Dołącz do nas

Piłka nożna

[FELIETON KIBICA] Pozytywne media kluczem do…?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Czas na drugi felieton kibica GieKSy. Wcześniej mogliście przeczytać tekst użytkownika forum Irishmana (kliknij tutaj, aby przeczytać), a teraz czas na Łukasza.

19 lipca dla większości dzień jak co dzień: praca, dom, rodzina – normalka. Jednak nie dla mnie, ponieważ na łamach GieKSa.pl pojawia się podcast z prezesem Janickim. Podcast, który utwierdza mnie, że miejsce kibiców jest tylko i wyłącznie przy kasach biletowych, by generować zysk oraz na stadionie, by tworzyć POZYTYWNĄ atmosferę w dniu meczowym. Nie bez powodu pozwoliłem sobie na pogrubienie słowa „pozytywny”, gdyż będzie ono kluczowe w tym tekście. Dlaczego? Z podcastu, który prowadził Błażej z kosą wynikł jeden prosty przekaz – jesteśmy ważni tylko wtedy, gdy chodzi o liczby oraz pozytywne emocje. Kiedy zaczynamy zadawać trudne pytania, poruszamy jakiś problem, wytykamy błędy, jesteśmy traktowani, jak największe zło tego świata. Odpowiedź jest prosta, wtedy już nie jesteśmy pozytywni, jesteśmy „be”, nie pomagamy, nie szanujemy pracowników klubu (czyt. piłkarzy), zamiast wspierać to wywieramy presje. To wszystko powoduje, że wielu kibiców przestało chodzić na mecze, czy w ogóle interesować się losami piłkarskiej GieKSy. I szczerze? Nie dziwie im się. Z początkiem każdego sezonu jesteśmy karmieni tymi samymi frazesami, tylko osoby się zmieniają. Z boku dla normalnego kibica takiego jak ja, wygląda to tak, że nikt z nami nie chce zagrać w otwarte karty, jakby się bali konsekwencji powiedzenia słów: „Awansu nie będzie do 2021 i koniec”. Myślę, że są to brutalne słowa, ale jak najbardziej realne… Dlaczego? Zapraszam Was na podróż pod nazwą „Pozytywny wizerunek, kluczem do…” No właśnie do czego? Przekonajmy się.

Głównym akcjonariuszem, a zarazem sponsorem jest miasto Katowice, czyli każda osoba płacąca podatki w mieście utrzymuje całą sekcje sportową. Każda firma sponsorująca ma swojego reprezentanta dla nas jest to prezydent Krupa oraz jego świta. Czyli jeżeli dobrze rozumiem, powinni reprezentować nas szarych kibiców. Czy tak jest? Uważam ,że tak. Teza odważna, ale postaram się ją wytłumaczyć. W interesie miasta jest to, by marka jaką jest GKS Katowice, była kojarzona zawsze, ale to zawsze pozytywnie. Żaden sponsor przecież nie chce, by negatywnie wypowiadać się o podmiocie, który sponsoruje. Może mieć to przecież negatywny wpływ na relacje z akcjonariuszami spółki, czyli kibicowskim elektoratem. Prezydent Krupa oraz świta bardzo dobrze starają się „tuszować” sprawy, które mogą niekorzystnie płynąć na postrzeganie marki. Przecież GKS Katowice jest marką, która musi godnie reprezentować miasto na salonach, by to robić, musi mieć do tego narzędzia. Siatkówka + hokej – jest spodek, nie ważne że nie jest zapełniony. Spodek każdy zna i kocha, wygląda godnie, by reprezentować miasto w telewizji. A co ma do zaoferowania stadion Bukowa 1? Azbest, odrapane ściany, brak oświetlenia, pożal się Boże loże VIP? Bądźmy realistami, z czym do ludzi?

TAKI stadion ma królować w ekstraklasie? Czuję, że takie właśnie podejście powoduje, że główny akcjonariusz wprost powiedział w kuluarach, że awans z pompą na sezon 2021 na pięknym stadionie. A do tego momentu? Do tego momentu Panie Prezesie pokażmy, że klub biznesu ma się świetnie i że wszystkich partnerów czekają złote lata na nowym stadionie. A kibicom, że gramy o najwyższe cele lub trudno je zdefiniować na tym etapie rozgrywki bo…. Myślę, że gdyby z góry było to tak powiedziane, to nikt by nie robił sobie zbędnej nadziei i po 2-3 miesiącach zgrzytu kibice pomogliby jeszcze bardziej w budowaniu pozytywnych emocji. Brzmi to boleśnie ale rozsądnie. W końcu jak można budować pozytywne emocje na relikcie PRL-u?

Drugim aspektem jest pokazywanie każdej inicjatywy, która zaimplementował klub jak coś wspaniałego i wszelakie negatywnie opinie kibiców powoduje odpowiedzi w stylu „nie krytykujcie, to dopiero testy, ale zobaczcie jaka oprawa graficzna” – każda wymówka dobra, by nie przyznać się do błędu. Przykład? Każdy post na Facebooku, który nawet nie dotyczył klubu zawierał dodatkową informacje „ NOWY SYSTEM BILETOWY – SPRAWDŹ”. No to sprawdzam, wchodzę, no jest faktycznie super oprawa graficzna, można kupować bilety. Pozytywna piękna otoczka jest? Jest! Schody pojawiają się już po kupnie biletu, pojawia się opcja drukowania potwierdzenia/biletu zwał, jak zwał. Serio? W 2018 roku POWINIENEM (zawsze mogę komuś telefon pokazać w celu potwierdzenia…) drukować bilet kupiony w Internecie, który już jest na karcie kibica… Czy tak trudno dać tym paru pracownikom aplikację, by przy wejściu na trybuny mogli zweryfikować bilet? Miejscówki i ich wybór? Wiem, że jest to wymóg, ale hmm no nie ukrywam, że nie zdarzyło mi się jeszcze usiąść na moim miejscu, bo przeważnie było zajęte przez kogoś innego. Osobiście nie mam z tym żadnego problemu, ale gdyby pamiętna butelka w prezesa poleciała z mojego miejsca, na którym ja nie siedziałem, a było kupione na moje dane, to już by nie było tak fajnie prawda? Swoją drogą system nie działał w 100% na pierwszy mecz ligowy z PBB przez co straciłem pierwsze 10 minut meczu, bo musiałem przejść powtórną weryfikacje… Czy znalazł się jakiś news na stronie, że przepraszają za usterki? Nie… POZYTYWNA atmosfera być musi i koniec.

Kolejnym tematem, jaki chciałbym poruszyć, to nasz dział komunikacji, a właściwe człowiek orkiestra Maurycy. Przyznam się szczerze, że nie spodziewałem się tego, jaki ciężar spadł na tego chłopaka… On jest dosłownie wszędzie – reklama w radiu, reklama sponsorów, wywiady, newsy pewnie też. Cały medialny syf spada na niego. A w każdej wypowiedzi osób rządzących słyszę „dział marketingu/komunikacji”. Ja nie widzę działu, tylko Maurycego. Czy naprawdę w naszym dziale nie ma kogoś innego, żeby również mógł robić dogrywki dźwiękowe? Na przykład kobieta? Przecież ile można słuchać jednej i tej samej osoby wszędzie w mediach (nic do Maurycego nie mam). Sprzęt na którym pracuje medialna GKS, nie ukrywam, że mnie jako osoby, która miała styczność z YT/FB od strony technicznej, po prostu martwi. GKS mógłby zainwestować w lepszą kamerę, mikrofony, czy nagłośnienie, by wywiadów słuchało się przyjemnie. Myślę wszystko jest robione na kolanie i na tym, co mamy bez inwestycji, byleby dociągnąć do nowego stadionu. Przecież po co kupować coś, co przyda się tylko dwa razy?

Ostatni i najważniejszy punktu. Media, czyli to co łączy, dzieli, denerwuje i raduje każdego kibica. W przypadku GKS raczej dzieli i denerwuje, bo nikt ich nie traktuje poważnie, nawet w klubie. Jestem w stanie zrozumieć, że prezes odcina się od otoczki medialnej i zostawia wszystko swoim podwładnym, ale żeby dyrektor sportowy oraz trener mieli je kompletnie w dupie? Dla mnie skandal. Przykładem takiego ignoranctwa jest znana wszystkim akcja zgrupowanie, gdzie kibice zwrócili uwagę, że piłkarze mogą sobie zrobić krzywdę wykonując tak, a nie inaczej ćwiczenia na siłowni. Reakcja klubu? Nie wiem, nie widziałem, nie odniosę się do tego… A dlaczego? Bo to KIBIC zauważył, zaatakował, a gdzie ten nasz pozytywny obraz? Dla mnie powinni te osoby, które zwróciły uwagę zaprosić na trening GKS, żeby porozmawiały z osobami, które te ćwiczenia im zadały i wymienić poglądy, żeby zrobić z tego POZYTYWNĄ otoczkę, przecież każdy uczy się na błędach. Zrobić to z filmikiem na YouTube czy Facebook zatytułować: „ Kibice trenują z pierwszym zespołem” i byłby zajebisty medialny przekaz. No ale nie – lepiej się odciąć i udawać greka.

Zegar? Nasz kochany staroświecki zegar, który wzbudza tyle emocji wśród kibiców starszej daty. W końcu to wspomnienia. Co zrobił dział medialny z klubem? Zdjął zegar, zamontował drugi i tyle bez żadnej informacji, dopiero po newsie jednego z radnych coś się zadziało w tym temacie i wyszedł negatywny przekaz. A jak być mogło? Znowu YouTube i Facebook – „idziemy z duchem czasu i wymogów” wraz z kibicami ściągamy zegar, jakaś rundka honorowa i cyk do gablotki „Muzeum GieKSy”. A tak to leży gdzieś pewnie i się wala. Dopiero w podcaście dowiadujemy się, że będziemy rozmawiali z MOSiR-em żeby zegar odzyskać. Dopiero? Ech… Odnośnie wtop relacji medialnych można pisać i pisać, ale nie o to w tym chodzi. Przecież każdy chce dla klubu jak najlepiej i RAZEM można to osiągnąć, ale tylko wtedy kiedy kibiców traktuje się jako równych partnerów do rozmowy.

Łukasz

6 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

6 komentarzy

  1. Avatar photo

    LukaszArt

    25 lipca 2018 at 12:44

    Dzięki za uznanie i danie szansy na zamieszczenie mojej wypowiedzi ;-). Po kolejnym przeczytaniu , widzę że błędów się nie wystrzegłem. Za co czytelników przepraszam. Może kolenjny będzie lepszy?

  2. Avatar photo

    Marcin C.

    25 lipca 2018 at 18:40

    Ciekawy tekst. Gratuluję. Kilka punktów to kropka w kropkę moje opinie.

  3. Avatar photo

    Johan

    25 lipca 2018 at 21:00

    Dobry tekst, wiele spostrzeżeń pokrywa się z moimi odczuciami…niestety

  4. Avatar photo

    Irishman

    25 lipca 2018 at 22:13

    Łukasz, trudno nie zgodzić się z Twoimi zarzutami w stosunku do klubu. Natomiast co do Twoich interpretacji dlaczego tak jest, to już nie wiem czy masz rację???
    Generalnie to ja widzę bardzo złe zjawisko, strasznie destrukcyjne dla naszego klubu. Podzieliliśmy się w GieKSie na dwa obozy:
    – klub, czyli piłkarze, trener, dyrektor i prezes, którzy są postrzegani jako ci, chcący wykiwać jakoś kibiców;
    – kibice, którzy są postrzegani przez „klub” jako ci, niesprawiedliwie go oceniający, nie doceniający jego ciężkiej pracy.
    To jest kurde jakieś chore, a najgorsze, ze nie wiadomo jak wyjść z tej sytuacji. Coś tam prezes mówił w wywiadzie o spotkaniu z kibicami. Ale co to da, skoro jedna strona i tak nie ufa drugiej, a ta druga ma pretensje, że jest niesłusznie oskarżana??? Niby mogłoby coś pomóc wymiana niegodnych zaufania ludzi na innych, ale czy rzeczywiście? Przecież drużyna została w dużej mierze wymieniona, a tymczasem na forum czytamy prawie, że dokładne zarzuty, jakie mieliśmy do tej przegranej skompromitowanej drużyny z wiosny! No po prostu jakby zrobić kopiuj-wklej, w niektórych wpisach!

    Osiągnięcie czegoś w tej sytuacji będzie krańcowo trudne! I nie chodzi mi tu o jakąś presje, bo to jest głupie wytłumaczenie. Każdy z nas odczuwa jakąś presję w życiu codziennym. Tylko myślę, że jeśli nie da się uniknąć podziału na te dwa obozy, to przynajmniej powinnismy spróbować mieć do siebie nawzajem więcej zaufania i zrozumienia.

  5. Avatar photo

    zippo50

    26 lipca 2018 at 12:01

    Chciałbym poruszyć temat trochę mało kibicowski ale według mnie ważny.
    KATERING
    Przed pierwszym meczem info że nowy że super,jestem ciekawy czy władze klubu interesują się cenami i jakością ,bo mnie wydaje się że nikogo to nie obchodzi.
    400% marża to lekkie przegięcie mała woda 5zł , porcja krupnioka w tej samej cenie co kiełbasa 10zł malutka porcja mięsa 14zł.Mam wrażenie że przy wyborze oferenta nikt nie zadał pytania „w jakich cenach będziecie sprzedawać”
    Moja propozycja to bojkot kateringu przez kibiców to może trochę spuszczą z tonu.

  6. Avatar photo

    Piter

    26 lipca 2018 at 22:01

    Bardzo merytorycznie i wypunktowane niedociągnięcia. A podobno cała GieKSa razem

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

#SzacunekDlaArbitra

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Jakoś tak się składa, że w swojej niemal 30-letniej „karierze” na GieKSie, gdy myślę o „skręconych” przez sędziów meczów na niekorzyść naszej drużyny – to do głowy przychodzą mi dwa spotkania… z Legią Warszawa.

Pierwszy, w 1996 roku, gdy katowiczanie do przerwy prowadzili przy Łazienkowskiej po golu Artura Adamusa, ale Legia ostatecznie wygrała 2:1. W bardzo kontrowersyjnych okolicznościach. Bramka Cezarego Kucharskiego padła po ewidentnym spalonym, a GieKSa nie dostała rzutu karnego za faul Piotra Mosóra na Janie Furtoku. Oprócz jedenastki zawodnik Legii powinien wylecieć z boiska. Decyzje niekorzystne dla GKS podejmował tego dnia sędzia Julian Pasek.

Możemy mieć pretensje do siebie, że nie pokaraliśmy Legii wcześniej, bo wiadomo było, że tego wyniku 1:0 nie dowieziemy do końca – pomstował trener GKS Piotr Piekarczyk.

– Sędzia pasek powinien dostać paska – wtórował mu Kazimierz Węgrzyn.

Drugie spotkanie to mecz z 2001 roku, również w Warszawie. Tam GKS przegrał 0:1. Po golu z rzutu karngo, podyktowanego za to, że Adam Majewski potknął się o własne nogi. Z drugiej strony Maciej Murawski sfaulował Krzysztofa Gajtkowskiego w polu karnym, ale jedenastki Ryszard Wójcik nie podyktował. I choć faul był ewidentny, to Gajtek dostał drugą żółtą za symulowanie i wyleciał z boiska.

Oba te mecze zostały tak ordynarnie skręcone, że naprawdę rzadko się to spotyka. Ale to tylko taki historyczny wstęp. W tamtych czasach nie było VAR-u. Gdyby wówczas ta technologia obowiązywała – GKS prawdopodobnie wygrałby oba te mecz. No chyba, że sędziowałby sędzia Sylwestrzak.

Ciągle trudno przejść obojętnie obok piątkowego meczu, choć mam nadzieję, że trener i drużyna już wyrzucili z głowy to spotkanie i skupiają się na meczu z Arką. Ja jednak muszę wrócić do tego, bo wzburzenie pozostaje żywe. Już nie dlatego, że stało się, jak się stało. Tylko dlatego, że taki Sylwestrzak nie poniesie żadnych konsekwencji i wszystko zostanie zamiecione pod dywan.

W każdym programie, w każdym magazynie prześwietlono sytuacje z meczu. Dodatkowo nałożyły się na to sędziowskie błędy z innych spotkań w tej kolejce. I naprawdę trudno uwierzyć, że w dobie VAR, takie byki są ciągle popełniane.

Adam Lyczmański przed rundą mówił o kolejnych, nowych już pierdyliardowych wytycznych odnośnie zagrania ręką. I co? I g…no. Ciągle sędziowie gwiżdżą jak chcą – nomen omen arbitralnie podchodzą do sprawy. Tu gwizdnie jakąś dziwną rękę po główce Bergiera, tu nie podyktuje ewidentnego karnego dla Jagiellonii. No i u nas, Kun – spryciula – tak niby chowa rękę, że intencjonalnie blokuje łokciem strzał. Ale żeby było, że niby cofa. Nie ma karnego.

Dodam tylko, że ta sytuacja miała miejsce bardzo krótko przed tym, jak Legia strzeliła gola…

Nad Szkurinem nie będę się już dłużej rozwodził. Zdania są podzielone, ale raczej przeważa opinia, że karnego nie powinno być. Ja tam widzę, że Tobiasz lewą ręką popycha Ilję i w dynamicznej sytuacji wytrąca go z biegu. Ale rozumiem argumenty drugiej strony.

No dobra, karny, nie karny – sędzia popełnił jeden lub dwa błędy, zdarza się. VAR powinien go zawołać, przynajmniej do tej ręki. Nie zawołał.

Natomiast ta sytuacja z Pankovem i Nowakiem to jest przecież przepotężny skandal, który prawdopodobnie zaraz ucichnie. Bo pokrzywdzonym zespołem jest tylko GieKSa. A przecież ten błąd jest naprawdę tak wielkiej rangi, jak brak czerwonej kartki w meczu Górnik – Jagiellonia. Ale pamiętamy co było wtedy – zaraz po meczu wielkie oburzenie, hurr durr, Frankowski tłumaczący się przed kamerą i wywalony na zbitą buzię przez Marcina Szulca. Choć i tak Frankowski wkrótce cichaczem wrócił. Szybko.

Natomiast tutaj? Cisza. A prześledźmy jeszcze raz, co tam się wydarzyło.

Bo tak, jak mówię. Błędy wynikające z niejasności interpretacji, miękkości faulu (tak jak niby ze Szkurinem) – jestem w stanie zrozumieć. Taka trochę jest piłka – nieewidentna, choć w przypadku rąk, to mam wrażenie, że te przepisy raz po raz zmienia jakieś kółko pijaków na rauszu. A potem i tak nikt nie egzekwuje wytycznych.

Czyli Pankov wjeżdża w nogi Nowaka. Z impetem, wyprostowaną nogą, korkami. Na złamanie nogi. Bandyckie wejście. I znów powiem – gdyby nie było VAR, powiedziałbym – trudno, sędzia nie widział dokładnie.

Tyle że Sylwestrzak podbiegł do monitora i mógł spokojnie, na obrazku, kilka razy zobaczyć, co tam się wydarzyło. Mógł zobaczyć, jak wygląda szkoleniowy faul na poważną kontuzję. Jak wygląda szkoleniowy faul na czerwoną kartkę, który powinien być pokazywany na kursach sędziowskich.

I nie zmienił swojej decyzji. Utrzymał wycenienie tego wejścia na żółtą kartkę.

Szczerze mówiąc, to się nie mieści w głowie. I naprawdę tego nie można w żaden sposób zrozumieć. Niestety – powtórzę – wtórował mu Kamil Kosowski, co jeszcze bardziej zwiększyło rangę absurdu tej sytuacji (w Lidze+Extra Kosa już nie był taki hardy w swojej pierwotnej wersji). Adam Lyczmański uznał tę sytuację za oczywistą czerwień. No ale ostatecznie nikt nie pochylił się nad tym, że jakkolwiek brak czerwonej kartki w pierwszym momencie to był błąd, ale brak zmiany decyzji po VAR-ze to po prostu jeden wielki skandal i kompromitacja sędziego.

Niektórzy próbowali to jakoś głupio tłumaczyć, że Pankov podwinął nogę w ostatniej chwili. Nie – w ostatniej chwili to nogi podwinął Nowak. Bo gdy zobaczył, że wpierdala się na niego z całą petą lokomotywa, to instynktownie próbował zrobić wszystko, żeby uniknąć czołowego zderzenia. Dobrze powiedział Paweł Paczul w Lidze Minus, że te teorie o podwinięciu nogi przez Pankova, to trochę jakby samochód przypierdzielił w ścianę, a kierowca potem pokazywał na zgnieciony przód i mówił „ale przecież hamowałem”.

No i tak to się kula w tej naszej kopanej. Z jednej strony sędziowie raz lepiej sędziują, raz gorzej, ale szkoda, że choć sprawa z błędami z piątkowego meczu stała się medialna, to i tak wszyscy o niej zapomną, a Sylwestrzak dalej sobie będzie sędziował w najlepsze.

A mecz ten zapisze kolejny rozdział w historii sędziowie przeciw GKS w potyczkach z Legią.

Kontynuuj czytanie

Felietony

Duma i wściekłość

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zdania po wczorajszym meczu były raczej zgodne. Z gry GKS wszyscy byli zadowoleni, ale pozostawał niedosyt, że nie udało się tego spotkania wygrać. Katowiczanie znów zaprezentowali się dynamicznie, bardzo walecznie, pokazali też swoje atuty piłkarskie. Zabrakło „tego czegoś”, co dałoby naszemu zespołowi trzy punkty.

Przed meczami z Widzewem – patrząc na formę naszych nadchodzących rywali – wymyśliłem sobie zestaw punktów i moje ustosunkowanie do nich. Mieliśmy się bowiem zmierzyć z rywalami, którzy są w różnego rodzaju rozsypce – Widzew ze zbieraniną gwiazd i trenerem stand-uperem, gadającym takie banialuki na coraz to kolejnych konferencjach, że szkoda gadać. Oraz Legią, pogrążaną w kryzysie, której kibice krzyczą, że jak Legia spadnie, to ich „zajebią”. Tak więc ten zestaw punktów wyglądał następująco: „2 – chujowe minimum, 3 – minimum, 4 – dobrze, 6 – idealnie”.

Przy okazji wybaczcie, że dziś nie będę wykropkowywał przekleństw, ale im dalej od meczu, to zamiast się uspokajać, coraz się bardziej wkurwiam. Ale o tym później.

Wracając do punktów. Trochę słabo by to wyglądało, gdybyśmy z tą zbieraniną z Łodzi i zdołowaną Legią zdobyli jedno czy dwa oczka. Ale po Widzewie były już trzy, więc to minimum zostało wykonane. To nie oznaczało jednak, że gdybyśmy przegrali z Legią, byłbym zadowolony. Jednak musimy zdawać sobie sprawę, że wszystkich meczów wygrać się nie da. Więc jeśli nie da się – to przynajmniej zremisujmy po dobrej grze. A to miało miejsce wczoraj. Więc wyszedł moduł „4 punkty – dobrze”.

Oczywiście ta moja tabelka punktów odnosiła się TYLKO do dorobku punktowego. On się zgadza – i to jest super. Bo jakbym miał spojrzeć na samą postawę zawodników – to już bym powiedział, że było znakomicie. O meczu z Widzewem pisałem. Jeśli chodzi o Legię, to naprawdę nasz zespół znów spisał się bardzo dobrze. Obawiałem się, czy po aż tak „wojennym” meczu jak z Widzewem, katowiczanie będą potrafili na tej samej intensywności z Legią zagrać. Okazało się, że potrafią, więc surowe mięso jak widać jest najlepszej jakości. Do tego widać, że piłkarsko nasz zespół naprawdę ma swoją jakość, próbuje tę piłkę rozgrywać, przesuwa akcje do przodu, gramy krótko, a czasem długo (i celnie!). Brakuje czasem trochę ogarnięcia z przodu, jakiegoś dobrego rozwiązania. Eman Marković hasa na skrzydle, ale mógłby lepiej czasem dograć. Wierzę jednak, że ta efektywność w ofensywie przyjdzie, bo przyjść musi. Nie da się grać idealnie i błędy zawsze będą. I mimo, że właśnie wymieniam tu Emana w kontekście rozwiązywania sytuacji, to i tak uważam, że jego zmiany były bardzo dobre.

GieKSa trochę dała pograć Legii w pierwszej połowie. Z naciskiem na „trochę”. Legioniści też byli dynamiczni i waleczni, jakby naprawdę chcieli wyjść z tego swojego kryzysu. Więc podchodzili pod to nasze pole karne, raz kapitalnie interweniował Rafał Strączek po strzale głową Kuna. Ale nawet i tu – mimo, że przed przerwą było trochę gorzej z naszym pressingiem – GKS z samej gry miał więcej niż w pierwszej połowie meczu z Widzewem. Po przerwie Legia nie miała już praktycznie nic. Defensywne działania GKS zaczynają się już daleko od naszego pola karnego i Legia w dużej mierze została zneutralizowana. Co prawda był krótki moment chaosu w okolicach 70. minuty, ale z grubsza, cała ta połowa była bardzo dobra.

Musimy ten remis cenić też z innego powodu. GieKSa ten mecz przegrywała i wcale nie było oczywiste, że doprowadzimy do wyrównania. Sam gol – to błędy po naszej stronie, ale też trzeba docenić piękną akcję Legii. Poklepali i rozegrali to kapitalnie. Końcowa faza to wiadomo – dośrodkowanie i dał się Lukas Klemenz wyprzedzić małemu Biczachczjanowi, co raczej nie powinno mieć miejsca. Czy Strączek miał szansę odbić tę piłkę? Oczywiście, że miał, bo przecież widać, że próbował trafić dłonią w piłkę, ale nie trafił. Nie wiem, czy to błąd, ale kompletnie się tu golkipera nie czepiam. Było blisko, czas reakcji krótki, więc myślę, że w takiej sytuacji jak piłka przysłowiowo „śmiga koło ucha”, czyli dłoni, to jest w tym też element bramkarskiego szczęścia.

No ale do 45. minuty było 0:1 i na przerwę mogliśmy schodzić na debecie. Tymczasem Bartek Nowak i Borja Galan zrobili coś, co odmieniło losy tego meczu, a bramka miała znaczenie nie tylko wynikowe. Dając takiego „pancza”, jak mówi trener Igor Jovicević, siadło Legii na morale na całą drugą połowę. I Legia już nie była tą samą drużyną, o czym po meczu mówili trener Marek Papszun i Bartosz Kapustka. Gol był na wagę złota.

W tym sezonie to nam strzelano bramki do szatni. Swego czasu przez wiele meczów – co mecz. Wyliczaliśmy to, bo było to irytujące. Sytuacja jednak się zmieniła. My już tych goli do szatni nie tracimy, a na domiar dobrego – sami je strzelamy. I tak było i z Widzewem, i z Legią. Na przerwy dwóch ostatnich meczów schodziliśmy w wyśmienitych nastrojach.

Znów swoje zrobiły stałe fragmenty gry. Znów fenomenalnie wykonuje je Bartosz Nowak. Zawodnik ma fenomenalne liczby w tej rundzie. Brał udział przy każdej z czterech bramek. Jedną zdobył, a trzy razy tak bił rzuty rożne czy wolne, że koledzy zdobywali bramki. Absolutnie fenomenalne. I choć ja bym powiedział, że Bartek chce czasem coś zrobić… za ładnie, za elegancko i nie zawsze to wyjdzie, to stwierdzam, że… może, bo to nasz wybitny zawodnik.

Przejdźmy do spraw mniej przyjemnych i już chyba domyślacie się, o co chodzi. Przyznam szczerze, że sam jestem bardzo ostrożny w ocenianiu decyzji arbitrów – ostrożny w tym sensie, że chyba mam już tyle lat, że jak czarne jest czarne, to nie udaję, że jest białe. Oczywiście będąc kibicem mojego klubu wiadomo, że mam ulgę, gdy sędzia podjął błędną decyzję na korzyść mojej drużyny. Taki to już kibicowski szowinizm. Ale nie będę udawał czy ściemniał, że tego błędu nie popełnił. Miałem swoje zdanie na temat pewnych derbów Trójmiasta i decyzji sędziego w końcówce. Ale wyszło jak wyszło – i bardzo szczęśliwie dla nas.

W ekstraklasie de facto przez te półtora sezonu nie miałem jakichś uwag do sędziów. W naszych meczach wielkich kontrowersji nie było. Nie przypominam sobie meczu, w którym mogliśmy mieć pretensje. Raczej kontrowersje, które się przewijały w przestrzeni medialnej, dotyczyły decyzji sędziów na naszą korzyść. Pamiętamy gol N’Diaya z meczu z Motorem w poprzednim sezonie (tam faktycznie chyba powinien być uznany) czy wyrównująca bramka dla Radomiaka w obecnym.

Ale to co się odjebało wczoraj, to już było po prostu słabe. Ze stadionu tego aż tak nie widziałem, ale później oglądając sobie powtórki, złość zaczęła narastać. I dziś rano zamiast wstać spokojniejszym – było wręcz przeciwnie.

Trzy sytuacje. Pierwsza to łokieć Patryka Kuna przy próbie dośrodkowania Marcina Wasielewskiego. Sytuacja nietypowa i można ją różnie rozpatrywać. Przede wszystkim łokieć wystaje zdecydowanie poza obrys sylwetki Kuna, a zawodnik obraca się w taki sposób, że tę rękę wykorzystuje do zablokowania piłki. Wydaje się, że intencjonalnie. I osiągnął z tego korzyć.

Druga to sytuacja Tobiasza z Ilją. Przecież bramkarz centralnie lewą ręką popycha napastnika w plecy, gdy ten jest przed pustą bramką. Jeszcze na szybko puszczając powtórkę na meczu mogłem się zgodzić z komentatorami, że jest to „za miękkie” na karnego. Ale wygląda na to, że Kacper przeszkodził ewidentnie Ilji w zdobyciu gola.

O ile jednak te dwie sytuacje można jeszcze rozpatrywać interpretacyjnie, choć dziwi mnie, że sędzia nie podchodził do monitora, to jest jeszcze trzecia sytuacja. I tutaj uważam, że to jest kompletny skandal. Pankov niemal łamie nogi Nowakowi, sędzia jeszcze ogląda tę sytuację na VAR-ze i utrzymuje żółtą kartkę.

Powtórzmy to jeszcze raz – Pankov WPIERDALA się prostą nogą i korkami w nogi Nowaka i grozi naszemu pomocnikowi poważną kontuzją. I teraz komentatorzy Kamil Kosowski i Adam Marchliński wili się, żeby zawodnika Legii tłumaczyć – że podwinął nogę w ostatniej chwili. I bardzo chwalili sędziego za utrzymanie w mocy kartki żółtej. Przecież to jest niepojęte. Nawet jeśli Pankov minimalnie ugiął nogę w ostatniej chwili to zrobił to i tak zdecydowanie za późno. To jest tak ewidentna czerwona kartka, że tu nawet nie ma co dyskutować. I naprawdę śmiem twierdzić, że jeśli ktokolwiek bezstronny uważa, że żółta kartka to dobra decyzja – to świadomie lub nie, ale faworyzuje Legię.

Powiem tak, bo idealnie napisał Mariusz Polak na Twitterze: „Ciekawy mecz w Katowicach. Coś mi podpowiada, że większość kibiców w Polsce trzyma kciuki za gospodarzami, a większość dziennikarzy sportowych za gośćmi”.

Nic dodać, nic ująć. Daleki jestem od teorii spiskowych, ale nie zdziwię się, jak zaraz zacznie wyciąganie Legii za uszy ze strefy spadkowej. GieKSie wczoraj należał się z tych dwóch sytuacji przynajmniej jeden rzut karny. A czerwona kartka dla Pankova jest bezdyskusyjna. Niepokazanie jej, to było przyzwolenie na boiskowy bandytyzm.

Szkoda tego meczu, bo naprawdę można go było wygrać. W pewnym sensie przełamaliśmy fatum, w końcu nie przegraliśmy z Legią, która nam nie leżała w końcówce lat 90. i na początku lat 2000, nie leżała nam i teraz. W końcu w całości zagraliśmy mecz, jak równy z równym. Zabrakło tylko kropki nad i.

Miło, że przyczyniliśmy się do pobicia przez Legię niechlubnego rekordu 12 meczów z rzędu bez zwycięstwa w lidze. GKS kiedyś był często klubem na przełamanie dla innych. Teraz to już nie ma miejsca.

Katowiczanie dalej idą łeb w łeb z poprzednim sezonem, a konkretniej – z początkiem roku. Rok temu też w pierwszych trzech meczach wiosny mieliśmy 7 punktów. Tyle że rok temu trzeci mecz to była wojna, ale mało piłki z Piastem u siebie, a teraz wojna, z dobrą piłkarską kwestią.

Możemy być dumni z piłkarzy, spisali się na medal. Mamy piękną drużynę. Kibice też wczoraj zaprezentowali się kapitalnie – komplet, wspaniały doping, wszyscy nakręceni. Kolorytu oczywiście dodał wypełniony sektor gości i kibice Legii, którzy również świetnie dopingowali. To było kolejne piłkarskie święto na Nowej Bukowej.

Czekamy na Arkę. Wracamy do miejsca wielkiego triumfu. To jest historia, piękna historia. Ale teraz czas napisać kolejny jej rozdział.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Czerwiński: To my graliśmy lepiej

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po zremisowanym meczu z Legią porozmawialiśmy z Alanem Czerwińskim o atmosferze w klubie i na murawie, kontrowersjach sędziowskich, a także jego roli w szatni. Nie zabrakło również pytania o ulubionego krepla, a po odpowiedzi zapraszamy do lektury.

Ostatnie dwa mecze to twoje dwa udane strzały. Do trzech razy sztuka?
Alan Czerwiński: Mam taką nadzieję, dobrze się z przodu odnajduję. Szkoda, że obydwa strzały były na lewej nodze i nie mogłem pokazać mojej prawej, która jest dużo dokładniejsza. Naprawdę szkoda, że dzisiaj ta bramka nie wpadła, bo byłaby takim stemplem. To był idealny mecz na takiego gola, bo to byłoby po prostu piękne trafienie i szkoda, że nie wpadło.

Grałeś kilka meczów z dolegliwościami. Już wszystko w porządku?
Tak, dochodzę do siebie i jest coraz lepiej. W mojej głowie tak naprawdę nie ma tego urazu. Gdybym wychodził na mecz zastanawiając się, czy wszystko jest okej, miałbym spory problem. Dużo pracuję mentalnie nad przygotowaniami do meczu. W myślach nie mam żadnego urazu, nie kalkuluję nic, gram na 100% i to jest dla mnie najważniejsze w przygotowaniach. Gdy gram na 100%, mogę pokazać wszystkie umiejętności i to, co mam najlepsze.

Za twojego poprzedniego pobytu w Katowicach Legia walczyła w Lidze Mistrzów, a teraz drży o utrzymanie. To zmieniło podejście do tych spotkań?
Mecz z Legią zawsze wzbudza większe emocje wśród zawodników i kibiców. Atmosfera dzisiaj była… no fantastyczna. Nie ma co ukrywać, u nas kibice są tym dwunastym zawodnikiem. W poprzednim meczu żyli tym meczem, tak samo dzisiaj. Bardzo fajnie grać dla nich i zostawiać zdrowie dla kibiców, bardzo za to dziękujemy i to doceniamy. Co do Legii, są w fazie przebudowy, ale dalej mają dobrych zawodników i trochę jakości.

Ale tylko trochę?
Myślę, że to my dzisiaj graliśmy lepiej. Zasłużyliśmy na trzy punkty, taka jest moja opinia. Szanujemy ten remis i jeden punkt, ale staraliśmy się, a kibice też to myślę widzieli – nie grać na remis i powalczyć o trzy punkty. Walczyliśmy do końca, stworzyliśmy kilka sytuacji i zabrakło jedynie centymetrów.

Lukas Klemenz ostatnio powiedział piękne słowa, że zaangażowania i takiej zgranej ekipy nie da się po prostu kupić.
Charakterologicznie jest to świetnie dobrane. Trener sobie to układa i to się dobrze zazębia. Mam nadzieję, że będziemy to trzymać, bo przed nami trudne mecze. Będziemy potrzebować wsparcia kibiców jak dzisiaj, czy tydzień temu z Widzewem. To nas niesie i razem możemy walczyć w każdym meczu o punkty.

Kogo nie spytać, wyróżni Alana Czerwińskiego jako tego, który coś potrafi powiedzieć w szatni.
Generalnie staram się nie mówić za dużo, rozluźniać atmosferę. Nie jestem spiętym zawodnikiem, ale nie boję się wygłaszać swojego zdania. Zawsze chcę pomóc młodym chłopakom, ze starszymi zawodnikami mam dobre relacje. Po prostu nie boję się powiedzieć swojego zdania, w piłce przeżyłem już bardzo dużo. Zagrałem wiele poważnych meczów o sporym ciśnieniu, w Lidze Europy czy Konferencji. Jeden błąd waży tam bardzo dużo. Nie boję się wypowiadać, oczywiście słucham też innych chłopaków – wymieniamy się poglądami i to jest fajne. Nie zamykam się na ich zdanie, a oni na moje. Doskonale to wszystko funkcjonuje. Jeżeli chodzi o odzywanie się w szatni, bardzo to lubię. Rozluźniam atmosferę, żartem czy też dobrym słowem do naszej kochanej młodzieży.

Masz jakieś sposoby na kontrowersyjne decyzje sędziego, czy już się po prostu tym nie przejmujesz?
Totalnie nie, na mnie to już nie wpływa. Dostałem żółtą kartkę i musiałem grać ostrożnie, bo czasem to przypadek decyduje o tym, czy obejrzysz drugi kartonik. Kontrowersje sędziowskie? Pewnie jakieś były, tak mi się wydaje. Wydaje mi się, że nawet mogliśmy dostać rzut karny?

Można było dopatrzeć się nawet trzech potencjalnych jedenastek.
No to naprawdę szkoda, taki karny by nam dzisiaj bardzo pomógł. W tej szesnastce się kotłowało, a to z kolei świadczy o tym, że dochodziliśmy do sytuacji. Legia miała dzisiaj z nami problem.

Było widać przy jednej z ostatnich akcji, że instynktownie chciałeś odpychać rywala, a później cofnąłeś ręce.
Tak, tak. Wyszedłem bardzo wysoko, on sobie dzióbnął tę piłkę. W pierwszym odruchu normalnie bym akcję od razu kasował, bo wolę dostać żółtą kartkę. W ostatnim momencie, naprawdę ostatnim, zaświeciła mi się lampka i odsunąłem ręce. Przybiłem sobie brawo za tę decyzję, bo czerwona kartka mogłaby zupełnie zmienić oblicze meczu w samej końcówce.

Końcówki na Arenie Katowice faktycznie należą do was, łapiecie flow z kibicami. Mocniejszy doping to lepsza akcja i odwrotnie.
Dokładnie tak, w meczu z Widzewem to bardzo mocno odczułem. Jeden z nas zrobił wślizg, trybuny się jeszcze bardziej ożywiły i to nas dalej napędzało. Dawno nie miałem tak, by kibice żyli z drużyną, a drużyna z kibicami. Mega mi się to podoba, to naprawdę pomaga.

Jak radzą sobie nowi zawodnicy?
System nie jest najłatwiejszy, ale mamy taką drużynę, że od razu czują się bardzo dobrze. Jesteśmy otwarci. Kiedyś nie widziałem takich rzeczy, gdy przychodził nowy zawodnik, jak mu pomóc czy doradzić. Teraz staramy się, ja się staram, być bardzo dobrym kolegą. Służyć żartem, pomocą, żeby jak najszybciej się odnaleźli i dobrze czuli. Całej drużynie to wychodzi na dobre, że szybko się wkomponowują. Warunek jest jeden: będziesz się czuł dobrze, jeśli dasz z siebie 100%. Jeśli nie dasz z siebie wszystkiego, będziesz się tu czuł źle i tyle.

Tłusty czwartek za nami, jaki twój ulubiony pączek? Lukier czy cukier puder?
Zdecydowanie lukier. Ulubiony z czekoladą, jadłem z moją córką. Ja sobie takiego sprawiłem i jej też takiego przywiozłem, bardzo takie lubi. Polany czekoladą i z czekoladą w środku, nie odmówiłem sobie (śmiech).

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga