać na ustawienie się stoperów tak by nie robić wolnego korytarza dla drużyny przeciwnej. Mandryszowi trzeba również zwrócić uwagę, by w swych podaniach był dokładniejszy, bowiem kilka razy tracił piłkę na połowie przeciwnika, z czego brała się szybka kontra.
I ostatnia sprawa trenerze. Jeśli ktoś ma słabszą formę to nie ma sensu go wystawiać na silę, mamy szeroką kadrę, o czym informował Pan na konferencji, więc trzeba z niej skorzystać w Głogowie. Mamy nadzieję, że wnioski będą szybko wyciągnięte i przede wszystkim, że będą one właściwe.
Piłka nożna Wywiady
Jędrych: Stempel mocnej wiary
Po wygranym meczu z Termalicą porozmawialiśmy z kapitanem GieKSy Arkadiuszem Jędrychem, który podkreślił znaczenie procesu i stabilności w klubie dla osiągania sukcesów, a także docenił doping ponad 13 tysięcy fanów.
Wszystko w porządku po tych dwóch sytuacjach?
Arkadiusz Jędrych: Tak. Trochę mi gdzieś wygięło nogę, później dostałem w brzuch, ale na gorąco myślę, że tak. Wiadomo, adrenalina jeszcze musi opaść i wtedy zobaczymy. Na tę chwilę wszystko jest okej i mam nadzieję, że jutro i pojutrze także wszystko będzie dobrze.
Po takich szalonych spotkaniach chyba już możecie powiedzieć, że pojawiają się myśli o europejskich pucharach?
Wiadomo, mając na koncie 47 punktów, czemu mamy nie marzyć? Tak to na razie zostawię.
Eman Marković dzisiaj dwukrotnie przekroczył prędkość przy tych trafieniach.
Jesteśmy świadomi, że Eman w miarę upływu sezonu czuje się coraz lepiej. Zresztą chyba nie tylko my, ale wszyscy, którzy chodzą i oglądają te mecze widzą, że w Emanie drzemią naprawdę ogromne możliwości. Pokusiłbym się wręcz o to, że on jeszcze swoich maksymalnych umiejętności nie pokazał. Zostały nam trzy mecze i życzmy sobie, żeby tymi swoimi wartościami nas jeszcze pozytywnie zaskoczył.
Przyszedłeś do GieKSy w trudnym momencie, wtedy zaraz spadek i druga liga, a niedługo mogą być puchary. Dla ciebie to też długa droga?
Nie da się ukryć, że moja droga w GKS-ie była dosyć kręta. Na chwilę obecną powtarzam, że ja mam takie podejście do tego wszystkiego: to, co się teraz dzieje wokół GieKSy to stempel mocnej wiary w to wszystko, w ten proces w którym tkwimy. Mamy nadzieję, że ten proces dalej będzie się napędzał, rozwijał i wszyscy ludzie wokół GKS-u będą tak ukierunkowani na Klub, na pomaganie, tak jak widzieliśmy dzisiaj na trybunach. Nie idzie o tym nie wspomnieć, jak stanęliśmy sobie chwilę przed meczem, to te trybuny powodują ciarki na całym ciele. Dwunasty zawodnik miał wpływ na to, że wygraliśmy dziś tak okazale.
Piłka nożna Wywiady
Wasielewski: Tutaj się odnalazłem
Po wysokiej wygranej z Termalicą porozmawialiśmy z Marcinem Wasielewskim, reprezentującym w przeszłości barwy Termalici oraz z Mateuszem Kowalczykiem, wracającym na boisko po kontuzji.
Długo zastanawiałeś się nad przedłużeniem kontraktu?
Marcin Wasielewski: Zależy od punktu widzenia. Fajnie, że się po prostu dogadaliśmy i przedłużyłem kontrakt. Jest mi tutaj dobrze, świetnie się czuję. Fajnie, że będzie więcej o dwa lata.
Po twojej przygodzie z Termalicą dziennikarze mówili, że niekoniecznie się sprawdziłeś, a…
Nie lubię mówić o przeszłości. Są to pewne rzeczy, których wiele osób nie rozumie i nie wie. Tutaj się po prostu odnalazłem, dostałem większą szansę. Byłem w stanie pokazać na co mnie stać i myślę, że teraz nieźle to wygląda.
Teraz wiele osób ocenia cię jako najlepszego wahadłowego ligi.
Czy najlepszy? Znam swoją wartość, każdym meczem próbuję robić swoje i nie odpuszczać. Przede wszystkim nie mieć żadnych pretensji do siebie, robić wszystko, co w mojej mocy. Jeżeli to tak fajnie wygląda, to się cieszę. Mam nadzieję, że będę to powielał w każdym kolejnym występie.
Fassbender już pewnie widział tę piłkę w siatce, a ty wyskoczyłeś mu zza pleców i wybiłeś za linię końcową.
Taktyka jest na początku trudna do zrozumienia, ale po okresie wdrożenia to są już automatyzmy. Robi się to automatycznie, intuicyjnie, nie zastanawia się nad tym. Po prostu to wychodzi – jeśli gra się ciągle tym systemem, to jest znacznie łatwiej. Mnie on odpowiada, bo mogę pokazać w całej krasie moje umiejętności, w grze do przodu i z tyłu.
Wybiegasz już myślami w europejskie puchary?
Przede wszystkim następny mecz. Piast Gliwice – to jest najważniejsze. Żadne puchary i myślenie gdzieś w przód. Najważniejszy jest zawsze następny rywal.
Pierwsza bramka w tym sezonie, od razu po powrocie po kontuzji.
Mateusz Kowalczyk: Dokładnie. Nie ukrywam, że siedziało mi gdzieś w głowie to, że nie strzeliłem, ale w końcu się udało. Wygraliśmy wysoko, chociaż wydaje mi się, że mecz nie porywał piłkarsko zarówno w moim wykonaniu, jak i drużyny. Cieszę się, że ta bramka przyszła, lekka ulga.
Jaki był plan na ten mecz?
Chcieliśmy zagrać swoje i strzelić jak najszybciej bramkę i cieszy, że to się udało w pierwszej połowie. Termalica naprawdę wyglądała dobrze piłkarsko, ale mieliśmy gdzieś łatwość z dochodzeniem do sytuacji, to był klucz.
Jaki był przekaz w szatni po tym, jak straciliście bramkę, która mogła dać wiatru w żagle rywalowi?
To nie było potrzebne. W szatni sobie powiedzieliśmy, że musimy zacząć lepiej grać w piłkę i więcej się przy niej utrzymywać, bo w pierwszej połowie za szybko się jej pozbywaliśmy, to nie było potrzebne.
Długo byłeś poza grą, jak czułeś się dziś na boisku?
Pogoda nie pomagała. W 60-70. minucie odczuwałem ten mecz, ale miałem dużo ćwiczeń dodatkowych, biegania. Też trenuję z drużyną ostatnie 1,5 tygodnia, fizycznie jest coraz lepiej. Te ostatnie trzy mecze będą jeszcze lepsze fizycznie.
Od początku był taki plan, że grasz te 60-70 minut?
Nie mam pojęcia *śmiech*. Trenera trzeba spytać.
Jesteśmy na trzecim miejscu, chyba możemy o tym mówić głośno, że w tym momencie, na tym etapie sezonu, europejskie puchary to jest cel GKS-u Katowice.
Patrzymy w górę. Teraz wygraliśmy ważne mecz z Termalicą, za tydzień jedziemy na Piasta. Ta liga jest taka, że nie można nic zlekceważyć. Jedna porażka może cię zepchnąć w dół, a jedna wygrana wywindować do góry. Musimy być skupieni na kolejnym zadaniu.
Dzisiaj fantastyczna atmosfera na Arenie Katowice, czuliście to na boisku?
Super było. Mimo tego, że gramy o 12 w niedzielę, to kibice dali radę. To niesie się, doping po każdym wślizgu czy udanym zagraniu pomaga zawodnikowi na boisku.
Felietony Piłka nożna
Marsz ku marzeniom
No to nam się ułożyła tabela. Po niedzielnych spotkaniach GieKSa znajduje się na podium. Niepojęte. Wiadomo, że Raków nie rozegrał swojego meczu z Jagiellonią, jednak gdyby pojedynek ten się odbył, to w przypadku zwycięstwa jednej z drużyn Katowiczanie znaleźliby się na czwartym miejscu, a gdyby był remis – na piątym. Zaległości zostaną odrobione 13 maja i będziemy je śledzić z zapartym tchem. Wcześniej natomiast odbędzie się jeszcze cała kolejka ligowa.
Niezależnie jednak od starcia Raków – Jagiellonia, GKS na trzy kolejki przed końcem znalazł się na miejscu premiowanym grą w rozgrywkach europejskich. Wysoka porażka Wisły Płock oraz remis Zagłębia Lubin spowodował, że Wisłę przeskoczyliśmy, a od Lubinian odskoczyliśmy. Ostatecznie ta kolejka jest na wielki plus. I jeszcze ten Widzew przegrał. Nieważne.
Wyświechtany już jest ten termin „logika ekstraklasy”, ale trudno go nie używać, bo ma on swój wielki sens w tym sezonie. Czyli to, że gdy wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że w danym meczu jakaś drużyna wygra, to wygrywa drużyna przeciwna. Niektórzy snuli teorię, że i tak może być w pojedynku z Termaliką. Tym razem jednak GieKSa tej „logice” zaprzeczyła. Będąc zdecydowanym faworytem i grając o swoją wysoką stawkę nasz zespół rozbił i dobił rywala zmierzającego prostym traktem do pierwszej ligi. Sensacji czy niespodzianki nie było. Wygrała drużyna z większym potencjałem i w końcu nie musieliśmy do ostatnich sekund drżeć o wynik, co w ostatnich czasach zdarzało nam się bardzo często.
Ale wcale nie musiało być tak różowo. Termalica postawiła wszystko na jedną kartę i na początku meczu przyatakowała znacznie. Nasz zespół trochę się w tej pierwszej fazie pogubił i raz po raz w polu karnym Dawida Kudły było jakieś zamieszanie. Goście wykonywali sporo rzutów rożnych. Raz po interwencji Lukasa Klemenza było blisko bramki samobójczej, a piłka spadła na poprzeczkę. Bardzo czujny był Dawid Kudła, który nie popełnił błędu Bartłomieja Drągowskiego i jakoś tę piłkę poza boisko wybił. Wyglądało na to, że czeka nas ciężkie – wbrew papierowi – spotkanie.
GieKSa jednak po raz kolejny pokazała, że w piłce liczą się konkrety. Piłkarze Marcina Brosza bowiem robili to zamieszanie, ale niedługo potem w ciągu kilku minut GKS zdobył dwie bramki, dał sobie bardzo duży komfort i zwiększył prawdopodobieństwo zwycięstwa. Wrócił Mateusz Kowalczyk do składu i zabawił się w szczypiornistę czy tam koszykarza i wrzucił se piłkę do bramki. A że musnął ją po drodze Kasperkiewicz to już tylko drobny szczegół, ale konieczny, by bramka z autu mogła zostać uznana. Od razu przypomniała mi się taka sytuacja kiedyś z derbów Birmingham, kiedy zawodnik drużyny broniącej wyrzucał z autu do swojego bramkarza (chyba fińskiego), ten chciał przyjąć, ale piłka przeturlała mu się po stopie i to był jeszcze bardziej kuriozalny gol – ale tego typu. Tak więc Kowal już na wstępie zaliczył efekt ze swojego powrotu. I mieliśmy do czynienia z dość zabawną sytuacją, kiedy fetowane i skandowane jest nazwisko nie strzelca bramki, a człowieka, który wyrzucał aut.
Czy Ilja strzelił drugiego gola? Miałem pewne wątpliwości w trakcie meczu, sądziłem, że potrzeba by grona fizyków, którzy skomplikowanymi obliczeniami dowiedliby, że piłka uderzona pod tym kątem, trafiająca w słupek, odbije się tak, że wpadnie do bramki. Na spokojnie jednak patrząc na tę sytuację, na chłopski rozum, wydaje się, że wpadłaby. Bezpośrednio lub właśnie po odbiciu od słupka. Drugiego samobója więc nie było, a Ilja mógł się cieszyć ze swojej bramki. Dodajmy, że jego pierwszy strzał głową przy tym rzucie rożnym też był bardzo dobry i dał szansę na dobitkę.
Trzeci gol to już był majstersztyk naszego zespołu. Jak w meczu z Motorem nasza drużyna robiła atak z siedmioma czy ośmioma uczestniczącymi zawodnikami, to teraz poszło bardzo prosto – Wasyl, Nowak, Szkurin, Marković. Przy czym dwóch naszych zawodników (Milewski, Wasielewski) było w tej akcji znokautowanych, ale to nie przeszkodziło Bartkowi wypuścić Ilję, a Białorusinowi kapitalnie wyłożyć piłkę do Emana. Sprint, jaki w tej sytuacji wykonał Norweg to też było coś niesamowitego. A od strzału Jimeneza do gola minęło 14 sekund. Nie wiem, czy tory kolejowe w Polsce są gotowe na tak szybkie pociągi. Alan Czerwiński z dawnych czasów w GieKSie – kiedy to sam miał swoje „tory kolejowe” i po nich pędził – ma godnych następców. Choć nie powiem – i Alan czasem jak za starych dziejów potrafi się rozpędzić, ale to rzadko, bo z wiekiem postawił na inne atuty.
I brawa dla sędziego Malca za puszczenie tej akcji.
GieKSa miała świetny wynik i naprawdę niepotrzebnie straciła tę bramkę po koniec pierwszej połowy. Z drugiej strony bardzo dobrze w tej sytuacji zachował się Zapolnik i po prostu wymanewrował Arkadiusza Jędrycha. Tak to się zdarza w sporcie.
Nie wiem czy jestem jakimś wrodzonym pesymistą (nie sądzę) czy opieram się na doświadczeniu, ale w związku z tą straconą bramką byłem niezadowolony w przerwie. Oczami wyobraźni już widziałem powtórkę z Motoru, kiedy rywal zaraz po przerwie znów trafia do siatki i robi się kwas. A przecież po trafieniu Zapolnika Fassbender miał zaraz znakomitą sytuację. Za dużo GieKSa w ostatnim czasie tych prowadzeń traciła, żebym był spokojny. Dlatego niezbędna dla mnie była czwarta bramka.
Ta na szczęście w miarę szybko padła, a swój swoisty dublet ustrzelił Kowal. Żarty żartami, zastanawialiśmy się w pierwszej połowie, kiedy ostatnio zawodnik strzelił bramkę. No i w końcu zaliczył swoje premierowe trafienie w tym sezonie, a wynik stał się spokojniejszy. Fantastycznie wypuścił Mateusza Eman, do swojego gola dokładając asystę. Swoje przy tej akcji zrobił oczywiście Szkurin. No a odbiór początkujący tę akcję zaliczył… Kowal.
No a potem mieliśmy kolejny popis Norwega, który indywidualnie popędził, nawinął obrońcę, minął bramkarza i strzelił do pustej bramki.
Różne te wszystkie gole były i świadczące o wszechstronności. GieKSa parła do przodu tak jak nas ostatnio przyzwyczaiła. I strzelała bramkę za bramką.
I najlepsze jest to, że nie był to jakiś wybitny mecz naszej drużyny. Mogło to wyglądać trochę lepiej, bez tej nerwówki na początku czy po golu na 1:3. Ale drugiej strony – efektywność ofensywna w tym meczu to był kunszt. Widziałem kilka lepszych meczów – choćby z Lechią Gdańsk u siebie, gdzie druga połowa ocierała się o perfekcję. Ale jeśli GieKSa gra mecz dobry, a nie wyśmienity, a mimo to gromi przeciwnika, to wiedz, że jest dobrze. Że są jeszcze rezerwy, a i tak jest świetnie. Fajnie, że Mateusz Kowalczyk w pomeczowym wywiadzie też podszedł z pewnym krytycyzmem do postawy drużyny, a jego słowa zabrzmiały na bardzo merytoryczne i stonowane.
Niesamowita jest ta nasza Nowa Bukowa. Bilans GKS Katowice u siebie od otwarcia stadionu to 15-4-5, bramki: 47-30.
Ostatnie 10 meczów to ligowy bilans 7-1-0 plus dwa awanse w Pucharze Polski.
Niepojęte. Twierdza od samego startu.
Z kronikarskiego obowiązku dodam też, że Termalica była jakąś totalną zmorą GieKSy u siebie, choć wszystkie poprzednie mecze odbyły się jeszcze na starej Bukowej. Na dziewięć takich prób, naszemu zespołowi ani razu nie udało się wygrać. Pamiętam debiut trenera Rafała Góraka za pierwszej kadencji – to właśnie piłkarze z Niecieczy pokonali nas w Katowicach po pięknym golu Pawlusińskiego. Niedawno GKS był bliski wygranej, ale grając z przewagą jednego zawodnika przez cały mecz dał sobie wbić trzy gole, w tym na 3:3 w czasie doliczonym. Była porażka po dogrywce w Pucharze Polski. Innym razem rywale również w doliczonym czasie strzelili zwycięskiego gola.
W końcu przeciwnik ten został odczarowany. Ale dziewięć meczów na Bukowej, w których ani razu nie przegrali to swoisty rekord.
Po tym meczu nasz zespół wskoczył na podium. Można się powoli bawić w analizy terminarza. Na ten moment mamy dwa punkty przewagi nad Zagłębiem Lubin i Wisłą Płock oraz lepsze mecze bezpośrednie z oboma tymi ekipami. To mówi, że w przypadku naszej jednej wygranej w trzech ostatnich kolejkach, rywale ci musieliby wygrać dwa swoje mecze.
Zagłębie gra z Górnikiem na wyjeździe, Pogonią u siebie i Jagiellonią na wyjeździe. Wisła z Motorem i Górnikiem u siebie oraz Lechem na wyjeździe. W każdym z tych przypadków dwie wygrane byłyby dużym wyczynem. I choć nie są to scenariusze niemożliwe (zwłaszcza w przypadku Wisły), to zadanie to będzie dla tych ekip piekielnie trudne.
Nie wspominam na razie (wspomniałem na wstępie) o Rakowie i Jagiellonii, bo nikt nie powiedział, że i z tymi zespołami nie możemy rywalizować o miejsce na podium. Tym bardziej, że z Jagą zagramy mecz bezpośredni.
Ale tak jak powiedziałem – swoje punkty trzeba zrobić. A i nasz terminarz do łatwego nie należy. Piast pod wodzą trenera Myśliwca znów zaczął grać bardzo dobrą i skuteczną piłkę. Starcie w Gliwicach będzie niebywale trudne. Staną na siebie dość podobne dwie drużyny i znów będziemy mieli piłkarską wojnę. Później przyjdzie czas na ekipę Adriana Siemieńca, która zawodzi w ostatnim czasie, ale nadal jest to przecież świetna drużyna. I na koniec zawsze mocna u siebie Pogoń.
Rywale więc w tej kolejce nam pomogli, a my to wykorzystaliśmy kapitalnie. Zawsze najlepiej zacząć od siebie i swój mecz wygrać. A co się wydarzy na innych boiskach jest równie ważne – ale lepiej to obserwować mając już spokojną głowę i swoje zadanie wykonane najlepiej jak się potrafi.
A Termalica? To była piękna przygoda. Ktoś musi w lidze zająć ostatnie miejsce, ale grunt, żeby zrobić to z honorem. To nie jest drużyna bardzo słaba. Byle kto nie wygrywa w Białymstoku, Warszawie i Zabrzu. Za dużo jednak potracili punktów w innych meczach. Pewnie Słonie znów gdzieś za dwa lata awansują. Folklor więc spada z tej ligi – pytanie co będzie w zamian. A może Puszcza, która pod wodzą legendarnego Tomasza Tułacza uchwyciła świetną serię i zaczyna się dobijać do baraży?


kibic
3 sierpnia 2016 at 10:02
Poprawic trzeba wszystko,ale najpierw wzmocnienia ,sadze ze sie nic nie zmieni i wreszcie pogonimy te towarzystwo,dlaczego nikt w tej druzynie nie ponosi odpowiedzialnosci Wolek,Bebenek i paru jeszcze do rezerw az wezna sie do roboty,no i na koniec we siadkowce umia znalesc zawodnikow a tu tylko szrot zprowadzany i to od dluzszego czasu
Irishman
3 sierpnia 2016 at 10:31
ad.1
Są trenerzy, którzy uważają, że znakiem jakości trenera jest nauczenie drużyny stylu gry, który preferują. Ja uważam natomiast, że ci najlepsi potrafią przede wszystkim dobrać styl gry drużyny do zawodników, których mają do dyspozycji.
Niestety obawiam się, że trener Brzeczek będzie uparcie próbował tej pierwszej opcji. Ciągle przecież słyszymy, ze nowo pozyskani zawodnicy byli bardzo starannie dobierani – no więc pewnie także pod kątem tej taktyki „szanowania piłki”.
Sam w sobie cel jest może i szlachetny ale zgadzam się, Błażej, że nasza drużyna nie ma jakości pozwalającej na coś takiego. Fakt, to są w dużej
mierze młodzi piłkarze więc możliwe, że w końcu by się jej nauczyli. Tylko, że my nie mamy czasu na naukę, na to był czas na wiosnę.
ad.2
Pełna zgoda! Nie dość, że takie ustawienie zachęca przeciwników do odważniejszego wyjścia do przodu, to jeszcze robi się na naszym polu karnym tłok i zawsze jest niebezpieczeństwo na jakiś przypadkowy strzał, rykoszet.
ad.3
Myślę, że dobrej klasy defensywny pomocnik w miejsce Pielorza byłby w stanie to lepiej ogarnąć.
No, a tak to jaką mamy alternatywę? Chyba tylko możemy zagęścić środek pola wprowadzając drugiego defensywnego pomocnika (np. Dudę) w miejsce jednego z napastników – czyli Sobkowa, a Foszmańczyk na „10-tkę”. Tylko kto wtedy będzie wyprowadzał akcję i kto strzelał bramki? No fakt, może wtedy nie będziemy przegrywać u siebie meczów z drużynami takimi jak Wigry, tylko je remisować. Ale awansu tak na pewno nie zrobimy. No chyba, że…
ad.4
…Sobkowa zostawiamy, a Goncerz za Bębenka na prawe skrzydło i gramy przede wszystkim bokami??? …hmmm….
ad.5
Dobrze to napisał Shellu, że Mandrysz odbił się od I ligi jak od ściany. Więc niech będzie pierwszym zmiennikiem na podmęczonego przeciwnika i stopniowo uczy się tej I-ligowej gry, a na jego miejscu niech gra póki co Prokić. Oczywiście pod warunkiem, ze młodzieżowcem będzie Sobków.
ad.6
P E Ł N A Z G O D A !!!
pawelas197
3 sierpnia 2016 at 15:38
3 punkty w glogowie bo inaczej KARY beda trzekac pod szatnia
Berol
3 sierpnia 2016 at 18:52
pierwszy mecz masakra, zapomniec i nie wracac bo na samą mysl krew zalewa, no ale nic zobaczymy dalej czy może być jeszcze gorzej czy choć coś spróbują mam nadzieje że jeszcze sezonem nie są zmęczeni……
Mecza
3 sierpnia 2016 at 19:53
Krew mnie zalewa jak czytam „ale najpierw wzmocnienia” Już kiedyś pisałem, że Messi u nas nie zrobiłby różnicy! Wolałbym dzisiaj Nawałkę na ławce niż Messiego czy Ronaldo na boisku w barwach GKS, skończcie z tymi transferami! @Błażej, Irishman – 100%racji. W 1 lidze trzeba grać prostą piłkę bo 90% zespołów tak gra albo skład warty kilka milionów co nas nie dotyczy. Zagłębie sezon temu awansowało i 8 zawodników z pierwszego składu I ligi wyeliminowało Partizan ostatnio. Oni mogli prowadzić grę z takim potencjałem w 1 lidze ale nie GKS na tym etapie!!! Do dzisiaj pamiętam słowa Stawowego jak powiedział że grą przeciwnika może się zainteresuje jak będzie grał w pucharach europejskich z GKS bo w Polsce my mamy narzucać swoją grę (złotousty) Brzęczka nie stać mentalnie na zmianę taktyki, to taki Smuda który z Hiszpanią kiedyś chciał grać ofensywnie (0:5 chyba było) Tak jakby Nawałka na euro chciał prowadzić grę z Ukrainą, Niemcami, Szwajcarią, Portugalią. Wyniki były ok ale czy reprezentacja była w stanie prowadzić grę z nimi? Nie, liczy się mądrość. Każdy widział że odstajemy technicznie ale taktycznie rekompensujemy. GKS taktycznie od kilku lat nie istnieje a nie mamy zawodników którzy w tej bez nadziei zrobią różnicę na boisku. Jesteśmy właśnie taką Ukrainą którą leje Irlandia czy Polska. Bądźmy Walią ale nie z tym trenerem.
Irishman
4 sierpnia 2016 at 10:35
@Mecza, DOKŁADNIE O TO CHODZI!!!
hajna
4 sierpnia 2016 at 14:29
Dla mnie J.Brzeczek to nie trener na I czy II ligę co najwyżej na okręgową te miesiące spędzone w Katowicach wyraźnie to pokazały i najlepiej by było by poszedł na roczny kurs do zagranicznego klubu czego mu życzę.Dalsze trzymanie go na tym stanowisku to czysta strata dla drużyny która pod jego przewodnictwem gra grę tysiąca podań w szerz i tył co bez zgrania prowadzi do takich błędów jak z Wigrami a wstawianie takich graczy jak Wolkowicz to dno.
cierpliwy
4 sierpnia 2016 at 15:06
smiem watpic ze z Glogowa przywioza 3pkt.
Wlodek
4 sierpnia 2016 at 17:56
Rozumiem, ze to mecz o wszystko dla Pana Brzeczka, szkoda że nie dla Cygana
Marcin
4 sierpnia 2016 at 18:59
Vacek była gwiazda Piasta jest do wzięcia bo nie ma klubu , prezes śpisz !!!
Mecza
4 sierpnia 2016 at 22:04
@Marcin. Jak grałem kiedyś w FM i edytorem poprawiłem stan konta klubu oraz budżet transferowy na kupno i pensje to zawodników dobrych (przede wszystkim ambitnych)nie można było zatrudnić bo nie byli zainteresowani. Nie pisz głupot o Vacku i mu podobnych. Perełki się zdarzają w naszym zasięgu ale bez przesady. Jak usłyszałem że Świerczok idzie do Tychów sprawdziłem czy to na pewno ten Świerczok (23 lata, ostatni 31/7 bramek, oglądałem kilka meczów Łęcznej aby zobaczyć jak Pitry sobie radzi i Świerczok był więcej niż ok) Ponoć gwiazdorzy i jeśli wylądował w 1 lidze znaczy że nikt go nie chce w Ekstraklasie(ani tak zwani faworyci 1 ligi) Lepiej by było Świerczoka zabrać chyba za darmo (nie wiem czy za darmo ale Tychy raczej nie są potentatem finansowym aby GKS z nie mógł liczyć się w temacie) Lepiej było brać Świerczoka (sprawdzony w 1lidze, bundesliga, ekstraklasa) niż na wypożyczenie napastnika. Do tego chop z regionu. Co do trenera Brzęczka z tego co czytałem opinie również od osób związanych z klubem, wydaje się bardzo sumienny, jest otwarty na nowinki itp.itd Idzie młodość! Skowronek też taki był! Zajebisty, super przygotowanie fizyczne, taktyczne. Normalnie Mourinho. Piszecie o transferach? Olimpia Grudziądz na jesień 2015 (Skowronek) i pewny spadek szykowany a na wiosnę 2016 zupełnie inna gra i być może pierwsza 3. Nawałka kiedyś spuścił z ekstraklasy bardzo mocne kadrowo Zagłębie. Zanim nabrał doświadczenie musiał kilka razy upaść. Brzęczek, Skowronek kiedyś może będą prowadzili Reprezentację ale my nie możemy zatrudniać trenerów którzy w GKS KATOWICE zdobywają doświadczenie!!! Jakiś czas temu myślałem że nas nie stać na Wernera Licke aby był naszym Dyrektorem sportowym (doskonale rozeznany rynek słowacki i czeski, tańsi piłkarze lepiej wyszkoleni) a tu widzę go na ławce w Radomiaku jak polewa Brzęczka i resztę zimnym prysznicem. Panie Brzęczek zimna woda w prysznicu już się skończyła w Katowicach, po 90 minutach w Głogowie trzeba już coś innego wymyślić. K. jak ja tego nie lubię że czasem myślę sobie „dobrze że przegrali bo będą zmiany” Będę kibicował ale jeśli nie wyjdzie to lepiej na maksa niż jakiś remis (ala mecz z Podbeskidziem za czasu Fornalaka i króla (celowo z małej)
Irishman
4 sierpnia 2016 at 22:22
Cały czas się biję z myślami czy jest sens zmieniać trenera, raptem po dwóch meczach.
Ale jeśli tak to błagam, niech tego nie robi prezes Cygan! Niech on się zajmie sponsorami, kontaktami z miastem albo czymkolwiek. Ale od działu sportowego niech się trzyma jak najdalej!
Mecza
4 sierpnia 2016 at 22:27
Nie dodałem jednego zdania, Skowronek był pogoniony jeszcze na jesień w Grudziądzu i ratował to Paszulewicz a klub nie wydał fortuny (jak się część kibiców w K-ce domaga) na nowych zawodników. Da się z teoretycznie słabszych zrobić drużynę? Problem z tym że my mamy od kilku lat teoretyczną czołówkę a gramy znacznie poniżej możliwości. Zdziwiłem się gdy zobaczyłem w Podbeskidziu jako wzmocnienie Ferugę, u nas był kilka lat temu skreślony.
Mecza
4 sierpnia 2016 at 22:34
@Irishman, jest wręcz głupotą zwolnić trenera po 2 meczach ale nie patrzymy przez pryzmat meczów z Radomiakiem i Wigrami bo Brzęczek prowadzi klub już blisko rok czasu, jest postęp? Jest chaos kadrowy plus chaos na boisku i to się pogłębia. Delikatnie atakowany jest już Goncerz (nie ta pozycja?) itd, itp. Z czego to wynika? Nie z postępu w grze skoro „zajechaliśmy” możliwości Grzegorza. Sam tego nie powie ale jest bezradny.
Irishman
5 sierpnia 2016 at 10:16
@Mecza, też mnie martwi ta stagnacja, która trwa od pierwszego meczu po okresie gdy drużynę po raz pierwszy przygotowywał Brzeczek.
Chodzi mi o to, ze teraz kadrę ułożona pod siebie. Przecież wielokrotnie czytałem, że pozyskiwaliśmy zawodników w sposób bardzo przemyślany.
Cenna uwaga odnośnie Goncerza! Bo można zrozumieć, że może być mu trudno powtórzyć taki sezon jak rok temu ale tego, że nagle z króla strzelców stał się ligowym nieudacznikiem już nie!
I wina tu nie leży raczej po jego stronie, bo przecież tak jak dawniej gra ambitnie, stara się, biega… tylko, że to jest wszystko po prostu bezproduktywne!
No ale kto by miał tu podjąć jakieś kroki, żeby to zmienić? Na pewno nie prezes Cygan, który już wielokrotnie dał dowody na to, że się nie zna na sporcie. Wiceprezes Janicki też jest świetnym fachowcem ale od marketingu. Tak jak pisałem na forum, brakuje w Zarządzie osoby decyzyjnej, która jednocześnie byłaby dobrym fachowcem od spraw sportowych. I dlatego wszystko zmierza w dobrym kierunku… poza tym co stanowi istotę naszego istnienia! I myślę, że tu leży sedno naszych problemów, a gdyby to się udało zmienić to myślę, że nareszcie wrócilibyśmy do czasów gdy nasz klub szybko się rozwijał. Bo mielibyśmy u sterów takiego „magnata Dziurowicza”… tyle, że w 3 osobach 🙂
Mecza
5 sierpnia 2016 at 15:45
Tym trzecim teoretycznie powinien być Motała, pytanie czy jak poleci Brzęczek nie będzie pakował się również Motała. Jeszcze jedna myśl mnie naszła. Postęp zespołu po roku powinien być widoczny, jeśli nie ma to kto jest cierpliwy niech czeka ale jeszcze łatwiejsza weryfikacja. Który piłkarz z kadry całego zespołu zrobił postęp? Wg mnie żaden. Widoczne są tylko spadki: Goncerz, Olivier i jeszcze można by było wymieniać.