Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka
Multisekcyjny przegląd mass mediów: GieKSa wykracza poza racjonalne myślenie
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, hokeja na lodzie i siatkówki GieKSy.
Hokeiści i siatkarze zakończyli rozgrywki – w tych sekcjach trwają rozmowy z zawodnikami, nadchodzi czas rozstań i powitań. Zdecydowanie więcej dzieje się w sekcji hokeja. Piłkarki, w dwudziestej czwartej kolejce rozgrywek przegrały z Medykiem Konin 1:3 (0:1). Piłkarze zakończyli rozgrywki w Fortuna 1 Lidze z wiadomym skutkiem: przegrana z Bytovią 1:2 (1:1) spowodowała, że w sezonie 2019/20 zagrają w II lidze. Doniesienia mass mediów o tym meczu znajdziecie tutaj.
PIŁKA NOŻNA
weszlo.com – Najbardziej frajerska drużyna w historii GieKSy. Nadajemy z Katowic
[…] Przy Bukowej działy się rzeczy absolutnie niebywałe. Dla kibiców GieKSy to jeden z najsmutniejszych dni w historii ich klubu. W przypadku fanów Bytovii i ich klubu – w sumie również.
Różnica polega na tym, że goście ostatecznie spadają z honorem. Na koniec zrobili wszytko co mogli, wygrali w niesamowitych okolicznościach i mieli prawo schodzić z boiska z podniesionym czołem. Nie utrzymali się tylko dlatego, że co najmniej dużą niespodziankę sprawiły Wigry Suwałki, które ograły w Częstochowie szykujący się do fety Raków.
[…] Z drugiej strony, kiedy się miała przełamać jak nie w Katowicach, gdzie GKS w całym sezonie zwyciężył jeden jedyny raz! Czujecie to? Jeden z najbogatszych klubów I ligi, naszpikowany zawodnikami dopiero co występującymi w Ekstraklasie, od sierpnia nie potrafi zdobyć kompletu punktów przed własną publicznością. Totalna aberracja!
[…] Gospodarze pretensje jednak mogą mieć wyłącznie do siebie. Raz – oczywiście za cały sezon, sumiennie na ten spadek „zapracowali”. Dwa – Bytovię znacznie wcześniej należało dobić. Chwilę przed swoją tragedią katowiczanie wyszli z kontrą 2 na 1, w której skompromitował się Bartosz Śpiączka. Nie podał do Davida Anona, a samemu nie potrafił wykończyć akcji, fatalnie spudłował. Przez pryzmat tylko tego meczu, to do niego będzie najwięcej żalu. On i tak zaraz się zwinie, kończy się jego wypożyczenie z Termaliki. Śpiączka ustrzelił swoistego hat-tricka, bo przełknął gorycz spadku po raz trzeci z rzędu. Wcześniej żegnał Ekstraklasę w Górniku Łęczna i właśnie Termalice. Przypadek? Pewnie się domyślacie, co sądzimy.
Zaraz po Śpiączce pierwszymi do zginania karku za dziś powinni być Radek Dejmek i Jakub Wawrzyniak. Doświadczeni obrońcy, a grali niepewnie jak debiutanci, co chwila prostymi błędami i niefrasobliwymi zagraniami prokurowali kontry Bytovii. Brylował w tym zwłaszcza Wawrzyniak. Dejmek natomiast na początku drugiej połowy tak mocno i niedokładnie podawał do tyłu, że gdyby piłka szła w światło bramki, bylibyśmy świadkami spektakularnego samobója. Wtedy kibice wyjątkowo stracili cierpliwość i rozległo się „GieKSa grać, kurwa mać!”.
Wyjątkowo, bo jeśli zawodnicy GKS-u w meczach domowych byli paraliżowani z powodu presji wytwarzanej przez ich kibiców, to tym razem nie mieli powodu, żeby tak mówić. Mimo olbrzymiej stawki spotkania i trudnych okoliczności, 4 tys. widzów od początku nieustannie dopingowało swoją drużynę. Wystarczył ambitny wślizg lub jakaś odważna próba, żeby jeden czy drugi piłkarz usłyszał gromkie brawa z trybun.
[…] Po ostatnim gwizdku sędziego Pawła Pskita wściekli kibice w słowach powszechnie uważanych za wulgarne przekazali piłkarzom i władzom klubu, że mają iść do diabła. Kilku kiboli wbiegło na boisko i odbierało zawodnikom koszulki. Ochrona udawała, że nic nie widzi.
Później część kibiców wyszła przed budynek klubowy i dawała upust swojej złości. Głównie okrzykami, choć przez chwilę słychać było także walenie w drzwi. Przy wejściu ustawiono ochronę. Rozpylono nawet gaz łzawiący, który piętro wyżej odczuwali również dziennikarze czekający na konferencję prasową. Do jakichś dantejskich scen jednak nie doszło. Najwyraźniej ludzie tutaj przez ostatnie lata przyzwyczaili się już do kolejnych porażek i gorzkich rozczarowań. Parę lat temu może jeszcze byłyby dzikie akcje, teraz nie spowodował ich nawet spadek do II ligi.
dziennikzachodni.pl – Pierwsze decyzje w GKS Katowice. Są zwolnienia
GKS Katowice spadł z I ligi. Kilkadziesiąt minut po meczu z Bytovią zapadły pierwsze decyzje.
Komunikat GKS Katowice:
„GKS Katowice zakończył rozgrywki sezonu 2019/20 Fortuna 1 ligi na 17. miejscu, co wiąże się ze spadkiem do 2 ligi.
W związku z powyższym Zarząd GKS GieKSa Katowice S.A. podjął decyzję o zdymisjonowaniu dyrektora sekcji piłki nożnej Tadeusza Bartnika oraz trenera Dariusza Dudka. Prezes Zarządu Marcin Janicki oddał się do dyspozycji Rady Nadzorczej Spółki.”
Rafał Musioł: Dlaczego GKS Katowice spadł z I ligi?
O spadku GKS Katowice zadecydował gol bramkarza Bytovii, ale na taki scenariusz klub pracował od miesięcy – pisze Rafał Musioł, zastępca szefa sportowego Dziennika Zachodniego.
[…] Katowiczanie pracowali na swój dramat rzetelnie i konsekwentnie od początku rozgrywek. W sobotę jedynie wypili piwo, które zostało nawarzone. Zrobili więc dokładnie to, na co miał ochotę dyrektor sportowy Tadeusz Bartnik, wyrażając zimą chęć pozostania na swoim stanowisku, co zostało przyklepane przez prezesa Marcina Janickiego, choć nie przemawiał za tym żaden racjonalny argument. To Bartnik – zwalniając trenera Piotra Mandrysza i zatrudniając Jacka Paszulewicza – uruchomił lawinę, która w sobotę zmiotła klub z I ligi. Dodatkowo przyspieszył ją ściągając z Sosnowca Dariusza Dudka. Dyrektor został zwolniony, ale dopiero po meczu z Bytovią. Podobnie zresztą jak sam Dudek, który nie miał na tyle honoru, by samemu podać się do dymisji. Jego postawa na tle zapłakanego trenera Bytovii stanowiła duży kontrast. Sam Janicki oddał się do dyspozycji Rady Nadzorczej.
To wręcz nieprawdopodobne, jaką kumulację udało się trafić w Katowicach w tym sezonie. Jacek Paszulewicz dołożył się do spadku GKS-u i zawalił awans z Widzewem, Dariusz Dudek miał duży wkład w spadek Zagłębia i nie uratował ekipy z Bukowej, podobny dublet zaliczyli Callum Rzonca, Arkadiusz Jędrych i Tymoteusz Puchacz. Bartosz Śpiączka zapisał trzecią degradację w ciągu trzech lat (Łęczna, Termalica, GKS), Tadeusz Bartnik równolegle pełni funkcję prezesa KS Myszków będącego o krok od spadku z IV ligi. Do tego zespół, który z siedemnastu meczów na swoim boisku potrafił wygrać jeden… I to wszystko opłacane z publicznych pieniędzy przez miasto odgrywające rolę nadprezesa (tajemnicą poliszynela jest fakt, że Dudek pojawił się na Bukowej dzięki ludziom z Urzędu Miasta).
sportdziennik.com – GieKSa wykracza poza racjonalne myślenie.
Trzy pytania do Janusza Kudyby, eksperta Polsatu Sport po spadku GKS-u Katowice do II ligi.
I co pan na to wszystko?
Janusz KUDYBA: W ostatniej minucie wspomniałem na antenie sytuację, w której gola dla Olimpii Grudziądz strzelił bramkarz Michał Wróbel. Po chwili głowę dołożył Andrzej Witan… GieKSa powinna jednak ten mecz rozstrzygnąć wcześniej. Miała kontrę 2 na 1 i Śpiączka, który przebywał na boisku może z kwadrans, mając obok siebie Anona spudłował. Potem Wawrzyniak sfaulował przed polem karnym. Tak doświadczeni piłkarze w znacznej mierze przyczynili się do spadku GKS-u. Zbyt kunktatorsko do tego podeszli. Jeśli masz 20 minut do końca, to nie możesz grać na remis.
[…] Czy GKS szybko wróci na zaplecze ekstraklasy?
Janusz KUDYBA: Spaść z takim budżetem to naprawdę wyczyn. To mocny i stabilny klub, życzę mu powrotu, ale nigdy nie jest łatwo awansować. Widzieliśmy, jak w drugiej lidze sprawę spartolił Widzew, mający nawet potężniejsze zaplecze finansowe i kibicowskie. Spadek GieKSy był jednak sztuką jeszcze większą niż brak awansu Widzewa.
SIATKÓWKA
siatka.org – GKS Katowice ma nowego środkowego
Trwa odsłanianie kart GKS-u Katowice. Kolejnym nowym zawodnikiem na pokładzie górnośląskiej ekipy został Jan Nowakowski, środkowy, który w minionym sezonie sięgnął po wicemistrzostwo Polski z Onico Warszawa.
Jan Nowakowski urodził się i dorastał w Bydgoszczy. W rodzinnym mieście rozpoczęła się jego przygoda z siatkówką. Następnie spędził trzy lata w Szkole Mistrzostwa Sportowego w Spale, po czym wrócił do Bydgoszczy. Barw Transferu bronił przez cztery sezony. Ostatnie dwa lata to już gra dla ONICO Warszawa. W barwach stołecznego zespołu Jan Nowakowski zdobył srebrny medal mistrzostw Polski w niedawno zakończonych rozgrywkach. Przez kolejne dwa sezony Jan Nowakowski będzie reprezentował barwy GKS-u Katowice.
HOKEJ NA LODZIE
hokej.net – Tomasik parafował nową umowę
Damian Tomasik pozostaje zawodnikiem Tauronu KH GKS-u Katowice. 24-letni defensor podpisał nową, dwuletni kontrakt.
– Zostaję w Katowicach, bo to dobre miejsce do życia i grania w hokeja. Po zeszłym sezonie czuję pewien niedosyt i wiem, że moja misja się jeszcze nie skończyła. Obiecuję, że dam z siebie wszystko i pomogę drużynie w osiągnięciu jak najlepszych wyników – powiedział Damian Tomasik.
W poprzednim sezonie ofensywnie usposobiony defensor rozegrał 45 meczów, zdobywając w nich 3 bramki i notując 16 asyst. Na ławce kar przesiedział 57 minut.
Kolejne kontrakty w GieKSie
Bramkarz Michał Kieler i obrońca Oskar Krawczyk pozostaną zawodnikami Tauronu KH GKS-u Katowice. Obaj związali się z GieKSą nowymi, dwuletnimi umowami.
W poprzednim sezonie Kieler wystąpił w 9 spotkaniach. Bronił ze skutecznością oscylującą w granicach 91,7 procent i wpuszczał średnio 1,56 bramki na mecz. Zachował też dwa czyste konta.
[…] W ekipie z alei Korfantego zostaje też Oskar Krawczyk. W poprzednim sezonie rozegrał on 48 ligowych meczów, w których zanotował 6 asyst. Na ławce kar spędził 59 minut.
Roczny kontrakt Wajdy
Potwierdziły się nasze informacje – Patryk Wajda dołączył do Tauronu KH GKS-u Katowice. Blisko 31-letni defensor podpisał dziś roczny kontrakt.
[…] Wajda jest wychowankiem Podhala Nowy Targ i to w jego barwach występował w poprzednim sezonie. W 54 meczach zdobył 5 punktów z 2 bramki i 3 asysty, a na ławce kar spędził 24 minuty. Górale zajęli w poprzednim sezonie czwarte miejsce w lidze, a w finale Pucharu Polski ulegli JKH GKS-owi Jastrzębie.
Wajda największe sukcesy święcił z Comarch Cracovią, z którą wywalczył 8 medali mistrzostw Polski: pięć złotych, dwa srebrne i jeden brązowy.
Mikołaj Łopuski na kolejny rok z GieKSą
Doświadczony wychowanek gdańskiego hokeja Mikołaj Łopuski będzie nadal reprezentował barwy Tauronu KH GKS Katowice. 34-letni napastnik uzgodnił warunki rocznego kontraktu.
Mikołaj Łopuski to wielokrotny reprezentant Polski oraz mistrz kraju z sezonu 2014/2015. Jego doświadczenie i umiejętności były kluczowe dla sukcesów Tauronu KH GKS-u zarówno w rozgrywkach Polskiej Hokej Ligi, jak i w Pucharze Kontynentalnym. W 37 meczach poprzedniego sezonu strzelił 22 bramki i zaliczył 13 asyst.
Z Oświęcimia do Katowic
Potwierdziły się nasze informacje – Kamil Paszek przeniósł się z Unii Oświęcim do Tauronu KH GKS-u Katowice. Dziś 22-letni zawodnik złożył podpis pod dwuletnim kontraktem.
[…] Paszek całą dotychczasową karierę spędził w Unii, której jest wychowankiem. Choć jest napastnikiem, to zdecydowaną większość poprzedniego sezonu spędził w formacji obronnej. W 51 rozegranych meczach strzelił jednego gola i zanotował 9 asyst.
Oficjalnie. Dufva trenerem GieKSy
Zgodnie z naszymi wcześniejszymi informacjami Risto Dufva przejął drużynę Tauronu KH GKS-u Katowice. 56-letni fiński trener podpisał roczny kontrakt.
[…] Przypomnijmy, że Dufva przez 11 lat pracował w fińskiej Liidze. Warto wspomnieć, że w sezonie 2008/2009 poprowadził JYP Jyväskylä do tytułu mistrzowskiego. Został także uznany najlepszym trenerem roku w Finlandii i otrzymał nagrodę imienia Kaleviego Numminena. Warto też zaznaczyć, że doświadczony Fin pracował także z reprezentacją „Suomi”, ale w charakterze asystenta. Na jego szyi zawisł srebrny i brązowy medal mistrzostw świata oraz srebrny i brązowy medal igrzysk olimpijskich, które odbyły się odpowiednio w Turynie i Vancouver.
[…] Asystentem 56-letniego Fina będzie Piotr Sarnik. Do sztabu szkoleniowego dołączy również fiński trener Tommi Satosaari, który będzie odpowiadał za szkolenie bramkarzy. Kierownikiem technicznym został Kamil Berggruen, a serwisantem pozostanie Grzegorz Matczak.
Sześć odejść z GieKSy
Kolejni zawodnicy opuścili szeregi Tauronu KH GKS-u Katowice. Propozycji nowych umów nie otrzymali obcokrajowcy na czele z Jessem Rohtlą. 31-letni środkowy spędził w GieKSie dwa ostatnie sezony. Zdobył z tym klubem srebrny i brązowy medal mistrzostw Polski, a także zajął trzecie miejsce w rozgrywkach Pucharu Kontynentalnego. W barwach ekipy z alei Korfantego rozegrał w sumie 109 ligowych spotkań, w których zdobył 116 punktów za 40 bramek i 76 asyst.
Z drużyną z Katowic rozstają się także obrońcy: Jesse Jyrkkiö, Niko Tuhkanen, Māris Jass oraz napastnicy Janne Laakkonen i Oleg Jaszyn.
[…] Przypomnijmy, że nie jest to pierwsze odejście z katowickiego klubu. Na podobny ruch zdecydowali się wcześniej bramkarz Kevin Lindskoug oraz pięciu napastników Maciej Urbanowicz, Patryk Wronka, Filip Starzyński, Bartosz Fraszko i Tomasz Malasiński.
Piłka nożna Wywiady
Klemenz: Wygraliśmy mimo prowokacji
Po meczu z Widzewem porozmawialiśmy także ze strzelcem bramki – Lukasem Klemenzem.
Powiedzieliście sobie kilka ostrzejszych słów z Bergierem?
Było kilka spięć, ale to jest mój dobry kolega, byłem u niego w szatni. Dziś byliśmy rywalami, czasami nerwy puszczają. To był mecz o dużą stawkę. Wiemy, w jakim miejscu jest Widzew, my za to jesteśmy w dobrej formie. Mój wywiad po ostatnim meczu z Widzewem też pewnie podgrzał atmosferę przed tym starciem. Kilku zawodników Widzewa, nie tylko Bergier, próbowało mnie wyprowadzić z równowagi. Jak się okazało, to ja strzeliłem bramkę i wygraliśmy mecz, więc nie zdało to się im na nic. Cieszę się, że mimo tych prowokacji, udało się dokończyć ten mecz i go wygrać.
A jak podpuścić Radomiaka? Może też to pomoże.
Może, może (śmiech). Nie no, nie będę nikogo podpuszczać. W momencie, kiedy dawałem tamten wywiad, nie miałem nic złego na myśli. Po prostu jest dużo nowych twarzy w Widzewie. Przy tym nakładzie finansowym, każdy od nich dużo wymaga, a wyniki jakie są, każdy widzi. Nie chciałem nikogo obrazić, tyle.
Skąd się bierze taka skuteczność obrony GieKSy? Ty i Arek Jędrych strzelacie, Alan Czerwiński asystuje.
Każdy z nas broni, każdy atakuje. Mamy dobrą skuteczność, Arek potwierdza to już od dawna. Pytaliście, co jem przed meczami – nic ciekawego. Nie wiem, co się zmieniło, ale znajduję sytuacje i dobrze czuję się pod bramką rywala. Dobrze to wychodzi.
Czterdzieści lat minęło od pierwszego triumfu GieKSy w Pucharze Polski. Patrzycie już w stronę finału?
Mam wywieszony plakat Narodowego w szatni, wisi od samego początku. Zobaczymy, każdy ma na to apetyt. Musimy dobrze przygotować się do następnego meczu, niezależnie od drużyny, na jaką trafimy.
Awans do Ekstraklasy, przeprowadzka na Nową Bukową, potem najlepszy wynik wśród drużyn ze Śląska, teraz Puchar Polski. Tworzycie scenariusz pod film?
Tak nam to wychodzi. Trzeba się z tego cieszyć. Rozmawialiśmy tak z Arkiem Jędrychem, mamy po trzydzieści parę lat i każdy z nas zasuwa. Walczyliśmy o to, żeby być w Ekstraklasie. I my, i myślę, że kibice cieszymy się z tego, że doszliśmy do takiego momentu jako GieKSa.
To nie jest Anglia, puchar rozgrywa się w środku tygodnia. Dzisiaj 120 minut, zaraz mecz z Radomiakiem. Dacie radę?
Podchodzimy do każdego meczu z marszu. Każdy z nas jest ważny, trener to podkreślał na odprawach. Mamy sześć spotkań w trzy tygodnie, to jest natłok. Zdarzają się jakieś kontuzje, jakaś słabsza forma akurat nie wyskoczyła ostatnio, bo wygrywamy. Każdy musi być gotowy.
A zdążycie przygotować nogi na mecz w niedzielę?
Czeka nas podróż, ale mamy super sztab medyczny, który nam bardzo pomoże.
W szatni myślicie, że Bartosz Nowak może być pewny powołania do kadry?
Bardzo mu kibicujemy. Wiemy, jaką jakość nam daje i jakie liczby dokłada. Fajnie, że jest w orbicie, ale to nie jest od nas zależne. Selekcjoner pewnie na wszystko patrzy chłodną głową.
Zazwyczaj na głowę dogrywa Bartosz Nowak, dziś ciasteczko dał Alan Czerwiński.
Ma najlepiej ze stoperów ułożoną stopę, często nam dogrywa na treningach.
Biło serce, jak sprawdzali spalonego?
Z mojej perspektywy wyglądało to jak typowa mijanka. Może to tak długo trwało przez rysowanie linii, ale raczej byłem spokojny.
Ćwiczycie na treningach grę bez nominalnej dziewiątki, na styl reprezentacji Hiszpanii?
Trenujemy takie warianty, czasem też tam występuje Eman Marković. Jest dużo tych wariantów.
Po tej żółtej kartce tylko raz popełniłeś ostrzejszy faul. Trener cię na to uczulał, czy to kwestia doświadczenia?
Rozmawiałem z chłopakami, że lepiej będzie, jak odpuszczę. Nie chciałem osłabić drużyny i cieszę się, że wytrzymałem. Chłopaki też mi w tym pomogli.
Po ostatnim meczu z Widzewem chwaliłeś drużynę. Dzisiaj Damian Rasak, który jest niedługo w zespole, wiedział, że musi zająć pozycję Arka Jędrycha, kiedy ten wybiegł do ataku. Trener mówił, że dużo rozmawiacie o piłce.
Tak, bardzo dużo rozmawiamy, wszystko analizujemy. Mamy świadomy zespół, nikt się za nic nie obraża. Chwała Damianowi za to, że też chce się uczyć. Jest z nami parę tygodni, ale już wie, kiedy ma gdzie się pojawiać.
Felietony Piłka nożna
Realizacja piłkarskich mitów
Jeszcze nie otrzepaliśmy się po emocjach, a już przyszło nam grać kolejne bardzo ważne spotkanie. Tak jak pisałem – w pewnym kontekście był to najważniejszy mecz od ponad dwóch dekad – nie było bowiem przecież od tak długiego czasu spotkania tak bardzo przybliżającego nas do jakiegokolwiek trofeum. Przez wiele lat biliśmy się po prostu o awans do ekstraklasy. W 2017 roku graliśmy w końcówce rundy wiosennej z liderującą Sandecją i wygrana w tamtym spotkaniu bardzo przybliżyłaby nas do tegoż celu. Wówczas nazwałem ten pojedynek meczem dziesięciolecia. Gdy dziś patrzę na to, jaką rangę miało to spotkanie w porównaniu z dzisiejszymi wyzwaniami, to stwierdzam, że była to ranga proporcjonalnie mała. W żadnym stopniu tamten mecz nie równał się ważnością do wspominanego w felietonie przedmeczowym pojedynku z Arką w Gdyni o awans. Z kilkoma meczami już w samej ekstraklasie. Ale przede wszystkim z ćwierćfinałem Pucharu Polski, dającym tak wielką szansę na wygranie trofeum. Trofeum obecnego wczoraj w Katowicach. Jak to powiedział mój kolega: „Mogliby go już tu zostawić”…
Trudno ogarnąć, że w ciągu czterech dni możemy przeżywać dwa razy taką radość, tak euforyczne chwile. Po latach przyzwyczajenia do wielkich zawodów, rozczarowań i gorzkich pigułek, z chwilowymi przerwami na lekką radość po wygraniu meczu z Dolcanem czy Łęczną, teraz przychodzi prawdziwe piłkarskie i kibicowskie szczęście. Do Katowic przyjeżdżają najbardziej uznane marki w Polsce i muszą one uznawać wyższość GKS Katowice. Cała Polska może zobaczyć, co się w Katowicach zbudowało – w kontekście klubu, drużyny i nowego stadionu. Myślę, że kibice wielu ekip w Polsce obecnie nam po cichu zazdroszczą.
Oczywiście mimo naszego wielkiego sukcesu w mediach dominuje analiza sytuacji w Widzewie. Nagłówki o „dramacie Widzewa” i dziesiątki minut poświęconych łódzkiemu klubowi. Z jednej strony do tego jesteśmy już przyzwyczajeni, bo Widzew to póki co klub najwyraźniej bardziej medialny. Z drugiej strony uważam to za żenujące. Kilkadziesiąt minut gadki o przegranych, przepłaconych gwiazdach, analizie kto powinien zasiąść na ławce trenerskiej, a na koniec jakaś refleksja rzucona ochłapem „wspomnijmy jeszcze o GKS Katowice”. Na szczęście piłkarze GieKSy robią wszystko, żeby pokazać piłkarskiej Polsce, że medialność można sobie wsadzić głęboko, a wygrywa się prawdziwymi wartościami – jakością, jednością i rzetelną pracą.
GieKSa po raz drugi wygrała z Widzewem w ciągu miesiąca. Tzw. „dziennikarze Widzewa” musieli się mieć z pyszna, podobnie jak kibice z Łodzi, którzy oczywiście nie omieszkali od początku skupić się bardziej na obrażaniu GieKSy niż dopingu dla swojego zespołu. Abstrahując jednak od tego, zaprezentowali się bardzo dobrze i głośno dopingowali. Wypełniony sektor gości dodaje wiele punktów do atmosfery. Kibice GKS jak zwykle stworzyli kapitalne wokalne słuchowisko, więc mieliśmy prawdziwą piłkarską wojnę na trybunach, jak i na boisku.
Zestawienie meczu ligowego i pucharowego wypada… dziwnie. Porównując posiadanie piłki – zmieniło się diametralnie – teraz było 50/50, a w meczu sprzed niespełna miesiąca Widzew miał ją ponad 70% czasu. Wtedy jednak łodzianie oddali tylko jeden celny strzał na bramkę, a teraz multum, znacznie więcej niż GieKSa. Na pewno z gry Widzew wyglądał lepiej niż w meczu ligowym, jednak wspomniane strzały były po prostu… niegroźne. Bardzo dobre ustawienie Rafała Strączka powodowało, że wyłapywał te piłki jak magnes. Trzeba pochwalić naszego bramkarza, bo przy takiej liczbie strzałów zdarza się popełnić błąd, wypluć piłkę. Golkiperowi futbolówka wybitnie kleiła się do rąk.
Oczywiście nie uniknęliśmy też błędów i bardzo groźnych – choć nielicznych sytuacji. Strata Mateusza Kowalczyka przed polem karnym, po którym Bergier King zlekceważył sytuację i uderzył fatalnie, no i przede wszystkim doliczony czas dogrywki, rajd Mariusza Fornalczyka i absolutnie pechowe (dla nas szczęśliwe) pudło Frana Alvareza. Aż przypomniał mi się Adrian Benedyczak, który kiedyś podczas pucharowego meczu GieKSy z Pogonią też w samej końcówce nie trafił do pustej bramki. Uff…
No i zaspaliśmy przy tym straconym golu. I powiem tak, bardzo doceniam, że trener Rafał Górak na konferencji wziął też – jako on i sztab trenerski – odpowiedzialność za to. Błędy w piłce się zdarzają, wiadomo, Widzew to wykorzystał i był cwańszy. Jednak umiejętność widzenia swojej odpowiedzialności cechuje ludzi mocnych i pewnych. To szerszy temat, pozapiłkarski, po prostu życiowy. Branie odpowiedzialności – uczciwie, ale nie z biczowaniem się – to zasób, to coś co wzbudza zaufanie, wzmacnia i powoduje rozwój. Jednocześnie rzadka to cecha zarówno u ludzi ogółem, jak i w środowisku piłkarskim. Zazwyczaj dominuje umywanie rąk i ucieczka od odpowiedzialności lub drugi biegun – samobiczowanie się i kajanie. Dlatego powtórzę jeszcze raz – bardzo doceniam tę postawę trenera. Wszyscy popełniamy błędy.
Na konferencji zrobiłem kilka nawiązań. To niesamowite, że Lukas Klemenz stał się koszmarem Widzewa. To bardzo symboliczne podkreślenie tej – już nie „mitycznej” – powtarzalności. GieKSa z pustych piłkarskich sloganów robi słowa z pokryciem. Właśnie ta powtarzalność, wyciąganie wniosków, powalczenie w następnym meczu o trzy punkty i cały ten piłkarski bełkot – w naszym zespole przestał być bezwartościowym paplaniem, a rzeczywistością. GieKSa naprawdę to realizuje i dzięki temu następuje rozwój. Podobnie jak z „budowaniem drużyny”, które jest w większości kompletną bzdurą, bo trener wylatuje po kilku miesiącach ze względu na dwa przegrane mecze. W Katowicach drużyna jest NAPRAWDĘ zbudowana. Ze zgliszczy – jak mówi trener. I ten proces trwa w najlepsze.
Wracając do symbolicznego Lukasa. GieKSa ma swój sposób na stałe fragmenty i to „drugie tempo”, o którym trener mówił w poprzednim sezonie jest cały czas praktykowane. Lukas Klemenz zachował się w tej sytuacji jak rasowy napastnik, dostał piłkę prostopadłą, a nie centrę z boku boiska i z pierwszej – w sytuacji sam na sam – strzelił gola. Schematy.
Zapytałem też o to „oczekiwanie nieoczekiwanego”, bo przecież akcję bramkową (wrzut z autu) poprzedziło odbicie od chorągiewki. Ja sam odwróciłem już głowę, bo uznałem, że akcja jest stracona i ku mojemu zdziwieniu po kilku sekundach – nadal ona trwała. To są dokładnie te setne sekundy, o których pisałem w przedmeczowym felietonie. Na transmisji telewizyjnej tego nie widzę, ale całkiem możliwe, że Borja Galan zareagował dosłownie ułamek wcześniej, zanim piłka się od tej chorągiewki odbiła. Antycypował – jak mówi Tomasz Hajto. Na pewno jego reakcja była szybsza od Marcela Krajewskiego. I to po tej akcji Widzew ratował się wybiciem na aut, po którym padła bramka.
Czysto piłkarsko nie był to najlepszy mecz GieKSy, były popularne ciężary. Ale też nie był to mecz słaby. GieKSa zrobiła to, co jest jej największym atutem – determinacja, znów – już nie „mityczne” – realizowanie założeń taktycznych, konsekwencja. I przede wszystkim nasz zespół nie odpuszcza, nie przestaje grać w piłkę. Znów przygotowanie fizyczne było na najwyższym poziomie. I w końcówce to Widzew spuchł bardziej, trener Jovicević ratował się wprowadzeniem żwawego Fornalczyka, gdy reszta już raczej była bardzo zmęczona. W końcówce to GieKSa była bardziej aktywna i gdyby Marcel Wędrychowski był bardziej precyzyjny, mogłoby się skończyć przed karnymi.
Wspomniane rzuty karne to już historia, którą będziemy pamiętać. Przy takim zmęczeniu, przy takiej presji, katowiczanie wykonali je bezbłędnie. Choć serce zabiło nam mocniej, gdy Drągowski dotknął piłkę po strzale Arka Jędrycha, ta na szczęście wpadła do siatki. Rafał Strączek broniąc w pierwszej serii jedenastkę Frana Alvareza dał dużo spokoju na dalszą część serii jedenastek. Potem była podcinka Nowaka… rany, maestria. I duże ryzyko. Ale jak zawodnik jest pewny, to mu to wchodzi. Jak jest pospinany, jak Brahim Diaz w finale Pucharu Narodów Afryki, to jest dramat. Bartkowi wychodzi ostatnio wszystko. Panie Urban… nie rób Pan wstydu. Damian Rasak dał swoją pieczęć, a popularny Milusi pokazał, że również jest bardzo pewnym ogniwem. Potem natomiast był już tylko „typowy Fornal” i euforia na stadionie.
Jakiś zawias miałem na konfie, bo pytałem trenera o rzuty karne z Pucharu Polski sprzed 15 lat z Puszczą Niepołomice, a zapomniałem o tych z Wartą Poznań kilka lat temu – potem były jeszcze przegrane jedenastki ze Stalą Stalowa Wola. W każdym razie w rozgrywkach pucharowych te jedenastki idą nam ostatnio nieźle, bo przecież jeszcze wygraliśmy je we wspomnianym meczu z Pogonią. No ale to właśnie były takie nasze „małe szczęścia”. Teraz mamy duże. Tej rangi ruty karne ostatni raz graliśmy z Araratem Erewań w 1995 – wówczas przegrane. A ostatnie wygrane były rok wcześniej z Arisem Saloniki, kiedy to Janusz Jojko decydującą jedenastkę wykorzystał.
Pan Czapeczka na konferencji dalej wygłaszał swoje farmazony i kibice Widzewa mają już go dość. W ustach trenera Widzewa właśnie te slogany bez pokrycia są ciągle aktywne, tyle że on robi to już do przesady. Mówi o dumie, o team spiryt w tym meczu i tak dalej, i tak dalej. Odległość lat świetlnych od GieKSy jeśli chodzi o wcielanie słów w życie.
Możemy być dumni z naszej drużyny. Raz gra lepiej, raz gorzej, ale zawsze gra swoje. I tym po prostu wygrywa. Nie tylko mecze, ale i serca kibiców.
Myślałem sobie przed Górnikiem, że jakbym miał wybierać z tych dwóch meczów, który wolę wygrać, to wziąłbym ten z Widzewem. Wiadomo, w lidze punkty można odrobić, a puchar to sprawa zerojedynkowa. A dostałem i to, i to. Nie żadne „minimum” czy „dobrze”, tylko po prostu idealnie.
Ochłońmy. Dobrze, że następny mecz jest nie na przykład w piątek, tylko w niedzielę. Mamy trochę zszarganych nerwów, a piłkarze poobijanych kostek i zmęczonych mięśni. Niech teraz fizjoterapeuci zajmują się doprowadzaniem naszych piłkarzy do stanu używalności, a trenerzy podają piłkarzom efekty analizy Radomiaka.
A my rozsiądźmy się wygodnie, z herbatką w ręku i oglądajmy poczynania naszych potencjalnych rywali. Już dziś gra Zawisza z Chojniczanką i Lech z Górnikiem. Jutro jeszcze Avia z Rakowem. W piątek losowanie i będziemy z zapartym tchem śledzić, kogo los nam przydzieli.
Piłka nożna
Górak: Gra o finał to wielka duma
Po meczu GKS Katowice – Widzew Łódź wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów – Rafał Górak i Igor Jovicević. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Igor Jovicević (trener Widzewa Łódź):
To trudny moment, ale jestem dumny z drużyny, jej ducha walki i jakości, który pokazała. Konkurs rzutów karnych to loteria – możesz wygrać i przegrać. Ale pokazaliśmy, że jesteśmy drużyną. Potencjał, jakość, ale rezultat nie jest dobry dla nas. Rozumiemy wysokie oczekiwania naszych kibiców, akceptujemy to, ale nie dajemy im takich rezultatów, jak chcą.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Długie i wyczerpujące spotkanie, na pewno też pod względem emocjonalnym, bo wiadomo, że to dużo kosztuje. Graliśmy już w tej edycji dogrywkę, a dzisiaj było jeszcze dłużej, bo były rzuty karne. Sam mecz był równy, zawsze podkreślam, że piłkarze Widzewa nie są z pierwszej łapanki, natomiast my chcąc zawsze odpowiedzieć na to, co na boisku może się wydarzyć, musimy działać organizacyjnie, systemowo i z ogromnym zaangażowaniem. To był taki trudniejszy mecz dla nas, tak energetycznie, podobnie jak ostatnio, gdy tutaj graliśmy. Natomiast z samej organizacji gry było więcej niż przyzwoicie, zawodnicy bardzo dobrze realizowali grę w obronie niskiej, nie chcąc dać się do niej zepchnąć całkowicie, pracowali i walczyli bardzo dobrze, strefy do zabezpieczenia, które każdy z nich miał – to funkcjonowało okej. Stąd nie wzięła się – jak na 120 minut – jakaś duża ilość sytuacji pod naszą bramką. I to jest na plus, ten mecz jest w taki dobry sposób wybroniony. Zaspaliśmy przy rzucie wolnym, to jest nasza wina i sztabu, bo powinniśmy dać lepszą wytyczną drużynie – Widzew nasze gapiostwo wykorzystał i zdobył bramkę. Ciekawe czy stuprocentowa sytuacja na 2:0 nie zamknęłaby tego meczu i nie kończylibyśmy go po 90 minutach. Ale skoro tak się skończyło, to jest to dla kibiców i całego naszego społeczeństwa kolejna nagroda za wiele lat trudnych. Zbieramy owoce naszej cierpliwej pracy i wyrozumiałości. I cóż wszystko przed nami. W niedziele bardzo ważny mecz w Radomiu, musimy się dobrze zregenerować, by w pełni sił pojechać na kolejne spotkanie. A to że zagramy o finał Pucharu Polski, to jest ogromna duma.


PanGoroli
21 maja 2019 at 18:29
Pan Musioł w sam punkt. To, o czym my tu piszemy od niemal roku. Czyli, GieKSa jest teraz chlewem, w której do koryta przysysają się ryje…
Roh
21 maja 2019 at 20:07
Kurwa ciekawy jestem ile jeszcze zajmnie tej radzie nadzorczej zdymisjonowanie Pana Janickiego. A swoja droga chop nie ma honoru zr nie odeszedl. Cos mi sie zdaje ze on chce tu zostac. Jak rada nadzorcza nie przyjmnie jego dymisji to dopiero bydzie kabaret.
Maks
21 maja 2019 at 21:33
Marcin Prasoł może zostać nowym trenerem GieKSy…Podobno…