Dołącz do nas

Piłka nożna

[FELIETON KIBICA] Pozytywne media kluczem do…?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Czas na drugi felieton kibica GieKSy. Wcześniej mogliście przeczytać tekst użytkownika forum Irishmana (kliknij tutaj, aby przeczytać), a teraz czas na Łukasza.

19 lipca dla większości dzień jak co dzień: praca, dom, rodzina – normalka. Jednak nie dla mnie, ponieważ na łamach GieKSa.pl pojawia się podcast z prezesem Janickim. Podcast, który utwierdza mnie, że miejsce kibiców jest tylko i wyłącznie przy kasach biletowych, by generować zysk oraz na stadionie, by tworzyć POZYTYWNĄ atmosferę w dniu meczowym. Nie bez powodu pozwoliłem sobie na pogrubienie słowa „pozytywny”, gdyż będzie ono kluczowe w tym tekście. Dlaczego? Z podcastu, który prowadził Błażej z kosą wynikł jeden prosty przekaz – jesteśmy ważni tylko wtedy, gdy chodzi o liczby oraz pozytywne emocje. Kiedy zaczynamy zadawać trudne pytania, poruszamy jakiś problem, wytykamy błędy, jesteśmy traktowani, jak największe zło tego świata. Odpowiedź jest prosta, wtedy już nie jesteśmy pozytywni, jesteśmy „be”, nie pomagamy, nie szanujemy pracowników klubu (czyt. piłkarzy), zamiast wspierać to wywieramy presje. To wszystko powoduje, że wielu kibiców przestało chodzić na mecze, czy w ogóle interesować się losami piłkarskiej GieKSy. I szczerze? Nie dziwie im się. Z początkiem każdego sezonu jesteśmy karmieni tymi samymi frazesami, tylko osoby się zmieniają. Z boku dla normalnego kibica takiego jak ja, wygląda to tak, że nikt z nami nie chce zagrać w otwarte karty, jakby się bali konsekwencji powiedzenia słów: „Awansu nie będzie do 2021 i koniec”. Myślę, że są to brutalne słowa, ale jak najbardziej realne… Dlaczego? Zapraszam Was na podróż pod nazwą „Pozytywny wizerunek, kluczem do…” No właśnie do czego? Przekonajmy się.

Głównym akcjonariuszem, a zarazem sponsorem jest miasto Katowice, czyli każda osoba płacąca podatki w mieście utrzymuje całą sekcje sportową. Każda firma sponsorująca ma swojego reprezentanta dla nas jest to prezydent Krupa oraz jego świta. Czyli jeżeli dobrze rozumiem, powinni reprezentować nas szarych kibiców. Czy tak jest? Uważam ,że tak. Teza odważna, ale postaram się ją wytłumaczyć. W interesie miasta jest to, by marka jaką jest GKS Katowice, była kojarzona zawsze, ale to zawsze pozytywnie. Żaden sponsor przecież nie chce, by negatywnie wypowiadać się o podmiocie, który sponsoruje. Może mieć to przecież negatywny wpływ na relacje z akcjonariuszami spółki, czyli kibicowskim elektoratem. Prezydent Krupa oraz świta bardzo dobrze starają się „tuszować” sprawy, które mogą niekorzystnie płynąć na postrzeganie marki. Przecież GKS Katowice jest marką, która musi godnie reprezentować miasto na salonach, by to robić, musi mieć do tego narzędzia. Siatkówka + hokej – jest spodek, nie ważne że nie jest zapełniony. Spodek każdy zna i kocha, wygląda godnie, by reprezentować miasto w telewizji. A co ma do zaoferowania stadion Bukowa 1? Azbest, odrapane ściany, brak oświetlenia, pożal się Boże loże VIP? Bądźmy realistami, z czym do ludzi?

TAKI stadion ma królować w ekstraklasie? Czuję, że takie właśnie podejście powoduje, że główny akcjonariusz wprost powiedział w kuluarach, że awans z pompą na sezon 2021 na pięknym stadionie. A do tego momentu? Do tego momentu Panie Prezesie pokażmy, że klub biznesu ma się świetnie i że wszystkich partnerów czekają złote lata na nowym stadionie. A kibicom, że gramy o najwyższe cele lub trudno je zdefiniować na tym etapie rozgrywki bo…. Myślę, że gdyby z góry było to tak powiedziane, to nikt by nie robił sobie zbędnej nadziei i po 2-3 miesiącach zgrzytu kibice pomogliby jeszcze bardziej w budowaniu pozytywnych emocji. Brzmi to boleśnie ale rozsądnie. W końcu jak można budować pozytywne emocje na relikcie PRL-u?

Drugim aspektem jest pokazywanie każdej inicjatywy, która zaimplementował klub jak coś wspaniałego i wszelakie negatywnie opinie kibiców powoduje odpowiedzi w stylu „nie krytykujcie, to dopiero testy, ale zobaczcie jaka oprawa graficzna” – każda wymówka dobra, by nie przyznać się do błędu. Przykład? Każdy post na Facebooku, który nawet nie dotyczył klubu zawierał dodatkową informacje „ NOWY SYSTEM BILETOWY – SPRAWDŹ”. No to sprawdzam, wchodzę, no jest faktycznie super oprawa graficzna, można kupować bilety. Pozytywna piękna otoczka jest? Jest! Schody pojawiają się już po kupnie biletu, pojawia się opcja drukowania potwierdzenia/biletu zwał, jak zwał. Serio? W 2018 roku POWINIENEM (zawsze mogę komuś telefon pokazać w celu potwierdzenia…) drukować bilet kupiony w Internecie, który już jest na karcie kibica… Czy tak trudno dać tym paru pracownikom aplikację, by przy wejściu na trybuny mogli zweryfikować bilet? Miejscówki i ich wybór? Wiem, że jest to wymóg, ale hmm no nie ukrywam, że nie zdarzyło mi się jeszcze usiąść na moim miejscu, bo przeważnie było zajęte przez kogoś innego. Osobiście nie mam z tym żadnego problemu, ale gdyby pamiętna butelka w prezesa poleciała z mojego miejsca, na którym ja nie siedziałem, a było kupione na moje dane, to już by nie było tak fajnie prawda? Swoją drogą system nie działał w 100% na pierwszy mecz ligowy z PBB przez co straciłem pierwsze 10 minut meczu, bo musiałem przejść powtórną weryfikacje… Czy znalazł się jakiś news na stronie, że przepraszają za usterki? Nie… POZYTYWNA atmosfera być musi i koniec.

Kolejnym tematem, jaki chciałbym poruszyć, to nasz dział komunikacji, a właściwe człowiek orkiestra Maurycy. Przyznam się szczerze, że nie spodziewałem się tego, jaki ciężar spadł na tego chłopaka… On jest dosłownie wszędzie – reklama w radiu, reklama sponsorów, wywiady, newsy pewnie też. Cały medialny syf spada na niego. A w każdej wypowiedzi osób rządzących słyszę „dział marketingu/komunikacji”. Ja nie widzę działu, tylko Maurycego. Czy naprawdę w naszym dziale nie ma kogoś innego, żeby również mógł robić dogrywki dźwiękowe? Na przykład kobieta? Przecież ile można słuchać jednej i tej samej osoby wszędzie w mediach (nic do Maurycego nie mam). Sprzęt na którym pracuje medialna GKS, nie ukrywam, że mnie jako osoby, która miała styczność z YT/FB od strony technicznej, po prostu martwi. GKS mógłby zainwestować w lepszą kamerę, mikrofony, czy nagłośnienie, by wywiadów słuchało się przyjemnie. Myślę wszystko jest robione na kolanie i na tym, co mamy bez inwestycji, byleby dociągnąć do nowego stadionu. Przecież po co kupować coś, co przyda się tylko dwa razy?

Ostatni i najważniejszy punktu. Media, czyli to co łączy, dzieli, denerwuje i raduje każdego kibica. W przypadku GKS raczej dzieli i denerwuje, bo nikt ich nie traktuje poważnie, nawet w klubie. Jestem w stanie zrozumieć, że prezes odcina się od otoczki medialnej i zostawia wszystko swoim podwładnym, ale żeby dyrektor sportowy oraz trener mieli je kompletnie w dupie? Dla mnie skandal. Przykładem takiego ignoranctwa jest znana wszystkim akcja zgrupowanie, gdzie kibice zwrócili uwagę, że piłkarze mogą sobie zrobić krzywdę wykonując tak, a nie inaczej ćwiczenia na siłowni. Reakcja klubu? Nie wiem, nie widziałem, nie odniosę się do tego… A dlaczego? Bo to KIBIC zauważył, zaatakował, a gdzie ten nasz pozytywny obraz? Dla mnie powinni te osoby, które zwróciły uwagę zaprosić na trening GKS, żeby porozmawiały z osobami, które te ćwiczenia im zadały i wymienić poglądy, żeby zrobić z tego POZYTYWNĄ otoczkę, przecież każdy uczy się na błędach. Zrobić to z filmikiem na YouTube czy Facebook zatytułować: „ Kibice trenują z pierwszym zespołem” i byłby zajebisty medialny przekaz. No ale nie – lepiej się odciąć i udawać greka.

Zegar? Nasz kochany staroświecki zegar, który wzbudza tyle emocji wśród kibiców starszej daty. W końcu to wspomnienia. Co zrobił dział medialny z klubem? Zdjął zegar, zamontował drugi i tyle bez żadnej informacji, dopiero po newsie jednego z radnych coś się zadziało w tym temacie i wyszedł negatywny przekaz. A jak być mogło? Znowu YouTube i Facebook – „idziemy z duchem czasu i wymogów” wraz z kibicami ściągamy zegar, jakaś rundka honorowa i cyk do gablotki „Muzeum GieKSy”. A tak to leży gdzieś pewnie i się wala. Dopiero w podcaście dowiadujemy się, że będziemy rozmawiali z MOSiR-em żeby zegar odzyskać. Dopiero? Ech… Odnośnie wtop relacji medialnych można pisać i pisać, ale nie o to w tym chodzi. Przecież każdy chce dla klubu jak najlepiej i RAZEM można to osiągnąć, ale tylko wtedy kiedy kibiców traktuje się jako równych partnerów do rozmowy.

Łukasz

6 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

6 komentarzy

  1. Avatar photo

    LukaszArt

    25 lipca 2018 at 12:44

    Dzięki za uznanie i danie szansy na zamieszczenie mojej wypowiedzi ;-). Po kolejnym przeczytaniu , widzę że błędów się nie wystrzegłem. Za co czytelników przepraszam. Może kolenjny będzie lepszy?

  2. Avatar photo

    Marcin C.

    25 lipca 2018 at 18:40

    Ciekawy tekst. Gratuluję. Kilka punktów to kropka w kropkę moje opinie.

  3. Avatar photo

    Johan

    25 lipca 2018 at 21:00

    Dobry tekst, wiele spostrzeżeń pokrywa się z moimi odczuciami…niestety

  4. Avatar photo

    Irishman

    25 lipca 2018 at 22:13

    Łukasz, trudno nie zgodzić się z Twoimi zarzutami w stosunku do klubu. Natomiast co do Twoich interpretacji dlaczego tak jest, to już nie wiem czy masz rację???
    Generalnie to ja widzę bardzo złe zjawisko, strasznie destrukcyjne dla naszego klubu. Podzieliliśmy się w GieKSie na dwa obozy:
    – klub, czyli piłkarze, trener, dyrektor i prezes, którzy są postrzegani jako ci, chcący wykiwać jakoś kibiców;
    – kibice, którzy są postrzegani przez „klub” jako ci, niesprawiedliwie go oceniający, nie doceniający jego ciężkiej pracy.
    To jest kurde jakieś chore, a najgorsze, ze nie wiadomo jak wyjść z tej sytuacji. Coś tam prezes mówił w wywiadzie o spotkaniu z kibicami. Ale co to da, skoro jedna strona i tak nie ufa drugiej, a ta druga ma pretensje, że jest niesłusznie oskarżana??? Niby mogłoby coś pomóc wymiana niegodnych zaufania ludzi na innych, ale czy rzeczywiście? Przecież drużyna została w dużej mierze wymieniona, a tymczasem na forum czytamy prawie, że dokładne zarzuty, jakie mieliśmy do tej przegranej skompromitowanej drużyny z wiosny! No po prostu jakby zrobić kopiuj-wklej, w niektórych wpisach!

    Osiągnięcie czegoś w tej sytuacji będzie krańcowo trudne! I nie chodzi mi tu o jakąś presje, bo to jest głupie wytłumaczenie. Każdy z nas odczuwa jakąś presję w życiu codziennym. Tylko myślę, że jeśli nie da się uniknąć podziału na te dwa obozy, to przynajmniej powinnismy spróbować mieć do siebie nawzajem więcej zaufania i zrozumienia.

  5. Avatar photo

    zippo50

    26 lipca 2018 at 12:01

    Chciałbym poruszyć temat trochę mało kibicowski ale według mnie ważny.
    KATERING
    Przed pierwszym meczem info że nowy że super,jestem ciekawy czy władze klubu interesują się cenami i jakością ,bo mnie wydaje się że nikogo to nie obchodzi.
    400% marża to lekkie przegięcie mała woda 5zł , porcja krupnioka w tej samej cenie co kiełbasa 10zł malutka porcja mięsa 14zł.Mam wrażenie że przy wyborze oferenta nikt nie zadał pytania „w jakich cenach będziecie sprzedawać”
    Moja propozycja to bojkot kateringu przez kibiców to może trochę spuszczą z tonu.

  6. Avatar photo

    Piter

    26 lipca 2018 at 22:01

    Bardzo merytorycznie i wypunktowane niedociągnięcia. A podobno cała GieKSa razem

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Górak: Powrót króla na złote miejsce

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.

Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.

Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak:
Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.

Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak:
To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.

Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.

Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.

Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak:
Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.

Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak:
Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.

Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak:
Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.

Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.

Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak:
Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.

Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.

Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.

Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.

Kontynuuj czytanie

Galeria Hokej

Hokeiści dotrzymali danego słowa!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GieKSa wygrała siódmy mecz półfinałów play-off THL. W finale nasi hokeiści zmierzą się z GKS-em Tychy. Zapraszamy do fotorelacji z Satelity.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Post scriptum do Jagi i Cracovii

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Miniony tydzień był dla naszej redakcji bardzo pracowity. Dwa wyjazdowe mecze w ciągu kilku dni to operacja logistyczna i organizacyjna. Myślę jednak, że podołaliśmy. Wszystko w imię GieKSy. Zapraszamy do zobaczenia wyjazdów do Białegostoku i Krakowa okiem redakcji. A teraz mamy dwa tygodnie przerwy od piłki i czekamy na Wisłę Płock. Niech teraz koledzy z sekcji hokejowej przejmują pałeczkę, bo przed GieKSą bardzo ważne wyzwanie.

1. Białystok przekładany był dwa razy. Za trzecim w końcu mecz doszedł do skutku, ale wiadomo – że był to środek tygodnia, wtorek godzina dziewiętnasta. W związku z tym z redakcji pojechaliśmy we dwójkę: ja i Misiek, ale w samochodzie jechało nas pięciu.

2. Wyjazd z Katowic był gdzieś po dziesiątej. Ładna pogoda, to i droga mijała szybko. Na ten jeden z najdalszych wyjazdów w sezonie.

3. Po kilku godzinach byliśmy na Podlasiu. Czas mieliśmy tak dobry, jak chyba nigdy wcześniej, bo było nieco po piętnastej. Postanowiliśmy więc skierować swoje kroki do Gospody Podlaskiej, znanej nam z poprzedniego sezonu, a mi jeszcze dodatkowo z wyjazdu na ten niedoszły mecz w listopadzie.

4. Miejscówka godna polecenia – na samym Rynku. Zaparkowaliśmy jakimś cudem praktycznie tuż pod tym lokalem. Wówczas byliśmy w niedzielę, więc były tłumy. Teraz – w środku tygodnia o piętnastej – niemal pustki.

5. No to wzięliśmy się za solidne jedzenie. Ja zamówiłem rosół z pielmieni, mielone na patyku i kartacza, Patryk mega xxl schaboszczaka, a reszta ekipy placki. Było to solidne jadło przed meczem.

6. W samej knajpie sporo było ciekawych elementów, jak ta stara przymocowywana maszynka do mielenia czy… czerwona gitara. Czy obrazek z Samych Swoich. W sympatycznej atmosferze oczekiwaliśmy spotkania.

7. Nadal mając jeszcze dużo czasu zrobiliśmy spacer po rynku. Weszliśmy do wielkiego kościoła – w zasadzie Bazyliki Mniejszej WNP. Imponujący obiekt. Można było się na chwilę wyciszyć przed nadchodzącym zgiełkiem.

8. Napis Białystok na kółkach, przesuwany jest. Pamiętam, że w listopadzie był w innym miejscu, teraz bliżej stricte Rynku. Rekwizyt popularny do robienia sobie przy nim zdjęć. O ile to można nazwać rekwizytem.

9. Wróciliśmy do samochodu i czas było zbierać się na stadion. Oczywiście – jak często to ostatnio bywa – na drodze widzieliśmy autobus z drużyną. Śmiesznie wyszło, bo robiłem zdjęcie jakiegoś grafa i coś zielonego mi przed nosem przejechało i przeszkodziło.

10. Wkrótce byliśmy pod stadionem. Przejechaliśmy skręt, więc musieliśmy go objechać, ale zaprowadziło nas to prosto do bramy wjazdowej, którą dobrze pamiętaliśmy w lutego i listopada poprzedniego roku. Samochód zostawiliśmy na parkingu i poszliśmy odebrać akredytacje.

11. Udaliśmy się na stadion, gdzie na wejściu przeszukuje się także dziennikarzy (rzadkość). I można było pobuszować po stadionie. Poszliśmy do stanowiska z klubowymi gadżetami, jednego, a później drugiego na VIP-ach. Do meczu pozostawało jeszcze sporo czasu, więc trybuny świeciły pustkami. A cały dzień był słoneczny, więc i temperatura była przystępna.

12. Potem przyszedł czas na herbatkę w sali konferencyjnej. Komentatorzy Canal Plus – Gabriel Rogaczewski i Tomasz Wieszczycki dywagowali, jak będzie wyglądać to spotkanie i wietrzyli – zgodnie z logiką ekstraklasy – przełamanie Jagiellonii.

13. Udaliśmy się na prasówkę, na dobrze nam znane miejsca. Stanowisko prasowe przyjemne, bez rewelacji, ale wystarczające. Jest dziurka na kable, solidny blat i… niepotrzebna szybka między blatami konkretnych stanowisk. W zamierzeniu służy oddzieleniu dziennikarzy, żeby mieli większy komfort. W praktyce – jest to utrudnienie w obserwacji meczu, bo głowa odruchowo tę szybę chce ominąć, patrząc na boisko. A widoczność? Bez zarzutu.

14. Przed meczem odbyła się uroczystość wręczenia trenerowi Siemieńcowi tablicy upamiętniającej jego 100 meczów w Jagiellonii. Kibice w Białymstoku go kochają. Skandują jego nazwisko często, skandowali i teraz. Trudno się dziwić.

15. Wkrótce rozpoczął się mecz. Gospodarze szybko objęli prowadzenie w sytuacji, w której nikt się tego nie spodziewał. Piłkarze o nazwisku Pozo mieli swój moment, dzień wcześniej Jose z Pogoni trafił dwa razy, teraz Alex tak odbił piłkę głową, że ta ku zaskoczeniu wszystkich wpadła do siatki.

16. Drugi raz pokonała nas legenda Jagi Taras Romanczuk. Piłkarz wiosną zeszłego roku strzelił zwycięskiego gola, teraz trafił do szatni, dając swojej drużynie prowadzenie 2:0.

17. Kibice Jagi bardzo głośno dopingowali, Katowiczanie na sektorze gości też odgryzali się, mimo, że byli w liczbie niemal czterokrotnie niższej niż w listopadzie na niedoszłym meczu.

18. Humor w przerwie był kiepski. Na szczęście można go było sobie poprawić na VIP-ach, gdzie było pyszne jedzonko. W sumie to można było tam zostać, ale zaraz była druga połowa. Co ciekawe, miejsce to miało klimat, jak dyskoteka, taka była gra świateł. Ciekawa opcja.

19. W drugiej połowie GKS dążył do zdobycia bramki. Gra wyglądała dużo lepiej. W końcu Erik Jirka trafił do siatki notując swoje pierwsze trafienie w barwach GieKSy. Na wyrównanie niestety nie starczyło czasu.

20. GieKSa przegrała drugi mecz w Białymstoku i na razie to się układa tak, że u siebie GieKSa wygrywa – dwa razy, a na Podlasiu triumfuje Jaga. W tym sezonie czeka nas jeszcze mecz ligowy na Nowej Bukowej. Chcielibyśmy, by ta passa była podtrzymana.

21. Po meczu tradycyjna nagrywka i trzeba się było zbierać na konferencje prasową. Dziennikarze Jagiellonii wniebowzięci, cieszyli się. A my ze skwaszonymi minami robiliśmy swoje materiały, galerie itp.

22. Trener Górak starał się wyciągnąć pozytywy i była nimi dla niego ta druga połowa. Fakt, Katowiczanie nie załamali się dwubramkową stratą, tylko grali swoje i częściowo udało im się je odrobić.

23. Za to Adrian Siemieniec na moje pytanie o Puchar Polski zażartował, że teraz to oni są drudzy, skoro z nami przegrali. Nie tak szybko – Jaga będzie druga, jak GieKSa zdobędzie Puchar Polski. O tym wszyscy marzymy, a finalista pucharu przecież kiedyś w Europie występował, później zmieniono ten przepis.

24. Zostaliśmy jeszcze chwilę na sali i trzeba się było zbierać w długą podróż do Katowic. My tego wieczoru byliśmy niepocieszeni, ale co mieli powiedzieć kibice Bodo Glimt, którzy zaszli tak niesamowicie daleko w Lidze Mistrzów i w rewanżu ze Sportingiem roztrwonili trzybramkową przewagę z pierwszego meczu przegrywając 0:5.

25. Droga powrotna zajęła nam około pięć godzin. Myślałem, że będzie się dłużyć, tymczasem jakoś to przeleciało. W Katowicach byliśmy gdzieś przed czwartą. Trzeba było szybko iść spać, bo wkrótce miał nastać nowy dzień. A już w sobotę czekał nas mecz z Cracovią.

—-

26. Do Krakowa wybraliśmy się już w mocniejszym składzie, bo aż 5-osobowym. To znaczy 4 osoby z Katowic plus Marcin, który dotarł na własną rękę. Dzięki temu mogliście obejrzeć aż trzy fotogalerie z tego spotkania.

27. Dobrze, że po Białymstoku kolejny wyjazd był tak niedaleki. Można było i  się wyspać, i potem w miarę wcześnie wrócić. Wyjeżdżaliśmy więc 11-12 zbierając osoby po drodze i ruszyliśmy do Małopolski. Oprócz wspomnianego Marcina pojechaliśmy w składzie: Werka, Flifen, Misiek i moja skromna osoba.

28. Pogoda była piękna, wiosenna. W samochodzie było co prawda nagrzane, natomiast na zewnątrz trochę chłodek był. Dawał się on potem we znaki – głównie w postaci wiatru – zarówno osobom na murawie, jak i nam – na koronie stadionu.

29. Droga przebiegła szybko i sprawnie. Godzinka i byliśmy w Krakowie. Zastanawialiśmy się, jak to będzie z tą całą „strefą czystego transportu”. Ale załatwiliśmy niezbędne pozwolenia i mogliśmy do centrum Krakowa wjechać.

30. Natrudziliśmy się, jeżeli chodzi o wjazd na obiekt. Nie wpuszczono nas na parking, mimo że w poprzednim sezonie zarówno na mecz z Cracovią, jak i Puszczą to miejsce parkingowe było dostępne. No nic, zaparkowaliśmy pod stadionem.

31. Potem zaczęła się jednak trochę farsa. Pierwsza rzecz – akredytacje. W poprzednim sezonie odbierało się je w jednej z budek/kas od strony ulicy Kałuży. I rzeczywiście, był napis akredytacje. Tyle, że pani powiedziała, że to są jakieś inne akredytacje. Cokolwiek to znaczy. A my mamy się kierować na drugą stronę stadionu – od ulicy Kraszewskiego.

32. Zaczęliśmy więc obchodzić stadion, przy czym rozdzieliliśmy się – Misiek i Werka poszli, a mnie z Flifenem zatrzymała kiełbasa. Mieliśmy ją w planie, ale skoro już przechodziliśmy obok grilla, stwierdziliśmy, że skonsumujemy ją teraz, żeby potem nie tracić czasu.

33. Kiełbaska solidna. Mogłaby być nieco bardziej przypieczona, ale była smaczna. Więc godnie. W atmosferze wiosennej, ładnej pogody i zbliżającego się meczu wuszcik zawsze na propsie.

34. Wracając do wspomnianej farsy. Zaczęliśmy ten stadion faktycznie obchodzić. To co się działo na ulicy Focha, czyli tej najgłówniejszej przy stadionie, wołało o pomstę do nieba. Najpierw przejeżdżały autokary, ale chyba opróżnione już z kibiców GieKSy. I policjant nie pozwolił przejść WZDŁUŻ stadionu. Tu był kordon. Potem drugi nie pozwalał przejść na drugą stronę ulicy. Musieliśmy czekać. Najlepsze jest to, że między jednym, a drugim kordonem na dwóch końcach tej krawędzi stadionu, normalnie chodzili sobie kibice.

35. W końcu przeszliśmy na drugą stronę, ale chcieliśmy też zahaczyć o sklep klubowy. Policjant znów nie pozwalał przejść, ale nagle ludzie zaczęli przechodzić i tyle.

36. Absurdalne jest to, że blokowali całościowo to miejsce, podczas gdy kompletnie nic się tam nie działo i nie było zagrożenia. Co oni wymyślili – nie wiem.

37. W sklepiku klubowym zakupiłem proporzec, to taka tradycja powoli. Warto mieć swoje prywatne muzeum. Jakiś gościu długo stał przy kasie, bo wysyłał kartkę do kogoś na świecie. Ciekawa i miła opcja.

38. W końcu dotarliśmy za siódme góry i siódme rzeki na ten drugi koniec stadionu. Była tam budka i akredytacje odebraliśmy. Skierowaliśmy się do bramy technicznej stadionu i weszliśmy na obiekt. Ufff.

39. Ostatecznie znów byliśmy bardzo długo przed meczem, więc te wszystkie perypetie nie spowodowały jakiegoś uszczerbku na naszym czasie i standardowych przygotowaniach do spotkania. Tyle dobrze.

40. Nieoczekiwanie weszliśmy bezpośrednio na salę konferencyjną. Przyznam, że jedną z lepszych. A już znakomite wrażenie robi ściana z proporczykami rywali Cracovii. Wygląda to po prostu przepięknie. To, jak udekorowane są niektóre sale konferencyjne, to mistrzostwo. Ogólnie – dużo stolików i siedzeń. Czysto, Schludnie. Bardzo przyjemnie.

41. Miejsce z powiedzmy cateringiem już nie przystaje do tej sali… To znowu jest jakieś brzydkie i miałkie. Dodatkowo herbata jest już gotowa w tych warnikach, a nie po prostu gorąca woda i że samemu można sobie zrobić herbkę. Dodam, że w przerwie podobno były jakieś kanapki, ale dziennikarze jak hieny rzucają się na nie zazwyczaj tak szybko, że jak ja przychodzę, to już nic nie ma.

42. Z naszej winy nie umieliśmy dostać się do miejsca, gdzie wchodzi się na media. Wchodziliśmy wszędzie, na jakieś vipy, do mixed zony. Próbowaliśmy bowiem przejść wnętrzem stadionu, a to było zgubne.

43. W końcu dotarliśmy do drzwi wejściowych i windą wjechaliśmy na górę. Później pokonywałem ten trakt kilkukrotnie, m.in. wybierając się znów poza stadion po nachosy, bo tej kiełby było nam za mało.

44. W końcu znaleźliśmy się na prasówce. Byłem tu w tym 2013 roku, kiedy GieKSa w przenikliwym zimnie (podobno) grała i przegrała. Rok temu nie dane mi było być świadkiem spektakularnej wygranej 4:3, jak i 6:0 z Puszczą. Miałem okazję natomiast oglądać poczynania Cracovii i Lecha.

45. I co mogę powiedzieć… Prasówka ta jest doskonała. Widok – fenomenalny. Blaty, kapitalne. Jest prąd, jest internet. Wszystko, co potrzeba, by w komforcie relacjonować mecz. Nie ma co gadać, być może jest to najlepsza prasówka w Polsce. Jak i cały stadion – trzeba przyznać – jest doskonały.

46. Jeszcze przed meczem przeszedłem się górą, żeby obadać, czy czegoś ciekawego tam nie ma. Przyznam, że jak spojrzałem jak ultrałatwo jest dostać się na dach, to nie dziwię się, że kibice Widzewa to wykorzystali. Oczywiście oni mieli nieco trudniejszy dostęp, bo trybuna z sektorem gości jest wyższa. Ale wyszło bardzo ciekawie. Jakkolwiek sam nie jestem zwolennikiem akcji chuligańskich, to cała ta sytuacja była naprawdę oryginalna i zabawna.

47. Nie pozostawało nic, jak czekać na mecz. Kibice gości powoli zapełniali sektor, wkrótce zaczęli się też schodzić gospodarze. Czekało nas – mieliśmy nadzieję – ciekawe piłkarskie widowisko.

48. GieKSa dominowała w pierwszej połowie, ale nie umiała tego udokumentować bramką. Cracovia natomiast kompletnie nie zagroziła bramce Strączka.

49. Dodam tylko, że sporo się mówiło o podyktowanym karnym dla krakowian, w wyniku ręki Klemenza. Ogólnie jednak nie było to podnoszone jako jakiś wielki skandal. Lukas tę rękę wystawił i sędzia miał argumenty.

50. Brak czerwonej kartki dla Klicha na początku meczu to jednak duża pomyłka sędziego. Alfa i omega polskiego sędziowania, czyli Adam Lyczmański, orzekł, że powinna być czerwień.

51. Kibice obu drużyn głośno dopingowali. Ze strony kibiców Cracovii padały stwierdzenia, że GieKSa była jedną z najgłośniejszych ekip, jakie w ostatnich latach zawitały na Kałuży.

52. Mecz był ostatecznie totalnym paździerzem, ale GieKSa powinna go wygrać. Niestety nie była zbyt zdecydowana w ofensywie, a Cracovia wykorzystała jeden błąd i strzeliła bramkę.

53. Wierzyliśmy do końca, że wynik meczu ulegnie zmianie, ale niestety. Przegraliśmy to spotkanie i jak niepyszni opuszczaliśmy prasówkę udając się na konferencję.

54. Pamiętam czasy z pierwszej czy drugiej ligi, kiedy trener Górak był po niektórych meczach mocno zdenerwowany. W ekstraklasie sobie takiej sytuacji nie przypominam. Widać po mowie ciała i postawie szkoleniowca, kiedy jest wybitnie wk..iony, a jednocześnie stara się to opanować. W trakcie konferencji gdy był zobowiązany odpowiadać na pytania, musiał robić dobrą minę do złej gry i włączać trochę dyplomacji, więc ten odczuwalny w atmosferze poziom napięcia nieco spadł.

55. Luka Elsner coraz lepiej mówi po polsku. Po konferencji zażartował sobie do dziennikarzy Cracovii: „To może na piwko?”. Ogólnie sympatyczny człowiek, choć ostatnio też mu nerwy puściły, gdy chciał odchodzić z Cracovii.

56. Oczywiście dziennikarze Cracovii szczęśliwi i z ulgą. Były śmiechy i śpiewki pod nosem. Ale też dało się wyczuć trochę sarkazmu w zdaniach, że teraz idą na puchary. Tutaj nie było widać typowo widzewskiej napinki.

57. Wszystkim się spieszyło, więc mieliśmy plan zaraz po konfie zbierać się do domu i w aucie robić materiały. Stracił się jednak gdzieś Flifen, więc udało nam się je dokończyć na sali.

58. Wynikła z tego przedziwna sytuacja, bo Flifen niby czekał na wywiad, a my mieliśmy informację, że autokar z piłkarzami już wyjeżdża nie tylko ze stadionu, ale i z Krakowa. Zastanawialiśmy się, czy Filip podczas wywiadu po prostu nie zauważył, że wszedł z piłkarzami do środka i odjechał w siną dal. Dodatkowo nie było z nim kontaktu.

59. Postanowiliśmy się zebrać i ruszyć do auta. Okazało się, że wywiad jest w toku. Jak to możliwe? Ano Mateusz Wdowiak został w Krakowie i to jego złapał nasz reporter. Dlatego tak śmiesznie wyszło.

60. Ruszyliśmy niepocieszeni do Katowic. Tyle dobrze, że po takim meczu nie czekała nas długa podróż powrotna. W Katowicach byliśmy około 19:30.

61. Teraz przerwa reprezentacyjna. Trzymamy kciuki za awans reprezentacji Polski do Mistrzostw Świata. Wygrać z Albanią, pokonać Shehu, a potem finał. Do boju Polska!

62. A za dwa tygodnie gramy z Wisłą Płock. I jak teraz mieliśmy trochę oddechu, to pojedynek z piłkarzami Mariusza Misiury będzie znów mega ważnym starciem.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga