Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Media po meczu w Gdyni: Kontrowersja z meczu Arka Gdynia – GKS Katowice

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego spotkania Arka Gdynia – GKS Katowice 2:1 (2:1)

trójmiasto.pl – Arka Gdynia – GKS Katowice 2:1, choć gol stracony już w 35. Sekundzie

Arka Gdynia wygrała pierwszy mecz ligowy w 2026 roku i opuściła strefę spadkową w PKO BP Ekstraklasie. W 22. kolejce żółto-niebiescy pokonali u siebie GKS Katowice 2:1 (2:1), choć gola stracili już w 35. sekundzie gry! Końcowy wynik ustalił Nazarij Rusyn, który najbardziej zawinił przy stracie bramki przez swoją drużynę. Natomiast słodko-gorzki smak miało niedzielne popołudnie dla Michała Marcjanika.

weszlo.com – GKS z najszybszym golem w tym sezonie Ekstraklasy. 34 sekundy!

GKS Katowice świetnie rozpoczął wyjazdowe spotkanie z Arką Gdynia w 22. kolejce Ekstraklasy. Goście błyskawicznie wyszli na prowadzenie dzięki trafieniu Mateusza Wdowiaka. W żadnym innym meczu w tym sezonie bramka nie padła tak szybko.

GKS i Arka to w tym sezonie absolutni specjaliści od szybkich bramek. Poprzedni rekord sezonu należał do zespołu z Gdyni.

Chodzi o bramkę Dawida Kocyły w meczu z Piastem Gliwice w kolejce. Wówczas gracz Arki potrzebował zaledwie 47 sekund, by wpisać się na listę strzelców. Bliski pobicia tego osiągnięcia był niedawno Bartosz Nowak z GKS-u, który w starciu z Zagłębiem Lubin w 19. kolejce trafił do siatki, gdy zegar wskazywał minutę i trzy sekundy.

Mateusz Wdowiak przebił Kocyłę o ponad 10 sekund, Nowaka o prawie pół minuty. Nowak zresztą miał udział w i tej bramce, bo to on znakomicie zagrał do ustawionego w polu karnym kolegi, który następnie pewnie pokonał bramkarza.

Twierdza Gdynia ma się dobrze. Arka utrzyma się bez wyjazdów?

Arka dalej realizuje swój niecny plan, mianowicie chce utrzymać się tylko dzięki łupom na własnym stadionie. Czy jest to możliwe? Wygląda na to, że jak najbardziej tak, gdynianie na wyjazdach tracą tylko paliwo i gole (życzliwa była jedynie Legia), ale u siebie punktują bardzo regularnie i znów wyszli nad kreskę.

Choć początek tego meczu wskazywał, że akurat na to konkretne starcie z GKS-em jednak zaspali. Wiadomo, partia w niedzielę o 12:15, czyli dość wcześnie, kto nie lubi dłużej pobyć w łóżku, no i gospodarze na pierwsze minuty posłali tylko ciała, ale duchy dalej były w pierzynach. GKS objął prowadzenie po niecałych 40 sekundach – fatalna strata Rusyna, przytomność, a jakże, Nowaka i gol Wdowiaka – a potem kontrolował wydarzenia na boisku.

Arka nie mogła nawet pomyśleć o groźniejszym ataku, bliżej było gola na 2:0 dla gości. Na przykład z rzutu karnego, którego jednak ostatecznie sędzia za rękę Kubiaka nie podyktował. A może powinien? Zawodnik gospodarzy przy wyskoku zamachnął się rękami jednak dość nienaturalnie, trochę jakby był bramkarzem w szczypiorniaku. Gwizdek Malca jednak milczał, VAR też go nie zawołał.

[…] W każdym razie Arka miała szansę się obudzić i z tej okazji bardzo chętnie skorzystała. Niewiele wskazywało na gola dla niej, tymczasem wpadły dwa. Najpierw trafił Marcjanik, a potem Rusyn po koszmarnym błędzie Jędrycha, który stracił piłkę przed własnym polem karnym przy pressingu Kerka. Rusyn pobiegł sam na sam i trafił, ale… czy nie lepiej mógł zachować się Strączek? Wiadomo, ryzykował, wybierając róg, niemniej zawodnik gospodarzy uderzył w środek, no i wpadło, bo bramkarz dawno leżał, a gdyby wytrzymał ciśnienie – po prostu złapałby piłkę.

GKS nie do końca mógł zrozumieć, co się z nim stało na przestrzeni tych dwunastu minut, no i chyba nie rozgryzł tego również w drugiej połowie. Owszem, atakował, parę razy się zakotłowało w polu karnym gdynian, ale czy Węglarz miał najtrudniejszy dzień w życiu? Nie.

Równie dobrze na 3:1 mogła wyjść Arka, ale minimalnie pomylił się Rusyn, dobrą okazję zmarnował też Szysz.

gol24.pl – Kontrowersja z meczu Arka Gdynia – GKS Katowice w 22. kolejce PKO Ekstraklasy. Słuszna decyzja arbitrów?

W meczach 22. kolejki PKO Ekstraklasy nie zabrakło kontrowersyjnych sytuacji. W niedzielnym starciu Arka Gdynia – GKS Katowice w polu karnym ekipy z Trójmiasta piłka trafiła w rękę zawodnika gospodarzy. Sędzia Paweł Malec nie zdecydował się na podyktowanie rzutu karnego.

GKS Katowice objął prowadzenie już w 35. sekundzie rywalizacji, ale nie dowiózł prowadzenia nawet do przerwy. Gospodarze wyrównali w 32. minucie, a tuż przed przerwą zadali drugi cios. Sprawy mogły potoczyć się jednak inaczej, gdyby sędzia Paweł Malec w 27. minucie podyktował rzut karny dla popularnej GieKSy. Dlaczego?

Bartosz Nowak dośrodkował w pole karne miejscowych, futbolówkę głową zgrał Lukas Klemenz, a ta z bliskiej odległości trafiła w rękę 19-letniego skrzydłowego Oskara Kubiaka. Arbiter główny potrzebował chwili na konsultacje z asystentami zasiadającymi w wozie VAR: Danielem Stefańskim oraz Jakubem Winklerem. Wspólnie uznano, że rzut karny dla GKS-u się nie należał.

ekstraklasa.org – Kolejny triumf w Gdyni

Błyskawicznie strzelony gol nie zapewnił wygranej ekipie z Katowic. Arka odrobiła straty i znów zwyciężyła na własnym stadionie.

Goście rewelacyjnie rozpoczęli pierwsze niedzielne spotkanie – już w 36. sekundzie gry bramkę na 1:0 zdobył Mateusz Wdowiak. Trafienie to stanowiło najszybciej strzelony gol w sezonie 2025/2026. Mimo szybkiego ciosu Arka nie dała się ogłuszyć. Podopieczni trenera Dawida Szwargi odrobili stratę, a w końcówce pierwszej połowy zwycięstwo zapewnił swojej drużynie Nazarij Rusyn. Gdynianie wygrali już swój siódmy mecz na własnym boisku w tej edycji PKO Bank Polski Ekstraklasy.

dziennikzachodni.pl – Miłe złego początki. Pierwsza porażka drużyny trenera Góraka w tym roku. Beniaminek znalazł sposób na GieKSę

W rozegranym 22 lutego 2026 roku meczu 22. kolejki PKO Ekstraklasy Arka Gdynia pokonała GKS Katowice 2:1. W niedzielne południe podopieczni trenera Rafała Góraka ponieśli pierwszą porażkę w tym roku, choć początek spotkania w Gdyni zupełnie na to nie wskazywał.

Piłkarze Arki wygrali pierwszy mecz w tym roku, a zawodnicy GKS Katowice doznali pierwszej wiosennej porażki. Goście nie potrafili zdobyć twierdzy w Gdyni, choć już w 35 sekundzie gry objęli w tym spotkaniu prowadzenie.

Katowiczanie świetnie zaczęli to spotkanie błyskawicznie zdobywając gola po przechwycie piłki pod polem karnym Arki i uderzeniu Bartłomieja Wdowiaka. Strzelca bramki idealnym podaniem obsłużył Bartosz Nowak, dla którego był czwarty z rzędu mecz z asystą i dziewiąte otwierające podanie w tym sezonie PKO Ekstraklasy.

GieKSa przez 20 minut była zespołem zdecydowanie lepszym, ale strzały Nowaka nie znalazły drogi di siatki. Później do głosu doszli gospodarze i szybko wyrównali. Po dośrodkowaniu Oskara Kubiaka w polu karnym do piłki dopadł Michał Marcjanik. Pierwszy strzał głową obrońcy Gdynian obronił Rafał Strączek, ale wobec dobitki noga bramkarz gości był już bezradny.

Tuż przed przerwą fatalny błąd popełnił Arkadiusz Jędrych. Kapitan Katowiczan przed własnym polem karnym chcąc wybić piłkę trafił w nogę Sebastiana Kerka, a Nazarij Rusyn będąc sam przed bramkarzem nie zmarnował okazji.

Po zmianie stron GieKSa starała się wywalczyć chociaż punkt, ale bramkarz Arki obronił zarówno strzał głową Adama Zrelaka jak i uderzenie piętą Nowaka, a w doliczonym czasie gry główkę Adriana Błąda. Beniaminek broniąc się w końcówce dość rozpaczliwie utrzymał prowadzenie do końca meczu i wydostał się ze strefy spadkowej.

sportowefakty.wp.pl – Trener GKS-u Katowice ma żal do sędziów. „Ewidentny rzut karny”

– Jesteśmy bardzo niepocieszeni, że wyjeżdżamy z Gdyni bez jakiegokolwiek punktu. Niestety na własne życzenie straciliśmy dwie bramki, podaliśmy gospodarzom tlen – mówił trener GKS-u Katowice Rafał Górak po przegranym meczu w Gdyni z Arką (1:2).

[…] Wynik mógł być zgoła odmienny, gdyby w 27. minucie sędzia Paweł Malec podyktował rzut karny dla GKS-u. Po zagraniu głową Lukasa Klemenza piłkę ręką dotknął Oskar Kubiak.

– Nie mam słów. Jestem tymi decyzjami po prostu rozczarowany, ale nie mam na nie żadnego wpływu. Dla mnie rzut karny jest ewidentny – mówił zdenerwowany trener Górak.

[…] Ciężko grało się drużynie GKS-u (ale i Arce) na fatalnie przygotowanej płycie.

– Jedni i drudzy mieli ciężko. Wiadomo, że łatwiej o działania obronne, gdy murawa jest w bardzo trudnym stanie. Taką mamy zimę. Boisko było fatalne, natomiast przyglądałem się pogodzie w Gdyni i wiem, że ostatnie dni były bardzo zimne. Dopiero dziś pierwszy raz mamy dodatnią temperaturę. Nie zazdroszczę boiska piłkarzom, ale dla wszystkich było identyczne. Natomiast oczywiście nie ułatwiało gonienia wyniku – mówił trener Górak.

Fakty są jednak takie, że GKS po tej przegranej ma tylko trzy punkty przewagi nad strefą spadkową i ponownie jest zamieszany w walce o utrzymanie.

sport.tvp.pl – Arka Gdynia opuszcza strefę spadkową. Arcyważne zwycięstwo z GKS Katowice

[…] Na nierównej murawie gospodarze postanowili rozegrać akcję od własnej bramki, ale bardzo szybko stracili piłkę. Nazarijowi Rusynowi odebrał ją Sebastian Milewski, zagrał do Bartosza Nowaka, ten wypatrzył w polu karnym Mateusza Wdowiaka, który bez problemu strzałem po ziemi z ośmiu metrów pokonał Damiana Węglarza.

Nowak zanotował już dziewiątą w tym sezonie asystę, w dodatku w czwartym kolejnym spotkaniu.

W 18. minucie mogło być 2:0. Po kolejnej stracie Arki, tym razem Dawida Kocyły, w dogodnej sytuacji znalazł się Nowak, jednak lider gości uderzył w środek bramki. Lepszym rozwiązaniem wydawało się podanie do biegnącego z prawej strony Marcina Wasielewskiego.

Dalsza część pierwszej połowy toczyła się jednak po myśli gospodarzy, którzy w 32. minucie doprowadzili do wyrównania. Po centrze z lewej strony Oskara Kubiaka do siatki trafił Michał Marcjanik. Co prawda główkę stopera Arki Rafał Strączek obronił, ale przy dobitce nogą nie miał już szans.

Na przerwę zespoły zeszły przy stanie 2:1 dla Gdynian. Stało się tak po fatalnym zagraniu doświadczonego środkowego defensora Arkadiusza Jędrycha, po którym Rusyn strzałem z linii pola karnego zdobył dla swojej drużyny drugą bramkę. Tym samym Ukrainiec zrehabilitował się za błąd z pierwszej minuty.

W drugiej połowie optyczną przewagę posiadali Katowiczanie, jednak nie byli w stanie zniwelować strat. Zawodnicy GKS, aż do trzeciej minuty doliczonego czasu, nie wypracowali sobie żadnej dogodnej okazji. Wówczas główkował Adrian Błąd, ale golkiper Arki nie dał się zaskoczyć.

1 Komentarz
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

1 Komentarz

  1. Avatar photo

    karolzhh

    23 lutego 2026 at 15:23

    Nowak mial byc kiedys zawodnikiem Arki

Odpowiedz

Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Osłabiony Raków przed meczem z GieKSą

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Raków Częstochowa chce wrócić do swoich sukcesów z początku lat 20 XXI wieku w Pucharze Polski. W trzech kolejnych sezonach Medaliki grały w finale rozgrywek, dwukrotnie zdobywając Puchar Polski (w 2021 i 2022 roku).

Obecny sezon jest bardzo „obfity” dla RKSu. Drużyna brała udział w rozgrywkach Ligi Konferencji, Ekstraklasy i oczywiście w Pucharze Polski. W europejskich rozgrywkach (razem z eliminacjami) zespół rozegrał 14 spotkań (bilans: 9-2-3, bramki: 22-9) i odpadł w 1/8 finału po dwóch porażkach z Fiorentiną. W rodzimej lidze Raków po 27 rundach zajmuje 6. lokatę (tuż nad GiekSą, z tą samą liczbą punktów co nasza drużyna). Zespół wygrał w 11 meczach, zremisował w 6 i przegrał w 10, bramki: 36-34. W STS Pucharze Polski Medaliki trzy mecze wygrały: kolejno z Cracovią 3:0 (u siebie), na wyjazdach ze Śląskiem 2:1 i Avią Świdnik 2:1 (po dogrywce). Wyniki osiągane w lidze na wiosnę są słabsze od oczekiwanych – w 9 meczach drużyna zdobyła 10 punktów (bilans: 2-4-3, bramki: 10-11) i za ten okres zespół zajmuje 12. miejsce w tabeli. Z kolei w spotkaniach ligowych rozgrywanych u siebie Raków w 13 meczach zdobył 19 punktów (bilans: 5-4-4, bramki: 14-12). Na wiosnę Medaliki po dwa spotkania wygrały (z Termalicą 1:0 i Pogonią 2:0) i dwa zremisowały (z Radomiakiem 0:0 i Widzewem 1:1). Ostatnią ligową porażkę w Częstochowie RKS poniósł 14 grudnia, w meczu z Zagłębiem (0:1).

W grudniu ubiegłego roku Marka Papszuna zastąpił na stanowisku trenera 38-letni Łukasz Tomczyk. Tomczyk wcześniej prowadził samodzielnie Victorię Częstochowa, był asystentem trenera w Resovii, następnie trenerem analitykiem w GieKSie (od października 2022 roku do czerwca 2023). Po GieKSie związał się z Polonią Bytom, w której przez 3 miesiące ponownie był trenerem analitykiem, aby z końcem września 2023 roku zostać trenerem. W 2024 roku awansował z Polonią na zaplecze Ekstraklasy.

Trener Tomczyk może mieć ból głowy przed meczem z GieKSą: w drużynie Rakowa na pewno nie zobaczymy na boisku Władysława Koczerchina, Ericka Otieno, Tomasza Pieńko oraz Frana Tudor, którzy od dłuższego czasu leczą kontuzje. 25 minut przed zakończeniem ostatniego meczu ligowego został zmieniony bramkarz Kacper Trelowski, który zgłaszał kontuzję i raczej nie zagra w czwartek. Nie wiadomo też czy zagra Adriano Amorim, który przed ostatnim meczem nabawił się kontuzji.

We wszystkich rozgrywkach najwięcej goli zdobył Jonatan Braut Brunes – 21, następny na tej liście jest Lamine Diaby-Fadiga – 13.

W drużynie Medalików występuje były zawodnik GieKSy – Oskar Repka. Repka wystąpił w 42 z 44 spotkaniach Rakowa (nikt nie wystąpił w Rakowie w większej liczbie spotkań) i strzelił 4 bramki.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.

Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.

I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…

Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.

Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.

Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.

Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.

Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.

Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.

Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.

Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.

Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.

Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.

I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!

Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.

Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.

Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.

Wesołych Świąt!

PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Powrót króla na złote miejsce

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.

Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.

Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak:
Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.

Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak:
To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.

Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.

Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.

Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak:
Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.

Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak:
Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.

Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak:
Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.

Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.

Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak:
Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.

Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.

Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.

Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga