Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

To już dziewięć – media o meczu GKS Katowice – Odra Opole

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego meczu GKS Katowice – Odra Opole. GieKSa przegrała 0:2 (0:2).

 

sportowefakty.wp.pl – Potknięcie lidera Fortuna I ligi. Ratował się w doliczonym czasie

[…] Także we wtorek doszło do pojedynku GKS-u Katowice z Odrą Opole. Goście odpowiedzieli na pierwsze ataki katowiczan. W 6. minucie opolanie wyszli na prowadzenie 1:0, a uderzenie do bramki Dawida Kudły oddał Borja Galan. Obrona gospodarzy zaspała i cała drużyna musiała odrabiać stratę po falstarcie.

W 32. minucie Odra powiększyła prowadzenie na 2:0, a dwubramkowe prowadzenie zdobyła dzięki zaledwie dwóm strzałom. Tym razem do bramki katowiczan przymierzył Maciej Makuszewski po wrzutce Borji Galana. Opolanie byli bardzo skuteczni, a ich zaliczka stała się konkretna.

Po przerwie GKS zmieniał piłkarzy. Trener Rafał Górak wprowadził pięciu zmienników zanim szkoleniowiec Odry dokonał jakiejkolwiek korekty w jedenastce. Nie zmienił się jednak obraz meczu, a ataki katowiczan były niezdarne. Gospodarzom nie udało się strzelić nawet gola kontaktowego, a i szans było na to niewiele. Odra utrzymała zaliczkę z pierwszej połowy i zwyciężyła przy Bukowej 2:0.

 

sportdziennik.com – To już dziewięć

GieKSa nadal bez zwycięstwa, ale tym razem w jej grze trudno już było doszukać się jakichkolwiek pozytywów. Kibice nawoływali trenera Rafała Góraka do spakowania walizek. Opolanie wyszli ze strefy spadkowej.

Ulewny deszcz, słabo dysponowana GieKSa, kibice (znów…) nawołujący trenera Rafała Góraka do spakowania walizek i „wyp…”. krzyczący, aby na murawę wybiegli hokeiści. Przygnębiające wrażenie z perspektywy gospodarzy sprawiał wczorajszy mecz z Odrą, którym po kilku tygodniach wrócili na Bukową. Posłuszeństwa w I połowie odmówił nawet zegar na stadionowym telebimie, zatrzymując się po 20 minutach… Zatrzymać za to nie chce się licznik kolejnych ligowych występów katowiczan bez zwycięstwa. Wskazuje już cyfrę „9”, choć najwierniejsi kibice z pewnością ruszali na trybuny z nadzieją w przełamanie. Tej wiosny GKS z pewnością nie grał tak źle, by nie zasłużyć na nawet jedną wygraną, w poprzedniej kolejce zremisował w Gdyni, wcześniej uległ Resovii tylko przez własną nieskuteczność. Z Odrą nie było jednak ani wyniku, ani też gry. Argumentów na obronę takiego stanu rzeczy, pozwalających na wiarę i cierpliwość, znów ubyło.

GKS przystąpił do wczorajszego meczu nadal bez kontuzjowanego Rafała Figla, za to już z Dawidem Kudłą między słupkami. Nawet tak dobry bramkarz był całkowicie bezradny wobec goli, jakie strzelała Odra – po uderzeniach z bliskiej odległości. Katowiczan rozmontował duet Maciej Makuszewski – Borja Galan. Najpierw Hiszpan wykończył na długim słupku centrę „Makiego” z prawej flanki, potem – „Maki” główkował na długim słupku po dośrodkowaniu Hiszpana. Do postawy katowickich defensorów, Grzegorza Rogali czy Bartosza Jaroszka, można było mieć zastrzeżenia.

Makuszewskiego zaś prześladują urazy, w wyjściowym składzie wybiegł dopiero trzeci raz za kadencji Adama Noconia, ale wniósł jakość. Nocoń już po raz 12. mierzył się z Rafałem Górakiem. Dwaj szkoleniowcy znają się jak łyse konie, rywalizowali ze sobą jeszcze w III lidze w meczach Ruchu Zdzieszowice czy LKS-u Bełk z BKS-em Stalą Bielsko-Biała, rywalizowali też w drugiej lidze i raz Nocoń (Olimpia Elbląg) zabrał Górakowi awans (Elana Toruń), a raz doszło do rewanżu, gdy GKS na ostatniej prostej pokonał Chojniczankę 3:0. Nocoń tamtą porażkę przypłacił posadą. Niejeden kibic w Katowicach zapewne chciałby teraz, by historia zatoczyła koło, ale wedle tego, co było słychać na Bukowej, taki scenariusz ze względów formalnych jest niemal niemożliwy – no chyba, że broń złożyłby sam trener Górak, czekający na zwycięstwo swojej drużyny od początku listopada.

Opolanie tak jak katowiczanie obserwowani byli z trybun przez liczną delegację GKS-u Tychy, na czele z przedstawicielami nowego inwestora, oglądającymi z trybun dwóch najbliższych rywali. Widzieli, że GieKSa nieźle zaczęła ten mecz. Gdy Artur Haluch w 4 minucie nogami obronił strzał Grzegorza Rogali po kontrze napędzonej przez Jakuba Araka, trudno było przypuszczać, że większego zagrożenia w I połowie miejscowi już nie stworzą. Co prawda w 26 minucie Arkadiusz Jędrych ustawił już piłkę na rzucie karnym, ale sędzia Kornel Paszkiewicz ocenił na VAR-ze, że zagranie ręką Mateusza Kamińskiego po strzale Jakuba Araka jednak na odgwizdanie się nie nadawało. Dlatego nie przekonaliśmy się, czy GieKSa wreszcie – po fiasku w meczach z Sandecją i Resovią – zamieni jedenastkę na gola.

Odra, musząca zapunktować, by wyjść ze strefy spadkowej, grała konsekwentnie, agresywnie, o czym przekonali się m.in. Daniel Dudziński czy Grzegorz Rogala, którym po starciach z Rafałem Niziołkiem musiała być udzielana pomoc. „Oderka nigdy nie spadnie” – śpiewało po drugiej bramce kilkudziesięciu fanatyków z Opola.

W przerwie, podczas której kibicom na murawie zaprezentowała się mistrzowska drużyna hokeistów GieKSy, trener Górak dokonał potrójnej zmiany, przetasowując ofensywę i dziękując m.in. Mateuszowi Marcowi, wykupionemu zimą z Odry za 80 tys. zł, wczoraj przeciw swym byłym kolegom bezproduktywnemu. Zmiennicy wiele nie poprawili. To był piach jak na pustyni… Złośliwi w trakcie II połowy mówili, że kibice nie wychodzą ze stadionu tylko dlatego, że czekają na krytych trybunach, aż przejdzie ulewa. Równie dobrze ta część gry mogła się nie odbyć. „Na Blaszoku cię wspieramy, a ty znowu ch… grasz” – śpiewali przez dłuższy czas i dosadnie katowiccy fanatycy, dla których jedynym pozytywem jest to, że przewaga nad strefą spadkową, już opuszczonej przez Odrę, wciąż wydaje się bezpieczna.

 

nto.pl – GKS Katowice – Odra Opole 0:2

Odra Opole zdążyła się już zapoznać ze strefą spadkową, w końcu spędziła tam wiele tygodni. Niemniej opolanie chyba jednak wolą zostawić za sobą trudną przeszłość, bo zwycięstwem z GKS-em Katowice awansowali na (teoretycznie) bezpieczną 15. lokatę Fortuna 1 Ligi. I oby ten mecz był symbolicznym rozpoczęciem nowego etapu pt. „utrzymanie” oraz rozłamu z niechlubną historią.

A jest to scenariusz całkiem możliwy, jeśli na boisku będziemy obserwować taką współpracę dwójki Borja Galan – Mateusz Makuszewski, jaka miała miejsce we wtorkowy wieczór przy Bukowej 1 w Katowicach. Obaj panowie popisali się golem i asystą, świetnie odnajdując się w polu karnym rywala.

Co ważne dla przebiegu całego meczu, niebiesko-czerwoni otworzyli wynik bardzo szybko, bo już sześć minut po pierwszym gwizdku Kornela Paszkiewicza. Akcja została poprowadzona prawą stroną boiska. Były reprezentant Polski dośrodkował tak precyzyjnie do Hiszpana, że temu pozostało dołożyć nogę.

Galan zrewanżował się Makuszewskiemu w 32. minucie rywalizacji. Tym razem akcja potoczyła się z lewej strony, gdzie niedawno sprowadzony na Oleską piłkarz opanował futbolówkę i dośrodkował ją na głowę swojego kolegi.

Jednocześnie warto podkreślić spokój i umiejętne zarządzanie meczem w fazie bronienia. Jak na zespół, który do niedawna stracił najwięcej goli w Fortuna 1 Lidze, opolanie zagrali naprawdę mądrze i dokładnie, a przede wszystkim zdyscyplinowanie i bez rażących błędów własnych.

Wynikiem tak dobrej dyspozycji była kompletnie bezzębna GieKSa, której piłkarze schodzili do szatni w akompaniamencie gwizdów i wyrazów dezaprobaty sympatyków klubu dla ich postawy na murawie. Efektem niezadowalającego wyniku było kilka zmian dokonanych w przerwie, a wśród zawodników, którzy mieli już się nie pojawić na boisku, był Mateusz Marzec, dobrze znany w Opolu eks piłkarz niebiesko-czerwonej ekipy. Niesprawiedliwie byłoby jednak stwierdzić, że drużyna Rafała Góraka nie stworzyła kompletnie żadnego zagrożenia pod bramką Artura Halucha.

Mało tego, pierwsza z nich nadarzyła się dość szybko, bo już w czwartej minucie. Marcin Wasilewski szukał szczęścia po strzale z woleja, jednak piłka trafiła wprost w bramkarza. Nieco później, bo w 26. Minucie arbiter wskazał na 11. metr od bramki za domniemane zagranie ręką Mateusza Kamińskiego w polu karnym. Na szczęście interweniował VAR, a Paszkiewicz był zmuszony do anulowania swojej decyzji.

Odra zakończyła ten mecz ze świadomością, że stać ją na dobrą, a co ważniejsze skuteczną grę. Oby jej postawa na obu frontach była zwiastunem mądrze poukładanego zespołu, który wprawdzie nie bryluje w ofensywie (dwa strzały celne w tym meczu, sześć w ogóle), ale potrafi wykorzystać nadarzające się okazje i – kiedy trzeba – zachowuje spokój, stroniąc od niepotrzebnej paniki i niezrozumiałych zagrań.

 

dziennikzachodni.pl – Kibice GKS Katowice wściekli na piłkarzy i trenera po meczu z Odrą Opole (0:2)

Piłkarze GKS Katowice rozegrali koszmarny mecz i przegrali z Odrą Opole na swoim boisku 0:2. Kibice niemiłosiernie, ale zasłużenie, wygwizdali zespół, a pod adresem trenera Rafała Góraka skandowali „pakuj walizki”.

Zespół GKSKatowice po raz ostatni wygrał mecz 5 listopada, gdy na Bukowej pokonał Chojniczankę 3:0. Przez kolejne miesiące fani nie mogli doczekać się zdobycia przez ekipę Rafała Góraka trzech punktów, a wiosna 2023 w ogóle stanowi katastrofę – ostatnie miejsce w tabeli obejmującej spotkania od początku roku mówią same za siebie.

Przyjazd Odry Opole zdawał się stanowić niezłą okazję do zatrzymania tych liczników i przy okazji wypracowania nad strefą spadkową przewagi oznaczającej utrzymanie.

Tyle tylko, że Odra mecz na Bukowej traktowała jako okazję do wyrwania się nad kreskę i to ona już po sześciu minutach zrobiła krok w kierunku realizacji celu. Przy kompromitującym zachowaniu obrońców GieKSy dośrodkowana w pole karne piłka spadła tuż przed Borją Galanem i ten kopnął ją do siatki.

Kolejne bezbarwne minuty przerwało zdarzenie w polu karnym Odry. Mateusz Kamiński odbił piłkę ręką i arbiter podyktował rzut karny. Radość gospodarzy okazała się przedwczesna, bo VAR decyzję anulował. Wkrótce potem opolanie przeprowadzili akcję odwetową. Obrońcy znów zagrali jak amatorzy, dzięki czemu Maciej Makuszewski skorzystał z prezentu i z bliska podwyższył wynik.

– Hej Górak pakuj walizki! – zagrzmiały trybuny, dodając, że „GieKSa to my, a nie wy”, ale też podkreślając, że „pierwsza, druga, trzecia liga, to nieważne dla nas jest”.

Zdesperowany szkoleniowiec gospodarzy w szatni dokonał trzech zmian, ukierunkowując zespół na ofensywę. W tym czasie na murawie trwała feta dla hokeistów prezentujących trofeum dla mistrzów Polski.

– To jest ta GieKSa, piłkarze, to jest ta GieKSa! – skandowały trybuny.

Katowiczanie w drugiej połowie przejęli środek boiska, ale nie przekuwali tego na konkretne sytuacje podbramkowe. Odra broniła się konsekwentnie i dość spokojnie dotrwała do końca spotkania, którego ostatnim akordem była burza gwizdów z trybun.

Portal GieKSa.pl tworzony jest od kibiców, dla kibiców, dlatego zwracamy się do Ciebie z prośbą o wsparcie poprzez:

a/ przelew na konto bankowe:

SK 1964
87 1090 1186 0000 0001 2146 9533

b/ wpłatę na PayPal:

E-mail: [email protected]

c/ rejestrację w Superbet z naszych banerów.

Dziękujemy!


3 komentarze
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

3 komentarze

  1. Avatar photo

    Shsbshs

    12 kwietnia 2023 at 13:21

    Wyjabac Rafał góraka

  2. Avatar photo

    Bolo

    13 kwietnia 2023 at 10:27

    Tyle lat mydlił oczy ludziom. A GIEKSA bez prezesa bez trenera, zawodników a co najgorsze bez zdolnej młodzieży (grupy młodziezowe grają w słabych ligach).
    Jesteśmy w czarnej dupie

  3. Avatar photo

    Bob

    13 kwietnia 2023 at 14:22

    Najłatwiej wywalić trenera. Piłkarzyków trzeba niektórych wypieprzyć. I tych co są odpowiedzialni za politykę transferową. A grajki za taką grę powinni zafundować darmowy wstęp dla kibiców do końca sezonu.

Odpowiedz

Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Kompromitacja

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po ostatnim meczu z Arką Gdynia, humory w Katowicach były bardzo dobre. GieKSa odbiła się od dna i w fantastycznym stylu pokonała gdynian. Piłkarze Rafała Góraka chcieli podtrzymać tę passę. Ten sam plan miał jednak Górnik Zabrze, który również efektownie odprawił z kwitkiem Pogoń Szczecin. Przy Roosevelta zapowiadało się naprawdę świetne widowisko, przy rekordowej – 28-tysięcznej – frekwencji.

W GieKSie nastąpiła jedna zmiana w porównaniu z meczem z Arką. Kontuzjowanego Alana Czerwińskiego zastąpił Lukas Klemenz, czyli bohater meczu z gdynianami. W składzie zabrzan ponownie zabrakło Lukasa Podolskiego (ale był już na ławce), mogliśmy natomiast obawiać się dynamicznych Ousmane Sowa i Tofeeka Ismaheela.

Początek meczu był wyrównany, ale drużyny nie stwarzały sobie sytuacji bramkowych, choć gdyby w 5. minucie Adam Zrelak dobrze przyjął piłkę wyszedłby sam na sam od połowy boiska z Łubikiem. W 11. minucie lekko uciekał Klemenzowi Tofeek Ismaheel, który wbiegł w pole karne i nawijał naszego obrońcę, ale Lukas ostatecznie zablokował ten strzał. W 19. minucie Kubicki bardzo dobrze obsłużył prostopadłym podaniem Ambrosa, który kąśliwie uderzał, ale Dawid Kudła bardzo dobrze obronił ten strzał. Pięć minut później w pole karne próbował wdzierał się Borja Galan, ale jego strzał został zamortyzowany. W pierwszych trzydziestu minutach nieco lepiej prezentował się Górnik i mógł to przypieczętować bramką, gdy fatalną stratę przed polem karnym zaliczył Kacper Łukasiak, ale po wygarnięciu piłki przez Kubickiego nie doszedł do niej Liseth. Niestety cofnięta gra GKS nie opłaciła się. Galan dał bardzo dużo miejsca w polu karnym rywalowi, a Ousmane Sow skrzętnie to wykorzystał, wycofując piłkę na 16. metr do Patrika Hellebranda, który pewnym strzałem pokonał Kudłę. W końcówce GKS miał kilka stałych fragmentów gry, ale w przeciwieństwie do meczu z Arką, tutaj nie było z tego żadnego zagrożenia.

Początek drugiej połowy mógł być fatalny. Klemenz wyprowadzał tak, że podał do przeciwnika, piłka zaraz poszła do niepilnowanego Janży, ten wycofał do Sowa, analogicznie jak ten zawodnik w pierwszej połowie, jednak Sow strzelił technicznie obok słupka. Po chwili, w zamieszaniu w polu karnym po wrzucie z autu Kowalczyka, ekwilibrystycznie do piłki próbował dopaść Kuusk, ale nic z tego nie wyszło. Po chwili i tak było 2:0. W 53. minucie piłkarze GKS zagrali niebywale statycznie w polu karnym. Dośrodkowywał Ambros, a kompletnie niepilnowany, choć wśród tłumu naszych (!) zawodników Liseth z bliska skierował piłkę do siatki. W 61. minucie znów rozmontowali naszą dziurawą obronę rywale, Janża znów mając lotnisko na skrzydle, popędził i wycofał po ziemi, a Sow tym razem strzelił niecelnie. Po chwili mieliśmy zmiany, weszli na boisko Aleksander Buksa i debiutujący w GKS Jesse Bosch. Trzy minuty później było po meczu, gdy doszło do absolutnie kuriozalnej sytuacji. Marten Kuusk zagrywał do Kudły. Problem w tym, że naszego bramkarza nie było w bramce i piłka wpadła do siatki ku rozpaczy estońskiego defensora. Kilka minut później swoją szansę miał Ismaheel, ale po dośrodkowaniu z prawej stroną i strzale zawodnika bardzo dobrze interweniował Kudła. W 81. minucie z dystansu uderzał wprowadzony na boisko Lukas Podolski, ale znów obronił bramkarz. W 88. minucie na strzał zdecydował się Kuusk, a piłka musnęła górną stronę poprzeczki. Po chwili była powtórka, uderzał z daleka Gruszkowski i również piłka otarła obramowanie, tym razem spojenie.

Wygląda na to, że GKS przegrał to spotkanie już przed meczem, ewentualnie w trakcie pierwszej połowy. Nie da się z Górnikiem Zabrze, grając tak asekuracyjnie, liczyć na cud i to, że rywale nie strzelą bramki. Dodatkowo po utracie bramki posypało się całkowicie wszystko i nie dość, że nadal nie mieliśmy nic z przodu, to jeszcze popełnialiśmy katastrofalne błędy z tyłu, a gospodarze skrzętnie to wykorzystali. Był to najsłabszy mecz GKS w tym sezonie. Nie chodzi o wynik. Sposób gry był nieprzystający ekstraklasowej drużynie.

23.08.2025, Zabrze
Górnik Zabrze – GKS Katowice 3:0 (1:0)
Bramki: Hellebrand (40), Liseth (53), Kuusk (64-s).
Górnik: Łubik – Kmet (70. Szcześniak), Janicki, Josema (76. Pingot), Janża, Kubicki, Hellebrand, Ambros (70. Podolski), Sow (69. Dzięgielewski), Liseth, Ismaheel (76. Lukoszek).
GKS: Kudła – Wasielewski, Klemenz, Jędrych, Kuusk, Galan (70. Gruszkowski) – Błąd (70. Łukowski), Kowalczyk, Łukasiak (61. Bosch), Nowak (78. Wędrychowski) – Zrelak (61. Buksa).
Żółte kartki: Nowak.
Sędzia: Szymon Marciniak (Płock).
Widzów: 28236 (w tym 4300 kibiców GieKSy).

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Szymon Marciniak w końcu sędzią El Clasico

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Sędzią sobotniego meczu Górnik Zabrze – GKS Katowice będzie Szymon Marciniak z Płocka. Śląski Klasyk odbędzie się w sobotę o godzinie 20.15.

Arbitra przedstawiać nie trzeba, ale jednak to zrobimy. Nasz sędzia międzynarodowy ma CV tak bogate, że ciężko objąć wszystko. Według portalu 90minut.pl pierwsze udokumentowane spotkanie to mecz Pucharu Polski w 2006 roku pomiędzy Spartą Augustów i Mrągowią Mrągowo. Szybko piął się po szczeblach kariery i już w kolejnym sezonie prowadził trzy mecze ówczesnej drugiej ligi, czyli zaplecza ekstraklasy.

Uwaga! Wówczas – 5 kwietnia 2008 poprowadził jedyny w swojej karierze mecz GKS Katowice, było to spotkanie w Turku, w którym GKS Katowice zremisował z miejscowym Turem 1:1. Poniżej możecie zobaczyć bramki z tego meczu, nakręcone przez autora niniejszego artykułu. Gola dla GKS zdobył wówczas Krzysztof Kaliciak, a wyrównał dobrze nam znany, grający później w GieKSie – Filip Burkhardt.

Już w sezonie 2008/09 zadebiutował w ekstraklasie, prowadząc mecz GKS Bełchatów z Odrą Wodzisław. Od następnego był już etatowym arbitrem w ekstraklasie, w której sędziuje nieprzerwanie od 15 lat.

W sezonie 2012/13 przyszedł debiut w europejskich pucharach, gdy w Lidze Europy sędziował mecz Lazio z Mariborem. Dwa lata później zadebiutował w Lidze Mistrzów spotkaniem Juventus – Malmo.

Wyliczanie wszystkich prowadzonych przez Marciniaka meczów byłoby dużym wyzwaniem. Spójrzmy po prostu na zbiorczą liczbę spotkań, które prowadził konkretnym europejskim drużynom na przestrzeni tych lat – głównie w Lidze Mistrzów, a także w minimalnym stopniu w Lidze Europy:

Inter Mediolan – 10
Real Madryt – 9
Atletico Madryt – 8
Liverpool, PSG – 7
Juventus, Barcelona, Milan – 6
Bayern, Manchester City, Tottenham, Lyon, Benfica – 4
Sevilla, Feyenoord, Napoli – 3

W mniejszej liczbie prowadził też mecze takich drużyn jak m.in. Lazio, Fiorentina, Manchester United, Roma, BVB, Ajax, Bayer Leverkusen, Lipsk, Atalanta, OM, FC Porto, Chelsea, Sporting, Galatasaray czy Arsenal. Dodajmy, że w zestawieniu nie są uwzględnione spotkaniach w ramach choćby Klubowych Mistrzostw Świata, gdzie dodatkowo dwukrotnie sędziował Realowi Madryt.

W 2013 sędziował swój pierwszy finał Pucharu Polski – pierwszy z dwóch meczów Śląska Wrocław z Legią Warszawa. Później jeszcze trzykrotnie prowadził mecz finałowy na Stadionie Narodowym.

W swojej europejskiej przygodzie był arbitrem kilku spotkań, które obrosły legendą. Na przykład w 2017 był rozjemcą pierwszego meczu 1/8 finału Ligi Mistrzów, w którym PSG pokonało Barcelonę 4:0. Ten mecz był preludium do historii z rewanżu, gdzie Blaugrana po niesamowitej remontadzie zwyciężyła 6:1. Rok później w tej samej fazie na Marciniaka posypała się lawina krytyki po meczu Tottenham – Juventus (1:2), w którym nasz arbiter popełnił duże błędy. W 2023 roku sędziował w półfinale pogrom Realu Madryt przez Manchester City, kiedy podopieczni Pepa Guardioli wygrali 4:0. A w zeszłym sezonie niesamowite spotkania w 1/8 i 1/2 finału pomiędzy Atletico i Realem oraz Interem i Barceloną – w obu przypadkach były to rewanże. W derbach Madrytu arbiter miał absolutnie nietypową sytuację, gdy w konkursie jedenastek Julian Alvarez dwa razy dotknął piłkę – co dopiero – i to w wielkich kontrowersjach – wykazał VAR. Znowuż w pojedynku na Giuseppe Meazza widzieliśmy prawdziwy spektakl piłki. Gdy w 87. minucie Raphinia trafiał na 3:2 dla Barcelony, wydawało się, że jest pozamiatane. Wyrównał w doliczonym czasie Acerbi, a w dogrywce Nero-Azurri za sparwą Frattesiego przechyli szalę na swoją korzyść.

Szymon Marciniak od dekady prowadzi też mecze reprezentacji. Prowadził spotkania na Mistrzostwach Europy i Świata. W 2016 roku był rozjemcą meczów Hiszpania – Czechy, Islandia – Austria i Niemcy – Słowacja. Podczas Mundialu w Rosji sędziował spotkania Argentyna – Islandia i Niemcy – Szwecja z fenomenalnym trafieniem Kroosa w doliczonym czasie z rzutu wolnego. Na Mistrzostwach Świata w Katarze prowadził spotkania Francja – Dania i Argentyna – Australia, a na Euro 2024 Belgia – Rumunia i Szwajcaria – Włochy.

Na deser zostawiliśmy oczywiście największe sukcesy polskiego sędziego. Czyli sędziowane finały. Najpierw finał Klubowych Mistrzostw Świata 2024, w którym Manchester City pokonał Fliminense 4:0. City zapewniło sobie udział w turnieju poprzez wygranie Ligi Mistrzów w 2023 roku, który również prowadził polski sędzia – Anglicy pokonali Inter Mediolan 1:0 po golu Rodriego. No i nade wszystko mecz meczów, najważniejsze wydarzenie w czteroleciu światowej piłki, czyli finał Mistrzostw Świata 2022 w Katarze: Argentyna – Francja. Finał niebanalny, bo z dwoma golami Leo Messiego i hat-trickiem Kyliana Mbappe. Marciniak był świadkiem ukoronowania Leo Messiego jako najlepszego piłkarza w historii futbolu, zwieńczającego swoją piękną karierę tytułem Mistrza Świata.

Ma w swoim dorobku także prowadzone finały Cypru, Grecji i Albanii oraz Superpuchar Europy.

Przechodząc do spraw przyziemnych – w obecnym sezonie Marciniak prowadził cztery spotkania ekstraklasy, w których pokazał 16 żółtych kartek (średnio 4 na mecz) i ani jednej czerwonej. Podyktował jeden rzut karny – dla Pogoni w meczu z Arką.

Oficjalnie prowadził tylko jedno wspomniane spotkanie GKS Katowice, natomiast na uwagę zasługuje fakt, że Marciniak był gościem specjalnym i sędzią podczas turniejów Spodek Super Cup 2024 i 2025. W obecnym roku zrobił też rzecz niesamowitą – prowadząc mecz w Arabii Saudyjskiej wieczorem dzień przed turniejem, sobie tylko znanymi sposobami przemieścił się do Katowic, by w Spodku już być około godziny 15.00 zwartym i gotowym do pracy.

Będzie to pierwszy Klasyk Szymona Marciniaka, bo mimo wielu wybitnych spotkań, nie udało mu się jeszcze poprowadzić hiszpańskiego El Clasico pomiędzy Realem Madryt i Barceloną.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Czego chcieć więcej?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Pamiętamy otwarcie Nowej Bukowej i spektakularnie wygrany mecz z Górnikiem Zabrze. Wtedy to katowiczanie przełamali złą passę z zabrskim rywalem i w doliczonym czasie gry po golu Filipa Szymczaka po raz pierwszy Arena Katowice odleciała w szale radości. Jednocześnie jak dotychczas był to najbardziej efektowny i spektakularny moment tego stadionu.

Teraz czeka nas kolejne starcie z Górnikiem, tym razem jednak przy Roosevelta. Z tym stadionem nie mamy dobrych wspomnień. Od czasu spadku z ekstraklasy 20 lat temu, katowiczanie trzy razy grali oficjalne mecze w Zabrzu. Wyniki to 0:2, 0:1 i 0:3. Najświeższym wspomnieniem jest mecz z zeszłego sezonu, który GKS gładko przegrał 0:3, tracąc gola już w czwartej minucie po uderzeniu Lukasa Podolskiego. To był jeden z niewielu pojedynków zeszłej jesieni, w którym katowiczanie nie wyglądali na równorzędnego rywala i to mimo tego, że Górnik wcale nie grał jakiegoś wybitnego spotkania. Tak, ekstraklasa nas „przywitała” w środku rundy z przytupem.

Na co stać teraz nasz zespół w jutrzejszych derbach – nie wiadomo. Nie wiadomo do końca, w jakiej formie jest ekipa Rafała Góraka, choć trzeba przyznać, że od początku meczu z Legią ta dyspozycja daje wrażenie, że rośnie. Rzeczywiście pierwsza połowa przy Łazienkowskiej była bardzo dobra, cały mecz niezły, a kolejne spotkania – z Arką Gdynia – było już bardzo dobre. Można więc mieć nadzieję, że po początkowym blackoucie, nasza ekipa w końcu się obudziła i wskoczyła na właściwe tory drużyny środka tabeli.

Problem w tym, że stajemy naprzeciw silnej w tym sezonie drużyny. Zespół Michala Gasparika najpierw wygrał z Lechią, a potem na wyjeździe z Piastem. Być może – patrząc na ten sezon – nie są to jakieś wielkie sukcesy, ale każdy punkt, a zwłaszcza komplet należy cenić. Potem była porażka w Poznaniu i niezasłużona przegrana u siebie z Termaliką. Górnik w tym meczu dominował, ale to goście okazali się lepsi o jedną bramkę. Za to w meczu z Pogonią było do pewnego momentu odwrotnie – to Portowcy cisnęli, cisnęli, ale piłka nie chciała wpaść do siatki. Wkrótce więc sprawy w swoje ręce wzięli zabrzanie i trzykrotnie pokonali bramkarza ze Szczecina.

Jakby więc nie patrzeć – obie ekipy wygrały ostatnie swoje mecze trzema bramkami i to nie z ligowymi leszczami. To znamionuje naprawdę świetne widowisko jutro.

Ciekawi jesteśmy zestawienia GKS na ten mecz. Lukas Klemenz zasłużył się dwiema bramkami – pytanie, czy Alan Czerwiński będzie zdolny do gry, a może znów na ławce zasiądzie Marten Kuusk? No i kwestia środka boiska ciągle jest otwarta. Nie wydaje się, żeby miejsca nie zachował Kacper Łukasiak, bo w końcu zagrał dobry mecz z Arką. Pytanie, co z Adrianem Błądem, czy trener będzie nadal konsekwentnie stawiał na niego czy może szansę dostanie kolejny aspirujący zawodnik. Co do ataku, to nie mamy wątpliwości – Adam Zrelak musi być i już.

Śląski Klasyk to również święto na trybunach. Znów do Zabrza przyjedzie kilkutysięczna armia kibiców GKS Katowice. Rok temu mieliśmy świetne widowisko właśnie na trybunach, trochę gorsze na boisku, przede wszystkim za sprawą GKS. Ale drugi raz z rzędu chyba tak nie będzie. Pięknie by było odczarować ten stadion i zapewnić sobie drugie zwycięstwo w sezonie. Tak jak rok temu w szóstej kolejce. Skazywany na pożarcie GKS wygrał wówczas z Mistrzem Polski – Jagiellonią Białystok.

Sobota wieczór, primetime, jupitery, dwadzieścia kilka tysięcy kibiców, dwie drużyny w gazie, Szymon Marciniak z gwizdkiem. Czego chcieć więcej?

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga