Dołącz do nas

Piłka nożna

[FELIETON KIBICA] Pozytywne media kluczem do…?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Czas na drugi felieton kibica GieKSy. Wcześniej mogliście przeczytać tekst użytkownika forum Irishmana (kliknij tutaj, aby przeczytać), a teraz czas na Łukasza.

19 lipca dla większości dzień jak co dzień: praca, dom, rodzina – normalka. Jednak nie dla mnie, ponieważ na łamach GieKSa.pl pojawia się podcast z prezesem Janickim. Podcast, który utwierdza mnie, że miejsce kibiców jest tylko i wyłącznie przy kasach biletowych, by generować zysk oraz na stadionie, by tworzyć POZYTYWNĄ atmosferę w dniu meczowym. Nie bez powodu pozwoliłem sobie na pogrubienie słowa „pozytywny”, gdyż będzie ono kluczowe w tym tekście. Dlaczego? Z podcastu, który prowadził Błażej z kosą wynikł jeden prosty przekaz – jesteśmy ważni tylko wtedy, gdy chodzi o liczby oraz pozytywne emocje. Kiedy zaczynamy zadawać trudne pytania, poruszamy jakiś problem, wytykamy błędy, jesteśmy traktowani, jak największe zło tego świata. Odpowiedź jest prosta, wtedy już nie jesteśmy pozytywni, jesteśmy „be”, nie pomagamy, nie szanujemy pracowników klubu (czyt. piłkarzy), zamiast wspierać to wywieramy presje. To wszystko powoduje, że wielu kibiców przestało chodzić na mecze, czy w ogóle interesować się losami piłkarskiej GieKSy. I szczerze? Nie dziwie im się. Z początkiem każdego sezonu jesteśmy karmieni tymi samymi frazesami, tylko osoby się zmieniają. Z boku dla normalnego kibica takiego jak ja, wygląda to tak, że nikt z nami nie chce zagrać w otwarte karty, jakby się bali konsekwencji powiedzenia słów: „Awansu nie będzie do 2021 i koniec”. Myślę, że są to brutalne słowa, ale jak najbardziej realne… Dlaczego? Zapraszam Was na podróż pod nazwą „Pozytywny wizerunek, kluczem do…” No właśnie do czego? Przekonajmy się.

Głównym akcjonariuszem, a zarazem sponsorem jest miasto Katowice, czyli każda osoba płacąca podatki w mieście utrzymuje całą sekcje sportową. Każda firma sponsorująca ma swojego reprezentanta dla nas jest to prezydent Krupa oraz jego świta. Czyli jeżeli dobrze rozumiem, powinni reprezentować nas szarych kibiców. Czy tak jest? Uważam ,że tak. Teza odważna, ale postaram się ją wytłumaczyć. W interesie miasta jest to, by marka jaką jest GKS Katowice, była kojarzona zawsze, ale to zawsze pozytywnie. Żaden sponsor przecież nie chce, by negatywnie wypowiadać się o podmiocie, który sponsoruje. Może mieć to przecież negatywny wpływ na relacje z akcjonariuszami spółki, czyli kibicowskim elektoratem. Prezydent Krupa oraz świta bardzo dobrze starają się „tuszować” sprawy, które mogą niekorzystnie płynąć na postrzeganie marki. Przecież GKS Katowice jest marką, która musi godnie reprezentować miasto na salonach, by to robić, musi mieć do tego narzędzia. Siatkówka + hokej – jest spodek, nie ważne że nie jest zapełniony. Spodek każdy zna i kocha, wygląda godnie, by reprezentować miasto w telewizji. A co ma do zaoferowania stadion Bukowa 1? Azbest, odrapane ściany, brak oświetlenia, pożal się Boże loże VIP? Bądźmy realistami, z czym do ludzi?

TAKI stadion ma królować w ekstraklasie? Czuję, że takie właśnie podejście powoduje, że główny akcjonariusz wprost powiedział w kuluarach, że awans z pompą na sezon 2021 na pięknym stadionie. A do tego momentu? Do tego momentu Panie Prezesie pokażmy, że klub biznesu ma się świetnie i że wszystkich partnerów czekają złote lata na nowym stadionie. A kibicom, że gramy o najwyższe cele lub trudno je zdefiniować na tym etapie rozgrywki bo…. Myślę, że gdyby z góry było to tak powiedziane, to nikt by nie robił sobie zbędnej nadziei i po 2-3 miesiącach zgrzytu kibice pomogliby jeszcze bardziej w budowaniu pozytywnych emocji. Brzmi to boleśnie ale rozsądnie. W końcu jak można budować pozytywne emocje na relikcie PRL-u?

Drugim aspektem jest pokazywanie każdej inicjatywy, która zaimplementował klub jak coś wspaniałego i wszelakie negatywnie opinie kibiców powoduje odpowiedzi w stylu „nie krytykujcie, to dopiero testy, ale zobaczcie jaka oprawa graficzna” – każda wymówka dobra, by nie przyznać się do błędu. Przykład? Każdy post na Facebooku, który nawet nie dotyczył klubu zawierał dodatkową informacje „ NOWY SYSTEM BILETOWY – SPRAWDŹ”. No to sprawdzam, wchodzę, no jest faktycznie super oprawa graficzna, można kupować bilety. Pozytywna piękna otoczka jest? Jest! Schody pojawiają się już po kupnie biletu, pojawia się opcja drukowania potwierdzenia/biletu zwał, jak zwał. Serio? W 2018 roku POWINIENEM (zawsze mogę komuś telefon pokazać w celu potwierdzenia…) drukować bilet kupiony w Internecie, który już jest na karcie kibica… Czy tak trudno dać tym paru pracownikom aplikację, by przy wejściu na trybuny mogli zweryfikować bilet? Miejscówki i ich wybór? Wiem, że jest to wymóg, ale hmm no nie ukrywam, że nie zdarzyło mi się jeszcze usiąść na moim miejscu, bo przeważnie było zajęte przez kogoś innego. Osobiście nie mam z tym żadnego problemu, ale gdyby pamiętna butelka w prezesa poleciała z mojego miejsca, na którym ja nie siedziałem, a było kupione na moje dane, to już by nie było tak fajnie prawda? Swoją drogą system nie działał w 100% na pierwszy mecz ligowy z PBB przez co straciłem pierwsze 10 minut meczu, bo musiałem przejść powtórną weryfikacje… Czy znalazł się jakiś news na stronie, że przepraszają za usterki? Nie… POZYTYWNA atmosfera być musi i koniec.

Kolejnym tematem, jaki chciałbym poruszyć, to nasz dział komunikacji, a właściwe człowiek orkiestra Maurycy. Przyznam się szczerze, że nie spodziewałem się tego, jaki ciężar spadł na tego chłopaka… On jest dosłownie wszędzie – reklama w radiu, reklama sponsorów, wywiady, newsy pewnie też. Cały medialny syf spada na niego. A w każdej wypowiedzi osób rządzących słyszę „dział marketingu/komunikacji”. Ja nie widzę działu, tylko Maurycego. Czy naprawdę w naszym dziale nie ma kogoś innego, żeby również mógł robić dogrywki dźwiękowe? Na przykład kobieta? Przecież ile można słuchać jednej i tej samej osoby wszędzie w mediach (nic do Maurycego nie mam). Sprzęt na którym pracuje medialna GKS, nie ukrywam, że mnie jako osoby, która miała styczność z YT/FB od strony technicznej, po prostu martwi. GKS mógłby zainwestować w lepszą kamerę, mikrofony, czy nagłośnienie, by wywiadów słuchało się przyjemnie. Myślę wszystko jest robione na kolanie i na tym, co mamy bez inwestycji, byleby dociągnąć do nowego stadionu. Przecież po co kupować coś, co przyda się tylko dwa razy?

Ostatni i najważniejszy punktu. Media, czyli to co łączy, dzieli, denerwuje i raduje każdego kibica. W przypadku GKS raczej dzieli i denerwuje, bo nikt ich nie traktuje poważnie, nawet w klubie. Jestem w stanie zrozumieć, że prezes odcina się od otoczki medialnej i zostawia wszystko swoim podwładnym, ale żeby dyrektor sportowy oraz trener mieli je kompletnie w dupie? Dla mnie skandal. Przykładem takiego ignoranctwa jest znana wszystkim akcja zgrupowanie, gdzie kibice zwrócili uwagę, że piłkarze mogą sobie zrobić krzywdę wykonując tak, a nie inaczej ćwiczenia na siłowni. Reakcja klubu? Nie wiem, nie widziałem, nie odniosę się do tego… A dlaczego? Bo to KIBIC zauważył, zaatakował, a gdzie ten nasz pozytywny obraz? Dla mnie powinni te osoby, które zwróciły uwagę zaprosić na trening GKS, żeby porozmawiały z osobami, które te ćwiczenia im zadały i wymienić poglądy, żeby zrobić z tego POZYTYWNĄ otoczkę, przecież każdy uczy się na błędach. Zrobić to z filmikiem na YouTube czy Facebook zatytułować: „ Kibice trenują z pierwszym zespołem” i byłby zajebisty medialny przekaz. No ale nie – lepiej się odciąć i udawać greka.

Zegar? Nasz kochany staroświecki zegar, który wzbudza tyle emocji wśród kibiców starszej daty. W końcu to wspomnienia. Co zrobił dział medialny z klubem? Zdjął zegar, zamontował drugi i tyle bez żadnej informacji, dopiero po newsie jednego z radnych coś się zadziało w tym temacie i wyszedł negatywny przekaz. A jak być mogło? Znowu YouTube i Facebook – „idziemy z duchem czasu i wymogów” wraz z kibicami ściągamy zegar, jakaś rundka honorowa i cyk do gablotki „Muzeum GieKSy”. A tak to leży gdzieś pewnie i się wala. Dopiero w podcaście dowiadujemy się, że będziemy rozmawiali z MOSiR-em żeby zegar odzyskać. Dopiero? Ech… Odnośnie wtop relacji medialnych można pisać i pisać, ale nie o to w tym chodzi. Przecież każdy chce dla klubu jak najlepiej i RAZEM można to osiągnąć, ale tylko wtedy kiedy kibiców traktuje się jako równych partnerów do rozmowy.

Łukasz

6 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

6 komentarzy

  1. Avatar photo

    LukaszArt

    25 lipca 2018 at 12:44

    Dzięki za uznanie i danie szansy na zamieszczenie mojej wypowiedzi ;-). Po kolejnym przeczytaniu , widzę że błędów się nie wystrzegłem. Za co czytelników przepraszam. Może kolenjny będzie lepszy?

  2. Avatar photo

    Marcin C.

    25 lipca 2018 at 18:40

    Ciekawy tekst. Gratuluję. Kilka punktów to kropka w kropkę moje opinie.

  3. Avatar photo

    Johan

    25 lipca 2018 at 21:00

    Dobry tekst, wiele spostrzeżeń pokrywa się z moimi odczuciami…niestety

  4. Avatar photo

    Irishman

    25 lipca 2018 at 22:13

    Łukasz, trudno nie zgodzić się z Twoimi zarzutami w stosunku do klubu. Natomiast co do Twoich interpretacji dlaczego tak jest, to już nie wiem czy masz rację???
    Generalnie to ja widzę bardzo złe zjawisko, strasznie destrukcyjne dla naszego klubu. Podzieliliśmy się w GieKSie na dwa obozy:
    – klub, czyli piłkarze, trener, dyrektor i prezes, którzy są postrzegani jako ci, chcący wykiwać jakoś kibiców;
    – kibice, którzy są postrzegani przez „klub” jako ci, niesprawiedliwie go oceniający, nie doceniający jego ciężkiej pracy.
    To jest kurde jakieś chore, a najgorsze, ze nie wiadomo jak wyjść z tej sytuacji. Coś tam prezes mówił w wywiadzie o spotkaniu z kibicami. Ale co to da, skoro jedna strona i tak nie ufa drugiej, a ta druga ma pretensje, że jest niesłusznie oskarżana??? Niby mogłoby coś pomóc wymiana niegodnych zaufania ludzi na innych, ale czy rzeczywiście? Przecież drużyna została w dużej mierze wymieniona, a tymczasem na forum czytamy prawie, że dokładne zarzuty, jakie mieliśmy do tej przegranej skompromitowanej drużyny z wiosny! No po prostu jakby zrobić kopiuj-wklej, w niektórych wpisach!

    Osiągnięcie czegoś w tej sytuacji będzie krańcowo trudne! I nie chodzi mi tu o jakąś presje, bo to jest głupie wytłumaczenie. Każdy z nas odczuwa jakąś presję w życiu codziennym. Tylko myślę, że jeśli nie da się uniknąć podziału na te dwa obozy, to przynajmniej powinnismy spróbować mieć do siebie nawzajem więcej zaufania i zrozumienia.

  5. Avatar photo

    zippo50

    26 lipca 2018 at 12:01

    Chciałbym poruszyć temat trochę mało kibicowski ale według mnie ważny.
    KATERING
    Przed pierwszym meczem info że nowy że super,jestem ciekawy czy władze klubu interesują się cenami i jakością ,bo mnie wydaje się że nikogo to nie obchodzi.
    400% marża to lekkie przegięcie mała woda 5zł , porcja krupnioka w tej samej cenie co kiełbasa 10zł malutka porcja mięsa 14zł.Mam wrażenie że przy wyborze oferenta nikt nie zadał pytania „w jakich cenach będziecie sprzedawać”
    Moja propozycja to bojkot kateringu przez kibiców to może trochę spuszczą z tonu.

  6. Avatar photo

    Piter

    26 lipca 2018 at 22:01

    Bardzo merytorycznie i wypunktowane niedociągnięcia. A podobno cała GieKSa razem

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.

Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.

I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…

Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.

Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.

Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.

Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.

Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.

Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.

Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.

Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.

Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.

Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.

I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!

Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.

Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.

Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.

Wesołych Świąt!

PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Osłabiony Raków przed meczem z GieKSą

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Raków Częstochowa chce wrócić do swoich sukcesów z początku lat 20 XXI wieku w Pucharze Polski. W trzech kolejnych sezonach Medaliki grały w finale rozgrywek, dwukrotnie zdobywając Puchar Polski (w 2021 i 2022 roku).

Obecny sezon jest bardzo „obfity” dla RKSu. Drużyna brała udział w rozgrywkach Ligi Konferencji, Ekstraklasy i oczywiście w Pucharze Polski. W europejskich rozgrywkach (razem z eliminacjami) zespół rozegrał 14 spotkań (bilans: 9-2-3, bramki: 22-9) i odpadł w 1/8 finału po dwóch porażkach z Fiorentiną. W rodzimej lidze Raków po 27 rundach zajmuje 6. lokatę (tuż nad GiekSą, z tą samą liczbą punktów co nasza drużyna). Zespół wygrał w 11 meczach, zremisował w 6 i przegrał w 10, bramki: 36-34. W STS Pucharze Polski Medaliki trzy mecze wygrały: kolejno z Cracovią 3:0 (u siebie), na wyjazdach ze Śląskiem 2:1 i Avią Świdnik 2:1 (po dogrywce). Wyniki osiągane w lidze na wiosnę są słabsze od oczekiwanych – w 9 meczach drużyna zdobyła 10 punktów (bilans: 2-4-3, bramki: 10-11) i za ten okres zespół zajmuje 12. miejsce w tabeli. Z kolei w spotkaniach ligowych rozgrywanych u siebie Raków w 13 meczach zdobył 19 punktów (bilans: 5-4-4, bramki: 14-12). Na wiosnę Medaliki po dwa spotkania wygrały (z Termalicą 1:0 i Pogonią 2:0) i dwa zremisowały (z Radomiakiem 0:0 i Widzewem 1:1). Ostatnią ligową porażkę w Częstochowie RKS poniósł 14 grudnia, w meczu z Zagłębiem (0:1).

W grudniu ubiegłego roku Marka Papszuna zastąpił na stanowisku trenera 38-letni Łukasz Tomczyk. Tomczyk wcześniej prowadził samodzielnie Victorię Częstochowa, był asystentem trenera w Resovii, następnie trenerem analitykiem w GieKSie (od października 2022 roku do czerwca 2023). Po GieKSie związał się z Polonią Bytom, w której przez 3 miesiące ponownie był trenerem analitykiem, aby z końcem września 2023 roku zostać trenerem. W 2024 roku awansował z Polonią na zaplecze Ekstraklasy.

Trener Tomczyk może mieć ból głowy przed meczem z GieKSą: w drużynie Rakowa na pewno nie zobaczymy na boisku Władysława Koczerchina, Ericka Otieno, Tomasza Pieńko oraz Frana Tudor, którzy od dłuższego czasu leczą kontuzje. 25 minut przed zakończeniem ostatniego meczu ligowego został zmieniony bramkarz Kacper Trelowski, który zgłaszał kontuzję i raczej nie zagra w czwartek. Nie wiadomo też czy zagra Adriano Amorim, który przed ostatnim meczem nabawił się kontuzji.

We wszystkich rozgrywkach najwięcej goli zdobył Jonatan Braut Brunes – 21, następny na tej liście jest Lamine Diaby-Fadiga – 13.

W drużynie Medalików występuje były zawodnik GieKSy – Oskar Repka. Repka wystąpił w 42 z 44 spotkaniach Rakowa (nikt nie wystąpił w Rakowie w większej liczbie spotkań) i strzelił 4 bramki.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Powrót króla na złote miejsce

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.

Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.

Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak:
Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.

Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak:
To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.

Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.

Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.

Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak:
Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.

Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak:
Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.

Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak:
Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.

Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.

Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak:
Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.

Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.

Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.

Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga